Jan paweł II pamięĆ I tożsamośĆ Rozmowy na przelomie tysiącleci wydawnictwo znak



Pobieranie 474.68 Kb.
Strona5/9
Data28.04.2016
Rozmiar474.68 Kb.
1   2   3   4   5   6   7   8   9

MIM \( 0|( Y.WN\ (0.1 ( Y.WNA - NARÓD - I'\\ST\\OI

dujemy w rozdziale pierwszym Księgi Rodzaju, powszechnie przypisywanym tak zwanej tradycji kapłańskiej.

W rozdziale drugim, dziele redaktora jahwistycznego, spra wa stworzenia człowieka jest potraktowana szerzej, bardziej opisowo i psychologicznie. Zaczyna się od stwierdzenia sa­motności człowieka powołanego do istnienia wśród widzial­nego wszechświata. Człowiek nadaje bytom, które go otacza­ją, stosowne nazwy. A kiedy nazwał już wszystkie po imieniu, stwierdza, że nie ma wśród otaczających go istot żadnej istoty do niego podobnej. Bóg pragnie zaradzić temu poczuciu sa­motności, decydując o stworzeniu kobiety. Według zapisu bi­blijnego, Stwórca zsyła na mężczyznę głęboki sen, w czasie którego kształtuje z jego ciała Ewę. Zbudzony ze snu męż­czyzna patrzy z zachwytem na nową istotę, podobną do nie­go, i daje wyraz swemu zdumieniu: „Ta dopiero jest kością z moich kości i ciałem z mego ciała!" (Rdz 2, 23). W ten spo­sób obok człowieka mężczyzny staje w świecie stworzonym człowiek niewiasta. Czytamy w dalszym ciągu słowa, które otwierają całą perspektywę jedności dwojga, jedności szcze­gólnie wymagającej: „Dlatego to mężczyzna opuszcza ojca swego i matkę swoją i łączy się ze swą żoną tak ściśle, że staja się jednym ciałem" (Rdz 2, 24). Ta jedność w ciele wprowa­dza w tajemnicę rodzicielstwa.

I jeszcze dalej mówi Księga Rodzaju, że Bóg stworzył czło­wieka mężczyzną i kobietą, i dodaje, że byli oboje nadzy i nie do/nawali wstydu. Ten stan trwał aż do momentu, kiedy po­zwolili się uwieść wężowi, symbolizującemu złego ducha. Wła­śnie on, wąż, nakłonił ich do zerwania owocu z drzewa wia­domości dobrego i złego, zachęcił ich do przekroczenia wy-



84

\ROI) A M l II RA

raźnego zakazu Bożego, a uczynił to w przekonujących sło­wach: „Na pewno nie umrzecie! Ale wie Bóg, że gdy spożyje-cie owoc 7. tego drzewa, otworzą się wam oczy i tak jak Bóg będziecie znali dobro i zło" (Rdz 3, 4-5). Kiedy oboje, kobie­ta i mężczyzna, postąpili wedle podszeptu złego ducha, po­znali, że są nadzy, i zrodził się w nich wstyd własnego ciała.

acili pierwotną niewinność. Trzeci rozdział Księgi Rodzaju w sposób bardzo sugestywny zarysowuje konsekwencje grze­chu pierworodnego zarówno dla kobiety, jak i dla mężczyzny jak również dla ich wzajemnego odniesienia. Jednak Bóg za­powiada przyszłą Niewiastę, której potomek ma zdeptać gło­wę węża, to znaczy zapowiada przyjście Odkupiciela i Jego dzido zbawienia (por. Rdz 3, 15).

Trzeba, abyśmy mieli przed oczyma ten zarys pierwotnego stanu człowieka, gdy wrócimy raz jeszcze do pierwszego roz­działu Księgi Rodzaju, gdzie jest mowa o tym, że Bóg stwo­rzył człowieka na obraz i podobieństwo swoje i powiedział: „Czyńcie sobie ziemię poddaną" (por. Rdz l, 28). Te słowa bowiem są najpierwotniejszą i najbardziej kompletną defini­cją ludzkiej kultury. Czynić sobie ziemię poddaną to znaczy odkrywać i potwierdzać prawdę o własnym człowieczeństwie, o tym człowieczeństwie, które jest w równej mierze udziałem mężczyzny i kobiety. Bóg temu człowiekowi, jego człowieczeń­stwu, dał cały stworzony świat widzialny i równocześnie mu go zadał. Tym samym Bóg zadał człowiekowi konkretną mi­sję: realizować prawdę o sobie samym i o świecie. Człowiek musi kierować się tą prawdą o sobie samym, aby mógł według niej kształtować świat widzialny, ażeby mógł go prawidłowo używać, nie nadużywając go. Innymi słowy, ta dwoista prawda



85

\nSL.U <>jr/WN \ (OIC/.W.NA - \ \R()D - PAŃSTWO)

- o świecie i o sobie - jest podstawą wszelkiej pracy, którą człowiek wykonuje, przeobrażając widzialny świat.

Ta misja człowieka wobec widzialnego świata, jak ją rysuje Księga Rodzaju, ma w dziejach swoją ewolucje, która w cza sach najnowszych doznała niezwykłego przyspieszenia. Wszyst­ko zaczęło się od wytworzenia nowoczesnych maszyn: od tego momentu człowiek przetwarza już nie tylko surowce dostar­czane mu przez naturę, ale takie produkty swojej pracy. W tym sensie praca ludzka stała się produkcją przemysłową, której zasadnicza norma pozostaje jednak ta sama: człowiek musi pozostać wierny prawdzie o sobie samym i o przedmiocie swej pracy, zarówno w przypadku gdy tym przedmiotem jest suro­wiec naturalny, jak i gdy tym przedmiotem jest wytworzony produkt.

Na pierwszych stronach Księgi Rodzaju dotykamy samej istoty tego, co się nazywa kulturą, wydobywając jej znaczeniu najbardziej pierwotne i podstawowe, od którego możemy z ko­lei dojść do tego, co stanowi prawdę naszej cywilizacji prze­mysłowej. Widać, że zarówno na tym pierwotnym etapie, jak i dziś cywilizacja jest i pozostaje związana z rozwojem pozna­nia prawdy o świecie, czyli z rozwojem nauki. To jest jej wy miar poznawczy. Byłoby rzeczą potrzebną zatrzymać się i prze­analizować dogłębnie pierwsze trzy rozdziały Księgi Rodzaju, stanowiące pierwotne źródło, z którego możemy zaczerpnąć Istotne bowiem dla ludzkiej kultury jest nie tylko ludzkie po­znanie świata zewnętrznego, ale również siebie samego. A to poznanie prawdy ukierunkowuje się również w stronę dwo-istości ludzkiej istoty: „Mężczyzną i niewiastą stworzył ich" (por. Rdz l, 27). Pierwszy rozdział Księgi Rodzaju uzupełnia



8(1

l.. \AR01> A M L1UKA

to stwierdzenie zaleceniem Boga, które mówi o ludzkim ro­dzicielstwie: „Bądźcie płodni i rozmnażajcie się, abyście za­ludnili ziemią i uczynili ją sobie poddaną" (Rdz l, 28). Roz­dział drugi i trzeci przynoszą dalsze elementy, które pomaga­ją lepiej zrozumieć zamysł Boży: wszystko, co tam zostało powiedziane o samotności człowieka, o stworzeniu istoty do niego podobnej, o pierwotnym zachwycie stworzonego męż­czyzny nad stworzoną z niego niewiastą, o powołaniu do mał­żeństwa, wreszcie o całej historii naturalnej niewinności utra­conej, niestety, przez grzech pierworodny - to wszystko daje już pełny obraz tego, czym jest dla kultury miłość zrodzona z poznania. Ta miłość jest źródłem nowego życia. A jeszcze wcześniej jest źródłem twórczego zachwytu, który domaga się wyrażenia w sztuce.

W kulturę człowieka od samego początku wpisany jest bardzo głęboko element piękna. Piękno wszechświata jest jak gdyby odbite w oczach Boga, o którym powiedziano: „A Bóg widział, że wszystko, co uczynił, było bardzo dobre" (Rdz l, 31). Za „bardzo dobre" zostało uznane przede wszystkim pojawienie się pierwszej pary, stworzonej na obraz i podobień­stwo Boga, w całej pierwotnej niewinności i w tej nagości, jaka była udziałem człowieka przed grzechem pierworodnym. To wszystko leży u podstaw kultury wyrażającej się w dziełach sztu­ki, czy to będą dzieła malarstwa, rzeźby, architektury, czy dzieła muzyczne, czy inne rezultaty twórczej wyobraźni i myśli.

Każdy naród żyje dziełami swojej kultur)'. My, Polacy, na przykład, żyjemy tym wszystkim, czego początek odnajduje-rny w pieśni Bogurodzica - najstarszej zapisanej polskiej po-ezji, jak też starodawnej melodii z nią związanej. Kiedy byłem

MVSI..U' OJCZYZNA... (OIC/.Y/.NA - \\RO1) - PAŃSTWO)

w Gnieźnie w 1979 roku, podczas pierwszej pielgrzymki do Polski, mówiłem o tym do młodzieży zgromadzonej na Wzgó­rzu Lecha. Waśnie Bogurodzica należy w jakiś szczególny spo­sób do tradycji gnieźnieńskiej w polskiej kulturze. Jest to tra­dycja Wojciechowa. Temu bowiem świętemu Patronowi przy­pisuje się autorstwo tej kompozycji. Tradycja ta przetrwała wiele wieków. Pieśń Bogurodzica stała się hymnem narodo­wym, który jeszcze pod Grunwaldem prowadził zastępy poi skie i litewskie do walki z Krzyżakami. Równocześnie istniała już pochodząca z Krakowa druga tradycja, związana z kultem św. Stanisława. Wyrazem tej tradycji jest łaciński hymn Gamie Mafer Polonia, śpiewany do dzisiaj w języku łacińskim, tak jak Bogurodzica śpiewana jest w języku staropolskim. Te dwie tra­dycje przenikają się. Wiadomo, że łacina przez długi czas była obok polszczyzny mową kultury polskiej. Po łacinie były pisa­ne poezje, jak na przykład Janicjusza, czy też traktaty poli-tyczno-moralne, na przykład Andrzeja Prycza Modrzewskie­go czy Stanisława Orzechowskiego, wreszcie dzieło Mikołaja Kopernika De revolutionibus orbiurn coelestium. Równolegle rozwija się polska literatura, poczynając od Mikołaja Reja i Jana Kochanowskiego, dzięki któremu osiąga ona najwyższy po­ziom europejski. Psałterz Dawidów Kochanowskiego śpiewa ny jest do dzisiaj. Treny zaś są szczytem liryki, natomiast Od­prawa posłów greckich - znakomitym dramatem nawiązującym do wzorów starożytnych.

To wszystko, co tutaj powiedziałem, znów każe mi wróci*, do przemówienia w UNESCO, które poświęciłem roli kultu­ry w życiu narodów. Siłą tamtego przemówienia było to, ze nie było ono teorią kultury, ale świadectwem o kulturze - zwy-

88

1.5. NARÓD A M ITI }{\

czajnym świadect\vem człowieka, który na podstawie własne­go doświadczenia dawał wyraz temu, czym była kultura w dzie­jach jego narodu i czym ta kultura jest w dziejach wszystkich narodów. Jaka jest rola kultury w życiu młodych narodów na kontynencie afrykańskim? Trzeba się pytać, jak to wspólne, ogólnoludzkie bogactwo wszystkich kultur może pomnażać się w czasie i jak bardzo trzeba przestrzegać właściwego sto­sunku pomiędzy ekonomią a kulturą, ażeby nie zniszczyć tego dobra, które jest większe, które jest bardziej ludzkie, na rzecz cywilizacji pieniądza, na rzecz dyktatur,- jednostronnego eko-nomizmu. W tym bowiem przypadku nieważne jest, czy bę­dzie to dyktatura pod postacią marksistowsko-totalitarną, czy też zachodnio-liberalną. We wspomnianym przemówieniu mówiłem między innymi: „Człowiek żyje prawdziwie ludzkim życiem dzięki kulturze. (...) Kultura jest właściwym sposobem istnienia i bytowania człowieka. (...) Kultura jest tym, przez co człowiek jako człowiek staje się bardziej człowiekiem: bar­dzie] »jest« (...). Naród bowiem jest tą wielką wspólnotą lu­dzi, którą łączą różne spoiwa, ale nade wszystko właśnie kul­tura. Naród istnieje »z kultury« i »dla kultury«. I dlatego właś­nie jest ona tym znamienitym wychowawcą ku temu, aby »bardziej być« we wspólnocie, która ma dłuższą historię niż człowiek i jego rodzina. (...) Jestem synem narodu, który prze­trwał najstraszliwsze doświadczenia dziejów, którego wielo­krotnie sąsiedzi skazywali na śmierć - a on pozostał przy ży­ciu i pozostał sobą. Zachował własną tożsamość i zachował pośród rozbiorów i okupacji własną suwerenność jako naród - nie biorąc za podstawę przetrwania jakichkolwiek innych środków fizycznej potęgi jak tylko własna kultura, która się



\( ()|( /.1/\ A... l(>|( /Y/NA - N \KOI) - 1'ANS l \\ O)

okazała w tym przypadku potęgą większą od tamtych potęg. I dlatego też to, co tutaj mówię o prawach narodu wyrosłych z podwalin kultury i zmierzających ku przyszłości, nie jest echem żadnego »nacjonalizmu«, ałe pozostaje trwałym elementem ludzkiego doświadczenia i humanistycznych perspektyw czło­wieka. Istnieje podstawowa suwerenność społeczeństwa, która wyraża się w kulturze narodu. Jest to ta zarazem suwerenność. przez którą równocześnie najbardziej suwerenny jest człowiek' (Przemówienie w siedzibie UNESCO, Paryż, 2 VI 1980).

To, co powiedziałem wówczas na temat roli kultury w ży­ciu narodu, to było świadectwo, jakie mogłem dać polskiemu duchowi. Moje przekonania na ten temat miały już wtedy cha­rakter uniwersalny. To był drugi rok pontyfikatu - 2 czerwca 1980. Miałem już wówczas za sobą kilka podróży apostol­skich: do Ameryki Łacińskiej, Afryki i Azji. W czasie tych pod­róży przekonałem się, że z moim doświadczeniem historii oj­czyzny, z moim narastającym doświadczeniem wartości naro­du nie byłem wcale obcy ludziom, których spotykałem. Wręcz przeciwnie, doświadczenie mojej ojczyzny bardzo mi ułatwia­ło spotykanie się z ludźmi i narodami na wszystkich konty­nentach.

Słowa wypowiedziane w UNESCO na temat tożsamości narodu, wyrażającej się przez kulturę, spotkały się ze szcze­gólnym aplauzem przedstawicieli krajów Trzeciego Świata. Niektórzy delegaci Europy Zachodniej - jak mi się wydawało - byli bardziej powściągliwi. Można by w tym miejscu zapv tac: dlaczego? Jedna z moich pierwszych podróży apostolskich prowadziła do Zairu w Afryce Równikowej. Olbrzymi kraj, w którym używa się, oprócz czterech głównych, około dwustu



90

13. \AROI) A M II l KA

pięćdziesięciu języków, wielka ilość szczepów i plemion. Jak z tej różnorodności i wielości stworzyć naród? W podobnej sytuacji znajdują się prawie wszystkie kraje Afryki. Być może, że pod względem kształtowania się świadomości narodowej są na etapie, który w historii Polski odpowiada czasom Miesz­ka I czy Bolesława Chrobrego. Nasi pierwsi królowie stawali przed podobnym zadaniem. Teza o kształtowaniu tożsamości narodu poprzez kulturę, wypowiedziana w UNESCO, odpo­wiadała najbardziej żywotnym potrzebom wszystkich młodych narodów, które szukają dróg do ugruntowania swojej suwe­renności.

Kraje Europy Zachodniej są dzisiaj na etapie, który moż­na by określić jako „posttożsamościowy". Myślę, że jednym ze skutków II wojny światowej było właśnie kształtowanie się tej mentalności obywateli, w kontekście Europy, która kiero­wała się ku zjednoczeniu. Naturalnie, jest też wiele innych motywów jednoczenia się Starego Kontynentu. Jednym z nich jest niewątpliwie stopniowe wychodzenie poza kategorie wy­łącznie narodowe w określaniu własnej tożsamości. Owszem, narody Europy Zachodniej z reguły nie boją się, że utracą swoją tożsamość narodową. Francuzi nie boją się, że przestaną być Francuzami przez fakt wstąpienia do Unii Europejskiej, jak też Włosi, Hiszpanie itd. Polacy też się tego nie boją, choć historia ich tożsamości narodowej jest bardziej złożona.

Historycznie polskość ma za sobą bardzo ciekawą ewolu­cję. Takiej ewolucji nie przeszła prawdopodobnie żadna inna narodowość w Europie. Naprzód, w okresie zrastania się ple­mion Polan, Wiślan i innych, to polskość piastowska była ele­mentem jednoczącym: rzec by można, była to polskość „czy-

91

M\sl„\C' OK ŻYZNA... (OJCZYZNA - \ \RO11 - ]'\,\S T\VOi

sta". Potem przez pięć wieków była to polskość epoki jagieł lonskiej: pozwoliła ona na utworzenie Rzeczypospolitej wielu narodów, wielu kultur, wielu religii. Wszyscy Polacy nosili w so­bie tę religijną i narodową różnorodność. Sam pochodzę z Ma­łopolski, z terenu dawnych Wiśłan, silnie związanych z Kra kowem. Ale nawet i tu, w Malopolsce - może nawet w Kra kowie bardziej niż gdziekolwiek - czuło się bliskość Wilna, Lwowa i Wschodu.

Niezmiernie ważnym czynnikiem etnicznym w Polsce była także obecność Żydów. Pamiętam, iż co najmniej jedna trze­cia moich kolegów z klasy w szkole powszechnej w Wadowi cach to byli Żydzi. W gimnazjum było ich trochę mniej. Z nie którymi się przyjaźniłem. A to, co u niektórych z nich mnie uderzało, to był ich polski patriotyzm. A więc polskość tu w gruncie rzeczy wielość i pluralizm, a nie ciasnota i zamknie cię. Wydaje się jednak, że ten „jagielloński" wymiar polskości, o którym wspomniałem, przestał być, niestety w naszych czu sach czymś oczywistym.

E V R O P A

MYŚLĄC EUROPA...

(Polska -- Europa - Kościół)

16.

Ojczyzna europejska



Ojcze Święty, po refleksji na temat podstawouych pojęć, takich jak^ ojczyzna, naród, wolność, kultura, wydaje się słuszne powrócić do pytania o Europę, jejstosunek do Kościoła i o rolf Polski w tym szerokim kontekście. JaĄ

/

Ojciec Święty widzi Europę? }al{ ocenia wydarzenia minione, teraźniejszość kontynentu, perspektywy na trzecit tysiąclecie? Jaka jest odpowiedzialność Europy za los\ świata?

Jako Polak nie mogę rozwijać pogłębionej refleksji na te­mat ojczyzny, nie podejmując równocześnie wątku Europy i nie zastanawiając się nad tym, jaki wpływ na rozwój tych dwóch rzeczywistości wywarł Kościół. Oczywiście, te rzeczywistości są różne, nie ulega jednak wątpliwości, że wzajemnie na sie­bie oddziałują. Nic dziwnego więc, że w toku refleksji poja­wiają się odniesienia do którejś z tych czterech rzeczywisto­ści: ojczyzny, Europy, Kościoła, świata.

Polska jest częścią składową Europy. Znajduje się na kon­tynencie europejskim, na ściśle określonym terytorium. Ze­tknęła się z chrześcijaństwem tradycji łacińskiej za pośrednic­twem pobratymczych Czech. Kiedy mówimy o początku chrze­ścijaństwa w Polsce, wypada wrócić myślą do początków chrześcijaństwa w Europie. Czytamy w Dziejach Apostolskich,

95

MYŚLĄC 1,1 KUł'A. , l POI SKA - n'KOI>\ - KOŚĆ 1O1 )



że sw. Paweł, ewangelizując jeszcze w Małej Azji, został w ta­jemniczy sposób wezwany do przekroczenia granicy między dwoma kontynentami (por. Dz 16, 9). Ewangelizacja Europy zaczęła się od tego momentu. Sami Apostołowie, a w szcze­gólności Paweł i Piotr, przynieśli Ewangelię do Grecji i do Rzymu, a te apostolskie początki z upływem stuleci wydal1, owoce. Ewangelia wkroczyła na kontynent europejski różny­mi drogami: na Półwysep Apeniński, na tereny dzisiejszej Fran­cji i Niemiec, na Półwysep Iberyjski, na Wyspy Brytyjskie i di Skandynawii. Rzecz znamienna, że ośrodkiem, z którego wy­ruszali misjonarze, obok Rzymu, była Irlandia. Na Wschodzir centrum, z którego promieniowało chrześcijaństwo w jego odmianie bizantyjskiej, a następnie słowiańskiej, był Konstan tynopol. Dla świata słowiańskiego szczególnie ważna jest mi­sja świętych braci Cyryla i Metodego, którzy podjęli swoje dzieło ewangelizacji, wyruszając z Konstantynopola, ale po­zostając równocześnie w kontakcie z Rzymem. W tamtym czasie bowiem chrześcijanie ze Wschodu i z Zachodu nie b\1; jeszcze podzieleni.

Dlaczego mówiąc o Europie, zaczynamy od ewangeliza­cji? Przyczyna, być może, tkwi po prostu \v fakcie, że ta ewan­gelizacja stworzyła Europę, dała początek cywilizacji narodów i ich kulturze. Szerzenie wiary7 na kontynencie sprzyjało two­rzeniu się poszczególnych narodów europejskich, zasiewając w nich ziarna kultur o różnorakich rysach, ale powiązanych wspólnym dziedzictwem wartości zakorzenionych w Ewange­lii. W ten sposób rozwijał się pluralizm kultur narodowych na fundamencie wartości uznawanych na całym kontynencie. Tak było w pierwszym tysiącleciu i tak w jakiejś mierze, pomimo



96

Iii. 0|( /Y/NA KIROP1JSKA

podziałów, było również w drugim tysiącleciu: Europa żyła jednością wartości fundamentalnych w wielości kultur naro­dowych.

Mówiąc, że ewangelizacja wniosła fundamentalny wkład w kształtowanie się Europy, nie mamy zamiaru umniejszać wpływu świata klasycznego. Kościół w swojej działalności ewangelizacyjnej przejął dziedzictwo kulturowe, które go po­przedzało, i nadał mu nową formę. Przede wszystkim dzie­dzictwo Aten i Rzymu, ale także ludów, które spotykał, roz­szerzając się na kontynencie. W procesie ewangelizacji Euro­py, który służył pewnej kulturalnej jedności świata łacińskiego na Zachodzie, a bizantyjskiego na Wschodzie, Kościół postę­pował tak, aby zachować kryteria właściwe dla tego, co dziś nazywamy inkulturacją. Służył bowiem rozwojowi kultur ro­dzimych i narodowych. Dobrze więc, że ogłosił wpierw świę­tego Benedykta, a potem także świętych Cyryla i Metodego patronami Europy. Zwrócił tym samym uwagę wszystkich na wielki proces inkulturacji, jaki dokonał się w ciągu wieków, i równocześnie przypomniał, że on sam na kontynencie euro­pejskim winien oddychać „dwoma płucami". Jest to oczywi­ście przenośnia, ale przenośnia wiele mówiąca. Tak jak zdro­wy organizm potrzebuje dwóch płuc, ażeby prawidłowo od­dychać, tak też i Kościół, jako organizm duchowy, potrzebuje tych dwóch tradycji, ażeby mógł coraz pełniej czerpać z bo­gactwa Objawienia.

Długi proces tworzenia się Europy chrześcijańskiej roz-:^a się na całe pierwsze tysiąclecie, a częściowo nawet na drugie. Można powiedzieć, że w tym procesie nie tylko grun­tował się chrześcijański charakter Europy, ale także ksztalto-

\n.Sl..\C H R()I'A... (POLSKA - LllROPA - KOŚCIÓŁ)

wała się sama europejskość. Owoce tego procesu są widocz­ne w naszych czasach może bardziej jeszcze aniżeli w staro żytności czy w średniowieczu. W tamtych bowiem czasach świat był o wiele mniej znany. Na wschód od Europy pozosta­wał tajemniczy kontynent azjatycki, ze swymi prastarymi kul­turami, a także religiami, które były starsze od chrześcijan stwa. Olbrzymi kontynent amerykański do końca XV wieku pozostawał całkowicie nieznany. To samo oczywiście odnosi się do Australii, którą odkryto jeszcze później. Jeżeli chodzi

0 Afrykę, to w starożytności i w średniowieczu znana była tyl­
ko jej część północna, śródziemnomorska. Tak więc myślenie
w kategoriach „europejskich" musiało przyjść później, kiedy
cały glob ziemski był już dostatecznie znany. We wcześniej
szych wiekach myślano przede wszystkim w kategoriach po­
szczególnych imperiów: najpierw Egipt, potem wciąż zmie­
niające się imperia na Bliskim Wschodzie, z kolei imperium
Aleksandra Wielkiego, a w końcu Imperium Rzymskie.

Kiedy czytamy Dzieje Apostolskie, wypada nam się za­trzymać nad wydarzeniem, które dla ewangelizacji Europy, a także dla przyszłych dziejów samej europejskości ma bar dzo doniosłe znaczenie. Mam na myśli to, co dokonało się na ateńskim Areopagu, gdy przybył tam Paweł i wygłosił sławne przemówienie: „Mężowie ateńscy, (...) widzę, że jesteście pod każdym względem bardzo religijni. Przechodząc bowiem

1 oglądając wasze świętości jedną po drugiej, znalazłem tez
ołtarz z napisem: »Nieznanemu Bogu«. Ja wam głoszę to, co
czcicie, nie znając. Bóg, który stworzył świat i wszystko, co
w nim istnieje, On, który jest Panem nieba i ziemi, nie miesz­
ka w świątyniach ręką zbudowanych i nie odbiera posługi z rąk

98

16. OJCZYZNA KURor-IJSKA

ludzkich, jak gdyby czegoś potrzebował, bo sam daje wszyst­kim życie i tchnienie, i wszystko. On z jednego [człowieka] wyprowadził cały rodzaj ludzki, aby zamieszkiwał całą po­wierzchnię ziemi. Określił [im] właściwe czasy i granice zamiesz­kania, aby szukali Boga; może dotkną Go i znajdą niejako po omacku. Bo w rzeczywistości jest On niedaleko od każdego z nas. W Nim bowiem żyjemy, poruszamy się i jesteśmy, jak to powiedzieli niektórzy z waszych poetów: »Jesteśmy bowiem z Jego roc1u«. Będąc więc z rodu Bożego, nie powinniśmy są­dzie, że Bóstwo jest podobne do złota albo do srebra, albo do kamienia, wytworu rąk i myśli człowieka. Nie biorąc pod uwa­gę czasów nieświadomości, wzywa Bóg teraz wszędzie i wszyst­kich ludzi do nawrócenia, dlatego że wyznaczył dzień, kiedy to sprawiedliwie będzie sądzić świat przez Człowieka, którego na to przeznaczył, po uwierzytelnieniu Go wobec wszystkich przez wskrzeszenie Go z martwych" (Dz 17, 22-31).

Czytając te słowa, zdajemy sobie sprawę, że Paweł stanął na Areopagu wszechstronnie przygotowany: znał filozofię i po­ezję grecką. Mówiąc do Ateńczyków, wyszedł od idei „niezna­nego Boga", dla którego ustawili ołtarz. O tym Bogu mówi, ukazując Jego odwieczne przymioty: niematerialność, mą­drość, wszechmoc, wszechobecność oraz sprawiedliwość. W ten sposób, uciekając się do teodycei, w której odwoływał się wyłącznie do rozumu, Paweł przygotował audytorium do słuchania przesłania o tajemnicy wcielenia. Tym samym mógł mówić o objawieniu się Boga w Człowieku, w Chrystusie ukrzyżowanym i zmartwychwstałym. Jednak właśnie w tym miejscu ateńscy słuchacze, którzy dotąd zdawali się przyjmo­wać z aprobatą jego naukę, zareagowali negatywnie. Czyta-

99

\n s i ,\c i i kopa.



- H'Roi*\ - k< >suoi i

my: „Gdy usłyszeli o zmartwychwstaniu, jedni się wyśmiewa­li, a inni powiedzieli: »Posluchamy cię o tym innym razem«" (Dz 17, 32). Tak wiec misja Pawła na Areopagu zakończyła się niepowodzeniem, jakkolwiek niektórzy ze słuchaczy prz\ łączyli się do niego i uwierzyli. Wśród nich - wedle tradycji -był Dionizy Areopagita.

Dlaczego przytoczyłem w całości to przemówienie Pawła na Areopagu? Dlatego że stanowi ono niejako wstęp do tego, co w dalekiej przyszłości miało sprawie chrześcijaństwo w Eu­ropie. Po okresie wspaniałego rozwoju ewangelizacji, która w ciągu pierwszego tysiąclecia dotarła do prawie wszystkich krajów europejskich, przyszło średniowiecze, ze swoim chrze scijanskim uniwersalizmem; średniowiecze prostej, mocne] i głębokiej wiary; średniowiecze romańskich i gotyckich ka­tedr i wspaniałych sum teologicznych. Ewangelizacja Europ\ zdawała się nie tylko zakończona, ale także wszechstronnie dojrzała: dojrzała nie tylko w dziedzinie myśli filozoficznej i teologicznej, ale także w dziedzinie sztuki i architektur}1 są krainę j, jak również na polu społecznej solidarności (związki sztuk i rzemiosł, bractwa, szpitale... ). Jednakże od roku 105-1 ta tak bardzo dojrzała Europa nosiła na swym organizmie głe boką ranę schizmy wschodniej. Dwa płuca przestały praco wać w jednym organizmie Kościoła, a każde z nich zaczęło tworzyć jak gdyby osobny organizm. Ten podział cechował życie duchowe Europy od początków drugiego tysiąclecia.

Początek czasów nowożytnych przyniósł dalsze pęknięcia i podziały, tym razem na Zachodzie. Wystąpienie Marcina Lutra dało początek reformacji. Poszli za nim inni reformato rży: Kalwin i Zwingli. W tej perspektywie trzeba także widzieć



100
kj OIC/W.N \ l l ROPKJSKA

oderwanie się Kościoła na Wyspach Brytyjskich od Stolicy sw. Piotra. Europa Zachodnia, która w średniowieczu była re­ligijnie zjednoczona, u progu czasów nowożytnych doznała wiec poważnych podziałów, które utrwaliły się w dalszych stu­leciach. W ślad za tym wystąpiły także konsekwencje o cha­rakterze politycznym towarzyszące zasadzie cuius regio eim religio Pośród tych konsekwencji nie można nie wymienić smutnej rzeczywistości wojen religijnych.

To wszystko należy do dziejów Europy i zaciążyło nad samą europejskością, wpływając na jej przyszły kształt, jakby zapo­wiadając dalsze jeszcze podziały i nowe cierpienia, jakie mia-ł\ przyjść z upływem czasu. Trzeba jednak podkreślić, że wia­ra w Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego pozostała jako wspólny mianownik chrześcijan czasów reformacji. Różni­li się w odniesieniu do Kościoła i do Rzymu, ale nie odrzucali prawdy o zmartwychwstaniu, jak to zrobili słuchacze sw. Pawia na ateńskim Areopagu. Tak było przynajmniej na początku. Jed­nakże z czasem, stopniowo, dojdzie, niestety, i cło tego.

Odrzucenie Chrystusa, a w szczególności Jego tajemnicy paschalnej - krzyża i zmartwychwstania - zarysowało się na horyzoncie myśli europejskiej na przełomie XVII i XVIII stu­lecia. Był to okres oświecenia. Było to oświecenie naprzód francuskie, potem angielskie i niemieckie. Jakąkolwiek przy­bierało postać, oświecenie sprzeciwiło się temu, czym Europa stalą się w wyniku ewangelizacji. Jego przedstawiciele mogą być porównani do słuchaczy Pawła na Areopagu. W większo­ści nie odrzucali oni istnienia „nieznanego Boga" jako Istoty duchowej i transcendentnej, w której „żyjemy, poruszamy się i jesteśmy" (Dz 17, 28). Natomiast, w kilkanaście wieków po



101

MYŚL. V l I K< >1'A .

SKA - U 1«)1'\ - KOSUÓL)

przemówieniu na Areopagu, radykalni przedstawiciele oświe­cenia odrzucali prawdę o Chrystusie, Synu Bożym, który dal się poznać, stając się człowiekiem, rodząc się z Dziewicy w Be­tlejem, przepowiadając Dobrą Nowinę, a na końcu oddając życie za grzechy wszystkich ludzi. Tego Boga-Człowieka, któ­ry umarł i zmartwychwstał, oświecona myśl europejska pra­gnęła się pozbyć, pragnęła Go wyłączyć z historii kontynentu, Temu dążeniu wielu dzisiejszych myślicieli i polityków upar­cie dochowuje wierności.

Przedstawiciele współczesnego postmodernizmu ocenia­ją krytycznie zarówno wartościową spuściznę, jak i iluzje oświe­cenia. Nierzadko jest to jednak krytyka przesadna, która nie­docenia doniosłości oświeceniowych postaw w zakresie hu­manizmu, wiary w rozum i postępu. Z drugiej strony, nie moz na jednak równocześnie nie dostrzegać polemicznego stano­wiska licznych myślicieli oświeceniowych w odniesieniu do chrześcijaństwa. Prawdziwy „kulturowy dramat", trwający do dziś, tkwi w tym, że wspomniane idee przeciwstawia się chrze­ścijaństwu, podczas gdy są one w tradycji chrześcijańskiej głę­boko zakorzenione.

Zanim pójdziemy dalej w tej analizie europejskości, prag­nę nawiązać do jeszcze innych kart Nowego Testamentu: cho­dzi o Jezusową przypowieść o szczepie winnym i latoroślach, Chrystus mówi: „Ja jestem krzewem winnym, wy - latorośla­mi" (J 15, 5). I dalej snuje tę wielką przenośnię, w której za wiera się teologia wcielenia i odkupienia. On jest krzewem winnym, Ojciec jest tym, który uprawia winnicę, a latoroślami są poszczególni ludzie. To porównanie Jezus przedstawił Apo­stołom w przeddzień swojej męki: człowiek jako latorośl. Ten



102

H,. O.KY.Y/YY I l ROIMJSKA

obraz nie jest daleki od myśli Blaise'a Pascala, który nazwał

człowieka „trzciną myślącą"". Jednakże to, co w Chrystuso­wej przypowieści jest najistotniejsze i najgłębsze, to mysi

0 uprawie latorośli. Bóg, który stworzył człowieka, troszczy


się o to stworzenie. Jako właściciel winnicy, uprawia ją. Upra­
wia ja w sposób sobie właściwy. Zaszczepia On człowieczeń­
stwo w „krzewie" bóstwa swojego jednorodzonego Syna.
Przedwieczny i współistotny Ojcu Syn staje się człowiekiem
właśnie w tym celu.

Dlaczego potrzebna jest ta Boża „uprawa"?-* Czy jest moż­liwe zaszczepienie ludzkiej latorośli w owym szczepie winnym, którym jest Bóg-Człowiek? Odpowiedź Objawienia jest jasna: człowiek od początku został powołany do istnienia na obraz

1 podobieństwo Boga (por. Rdz l, 27), a zatem jego człowie­
czeństwo od początku kryje w sobie coś boskiego. Człowieczeń­
stwo człowieka może być „uprawione" również w ten nadzwy­
czajny sposób. Co więcej, w aktualnej ekonomii zbawienia, je­
dynie przyjmując zaszczepienie w boskości Chrystusa, człowiek
może się w pełni zrealizować. Odrzucając to zaszczepienie, ska­
zuje się w jakimś sensie na człowieczeństwo niepełne.

Dlaczego w tym miejscu naszych rozważań o Europie od­wołujemy się do Chrystusowej przypowieści o szczepie win­nym i o latoroślach? Chyba właśnie dlatego, że ta przypowieść pozwala nam najlepiej wyjaśnić dramat europejskiego oświe­cenia. Odrzucając Chrystusa, a przynajmniej nie biorąc pod uwagę Jego działania w dziejach człowieka i kultury, pewien

* Por. Blaise Pascal, Myśli, cz. I, rozdz, III, 264, tłum. Tadeusz Żeleń­ski (Boy), Warszawa 1989,'s. 140.

IGi

MYSI \C F.rROPA... (POI SK \ - KI R< )P\ - KOŚCIÓŁ)

prąd myśli europejskiej dokonał jakiegoś wyłomu. Pozbawio­no człowieka „szczepu winnego", tego zaszczepienia w Krze­wie, które zapewnia osiągnięcie pełni człowieczeństwa. Moż­na powiedzieć, że w jakościowo nowej formie, przedtem nie­spotykanej, a przynajmniej nie na taką skalę, otwarto drogę do przyszłych wyniszczających doświadczeń zła.

Według definicji św. Tomasza, zło jest brakiem tego do­bra, które w danym bycie powinno się znajdować. Otóż w czło­wieku, jako bycie stworzonym na obraz i podobieństwo Boga. odkupionym z grzechu przez Chrystusa, winno się znajdować dobro uczestniczenia w naturze i życiu Boga samego - niesh -chany przywilej, który wysłużył mu Chrystus przez tajemnice wcielenia i odkupienia. Pozbawienie człowieka tego dobra jest - mówiąc językiem ewangelicznym - oderwaniem latorośli od winnego krzewu. Na skutek lego ludzka „latorośl" nie może się rozwinąć ku tej pełni, jaką dla niej zamierzył „gospodarz winnicy", czyli Stwórca.



17. Ewangelizacja Europy

s

Środkowowschodniej

]ał{ Ojciec jM/ifty wspomniał, etwtngelizacja Europy Srodk,oivo-Wschodnie] miała swoją odrębny historię. Z pewnością mialo to wpłyu1 na l^ształt Ąitltun1 tych ludów.

Istotnie, osobną uwagę poświęcić trzeba ewangelizacji, która ma swoje źródło w Bizancjum. Można powiedzieć, że jej symbolem są świeci Cyryl i Metody, Apostołowie Słowian. Byli Grekami rodem z Tesalonik. Podjęli ewangelizację Sło­wian, poczynając od terenów dzisiejszej Bułgarii. Najpierw dołożyli starań, aby nauczyć się miejscowego języka, a nawet żywą mowę słowiańską zapisać za pomocą pewnej liczby zna­ków graficznych, które stanowiły pierwszy alfabet słowiański, zwany potem cyrylicą. Alfabet ten, z pewnymi odmianami, utrzymuje się do dzisiaj w krajach słowiańskiego Wschodu, podczas gdy słowiański Zachód przyjął pismo łacińskie, na­przód posługując się łaciną jako językiem warstw wykształco­nych, a potem kształtując stopniowo własne piśmiennictwo.

Cyryl i Metody działali na zaproszenie księcia wielkomo-rawskiego na terenie jego państwa w wieku IX. Jest prawdo­podobne, że dotarli również na teren kraju Wiślan, za Karpa­tami. Z pewnością działali na terenach Panonii, a więc dzi­siejszych Węgier, a także na terenach Chorwacji, Bośni

105

\nsl..\C II R01'A .. (1'OI.SKA - KIKOI-A - KOS( IOI.)

i Hercegowiny oraz w okolicach Ochrydy, czyli na terenie sło­wiańskiej Macedonii. Zostawili po sobie uczniów, którzy ich działalność misyjną kontynuowali. Ci dwaj święci bracia wy­warli wpływ na ewangelizacje Słowian także na terytoriach znajdujących się na północ od Morza Czarnego. Ewangeliza­cja Słowian bowiem, poprzez chrzest św. Włodzimierza w ro­ku 988, rozprzestrzeniła się na całą Ruś Kijowską, a potem stopniowo ogarnęła północne obszary dzisiejszej Rosji i do­tarła aż do Uralu. W wieku XIII ewangelizacja ta przeszła dzie jową próbę w związku z najazdem Mongołów, którzy zniszcz}-] i państwo kijowskie. Jednakże nowe centra religijne i polityczne na północy, a zwłaszcza Moskwa, potrafiły nie tylko ochronie chrześcijańską tradycję w jej formie słowiańsko-bizantyjskiej, ale także ją rozprzestrzenić w obrębie Europy, aż po Ural, a także poza Uralem, na terenie Syberii i północnej Azji.

Wszystko to należy do dziejów Europy i ukazuje w jakjs sposób naturę samej europejskości. W okresie poreformacyj-nym, na tle zasady cuius regio eius religio, doszło do wojen religijnych. Jednak wielu chrześcijan z różnych Kościołów zdało sobie sprawę z hiktu, że wojny te były sprzeczne z samą Ewan­gelią, i stopniowo dochodziło do sformułowania zasady wol­ności religijnej, dającej możność osobistego wyboru wyznania i przynależności kościelnej. Ponadto z biegiem czasu różne wyznania chrześcijańskie, zwłaszcza proweniencji ewangelic­kiej i protestanckiej, zaczęły kierować się w stronę poszuki­wania porozumienia i współpracy. Były to pierwsze kroki na drodze, która miała przybrać kształt ruchu ekumenicznego. Jeśli chodzi o Kościół katolicki, wydarzeniem przełomowym w tym względzie był II Sobór Watykański. Kościół katolicki

706


17. K\\ \\(,l,l.l/ \( |A II l«)l'V SRODKOWO-WSCHODNIEJ

określił swoje stanowisko wobec wszystkich Kościołów i Wspól­not kościelnych żyjących poza jednością katolicką i zaangażo­wał się z całym oddaniem w działalność ekumeniczną. Wyda­rzenie to jest ważne dla przyszłej jedności wszystkich chrze­ścijan. W XX wieku zdali oni sobie sprawę z tego, że nie mogą nie dążyć do tej jedności, o którą Chrystus modlił się w przed­dzień swojej męki: „aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Oj­cze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, by świat uwierzył, żeś Ty Mnie postał" (J 17, 21). Ponieważ patriarchaty prawosławnego Wschodu również aktywnie uczestniczą w dialogu ekumenicznym, można żywić nadzieję na pełną jedność w niedalekiej przyszłości. Stolica Apostol­ska ze swej strony działa również w tym samym kierunku po­przez dialog zarówno z prawosławiem, jak i z poszczególnymi Kościołami i Wspólnotami kościelnymi na Zachodzie.

Jak wiadomo z Dziejów Apostolskich, Europa otrzymała chrześcijaństwo z Jerozolimy za pośrednictwem Małej Azji. W Jerozolimie jest początek dróg misyjnych, które miały za­prowadzić apostołów Chrystusa „aż po krańce ziemi" (Dz l, 8). Jednakże już za czasów apostolskich centrum misji stała się Europa. Przede wszystkim Rzym, gdzie dawali świadectwo o Chrystusie święci apostołowie Piotr i Paweł, ale później tak­że Konstantynopol, czyli Bizancjum. Tak więc ewangelizacja miała dwa główne centra: Rzym i Bizancjum. Z tych miast wy­chodzili misjonarze, ażeby wypełnić Chrystusowy mandat: „Idź­cie więc i nauczajcie wszystkie narody, udzielając im chrztu w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego" (Mt 28, 19). Skutki tej misyjnej działalności trwają do dzisiaj w Europie. Odzwiercie­dlają się one w dzisiejszym uformowaniu kulturowym narodów.

107

MYŚLĄC EUROPA... (1'OLSKA - l-:t'R()r\ - KOŚCIÓŁ)

Jeżeli misjonarze przychodzący z Rzymu kształtowali, również na drodze inkulturacji, łacińską odmianę chrześcijaństwa, to misjonarze przychodzący z Bizancjum kształtowali jego odmianę bizantyjską: najpierw grecką, a potem słowiańską, cyrylo-me todianską. Wedle tych dwóch głównych szlaków dokonała się ewangelizacja całej Europy.

Stopniowo, z upływem wieków, ewangelizacja zaczęła wy­chodzić poza granice Europy. Była to wspaniała epopeja, na której jednak kładzie się cień kolonizacji. W nowoczesnym znaczeniu tego słowa można mówić o kolonizacji od czasu odkrycia Ameryki. Pierwszą wielką kolonią europejską był właśnie kontynent amerykański: w swej części południowe! i centralnej skolonizowany przez Hiszpanów i Portugalczykow, a w części północnej przez Francuzów i Anglosasów. Koloni­zacja była zjawiskiem przejściowym. Kilka wieków po odkry­ciu Ameryki ukształtowały się na Południu i na Północy nowe społeczeństwa, a także nowe państwa postkolonialne, które coraz bardziej stawały się prawdziwymi partnerami Europy.

Obchody pięćsetncj rocznicy odkrycia Ameryki były okazja do postawienia bardzo ważnego pytania o zależność, jaka za­chodziła pomiędzy rozwojem Społeczeństw ametykanskich na Północy i Południu a prawami ludności tubylczej. W gruncie rzeczy to pytanie towarzyszy wszelkiej kolonizacji. Również kolonizacji na kontynencie afrykańskim. Wynika ono stąd, że kolonizacja oznacza zawsze przyniesienie i zaszczepienie „no­wego" na starym pniu. Pod pewnym względem służy to rozwo­jowi lokalnych społeczności, ale równocześnie niesie ze sobą pewien rodzaj wywłaszczenią nie tylko z ich ziem, ale także z ich duchowego dziedzictwa. W jaki sposób problem ten przejawił

108

17 l WANGELIZACJA 1,1 ROPY ŚRODKOWOWSCHODNIEJ

się \\r Ameryce Północnej i Południowej? Jaka powinna być moralna ocena w świetle różnorakich procesów, jakie doko­nały się w dziejach? To pytania, które słusznie się nasuwają, a nad właściwymi odpowiedziami trzeba wciąż pracować. Nie mniej potrzebne jest uznanie win kolonizatorów i zaangażo­wanie, na ile to możliwe, na rzecz zadośćuczynienia za te winy.

W każdym razie problem kolonizacji w jakiś sposób nale­ży do historii Europy i europejskości. Europa jest stosunko­wo mała. Równocześnie jednak jest kontynentem bardzo roz­winiętym, któremu - można powiedzieć - Opatrzność zawie­rzyła zadanie zapoczątkowania wielorakiej wymiany dóbr pomiędzy rożnymi częściami świata, różnymi krajami, ludami i narodami zamieszkującymi kulę ziemską. Nie można tutaj zapominać, że dzieło misyjne Kościoła rozniosło się na świat z Europy. Utrzymawszy z Jerozolimy Dobrą Nowinę o zba­wieniu, Europa - zarówno rzymska, jak i bizantyjska - stalą się wielkim centrum ewangelizacji świata i, pomimo wszyst­kich kryzysów, nie przestaje nim być aż do dzisiaj. Być może ten układ ulegnie zmianie. Być może w jakiejś przyszłości, bliższej lub dalszej, Kościół w krajach europejskich będzie potrzebował pomocy Kościołów z innych kontynentów. Jeśli do tego dojdzie, nową sytuację będzie można uznać za pewne wyrównanie „długów", jakie inne kontynenty zaciągnęły wo­bec Europy w procesie głoszenia Ewangelii.

Mówiąc o Europie, trzeba w końcu zaznaczyć, że nie moż­na myśleć o jej nowożytnych dziejach bez uwzględnienia dwóch wielkich rewolucji: wpierw rewolucji francuskiej pod koniec XVIII wieku, a następnie rewolucji rosyjskiej na początku XX stulecia. Obie były reakcją na system feudalny, który przy-



109

MYSI A( l ( ROPA... 11'Ol.SKA - H'ROPA - KOŚCIÓŁ)

jął we Francji postać „oświeconego absolutyzmu", a w Rosji po­stać carskiego „samodierżawia". Rewolucja francuska pociągnęła za sobą wiele niewinnych ofiar, ostatecznie utorowała drogę do władzy Napoleonowi, który ogłosił się cesarzem Francuzów, a jego geniusz wojenny dominował nad Europą w ciągu pierw­szego dziesięciolecia XIX wieku. Po upadku Napoleona kon­gres wiedeński przywrócił w Europie system oświeconego ab­solutyzmu, przede wszystkim w tych krajach, które były odpo­wiedzialne za rozbior\r Polski. Koniec XIX wieku i początki wieku XX utrwaliły ten układ sił, chociaż równocześnie pojawi­ło się nowe zjawisko odradzania i konsolidowania się w Euro pie niektórych narodów, na przykład narodu włoskiego.

W drugim dziesięcioleciu XX wieku sytuacja w Europie nabrzmiała do tego stopnia, że wybuchła I wojna światowa. Była ona konfrontacją „wielkich przymierzy" - z jednej stro­ny Francja, Anglia i Rosja, do których przyłączyły się Włoch), z drugiej Niemcy i Austria - ale była też konfliktem, z które­go zrodziła się wolność niektórych narodów. W roku 1918, wraz z zakończeniem I wojny światowej, wracają na mapy Europy państwa, które dotychczas były pozbawione niepod­ległości przez okupacyjne mocarstwa, lak więc rok 1918 przy­nosi odzyskanie niepodległości Polsce, Litwie, Łotwie i Esto­nii. Podobnie na południu powstaje wolna Czechosłowacja, a niektóre narody Europy Środkowej wchodzą w skład Fede­racji Jugosłowiańskiej. Ukraina i Białoruś nie uzyskują wtedy jeszcze niepodległości mimo dobrze znanych aspiracji i ocze­kiwań tych narodów. Ten nowy w znaczeniu politycznym układ sił w Europie przetrwa zaledwie dwadzieścia lat.

18.

Owoce dobra na glebie oświecenia



Wybuch " zła, jaki miał miejsce podczas I wo/nv światowej, zaowocował następnie jeszcze gorszy II wojną i zbrodniami,

  1. których mówiliśmy na początku. Ojciec Święty powiedział,
    że spojrzenie na współczesną Europę nie może ograniczać się
    do widzenia zła, destrukcyjne]'spuścizny oświecenia


  2. wspomnianej właśnie rewolucji francuskiej, byłoby to
    bowiem spojrzenie jednostronne. ]af{ zatem należy rozszerzyć
    tę perspektywę, ab\ dostrzec również aspekty pozytywne
    współczesnej historii Europy?


Europejskie oświecenie zaowocowało nie tylko okrucień­stwami rewolucji francuskiej; przyniosło również dobre owo­ce, jak idee wolności, równości i braterstwa, które - jak wia­domo - są zakorzenione w Ewangelii. Choć idee te głoszono w oderwaniu od niej, to jednak same mówiły o swym pocho­dzeniu. W ten sposób francuskie oświecenie przygotowało grunt pod lepsze zrozumienie praw człowieka. W rzeczywi­stości sama rewolucja na różne sposoby pogwałciła te prawa. Jednak wysiłki na rzecz skutecznego uznania praw człowieka zaczęły odtąd przybierać na mocy, wbrew feudalnym trady­cjom. Trzeba wszakże podkreślić, że te prawa były już znane, ponieważ są zakorzenione w naturze człowieka, stworzonej

111

\n sl\c n uop\ ipoi sk.a - i-.i rop\ - kościom

przez Boga na Jego obraz i jako takie głoszone w Piśmie Świę­tym od pierwszych stron Księgi Rodzaju. Odwołuje się do nich często sam Chrystus, który w Ewangelii stwierdza między in­nymi, że „to szabat został ustanowiony dla człowieka, a nic człowiek dla szabatu" (Mk 2, 27). W tych słowach wyjaśnia autorytatywnie, że godność człowieka jest najważniejsza, wska­zując ostatecznie na Boże źródło jego praw.

Podobnie też idei prawa narodu nie da się odłączyć cci oświeceniowej tradycji, a nawet od rewolucji francuskiej. Prą wo narodu do istnienia, cło własnej kultury, a także do poi i tycznej suwerenności było szczególnie ważne w tamtym mu mencie dziejów, to znaczy w XVIII wieku, dla wielu narodów na kontynencie europejskim, ale także i poza nim. Było one ważne dla Polski, która właśnie w tych latach, pomimo Koń stytucji 3 maja, traciła niepodległość. Było ono także bardzo ważne dla tworzących się za Oceanem Stanów Zjednoczo nych Ameryki Północnej. Rzecz znamienna, że te trzy wyda­rzenia - wybuch rewolucji francuskiej (14 lipca 1789), ogło­szenie Konstytucji 3 maja w Polsce (1791) i Deklaracji Niepodległości Stanów Zjednoczonych Ameryki (4 lipca 1770 - dokonały się prawie równocześnie. Można by to samo po­wiedzieć o rozmaitych krajach Ameryki Łacińskiej, które po długim okresie feudalnym dochodziły wówczas do nowe] świadomości narodowej, a wraz z tym gruntowały się ich dążenia niepodległościowe wobec korony hiszpańskiej cz\ portugalskiej.



Tak więc idee wolności, równości i braterstwa umacniał) się - niestety, za cenę krwi wielu otiar na szafocie - i rzucały nowe światło na dzieje ludów i narodów, przynajmniej na

112

[S (>\\

1   2   3   4   5   6   7   8   9


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna