It was my choice, or chance, or curse To adopt the cause for better or worse



Pobieranie 22.67 Kb.
Data06.05.2016
Rozmiar22.67 Kb.
It was my choice, or chance, or curse

To adopt the cause for better or worse

And with my worldly goods and wit

And soul and body worship it


Edgar A. Poe

Świat Hellsinga jest zasadniczo chrześcijański; niczym w czasach poreformacyjnych i potrydenckich silnie podzielony na stronę katolicką i protestancką. Służebność organizacji Hellsing (zwanej też zakonem) wobec anglikanizmu jest szczególnie podkreślona w serii anime, gdzie funkcjonariusze przed każdą akcją odmawiają quasimodlitwę, a do obowiązków Integral należy uczestnictwo w ceremoniach religii państwowej. Analogiczne podporządkowanie Iscariota Watykanowi jest zrozumiałe samo przez się. Tymczasem trzeba pamiętać, iż opowieść Hirano powstała w nieschrystianizowanej Japonii, warto zatem zastanowić się, jaką rzeczywistą rolę w uniwersum interesującej nas mangi i anime odgrywa chrześcijaństwo, a także nad istotnymi wpływami światopoglądów będących wobec niego w Europie (i nie tylko) konkurencyjnymi.


Wampiry były istotami wyklętymi nie tylko z powodu niebezpieczeństw, jakie ich egzystencja stanowiła dla wspólnot ludzkich - a jeśli w tej myśli odwołuję się do tradycji naszego obszaru kulturowego sprzed kilku wieków, oczywiste jest, o jakich wspólnotach eklezjastycznych mówię. Ponad strachem pospólstwa, na wyższym poziomie analizy, byty wampiryczne wręcz ucieleśniały negację chrystianizmu. Były dla niego nieakceptowalne z wielu powodów. Po pierwsze, mamy do czynienia z niedookreślonym statusem, zawieszeniem pomiędzy życiem a śmiercią, nad którymi wszak jedyną władzę powinien posiadać Bóg. Po wtóre, wampir przedłuża swą egzystencję i powiększa siłę kosztem ludzi, niekiedy zupełnie nieświadomych i niewinnych, czasem – co z chrześcijańskiego punktu widzenia jest najgorsze - skandalicznie chętnych. Po trzecie - i najważniejsze – a wychodzimy tu poza opłotki wiosek terroryzowanych przez bezrozumne istoty, jakie w Hellsingu określane byłyby zaledwie mianem ghouli – prawdziwe wampiry przekreślały konieczność dla chrześcijaństwa typową, mianowicie duszpasterstwo. Oczywiście w wielu historiach, także w Hellsingu, mamy wyeksponowaną zależność pomiędzy mistrzem a uczniem (pojmowaną jako pewna podległość młodszego wampira wobec swego stwórcy), niemniej nadrzędnym elementem wampirzej egzystencji jest samodzielne dążenie do doskonałości, to jest - bez pośrednictwa instytucji takiej, jak kościelna. Poparcie tego argumentu stanowią losy Seras. Kościół zostaje skompromitowany, gdy młoda policjantka musi zginąć, może nie tyle za sprawą, co za pośrednictwem fałszywego pastora (na dodatek w anime scena ta ma miejsce we wnętrzu świątyni, gdzie dziewczyna zostaje niemal złożona w ofierze na ołtarzu!). Tu warto uczynić pewną dygresję. Groźba gwałtu stanowi ciekawe nawiązanie do fragmentu fabuły Draculi Stokera. Oto wedle współczesnych interpretacji powieści wątek, w którym Abraham van Helsing ratuje serią transfuzji tracącą krew i siły Lucy, opisuje symboliczny gwałt (czyniąc bohaterkę podwójną ofiarą – wampira oraz mężczyzn deklarujących największą o nią troskę). Niczym przy gwałcie zbiorowym, ustalona zostaje „kolejność dziobania”, gdzie pierwszeństwo ma narzeczony młodej damy. Autor zupełnie nie zawraca sobie głowy prozaicznym problemem zgodności grup krwi. Mimo tych (heroicznych?) wysiłków, Lucy stopniowo zmienia się w prymitywną, wyuzdaną wampirzycę. Wprawdzie w Hellsingu Seras podejmuje decyzję przesądzającą o jej niechybnej przemianie już po tym, jak Alucard zlikwidował groźbę gwałtu, jednak porównanie tych dwóch rozwiązań fabularnych stanowi interesujące signum temporis.

W momencie śmierci nie spada zatem na Seras oświecenie duchowe, za to pojawia się oferta wampira. Jej przyjęcie to zgoda na nieakceptację ze strony chrześcijaństwa. Nasza współczesna mentalność raczej odrzuca myślenie o oddaniu życia, byle tylko uniknąć sytuacji jeszcze bardziej nienawistnej z powodów ideologicznych czy światopoglądowych. Łatwiej nam pojąć decyzję Seras, aniżeli deklarację Integral z anime, iż woli zginąć, niż poddać się wampirowi, śmiertelnemu wrogowi jej rodu. Nic dziwnego zatem, że owa deklaracja młodziutkiej sir Hellsing budzi uznanie u Alucarda, który w rzeczywistości ani myślał zniewalać swej pani. Jednak Mistrz wykazuje tolerancję także wobec wyboru umierającej policjantki. Ta staje się jemu poddana, niemniej Alucard postrzega jej niechęć do napicia się krwi jako tchórzostwo. Wszak dziewczyna, raz negując śmierć, wkroczyła nieodwołalnie na „drogę nocy”... a może „mocy”. Wedle prezentowanego tu toku myślenia, Seras boi się usamodzielnienia, które rozumie jako zatratę resztek człowieczeństwa. Jej podejście jest jednak błędne, gdyż przecież wcześniej nie poddając się nadchodzącej śmierci, gotowa była swe człowieczeństwo porzucić, poza tym, uniezależnienie okazuje się być ważnym krokiem po iter perfectionis. Nie potrzeba tu duszpasterza czy kościelnych dogmatów; w prywatnej soteriologii wampira wystarczy własna wola i decyzja, do której wszak Alucard policjantkę nieustannie zachęca, lecz – w przeciwieństwie do Integral (wykorzystującej swą służbową zwierzchność do wydania rozkazu zlizania dodającej sił odrobiny krwi) – nie zmusza. Na tym przejściowym etapie, Seras odczuwa niewygodę i niedopasowanie. Niemal bez świadomej zgody na metamorfozę, jakiej podlega jej ciało, powoli wzrasta w mocy, np. wyostrzają się jej zmysły. Już to jedno jest zdecydowanie antychrześcijańskie, kojarzy się bowiem z paradygmatem religii szamańskich, w których adept dzięki ofiarom i oddaniu bóstwom staje się niczym zwierzę, coraz sprawniejszy fizycznie i sensorycznie. W końcu przemiany ilościowe (oraz sytuacja zewnętrzna) doprowadzają do skoku jakościowego, jakim jest rzecz jasna moment, w którym Seras zgadza się wypić ludzką krew, i to czyni. Praktycznie od razu rozumie, iż jej wcześniejsze obawy były nieuzasadnione, deklaruje, że teraz nie boi się już niczego; mogłaby za Emilem Cioranem powiedzieć: „Czuję się najstraszniejszą istotą, jaka kiedykolwiek istniała, apokaliptyczną bestią zionącą płomieniami i ciemnościami”1. Nie ma jednak u Seras miejsca na wyrzuty sumienia, tym bardziej, że właśnie wtedy jej stwórca nagradza ją, po raz pierwszy zwracając się do niej po imieniu (wcześniej twierdził, że „ktoś taki” na nie nie zasługuje). Wcześniej, podczas walki z Zorin, Seras traci oczy. Odrodzona jako pełnoprawna wampirzyca, true undead, pozostaje jednooczna. Można w tym odnaleźć analogię do wyglądu Pipa, którego krew wypiła, jednak ciekawe wydaje się skojarzenie z częściowo ocienioną twarzą Odyna. Bóg ten skrywał tym sposobem brak oka, za cenę którego zyskał mądrość. A ta jest przecież obok siły fizycznej, istotnym elementem stanowiącym o prawdziwej potędze. Tak na marginesie, owo wskazanie odniesienia do przedchrześcijańskich wierzeń nordyckich jest tym bardziej uzasadnione, że nie stanowi w Hellsingu jedynej (i niekoniecznie bezpośrednio czytelnej) aluzji do nich2. Przede wszystkim przecież Seras, tak w mandze, jak w anime, jest berserkiem, co widzimy, gdy w coraz większym zapamiętaniu likwiduje ghoule.

Nie sposób jednak uniknąć wrażenia, iż sięganie po religijne instrumentarium cechuje się u Hirano znaczną niekonsekwencją. Wszelkie aluzje chrześcijańskie w Hellsingu są traktowane dość swobodnie i żartobliwie – religia jest czymś w rodzaju składu gadżetów używanych w kulcie, czasem przydatnych w walce, która jest wszakże najważniejsza3. Najdobitniej o tej dowolności świadczy status Alexandra Andersona, watykańskiego regeneratora, stanowiącego żywe zaprzeczenie sprzeciwu Kościoła katolickiego wobec badań genetycznych nad człowiekiem. Widzimy tu też wspólny dla Iscariota i Millenium motyw ulegnięcia pokusie sztucznej, pozyskanej „na skróty” potęgi. Natomiast przemiana w wampira, której ulegli, w dalekiej przeszłości, Alucard i, na początku akcji mangi i anime, Seras, jest sugerowana jako w gruncie rzeczy niechciane i tragiczne wydarzenie, które w jedyny możliwy sposób zapobiegło ich przedwczesnemu odejściu ze świata.

Kolejną kwestię stanowi sieroctwo, albowiem zaskakująco wielu kluczowych bohaterów - Seras, Walter, Integral i Pip - zostało przedwcześnie pozbawionych opieki rodzicielskiej, przy czym w przypadku dwojga ostatnich z wymienionych, akcent postawiono na brak ojca. Chrześcijaństwo jest wszak silnie paternalistyczne, a ojciec jako głowa rodziny stanowi w mikroskali odpowiednik Boga Ojca. Tymczasem postaci związane z organizacją Hellsing znakomicie poradziły sobie bez tej zwierzchniej figury. Nieco inaczej jest z Iscariotem, gdzie – o ironio! – Andersona poznajemy4 jako zwierzchnika katolickiego sierocińca.

Niezmiennie najciekawszą dla mych wywodów postacią pozostaje właśnie Alucard. Opus magnum „czarnoksięskich” (alchemicznych) eksperymentów sir Arthura, spiritus familiaris rodu Hellsingów realizuje się jako swego rodzaju wcielenie sadyczno – gnostycznego wzorca poznania, realizowanego przez najokrutniejsze postępki (będące jednakowoż tak ochotnym, jak pełnym rozmachu wypełnianiem rozkazów, zwłaszcza słynnego „Search and destroy”). Alucard stoi tu poza dobrem i złem, niczym Nietzscheański Űbermensch, nie potrzebując żadnej podpory i nie kierując się definiowaną w dowolny ze sposobów moralnością. Poza nią, może wszystkiego próbować, na wszystko się ważyć, i trudno wątpić w to, iż korzystał i korzysta z tego przywileju5. Co dość paradoksalne – by znów przywołać Ciorana – tylko jednostka zdolna do występku ma prawo mówić nam o moralności. „Potrzeba nieskończenie licznych aktów transfiguracji [i Alucard w swym życiu - nieżyciu niewątpliwie się im poddał – dop. autorki], aby dotrzeć do rejonów, gdzie wszystko jest dozwolone, gdzie (...) znika tyrania zewnętrzności, której poddane są pospolite egzystencje, ustępując miejsca absolutnej spontaniczności jedynego, niepowtarzalnego istnienia, którego norma wtopiona jest w jego wewnętrzny nurt, swoje zaś prawo niesie ono w sobie, poza wszelką formą i wszelkim schematem. Jakże nie ma zniknąć moralność dla takiej istoty?”6. Poznanie (gnoza) natomiast jest niezbędne w „autosoteriologii”. Przy takim na niego spojrzeniu, Alucard osiągnął swoją doskonałość nie tylko jako perfekcyjna broń w organizacji Hellsing, lecz jako ucieleśnienie tego, do czego, być może skrycie, a w każdym razie poza obszarem chrześcijaństwa, dąży człowiek7. Alucard, nie na darmo noszący przydomek „No Life King” pozwala określać siebie jako monstrum, akcentując jednak swą autentyczność, która czyni go niepokonanym przez tych przeciwników małych i podłych, jacy swe moce zawdzięczają chipom bądź podejrzanej bioinżynierii. Warto tu zaakcentować, iż przemiany, jakim poddał wampira sir Arthur, miały inny charakter, o czym pisałam w Alchemii wampiryzmu. Nie wpłynęły one zatem na omówione powyżej aspekty ontologii postaci w zakresie mogącym podważyć słuszność wywodu, a wręcz przeciwnie – umożliwiły potworowi (sic) na doskonalenie, lecz nie wykonały pracy za niego. Frapująco świadczą o tym epizody The Dawn, w których widzimy Alucarda w osobliwej, jakby eksperymentalnej postaci.

Przypisanie Alucarda do stronnictwa „dobrych” lub „złych”, czy też postrzeganie jego samego jako bohatera pozytywnego bądź negatywnego, uzależnione jest od punktu widzenia, wszak np. dla Iscariota jest on wrogiem numer jeden, i bytem najbardziej bluźnierczym z możliwych. Natomiast nie jest kwestionowane jego prawo do wykonywania sprawiedliwości. W anime widzimy to zaledwie w epizodzie z nagłym końcem kariery wścibskiej dziennikarki, Kim, za to manga prezentuje interesujący wątek wojowniczki Millenium, Rip van Winkle. Jej losy, i „relacja” z Alucardem, wpisane są w schemat fabularny Wolnego strzelca, znanej dziewiętnastowiecznej opery skomponowanej przez C. M. von Webera8. W schemacie tym, Rip prezentuje postać Kaspara, zuchwałego myśliwego używającego magicznych, nigdy nie chybiających celu kul. Kaspar otrzymał je, po nieuniknionym sygnowaniu swoistego cyrografu (a więc za cenę duszy), od tajemniczego demona łowów, Samiela. Choć to nie Alucard przemienił Rip w wilkołaka (czy też wampirzycę, bo specyfika jej istoty pozostaje w Hellsingu zagadką), właśnie on odgrywa rolę ezgekutora umowy. W samolocie zmierzającym na lotniskowiec Eagle (przemianowany na Adlera), Alucard przypomina o pakcie i spotkaniu wyznaczonym „bei den Pforten der Hoelle” słowami niemieckojęzycznego libretta. Misja byłaby oczywiście przykładem licznych wygranych przez Hellsingowego Mistrza pojedynków (jeśli, rzecz oczywista, pominąć cel Millenium, jakim było wywabienie potężnego przeciwnika z Londynu), gdyby nie to, iż Rip jako jedyna – w przeciwieństwie do Yana, Luke’a czy Zorin, wierzących w swe zwycięstwo – zna koniec sobie przeznaczony, wie, że „ukaże się jej Samiel”. To niezwykłe prawo przyznane przez Majora Alucardowi, ten ostatni zawdzięcza właśnie swej nadzwyczajnej zdolności, zdolności do wszystkiego, która musi budzić szacunek nawet u wrogów.

Pamiętając o tym wszystkim, trudno postrzegać uniwersum Hellsinga jako chrześcijańskie. Owszem, widzimy grę rekwizytami pochodzącymi z tej religii, lecz jej istota jest bohaterom opowieści jak najdalsza. Trzecim natomiast – po alchemicznym i gnostycznym – tropem interpretacyjnym jest odwołanie do tradycji japońskiej, lecz niech ono będzie przedmiotem następnego szkicu.



1 E. Cioran, Monopol na cierpienie, w: tegoż Na szczytach rozpaczy, przeł. I. Kania, Oficyna Literacka, Kraków 1992, s. 91.

2 W moim szkicu nie będę się jednak zajmować millenijnymi wilkołakami.

3 Jak dowodzę, z większą powagą traktowane są odniesienia do europejskiej tradycji ezoterycznej.

4 Jedynie w mandze, nie w anime.

5 Vide Elevator Action i Wizardry.

6 E. Cioran, Zasada szatańska w cierpieniu, w: dz. cyt., s. 164.

7 Ów status Alucarda jest niezależny od jego formalnej podległości wobec Integral, ponieważ ta podchodzi do „swojego” wampira czysto pragmatycznie.

8 Premiera – Berlin 1821, libretto: J. F. Kind.


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna