Inflacja i deflacja Wprowadzenie „Inflacja”



Pobieranie 19.98 Kb.
Data10.05.2016
Rozmiar19.98 Kb.
Inflacja i deflacja
Wprowadzenie

„Inflacja” i „deflacja” to niezwykle często powtarzane terminy w wiadomościach gospodarczych. Podczas ostatniego kryzysu finansowego środki przekazu co chwila straszyły nas bądź to deflacją, bądź inflacją lub nawet hiperinflacją. Celem tego artykułu jest zatem wyjaśnienie, czym są te dwa zjawiska, i dzięki temu uporządkowanie istniejącego pomieszania pojęciowego w tym zakresie.


Inflacja

Zaczniemy od inflacji, czyli – według klasycznej definicji – wzrostu podaży pieniądza. Już w tym momencie widać, że to, co się powszechnie uważa za inflację – czyli wzrost ogólnego poziomu cen (inflacja cenowa) – tak naprawdę jest tylko jej skutkiem. Jest tak, gdyż – tak jak w przypadku każdego innego dobra – wzrost podaży pieniądza, przy niezmienionym popycie na pieniądz, spowoduje spadek jego ceny, czyli siły nabywczej. Innymi słowy, na rynku będzie teraz więcej jednostek pieniądza niejako przypadających na tę samą ilość dóbr i usług – zatem ich ceny wyrażone w tym pieniądzu muszą wzrosnąć.

Tak sformułowana definicja rzuca od razu inne światło na politykę banku centralnego, który to – jak się powszechnie uważa – walczy z inflacją (rozumianą jako wzrost ogólnego poziomu cen). Jeśli jednak wzrost cen wynika ze wzrostu podaży pieniądza – pomijając rzadkie przypadki „wzrostu cen wynikającego ze zmniejszenia popytu na pieniądz, czyli albo nagłej chęci ludzi do wydawania szybko pieniędzy, albo zmniejszenia produkcji spowodowane na przykład zniszczeniami po wojnie”1 – zaś w obecnym systemie monetarnym za podaż pieniądza odpowiadają właśnie banki centralne, to wnioski narzucają się same.

Istotnie, w standardzie złota, kiedy to podaż pieniądza zależała od czynników rynkowych, tj. opłacalności wydobycia, roczna produkcja złota nigdy nie zwiększyła ogólnych zasobów złota o więcej niż 5 proc. w danym roku, wliczając w to okresy „gorączek złota” (w tzw. normalnych czasach wahała się w przedziale 1–3 proc.), zaś ceny pozostawały mniej więcej na tym samym poziomie lub nawet spadały (w drugiej połowie XIX w.). Stabilność siły nabywczej w standardzie złota – która jest przecież uważana za podstawowy cel polityki monetarnej – to nie przypadek. Dzieje się tak, gdyż wzrost cen (spadek siły nabywczej złota) powoduje zmniejszenie się rentowności kopalni złota, a to przyczynia się do zmniejszenia wydobycia złota oraz zwiększonego zastosowania złota do celów niemonetarnych, a następnie do spadku cen. Analogicznie będzie w przypadku spadku cen (wzrostu siły nabywczej złota), który spowoduje zwiększenie się zyskowności przemysłu wydobywczego, co przełoży się na większe wydobycie złota oraz intensyfikację przetapiania biżuterii i złomu, a w następnej kolejności do wzrostu cen.

Warto podkreślić jeszcze, że wzrost podaży pieniądza nie zachodzi równomiernie, tylko w rzeczywistości wchodzi do gospodarki poprzez określony kanały, co prowadzi do redystrybucji dochodu do osób, które jako pierwsze otrzymały nowe jednostki monetarne i mogą za nie kupować towary po niezmienionych jeszcze cenach, od tych, którzy otrzymają je pod koniec tego procesu. To może wyjaśniać, dlaczego tak bardzo rozwinął się sektor finansowy od lat 70. ubiegłego wieku. Ten stopniowy wzrost cen wynikające ze wzrostu podaży pieniądz będzie powodował redystrybucję dochodu także od osób otrzymujących stałe wynagrodzenie do osób otrzymujących zmienne wynagrodzenie oraz od pożyczkodawców do pożyczkobiorców. Fakt ten staje się niezwykle istotny, gdy zdamy sobie sprawę, iż największym pożyczkobiorcą w gospodarce jest zazwyczaj rząd, który w ten sposób może chcieć rozwiązać problem zadłużenia.

Dzięki typologii pieniądza zaprezentowanej w artykule na temat pieniądza, staje się jasne, że jego podaż może wzrastać nie tylko w wyniku zwiększenia się ilości pieniądza właściwego, ale także jego substytutów, tj. np. banknotów lub depozytów. Wyjaśnia to, dlaczego możliwy był wielki kryzys z lat 30. ubiegłego wieku lub hiperinflacja weimarska. Odnośnie hiperinflacji – czyli według klasycznej definicji Phillipa Cagana przynajmniej rocznego okresu, w ciągu którego miesięczna stopa inflacji przekracza 50 proc. – to warto wyjaśnić, iż oznacza ona całkowitą utratę zaufania do pieniądza. Jak zatem widać, rzadki przypadek istotnego spadku popytu na pieniądz, czyli masowa próba wydania jak najszybciej pieniędzy, które ciągle tracą na wartości, wynika z ich wcześniejszej nadmiernej podaży. W przeciwnym wypadku nie byłoby bowiem podstaw do utraty zaufania.


Deflacja

Deflacja stanowi przeciwieństwo inflacji i oznacza spadek podaży pieniądza. Analogicznie jak w przypadku inflacji, spadek ogólnego poziomu cen – czyli wzrost siły nabywczej pieniądza – stanowi efekt deflacji. W przypadku deflacji odróżnienie od siebie przyczyny i skutku jest jeszcze istotniejsze niż w kwestii inflacji, gdyż większość ekonomistów „krytykujących deflację (cenową – przyp. autora) w rzeczywistości chce krytykować jej przyczynę”2, tj. spadek podaży pieniądza. Jest to jednak błędne podejście, gdyż „spadające ceny nie tylko nie są deflacją, ale tak naprawdę są antidotum na deflację”3. Chodzi o to, że „spadek cen pozwala, by za zmniejszone fundusze przeznaczone na wydatki, kupić taką samą ilość dóbr, za którą wcześniej trzeba było zapłacić więcej4. Jeśli zatem ktoś uważa spadające ceny za szkodliwe, to tak naprawdę powinien krytykować spadek podaży pieniądza i optować za stuprocentową rezerwą w standardzie złota, bowiem w takim systemie spadek podaży pieniądza jest niemożliwy, gdyż złoto jest praktycznie niezniszczalne. Spadek ilości pieniądza w obiegu może zatem wystąpić tylko na skutek zniknięcia dużej ilości depozytów (co jest niemożliwe w stuprocentowej rezerwie, gdyż każdy depozyt ma pokrycie w złocie, a więc nie jest wliczany dodatkowo do podaży pieniądza, zatem ich likwidacja nie wpłynęłaby na spadek ilości podaży pieniądza) w wyniku kryzysu bankowego i kurczenia się kredytu.



Oczywiście, spadek ogólnego poziomu cen nie musi wynikać wyłącznie ze spadku podaży pieniądza. Może wiązać się także ze wzrostem produktywności, który jest najbardziej widoczny w sektorze elektronicznym (telefony, komputery itp.). O ile wydaje się, że zarówno sam wzrost podaży dóbr, jak i jego naturalna konsekwencja, tj. spadek cen, jest korzystna dla gospodarki, o tyle cel inflacyjny banków centralny zakłada niską inflacją (ekonomiści generalnie zgadzają się, że wysoka inflacja jest szkodliwa) właśnie po to, aby nie dopuścić do takiego spadku cen. Innymi słowy, ponieważ celem jest stabilny poziom cen (który, jak widzieliśmy, zapewnia standard złota), uważa się, że w pewnym sensie pieniądz musi „nadążać” za gospodarką – niska inflacja ma „neutralizować” spadek cen wynikający z produktywności. Stabilny poziom cen jest celem, gdyż uważa się, że przedsiębiorcy nie będą mogli funkcjonować, jeśli ceny będą spadać. Jednak przedsiębiorcy będą mogli osiągać zyski nawet w przypadku spadającego ogólnego poziomu cen, gdyż to, co jest istotne dla działalności biznesowej, to nie poziom absolutnych cen, ale struktura relatywnych cen, tj. relacja pomiędzy cenami produktów a czynników produkcji. Zaś „takie różnice mogą istnieć i istnieją przy jakimkolwiek poziomie cen oraz mogą istnieć i istnieją nawet gdy mamy do czynienia z powszechnym spadkiem cen”5.

Warto w tym miejscu zaznaczyć, iż w rzeczywistości efekty inflacyjne i deflacyjne nie zniosą się, lecz raczej zajdą na siebie. Jest tak, gdyż, jak pokazywaliśmy, pieniądze rozchodzą się stopniowo i poprzez określone kanały w gospodarce, a więc niekoniecznie trafią akurat na ten rynek, na którym ceny spadają, i do tych osób, które odczuły efekty deflacji.

Inną przyczyną spadku ogólnego poziomu cen może być wzrost popytu na pieniądz. Wielu ekonomistów uważa, iż taka tezauryzacja pieniądz jest niekorzystna, gdyż oznacza, iż część pieniędzy, które mogłyby zostać spożytkowane na inwestycje, nie „pracuje”. Co więcej, uważa się, że wynikający stąd spadek cen prowadzi do dalszego odkładania wydatków w czasie, w przekonaniu, że produkty będą jeszcze tańsze, co powoduje dalsze spadki cen – powstaje spirala deflacyjna. Takie rozumowanie pomija jednak to, że spadek cen, a więc wzrost siły nabywczej pieniądza, jest naturalną konsekwencją wzrostu popytu na pieniądz. Innymi słowy, jeśli ludzie postanawiają zwiększyć swoje salda gotówkowe – np. z powodu wzrostu odczuwanej niepewności lub oczekiwań na niższe ceny w przyszłości, to obniżka cen przez sprzedawców jest jedyną metodą na skłonienie jednostek do wydania swoich pieniędzy. Warto wreszcie zauważyć, iż prosperujący rynek sprzętu elektronicznego zaprzecza popularnemu mitowi, według którego spadek cen skłania ludzi do odkładania decyzji o zakupach. Przykładowo, choć cena komputerów w latach 1998–2010 spadła o ponad 90 proc., to wydatki na nie wzrosły aż o 2 700 proc. Innymi słowy, ludzie, chcąc utrzymać swój standard życia na podobnym poziomie, nie mogą ciągle odkładać swoich wydatków, a więc zaspokojenia swoich potrzeb, w czasie.
Podsumowanie

W tym artykule opisaliśmy skrótowo zjawiska inflacji i deflacji. Pokazaliśmy, czym różni się klasyczna definicja tych zjawisk (odwołująca się do zmian w podaży pieniądza) od współczesnej, która tak naprawdę wskazuje na ich przyczynę (zmiany w ogólnym poziomie cen), oraz dlaczego posługiwanie się tą pierwszą – choć rodzi poważne problemy związane z pomiarem ilości pieniądza (co dokładnie uznajemy za pieniądz, np. czy prawidłową miarą jest M1, M2 czy jakiś inny agregat monetarny) – jest lepsze. Oprócz tego przedstawiliśmy uproszczoną taksonomię deflacji cenowej, tj. jej trzy rodzaje: deflację wzrostu gospodarczego, deflację budowania zasobów gotówkowych oraz deflację kredytu bankowego6. Omówiliśmy także kilka mitów związanych z inflacją i deflacją oraz pokazaliśmy, iż w standardzie złota ze stuprocentową rezerwą inflacja byłaby istotnie ograniczona, zaś deflacja (pieniężna) praktycznie niemożliwa.



1 M. Machaj, Walka z inflacją, http://mises.pl/blog/2004/01/20/81/, 24.03.2013 r.

2 M. Machaj, Krótki przewodnik po teorii pieniądza, http://mises.pl/blog/2012/03/29/machaj-krotki-przewodnik-po-teorii-pieniadza/, 24.03.2013 r.

3 G. Reisman, Spadające ceny są antidotum na inflację, http://mises.pl/blog/2011/04/14/reisman-spadajace-ceny-sa-antidotum-na-deflacje/, 24.03.2013 r.

4 Ibid.

5 J. G. Hülsmann, Deflacja: największe mity, http://mises.pl/blog/2005/10/23/234/, 24.03.2013 r.

6 J. Lewiński, Deflacja a polityka, [w:] Pod prąd głównego nurtu, Instytut Ludwiga von Misesa, Warszawa 2010.



©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna