Janusz Korczak



Pobieranie 90.19 Kb.
Data08.05.2016
Rozmiar90.19 Kb.
Janusz Korczak, to literacki pseudonim Henryka Goldszmita. Urodził się w Warszawie

22 lipca 1878 r. w rodzinie żydowskiej. Ojciec, Józef Goldszmit był prawnikiem. Pochodził z Hrubieszowa. Po odbyciu aplikacji sądowej w Lublinie przeniósł się do Warszawy i został i cenionym przysięgłym adwokatem. Matka, Cecylia, pochodziła z rodziny Głębickich z Kalisza. Janusz miał siostrę, Annę, przysięgłego tłumacza. Rodzina Goldszmitów była zwolennikiem i gorącym rzecznikiem postępowej tradycji Haskali, czyli ruchu oświeceniowego wśród Żydów polskich opowiadających się za godnym i zgodnym współżyciem narodów na jednej wspólnej ziemi.



Henryk Goldszmit ok.1890
Naukę rozpoczął w ósmym roku życia w szkole początkowej Augustyna Szmurły na ul. Freta,

a kontynuował w Praskim Gimnazjum. Lata szkolne wspomina jego kolega gimnazjalny Leon Rygier: „Obaj ukończyliśmy gimnazjum w Pradze, oczywiście rosyjskie – i w ostatniej klasie zbliżyliśmy się do siebie. Wreszcie zaprzyjaźniliśmy się serdecznie, zwłaszcza, że łączyły nas wspólne upodobania literackie. Korczak czytał Kraszewskiego , Sienkiewicza, Czechowa, uwielbiał Mickiewicza. W jego notatkach znajdujemy wyznania: „Mając 15 lat wpadłem w szaleństwo, furię czytania. Świat mi znikł sprzed oczu, tylko książka istniała.”

Czytając zakazaną ( nie cenzurowaną ) książkę o przeniesieniu zwłok Adama Mickiewicza na Wawel, Henryk wyznaje: „kocham Polskę tak, że wszystko jestem gotów dla niej poświęcić. Powrót taty był pierwszym wierszem, którego uczyłem się po Ojcze nasz.”

Zachwycają go mowy Cycerona i Demostenesa, podziwia ich strukturę i logikę rozumowania, zachwyca się językiem.

Uczniowie rekrutowali się z różnych środowisk; byli synowie zamożnych ziemian, przemysłowców, finansistów, rzemieślników, robotników, kolejarzy i drobnych rolników.

W gimnazjum panowała żelazna dyscyplina, za najmniejsze przewinienie groził „karcer”, za wykroczenie dyscyplinarne – wilczy bilet. Językiem wykładowym był język rosyjski, nawet na lekcjach polskiego i religii. W klasach panował jednak duch demokratyczny, nie było żadnych tarć narodowościowych czy wyznaniowych. Mimo, że grono pedagogiczne składało się głównie z Rosjan, polscy profesorowie wychowywali młodzież w duchu patriotycznym.

Dorastanie i dojrzewanie Henryka przebiega w trudnych warunkach materialnych. Przedłużająca się choroba ojca, kilkakrotny pobyt w zakładach dla umysłowo chorych, pochłonęła wszystkie zasoby materialne i rodzina stopniowo ubożeje. Henryk dla zarobku udziela korepetycji.

Podejmuje próby pisarskie. Pisze wiersze, nowele, sztuki sceniczne, które redakcje odrzucają nie czytając ich. „ Ach, wiem, im potrzebna firma, a nie dzieło sztuki, wreszcie redakcja ma „swoich”, którzy na obstalunek zawsze napiszą to i tyle, ile potrzeba. Oczekiwanie mnie denerwowało, teraz już mi wszystko jedno. I tak nie będę literatem, tylko lekarzem. Literatura, to słowa, a medycyna – to czyny”. Nawiązuje jednak kontakt z pismem „Kolce” i publikuje w nim pod kryptonimem Hen. pierwszą humoreskę „Węzeł gordyjski” i kolejne, w których podejmuje w sposób żartobliwy aktualne tematy społeczne, obyczajowe i wychowawcze. Kontakt Goldszmita z pismem przekształca się w wieloletnią współpracę trwającą do 1904 r. Nawiązuje współpracę i publikuje również na łamach czasopisma „Czytelnia dla wszystkich”

Leona Rygiera zaskoczył wybór kierunku studiów. Korczak wyjaśnił, że pozostaje to w ścisłym związku z jego literackimi zainteresowaniami; żeby pisać rzeczy wartościowe, należy dobrze poznać człowieka i jego choroby. Pisarz – jego zdaniem – powinien mieć ambicję nie tylko poznawania lecz także leczenia dusz ludzkich. „Powinien dążyć do tego, aby być wychowawcą, jak np. nasz Prus. Żeby być wychowawcą, (...) trzeba być diagnostą. Medycyna ma tu dużo do powiedzenia”. Dla poparcia swego stanowiska Henryk przywołał swojego umiłowanego pisarza, Antoniego Czechowa, mówiąc: „Przecież i on był lekarzem, co jednak nie przeszkodziło mu zostać jednym z najznakomitszych satyryków rosyjskich. Sądzę nawet, że medycyna bardzo mu pomogła w jego twórczości”.

Studia uniwersyteckie rozpoczął Henryk w 1898 r a ukończył w 1904 na wydziale lekarskim Impieretorskogo Uniwiersitieta w Warszawie. W czasie studiów nie porzucił działalności pisarskiej. Pierwszy sukces autorski odniósł w marcu 1899 r. w konkursie dramatycznym im. I.J. Paderewskiego. Zdobył tu wyróżnienie za sztukę w czterech aktach pt. „Którędy” napisaną pod pseudonimem Janusz Korczak.

W czasie wakacji jedzie do Szwajcarii. Zamierza bliżej poznać działalność i twórczość Pestalozziego, którym jest zafascynowany od wczesnej młodości. Podróżuje z plecakiem, mapą i rozkładem jazdy. Zatrzymuje się w Zurychu. Zwiedzając miasto interesuje się szczególnie szkołami, szpitalami dla dzieci, a także bezpłatnymi czytelniami pism dla dzieci i młodzieży. O pobycie Korczaka w Szwajcarii prof. Dr Witold Gądzikiewicz napisał m.in. : „Po raz pierwszy spotkałem Henryka Goldszmita w Zurychu, dokąd jako student Uniwersytetu Warszawskiego pojechał na wakacje letnie; ja wówczas też studiowałem na Uniwersytecie Zuryskim. (...) Uderzyło mnie żywe zainteresowanie kolegi Henryka dziećmi szwajcarskimi, szkołami i szpitalami dla najmłodszych oraz instytucjami Pestalozziego. Wyznać muszę, że dopiero od niego, ja i koledzy moi, dowiedzieliśmy się czegoś więcej o tym znakomitym szwajcarskim pedagogu i przyjacielu dzieci. (...) Podczas spacerów i wycieczek chętnie rozprawiał o tym, jak dobrze jest dzieciom w Szwajcarii, i ze smutkiem porównywał ich warunki z sytuacją, jaką mają dzieci w Warszawie.

W czasie pobytu w Zurychu zauważył w pokojach studenckich tablice ceratowe przybite do ściany kilkoma gwoździkami. Taką to tablicę, lekką, tanią i wygodną, wprowadził do pokoju swojego ucznia ( jako jego korepetytor ). Okazała się pożyteczna. Dziecko bowiem „przez część lekcji nie jest schylone nad zeszytem, lecz porusza się przy tablicy, a w tym nieznacznym ruchu znajduje ujście energii, ręka dziecka przyzwyczaja się do pisania bez linijki; omyłki w działaniach arytmetycznych łatwo prostować (...). Nie bez znaczenia będzie i fakt, że dziecko oswoiwszy się z tablicą w domu, śmielej radzi z niż sobie i w szkole. Uczącym się starszym tablica może oddać niemałe usługi: chronologia, terminologia, klasyfikacja w botanice i zoologii zapisane na kilka dni na tablicy same wbijają się w pamięć”.

W tygodniku „Wędrowiec” Korczak ogłasza siedmioodcinkowy cykl artykułów pod wspólnym tytułem „Dzieci i wychowanie” na podstawie własnych obserwacji i doświadczeń popartych znajomością literatury pedagogicznej.

Oto postulaty społeczno-wychowawcze zawarte w tym cyklu: „Dziecko uznane zostało za człowieka, za istotę, z którą trzeba się liczyć i której nie wolno wieść na smyczy, lecz należy kierować nią umiejętnie, z rozwagą, z wysiłkiem umysłu, uczucia i woli”. Mówi o konieczności poznania indywidualnych cech dzieci: „Zbadanie przyrodzonych właściwości dziecka jest rzeczą nader trudną, a jest ono pierwszym warunkiem dobrego wychowania”.

Problem obserwacji i poznawania dziecka stale pogłębia i wraca do niego w publikacjach pedagogicznych. Proponuje, by nauczanie dziecka oprzeć na świadomym czerpaniu wiedzy z otaczającego je świata: (...) Przede wszystkim należy nauczyć dziecko patrzyć, rozumować i kochać, a potem dopiero uczy się je czytać; należy nauczyć młodzieńca chcieć i móc działać, a nie tylko wiele wiedzieć i umieć. Należy wychowywać ludzi, a nie uczonych”.

Działalność pisarska i publicystyczna Korczaka rozwija się. W 1901 r. na łamach „Czytelni dla wszystkich” publikuje w odcinkach swoją pierwszą powieść „Dzieci ulicy”

Mimo poważnego obciążenia studiami, korepetycjami, pisaniem tekstów dla tygodników, Korczak zostaje słuchaczem tajnego Uniwersytetu Latającego, który dawał wiedzę na znacznie wyższym poziomie niż Cesarski Uniwersytet Warszawski, stwarzał poważniejsza atmosferę naukową,

a swoim programem obejmował te dyscypliny naukowe, których nie było na uniwersytecie. Wykładowcami byli wybitni uczeni polscy, profesorowie bez katedr, którzy swoją działalność na Uniwersytecie Latającym traktowali jako obowiązek społeczny i patriotyczny, m.in. Jan Władysław Dawid, Ignacy Chrzanowski, Adam Mahrburg, Władysław Smoleński, Ludwik Krzywicki, Wacław Nałkowski. Z niektórymi z nich Korczak nawiązuje bliskie i trwałe kontakty uznając ich za swoich wychowawców w pracy społecznej.

W czasie studiów Janusz Korczak pracuje również na tajnej pensji dla dziewcząt Stefanii Sempołowskiej w jej mieszkaniu na ul. Świętokrzyskiej 17. Działa również w bezpłatnych czytelniach dla ubogiej dziatwy, prowadzonych przez Warszawskie Towarzystwo Dobroczynności.

Jest też członkiem Warszawskiego Towarzystwa Higienicznego (WTH ). Towarzystwo jako jedno z nielicznych legalnych stowarzyszeń polskich prowadziło na szeroką skalę działalność społeczno-oświatową. Powołało do życia wydziały: higieny miast, szpitali, uzdrowisk, higieny ludowej i przemysłowej, przeciwalkoholowy, przeciwgruźliczy oraz higieny wychowawczej.



Henryk Goldszmit, 1904
Po wysłuchaniu pięcioletniego kursu nauk medycznych i złożeniu obowiązującego egzaminu

17 marca 1905 roku Henryk Goldszmit otrzymuje dyplom lekarza. Rozpoczął pracę jako lekarz miejscowy w Szpitalu dla Dzieci im. Bersonów i Baumanów na ul. Śliskiej.

W czerwcu tego roku został powołany i wyjechał jako lekarz na front wojny rosyjsko-japońskiej na Daleki Wschód. Wspominając po latach służbę wojskową napisał, że często jeździł do miasta Kuaczan-dzy, gdzie zaprzyjaźnił się z Chińczykiem i jego dwojgiem dzieci, które uczyły go języka chińskiego. Odwiedzał tam również szkołę chińską. „Widziałem, jak niedobry nauczyciel bił grubą linią dzieci po piętach za karę. Uderzenie w pięty bardzo boli. Na jednej stronie linii był napis czarną farbą: „Kto się nie chce uczyć, zasługuje na karę”. Na drugiej stronie linii napisane było czerwona farbą: „Kto się uczy, będzie mądry”. Linię tę odkupił od nauczyciela i przywiózł do kraju. Służyła dzieciom do gry w palanta.

Z wojny wrócił wiosną 1906 roku. Nadal pracuje w szpitalu i prowadzi prywatną praktykę lekarską. Henryk Lukrec po latach wspomina: „Bardzo często, niemal codziennie, bywałem u Korczaka w latach 1908 – 1910 na pięterku w szpitalu dziecięcym przy ul. Śliskiej, gdzie był stałym lekarzem. (...) Dziś, z odległości czasu, widzę, że Korczak w owych latach był już na progu drogi, która go później zawiodła do sierocińców, aby tam poświęcić się niedoli dziecięcej, rozjaśniać ich życie promieniami swego umysłu i żarem wielkiego serca. W tym szpitalu miałem nieraz sposobność przekonać się, jak ten cudowny lekarz potrafi uśmierzać ból rozkrzyczanych berbeciów, ale uśmierzać nie za pomocą kojących czy znieczulających środków, lecz swym dźwięcznym głosem, dobrotliwym słowem lub bajeczką naprędce zaimprowizowaną”.

W tymże roku ukazuje się „Dziecko salonu” w wydaniu książkowym. Ukazanie się „Dziecka salonu” przyniosło Korczakowi duże uznanie czytelników i krytyki. Fakt ten wpłynął na wzrost jego popularności wśród bogatych pacjentów. On jednak nie zabiega o ich względy. Leczy nadal dzieci biedoty żydowskiej i polskiej, gnieżdżącej się w suterenach lub facjatkach przy ulicach: Mariańskiej, Śliskiej, Pańskiej, Placu Witkowskiego, na Podwalu i Solcu.

W trzyodcinkowym cyklu artykułów „Luźne myśli” mówi o swoich doświadczeniach i obserwacjach zdobytych w dotychczasowej praktyce lekarskiej. Niezadowalający stan szpitalnictwa, lecznictwa oraz podział chorych na płatnych i bezpłatnych pacjentów wywołuje w nim oburzenie i protest. W obecnych warunkach „dla lekarzy o bardziej rozwiniętym poczuciu etycznym – nie ma pola dla owocnej pracy wśród dotychczasowych przekupniów zaopatrzonych omyłkowo w dyplomy lekarskie.” Postuluje, by „zbudować szpitale obszerne, zasługujące na zaufanie w tym stopniu, w jakim dzisiejsze nie zasługują – i wreszcie naprawdę bezpłatne, bez łapówek i opłacania służby krwawymi miedziakami”.

W czasie wakacji jeździ na kolonie z dziećmi. Podejmuje pracę nie dla zarobku, „lecz dla idei”. Rozwija i wzbogaca techniki wychowawcze, wydaje pierwszą gazetkę kolonijną, wprowadza stopnie z tzw. sympatii ( przekształcone później w plebiscyt życzliwości ), organizuje sąd koleżeński. W artykule pisanym na gorąco stwierdza: „Chłopcy z luźnej gromady przetopili się w społeczeństwo, które rozumie potrzebę współpracy, wzajemnych ustępstw, współdziałania i zdrowej opinii.

Na cały rok jedzie do Berlina, aby uzupełnić swe wiadomości medyczne. Żyje skromnie. Słucha wykładów prywatnych docentów i profesorów ( których sam sobie dobiera i opłaca )z zakresu lecznictwa niemowląt; poznaje metody badań dzieci upośledzonych, zwiedza zakłady wychowawcze różnego typu; obserwuje życie powszednie Berlińczyków oraz ich stosunek do ustawy o powszechnym nauczaniu. Praktyka w klinikach dziecięcych uzmysławia mu, jaka przepaść dzieli rodzime szpitale dziecięce od berlińskich. Wyszkolone pielęgniarki, przede wszystkim wyspane, syte i wesołe, pełnią swe obowiązki wobec dzieci chorych niemal doskonale; do ich obserwacji lekarze odnoszą się z uznaniem.

Po powrocie z Berlina nadal niestrudzenie prowadzi działalność społeczną i publicystyczną, zostaje członkiem Towarzystwa „Pomoc dla Sierot”, które ma na celu dostarczanie sierotom, a w miarę możności biednym dzieciom odzienia, pożywienia i schronienia oraz udzielania im zapomóg pieniężnych. W miarę zwiększania się środków Towarzystwu służyło prawo zakładania tanich jadłodajni, herbaciarni, mieszkań, przytułków, ochronek, domów zarobkowych, warsztatów, szkół rzemieślniczych z elementarnym kursem , bibliotek, przytułków noclegowych, żłobków dla niemowląt i dziennych schronisk dla dzieci od dwóch lat z nauką modlitwy, czytania i pisania, w których znajdą odpowiednie dla swego wieku zajęcia i rozrywki.

W 1909 r. ukazują się w odcinkach w „Promyku” „Mośki, Joski i Srule. Opowieść dla dzieci”, w której Korczak wykorzystał materiał obserwacyjny i faktograficzny zgromadzony w czasie pracy na kolonii letniej w Michałówce.



Korczak wśród wychowawców kolonii letniej w „Wilhelmówce” 1908


Z nieustalonych dotąd powodów Korczak zostaje aresztowany i przebywa w jednej celi

z Ludwikiem Krzywickim. Siedzieli krótko, żadnej winy im nie udowodniono.

W 1910 r. Towarzystwo „Pomoc dla Sierot” przystępuje do budowy własnego domu dla sierot. Na apel Towarzystwa zaczynają napływać poważne ofiary w gotówce i materiałach budowlanych. Towarzystwo zakupuje parcelę przy ul. Krochmalnej 92, u wylotu Karolkowej, w dzielnicy mało zabudowanej, gwarantującej lepsze warunki zdrowotne. Powołano czternastoosobową Komisję Budowlaną. W jej skład wchodzi również Janusz Korczak. W czerwcu 1911 r. przystąpiono do budowy. Towarzystwo zapowiedziało, że dyrektorem Domu Sierot będzie dr Henryk Goldszmit.

Jesienią 1911 r. Korczak przez miesiąc przebywał w Londynie. W czasie pobytu tam zwiedził w pobliskim Forest Hill szkołę i przytułek dla dzieci. O tych placówkach pisze Korczak z podziwem i pewną dozą zazdrości: „Park – trawniki. (...) Altana jedna, druga, trzecia – dla dzieci, gdy deszcz zacznie padać. Niewielka część ziemi ogrodzona – mały ogród botaniczny – tyle tylko, ile potrzeba dla szkoły. Szkoła – na trawie poustawiane ławki, ściany z żywopłotu. Dzieci mają zagony, akwarium, wiwarium – warsztat pod otwartym niebem. (...) Mały zamek dla królików, gołębie, świnki morskie – jakby ogród zoologiczny w miniaturze. Obok szkoły muzeum – maleńkie. (...) Przytułek dla sierot. (...) Dwa domki jednopiętrowe, bliźniaczo do siebie podobne. W każdym trzydzieścioro dzieci. Dziewczęta mają pralnię, szwalnię, hafciarnię, chłopcy – warsztaty. Poza tym chodzą do szkoły (...)”.

W czasie pobytu w Londynie Korczak podjął decyzję nie zakładania rodziny. Ujawnił ten fakt po latach w liście z 30 marca 1937 r. do swego młodego przyjaciela, Mietka Zylbertala: „Przypominam sobie chwilę, gdy postanowiłem nie zakładać własnego domu. Było to w parku koło Londynu. Niewolnik nie ma prawa mieć dzieci. Żyd polski pod zaborem carskim. I zaraz odczułem to jako zbicie samego siebie. Z siłą i mocą poprowadziłem swoje życie, które było na pozór nieuporządkowane, samotne i obce. Za syna wybrałem idee służenia dziecku i jego sprawie. Na pozór straciłem”.

W październiku 1912 r. Korczak jako dyrektor i Stefania Wilczyńska jako naczelna wychowawczyni wraz z 85 wychowankami Domu Sierot z ul. Franciszkańskiej przekraczają próg Domu Sierot na ul. Krochmalnej 92. Oboje pełnią obowiązki bez wynagrodzenia. Korczak zajmuje pokój na strychu, w którym mieszka do 1933 r. Oficjalna uroczystość otwarcia Domu Sierot odbyła się 27 lutego 1913 r. Na tej uroczystości Korczak formułuje założenia swego systemu wychowawczego. Mówił przede wszystkim o wszechstronnym poznawaniu dzieci: „Należy wykryć, co zatruwa atmosferę internatu, czemu dziecko w rodzinie rozwija się pomyślniej, pogodniej. Wszystko sprowadza się do tego, by poznać dziecko, by wiedzieć. Wiedzieć, czego mu potrzeba do normalnego wzrostu, czego mu brak, że się zawahało w rozwoju ( fizycznym, intelektualnym, moralnym), aby, jeśli można, braki w porę usunąć (...)”.



Dom Sierot, ul. Krochmalna 92
Przy aktywnej współpracy Stefanii Wilczyńskiej i współdziałaniu z dziećmi Korczak stopniowo wprowadza nowe techniki wychowawcze. U ich podstaw leżą następujące zasady: praca dla siebie

i innych, samowychowanie, samorządność, rozwijanie i kształtowanie opinii społecznej, zaspakajanie emocjonalnych potrzeb dziecka. Ukazuje się „Tygodnik Domu Sierot”. Ukazywał się co piątek, zawierał wiadomości z całego tygodnia. Wstępy pisał Korczak. Gazetkę odczytywano co sobota podczas obowiązkowych spotkań wychowanków i personelu. Korczak nawiązuje współpracę z czasopismem

„W słońcu”.

Nieufny i niechętny z początku stosunek sąsiadów do Domu Sierot ulegał zmianie pod wpływem zabiegów Korczaka. Korczak bezpłatnie leczył dzieci okolicznych mieszkańców, zapraszał dzieci sąsiadów do wspólnych zabaw, przygotował 200 doniczek fuksji, aby nimi obdarować sąsiadów parterowych mieszkań.

Wybuch pierwszej wojny światowej odrywa Korczaka od dzieci. Kierownictwo Domu Sierot, w którym liczba wychowanków wciąż rośnie, przejmuje Stefania Wilczyńska. Walczy z coraz większymi trudnościami finansowymi, ale z poświęceniem kontynuuje dzieło doktora.

Na froncie Korczak pełni służbę wojskową w charakterze ordynatora polowego lazaretu dywizyjnego w Głuboczku na Ukrainie. Na pierwszy trzydniowy urlop jedzie do Kijowa, w którym mieszka kilkadziesiąt tysięcy Polaków, aby nawiązać kontakt a placówką opiekuńczo- wychowawczą. Dzięki przypadkowi trafia do prowadzonego przez Macierz Szkolną internatu przy szkole rzemieślniczej, którego kierownikiem jest Maria Rogowska-Falska. Korczak bierze czynny udział w życiu zakładu. Pomaga chłopcom zorganizować samorząd, wspólnie z nimi wydaje gazetkę. Po powrocie do lazaretu przysyła swoje artykuły do gazetki.

Po demobilizacji ze służby w armii rosyjskiej , wiosną 1917 r. Korczak jest w Kijowie. Podejmuje pracę lekarza pediatry w przytułkach dla dzieci ukraińskich pod Kijowem. Pracował po 18 godzin na dobę. Prowadzi bezskuteczna walkę o poprawę warunków życia podopiecznych. „ Dzieciom pokrytym wrzodami, z chorymi oczami, bez opieki, głodnym przysłano instruktorkę haftu regionalnego. Po dziś dzień nie mogę wyzwolić się z pewnych uprzedzeń i wstrętów wówczas nabytych. Mój opór był niewygodny. Tym samym rewolwerem, którym przed godziną zastrzelono parszywego konia, dano mi do zrozumienia, że jestem nie na miejscu i nie w porę”.

W czasie pobytu w Kijowie przyjmuje propozycję Wandy Peretjakowicz i zostaje „obserwatorem - psychologiem” w przedszkolu prowadzonym systemem Marii Montessori. W wyniku tych obserwacji napisał tekst pt. „Helcia” zamieszczony w „Momentach wychowawczych”.

Wracającego do kraju Korczaka witają czytelnicy i współpracownicy dwutygodnika „W słońcu”. Korczak ponownie obejmuje dawną placówkę – Dom Sierot przy Krochmalnej i kontynuuje współpracę z czasopismem dla dzieci i wychowawców. „W słońcu”. W grudniu 1918 r. ukazuje pierwsza część tetralogii „Jak kochać dziecko”, a w lutym 1919 – „Momenty wychowawcze”.

Korczak włącza się do współpracy z różnymi organizacjami społeczno-oświatowymi. Są to: Komisja do Spraw Organizacji Oświatowych, Centralny Komitet Pomocy dla Dzieci, Wydział Opieki nad Dzieckiem Robotniczym przy Centralnej Komisji Związków Zawodowych, Fundacja Polsko-Amerykańskiego Komitetu Pomocy Dzieciom.

1 czerwca 1919 r. otrzymuje awans wojskowy i stopień majora lekarza rezerwy. Przydział: pierwszy batalion sanitarny.

W listopadzie tegoż roku Wydział Opieki nad Dzieckiem Robotniczym otwiera w Pruszkowie zakład wychowawczy „Nasz Dom”. Stanowisko kierownika obejmuje Maria Rogowska-Falska. Korczak dojeżdża do Pruszkowa raz, dwa razy w tygodniu w charakterze lekarza i współorganizatora procesu pedagogicznego. „Świat Pracy” tak pisał o kierownictwie „Naszego Domu”: „Wychowaniem kieruje Janusz Korczak. Nazwisko mówi samo za siebie: kto dzieckiem i sprawą wychowania interesował się poważnie, ten zna to nazwisko. Gdyby Korczak pracował gdzieś w Szwajcarii, nazwisko to znałby cały świat. Bezpośrednio Nasz Dom prowadzi Maria Falska. Kierownicy Naszego Domu uznają zasadę, iż wychowuje życie, wychowują warunki; rolą dorosłych jest dać warunki odpowiednie nie na podstawie z góry obmyślonych formułek, lecz zgodnie z potrzebami tej gromady, którą wychowują, bacznie śledząc i mądrze rozważając każdy przejaw jej życia”.

W czasie wojny polsko-radzieckiej Korczak, w randze majora, pracuje w szpitalu epidemicznym w Łodzi, a następnie w szpitalu epidemicznym w Warszawie na Kamionku, gdzie zaraził się tyfusem. W lutym 1920 r. umiera na tyfus matka Korczaka, którym zaraziła się pielęgnując syna. Korczak bardzo przeżywa tę śmierć. Myśli nawet o samobójstwie.

W lipcu 1921 r. urzeczywistniają się wieloletnie marzenia Korczaka o własnej kolonii dla dzieci. Na ofiarowanych Towarzystwu „Pomoc dla Sierot” dziesięciu morgach ziemi z budynkami w Gocławku, we wsi Czaplowizna, gmina Wawer pod Warszawą, powstaje kolonia letnia dla dzieci Domu Sierot. Kolonia na życzenie ofiarodawcy zwana „Różyczką” służy nie tylko wychowankom Domu Sierot, ale również uczniom i wychowankom różnych placówek wychowawczych.



Korczak wśród wychowanków i pracowników „Różyczki”.
Pogarszająca się sytuacja materialna Naszego Domu spowodowała powstanie Towarzystwa „Nasz Dom”. Fundusze Towarzystwa stanowiły: wpisowe, składki członkowskie, opłaty za dzieci, subsydia instytucji społecznych, rządowych i samorządowych, ofiary, zapisy, darowizny, dochody z widowisk, przedstawień, odczytów, wydawnictw Towarzystwa. Wśród członków zarządu jest Janusz Korczak.

Na Pierwszym Ogólnopolskim Zjeździe przedstawicieli 44 organizacji nauczycielskich

i oświatowych zapoczątkowana zostaje dyskusja na temat reformy oświaty. Korczak włącza się w nią artykułem „Jest szkoła”.

We wrześniu 1922 r. bierze udział w I Zjeździe Polskiego Towarzystwa Pediatrów, na którym wygłasza referat pt. „Lekarz w internacie”. W tymże roku powstaje Państwowy Instytut Pedagogiki Specjalnej. Dyrektorem jest Maria Grzegorzewska. Korczak ma tam cykl wykładów pod wspólnym tytułem „Zasady wychowania w internacie”.

W październiku 1922 r. ukazuje „Król Maciuś Pierwszy”, przed listopadem 1923 – „Król Maciuś na wyspie bezludnej”, a w 1924 r. – „Bankructwo małego Dżeka”..

Lata 1918 – 1931, to szczytowy okres twórczości i działalności Korczaka. Wygłasza odczyty, wykłady, publikuje w czasopismach, wydaje książki, działa w różnych organizacjach społecznych, uczestniczy w I Polskim Zjeździe Nauczycieli Szkół specjalnych, współorganizuje powstanie Bursy w Domu Sierot dla wychowanków powyżej 14 roku życia, aby zapewnić im dokończenie nauki szkolnej lub nauki zawodu.

16 lipca 1926 roku Janusz Korczak zostaje odznaczony za swoja działalność społeczną, pedagogiczną, filantropijną również jako wybitny pisarz Krzyżem Oficerskim Orderu Odrodzenia Polski.

W październiku 1926 r. Redakcja „Naszego Przeglądu” umożliwia Korczakowi realizację jego marzenia o prasowym organie dla dzieci i młodzieży i ukazuje „Mały Przegląd” , którego Korczak jest redaktorem i prowadził ją do 1930 r. W tym roku przekazał redakcję „Małego przeglądu” Igorowi Newerlemu, swojemu byłemu sekretarzowi i przyjacielowi, który w zmienionym nieco kształcie, redaguje gazetę do wybuchu drugiej wojny światowej. Korczak nadal jednak utrzymuje kontakt z pismem i raz w tygodniu przychodzi do redakcji na posiedzenia, które mają charakter swobodnej rozmowy.

W marcu 1927 r. Zarząd Towarzystwa „Nasz Dom” przystępuje, pod protektoratem Anny Piłsudskiej, do budowy domu dla dzieci, aby „stworzyć pokrzywdzonym przez los sierotom dom, który by wrażeniem wnętrza wywoływał miłe wrażenie i dawał ciepło domu rodzinnego”. Korczak był z ramienia Towarzystwa wśród członków Sądu Konkursowego. Jerzy Zawieybski wspomina, że Korczak z przejęciem mówił mu o tym, iż kierownictwo Domu nie chciało zbudować kaplicy. „Przecież dzieci muszą się modlić, muszą mieć takie miejsce, gdzie się wypłaczą i wyżalą przed Bogiem”. Uroczystość otwarcia „Naszego Domu” miała miejsce 30 maja 1930 r. Zaszczyciły ją swoją obecnością Pani Prezydentowa Mościcka i Pani Marszałkowa Piłsudska.

We wrześniu 1930 r. J. Korczak bierze czteromiesięczny urlop z pracy w Domu Sierot. Nie zaprzestaje działalności społecznej i publicystycznej, pisarskiej. W październiku 1031 r. teatr Ateneum wystawia dramat pt. „Senat szaleńców. Humoreska ponura w 3 aktach” Korczaka.

Lata 1932 – 1939, to lata kryzysu. W lutym 1933 r. Korczak wyprowadza się z Domu Sierot. rzekazuje również opiekę lekarską w Naszym Domu Janinie Dybowskiej, która prowadziła wówczas przychodnię opieki nad matką i dzieckiem.

W drugiej połowie września 1934 r. jedzie na trzy tygodnie do Palestyny. Mieszka i pracuje w Ejn Harod. Od godz. 4 dyżuruje w kuchni. Po śniadaniu udaje się do szkoły, przedszkola, żłobka, patrzy, obserwuje, zadaje pytania. Interesuje go wszystko, przede wszystkim człowiek, jak żyje w tych nowych niezwykle trudnych warunkach klimatycznych i materialnych. Wieczorami spotyka się z dorosłymi. W rozmowach porusza problemy wychowawcze, m.in. ujemne skutki bicia dzieci, omawia problemy związane z moczeniem nocnym, zwraca uwagę na rolę instynktu, który pozwala dziecku wyjść obronną ręką z wielu trudnych sytuacji. Powtórnie wyjedzie na 6 tygodni do Palestyny w 1937r. W okresie depresji myślał nawet o przeniesieniu się tam na stałe.

W 1935 r. staje przed mikrofonem polskiego radia, aby opowiadać dzieciom o tym: Jak pitrasiliśmy jajecznicę, Jak świderek zabłądził w worku, odczytać nowelę lub wygłosić Pogadankę astronomiczną. Audycje cieszą popularnością i uznaniem. Później nawiązuje współpracę z „Anteną”, gdzie otrzymuje stałą rubrykę. „Zawołał mnie pan redaktor i tak:- Mówi pan do dzieci w radiu, więc niech pan pisze do dzieci w „Antenie”, Stary Doktorze. No a ja: - Niech dzieci same piszą; będą lepiej wiedziały – ładniej.” Korczak nawiązuje bliskie i serdeczne kontakty z młodymi czytelnikami „Anteny”; publikuje bajki, historyjki, opowiadania, gadaninki oraz gawędy; prowadzi korespondencję z nimi, drukując ich listy w całości lub fragmenty. Występuje w radiu z przerwami do wojny.

W czerwcu tego roku, w 20-rocznicę śmierci Jana Dawida, znakomitego psychologa i pedagoga, zawiązuje się komitet budowy nagrobka Dawida na Powązkach. Skład komitetu stanowią: Maria Karpińska, Janusz Korczak, Henryk Lukrec, Zofia Nałkowska, Zygmunt Nowicki , Wincenty Rzymowski, Ludwik Suda.

Po 15 latach wspólnej pracy z Marią Rogowską-Falską Korczak odchodzi z „Naszego Domu”.

Jest rok 1937. Korczak i Wilczyńska myślą o przekazaniu kierownictwa „Domu Sierot” w młode ręce. W lipcu, po 25-letniej nieprzerwanej pracy Stefania Wilczyńska opuszcza Dom Sierot. Sytuacja materialna Domu wciąż się pogarsza. Korczak nie ustaje w zjednywaniu nowych członków Towarzystwa „Pomoc dla Sierot”.

W listopadzie 1937 r. Janusz Korczak otrzymuje Złoty Wawrzyn Polskiej Akademii Literatury za wybitną twórczość literacką

Janusz Korczak 1937 r.

We wrześniu 1938 r. w sześćdziesięciolecie urodzin Korczaka w „Przeglądzie Społecznym” ukazuje się artykuł dr Anny Brossowej, w którym czytamy: „Do zwiastunów i pionierów nowej współczesnej pedagogiki w Polsce należy niewątpliwie Janusz Korczak ( pseudonim lekarza dr Henryka Goldszmita ), pisarz i pedagog, kierownik Domu Sierot w Warszawie. W czasie, kiedy jeszcze panowało przekonanie, że surowość i kara są głównymi czynnikami wychowania, ogłosił „Jak kochać dziecko” (...) Autor, który jest lekarzem i wychowawcą, stał się szermierzem porzucenia despotycznego nastawienia do dziecka. Bez moralizowania wskazuje Korczak na konieczność odniesienia się do dziecka z szacunkiem”.

We wrześniu, w pierwszych dniach wojny, Korczak razem ze starszymi wychowankami i współpracownikami Domu Sierot dyżuruje dzień i noc na dachu domu, gasząc bomby zapalające. Stefania Wilczyńska „urządziła w suterenie Domu punkt opatrunkowy. Przychodzili ranni z ulicy, bezdomni. Pani Stefa i Pan Doktor okazywali pierwszą pomoc, uspokajali, radzili. W tych dniach każde dziecko pełniło jakąś funkcję. Chłopcy przynosili wiadrami wodę. Kanalizacja nie funkcjonowała albo była uszkodzona i woda była na wagę złota; każdy dostawał przydzielony mu mały garnuszek wody i ta ilość musiała wystarczyć na mycie zębów i rąk. Dziewczynki rozstawiały wiadra z suchym piaskiem dla ochrony przed pożarem”.

Zaraz po wybuchu wojny Korczak zgłosił się do Polskiego Radia. Przemawiając do dzieci i rodziców nawołuje do spokoju. Aktywnie współdziała ze Służbą Informacyjną, zlokalizowaną w byłej redakcji „Anteny” na ulicy Mazowieckiej. Adrian Czermiński, działacz Służby, wspomina: „Drobny, w wyszarzałym paletku, kiedy do pozbawionego szyb lokalu wszedł, natychmiast rozjaśnił wszystko swoim humorem i zaraźliwą wiarą w lepsze jutro – nie!!! w lepszy wieczór, jeśli rozmawiał z nami w południe i w lepsze rano, kiedy przychodził nocą. Nie zważając na rozrywające się pociski, gwiżdżące kule, zjawiał się po kilka razy dziennie, przynosząc wiadomości o tych, którzy potrzebowali pomocy, i o tych, którzy skłonni byli udzielić jej innym.”

Korczak odwiedza znajomych i przyjaciół błagając ich o żywność, odzież i pomoc finansową dla dzieci. Część zapasów Domu Sierot przekazuje Naszemu Domowi. „Z zebranych przez siebie z taką męką funduszów – pisze Leon Rygier – udzielał pomocy zarządom niektórych chrześcijańskich sierocińców, opuszczonych przez opiekunów i opiekunki, których zawierucha wojenna rozproszyła po świecie”.

„Bez względu na pogodę – relacjonuje Lukrec – Korczak wędrował z ulicy Złotej na koniec Grochowa, gdzie w jakimś sierocińcu miał pod opieką swoją kilkanaścioro sierot, którym osobiście zanosił pożywienie i pełnił przy nich służbę.”

Rozporządzenie Generalnego Gubernatora Hansa Franka z 23.XI. 1939 r. głosi: „wszyscy Żydzi i Żydówki przebywający w Generalnym Gubernatorstwie, a mający ukończone 10 lat obowiązani są nosić (...) na prawym rękawie ubioru i wierzchniego ubioru biały pasek szerokości co najmniej 10 cm, zaopatrzony w gwiazdę syjońską. (...) Winni wykroczenia podlegają karze więzienia.” Korczak opaski nie włożył. „Ja nie mam nic przeciwko temu pięknemu godłu, ale przecież intencją tych, którzy każą Żydom nosić opaskę na rękawie, jest poniżenie, pohańbienie zarówno tego znaku, jak i tych, którzy go noszą. W tej sytuacji, w jakiej się znalazłem, jedyną właściwą drogą, którą mogę i muszę pójść – to zachowanie własnej godności. Opaski nie będę nosił.”

18 stycznia 1940 r. umiera Kazimierz Przerwa-Tetmajer. Na cmentarzu Powązkowskim pojawia się garstka ludzi, a wśród nich: „Juliusz Kaden-Bandrowski z synami, Stefania Sempołowska i w oficerskim mundurze z odprutymi dystynkcjami – Janusz Korczak”.

W związku z podpisaniem 2 października 1940 r. przez Ludwika Fischera, szefa dystryktu warszawskiego, zarządzenia o utworzeniu getta w Warszawie, Korczak czyni rozpaczliwe wysiłki, aby zapobiec przesiedleniu. Wszystkie zabiegi okazały się bezskuteczne. Jesienią 150 dzieci przenosi się do lokalu Szkoły Handlowej im. Roselerów przy ul. Chłodnej 33. Korczak zostaje aresztowany za to, że bez opaski zgłosił się po odbiór wozu kartofli, zarekwirowanego w czasie przesiedlenia Domu Sierot. Zostaje osadzony w więzieniu w getcie, zwanym Gęsiówką. 19 listopada getto warszawskie, zlokalizowane w północnej dzielnicy miasta, zostaje odcięte od reszty miasta granicznym murem trzymetrowej wysokości, podwyższonym o metr drutem kolczastym. Po miesiącu Korczak opuszcza więzienie w stanie silnego wyczerpania fizycznego i nerwowego. Nie bacząc na to, pełni obowiązki dyrektora Domu Sierot. Dla niego najważniejszą sprawą jest ochrona dzieci przed głodem i szalejącym w getcie tyfusem.

W związku z zarządzeniem o zacieśnieniu granic getta, z dnia 21 października 1941 r., Dom Sierot przenosi się z ul. Chłodnej na ul. Sienną 16 – Śliską 9 ( posesja przechodnia ). Korczak cały czas walczy o środki finansowe i dary materialne na utrzymanie dzieci. Wyrzucony z jednych mieszkań przy akompaniamencie niewybrednych wyzwisk, nie zraża się, lecz dalej pełni swą funkcję jałmużniczą. Od chwili zamknięcia przez okupanta szkół dla dzieci żydowskich ( 4 grudnia 1939 ) rozwija się w getcie tajne nauczanie. Korczak organizuje szkołę na terenie Domu Sierot. Szuka takich metod i treści nauczania, które mogłyby wzbudzić w dzieciach chęć do nauki. Nie wprowadza tradycyjnych przedmiotów nauczania, lecz opracowuje teksty do czytania i rachowania, odpowiadające psychofizycznemu rozwojowi dziecka. Organizuje życie kulturalno-oświatowe. Wychowankowie Domu Sierot inscenizują bajki i inne teksty oraz przygotowują przedstawienia kukiełkowe na wysokim artystycznym poziomie. Tłem każdego przedstawienia kukiełkowego są kwiaty, trawa, drzew, słońce – wszystko to, czego brakowało dzieciom w getcie. Wspólnie z domowym komitetem samopomocy organizuje koncerty i występy artystyczne, w których udział biorą zawodowi artyści i amatorzy. Za wszelką cenę chce ocalić dzieci przed analfabetyzmem, deformacją psychiczną, na które były narażone w warunkach getta.

22 lipca, dzień urodzin Janusza Korczaka, zbiega się w 1942 r. z pierwszym dniem akcji zagłady getta. Akcja trwała do 18 lipca. Straż porządkowa pod nadzorem hitlerowców łapała ludzi i w stłoczonych wozach odstawiała na Umschlagplatz, przylegający do ulic Sawki, Niskiej , Zamenhofa. W czasie tych tragicznych dni Korczak był trzy razy załadowywany na „wóz śmierci”. Za każdym razem żandarmi go zwalniali. 6 sierpnia 1942 r. hitlerowcy wyprowadzają z Domu Sierot Korczaka, Wilczyńską , wszystkich współpracowników i dwustu wychowanków Domu. Są różne wersje świadków drogi Korczaka na Umschlagplatz. Oto jedna z nich: „Widziałam, jak Janusz Korczak szedł ulicą Zamenhofa na czele dzieci z Domu Sierot podczas tragicznego przemarszu przez getto. Nosił on jedno dziecko na ręku, a drugie trzymała za rękę”.

Nachum Remba, działacz podziemnej organizacji samoobrony w getcie, który ostatni rozmawiał z Korczakiem zanotował: „ Ten dzień całkiem mnie dobił. (...) Dzieci z internatów posadziłem na samym krańcu placu, pod murem. Sądziłem, że może uda się je uchronić tego popołudnia, zatrzymać do następnego dnia. Zaproponowałem Korczakowi, aby udał się ze mną do Gminy w celu skłonienia jej do podjęcia interwencji. Odmówił, nie chciał opuścić dzieci nawet na minutę. Rozpoczęło się ładowanie do wagonów. (...) Nie, tego obrazu nigdy nie zapomnę. To nie był marsz do wagonów, to był zorganizowany niemy protest przeciwko bandytyzmowi! W przeciwieństwie do stłoczonej masy, która szła na rzeź jak bydło, rozpoczął się marsz, jakiego nigdy dotąd nie było. Wszystkie dzieci ustawiono w czwórki, na czele Korczak z oczami zwróconymi ku górze trzymał dwoje dzieci za rączki, prowadził pochód. Drugi oddział prowadziła Stefania Wilczyńska, trzeci – Broniatowska ( jej dzieci miały niebieskie plecaki ), czwarty oddział – Szternfeld z internatu na Twardej. Były to pierwsze żydowskie szeregi, które szły na śmierć z godnością, ciskając barbarzyńcom spojrzenia pełne pogardy. Gdy Niemcy zobaczyli Korczaka, pytali: „Kim jest ten człowiek?”

Poczucie odpowiedzialności za tych, którymi się opiekował, nakaz moralny ich ochrony, niesienia pomocy słabszym, zagrożonym, wszystko to było wystarczającym powodem, by Korczak w obliczu śmierci odrzucił propozycję ratowania siebie kosztem pozostawienia dzieci.

Wieść o tej propozycji stała się podstawą legendy o okolicznościach śmierci Korczaka. Zgodnie z ta legenda oficer niemieckie, nadzorujący wywóz Żydów z warszawskiego getta do obozu zagłady, miał rozpoznać Korczaka jako autora swojej ulubionej książki z dzieciństwa i „łaskawie” zaproponował mu wolność. korczak z tej „oferty” nie skorzystał. Ten gest znalazł odbicie w filmie Aleksandra Forda „Her Doktor, Sie sind frei”- „Pan jest wolny Doktorze”.


O Korczaku nie można mówić jedynie jako o lekarzu, pisarzu, pedagogu, badaczu. Trzeba podkreślić, że był wspaniałym prawdziwym Człowiekiem, który nie tylko umiał pięknie pisać o miłości, wartości dobra, dialogu, tolerancji, przebaczeniu, obowiązku pomagania słabszym, ale potrafił w swoim życiu być naprawdę wierny tym wartościom.



1 czerwca 2006 r. został odsłonięty w centrum Warszawy pomnik Janusza Korczaka – „dobrego ducha ludzkości”.


Towarzystwo Nasz Dom założone przez Janusza Korczaka i Marynę Falską w 1921 r. po wojnie zostało zdelegalizowane. Ponownie zarejestrowane w 1992 r. stało się najbardziej aktywną organizacją pozarządową działającą na rzecz reformy systemu pomocy dziecku i rodzinie. Promuje programy wspierania rodzin i rodzinna opiekę zastępczą jako alternatywę dla opieki instytucjonalnej w domach dziecka.

Adres: 01-830 Warszawa , Al. Zjednoczenia 34



www.naszdom.pl

Międzynarodowe Stowarzyszenie im. Janusza Korczaka powstało w 1979 r. w celu koordynacji działań narodowych stowarzyszeń im. Janusza Korczaka działających na całym świecie, w Polsce również ( Polskie Stowarzyszenie im.Janusza Korczaka ). Stowarzyszenia korczakowskie zajmują się propagowaniem myśli pedagogicznej Korczaka, a także praktycznym jej zastosowaniem w pracy z dziećmi.

Adres: 00-654 Warszawa, ul. Śniadeckich 17



www.bazy.ngo.pl
Szkoła Podstawowa nr 5 w Zakopanem jest członkiem Polskiego Stowarzyszenia im. Janusza Korczaka. W 1996 r. , z okazji 40-lecia szkoły została odznaczona Medalem Pamiątkowym im. Janusza Korczaka.

www.pskorczak.org.pl



zdjęcie medalu


Na podstawie „Kalendarza życia, działalności i twórczości Janusza Korczaka” Marii Falkowskiej opracowała Dyrektor Szkoły - Jolanta Glista


Twórczość


Henryk Goldszmit od 1896 roku publikował w różnych czasopismach humoreski i artykuły na tematy społeczne, obyczajowe i wychowawcze.

Pseudonimu literackiego pierwszy raz użył w 1898 r. w konkursie im. Jana Paderewskiego, pochodzi on z książki Józefa Ignacego Kraszewskiego "Historia o Janaszu Korczaku i o pięknej miecznikównie". Dramat "Którędy?" Goldszmita został w tym konkursie wyróżniony, jednak w gazecie wydrukowano omyłkowo imię Janusz, i odtąd używał właśnie tego brzmienia.



Od 1901 roku zaczęły się kolejno ukazywać utwory literackie i pedagogiczne Korczaka:

  • Dzieci ulicy, Powieść. Warszawa 1901. Tworzywem literackim jest materiał obserwacyjny i faktograficzny gromadzony przez Korczaka w ciągu kilku lat obcowania z dziećmi i dorosłymi mieszkańcami Powiśla, Starego Miasta, Woli, Ochoty. Zaskakuje doskonała znajomość terenu, na którym toczy się akcja, a także dzieci wałęsających się po mieście w poszukiwaniu środków utrzymania dla siebie, rodzeństwa i rodziców, oraz znajomość norm moralnych, obowiązujących w tym środowisku.

  • Koszałki Opałki. Satyry społeczne. Warszawa 1905, wyd. II: 1910.

    • Recenzja: Antoni Lange [5 maja 1905r.] - Korczak zajmuje się wszystkimi sprawami społecznymi bez względu na to, czy są wielkie, czy małe;

  • Dziecko salonu (1906, wyd. II popr. 1927), Powieść zawierająca wątki autobiograficzne, będące literackim opracowaniem jego osobistych przeżyć i doświadczeń z wędrówek po norach staromiejskich, zamieszkałych przez nędzę Warszawy.

    • Recenzja: Stanisław Brzozowski [28 kwietnia 1905r.] - Na wszystkie tony rozbrzmiewa na kartkach jego utworów - skarga przekleństwo, złorzeczenie społeczeństwu, które przyszłość własną, spycha bezlitośnie w grób, nędzę fizyczną, umysłową, kalectwo, zdziczenie i zbrodnię.

  • Bobo (W-wa 1914), Książka zawiera trzy samodzielne utwory: [Studium powiastka]; Feralny tydzień [z Życia szkolnego]; Spowiedź motyla.

    • Recenzja: E. Rab. [15 lutego 1914 r.] Książka o dziecku i młodzieży - ale nie dla młodzieży.

    • Recenzja: Wincenty Rzymowski. Korczak rozbił legendę o beztroskiej szczęśliwości dziecka. Wydobył na jaw sprzeczność interesu między dziećmi a rodzicami, i słusznie! Ale dlaczego sprzeczność tę ubrał w postać antagonizmu między proletariatem, a burżuazją?

  • Momenty wychowawcze (Warszawa 1919, wyd. II poszerzone 1924) Książka ukazuje warsztat pracy Korczaka: formy i sposoby obserwacji dziecka, oraz sposoby gromadzenia materiału empirycznego. Czytelników autor uprzedza, że książka nie jest wzorem, jak należy podobne studia prowadzić;

    • Recenzja: Zygmund Nowicki [luty 1919 r.] Książka zawiera garść niezmiernie ciekawych notatek z obserwacji dzieci w wieku przedszkolnym. Autor zagląda w głąb stosunków, jakie zachodzą między dziećmi i dostrzega to, czego zwykle dorośli nie dostrzegają, mianowicie: psychiczne zawikłania, subtelne zatargi różnych charakterów, walki i rywalizację - słowem szereg dramatów życiowych. Odsłonił nam rzeczywiste życie dzieci, oraz cały szereg zagadnień życiowych i wychowawczych.

  • Jak kochać dziecko, Dziecko w rodzinie, (W-wa 1919, wyd. II Jak kochać dzieci, W-wa 1920, wyd. III Jak kochać dziecko W-wa 1929), Korczak uprzedza swoich czytelników, że w książce nie znajdują, ani przepisów ani recept na nurtujące ich wątpliwości... chcę by zrozumiano, że żadna książka, żaden lekarz nie zastąpią własnej czujnej myśli, własnego uważnego spostrzegania.

    • Recenzja: A.K. [luty 1919r.] Rozdziały poświęcone dziecku podyktowane są przez długą a umiejętną obserwację dziecka, przez odczucie i zrozumienie jego duszy. Przebija wszędzie jedna myśl: kochajmy dziecko, ale kochajmy rozumnie. A sposoby wychowania stosujmy nie do tego, kogo chcemy wychować, ale do tego, jakich sposobów dane dziecko potrzebuje.

  • Kiedy znów będę mały (1925), Książkę Korczak adresuje do dorosłego i młodego czytelnika. Zwracając się do dorosłych czytelników, którzy twierdzą, że nuży ich obcowanie z dziećmi, gdyż muszą się, zniżać do ich pojęć, pochylać, naginać, kurczyć pisze: Mylicie się. Nie to nas męczy. Ale że musimy się wspinać do ich uczuć. Wspinać, wyciągać, na palcach stawać, sięgać, żeby nie urazić.

    • Recenzja: J. Stycz. [Hermina Naglerowa] J. Korczak jest nie tylko przyjacielem dzieci, ale właśnie przyjacielem niedorosłych ludzi i dlatego nie traktuje ich z wysokości dorosłego człowieka, nie lekceważy sobie ich radości i smutków, a co najważniejsze, nie tworzy fantastycznego świata dzieci.

  • Prawo dziecka do szacunku (1929),

  • Pedagogika żartobliwa (1933);

oraz powieści społeczno-realistyczno-naturalistyczne dla dorosłych, oraz adresowane do dziecięcego czytelnika, np.:

  • Mośki, Joski i Srule (Warszawa 1910, wyd. II Warszawa 1922, wyd. III W-wa 1934), Opowieść dla dzieci. Tworzywem tej powieści publikowanej w odcinkach w Promyku 1909 nr 1 -14 był materiał obserwacyjny i faktograficzny zgromadzony w czasie pracy na kolonii letniej w Michałówce [1907]. Poszczególne odcinki powieści wywołują duże zainteresowanie młodych czytelników, o czym świadczą odpowiedzi redakcji Płomyka na ich listy. Stasiowi P. z Będzina, Heli W. Andzi J. z Krakowa, Nurkowi z Białego Dunajca, Jarusiowi M z Krakowa.

  • Józki, Jaśki i Franki (Warszawa 1911, wyd. II W-wa 1922, wyd. III W-wa 1930). Na łamach Promyka ukazywała się w odcinkach od 1909 roku Jej tworzywem są obserwacje, fakty, i wydarzenia z życia chłopców na kolonii letniej w Wilhelmówce [1908].

  • Sława Opowieść (W-wa 1913, wyd. II W-wa 1925, wyd. III nowe W-wa 1935, wyd. IV nowe W-wa 1937),

    • Recenzja: Jan Lorentowicz. - To bardzo żywy, dosadny, tu i ówdzie podkreślony delikatną ironią obraz wewnętrznego życia dzieci w szkole powszechnej.

  • Król Maciuś Pierwszy Powieść (Warszawa 1923, wyd. II 1925, wyd. XI Poznań 1991), jedna z najbardziej znanych i popularnych książek.

    • Recenzja: M.R. [Maria Rittinger] Książka pisana dla dzieci, dla chłopców o wyraźnych skłonnościach reformatorskich. Król Maciuś Korczaka postępuje tak, jak postępują inni królowie w literaturze, szczególnie ci z literatury angielskiej. - Jest prawym, szlachetnym, odważnym, lecz słabym i chwiejnym, bo - tylko człowiekiem.

  • Król Maciuś na wyspie bezludnej (1923)

  • Bankructwo małego Dżeka (1924),

  • Senat szaleńców, humoreska ponura - utwór grany na deskach teatru "Ateneum" 1931.

  • Kajtuś czarodziej Powieść fantastyczna (Warszawa 1935, 1973, Kraków 2001), tę powieść dla dzieci i młodzieży Korczak dedykuje niespokojnym chłopcom.

    • Recenzja: Stefan Rumelt (26 lutego 1935): ... autor traktuje dzieci jak ludzi dorosłych, z pobłażliwością wtajemnicza w nieznane, poważne i nieważne sprawy dzieci.

Recenzja:Jan Kott (31 grudnia 1935):... w książce jest świetnie podpatrzona psychologicznie prawda marzeń, przecież nie tylko dziecięcych...


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna