Jan paweł II pamięĆ I tożsamośĆ Rozmowy na przelomie tysiącleci wydawnictwo znak



Pobieranie 474.68 Kb.
Strona1/9
Data28.04.2016
Rozmiar474.68 Kb.
  1   2   3   4   5   6   7   8   9
JAN PAWEŁ II

PAMIĘĆ I TOŻSAMOŚĆ



Rozmowy na przelomie tysiącleci

WYDAWNICTWO ZNAK- KRAKÓW 200!

Od redakcji

XX wiek był świadkiem historycznych wydarzeń, które przyniosły zdecydowane zmiany w sytuacji politycznej i spo­łecznej całych narodów i nie pozostały bez wpływu na losy poszczególnych obywateli. Sześćdziesiąt lat temu zakończyła się wojna, która pomiędzy 1939 a 1945 rokiem stała się dla świata tragicznym dramatem zniszczenia i śmierci. W następ­nych latach mieliśmy do czynienia z rozszerzaniem się dykta­tury komunistycznej w wielu krajach Europy Srodkowo--Wschodniej i z przenikaniem marksistowskiej ideologii do in­nych państw Europy, Afryki, Ameryki Łacińskiej i Azji. Po­nadto na początki XXI wrieku padł niestety bolesny cień ter­roryzmu w skali światowej: zburzenie wież World Trade Cen-ter wr Nowym Jorku było tego najbardziej wymownym wyrazem. Czy można w tych wydarzeniach nie dostrzegać czyn­nej obecności mystenw/i iniąmtatist

Jednakże obok zła nie brakowało dobra. Dyktatury, które zapanowały poza „żelazna kurtyną", nie zdołały zdusić pra­gnienia wolności w poddanych im narodach. W Polsce, wbrew oporowi reżimu, narodził się i umocnił ruch związkowy znany pod nazwą „Solidarność". Był to sygnał przebudzenia, który odbił sit; echem równieżw innych krajach. I nadszedł rok 1989, który przeszedł do historii jako ten, w którym obalono mur berliński, a potem dokonał się szybki upadek dyktatur}' ko-

Ol) RH)AKC.H

munistycznej w krajach europejskich, w których panowała od dziesięcioleci. Dwudzieste stulecie było także wiekiem, w któ­rym liczne narody podległe wcześniej systemom kolonialnym osiągnęły niepodległość. Powstały nowe państwa, które mimo uzależnień i nacisków mogą cieszyć się możliwością decydo­wania o swych losach. Trzeba też wspomnieć fakt ukształto­wania się organizmów międzynarodowych, które po II wojnie światowej podjęły zadanie zapewnienia pokoju i bezpieczeń­stwa narodów, troski o bardziej sprawiedliwy podział dóbr, obrony praw człowieka i słusznych oczekiwań różnych grup społecznych. W końcu należy wspomnieć powstanie i później­sze rozszerzenie Wspólnoty Europejskiej.

Również w życiu Kościoła nie brak było wydarzeń, które pozostawiły głęboki ślad, wyznaczając kierunki pozytywnych zmian o wielkim znaczeniu dla teraźniejszości i, miejmy na­dzieję, dla przyszłości Ludu Bożego. Pośród nich na pierw­szym miejscu należy wymienić II Sobór Watykański (1962-1965) i różne inicjatywy, które zrodziły się jako jego konse­kwencje, jak choćby: reforma liturgiczna, zaangażowanie na polu ekumenicznym i dialog między religiami. Jak nie doce­nić też całego dobra w wymiarze duchowym i kościelnym, ja­kie dokonywało się podczas celebracji Wielkiego Jubileuszu Roku 2000?

Szczególnym świadkiem tych wydarzeń jest Papież Jan Paweł II. Osobiście doświadczył dramatycznych i heroicznych dziejów swojego kraju, Polski, z którym wciąż jest związany. W ostatnich dziesięcioleciach był również uczestnikiem -



01) REDAKCJI

wpierw jako ksiądz, potem jako biskup, a w końcu jako pa­pież - wielu wydarzeń w historii Europy i całego świata. Ta książka prezentuje niektóre z jego doświadczeń i refleksje, jakie dojrzewały w nim w obliczu różnorakich form zła, wo­bec którego nie tracił nigdy perspektywy dobra, przeświad­czony, że to ono ostatecznie zwycięża. Dokonując przeglądu różnych aspektów dzisiejszej rzeczywistości, Ojciec Święty w cyklu „rozmów na przełomie tysiącleci" podjął refleksję nad obecnymi zjawiskami w świetle minionych dziejów, w których usiłował odnaleźć korzenie tego, co teraz doko­nuje się w świecie, aby dać współczesnym, poszczególnym osobom i całym ludom, możliwość obudzenia w sobie, po­przez uważny powrót do „pamięci", żywego poczucia włas­nej „tożsamości".

Pisząc tę książkę, Jan Paweł II powrócił do najważniejszych tematów rozmowy; jaka miała miejsce w 1993 roku w Castel Gandolfo. Dwaj polscy filozofowie, ks. Józef Tischner i Krzysz­tof Michalski, założyciele Instytutu Nauk o Człowieku (Imti-tutfurdie Wissenschaften vom Menschen) w Wiedniu, zapropo­nowali mu przeprowadzenie krytycznej analizy historycznej i tilozoficznej dwóch dyktatur, które naznaczyły piętnem dwu­dzieste stulecie: nazizmu i komunizmu. Nagrane wówczas rozmowy zostały potem spisane. Jednakże Ojciec Sudety, wra­cając do kwestii podnoszonych w tamtej konwersacji, uważał za konieczne rozszerzenie perspektyw wywodu. Zatem, wy­chodząc od wspomnianych rozmów, rozwinął swoją refleksję o nowe elementy. Tak powstała ta książka, która podejmuje zagadnienia mające istotne znaczenie dla losów ludzkości, sta­wiającej pierwsze kroki w trzecim tysiącleciu.

01) RKDAKCJI

Przy redakcji książki została zachowana literacka forma konwersacji, aby czytelnik miał świadomość, że nie jest to wy­kład akademicki, ale przyjacielska rozmowa, w której - po­dejmując z wielką precyzją proponowane kwestie w poszuki­waniu właściwych odpowiedzi - nie można było rozwinąć wy­czerpujących wywodcW. Pytania, w ich aktualnej formie, zostały dodane przez redakcję. Mają one za zadanie ułatwić czytelni­kowi właściwe zrozumienie papieskiej myśli.

Życzymy, aby każdy, kto weźmie do ręki tę książkę, mógł znaleźć w niej rozwiązania przynajmniej niektórych kwestii, jakie go nurtują.

MISERICORDIA

MIARA WYZNACZONA ZŁU

1.

i\f] -s fen uw iniguitatis:

Koegzystencja dobra i zła

Po upadku dwu potężnych systemów totalitarnych -nazizmu w Niemczech i komunistycznego „realnego socjalizmu" Związku Radzieckiego - które ucifgyty nad calym wiekiem XX i set odpowiedzialne :a niezliczone zbrodnie, itydaje się, ze przyszła pora na zastanowienie się nad ich geneza, fĄutĄami, a zwłaszcza nad ich znaczeniem w historii ludz^os'ci. ]ak,, Ojcze Święty, należy rozumieć sens tego wielkiego „wybuchu" zła?

Wiek XX był w jakimś sensie widownią narastania proce­sów dziejowych, a także procesów ideowych, które zmierzały w kierunku wielkiego „wybuchu" zła, ale także był widownią ich pokonywania. Czy zatem spojrzenie na Europę jedynie od strony zła, które pojawiło się w jej nowożytnych dziejach, jest spojrzeniem słusznym? Czy nie zawiera się tutaj jakaś jedno­stronność? Nowożytne dzieje Europy, naznaczone - zwłasz­cza na Zachodzie - wpływami oświecenia, zrodziły także wie­le dobrych owoców. Jest to poniekąd zgodne z naturą zła, tak jak je definiuje, zgodnie z ujęciem św. Augustyna, św. Tomasz. Zło jest zawsze brakiem jakiegoś dobra, które w danym bycie powinno się znajdować, jest niedostatkiem. Nigdy nie jest jed­nak całkowitą nieobecnością dobra. W jaki sposób zło wyra-



11

\ll \R,\ \VWA U /ONA 71 l

sta i rozwija się na zdrowym podłożu dobra, stanowi ponie­kąd tajemnicę. Tajemnicą jest również owo dobro, którego zło nie potrafiło zniszczyć, które się krzewi niejako wbrew złu, i to na tej samej glebie. Przypomina się ewangeliczna przy­powieść o pszenicy i kąkolu (por. Mt 13, 24-30). Kiedy słu­dzy pytają gospodarza: „Chcesz więc, żebyśmy poszli i zebrali go [kąkol]?", on odpowiada w sposób bardzo znamienny: „Nie, byście zbierając chwast, nie wyrwali razem z nim i psze­nicy. Pozwólcie obojgu rość aż do żniwa; a w czasie żniwa powiem żeńcom: zbierzcie najpierw chwast i powiążcie go w snopki na spalenie; pszenicę zaś zwieźcie do mego spichle­rza" (Mt 13, 29-30). W tym przypadku wspomnienie żniwa odnosi się do ostatniej fazy historii, do eschatologii.

Można powiedzieć, że ta przypowieść jest kluczem do ro­zumienia całych dziejów człowieka. \V różnych epokach i w różnym znaczeniu „pszenica" rośnie razem z „kąkolem", a „kąkol" razem z „pszenicą". Dzieje ludzkości są widownią koegzystencji dobra i zła. Znaczy to, że zło istnieje obok do­bra; ale znaczy także, że dobro trwa obok zła, rośnie niejako na tym samym podłożu ludzkiej natury. Natura bowiem nie została zniszczona, nie stała się całkowicie zła, pomimo grze­chu pierworodnego. Zachowała zdolność do dobra i to po­twierdza się w rożnych epokach dziejów.

2. Ideologie zła

zatem wzięły sif ideologie sła?JaJpeSf tworzenie nazizmu i Ąomunizmu? ]af{ doszło do upadku t\ch tystetnów?

Wszystkie te pytania mają głębokie znaczenie filozoficzne i teologiczne. Trzeba zrekonstruować „filozofię zła" w jej wymia­rze europejskim i nie tylko europejskim. A rekonstrukcja ta wy­prowadza nas poza ideologie. Zmusza nas, by wejść w świat wia­ry. Trzeba dotknąć tajemnicy Boga i stworzenia, a w szczególno­ści tajemnicy człowieka. Są to tajemnice, którym starałem się dać wyraz w pierwszych latach mego posługiwania na Stolic}' św. Piotra poprzez encykliki Redemptor bomints, Dives m mhencordia oraz Dommum et vivtficantem. Cały ten tryptyk odpowiada w istocie trynitarnej tajemnicy Boga. Wszystko, co zawiera się w encyklice Redemptor hominis, przyniosłem z sobą z Polski. Również reflek­sje zawarte w Dives in rnisericordia były owocem moich doświad­czeń duszpasterskich zdobytych w Polsce, a w sposób szczegól­ny w Krakouie. Przecież tam znajduje się grób siostry Faustyny Kowalskiej, której Chrystus pozwolił być szczególnie natchnioną wyrazicielką prawdy o Bożym miłosierdziu. Prawda ta ukształto­wała w Faustynie niezwykle bogate życie mistyczne. Była to oso­ba prosta, niewykształcona, a mimo to ludzie czytający Dzienni­czek jej objawień zdumiewają się nad głębią mistycznego doświad­czenia, które w nim się zawiera.



13

MIARA \\ WVU /ONA /.t I

Mówię o tym dlatego, że objawienia siostry Faustyny, skon­centrowane na tajemnicy Bożego miłosierdzia, odnoszą się do czasu przed II wojną światową. To jest właśnie ten czas, w którym powstawały i rozwijały się owe ideologie zła, jakimi były nazizm i komunizm. Siostra Faustyna stała się rzecznicz­ką przesłania, iż jedyną prawdą zdolną zrównoważyć zło tych ideologii jest ta, że Bóg jest Miłosierdziem - prawda o Chry­stusie miłosiernym. I dlatego, powołany na Stolicę Piotrową, czułem szczególną potrzebę przekazania tych rodzimych do­świadczeń, które z pewnością należą do skarbca Kościoła po­wszechnego.

Encyklika o Duchu Świętym Dominum et vivtficantem ma już swój rzymski rodowód. Dojrzewała nieco później. Zrodzi­ła się z medytacji nad Ewangelią św. Jana, nad tym, co Chry­stus mówił podczas Ostatniej Wieczerzy. Właśnie w tych ostat­nich godzinach ziemskiego życia Chrystusa otrzymaliśmy chy­ba najpełniejsze objawienie o Duchu Świętym. Wśród słów, które wypowiedział wówczas Jezus, znajduje się także stwier­dzenie bardzo znamienne dla interesującej nas kwestii. Mówi On, że Duch Święty „przekona świat o grzechu" (J 16, 8). Starałem się wniknąć w te słowa i to doprowadziło mnie do pierwszych stron Księgi Rodzaju, do wydarzenia, które zosta­ło nazwane „grzechem pierworodnym". Św. Augustyn z nie­zwykłą wnikliwością scharakteryzował naturę tego grzechu w następującej formule: amor sui usąue ad contemptum Dei -„miłość siebie aż do negacji Boga" (De cwitate Dei, XIV 28). Właśnie amor sui - miłość własna - popchnęła pierwszych ro­dziców ku pierwotnemu nieposłuszeństwu, które dało począ­tek rozszerzaniu się grzechu w całych dziejach człowieka.

li

2. IDK )!.()(,II /l.A

Odpowiadają temu słowa z Księgi Rodzaju: „Tak jak Bóg bę­dziecie znali dobro i zło" (Rdz 3, 5), czyli będziecie sami sta­nowić o tym, co jest dobrem, a co złem.

I ten właśnie pierworodny wymiar grzechu nie mógł zna­leźć współmiernej rekompensaty w innej postaci, jak poprzez przeciwstawne amor Dei usąue ad contemptum sui - „miłość Boga aż do negacji siebie". Tutaj właśnie dotykamy tajemnicy odkupienia człowieka, a do tego poznania prowadzi nas Duch Święty. To On pozwala nam tak głęboko wniknąć w myste-num Crucis, a równocześnie pochylić się nad otchłanią zła, którego sprawcą i zarazem ofiarą stał się człowiek na począt­ku swoich dziejów. Do tego właśnie odnosi się wyrażenie: „przekonać świat o grzechu". A celem tego „przekonywania" nie jest potępienie świata. Jeżeli Kościół w mocy Ducha Świę­tego nazywa zło po imieniu, to tylko w tym celu, ażeby wska­zywać możliwość jego przezwyciężenia. Amor Dei usque ad contemptum sui ma takie właśnie wymiary. Są to właściwe wy­miary miłosierdzia. Bóg w Jezusie Chrystusie pochyla się nad człowiekiem, aby podać mu dłoń, ażeby go dźwignąć za każ­dym razem, gdy upada, ażeby go stale podnosić i wspomagać w podejmowaniu z mocą nowej drogi. Człowiek nie potrafi powstać o własnych siłach. Potrzebuje pomocy Ducha Świę­tego. Jeżeli odrzuca tę pomoc, wówczas dopuszcza się grze­chu, który Chrystus nazwał „bluźnierstwem przeciwko Du­chowi", oznajmiając równocześnie, że jest on nieodpuszczal-ny (por. Mt 12, 31). Dlaczego nieodpuszczalny? Dlatego, że wyklucza w samym człowieku pragnienie odpuszczenia. Czło­wiek odpycha miłość i miłosierdzie Boga, gdyż sam uważa się za Boga. Mniema, że sam sobie potrafi wystarczyć.



15

MIAR \ \\ W. N \< /<>NA /l l

Wspomniałem krótko trzy encykliki, które wydały mi się koniecznym komentarzem do całego magisterium 11 Soboru Watykańskiego, a także do złożonych sytuacji pojawiających się w tym momencie dziejowym, w którym wypadło nam żyć.

W ciągu lat zrodziło się we mnie przeświadczenie, że ide­ologie zła są głęboko zakorzenione w dziejach europejskiej myśli filozoficznej. W tym miejscu muszę dotknąć pewnych faktów, które związane są z dziejami Europy, a zwłaszcza jej kultur\r. Kiedy ukazała się encyklika o Duchu Świętym, pew­ne środowiska na Zachodzie bardzo negatywnie na nią zare­agowały. Z czego wynikała ta reakcja? Pochodziła ona z tych samych źródeł, z których przed ponad dwustu laty zrodziło się tak zwane europejskie oświecenie - w szczególności oświe­cenie francuskie, nie wykluczając jednak angielskiego, niemiec­kiego, hiszpańskiego czy włoskiego. Od nich wszystkich róż­niło się oświecenie w Polsce. Rosja zaś chyba nie przeżyła wstrząsu oświeceniowego. Kryzys tradycji chrześcijańskiej przy­szedł tam inną drogą i na początku XX wieku wybuchł z tym większą gwałtownością w postaci radykalnie ateistycznej re­wolucji marksistowskiej.

Aby lepiej naświetlić ten problem, trzeba wrócić jeszcze do okresu przed oświeceniem, a przede wszystkim do tej re­wolucji, jakiej w myśleniu filozoficznym dokonał Kartezjusz. Cogito, ergo sum - „myślę, więc jestem", przyniosło odwróce­nie porządku w dziedzinie filozofowania. W okresie przed-kartezjanskim filozofia, a więc cogito (myślę) czy raczej co-gnosco (poznaję), była przyporządkowana doesre (być), które było czymś pierwotnym. Dla Kartezjusza natomiast esse stało się czymś wtórnym, podczas gdy za pierwotne uważał cogito.



16

'2. IDKOKK.II /I \

W ten sposób dokonała się nie tylko zmiana kierunku filozofo­wania, ale również radykalne odejście od tego, czym dawniej była filozofia, czym była w szczególności filozofia św. Tomasza 7. Akwinu: filozofia esse. Wcześniej wszystko było interpretowa­ne przez pryzmat istnienia (esse) i wszystko się przez ten pry­zmat tłumaczyło. Bóg jako samoistne Istnienie (Ens subsistens) stanowił nieodzowne oparcie dla każdego ens non subsistens, ens participatuni, czyli dla wszystkich bytów stworzonych, a więc tak­że dla człowieka. Cogtto, ergo sum przyniosło zerwanie z tamtą tradycją myśli. Pierwotne stało się teraz ens cogitans (istnienie myślące). Od Kartezjusza filozofia staje się nauką czystego myślenia: wszystko to, co jest bytem (esse) - zarówno świat stwo­rzony, jak i Stwórca - pozostaje w polu cogito jako treść ludz­kiej świadomości. Filozofia zajmuje się bytami o tyle, o ile są treścią świadomości, a nie o tyle, o ile istnieją poza nią.

W tym miejscu trzeba nieco czasu poświęcić tradycjom filozofii polskiej, a szczególnie temu, co stało się w niej po dojściu do władzy partii komunistycznej. Z uniwersytetów usuwano wszelkie formy myślenia filozoficznego, które nie odpowiadały modelowi marksistowskiemu. Dokonywano tego w sposób prosty i radykalny: usuwano ludzi, którzy reprezen­towali ten sposób uprawiania filozofii. Bardzo znamienne, że wśród tych, których pozbawiono katedr, znajdowali się przede wszystkim reprezentanci filozofii realistycznej, włącznie z przedstawicielami realistycznej fenomenologii, jak prof. Roman Ingarden, oraz szkoły Iwowsko-warszawskiej, jak prof. Izydora Dambska. Trudniej było z reprezentantami tomizmu, ponieważ znajdowali się na Katolickim Uniwersytecie Lubel­skim i na wydziałach teologicznych w Warszawie i w Krako-

17

\1I \KA \\ W.N.U '/ONA /l l

wie oraz w seminariach duchownych. I ich jednak w inny spo­sób dotknęła boleśnie ręka ustroju. Marksistowskie władze z nieufnością odnosiły się też do cenionych myślicieli, którzy zachowali krytycyzm wobec materializmu dialektycznego. Spośród nich pamiętam zwłaszcza Tadeusza Kotarbińskiego, Marię Ossowską i Tadeusza Czeżowskiego. Z uniwersyteckie­go programu zajęć nie można było oczywiście usunąć logiki czy metodologii nauk. Można było natomiast na różne sposo­by utrudniać i ograniczać wpływ „nieprawomyślnych" profe­sorów na formację studentów.

Otóż te wydarzenia, które miały miejsce w Polsce po doj­ściu do władzy marksistów, przyniosły skutki podobne do tych, jakie wyniknęły w związku z procesami, które już wcześniej wystąpiły w Europie Zachodniej w okresie pooświeceniowym. Mówiło się między innymi o „zmierzchu realizmu tomistycz-nego", a równocześnie próbowano to rozumieć jako odwrót od chrześcijaństwa jako źródła filozofowania. W ostateczno­ści kwestią, która była podana w wątpliwość, była sama moż­liwość dotarcia do Boga. W logice cogtto, ergo sum Bóg mógł pozostać jedynie jako treść ludzkiej świadomości, natomiast nie mógł pozostać jako Ten, który wyjaśnia do końca ludzkie sum. Nie mógł więc pozostać jako Esse subsistens, „samoistne Istnienie", jako Stwórca, Ten, który obdarowuje istnieniem, i jako Ten, który obdarowuje sobą w tajemnicy wcielenia, od­kupienia i łaski. „Bóg Objawienia" przestał istnieć jako „Bóg filozofów". Pozostała tylko „idea Boga", jako temat do do­wolnego kształtowania przez ludzką myśl.

W ten sposób zawaliły się również podstawy „filozofii zła". Zło bowiem, w znaczeniu realistycznym, może zaistnieć tylko

18

2 11)1 Ol.OCill /l \

w relacji do dobra, a zwłaszcza w relacji do Boga, najwyższe­go Dobra. O takim właśnie złu mówi Księga Rodzaju. W tej perspektywie można zrozumieć grzech pierworodny, a także każdy grzech osobisty człowieka. To zło zostało odkupione przez Chrystusa na krzyżu. Ściśle mówiąc, został odkupiony człowiek, który za sprawą Chrystusa stał się uczestnikiem ży­cia Bożego. To wszystko, cały ten wielki dramat dziejów zba­wienia, zanikło w umysłowości oświeceniowej. Człowiek zo­stał sam: sam jako twórca własnych dziejów i własnej cywili­zacji; sam jako ten, który stanowi o tym, co jest dobre, a co złe, jako ten, który powinien istnieć i działać etsi Deus non daretur - nawet gdyby Boga nie było.

Skoro człowiek sam, bez Boga, może stanowić o tym, co jest dobre, a co złe, może też zdecydować, że pewna grupa ludzi powinna być unicestwiona. Takie decyzje, na przykład, były podejmowane w Trzeciej Rzeszy przez osoby, które po dojściu do władzy na drodze demokratycznej uciekały się do nich, aby realizować przewrotny program ideologii narodowe­go socjalizmu, inspirującej się przesłankami rasowymi. Podob­ne decyzje podejmowała też partia komunistyczna w Związku Radzieckim i w krajach poddanych ideologii marksistowskiej. \X' tym kontekście dokonała się eksterminacja Żydów, a tak­że innych grup, jak na przykład Romów, chłopów na Ukra­inie, duchowieństwa prawosławnego i katolickiego w Rosji, na Białorusi i za Uralem. Podobnie dokonywały się prześlado­wania wszystkich osób niewygodnych dla ustroju: na przykład kombatantów września 1939 roku oraz żołnierzy Armii Kra­jowej w Polsce po n wojnie światowej, a także przedstawicieli inteligencji, którzy nie podzielali światopoglądu marksistow-



MIARA \VY/NAC/()NA /i l

skiego czy nazistowskiego. Chodziło tu zazwyczaj o elimina­cje w wymiarze fizycznym, ale czasem także moralnym: mniej lub bardziej drastycznie osoba była pozbawiana przysługują­cych jej praw.

W tym miejscu nie sposób nie dotknąć sprawy bardzo dzisiaj nabrzmiałej i bolesnej. Po upadku ustrojów zbudowa­nych na „ideologiach zła" wspomniane formy eksterminacji w tych krajach wprawdzie ustały, utrzymuje się jednak nadal legalna eksterminacja poczętych istnień ludzkich przed ich narodzeniem. Również i to jest eksterminacja zadecydowana przez demokratycznie wybrane parlamenty i postulowana w imię cywilizacyjnego postępu społeczeństw i całej ludzko­ści. Nie brak innych poważnych form naruszania prawa Bo­żego. Myślę na przykład o silnych naciskach Parlamentu Eu­ropejskiego, aby związki homoseksualne zostały uznane za inną postać rodziny, której przysługiwałoby również prawo adop­cji. Można, a nawet trzeba się zapytać, czy tu nie działa rów­nież jakaś inna jeszcze „ideologia zła", w pewnym sensie głęb­sza i ukryta, usiłująca wykorzystać nawet prawa człowieka prze­ciwko człowiekowi oraz przeciwko rodzinie.

Dlaczego się to wszystko dzieje? Jaki jest korzeń tych ideo­logii pooświeceniowych? Odpowiedź jest jecinoznaczna i pro­sta: dzieje się to po prostu dlatego, że odrzucono Boga jako Stwórcę, a przez to jako źródło stanowienia o tym, co dobre, a co złe. Odrzucono to, co najgłębiej stanowi o człowieczeń­stwie, czyli pojęcie „natury ludzkiej" jako „rzeczywistości", zastępując ją „wytworem myślenia" dowolnie kształtowanym i dowolnie zmienianym według okoliczności. Sądzę, że grun­towne przemyślenie tej sprawy mogłoby nas zaprowadzić poza



20

"2. IO KOI 0(,ll- /f \

cezurę kartezjańską. Jeżeli sensownie chcemy mówić o dobru i złu, musimy wrócić do św. Tomasza z Akwinu, to jest do filo­zofii bytu. Można na przykład metodą fenomenologiczną ana­lizować doświadczenia, takie jak doświadczenie moralności, religii czy też człowieczeństwa, wzbogacając w znaczący spo­sób nasze poznanie. Nie można jednak zapominać, że te wszystkie analizy poniekąd milcząco zakładają rzeczywistość bytu ludzkiego, to znaczy bytu stworzonego, a także rzeczy­wistość Bytu Absolutnego. Jeżeli nie wychodzimy od tego „re­alistycznego" założenia, poruszamy się w próżni.

3.

Miara wyznaczona złu w dziejach Europy



Ludziom ti'\daje się czasem, ze zło jest wszechpotężne, że panuje niepodzielnie na tym świecie. Czy według Waszej Świątobliwości istnieje jal^as'określona miara, Ątórej zio nie może przekroczyć?

Dane mi było doświadczyć osobiście „ideologii zła". To jest coś, czego nie da się zatrzeć w pamięci. Najpierw nazizm. To, co się widziało w tamtych latach, było okropne. A wielu wymiarów nazizmu w tamtym okresie przecież się nie widziało. Rzeczywi­sty wymiar zła, które przeszło przez Europę, nie wszystkim nam był znany, nawet tym spośród nas, którzy żyli w samym jego środ­ku. Żyliśmy pogrążeni w jakimś wielkim „wybuchu" zła i dopie­ro stopniowo zaczęliśmy sobie zdawać sprawę z jego rzeczywi­stych wymiarów. Odpowiedzialni za zło starali się bowiem za wszelką cenę ukryć swe zbrodnie przed oczami świata. Zarówno naziści w czasie wrojny jak i potem komuniści na wschodzie Eu­ropy starali się ukryć przed opinią światową to. co robili. Zachód długo przecież nie chciał uwierzyć w eksterminację Żydów. Do­piero potem wyszło to na jaw w całej pełni. Nawet w Polsce nie wiedziało się o wszystkim, co robili naziści z Polakami, co So­wieci zrobili z oficerami polskimi w Katyniu, a tragiczne dzieje deportacji znane były tylko po części.



22

3. MIARA \VV/,.NAf/()NA /AA \\ D/Jl'JAt'11 Kl ROPY

Później, już po zakończeniu wojny, myślałem sobie: Pan Bóg dał hitleryzmowi dwanaście lat egzystencji i po dwunastu latach system ten się zawalił. Widocznie taka była miara, jaką Opatrzność Boża wyznaczyła temu szaleństwu. Prawdę mó­wiąc, to było nie tylko szaleństwo - to było jakieś „bestial­stwo", jak napisał Konstanty Michalski (por. Między heroizftiem a bestialstwem). A więc Opatrzność Boża wymierzyła temu bestialstwu tylko dwanaście lat. Jeżeli komunizm przeżył dłu­żej - myślałem - i jeśli ma przed sobą jakąś perspektywę dal­szego rozwoju, to musi być w tym jakiś sens.

Wtedy, w pierwszych latach powojennych, komunizm jawił się jako bardzo mocny i groźny - o wiele bardziej niż w roku 1920. Już wtedy zdawało się, że komuniści podbiją Polskę i pój­dą dalej do Europy Zachodniej, że zawojują świat. W rzeczywis­tości wówczas do tego nie doszło. „Cud nad Wisłą", zwycięs­two Piłsudskiego w bitwie z Armią Czerwoną, zatrzymał te so­wieckie zakusy. Po zwycięstwie w II wojnie światowej nad faszyzmem komuniści z całym impetem szli znowu na podbój świata, a w każdym razie Europy. Doprowadziło to z początku do podziału kontynentu na strefy wpływów, zgodnie z porozu­mieniem zawartym na konferencji wr Jałcie w lutym 1945 roku. Był to układ, który7 komuniści pozornie respektowali, narusza­jąc go jednocześnie na rożne sposoby, przede wszystkim po­przez inwazję ideologiczną i propagandę polityczną nie tylko w Europie, ale i w innych częściach świata. Stało się więc dla mnie jasne, ze ich panowanie potrwa dłużej niż nazizm. Jak długo? Trudno było przewidzieć. Można było myśleć, że i to zło było w jakimś sensie potrzebne światu i człowiekowi. Zda­rza się bowiem, że w konkretnym realistycznym układzie ludz-

  1   2   3   4   5   6   7   8   9


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna