Jan paweł II pamięĆ I tożsamośĆ Rozmowy na przelomie tysiącleci wydawnictwo znak



Pobieranie 474.68 Kb.
Strona7/9
Data28.04.2016
Rozmiar474.68 Kb.
1   2   3   4   5   6   7   8   9

1)1.MOKK U ]\ \1(>/U\VOS( l l /A(.KO/K\1A

pod ściśle określonymi warunkami służyć realizowaniu tego, co jest istotnym celem władzy, to znaczy dobra wspólnego. Koniecznym założeniem każdego rozwiązania jest jednak po­szanowanie fundamentalnych norm etycznych. Już dla Ary stotelesa polityka nie jest niczym innym, jak tylko etyką spo­łeczną. Znaczy to, że od odpowiednich cnót zależy, czy dany ustrój nie ulegnie wypaczeniu. Różne formy wypaczenia ustroju znalazły już w tradycji greckiej właściwe nazwy. I tak monar­chia może wyrodzić się w tyranie; a dla form patologicznych demokracji Polibiusz ukuł nazwę „ochlokracja", czyli pano­wanie tłumu.

Po upadku ideologii XX-wiecznych, a zwłaszcza po upad ku komunizmu, nadzieje wielu narodów związały się z demo kracją. Właśnie w tym kontekście wypada zapytać: czym po­winna być demokracja? Często słyszy się twierdzenie, że dzięki demokracji tworzy się prawdziwe państwo prawa. W tym sys­temie bowiem życie społeczne jest regulowane prawem sta­nowionym przez parlamenty, które sprawują władzę ustawo­dawczą. W tych zgromadzeniach są opracowywane normy, które regulują postępowanie obywateli w różnych zakresach życia społecznego. Oczywiście, każda dziedzina życia wyma­ga specjalnego ustawodawstwa, które pozwoli jej prawidłowo się rozwijać. Państwo prawa wypełnia w ten sposób postulat każdej demokracji: tworzenia społeczeństwa wolnych obywa­teli, którzy razem wytrwale dążą do dobra wspólnego.

1V> tym wszystkim, co zostało powiedziane, może się oka­zać użyteczne odwołanie się raz jeszcze do dziejów Izraela Była mowa o Abrahamie, który był człowiekiem wiary w obict nice Boga. Stał się ojcem wielu narodów, przez to że przyjął


136

\\sroil /1S\\ 1)1 MOKK \< IA

z ufnością Boże słowo. To znaczące, że w tym kontekście od woluji) się do Abrahama zarówno synowie i córki Izraela jak

Beż i chrześcijanie. Powołują się na niego również muzułma­nie. Trzeba jednak od razu sprecyzować, że nie Abraham stoi u podsiaw narodu izraelskiego jako zorganizowanego społe-

Itzeństwa, ale Mojżesz. To Mojżesz wyprowadził swoich roda­ków 7. ziemi egipskiej, a podczas wędrówki na pustyni sta! się prawdziwym twórcą państwa prawa w biblijnym tego stówa znaczeniu. Jest to kwestia, którą trzeba tu szczególnie uwy-datnić: Izrael, jako lud wybrany przez Boga, był społeczeń­stwem teokratycznym, dla którego Mojżesz był nie tylko cha­ryzmatycznym przywódcą, ale także prorokiem. Jego zada­niem było w imieniu Boga budować prawno-religijne podstawy egzystencji Izraela. W tej działalności Mojżesza kluczowym momentem było wydarzenie, które rozegrało się u podnóża góiy Synaj. Tam bowiem zostało zawarte przymierze Boga z na­rodem izraelskim, którego podstawą było prawo, jakie Moj­żesz otrzymał od Boga na górze. Zasadniczo prawo to siano wił Dekalog: dziesięć słów, dziesięć zasad postępowania, bez których żadna ludzka wspólnota, żaden naród ani też spo­łeczność międzynarodowa nie może się urzeczywistnić. Przy­kazania wyryte na dwóch tablicach, które Mojżesz otrzymał na Synaju, są równocześnie wypisane w sercu człowieka. Uczy tego św. Paweł w Liście do Rzymian: „Treść Prawa wypisana jest w ich sercach, gdy jednocześnie ich sumienie staje jako świadek" (2, 15). Boskie prawo Dekalogu ma moc wiążącą jako prawo natury również dla tych, którzy nie akceptują Objawienia: nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie mów fałszywego świadectwa, czcij ojca i matkę swoją... Każde z tych

137

1)1 MOKRACJA: \1()/1 I\\()SC1 l / U,|« I/AM \

słów kodeksu synajskiego bierze w obronę jakieś podstawo­we dobro życia i współżycia ludzkiego. Jeżeli kwestionuje sit;-to prawo, współżycie ludzkie staje się niemożliwe, a egzysten­cja moralna człowieka na rożne sposoby zagrożona. Mojżes/, który schodzi z góry, niosąc tablice Przykazań, nie jest ich autorem. Jest raczej sługą i rzecznikiem tego Prawa, które Bóg dal mu na Synaju. Na ich podstawie sformułuje on potem bardzo szczegółowy kodeks postępowania, który przekaże s\ nom i córkom Izraela w Pięcioksięgu.

Chrystus potwierdził Dekalog jako podstawę chrześcijań­skiej moralności, uwydatniając równocześnie jego syntezę za wartą w przykazaniach miłości Boga i bliźniego. Wiadomo również, że znaczenie, jakie nadaje On w Ewangelii określe­niu „bliźni", ma charakter uniwersalny Miłość, do której zo­bowiązany jest chrześcijanin, obejmuje wszystkich ludzi, rów­nież nieprzyjaciół. Kiedy pisałem studium Miłość i odpowie­dzialność, to największe przykazanie Ewangelii ukazało mi się jako norma personalistyczna. Właśnie dlatego, że człowiek jest bytem osobowym, nie możemy oddać tego, co się mu należy, inaczej, jak tylko kochając go. Tak jak miłość jest najwięk­szym przykazaniem w odniesieniu do Boga-Osoby, tak też mi­łość jest fundamentalnym obowiązkiem w odniesieniu do oso by ludzkiej, stworzonej na obraz i podobieństwo Boga.

Ten właśnie pochodzący od Boga kodeks moralności, pra­wo zatwierdzone w Starym i Nowym Przymierzu, jest niena­ruszalną podstawą również każdego ludzkiego prawodawstwa w jakimkolwiek ustroju, a w szczególności w ustroju demo­kratycznym. Prawo stanowione przez człowieka, przez parla­menty i każdą inną instancję prawodawczą, nie może pozo-

138

Tl. WSPÓŁCZESNA DEMOKRACJA

stawać w sprzeczności z prawem natury, czyli ostatecznie z od­wiecznym prawem Boga. S w. Tomasz sformułował znaną de­finicję prawa: Lex estąuaedam rationis ordinatio ad bonum coni-mune, ah eu qin curam communitatis habetpromulgata - „Pra­wo jest to rozporządzenie rozumu dla dobra wspólnego nadane i publicznie obwieszczone przez tego, kto ma pieczę nad wspólnotą"'". Jako „rozporządzenie rozumu", prawo zasadza się na prawdzie bytu: prawdzie o Bogu, prawdzie o człowie­ku, prawdzie o całej rzeczywistości stworzonej. Ta prawda wyraża się w prawie naturalnym, którego aplikacją do kon­kretnych sytuacji społecznych jest prawo stanowione. Prawo­dawca dodaje do tego akt promulgacji. Tak było na Synaju, gdy chodzi o prawo Boże, i tak jest w parlamentach, gdy cho­dzi o różne formy prawodawstwa stanowionego.

Dotykamy w tym miejscu sprawy o zasadniczej wadze dla historii Europy w XX wieku. Przecież to parlament legalnie wybrany pozwolił na powołanie do władzy Hitlera w Niem­czech w latach trzydziestych, a z kolei ten sam Reichstag, udzielając plenipotencji (Ermdachtigungsgesctz) Hitlerowi, Otworzył drogę do politycznej inwazji na Europę, do tworze­nia obozów koncentracyjnych i do wprowadzenia w życie tak zwanego „ostatecznego rozwiązania" kwestii żydowskiej, czy­li eksterminacji milionów synów i córek Izraela, Wystarczy przywołać na pamięć tylko ten jeden bliski nam w czasie cykl wydarzeń, ażeby zobaczyć jasno, że prawo stanowione przez człowieka ma swoje granice, których nie może przekraczać.

* Tomasz z Akwinu, Sttmma Th. 1-11, q. 90, a. 4; wvcl. poi.: Suma teologiczna, tłum. o. Pius Belch OP Londyn 1986.



139

1)1 MnkKACIA: MO/l.lWO.Sn l /.A<;K< >/.! MA

Są to granice wyznaczone przez prawo natury, za pomocą któ­rego Bóg sam chroni podstawowe dobra człowieka. Zbrodnie hitlerowskie doczekały się swojej Norymbergi, gdzie winni zo­stali osądzeni i ponieśli karę według ludzkiego wymiaru spra­wiedliwości. Jednak jest wiele przypadków, w których braku­je tego ostatniego dopełnienia, choć zawsze pozostaje najwyż­szy trybunał Boskiego Prawodawcy. Głęboka tajemnica okrywa sposób, w jaki Sprawiedliwość i Miłosierdzie spotykają sit w Bogu w sądzie nad ludźmi i dziejami ludzkości.

W tej perspektywie, jak już mówiłem, na początku nowe­go stulecia i tysiąclecia trzeba wysuwać zastrzeżenia wobec postanowień prawnych, jakie zostały zadecydowane w parla­mentach współczesnych demokracji. Najbardziej bezpośred­nie odniesienie, jakie przychodzi na myśl, to prawa aborcyjne Kiedy jakiś parlament zezwala na przerywanie ciąży, zgadza­jąc się na zabicie dziecka w tonie matki, popełnia poważne nadużycie w stosunku do istoty ludzkiej niewinnej, a ponad­to pozbawionej jakiejkolwiek możliwości samoobrony. Parla­menty, które stanowią i promulgują podobne prawa, musxa być świadome tego, że przekraczają swoje kompetencje i po­zostają w jawnym konflikcie z prawem Bożym i z prawem natury.

23. Powrót do Europy?



Bardzo aktualnym zagadnieniem jest odniesienie Polski do nowej Europy. Można się pytać, ja^ie tradycje wiążą Polsce ze współczesną Europą Zachodnią. Czy mogą zrodzić się problemy na sĄuteĄ niedawnego włączenia jej w organizmy europejskie? Jat( Ojciec Święty widzi miejsce i rolę Polski w Europie?

Po upadku komunizmu w Polsce zaczęto lansować tezę o konieczności powrotu do Europy. Oczywiście, były uzasad­nione racje, które przemawiały na rzecz takiego postawienia kwestii. Niewątpliwie bowiem system totalitarny narzucony ze Wschodu oddzielał nas od Europy. Tak zwana „żelazna kurtyna" była tego wymownym symbolem. Równocześnie jed­nak, z innego punktu widzenia, teza o „powrocie do Europy" nie wydawała się poprawna, również w stosunku do ostatnie­go okresu naszej historii. Chociaż bowiem politycznie zostali­śmy oddzieleni od reszty kontynentu, to przecież Polacy nie szczędzili w tych latach wysiłku, aby wnieść własny wkład w tworzenie nowej Europy. Jak nie wspomnieć w tym kon­tekście o heroicznej walce z nazistowskim agresorem w roku 1939, a także powstania, jakim w 1944 roku Warszawa zare­agowała na horror okupacji. Znaczący był potem rozwój „Soli­darności", który doprowadził do upadku systemu totalitarne-



141

1)1 MOKK U |A: M( )/,l,l\\ (>M l I /.U.KO/.l M \

go na Wschodzie - nie tylko w Polsce, ale i w krajach sąsied­nich. Trudno więc zgodzić się bez uściśleń z tezą, według kto rej Polska „musiała wracać do Europy". Polska już była w hu ropie, skoro aktywnie uczestniczyła w jej tworzeniu. Mówi łem o tym na wielu miejscach podczas moich podróży di Polski. Mówiłem o tym przy różnych okazjach, w pewnym sensie protestując przeciw krzywdzie, jaką się wyrządza Po] sce i Polakom poprzez fałszywie rozumianą tezę o „po\vr cię" do Europy.

Ten protest skłania mnie do spojrzenia na dzieje Polski i zapytania, jaki był wkład narodu w formowanie tak zwam-gi ducha europejskiego. Sięgając w daleką przeszłość, można powiedzieć, że to współtworzenie zaczęło się już od chrztu Polski, a zwłaszcza od Zjazdu Gnieźnieńskiego w roku l Ol K). Przyjmując chrzest z pobratymczych Czech, pierwsi włada Polski piastowskiej tworzyli w tym miejscu Europy strukturę państwową, która pomimo swoich historycznych słabości zdo­łała przetrwać napór z Zachodu (niemiecki Drang nach Osten). Żyjące na ziemiach na zachód od Polski plemiona słowiańskie uległy tej presji. Polska zaś była zdolna przeciwstawić się i stała się wręcz bastionem dla różnych zewnętrznych naporów.

My, Polacy, współtworzyliśmy zatem Europę, uczestniczy­liśmy w rozwoju historii naszego kontynentu, broniąc go rów­nież zbrojnie. Wystarczy przypomnieć choćby bitwę pod Leg­nicą (1241 r.), gdzie Polska zatrzymała najazd Mongołów na Europę. A co powiedzieć o całej sprawie krzyżackiej, która znalazła swój rezonans na Soborze w Konstancji (1414-14IX l Jednakże wkład Polski nie miał wyłącznie charakteru militar­nego. Również na płaszczyźnie kultury Polska wniosła własm

142

l

23.



1)0

wkład w tworzenie Europy. Bardzo często w tym wymiarze przypomina się zasługi szkoły w Salamance, a zwłaszcza hisz­pańskiego dominikanina Francisca de Yitorii (1492-1546) w opracowywaniu prawa międzynarodowego. Słusznie. Nie można jednak zapominać, że dużo wcześniej Paweł Włodko-\vic (1370-1435) głosił te same zasady, jako fundament upo­rządkowanego współżycia narodów. Nie nawracanie mieczem, ale przekonywanie - Plus ratio ąuam vis - to złota zasada Uni­wersytetu Jagiellońskiego, który dla kultury europejskiej miał olbrzymie zasługi. Na tym uniwersytecie wykładali wybitni uczeni, na przykład Mateusz z Krakowa (1330-1410) czy Mikołaj Kopernik (1473-1543). Trudno tu nie przypomnieć jeszcze jednego taktu historycznego: w okresie kiedy Europa Zachodnia pogrążała się w wojnach religijnych po reformacji, którym usiłowano zapobiegać, przyjmując niesłuszną zasadę: Cuius regio eius religio, ostatni z Jagiellonów, Zygmunt August stwierdzał uroczyście: „Nie jestem królem waszych sumień". Istotnie, nie było w Polsce wojen religijnych. Była natomiast tendencja ku porozumieniom i uniom: z jednej strony, w po­lityce, unia z Litwą, a z drugiej, w życiu kościelnym, unia brze­ska zawarta pod koniec XVI wieku pomiędzy Kościołem kato­lickim a chrześcijanami wschodniego obrządku. Chociaż o tym wszystkim bardzo mało się wie na Zachodzie, nie można nie uznawać istotnego wkładu Polski w kształtowanie chrześcijań­skiego ducha Europy. Dzięki temu właśnie wiek XVI słusznie jest nazywany „złotym wiekiem" Polski.

Wiek XVII natomiast, zwłaszcza druga jego część, odsła­nia pewne znamiona kryzysu zarówno w polityce - wewnętrz­nej i międzynarodowej - jak też w życiu religijnym. Z tego

143

1)1 MOKRACIA: MO/UUOSCI I /A(,KO/.KMA

punktu widzenia obrona Jasnej Góry w 1655 roku ma nie tyl­ko charakter pewnego cudu historycznego, ale także może być interpretowana jako ostrzeżenie na przyszłość w sensie wezwania do baczności wobec zagrożenia, które pochodziło z Zachodu zdominowanego zasadą cuius regio etus religio, a tak­że ze Wschodu, gdzie coraz bardziej umacniała się wszech­władza carów. W świetle tych wydarzeń można by powiedzieć że jeżeli Polacy zawinili w czymś wobec Europy i ducha euro­pejskiego, to zawinili przez to, że pozwolili zniszczyć wspa­niałe dziedzictwo XV i XVI stulecia.

Wiek XVIII jest okresem wielkiego upadku. Polacy po­zwolili zniszczyć dziedzictwo Jagiellonów, Stefana Batorego i Jana DI Sobieskiego. Nie można zapomnieć o tym, że jesz­cze pod koniec XVII wieku właśnie Jan III Sobieski ocalił Europę przed zagrożeniem otomańskim w bitwie pod Wied­niem (1683). To było zwycięstwo, które oddaliło od Europy niebezpieczeństwo na długi czas. W pewnym sensie powtó­rzyło się pod Wiedniem to, co wydarzyło się w XIII wieku pod Legnicą. W XVIII wieku Polacy zawinili tym, ze nie ustrzegli dziedzictwa, którego ostatnim obrońcą był zwycięzca spod Wiednia. Wiadomo, że powierzenie narodu królom z dynastii saskiej dokonało się pod presją zewnętrzną, zwłaszcza Rosji, która dążyła do zniszczenia nie tylko Rzeczypospolitej, ale także tych wartości, których była ona wyrazem. Polacy w cią­gu XVIII wieku nie zdobyli się na to, aby ten proces rozkłado wy zahamować, ażeby obronić się przed niszczącym wpływem liberum veto. Szlachta nie zdobyła się na przywrócenie praw stanu trzeciego, a przede wszystkim praw wielkich rzesz chło­pów polskich przez uwłaszczenie ich i uczynienie obywatela-

144

23. l'0\VROl 1)0 KlKon.

i mi współodpowiedzialnymi za Rzeczpospolitą. To są starodaw ne winy społeczeństwa szlacheckiego, a zwłaszcza znacznej części arystokracji, dygnitarzy państwowych i niestety także

i niektórych dygnitarzy kościelnych.

W tym wielkim rachunku sumienia z naszego wkładu do Europy trzeba więc w szczególny sposób zatrzymać się na hi­storii wieku XVIII. Pozwoli nam to z jednej strony zdać sobie sprawę, jak rozległy jest bilans win i zaniedbań, z drugiej jed­nak - uświadomić sobie to wszystko, co w wieku XVIII było początkiem odnowy. Jak nie wspomnieć na przykład Komisji Edukacji Narodowej, pierwszych prób zbrojnego oporu wo­bec zaborców, a przede wszystkim wielkiego dzieła Sejmu Czteroletniego? Szala win i zaniedbań była jednak przeważa­jąca i dlatego Polska upadla. Jednakże upadając, zabrała ze sobą w testamencie to wszystko, co miało się stać zaczynem odbudowy jej niepodległości, a także jej późniejszego wkładu w budowę Europy. Ten następny etap miał się jednak rozpo­cząć dopiero po upadku XIX-wiecznych systemów i tak zwa­nego Świętego Przymierza.

Po odzyskaniu niepodległości w 1918 roku Polska mogła znowu aktywnie uczestniczyć w współtworzeniu Europy. Dzię­ki niektórym politykom, a także wybitnym ekonomistom było możliwe osiągnięcie w krótkim czasie wielkich rezultatów. Wprawdzie na Zachodzie, zwłaszcza w Wielkiej Brytanii, pa­trzono na Polskę z powątpiewaniem, jednak naród z roku na rok stawał się coraz bardziej godnym zaufania partnerem w po­wojennej Europie. Był to także partner odważny, co stało się jasne w roku 1939: kiedy demokracje zachodnie łudziły się, że mogą cos uzyskać, paktując z Hitlerem, Polska zdobyła się

745


1)1 \I()KK\( |\: MOŻLIWOŚCI l/A(.RO/hMA

na stawienie czoła wojnie, która z punktu widzenia sił militar­nych i technicznych była bardzo nierówna. Władze polskie uznały, że w tym momencie było to nieodzowne, ażeby obro­nić przyszłość Europy i europejskości.

Kiedy wieczorem 16 października 1978 roku stanąłem po raz pierwszy na balkonie Bazyliki św. Piotra, aby pozdro­wić rzymian i pielgrzymów zgromadzonych na placu w ocze­kiwaniu na wynik konklawe, powiedziałem, że przychodzę z „dalekiego kraju". W gruncie rzeczy ta odległość w sensie geograficznym nie była tak wielka. Samoloty pokonywały ja zaledwie w dwie godziny. Mówiąc o dalekości, miałem na myśli istniejącą jeszcze w tamtym momencie „żelazną ku1 ne". Papież, który przychodził spoza „żelaznej kurtyny", w prawdziwym sensie tego słowa przychodził z daleka, cho­ciaż w rzeczywistości przychodził z samego centrum Euin py. Przecież geograficzne centrum Europy znajduje się wła­śnie na terenie Polski.

Wiatach istnienia „żelaznej kurtyny" zapomniano o Eu­ropie Środkowej. Stosowano dość mechanicznie podział na Zachód i Wschód, uznając Berlin, stolicę Niemiec, za mia-sto-symbol, przynależące jedną swą częścią do Niemiec l i deralnych, a drugą do Niemieckiej Republiki Demokratycz-nej. W rzeczywistości ten podział był całkowicie sztuczny. Służył celom politycznym i militarnym. Wyznaczał granice dwóch bloków, ale nie liczył się z historią ludów. Polakom trudno było przyjąć do wiadomości, że należą do Wschodu. zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt, iż właśnie w tych latach granice Polski zostały przesunięte na Zachód. Przypuszczam. że tak samo trudno było to zaakceptować Czechom, Słowa -



146

j i im m no l no li

kom czy Węgrom, a także Litwinom, Łotyszom czy Estoń-czykom.

Z tego punktu widzenia powołanie papieża z Polski, z Kra­kowa, mogło mieć wymowę niejako symboliczną. Nie było to jedynie powołanie konkretnego człowieka, ale całego Kościo­ła, z którym był on związany od urodzenia; pośrednio było to także powołanie narodu, do którego należał. Zdaje mi się, że tę sprawę szczególnie jasno widział i wyraził kard. Stefan Wyszyński. Osobiście byłem zawsze przekonany, że wybór Polaka na papieża tłumaczył się tym, czego Prymas Tysiącle­cia wraz z Episkopatem i Kościołem polskim potrafili doko­nać w warunkach ograniczeń, ucisku i prześladowań, jakim byli poddani w tamtych trudnych latach.

Chrystus powiedział kiedyś do Apostołów, posyłając ich na krańce ziemi: „Będziecie mi świadkami" (Dz l, 8). Wszyscy chrześcijanie są wezwani do świadczenia o Chrystusie. W szcze­gólny sposób są do tego powołani pasterze Kościoła. Powołując na Stolicę Rzymską kardynała z Polski, konklawe dokonało zna­czącego wyboru: tak jak gdyby zażądało świadectwa Kościoła, z którego ten kardynał przychodził - jakby go zażądało dla do­bra Kościoła powszechnego. W każdym razie wybór ten miał dla Europy i dla świata szczególną wymowę. Do tradycji bo­wiem należało, od prawie pięciu wieków, że rzymską Stolicę św. Piotra przejmowali kardynałowie włoscy. Wybór Polaka nie mógł nie oznaczać jakiegoś przełomu. Świadczył o tym, że konkla­we, idąc za wskazaniami Soboru, starało się odczytywać „znaki czasu" i w ich świetle kształtować swoje decyzje.

W tym kontekście można by się także zastanawiać nad wkładem Europy Środkowo-Wschodniej w tworzenie się dziś



147

m- mokk \( l \ mo/i i\\osri i /u.ko/i \i \

Europy zjednoczonej. Mówiłem na ten temat przy różnych okazjach. Jak mi się wydaje, najbardziej znaczącym wkła­dem, jaki narody tego regionu mogą zaoferować, jest obro na własnej tożsamości. Narody Europy Srodkowo-Wschod niej pomimo wszystkich przeobrażeń narzuconych prze? dyktaturę komunistyczną zachowały swoją tożsamość, a po­niekąd nawet ją umocniły. Walka o tożsamość narodową była dla nich walką o przetrwanie. Dzisiaj obie części Europy -zachodnia i wschodnia - ponownie się zbliżają. To zjawisko, samo w sobie jak najbardziej pozytywne, nie jest pozbawio­ne ryzyka. Wydaje mi się, że podstawowym zagrożeniem dla Europy Wschodniej jest jakieś przyćmienie własnej tożsa mości. W okresie samoobrony przed totalitaryzmem mar­ksistowskim ta cześć Europy przebyła drogę duchowego doj­rzewania, dzięki czemu pewne istotne dla życia ludzkiego wartości mniej się tam zdewaluowały niż na Zachodzie. Tam żywe jest jeszcze na przykład przekonanie, iż to Bóg jest najwyższym gwarantem godności człowieka i jego praw. Na czym wobec tego polega ryzyko? Polega ono na bezkrytycy nym uleganiu wpływom negatywnych wzorców kulturowych rozpowszechnionych na Zachodzie. Dla Europy Środkowo -Wschodniej, w której tendencje te mogą jawić się jako ro­dzaj „promocji kulturowej", jest to dzisiaj jedno z najpowaz niejszych wyzwań. Myślę, iż właśnie z tego punktu widzenia toczy się tutaj jakieś wielkie duchowe zmaganie, od którego zależeć będzie oblicze Europy tworzące się na początku tego tysiąclecia.

W roku 1994 odbyło się w Castel Gandolfo sympozjum na temat tożsamości europejskich społeczeństw (Identity in



148

. POWRÓT 1)0 Kl 'ROPV

Change}. Pytanie, wokół którego toczyła się debata, dotyczyło zmian, jakie wydarzenia XX wieku wprowadziły w świadomo­ści tożsamości europejskiej i tożsamości narodowej w kontekś­cie nowoczesnej cywilizacji. Na początku sympozjum Paul Ricoeur mówił o znaczeniu pamięci i zapominania, jako dwóch przeciwstawnych sił działających w historii człowieka i społe­czeństw. Pamięć jest tą siłą, która tworzy tożsamość istnień ludzkich, zarówno na płaszczyźnie osobowej, jak i zbiorowej. Przez pamięć bowiem w psychice osoby tworzy się poniekąd i krystalizuje poczucie tożsamości.

Pośród wielu interesujących stwierdzeń, które wówczas usłyszałem, jedno szczególnie mnie uderzyło. Chrystus znał to prawo pamięci i w momencie kluczowym swego posłan­nictwa do niego się odwołał. Kiedy ustanawiał Eucharystię podczas Ostatniej Wieczerzy, powiedział: „To czyńcie na moją pamiątkę" (Hoc facite in meam commemorationem: Łk 22, 19). Pamiątka mówi o pamięci. Tak więc Kościół jest ponie­kąd żywa „pamięcią" Chrystusa: Chrystusowego misterium, Jego męki, śmierci i zmartwychwstania, Jego Ciała i Krwi. Tę „pamięć" realizuje się poprzez Eucharystię. Wynika stąd, że chrześcijanie, celebrując Eucharystię, to jest przywołując na „pamięć" swego Pana, nieustannie odkrywają swoją toż­samość. Eucharystia wyraża cos najgłębszego, a zarazem najbardziej uniwersalnego - świadczy o przebóstwieniu czło­wieka i nowego stworzenia w Chrystusie. Mówi o odkupie­niu świata. Ale ta pamięć odkupienia i przebóstwienia czło­wieka, tak bardzo dogłębna i uniwersalna, jest równocześnie źródłem wielu innych wymiarów pamięci człowieka i ludz­kich wspólnot. Pozwala ona człowiekowi rozumieć siebie



149

1)1 MOKK U |,\: M()/.LI\\(),S( I l / U.KO/,1 M \

w jakimś najgłębszym zakorzenieniu, a zarazem w ostatecz-nej perspektywie swego człowieczeństwa. Pozwala ona rów­nież rozumieć różne wspólnoty, w których kształtują się jego dzieje: rodzinę, ród i naród. Pozwala też wnikać w dzieje ję­zyka i kultury, w dzieje wszystkiego, co jest prawdziwe, do­bre i piękne.

24.

Macierzyńska pamięć Kościoła

W różnych częściach świata dokonują się w ostatnich dziesięcioleciach ogromne zmiany i dużo mówi się o potrzebie dostosowania się Kościoła do nowej rzeczywistości kulturowej. Pojawia się zatem również palące pytanie o tożsamość Kościoła. Jal{ Ojciec Święty określiłby podstaury tej tożsamości?

Aby odpowiedzieć na to pytanie, trzeba przywołać jeszcze inny wymiar tego samego zagadnienia. Zapisując wydarzenia Jezusowego dziecięctwa, św. Łukasz stwierdza: „A Matka Jego chowała wiernie wszystkie te sprawy w swym sercu" (Łk 2, 51). Chodzi o wspomnienia słów, a jeszcze bardziej wydarzeń związanych z wcieleniem Syna Bożego. Maryja zachowywała w swym sercu tajemnicę Zwiastowania, bo był to moment poczęcia się w Jej łonie Słowa Wcielonego (por. J l, 14). Za­chowywała pamięć miesięcy, kiedy to Słowo było ukryte w Jej łonie. A potem nadszedł moment Bożego narodzenia i wszyst­kiego, co temu wydarzeniu towarzyszyło. Maryja zachowywa­ła w sercu, że Jezus narodził się w Betlejem; że z braku miej­sca w gospodzie musiał przyjść na świat w stajni (por. Łk 2, 7). Jego narodzinom towarzyszyła jakaś nadziemska atmosfe­ra: pasterze z pobliskich pól przybiegli, ażeby pokłonić się

757

1   2   3   4   5   6   7   8   9


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna