Jan paweł II pamięĆ I tożsamośĆ Rozmowy na przelomie tysiącleci wydawnictwo znak



Pobieranie 474.68 Kb.
Strona8/9
Data28.04.2016
Rozmiar474.68 Kb.
1   2   3   4   5   6   7   8   9

Dl MOKKAC ],\: M(>/.U\VOSU l /A(,K<>/1 MA

Dzieciątku (por. Łk 2, 15-17); potem przybyli do Betlejem trzej Mędrcy ze Wschodu (por. Mt2, 1-12); potem wraz z Jó­zefem Maryja musiała uciekać do Egiptu, ażeby ocalić Syna przed okrucieństwem I leroda (por. Mt 2, 13-15). To wszyst­ko zapisywało się w pamięci Maryi i, jak słusznie się wniosku­je, zostało przez Nią przekazane Łukaszowi, który był Jej szcze­gólnie bliski. Zostało także przekazane Janowi, któremu Je­zus oddał Matkę w godzinie śmierci.

Wprawdzie całą Ewangelię dziecięctwa Jezusa streszcza Jan w jednym zdaniu: „A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas" (l, 14), oprawiając to jedno zdanie we wspaniaK Prolog swej Ewangelii, jednak potem wyłącznie u Jana znaj­dujemy opis pierwszego cudu dokonanego przez Jezusa na prośbę Matki (por. J 2, 1-11). I tylko Jan zachował słowa, w których Jezus w godzinie konania zawierzył mu swoją Mat kę (por. J 19, 26-27). „A Matka Jego chowała wiernie wszyst­kie te sprawy w swym sercu".

Pamięć Maryi jest szczególnym źródłem poznania Chry­stusa, źródłem z niczym nieporównywalnym. Maryja jest świad­kiem nie tylko tajemnicy wcielenia, w której realizacji świado­mie współpracowała. Krok po kroku śledziła Ona postępują­cy proces objawiania się Syna, który dorastał u Jej boku. Wydarzenia z tym związane znane są z Ewangelii: dwunasto­letni Jezus pozwala Maryi zorientować się, że jest wezwany do szczególnej misji, którą otrzymał od Ojca (por. Łk 2, -49). Potem, kiedy opuści dom nazaretański, Matka pozostanie zawsze w jakiś sposób z Nim związana: tak można sądzić, bio­rąc pod uwagę cud w Kanie Galilejskiej (por. J 2, 1-11) i inne epizody (por. Mk 2, 31-35; Mt 12, 4^50; Łk 8, 19-21).

752

MAUl.R/YN.sKA l'AMIt,( KOŚCIOŁA

Maryja będzie świadkiem powołania Apostołów, a wreszcie całej tajemnicy pasyjnej i jej wypełnienia na Kalwarii (por. J 19, 25-27). Chociaż nigdzie nie jest to zapisane w tekstach biblijnych, można sądzić, że była również pierwszą, której ukazał się Zmartwychwstały. W każdym razie Maryja jest obec­na przy Jego Wniebowstąpieniu, jest z Apostołami w wieczer­niku, gdy oczekują na Zesłanie Ducha Świętego, i jest świad­kiem narodzin Kościoła w dniu Pięćdziesiątnicy.

Otóż ta macierzyńska pamięć Maryi jest szczególnie waż­na dla bosko-ludzkiej tożsamości Kościoła. Można powiedzieć, że z tej pamięci Maryi czerpie pamięć nowego Ludu Bożego, wciąż na nowo przeżywającego w celebracji eucharystycznej czyny i słowa Chrystusa poznane również z ust Matki Bożej. Ostatecznie pamięć Kościoła jest również pamięcią matczy­ną, bo Kościół jest matką, która pamięta. Kościół zachowuje w znacznej mierze to, co jest żywe we wspomnieniach Maryi.

Pamięć Kościoła rozrasta się, w miarę jak zaczyna się on rozrastać; to wzrastanie dokonuje się przede wszystkim przez świadectwo Apostołów i przez cierpienie męczenników. Jest to pamięć, która stopniowo wyraża się w historii, od Dziejów Apostolskich, ale która nie utożsamia się bez reszty z historią. Jest czymś swoistym. Używając terminu technicznego, trzeba powiedzieć, że utożsamia się z Tradycją. To słowo mówi o czyn­nej funkcji pamiętania i przekazywania. Bo czymże innym jest Tradycja, jeśli nie staraniem podjętym przez Kościół, by prze­kazywać (po łacinie tradere) tajemnicę Chrystusa i całość Jego nauczania, jakie Kościół zachowuje w pamięci? Jest to zada­nie, w którym Kościół jest stale wspierany przez Ducha Świę­tego. W momencie rozstania Chrystus mówi do Apostołów



DEMOKRACJA: MOŻLIWOŚĆ I I ZAGROŻENIA

0 Duchu Świętym: „On was wszystkiego nauczy i przypomni


wam wszystko, co Ja wam powiedziałem" (J 14, 26). KiecK
wiec Kościół sprawuje Eucharystie, będącą „pamiątką" Pana,
czyni to w mocy Ducha Świętego, który z dnia na dzień budzi

1 ukierunkowuje jego pamięć. Temu wspaniałemu, a zarazem


tajemniczemu dziełu Ducha, przekazywanemu z pokolenia na
pokolenie, Kościół zawdzięcza swoją istotną tożsamość. A trwa
to już dwa tysiące lat.

Pamięć tej podstawowej tożsamości, w którą Chrystus wyposażył swój Kościół, okazuje się silniejsza od wszystkich podziałów, które w to dziedzictwo wnieśli ludzie. Chrześci­jaństwo na początku trzeciego tysiąclecia, chociaż podzielo­ne, jest równocześnie świadome tego, że do najgłębszej istoty Kościoła należy jedność, a nie podział. Jest świadome tego przede wszystkim za sprawą ustanowienia eucharystycznego: „To czyńcie na moją pamiątkę" (Łk 22, 19). Te słowa są jed­noznaczne i niejako nie dopuszczają podziału, ani rozbicia.

Tę jedność pamięci, która towarzyszy Kościołowi przez wszystkie pokolenia w ciągu dziejów, wyraża w szczególny sposób pamięć Maryi. Jest tak również dlatego, że Maryja jest kobietą. W pewnym sensie pamięć należy do tajemnicy ko­biety bardziej aniżeli mężczyzny. Tak jest w dziejach rodzin, w dziejach rodów i narodów, tak jest też w dziejach Kościoła Wiele motywów tłumaczy kult maryjny w Kościele, obecność tylu sanktuariów maryjnych w różnych regionach ziemi, n So­bór Watykański wyraził to w słowach: Maryja jest „pierwowzo­rem (lypus) Kościoła w porządku wiary, miłości i doskonałego zjednoczenia z Chrystusem. W misterium bowiem Kościoła, który sam także słusznie jest nazywany matką i dziewicą, Bło

154

L' 1. MAC ll-,R/\ \SKA l'\MIU KOSCIOł A

gosławiona Dziewica Maryja idzie przed nami, stanowiąc naj­doskonalszy i jedyny wzór zarówno dziewicy, jak i matki" (Lu­men gentium, n. 63). Maryja przoduje, ponieważ jest najbar­dziej wierną pamięcią, albo też, ponieważ Jej pamięć jest naj­wierniejszym odbiciem Bożej tajemnicy, która w Niej została przekazana Kościołowi, a przez Kościół ludzkości.

Nie jest to tylko tajemnica Chrystusa. W Nim jest tajemni­ca człowieka, która objawia się od samego początku. Nie ma chyba żadnego innego zapisu początku człowieka tak proste­go, a jednocześnie tak kompletnego jak ten, który znajdujemy w pierwszych trzech rozdziałach Księgi Rodzaju. Jest w nich opisane nie tylko stworzenie człowieka jako mężczyzny i nie­wiasty (por. Rdz l. 27), ale bardzo wyraźnie jest ustawiona spra­wa jego szczególnego powołania w kosmosie. Jest tam także wyrażona w sposób zwięzły ale dość przejrzysty, zarówno prawda

0 pierwotnym stanie człowieka, który był stanem niewinności

1 szczęśliwości, jak i zdecydowanie odmienna historia grzechu
i jego konsekwencji - tego, co teologia scholastyczna nazywa
status naturae lapsae („stanem natury upadłej") -jak również od
razu zarysowana Boża inicjatywa odkupienia (por. Rdz 3, 15).

Kościół zachowuje pamięć historii człowieka od począt­ku: pamięć jego stworzenia, powołania, wyniesienia i upadku. A w te zasadnicze ramy wpisują się całe dzieje człowieka, któ­re są dziejami odkupienia. Kościół jest matką, która na podo­bieństwo Mani przechowuje całe te dzieje, zachowując w sercu wszystkie ludzkie istotne problemy.

Ta prawda była mocno akcentowana w czasie Wielkiego Jubileuszu Roku 2000. Kościół przeżywał go jako jubileusz narodzin Jezusa Chrystusa, ale jednocześnie jako jubileusz

755


Dl \IUKR \( | \: MO/I I\V()S( l l /.A(.RO/LM \

początków człowieka, pojawienia się człowieka w kosmosie, jego wyniesienia i jego powołania. Konstytucja duszpasterska Gaudium et spes trafnie powiedziała, że tajemnica człowieka odsłania siew pełni dopiero w Chrystusie: „...misterium czło­wieka wyjaśnia się prawdziwie jedynie w misterium Słowa Wcielonego. Adam bowiem, pierwszy człowiek, był typem Tego, który miał przyjść, to znaczy Chrystusa Pana. Chrystus, nowy Adam, właśnie w objawieniu tajemnicy Ojca i Jego mi­łości objawia w pełni człowieka samemu człowiekowi i odsła­nia przed nim jego najwyższe powołanie" (n. 22). Sw. Paweł wyraził to w słowach: „Stał się pierwszy człowiek, Adam, du­szą żyjącą, a ostatni Adam duchem ożywiającym. Nie było jed­nak wpierw tego, co duchowe, ale to, co ziemskie; duchowe było potem. Pierwszy człowiek z ziemi - ziemski, Drugi Czło­wiek - z nieba. Jaki ów ziemski, tacy i ziemscy; jaki Ten nie­bieski, tacy i niebiescy. A jak nosiliśmy obraz ziemskiego [czło-wiekaj, tak też nosić będziemy obraz [Człowieka] niebieskie­go" (l Kor 15, 45-49).

Takie było istotne znaczenie Wielkiego Jubileuszu. Ob­chody Roku 2000 stały się ważnym wydarzeniem nie tylko dla chrześcijaństwa, ale także dla całej rodziny ludzkiej. Pytanie o człowieka, które wciąż sobie ludzkość zadaje, znajduje w Je­zusie Chrystusie pełną odpowiedź. Można powiedzieć, że Wielki Jubileusz Roku 2000 był równocześnie jubileuszem narodzin Chrystusa i odpowiedzi na pytanie o znaczenie i sens człowieczeństwa. I to jest właśnie związane z pamięcią. Pa­mięć Maryi i Kościoła służą człowiekowi, aby raz jeszcze, na przełomie tysiącleci, odnalazł własną tożsamość.

25.


Wertykalny wymiar dziejów Europy

W ten sposób dotarliśmy do zasadniczego pytania o człowieka i jego przeznaczenie: faĄ ująć najgłębszy sens historii? ('zy n.<\ starczająca jest interpretacja, która - pytając o Instorif -bierze pod uwagę jedynie ograniczenia czasu i miejsca?

Jak wiadomo, historia człowieka rozwija się w wymiarze horyzontalnym w przestrzeni i czasie. Jednak krzyżuje się z nią również wymiar wertykalny. Nie tylko ludzie bowiem piszą historię. Razem z nimi pisze ją także Bóg. Od tego wymiaru historii, który możemy nazwać transcendentnym, zdecydowa­nie odeszło oświecenie. Kościół natomiast nieustannie do niego powraca: wymownym przykładem takiego powracania był rów­nież II Sobór Watykański.

W jaki sposób Bóg pisze ludzką historię? Odpowiedz na to pytanie daje Biblia od pierwszych rozdziałów Księgi Ro­dzaju aż do ostatnich stron Księgi Apokalipsy. Bóg objawia się od początku dziejów człowieka jako Bóg obietnicy. Jest to Bóg Abrahama, o którym św. Paweł mówi, iż „uwierzył wbrew nadziei" (por. Rz 4, 18), przyjął bez wahania Bożą obietnicę, że będzie ojcem wielkiego narodu. Obietnica ta zdawała się nierealna: był bowiem człowiekiem starym. Zestarzała się rów­nież jego żona Sara. Po ludzku biorąc, nadzieje na potomka

1)1 MOKK U ]A \IO/I 1\\()S( l l / \(, 1(0/1 \l \

zdawały się przekreślone. A jednak ten potomek przychodzi na świat. Obietnica, jaką Abrahamowi uczynił Bóg, wypełnia się. Syn zrodzony w starości otrzymuje imię Izaak i staje się początkiem rodu Abrahamowego, który stopniowo rozrasta się w naród. Jest to Izrael, naród wybrany przez Boga, które mu zwierza On obietnice mesjańskie. Całe dzieje Izraela toczą się jako czas oczekiwania na spełnienie tej Bożej obietnicy.

Obietnica ma konkretną treść: „błogosławieństwo" Boże dla Abrahama i dla jego potomstwa. Rozmowa Boga z nim roz­poczyna się od słów: „Uczynię bowiem z ciebie wielki naród, będę ci błogosławił i twoje imię rozsławię: staniesz się błogo­sławieństwem (...). Przez ciebie będą otrzymywały błogosławień­stwo ludy całej ziemi" (Rdz 12,2-3). Ażeby zrozumieć ten zbaw­czy wymiar obietnicy, trzeba sięgnąć do pierwszych rozdziałów Księgi Rodzaju, a w szczególności do rozdziału trzeciego, gdzie jest zapis rozmowy Jahwe z tymi, którzy stanowili dramatisper-sonae pierworodnego upadku. Bóg pyta wpierw mężczyznę, a potem niewiastę o to, co uczynili. A kiedy mężczyzna obwi­nia swoją żonę, wówczas ta wskazuje na kusiciela (por. Rdz 3, 11 13). On bowiem nakłaniał do złamania nakazu Bożego (por. Rdz 3, 1-5). Jest znamienne, że przekleństwo, jakie Bóg skic rował pod adresem węża, już zawiera plan przyszłego zbawie­nia. Bóg przeklina złego ducha, który stal się przyczyną grze­chu pierws/ych ludzi, ale równocześnie wypowiada słowa, kto re zawierają w sobie pierwszą mesjańską obietnicę. Mówi tak do węża: „Wprowadzam nieprzyjaźn między ciebie a niewia­stę, pomiędzy potomstwo twoje a potomstwo jej: ono ugodzi cię w głowę, a ty ugodzisz je w piętę" (Rdz 3, 15). Jest to zwię­zły zarys, w którym zostaje powiedziane wszystko. Cala me-



l i \\ l Kl Mv\l \V \VY\I1 \K I)/1K|0\V K! |«>n

sjańska obietnica zbawienia tu się zawiera i można już dostrzec cale dzieje ludzkości, aż do Apokalipsy: niewiasta zapowiedziana w Protoewangelii pojawia się na stronach Apokalipsy obleczo­na w słońce, a na jej głowie wieniec z dwunastu gwiazd, a rów­nocześnie występuje przeciw niej starodawny smok, który chce pożreć jej potomstwo (por. Ap 12).

Do końca czasów będzie trwała walka pomiędzy dobrem a złem, pomiędzy grzechem, który ludzkość odziedziczyła po pierwszych rodzicach, a zbawczą łaską, którą przynosi Chry­stus, Syn Maryi. On jest wypełnieniem obietnicy danej Abraha­mowi i odziedziczonej przez Izraela. Z Jego przyjściem rozpo­czynają się czasy ostateczne, czasy eschatologicznego wypeł­nienia. Bóg, który dotrzymał obietnicy złożonej Abrahamowi, zawierając Przymierze z Izraelem przez Mojżesza, w Chrystu­sie, swoim Synu, otwarł przed całą ludzkością perspektywę życia wiecznego poza kresem jej ziemskiej historii. Jest to nie­słychane przeznaczenie człowieka: wezwany do godności przy­branego syna Bożego, podejmuje to powołanie w wierze i włą­cza się w budowanie Królestwa, w którym historia rodzaju ludzkiego na ziemi znajdzie ostateczny kres.

W związku z tym, co zostało powiedziane, przychodzą mi na myśl wersety, które napisałem lata temu, rozmawiając o czło­wieku z Człowiekiem, Bożym Słowem wcielonym, w którym jako jedynym historia nabiera pełnego sensu. Mówiłem:



Do Ciebie wołam. Człowieku, Ciebie szukam - w którym historia ludzi może znaleźć swe Cialo. Ku Tobie idę, i nie mówię „przybądź", ale po prostu „bqdż",

159

1)1 MOKK U |A MO/.l IWOSCI l /A(.RO/1 MA



bądź tam, gdzie w rzeczach żaden nic widnieje zapis,

a człowief{ był,

b\l duszą, sercem, pragnieniem, cierpieniem i wolą, gdzie go trawiły uczucia i palił najświętszy wstyd - bądź jak wieczysty Sejsmograf tego, co niewidzialne a Rzeczywiste. (...)

Człowieku, w którym kflzdy człowie^ odnaleźć może zamysł

najgłfbszy i tworzeń własnych uczynków: zwierciadło życia i śmierci

wpatrzone w ludzki nurt. do Ciebie - Człowieku - stale docieram przez płytką rzeĄe

historii,

idąc w stron f serca kflżdego, idąc w stronę l^azdej myśli (historia - myśli stłoczeniem i śmiercią serc). Szukam dla całej historii Twojego Ciała, szukam Twejgłębi.

(Wigilia wielkanocna 1966)

Oto więc odpowiedź na zasadnicze pytanie: najgłębszy7 sens historii wykracza poza historie i znajduje pełne wyjaśnienie-w Chrystusie, Bogu-Człowieku. Chrześcijańska nadzieja się­ga poza granice czasu. Królestwo Boże zaszczepia się i rozwi­ja w dziejach ludzkich, ale jego celem jest życie przyszłe. Ludz­kość jest powołana do wychodzenia poza granicę śmierci i poza granicę przemijających wieków, ku ostatecznej przystani w wieczności, przy chwalebnym Chrystusie w trynitarnej ko­munii. „Nadzieja ich pełna jest nieśmiertelności" (Mdr 3, 4).

ZAKOŃCZENIE

Ostatnia rozmowa odbyta ńp przy obiedzie

w malej jadalni palacu papieskiego w Castel Gandol/o.

Ucystni&ył w niej także sekretarz Ojca Świętego,

ksiądz prałat Stanislaw Dziwisz-

„Ktoś prowadził

tę kulę..."

Jaty byt naprawdę przebieg zdarzeń l i maju 1981 rol^u? Cz\ zamach i nadarzenia mu towarzyszące me odsłoniły jakiejś, być może zapomnianej, prawdy o papiestwie? Czy me można odczytać iv nich jakiegoś szczególnego przesłania o osobistym posłannictwie Waszej Swiqtobliwos'ci? Ojciec Sun f ty odwiedził zamachowca w wiezieniu i spotkał się z mm twarzą w twarz. ]at( Wasza Świątobliwość patrzy na tamte nadarzenia dziś, po tylu latach? Jakiego znaczenia nabrał

f

zamach i nadarzenia z nim związane u1 życiu Ojca Świętego?

Jan Paweł H: Wszystko to było świadectwem Bożej łaski. Widzę tu pewną analogię do próby, jakiej został poddany kardy­nał Wyszyński podczas Jego uwięzienia. Tyle że doświadczenie Prymasa Polski trwało przeszło trzy lata, a to moje dość krótko, tylko parę miesięcy. Agca wiedział, jak strzelać, i strzelał z pew­nością bezbłędnie. Tylko że jak gdyby „ktoś" tę kulę prowadził...

Stanisław Dziwisz: Agca strzelał, by zabić. Ten strzał po­winien był być śmiertelny. Kula przeszyła ciało Ojca Świętego, raniąc go w brzuch, prawy łokieć i palec wskazujący lewej ręki. Upadła między Papieżem a mną. Usłyszałem jes/cze dwa strza­ły, dwie stojące w pobliżu osoby zostały zranione.

163

ŁAKONCZENH

Zapytałem Ojca Świętego: „Gdzie?". Odpowiedział: „W brzuch". „Boli?"-„Boli".

W pobliżu nie było żadnego lekarza. Nie mieliśmy czasu na zastanawianie się. Przenieśliśmy Ojca Świętego jak naj­szybciej do karetki i w ogromnym tempie pojechaliśmy do kliniki Gemelli. Ojciec Święty modlił się półgłosem. Potem, jeszcze w drodze, stracił przytomność.

O życiu bądź śmierci decydowały różne czynniki. Choćb\ kwestia czasu, czasu dojazdu do kliniki; parę minut dłużej, ja­kaś mała przeszkoda na drodze - i byłoby już za późno. W ca­łej tej sprawie widać Bożą rękę. Wszystko na to wskazuje.

Jan Paweł II: Tak, pamiętam tę drogę do szpitala. Zacho­wałem jeszcze przez pewien czas świadomość. Miałem po­czucie, że przeżyję. Cierpiałem, był powód do strachu - ale miałem taką dziwną ufność.

Mówiłem do księdza Stanisława, że wybaczam zamachow­cowi. Co działo sit,- w szpitalu, już nie pamiętam.

Stanisław Dziwisz: Prawie natychmiast po przyjeździe do kli­niki przewieziono Ojca Świętego na salę operacyjną. Sytuacja była bardzo poważna. Organizm Ojca Świętego był bardzo wy­krwawiony. Ciśnienie krwi dramatycznie spadło, bicie serca było ledwo wyczuwalne. Lekarze poprosili mnie, żebym udzielił Ojcu Świętemu Namaszczenia Chorych. Zaraz to zrobiłem.

Jan Paweł II: Byłem już właściwie po tamtej stronie.

Stanisław Dziwisz: Potem zrobiono Ojcu Świętemu trans­fuzję krwi.

M, ,KK>S I'RO\\ AD/11 l I, Kl 1,1,...-

Jan Paweł II: Późniejsze komplikacje i w związku z nimi przedłużenie całego procesu leczenia były zresztą konsekwen­cją tej transfuzji.

Stanisław Dziwisz: Pierwszą krew organizm odrzucił. Zna­leźli się jednak pracujący w tym szpitalu lekarze, którzy dali Ojcu Świętemu własną krew. Ta druga transfuzja przyjęła się. Operację lekarze przeprowadzali, nie wierząc w przeżycie pa­cjenta. Przestrzelonym palcem nie zajmowali się w ogóle - co było zrozumiałe. „Jak przeżyje, to coś się z tym potem zrobi" - powiedzieli mi. Palec zresztą zrósł się potem sam, bez żad­nej specjalnej interwencji.

Po operacji przewieziono Ojca Świętego na salę reanima­cyjną. Lekarze bali się infekcji, która w tej sytuacji mogła mieć śmiertelne skutki. Część organów wewnętrznych organizmu Ojca Świętego była zrujnowana. Operacja była bardzo zło/o­na i trudna. Ostatecznie wszystko zabliźniło się w sposób do­skonały, bez żadnych komplikacji, choć po tak ciężkiej opera­cji często występują komplikacje.

Jan Paweł II: W Rzymie umierający papież, w Polsce żało­ba... W moim Krakowie studenci zorganizowali manifestację -„biały marsz". C idy pojechałem do Polski, powiedziałem: „Przy­jechałem wam podziękować za »biały marsz«". Byłem też w Fatimie, żeby podziękować Matce Boskiej.

Oj, Boże mój! To było ciężkie doświadczenie. Obudziłem się dopiero następnego dnia, koło południa. I mówię do księ­dza Stanisława: „Komplety wczoraj nie zmówiłem".

765


/.AKONC/.I Ml

Stanisław Dziwisz: Ścisłej mówiąc, zapytał Ojciec Święty: „Czy odmówiłem kompletę?". Bo Ojciec Święty myślał, że jest jeszcze poprzedni dzień.

Jan Paweł II: Zupełnie nie zdawałem sobie sprawy z tego wszystkiego, o czym wiedział ksiądz Stanisław. Mnie nie mo wiono, jak poważna była sytuacja. Poza tym byłem przez dłuż­szy czas po prostu nieprzytomny.

Po przebudzeniu miałem nawet nie najgorsze samopoczu­cie. Przynajmniej z początku.

Stanisław Dziwisz: Następne trzy dni były straszne. Oj­ciec Święty ogromnie cierpiał. Przecież ze wszystkich stron miał dreny, był cały pocięty. Niemniej jednak rekonwalescen­cja postępowała bardzo szybko. Z początkiem czerwca Oj­ciec Święty wrócił do domu. Nie musiał nawet przestrzegać jakiejś szczególnej diety.

Jan Paweł II: Jak widać, organizm mam raczej mocny.

Stanisław Dziwisz: Dopiero później organizm zaatakował groźny wirus, który pojawił się jako rezultat pierwszej transfu­zji bądź wycieńczenia. Ojcu Świętemu dano ogromną ilość antybiotyków, żeby uchronić go od infekcji. To znacznie zre­dukowało odporność. Tak rozwinęła się inna choroba. Ojciec Święty znów został przewieziony do szpitala.

Dzięki intensywnej terapii stan jego zdrowia poprawił się na tyle, aby lekarze mogli zdecydować o przeprowadzeniu kolejnego zabiegu i uzupełnieniu operacji chirurgicznych wy-

766

2(. „KTOŚ PROWADZI! II, M l 1,_"

konanych w dniu zamachu. Ojciec Święty wybrał dzień 5 sierp­nia, wspomnienie Matki Bożej Śnieżnej, które w kalendarzu liturgicznym figuruje jako dzień Poświęcenia Bazyliki Matki Bożej Większej. Również ten drugi problem został przezwy­ciężony. 13 sierpnia, w trzy miesiące po zamachu, lekarze wy­dali komunikat o zakończeniu leczenia klinicznego. Pacjent mógł ostatecznie wrócić do domu.

W pięć miesięcy po zamachu Papież wrócił na plac sw. Pio­tra, by znów spotkać się z wiernymi. Nie okazywał cienia lęku czy stresu, choć lekarze zapowiadali, że to może wystąpić. Po­wiedział wtedy: „Stałem się na nowo dłużnikiem Najświęt­szej Dziewicy i wszystkich świętych Patronów. Czyż mogę za­pomnieć, że wydarzenie na placu św. Piotra miało miejsce w tym dniu i o tej godzinie, kiedy od sześćdziesięciu z górą lat wspomina się w portugalskiej Fatimie pierwsze pojawienie się Matki Chrystusa ubogim wiejskim dzieciom? Wszak we wszystkim, co mnie w tym właśnie dniu spotkało, odczułem ową niezwykłą macierzyńską troskę i opiekę, która okazała się mocniejsza od śmiercionośnej kuli".

Jan Paweł H: Na Boże Narodzenie 1983 roku odwiedzi­łem zamachowca w wiezieniu. Długo ze sobą rozmawialiśmy. Ali Agca jest, jak wszyscy mówią, zawodowym zabójcą. Co znaczy, że zamach nie był jego inicjatywą, że ktoś inny to wy­myślił, ktoś inny to zlecił. W ciągu całej rozmowy było jasne, że Alemu Agcy nie dawało spokoju pytanie: jak się to stało, /e zamach się nie powiódł? Przecież robił wszystko, co należało, zadbał o najdrobniejszy szczegół swego planu. A jednak ofia­ra uniknęła śmierci. Jak to się mogło stać?

767

ZAKOŃCZENIE

I ciekawa rzecz... ten niepokój naprowadził go na problem religijny. Pytał się, jak to właściwie jest z tą tajemnicą fatim ską. Na czym ona polega? To był główny punkt jego zaintere­sowania, tego przede wszystkim chciał się dowiedzieć.

Być może, te jego uporczywe pytania były znakiem, że zy­skał świadomość tego, co rzeczywiście ważne. Ali Agca - jak mi się wydaje - zrozumiał, że ponad jego władzą, władza strze­lania i zabijania, jest jakaś potęga wyższa. Zaczął więc jej po­szukiwać. Życzę mu, aby ją znalazł.

Stanisław Dziwisz: Uważam za dar niebios cudowny po wrót Ojca Świętego do życia i zdrowia. Tajemnicą w ludzkich wymiarach pozostał zamach. Nie wyjaśnił jej ani proces, ani długie przetrzymywanie w więzieniu zamachowca. Byłem świadkiem odwiedzin Ojca Świętego u Ali Agcy w więzieniu. Papież przebaczył mu publicznie już w pierwszym przemó­wieniu. Nie słyszałem słowa „przepraszam" ze strony więź­nia. Był tylko zainteresowany tajemnicą fatimską. Ojciec Świę­ty wiele razy przyjmował jego matkę i rodzinę. Często pytał

0 niego kapelanów zakładu karnego.

Tajemnicą w wymiarze Bożym jest całe to dramatyczne wy­darzenie, które mocno nadwerężyło zdrowie i siły O|ca Święte­go, a równocześnie w niczym nie zahamowało skuteczności

1 owocności jego apostolskiej posługi w Kościele i świecie.

Myślę, że nie będzie przesadą zastosowanie w tym przy­padku powiedzenia: Sanguis martyrum semen chnstianorum (Krew męczenników nasieniem chrześcijaństwa). Może trze­ba było tej krwi na placu św. Piotra, w miejscu męczeństwa pierwszych chrześcijan.



168

21, „K l OS I'KO\V.\l>/Jł H, M II,...-

Niewątpliwie pierwszym owocem tej krwi było zjednoczenie całego Kościoła w wielkiej modlitwie o ocalenie Papieża. Przez całą noc po zamachu pielgrzymi, którzy przybyli tutaj na audien­cję generalną, i coraz większe rzesze rzymian, modlili się na placu sw. Piotra. W kolejnych dniach w katedrach, w kościołach i kapli­cach świata odprawiano Msze święte i modlitwy w intencji Papie­ża. Sam Ojciec Święty tak o tym mówił: „Trudno mi o tym myśleć bez wzruszenia. Bez głębokiej wdzięczności dla wszystkich. Dla tych, którzy w dniu 13 maja zgromadzili się na modlitwie. I dla tych, którzy w niej trwali przez cały ten czas. Jestem wdzięczny Chrystusowi Panu i Duchowi Świętemu, który poprzez wydarze­nie, jakie miało miejsce na placu św. Piotra w dniu 13 maja o go­dzinie 17.17, natchnął tyle serc do wspólnej modlitwy

I nie mogę - myśląc o tej wielkiej modlitwie - zapomnieć o tych słowach z Dziejów Apostolskich, które odnoszą się do Piotra: »K( >-scioł mocilił się za niego nieustannie do Boga« (Dz 12, 5)" (Kate­cheza podczas audiencji generalnej, 7 października 1981).

Jan Paweł II: Ja żyję w przeświadczeniu, że we wszystkim, co mówię i robię w związku z moim powołaniem i posłannic­twem, z moją służbą, dzieje się cos, co nie jest wyłącznie moja inicjatywą. Wiem, że to nie tylko ja jestem czynny w tym, co robię jako następca Piotra.

Weźmy przykład komunizmu. Jak już wcześniej mówiłem, do jego upadku z pewnością przyczynił się wadliwy system ekonomiczny. Odwoływanie się jednak jedynie do czynników ekonomicznych byłoby zbyt wielkim uproszczeniem. Z dru­giej strony, byłoby śmieszne, gdybym uważał, że to Papież włas­noręcznie obalił komunizm.



169
1   2   3   4   5   6   7   8   9


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna