Jan paweł II pamięĆ I tożsamośĆ Rozmowy na przelomie tysiącleci wydawnictwo znak



Pobieranie 474.68 Kb.
Strona2/9
Data28.04.2016
Rozmiar474.68 Kb.
1   2   3   4   5   6   7   8   9

MIARA \VY/NAC'/ONA /.LI

kiego bytowania zło w jakimś sensie jawi się jako potrzebne -jest potrzebne o tyle, o ile daje okazję do dobra. Czy Johann Wolfgang von Goethe nie powiedział o diable: ein Teil von je-ner Kraft, die stefs da\ Bose will und stets das Gute schafft - „je­stem częścią tej siły, która pragnie zła, a czyni dobro"". Sw. Pa­weł na swój sposób wzywa: „Nie daj się zwyciężyć złu, ale zło dobrem zwyciężaj" (Rz 12, 21). Ostatecznie, zastanawiając się nad złem, dochodzimy do uznania większego dobra.

Jeżeli zatrzymałem się tu, aby uwydatnić miarę wyznaczoną złu w dziejach Europy, to muszę zaraz dodać, że ta miara jest wyznaczona przez dobro - dobro boskie i ludzkie, które się ob­jawiło w tych samych dziejach, w ciągu minionego stulecia, a także w ciągu całych tysiącleci. Tak czy owak, zła doznanego nie zapo­mina się łatwo. Można je tylko przebaczyć. A co to znaczy prze­baczyć? To znaczy odwołać się do dobra, które jest większe od jakiegokolwiek zła. Ostatecznie takie dobro ma swoje źródło tyl­ko w Bogu. Tylko Bóg jest takim Dobrem. Ta miara wyznaczo­na złu przez boskie dobro stała się udziałem dziejów człowieka, w szczególności dziejów Europy, za sprawą Chrystusa. Chrystu­sa nie da się więc odłączyć od dziejów człowieka. To samo po­wiedziałem podczas moich pierwszych odwiedzin w Polsce, w Warszawie, na placu Zwycięstwa, Mówiłem wtedy, że nie moż­na odłączyć Chrystusa od dziejów mojego narodu. Czy można oddzielić Go od dziejów jakiegokolwiek narodu? Czy można oddzielić Go od dziejów Europy? To przecież w Nim wszystkie narody i ludzkość cała mogą przekroczyć „próg nadziei"!

* Johann Wolfgang Goethe, Faust, akt I, sc. 3: Pracownia, tłum. Ber­nard Antochewicz, Wrocław 1978, s. 44.

l,

Odkupienie jako boska miara wyznaczona złu



Jal{ należy rozumieć bliżej tę miarę zła, o tyórej mówimy? Na czym polega istota tego ograniczenia?

Kiedy mówię „miara wyznaczona złu", myślę przede wszyst­kim o mierze historycznej, która za sprawą Opatrzności została wyznaczona złu totalitaryzmów XX stulecia: złu narodowego socjalizmu, a potem marksistowskiego komunizmu. Trudno mi jednak w tej perspektywie oprzeć się jeszcze innym refleksjom, które mają charakter teologiczny. Nie chodzi tutaj o ten rodzaj rozważań, który czasami zwykło się nazwać „teologią historii". Chodzi raczej o ten wymiar myślenia, który przez refleksję teo­logiczną wnika w głębię, aż do poznania korzeni zła, aby od­kryć możliwość jego przezwyciężenia dzięki dziełu Chrystusa.

Tym, który może wyznaczyć ostateczną miarę złu, jest sam Bóg. On bowiem jest samą Sprawiedliwością. Jest nią, ponie­waż jest Tym, który za dobro wynagradza, a za zło karze, z do­skonała zgodnością z rzeczywistością. Chodzi tutaj o wszel­kie zło moralne, chodzi o grzech. Bóg osądzający i karzący jawi się na horyzoncie dziejów człowieka już w ziemskim raju. Księga Rodzaju szczegółowo opisuje karę, jaką ponieśli pierwsi rodzice po swoim grzechu (por. Rdz 3, 14-19). Ich kara prze­niosła się na całą historię człowieka. Grzech pierworodny jest

\ll \KA \\ Y/.NAl /ONA /ł

bowiem grzechem dziedzicznym. Jako taki, oznacza on pew­ną wrodzoną grzeszność człowieka, skłonność do złego raczej niż do dobrego, która w nim tkwi. Jest w człowieku pewna słabość wrodzona natur}' moralnej, która idzie w parze z kru­chością jego bytu, z kruchością psychofizyczną. Z tą krucho­ścią łączą się różnorakie cierpienia, które Biblia ocl pierwszych stron wskazuje jako karę za grzech.

Można więc powiedzieć, że dzieje człowieka oci początku są naznaczone miarą, którą Bóg Stwórca wyznacza złu. Wiele na ten temat powiedział H Sobór Watykański w7 Konstytucji Gau-dmm et spes. Warto by tu przypomnieć zwłaszcza wykład wpro­wadzający, jaki Sobór poświęca sytuacji człowieka w świecie współczesnym - ale nie tylko współczesnym. Ograniczę się do pewnych przytoczeń na temat grzechu i grzeszności człowieka: „Człowiek bowiem, badając swoje serce, stwierdza, że jest skłon­ny również do złego i że jest pogrążony w rozlicznych niepra-wościach, które nie mogą pochodzić od jego dobrego Stwórcy. Często, wzbraniając się uznać Boga za źródło swego pocho­dzenia, niszczy także właściwe nastawienie do swego ostatecz­nego celu, a tym samym porządek w sobie samym i właściwą postawę wobec innych ludzi i wszystkich rzeczy stworzonych.

Tak więc człowiek jest w sobie samym podzielony, stąd całe życie ludzi, czy to indywidualne, czy też zbiorowe, oka­zuje się dramatyczną walką pomiędzy dobrem i złem, pomię­dzy światłem i ciemnością. Co więcej, człowiek stwierdza swoją niezdolność do samodzielnego i skutecznego zwalczania ata­ków' zła, tak że każdy czuje się jak gdyby spętany więzami niemocy. Jednak sam Pan przyszedł, aby wyzwolić i umocnić człowieka, odmieniając go wewnętrznie i wyrzucając precz

26

t ODKUPIENIE JAKO B(>SK\ \1I \RA WYZNAĆ/ONA ZŁU

władcę tego świata (por. J 12, 31), który zatrzymywał go w nie­woli grzechu. Grzech zaś degraduje samego człowieka, po­nieważ nie pozwala mu osiągnąć jego pełni.

\V świetle tego Objawienia zarówno wzniosłe powołanie, jak i głęboka nędza, których doświadczają ludzie, znajdują ostateczne wytłumaczenie" (n. 13).

Tak więc nie sposób mówić o „mierze wyznaczonej złu", nie biorąc pod uwagę treści przytoczonych słów. Sam Bóg przy­szedł, ażeby nas zbawić, ażeby wyzwalać człowieka od zła, a to przyjście Boga, ten „Adwent", który tak radośnie przeży­wamy w okresie poprzedzającym Boże Narodzenie, ma cha­rakter odkupieńczy Niepodobna myśleć o mierze, jaką Bóg wyznacza złu pod jego różnymi postaciami, nie odwołując się do tajemnicy odkupienia.

C z}' tajemnica odkupienia jest również odpowiedzią na to zło dziejowe, które powraca w historii człowieka pod różnymi postaciami? Czy jest ona odpowiedzią na zło naszych czasów? Zdawać by się mogło, że zło obozów koncentracyjnych, komór gazowych, okrucieństwa pewnych działań służb policyjnych, wreszcie samej wojny totalnej oraz ustrojów opartych na prze­mocy - że to zło, które również programowo przekreślało obec­ność krzyża - było mocniejsze. Jeśli jednak popatrzymy nieco wnikliwiej na dzieje ludów i narodów, które przeszły przez pró­bę systemów totalitarnych i prześladowań za wiarę, wówczas odkryjemy tam wyraźną, zwycięską obecność krzyża Chrystu­sowego. A na tak dramatycznym tle ta obecność jawi się jako leszcze bardziej przejmująca. Tym, którzy są poddani progra­mowemu oddziaływaniu zła, nie pozostaje nikt inny i nic inne­go poza Chrystusem i krzyżem, jako źródłem duchowej samo-

MIARA WYZNACZONA ŹLI

obrony, jako rękojmią zwycięstwa. Czyż takim znakiem zwycię­stwa nad złem nie stał się św. Maksymilian Kolbe w oświęcim­skim obozie zagłady? Czy nie jest nim historia św. Edyty Stein - wielkiej myślicielki ze szkoły Husserla - która podzieliła los wielu synów i córek Izraela, spalona w krematorium w Brze­zince? A prócz tych dwóch postaci, które zwykło się razem wy­mieniać, tyle innych, które w owych bolesnych dziejach były wielkie wielkością świadectwa dawanego wśród współwięźniów Chrystusowi ukrzyżowanemu i zmartwychwstałemu.

Tajemnica Chrystusowego odkupienia jest bardzo głęboko zakorzeniona w naszej egzystencji. Życie współczesne zostało zdominowane przez cywilizację techniczną, ale i tutaj sięga sku­teczność tej tajemnicy, jak nam to przypomniał 11 Sobór Waty­kański: „Na pytanie, w jaki sposób można przezwyciężyć to nieszczęście, chrześcijanie odpowiadają, że wszystkie działania ludzkie, które na skutek pychy i nieumiarkowanej miłości włas­nej codziennie narażane są na niebezpieczeństwo, powinny być oczyszczane i doprowadzane do doskonałości przez krzyż i zmartwychwstanie Chrystusa. Odkupiony przez Chrystusa i uczyniony w Duchu Świętym nowym stworzeniem, człowiek może i powinien kochać rzeczy stworzone przez Boga. Od Boga bowiem je otrzymuje i jako dar Boga poważa i szanuje. Składa­jąc za nie dzięki Dobroczyńcy, używając stworzenia i korzysta­jąc z niego w ubóstwie i wolności ducha, dochodzi do prawdzi­wego posiadania świata, jako ten, który nic nie ma, a posiada wszystko. »Wszystko jest wasze, wy zaś Chrystusa, a Chrystus Boga«(lKor3,22n)"(n. 37).

Można powiedzieć, że poprzez całą Konstytucję Gaudtum et spes Sobór rozwija definicję świata, którą znajdujemy na



28

l ODM I'I1 MK JAM) BOSKA MIAR \ \\ Y/NAC/J >NA ZŁU

samym początku dokumentu: „Ma on [Sobór] (...) przed ocza­mi świat ludzi, czyli całą rodzinę ludzką wraz z całokształtem rzeczywistości, wśród której ona żyje; świat, widownię dzie­jów rodzaju ludzkiego, naznaczony jego przedsiębiorczością, klęskami i zwycięstwami; świat, który jak wierzą chrześcija­nie, został stworzony i jest zachowywany dzięki miłości Stwo­rzyciela, popadł w niewolę grzechu, lecz po złamaniu przez ukrzyżowanego i zmartwychwstałego Chrystusa mocy Złego został wyzwolony, aby przeobrazić się zgodnie z zamierzeniem Boga i osiągnąć doskonałość" (n. 2).

Przeglądając strony GaudłUtH et spes, można zauważyć, że wciąż powracają te „pojęcia podstawowe": krzyż, zmartwych­wstanie, tajemnica paschalna. A wszystkie te słowa mówią ra­zem: odkupienie. Świat został odkupiony przez Boga. Scho-lastycy ujmowali to w wyrażeniu status naturaeredetnptae- „stan natury odkupionej" Chociaż Sobór prawie że nie używa sło­wa „odkupienie", jednak w tylu miejscach o nim mówi. W uję­ciu soborowym odkupienie ma charakter paschalny i jest zwią­zane z momentem kulminacyjnym, którym jest zmartwych­wstanie. Czy była jakaś racja przemawiająca za tym wyborem? Kiedy zapoznałem się bliżej z teologią wschodnią, zrozumia­łem lepiej, iż takie ujęcie miało w tle ważny rys ekumeniczny. W akcentowaniu zmartwychwstania znajduje wyraz ducho­wość wielkich Ojców chrześcijańskiego Wschodu. Jeśli odku­pienie jest tą boską miarą wyznaczoną złu, to nie dla czego innego, jak tylko dlatego, że w nim zło zostaje w sposób rady­kalny przezwyciężone dobrem, nienawiść miłością, śmierć zmartwychwstaniem.

5.

Tajemnica odkupienia

W świetle tych rozważań jawi się potrzeba jakiejś pełniejszej odpowiedzi na l^westie natury odkupienia. Czym jest zbawienie w ty>ntety'cie owego zmagania się dobra ze złem, u1 ty ó rym bytuje człowieĄ?

Czasami to zmaganie się bywa przedstawiane w postaci wagi. W nawiązaniu do tego symbolu można by powiedzieć, że Bóg, składając ofiarę ze swego Syna na krzyżu, złożył na szali dobra to zadośćuczynienie o nieskończonej wartości, ażeby ono mogło zawsze ostatecznie przeważać. Słowo „Odku­piciel" ma w swym polskim rdzeniu wyrazowym coś z „kupo­wania", coś z „wykupywania". Zresztą tak też jest z łacińskim określeniem Redemptor, którego etymologia łączy się z cza­sownikiem redimere (wykupić). Właśnie ta analiza etymolo­giczna może nas przybliżyć do zrozumienia rzeczywistości od­kupienia.

Łączą się z nią w sposób bardzo bliski takie pojęcia, jak odpuszczenie, a także usprawiedliwienie. Jedno i drugie na­leży do języka Ewangelii. Chrystus odpuszczał grzechy, pod­kreślając z mocą, że Syn Człowieczy ma władzę odpuszczania grzechów. Kiedy przyniesiono Mu człowieka sparaliżowane­go, powiedział naprzód: „Dziecko, odpuszczają ci się twoje grzechy" (Mk 2, 5), a potem dodał: „Wstań, weź swoje nosze

30

5. TAJEMNICA ODKITIKMA

i idź do swego domu!" (Mk 2, 11). W ten sposób pośrednio zaznaczył, że grzech jest większym złem aniżeli paraliż ciała. Kiedy zaś po zmartwychwstaniu po raz pierwszy przyszedł do wieczernika, gdzie byli zgromadzeni Apostołowie, pokazał im swoje przebite ręce, nogi i bok, a potem tchnął na nich i rzekł: „Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane" (J 20, 22-23). W ten sposób Chrystus objawił, że władza od­puszczania grzechów, którą posiada tylko sam Bóg, zostaje udzielona Kościołowi. Równocześnie potwierdził raz jeszcze to, że grzech jest największym złem, od którego człowiek musi być uwolniony, a zarazem ukazał, że moc wyzwolenia czło­wieka z grzechu jest powierzona Kościołowi dzięki odkupień­czej męce i śmierci Chrystusa.

Sw. Paweł wyrazi tę samą prawdę jeszcze głębiej w poję­ciu usprawiedliwienia. Nauka o usprawiedliwieniu ma w listach Apostoła - przede wszystkim w Liście do Rzymian i do Gala-tow - także wymiar polemiczny. Paweł, wychowany w szko­łach faryzeuszów, specjalistów od egzegezy Starego Przymie­rza, występuje przeciw ich przekonaniu, że źródłem uspra­wiedliwienia jest Prawo. Twierdzi on, że w rzeczywistości człowiek nie dostępuje usprawiedliwienia poprzez uczynki, które płyną z wypełniania Prawa - zwłaszcza wszystkich szcze­gółowych przepisów o charakterze rytualnym, do których przy­wiązywano wielką wagę. Usprawiedliwienie ma swoje źródło w wierze w Chrystusa (por. Ga 2, 15-21). Chrystus ukrzyżo­wany usprawiedliwia grzesznego człowieka za każdym razem, gdy ten, opierając się na wierze w odkupienie przez Niego dokonane, żałuje za swoje grzechy, nawraca się i powraca do

31

MIARA \\ Y/NAC /.ONA /.l,l

Boga jako swego Ojca. Tak więc pojęcie usprawiedliwienia jest poniekąd głębszym jeszcze wyrazem tego, co zawiera się w tajemnicy odkupienia. Nie wystarczą tylko ludzkie wysiłki, ażeby zostać usprawiedliwionym przed Bogiem. Konieczne jest, by zadziałała łaska, która wypływa z ofiary Chrystusa. Tylko bowiem krzyżowa ofiara Chrystusa posiada moc przy­wracania człowiekowi sprawiedliwości przed Bogiem.

Zmartwychwstanie Chrystusa świadczy o tym, że tylko miara dobra, jaką Bóg wprowadza w dzieje człowieka poprzez tajemnicę odkupienia, jest tej wielkości, że w całej pełni od­powiada ona prawdzie bytu ludzkiego. Tajemnica paschalna staje się zatem ostatecznym wymiarem bytowania człowieka w świecie stworzonym przez Boga. W tej tajemnicy została nam objawiona nie tylko prawda eschatologiczna, pełnia Ewan­gelii, czyli Dobrej Nowiny. Jaśnieje w niej światło, które spły­wa na całą ludzką egzystencję w doczesności i w konsekwen­cji odzwierciedla się w świecie stworzonym. Poprzez swoje zmartwychwstanie Chrystus poniekąd „usprawiedliwił" dzie­ło stworzenia, a szczególnie stworzenia człowieka, w tym sen­sie, że objawił „właściwą miarę" dobra, jaką Bóg zamierzył na początku ludzkiej historii. Taka miara nie jest tylko tą przewi­dzianą przez Niego w akcie stworzenia, a potem zniweczoną przez grzech człowieka. Jest to miara nadobfita, w której pier­wotny zamysł realizuje się jeszcze pełniej (por. Rdz 3, 14-15). W Chrystusie człowiek jest wezwany do nowego życia - życia syna w Synu, które doskonale wyraża chwałę Boga: gloria Dei vivens homo - „chwałą Boga żyjący człowiek" (Sw. Ireneusz, Adversus haereses IV 20, 7).

6.

Odkupienie: zwycięstwo /adane człowiekowi



Odkupienie, odpuszczenie, usprawiedliwienie są wiec wyrazem milości Boga do człowieka i Jego miłosierdzia okazywanego człowiekowi. faĄ ma się jednaj tajemnica odkupienia do wolności człowieka? Jal( w świetle odkupienia przedstawia sip droga, f(tórą człowieĄ ma obrać, realizując swą wolności*

W tajemnicy odkupienia zwycięstwo Chrystusa nad złem jest dane człowiekowi nie tylko jako osobista korzyść, ale tak­że jako zadanie. Człowiek podejmuje je, wchodząc na drogę życia wewnętrznego, to znaczy na drogę świadomej pracy nad sobą - tej pracy, w której Mistrzem jest Chrystus. Ewangelia wzywa człowieka do pójścia tą właśnie drogą. Chrystusowe „Pójdź za Mną!" rozbrzmiewa na wielu kartach Ewangelii i jest kierowane do różnych osób - nie tylko do tych rybaków gali­lejskich, których Jezus powołuje na swoich apostołów (por. Mt 4, 19; Mk l, 17; J l, 43), ale także na przykład do bogate­go młodzieńca, o którym wspominają Synoptycy (por. Mt 19, 16-22; Mk 10, 17-22; Łk 18, 18-23). Rozmowa Jezusa z tym młodzieńcem jest jednym z kluczowych tekstów, do których wciąż na różne sposoby wypada powracać, tak jak to uczyni­łem na przykład w encyklice Veritatissplendor (por. nn. 6-27).



.13

MIAR \ \\ \/.\\( /ONA /,U

„Pójdź za Mną" jest zaproszeniem do wejścia na tę drogę, po której prowadzi nas wewnętrzna dynamika tajemnicy od­kupienia. Do tej drogi odnosi się szeroko rozpowszechniona w traktatach o życiu duchowym i doświadczeniach mistycz­nych nauka o trzech etapach, jakie musi przejść ten, kto chce „naśladować Chrystusa". Te trzy etapy same bywają też nazy­wane „drogami". Mówi się więc o drodze oczyszczenia, oświe­cenia i zjednoczenia. Nie są to jednak trzy różne drogi, ale trzy etapy jednej i tej samej drogi, na którą Chrystus zaprasza każdego człowieka, tak jak kiedyś zaprosił owego ewangelicz­nego młodzieńca.

Kiedy młodzieniec pyta: „Nauczycielu, co dobrego mam czynić, aby otrzymać życie wieczne?", Chrystus odpowiada: Jeśli chcesz osiągnąć życie, zachowuj przykazania" (Mt 19, 16-17). A kiedy młodzieniec w dalszym ciągu pyta: „Które?", Chrystus po prostu przypomina główne przykazania Dekalo­gu, a przede wszystkim te z tak zwanej drugiej tablicy, czyli te, które odnoszą się do obcowania z bliźnimi. Wiadomo jed­nak, że w nauczaniu Chrystusa wszystkie przykazania stresz­czają się w przykazaniu miłości Boga nade wszystko, a bliź­niego jak siebie samego. Zwraca na to wyraźnie uwagę uczo­nemu w Prawie, który zapytał Go o najważniejsze przykazanie (por. Mt 22, 34-^40; Mk 12, 28-31). Zachowywanie przyka­zań, jeśli dobrze rozumiane, jest synonimem drogi oczyszcza­jącej: znaczy bowiem przezwyciężanie grzechu, moralnego zła w jego różnorakich formach. To zaś prowadzi ku sukcesyw nemu oczyszczeniu wewnętrznemu.

Równocześnie pozwala to odkrywać wartości. Tak więc można powiedzieć, że droga oczyszczająca przechodzi nieja-

,, l i|)KI Pil Ml,: /AS M !!,->! \\ ( > / \1)\M. ( /.l ()\\ IKKOUI

ko organicznie w drogę oświecającą. Wartości bowiem są tymi światłami, które rozjaśniają bytowanie, a w miarę jak człowiek pracuje nad sobą, coraz intensywniej świecą na horyzoncie jego życia. Jeśli człowiek zachowuje przykazania - co ma zna­czenie przede wszystkim oczyszczające - równocześnie roz­wijają się w nim cnoty. I tak na przykład, zachowując przyka­zanie: „Nie zabijaj!", człowiek odkrywa wartość życia pod róż­nymi postaciami i uczy się coraz głębszego szacunku dla życia. Zachowując przykazanie: „Nie cudzołóż!", człowiek nabiera cnoty czystości, a to znaczy, że coraz pełniej poznaje bezinte­resowne piękno ciała ludzkiego, męskości i kobiecości. Wła­śnie to bezinteresowne piękno staje się światłem dla jego uczynków. Zachowując przykazanie: „Nie mów fałszywego świadectwa!", człowiek uczy się cnoty prawdomówności. Nie tylko wyklucza ze swego życia kłamstwo i wszelkie zakłama­nie, ale rozwija w sobie jak gdyby „instynkt prawdy", która kieruje całym jego postępowaniem. Kiedy zaś w ten sposób żyje w prawdzie, nadaje swemu człowieczeństwu niejako zna­mię naturalnej prawdziwości.

W ten sposób etap oświecający drogi życia wewnętrznego wyłania się stopniowo z etapu oczyszczającego. Z biegiem czasu, jeżeli człowiek wytrwale postępuje za Mistrzem, któ­rym jest Chrystus, coraz mniej odczuwa ciężar zwalczania w so­bie grzechu, a coraz bardziej raduje się światłem Bożym, któ­re przenika całe stworzenie. Jest to ogromnie ważne, gdyż pozwala człowiekowi wyjść z sytuacji nieustannego zagroże­nia wewnętrznego przez grzech - który jednak na tej ziemi w jakimś stopniu pozostaje zawsze obecny - i poruszać się coraz swobodniej pośród całego stworzonego świata. Zacho-

i, ODKIIMIMI ZWYCIĘSTWO ZADANE CZŁOWIEKOWI

się na tej właśnie zasadzie. Człowiek we wszystkim znajduje Boga, we wszystkim i poprzez wszystko z Nim obcuje. Rze­czy stworzone przestają być dla niego zagrożeniem, jak to było na etapie drogi oczyszczającej. Rzeczy, a w szczególności oso­by, nie tylko odzyskują właściwe sobie światło, które w nich za­warł Bóg jako Stwórca, ale, jeśli tak można się wyrazić, „udo­stępniają" Boga samego, tak jak On sam zechciał się człowie­kowi objawić: jako Ojca, jako Odkupiciela i jako Oblubieńca.

LIR ERO ARBITRIO

WOLNOŚĆ I ODPOWIEDZIALNOŚĆ
7. O właściwe

wolności


Po upadku systemów totalitarn\ch, w których zniewolenie ludzi doszło do zenitu, otworzyła u f dla uciśnionych obywateli perspektywa wolności, perspektywa stanowienia o sobie. W tej Ąwestii wyrażono już wiele opinii. Ostatecznie pytanie można sformułować ta^: ]ał{ wykorzystacie możliwość wolnej decyzji, aby u* przyszłości można było umknąć zła związanego z tymi systemami, z tymi ideologiami?

Jeżeli po upadku systemów totalitarnych społeczeństwa poczuły się wolne, to prawie równocześnie zrodził się inny podstawowy problem - problem użycia wolności. A problem ten ma wymiar nie tylko indywidualny, ale także zbiorowy. Domaga się on rozwiązania niejako systemowego. Jeżeli je­stem wolny, to znaczy, że mogę używać własnej wolności do­brze albo źle. Jeżeli używam jej dobrze, to i ja sam przez to staję się dobry, a dobro, które spełniam, wpływa pozytywnie na otoczenie. Jeżeli zaś źle jej używam, konsekwencją tego jest zakorzenianie się i rozprzestrzenianie zła we mnie i w mo­im środowisku. Niebezpieczeństwo obecnej sytuacji polega na tym, że w użyciu wolności usiłuje się abstrahować od wy­miaru etycznego - to znaczy od wymiaru dobra i zła moralne-



41

\\<>l„\osc l ODPOWIEDZIALNOŚĆ

go. Specyficzne pojmowanie wolności, które szeroko rozpo­wszechnia się dziś w opinii publicznej, odsuwa uwagę czło­wieka od odpowiedzialności etycznej. To, na czym dziś kon­centruje się uwaga, to sama wolność. Mówi się: ważne jest, ażeby być wolnym i wykorzystywać tę wolność w sposób ni­czym nie skrępowany, wyłącznie według własnych osądów, które w rzeczywistości są tylko zachciankami. To jasne: jest to forma liberalizmu prymitywnego. Jego wpływ, tak czy owak, jest niszczący.

Trzeba jednak zaraz dodać, że tradycje europejskie, zwłasz­cza okresu oświeceniowego, uznają konieczność jakiegoś kry­terium używania wolności. Kryterium tym nie jest jednak do­bro godziwe (bonum bottestuttt), ale raczej użyteczność i przy­jemność. Tutaj natrafiamy na bardzo istotne złoże tradycji myśli europejskiej, któremu trzeba poświęcić nieco więcej uwagi.

\V działaniu człowieka poszczególne władze duchowe dążą ku syntezie. W syntezie tej główną rolę odgrywa wola. Dzięki temu zaznacza się w działaniu charakter rozumny ludzkiego podmiotu. Akty ludzkie są wolne, a jako takie, domagają się odpowiedzialności podmiotu. Człowiek chce określonego dobra, wybiera je i z kolei odpowiada za swój wybór.

Na tle takiej metafizycznej, a zarazem antropologicznej wizji dobra kształtuje się podział, który ma już charakter przede wszystkim etyczny. Jest to podział, a raczej rozróżnienie do­bra godziwego (bonum honestutn), dobra użytecznego (bonum utile) oraz dobra przyjemnego (bonum delectabile}. Te trzy odmiany dobra określają ludzkie działanie w sensie organicz­nym. Działając, człowiek wybiera jakieś dobro, które dla tego działania staje się celem. Jeżeli podmiot wybiera bonum hone-



7 i ) \\ l,\SCI\VE l ZY\VAMK WOLNOSf I

sfum, jego cel jest zgodny z samą istotą przedmiotu działania, a więc jest to działanie słuszne. Kiedy zaś przedmiotem wyboru jest bonum utile, celem jest korzyść, jaką czerpie podmiot. Problem odpowiedzialności moralnej pozostaje jeszcze otwar­ty: tylko w przypadku gdy działanie, z którego wynika dobro użyteczne, jest godziwe, i godziwe są środki, również cel osią­gnięty można uważać za godziwy. Waśnie w odniesieniu do tej kwestii zaczyna się rozdwojenie pomiędzy tradycją etyki arystotelesowsko-tomistycznej a nowożytnym utylitaryzmem.

Utylitaryzm zapomniał o pierwszym i podstawowym wy­miarze dobra, jakim jest bonum honestum. Utylitarystyczna antropologia i wynikająca z niej etyka wychodzą z założenia, że człowiek zasadniczo dąży do korzyści własnej i korzyści grupy do której należy. Ostatecznie korzyść osobista czy ko­lektywna jest celem jego działania.

Jeśli chodzi q bonum delectabile, to istniało ono oczywi­ście także w tradycji arystotelesowsko-tomistycznej. Wielcy myśliciele tego nurtu, podejmując refleksję etyczną, zdawali sobie bowiem doskonale sprawę z tego, że spełnieniu dobra godziwego towarzyszy zawsze wewnętrzna radość - radość z dobra. Wymiar dobra i wymiar radości został w myśleniu utylitarystów przesłonięty poszukiwaniem użyteczności lub przyjemności. Tomistyczne bonum delectabile w nowym uję­ciu niejako się wyemancypowało, stając się dobrem i celem samo dla siebie. Według wizji utylitarystycznej, człowiek szu­ka w swoich działaniach przede wszystkim przyjemności, a nie godziwości (honestum}. Owszem, tacy utylitaryści jak Jeremy Bentham czy John Stuart Mili podkreślają, że nie chodzi tyl­ko o przyjemności na poziomie zmysłowym. Wchodzą w grę

1   2   3   4   5   6   7   8   9


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna