Human Rights Watch (hrw)



Pobieranie 0.55 Mb.
Strona5/9
Data27.04.2016
Rozmiar0.55 Mb.
1   2   3   4   5   6   7   8   9

Dziś w Chinach żyje 1,3 miliarda ludzi. Ich gospodarka, armia i uzbrojenie nie mają sobie równych. W obliczu tak potężnego państwa popełnienie przestępstwa przez kogoś tak małego, jak my, byłoby jak rzucanie jajkiem w skałę. Jak skok w przepaść z otwartymi oczami. Ludzie w naszym regionie są pełni pokory. Po co mieliby rzucać jajkiem w skałę? Jeżeli popełniłem przestępstwo, mogą mnie aresztować. Będą zadowoleni, a ja, jeżeli dopuściłem się przestępstwa, nie będę miał nic przeciwko temu.

Na przykład [usunięte imię] został potajemnie aresztowany. Torturowano go w więzieniu przez pięć czy sześć miesięcy. Powiedział mi, że w pewnym momencie myślał o samobójstwie. Po zwolnieniu znów próbowali go aresztować. Uciekł do Indii i mówił potem w radiu, że oskarżali go, ale nie postawili przed sądem. Gdybym zrobił coś złego, powiedział, przyznałbym się do tego.

Dlatego też nie chcę, by aresztowano mnie po cichu. Nie mogę tu zostać, bo musiałbym do nich pojechać. Jeżeli nie pojadę [na komisariat w Darcedo], przyjadą tu po mnie, aresztują i będą mi mówić, że zrobiłem źle to, to i tamto. Wydaje się, że będzie lepiej, jeśli zmienię teraz miejsce i zajmę się powtarzanie modlitw, wykorzystując tę sytuację do praktykowania religii. Jeżeli zostanę w okręgu Njagczu, chińscy urzędnicy z tego regionu skierują na mnie wszystkie te rzeczy, których używają do monitorowania tysięcy osób. Ludzie z tego regionu prosili mnie, bym do nich przyjeżdżał z wielu powodów – wzywali mnie, gdy chorowali, gdy umierali. Teraz, żeby ruszyć się gdziekolwiek, potrzebuję zezwolenia. Skoro mam udać się na komisariat w Darcedo, nie chcę tego robić, nie mówiąc o tym nikomu. Jeżeli muszę się opowiadać policji, gdy mam się zobaczyć z ludźmi, to uważam, że powinien powiedzieć ludziom, że mam się stawić na policji.

Mam nadzieję, że będę mógł porozmawiać z władzami centralnymi. Nie mam powodu protestować przeciwko Chinom i nie chce jechać do żadnego innego kraju. Nie chodźcie do miasta. Zrobiliście to kiedyś, próbując mnie bronić. Błagam was, nie róbcie tego. (...) Wszystko, o co proszę, to pomoc ogółu w uzyskaniu zezwolenia na kontakt z wyższymi urzędnikami, bym mógł im przedstawić moją sytuację. Byłoby dobrze, gdyby przedstawiciele Zgromadzenia Ludowego powiedzieli prawdę o moim położeniu władzom centralnym. Ale pamiętam, co się stało, gdy odszedłem ostatnim razem. Ludzie poszli protestować do miasta i okręgu. Nie róbcie tego. To nie pomoże. Wygląda to tak, jak gdybym do tego podżegał, więc, proszę, nie róbcie tego. Gdyby szło o Tybetańczyka, „jedzącego campę”, mógłbym przysiąc, że o nic takiego nie prosiłem, ale gdy patrzy się na to z zewnątrz, wygląda to tak, jakbym to ja nawiał ludzi. (...)

Nigdy nie występowałem przeciwko chińskiemu prawu i konstytucji i nigdy ich nie złamałem. Zawsze byłem prostym człowiekiem. Nie robiłem rzeczy, których robić mi nie wolno. Nie chodźcie i nie podnoście głosu w mieście i okręgu. Proszę, nie róbcie tego. Jeżeli zwrócicie się do władz centralnych, mam nadzieję, że dostrzegą one, że to, co robiłem, było konstruktywne. Głęboko w to wierzę. Jestem przekonany, że rząd centralny będzie sprawiedliwy, ponieważ musi patrzyć w oczy innym państwom. Jeżeli przedstawiciele lokalni znajdą sposób na skontaktowanie mnie z rządem centralnym, będzie to bardzo pomocne. A jeśli uda się nam uzyskać jakiś oficjalny dokument, z którego będzie wynikać, z kim mamy się tam spotkać – będzie wspaniale. Pojadę i porozmawiam z nimi. Ale pokrzykiwanie w okręgu i w mieście nie zda się na nic, bo tylko oskarżą mnie o podżeganie.

Jeśli idzie o mnie, mogę wyjechać do innego kraju. To żaden problem. Mogę pojechać do Indii. Mam tam swój pokój. Ale nie chcę zostawiać ludzi. Nawet gdybym pojechał do Indii, jestem już stary i wiele się nie nauczę. Nie mam więc po co tam jechać. Powinienem tu zostać, bo mam silny związek karmiczny z Tybetańczykami, a zwłaszcza z ludźmi z tego regionu. Obecnie nawet Jego Świątobliwość Dalajlama mówi, że nie zabiega o niepodległość Tybetu. Zatem nie robię tego i ja.

Ostatnim razem ludzie z Bezpieczeństwa kazali mi podpisać różne dokumenty. Podpisałem ich sporo. Napisałem też zeznanie. Gdybym nie podpisał, nie wypuściliby mnie. Już i tak byłem jak biały kruk, gdziekolwiek się udałem [oskarżenia urzędników kładły się na mnie cieniem tak, jak podąża on za lecącym ptakiem]. Pomyślałem, że złożenie podpisu da mi chwilę spokoju. Ludzie, którzy mnie nie lubią, mogą sądzić, że popełniłem przestępstwo i uciekłem. Mam jednak nadzieję, że oddalając się na pewien czas, pomogę ukazać prawdę. Mogą ogłosić publicznie, że A-ngag Taszi podpisał wszystkie te dokumenty. Jeżeli je odczytają, będziecie wiedzieć, co podpisałem.

Oskarżają ludzi o przestępstwa. Kiedy aresztowali Cedora zatrzymali też Lhodara, młodszego brata Aku Jongby. Trzymali go w więzieniu ponad miesiąc i torturowali. W końcu zwolnili, bo nie popełnił żadnego przestępstwa. W tym samym czasie aresztowano również pięciu moich uczniów z Lhasy. Oskarżono ich o separatyzm i przez miesiąc okrutnie bito w więzieniu. Powybijali im zęby i tak dalej, a potem zwolnili po jednym czy dwóch miesiącach. Jeżeli byli separatystami, to dlaczego ich zwolniono? Przez cały czas ciągle oskarżają nas o jakieś przestępstwa. (...) Wcześniej ludzie zebrali podpisy i odciski palców tysięcy osób i przekazali je władzom Sichuanu.

Chińczycy mówią, że sytuacja w Tybecie uległa poprawie i jest coraz lepsza. Jeśli idzie o mnie, zostałem oskarżony o przestępstwa, takie jak rozpoznawanie lamów, sprawa lasu i kwestie klasztorne. Oskarżyli mnie o wszystkie te zbrodnie, a ja nie tylko przeprosiłem, a jeszcze podpisałem [dokumenty]. Ale wciąż nie dają mi spokoju. Mało tego, odkopali jakieś historie sprzed 18 lat i próbują mnie tym nękać. Kiedy o tym myślę, robi mi się smutno, ale wierzę, że nie stoi za tym rząd centralny, ale władze lokalne. I wierzę, że wkrótce prawda wyjdzie na jaw. Nie lubi mnie kilku urzędników z okręgu. Uważam, że tak to właśnie wygląda. Sądzę też, że jeśli aresztują mnie po cichu, będę miał kłopoty. Jeżeli wy jesteście gotowi zwrócić się do władz centralnych, to ja mam gotowe odpowiedzi. Byłoby to, i będzie, wspaniałe.

Załącznik II

Wywiad z sędzią z okręgu Kardze, 6 grudnia 2002 roku


Notka: Dokument ten jest zapisem rozmowy reportera Radia Wolna Azja (RFA) z jednym z sędziów z Tybetańskiej Prefektury Autonomicznej Kardze, którzy skazali Tenzina Delka i jego rzekomego wspólnika Lobsanga Dhondupa. Rozmowę nagrano w cztery dni po skazaniu Tenzina Delka na karę śmierci w zawieszeniu na dwa lata, a Lobsanga Dhondupa – na karę śmierci. Sędzia przedstawia rządową wersję wydarzeń, omawia poszczególne ataki bombowe oraz odmienne role oskarżonych.

Halo?


Jak się pan miewa?

Dobrze.


Jestem z Radia Wolna Azja.

Tak?


Chciałbym pana o coś spytać. O sprawę, w której brał pan udział.

Tak, powiedział pan, że kim pan jest?



Jestem z Radia Wolna Azja.

Tak, tak.



Według doniesień prasowych, wie pan, Lithang Tulku A-ngag Taszi [Tenzin Delek] i Lobsang Dhondup zostali skazani na śmierć za podkładanie bomb. Chciałbym o tym porozmawiać.

A, mówi pan o A-ngag Taszim?



Tak, A-ngag Taszi.

Tak.


Dowiedzieliśmy się, że to między innymi pan wydawał na nich wyrok. Chciałbym uprzejmie prosić, by wyjaśnił mi pan szczegółowo, winnymi jakich przestępstw ich uznano?

Wygląda to tak...



Tak.

Mówi pan o A-ngag Taszim?



Tak, o A-ngag Taszim.

To dotyczyło jego i Lobsanga Dhondupa. A-ngag Taszi pochodzi – urodził się w Lithangu.



Rozumiem.

On jest z Lithangu. Tak właśnie... a Lobsang Dhondup z Jahdziong Sa [Yajiang] w Njagczukhce.



Rozumiem.

Co się tyczy A-ngag Tasziego, jeśli pan spyta, to ma on teraz 52 lata.



Rozumiem.

A Lobsang Dhondup ma lat 28. Teraz, jeśli ktoś spyta, „jaka była najważniejsza sprawa dotycząca tych dwóch”? Zaraz, zaraz, kiedy to było? W tysiąc dziewięćset, hmmm, dziewięćdziesiątym ósmym.



Tak.

Do niedawna... od tamtego czasu do kwietnia tego roku... wiecie.



Tak.

W tym okresie eksplodowały dwie bomby przed rezydencją naszego Lithang Kjobgona Rinpocze.



Słucham? Powiedział pan, że przed rezydencją Kjabgona Rinpocze wybuchły dwie bomby?

Tak, wybuchły bomby. A w Darcedo wybuchły trzy.



W Darcedo? Gdzie w Darcedo?

Jedna w mieście, na moście.



I?

Jedna przy bramie biur rządu prefektury.



Przy bramie biura prefektury?

Tak, przy bramie biur prefektury.



I?

I jedna tam, przed Urzędem Transportu. [po tybetańsku]



Jiaotong Qu? [nazwa chińska]

Urząd Transportu.



Rozumiem, Urząd Transportu.

Tak, bomba wybuchła przed budynkiem, zabijając starego stróża.



Czy ten stróż był Tybetańczykiem czy Chińczykiem?

Po prostu stróżem.



Rozumiem, był stróżem. I?

Tak, stróżem.



I?

Lobsang Dhondup przyjechał skądś, żeby zdetonować bombę. I mówią, że A-ngag Taszi pokrył wszystkie wydatki.



Rozumiem.

A potem, w tym roku, w miesiącu kwietniu, bomba wybuchła na placu Tianfu w Czengdu.



I?

Najpierw przyjechał zrobić rozpoznanie.



Rozumiem.

Potem dowiedzieliśmy się, że A-ngag Taszi zrobił mo [wróżba], żeby określić najlepszy czas i uznał, że najpomyślniejszy będzie wtorek.



Mówi pan, że A-ngag Taszi zrobił mo i doszedł do wniosku, że najlepiej będzie, jeśli bomba zostanie zdetonowana we wtorek. Tak mam to rozumieć?

Tak, mówią, że tego dnia na placu było za dużo ludzi i nie można było zdetonować bomby. Bomba wybuchła następnego dnia, w południe, koło jedenastej czy tuż przed dwunastą. Zostało rannych dwanaście osób, około. I udało im się aresztować tam Lobsanga Dhondupa.



Słucham? Aresztowano go na tym placu?

Tak, po wybuchu bomby na placu, tam go aresztowali. Na to wygląda.



Rozumiem.

Potem, gdy prawda zaczęła wychodzić na jaw, okazało się, że stał za nim A-ngag Taszi.



Stał za nim A-ngag Taszi. I?

Tak, tak.



A Lobsang Dhondup był osobą, która... Rozumiem. A teraz wybuch w Darcedo. Jak do tego doszło?

Przed bramą biura Prefektury, dwie osoby odniosły rany. Jedna była ciężko ranna. Na drugą spadł gruz.



O nie!

Zniszczono całą konstrukcję. Przed biurami stało wiele samochodów. Wszystkie miały powybijane okna.



Rozumiem, rozumiem. Tyle że wiele osób z zewnątrz [Chin] uważa, że rząd Chin nie przepadał za Lamą A-ngag Taszim, bo wrócił on z Indii. Po drugie, postrzega się go jako osobę, która całkowicie poświęciła się sprawie chronienia i propagowania religijnych i kulturowych tradycji Tybetu. A ponieważ lama ten darzył Tybetańczyków ogromną miłością i był z nimi solidarny, chiński rząd, który nim gardził, wrobił go w podkładanie bomb. Wszyscy oni mówią, że to niemożliwe, by ktoś taki był zamieszany w podobną sprawę.

To jest... to jest, no wie pan... jedna wersja pewnych ludzi. Nie?



Tak.

Nasz wyrok zapadł, gdy wszystko było... rozumie pan... od samego początku, gdzie jeździł, gdzie był, co robił – wszystko – wszystko potwierdzili, składając odciski palców [forma podpisu].



Czy nie zmuszono ich do tego? Na przykład biciem?

Jeśli o to chodzi, to poza łagodną reprymendą w środku... Zasadniczo, wszystkie dyskusje o podkładaniu bomb, wszystkich sześciu... Ustalono, że tylko Lobsang Dhondup, że był osobą kluczową w tych dyskusjach. Nie ustalono żadnych innych osób.



Rozumiem, z tego co słyszymy, A-ngag Taszi, nazywany też przez innych Tenzinem Delkiem Rinpocze... Po pierwsze, A-ngag Taszi wrócił z Indii. Po drugie, mieszkańcy regionów takich jak Lithang, Njagczu, Minjak, Rangakha i tak dalej darzyli go wielką wiarą i okazywali mu ogromny szacunek... Wiadomo też, że był niezwykle oddany sprawom Tybetańczyków. W związku z tym policja z Njagczu, policja z Lithangu i niektórzy chińscy przywódcy polityczni czuli do niego niechęć i czekali na sprzyjający moment, by go skompromitować i oskarżyć. Kiedy w okolicach Lithangu doszło do kilku eksplozji, uznali, że najwygodniej będzie wrobić w to „lamę”, fabrykując oskarżenie o podkładanie bomb, choć był zupełnie niewinny. To właśnie mi mówiono. Czy tak nie było?

Nie.


Rozumiem.

To on twierdził, że jest lamą, że jest lamą rozpoznanym przez Dalajlamę.



Rozumiem. Był jednym z lamów rozpoznanych przez Dalajlamę.

Tak mówił, twierdził, że jest lamą rozpoznanym przez Dalajlamę.



To on tak twierdził?

Tak, tak twierdził.



Jasne.

Nie widzieliśmy żadnego listu, który by to potwierdzał.



Chce pan powiedzieć, że to on utrzymywał, opowiadał, że rozpoznał go Dalajlama, ale nie miał na to żadnych papierów ani dokumentów, żadnego dowodu, że rozpoznał go Dalajlama?

Tak sądzę. Doszło już, wie pan, do sześciu wybuchów.



Rozumiem.

A on przyznał się, że wiedział o pięciu z nich. Tak, przyznał się i wszystko ustalono. Powiedział, że nie wiedział o jednym incydencie.



Rozumiem, i?

Ilekroć był incydent z bombą, mówił, że chce niepodległości dla Tybetu. Wysłał wiele listów [albo ulotek] do urzędów prefektury.



Proszę? Mówi pan, że lama rozsyłał ulotki, w których domagał się niepodległości dla Tybetu?

Wszystkie były pisane odręcznie i podrzucane w miejscach wybuchów.



Rozumiem. I w tych ulotkach domagał się niepodległości Tybetu?

Tak, mówił, że Tybet musi być niepodległy. Pisał wzory, oryginały ulotek, a Losang... jak on się nazywał?... Lobsang Dhondup... musiał je potem dokładnie przepisywać. Jak już je przekopiował, oryginały poszły w ogień.



Rozumiem.

Do wszystkiego sam się przyznał.



Rozumiem, rozumiem. A teraz wybuch przed rezydencją Lithang Kjabgona Rinpocze. Wątpię, żeby był w to zamieszany. A jeśli tak, jak należy rozumieć ten incydent?

Żeby znaleźć przyczynę... On mówi, że nie jest przeciwko państwu...



Tak.

Że chodziło o niechęć do Kjabgona Rinpocze.



Rozumiem, teraz rozumiem. Ale dlaczego lama miałby żywić taką niechęć do Kjabgona Rinpocze?

No więc on uważa, że choć robił tyle dobrego dla dobra ogółu, państwo [rząd] nie dostrzegało jego wkładu. Z drugiej strony, chociaż Kjabgon Rinpocze nie robi nic, państwo udziela mu wielkiego poparcia, co jego zdaniem jest niesprawiedliwe. On mówi, że to niesprawiedliwe.



Rozumiem, rozumiem. Niemniej mówiono nam, że Lama Tenzin Delek Rinpocze radził ludziom, by nie kradli, nie pili alkoholu, czangu [piwa] ani żadnego innego, by szanowali i przestrzegali konstytucji państwa i tak dalej. Budował też szkoły, przytułki dla starców i najuboższych w regionie oraz podejmował inne działania, który przynosiły pożytek rządowi i ludziom. Czy to prawda?

Oczywiście, robił to.



Kiedy więc skazaliście niedawno na śmierć takiego Lamę, jaka była opinia, jakie były reakcje ludzi, ogółu, czy ich zdaniem wyrok był sprawiedliwy?

Och, ludzie, wie pan, z tego co nam wiadomo, hmmm... wyrazili szok.



Bardzo, bardzo dziwne. Do tej pory mieszkańcy czcili Lamę Tenzina Delka Rinpocze, A-ngag Tasziego, jak nazywa go pańska strona, czcili i ubóstwiali jak Jego Świątobliwość Dalajlamę, a w tej sytuacji... Zastanawiam się, dlaczego wyrażają szok, mówiąc „Akha kha”? [„to szokujące, porażające”]

Ponieważ mówią, że dla nich był doskonale przyzwoitym lamą. Teraz okazuje się, że za naszymi plecami robił wszystkie te rzeczy. Wszystkich nas nabrał.



Rozumiem.

Tak, jego krewni, członkowie rodziny, wszyscy pogodzili się z rzeczywistością.



Rozumiem.

W tej sytuacji...



A on rzeczywiście jest lamą, który wrócił z Indii?

Tak, tak.



W tej sytuacji, jak, pańskim zdaniem, zapatrywał się na niego lokalny rząd – policja, władze lokalne?

Jak się tu pojawił, nie zapatrywano się na niego ani dobrze, ani źle.



Rozumiem.

Zajmował się religijnymi...



Dlaczego, pańskim zdaniem, sprawiał dobre wrażenie?

Kiedy się pojawił, wie pan, on jest z klasztoru Lithang.



Tak.

No więc jest mnichem z klasztoru Lithang. Co się tyczy Lithangu, no więc zanim wyjechał... był za granicą jakieś sześć lat.



Tak, tak.

Tak, zanim wyjechał, jak był w Lithangu, z powodu kradzieży, bójek, picia alkoholi itd. klasztor go wydalił.



I?

No więc, jak wrócił [z Indii]... zna pan to bóstwo, Gjalczen Szugdena199 z klasztoru Lithang?



Tak.

No więc on im powiedział, że Dalajlama obwieścił, że bóstwo Gjalczen Szugden nie przynosi pożytku Tybetowi, a więc należy z niego zrezygnować i je zniszczyć.



Tak, tak, rozumiem. Mówił im, że nie należy oddawać czci Szugdenowi, ponieważ radzi tak Dalajlama, gdyż bóstwo to nie przynosi pożytku Tybetańczykom. I że w tej sytuacji należy zniszczyć jego [wizerunki]. Tak im powiedział, czy jestem w błędzie?

Tak, tak, mówił takie rzeczy. Ale Lithang nie chciał tego słuchać.



Czyli klasztor Lithang odrzucił tę sugestię?

Tak, nie chcieli.



I?

I wtedy zaczął robić wokół tego raban, mówiąc, że został rozpoznany przez Dalajlamę. Między Lithangiem i Njagczukhą leżą dwa miasta [ośrodki administracyjne].



Tak?

I on miał tam kilku krewnych. I ogłosił, że został rozpoznany przez Dalajlamę. No więc jeśli ktoś mówi, że został rozpoznany przez Dalajlamę, to oni naprawdę mu ufają. Naprawdę.



Rzeczywiście.

I w ten sposób zaczęli ściągać ludzi, budując szkoły i karmiąc i doglądając kilku staruszków.



I?

I w ten sposób zyskał reputację prawdziwego lamy. I udawał przy tym, że jest człowiekiem, który nie potrzebuje żadnego majątku ani władzy.



Rozumiem.

I w ten sposób sprowadzili go do Njagczukhi.



Dobrze, dobrze. A więc, gdy pojawił się w klasztorze Lithang, praktykowano tam kult bóstwa Szugdena, a on im powiedział, żeby tego nie robili, bo tak radzi Dalajlama. Kiedy zaproponował zniszczenie wizerunków [Szugdena], klasztor omówił. Zerwali kontakt, a on udał się do Njagczukhi. Dobrze zrozumiałem?

Tak, dokładnie.



Jak się nazywa klasztor w Njagczukhce?

To właściwie nie jest klasztor, tylko jedno z kolegiów.



Kolegium?

Nazywa się kolegium Uthang.



Jak?

Uthang.


Uthang?

Tak, kolegium Uthang. Teraz mówią nie Cang Szi Gompa. To znaczy, zbudowali Cang Szi Gonpę. Wcześniej nie było tam żadnego klasztoru, tylko namiot z jakimś ogrodzeniem.



I?

I zbudowali klasztor.



Ilu jest w nim obecnie mnichów?

Wygląda na ponad dwustu.



Proszę, proszę, to musi być duży klasztor.

Ten klasztor jest... teraz stał się dość duży.



W tych czasach trzeba go uznać za duży, choć w przeszłość, nim przepadł Tybet, w Khamie, wie pan, było wiele dużych klasztorów, takich jak Gonczen Namthong, Tału Njico Gon czy Dzadang Zorgu i tak dalej. Jak pan wie, obecnie nie ma już tak wielkich klasztorów. Teraz wypada nazywać dużym taki, w którym jest dwustu, trzystu mnichów, prawda?

Rzeczywiście, to prawda.



W takim razie, czy jest on najwyższym tulku tego klasztoru?

No więc, tulku czy jak tam – nie jest [oficjalnie] uznawany przez państwo.



Uznawany przez państwo?

Jeśli nie uzna go państwo, nie ma o niczym mowy. Dlatego przez trzy czy cztery lata nie mieszkał w tym klasztorze.



Gdzie wtedy był?

Tu, obok, w okolicach Njagczukhi. Trochę wyżej, jakieś pół kilometra stąd. Ten klasztor nazywa się Dziamjang Gompa.



Nad Yajiang w Njagczukhce?

Tak, niedaleko.



Rozumiem.

W granicach miasta.



Rozumiem.

Jest tam klasztor, Dziamjang Gompa.



I?

Tam mieszkał.



Ilu mają tam mnichów?

Liczba mnichów... Trochę ponad dwudziestu, nie ma ich tam wielu. Pobudowali tam wiele rzeczy.



Tak?

Mówią, że budował pokoje w zboczu, my to nazywamy vis [piwnica]. Mówię panu, dużo budował.



Chwileczkę, mówi pan, że budował domy w klasztorze Dziamjang, kopał pod nimi piwnice, a w tych piwnicach produkował bomby?

Tak, wykopał piwnicę, którą po chiński nazywamy vis.



Vis?

Tak, vis. Mówią, że miał tam rozmaite wideo i inne rzeczy z Ameryki. I że robił tam różne rzeczy. [szyderczo]



Czy są na to jakieś materialne dowody?

Są, policja wiedziała i przyszła do mnie.



Policja przyniosła panu dowody do Banyan? [sąd]

Ma je policja.



I?

I zrobili... Mówią, że na tych wideo mieli różne dziewczyny, tańce i inne rzeczy. [szyderczo]



Proszę? Kobiety? Mówią, że co tam było?

Tak, kobiety. Wideo z kobietami i rożne takie.



Rozumiem.

Tak, a poza tym, wierz mi przyjacielu, powiedzieli mi, że były tam pigułki i wszystko.



Czy może tak być, że w tej sprawie – lamy aresztowanego przez chiński rząd – wszystkie te rzeczy sfilmowano później? Ze strony lamy nie ma żadnych świadków, moim zdaniem, policja mogła zrobić wszystko, co chciała, żeby go wrobić. Czy to możliwe, że naprawdę – jak twierdzą – mają dowody?

Naprawdę. Nie ma żadnych wątpliwości. Władze Yajiang sugerowały nawet, że należy z tego zrobić film edukacyjny, dla ludzi. Nasz lama, który wydawał się nam taki doskonały, jest kompletnie zdeprawowany. [szyderczo] Zrobili już z tego wideo.



Proszę? Już? Kto je wyprodukował?

Policja.



Policja z Yajiangu?

Tak. Lama miał być bez skazy, ale lama wyprawiał różne rzeczy. [szyderczo]



Jakim oddaniem – czy też wiarą – darzyli go normalnie Tybetańczycy z dystryktu czy raczej regionu?

No więc w dystrykcie... Większość ludzi go uwielbiała, mówię panu.



W Njagczukhce?

Wierzyli w niego.



W Njagczukhce?

Tak, ale teraz jego reputacja jest już tak zła, że ludzie nie mogą otworzyć ust. Wygrzebano dużo brudu.



Ilu ludzi mieszka w Njagczukhce?

Jakieś czterdzieści tysięcy.



Czterdzieści tysięcy?

Tak. Większość głęboko w niego wierzy. Ale teraz ludzie z Njagczukhi nie podnoszą głów i nie idą mu z pomocą.



Z tego, co pan powiedział, wynika, że jakieś czterdzieści tysięcy ludzi w tym okręgu głęboko w niego wierzy.

Tak jest.



Czy teraz, kiedy skazano go na śmierć, ktoś apelował do chińskiego rządu albo demonstrował w jego obronie?

Nie, nic takiego się nie zdarzyło. Teraz ludzie są zupełnie cicho.



Nie było żadnych apelacji?

Co?


Czy ktoś złożył apelację, mówiąc, że to niesprawiedliwe?

Początkowo był taki plan. Ale potem stopniowo wszyscy poznali fakty i musieli się z tym pogodzić.

1   2   3   4   5   6   7   8   9


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna