Jfe;* t*. h -' agencja omnipress 1989



Pobieranie 1.58 Mb.
Strona1/33
Data03.05.2016
Rozmiar1.58 Mb.
  1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   33
ONI

\ \


L »«JL.IXU.m»*

NI

jfe ;* «t*. h" -'



AGENCJA OMNIPRESS 1989

Teresa Torańska ONI

I wydanie zagraniczne: Wydawnictwo Aneks, Londyn 1985

Wydania krajowe: Wydawnictwo „Przedświt" i inne wydawnictw* H obiegu

Opracowanie graficzne: Tomasz Kuczborski Redaktor techniczny: Andrzej Karczewski

MSi-B


Copyright by Teresa Torańska

Agencja Omnipress Wydanie I

Kłopoty ze świadkami historii

Wywiady Teresy Torańskiej z siedmioma działaczami komunistycznymi są i pozostaną unikalnym zapisem. Prawda, że dzięki upowszechnieniu techniki magnetofonowej, ta nowa stosunkowo forma prozy dokumentalnej zrobiła zawrotną karierę nie tylko w Polsce. Uzbrojeni w magnetofon ludzie — najczęściej młodzi — zgłaszają się do polityków, intelektualistów, osobistości w swojej dziedzinie wybitnych — najczęściej już niemłodych — będących u kresu życia, aby swymi pytaniami, dociekliwymi, nierzadko prowokującymi skłonić ich do mówienia: o sobie, o swoich współczesnych, o swoim świecie. W kręgu polskim Torańska miała wspaniały wzór w postaci rozmów Czesława Miłosza z Aleksandrem Watem, ma też następców, by wymienić choćby „Hańbę domową" Jacka Trznadla.

Wielka to pokusa: sprawić, aby przemówili ludzie, którzy w różnych rolach współtworzyli nasz czas teraźniejszy. Większość z nas kryje w sercu przekonanie, iż owi ludzie posiadają klucz do poznania prawd nam niedostępnych; klucz do wydarzeń, do rządzących wydarzeniami mechanizmów; klucz do zrozumienia psychologicznych, mentalnych, ideologicznych uwarunkowań — i tych, którzy uosabiali instaurowany porządek, i tych, co się ugięli, i tych, co stawili opór. Nic, zdawałoby się, prostszego, niż wydrzeć im ten klucz. Domagać się, aby — jak przed sądem — złożyli świadectwo w nadziei, że tym samym odkryją się przed nami nowe pokłady wiedzy.

Teresa Torańska wybrała swoich rozmówców spośród wąskiego kręgu elity komunistycznej czasów stalinowskich, co więcej — spomiędzy ludzi, którzy w latach 1944—1956 zajmowali bardzo wysoką pozycję w partyjnej hierarchii. Dwaj jej rozmówcy byli członkami Biura Politycznego: Berman od 1944 r. do 1956, Ochab od 1954 do 1968, jeden — Edward Ochab właśnie — przez kilka miesięcy 1956 roku stał na czele partii. Trzej zasiadali w Komitecie Centralnym, jeden był członkiem najwyższych władz Stronnictwa Demokratycznego, wszyscy pełnili wysokie funkcje państwowe, partyjne, związkowe. Stanowili górę nomenklatury. Można byłoby zatem oczekiwać, że kto jak kto, ale ci właśnie ludzie wiedzieli wszystko, należąc do grona wtajemniczonych, reprezentując — zwłaszcza Ochab i Berman — najściślejsze gremium kierownicze. Gdyby tylko chcieli przemówić...

Aliści spotkanie Teresy Torańskiej, dziennikarki urodzonej i wychowanej w Polsce pod władzą komunistów, z komunistami z pokolenia jej rodziców, a może i dziadków, nie było zwykłym kontaktem Młodych ze Starymi, przedstawicieli generacji wstępującej z osobami z generacji ustępującej. Jest w tym spotkaniu pokaźny ładunek tragizmu, albowiem dziewczyna, która zadaje pytania i domaga się prawdy, zarazem oskarża i wzywa do obrachunku. Wzywa swoich rozmówców, by dali świadectwo, powodowana nie tylko pragnieniem wiedzy, głodem prawdy, lecz również — a może przede wszystkim — kierowana racjami o wymiarze moralnym. Uosabia klęskę, albowiem stanowi żywy dowód, że polskie społeczeństwo pozostało oporne, nie dało się przekuć, zachowało swoją tożsamość, z jej wielkimi wadami i wspaniałymi zaletami. I po czterdziestu latach w znacznej swej części odnosi się krytycznie do roli, jaką odgrywali komuniści, zwłaszcza komuniści stojący u steru przed 1956 r.

To bardzo ważny moment dla zrozumienia zapisów, które zrodziły się z tego spotkania. Rozmówcy Torańskiej znajdowali się w położeniu oskarżonych — i tak też się czuli. Oskarżonych niejako podwójnie, wedle dwóch porządków: przez przeciwników komunizmu i przez własnych współtowarzyszy. Większość z nich to przecież politycy, którzy na którymś z kolejnych zakrętów zostali odrzuceni bądź też sami się usunęli. Stąd ich nastawienie właściwe osobom postawionym w stan oskarżenia. Zważmy, że prawie wszyscy byli przedmiotem skierowanej przeciw nim kampanii, wpisanej w toczącą się walkę polityczną wewnątrz obozu władzy. W różnych układach, w 1956 r., w 1968 r. Polityczne życiorysy siedmiu komunistów, którzy zgodzili się na rozmowę z Torańska, są najściślej splecione z owymi dwoma kryzysami.

Usunięci z partii, publicznie atakowani, rozmówcy Torańskiej — poza Stefanem Staszewskim — pozostali komunizmowi wierni. Nie odżegnują się od

swojej przeszłości, nie wypierają wiary, bronią idei, z którą związali życie, i polityki, której służyli. Są przekonani o słuszności sprawy, z którą się nadal identyfikują. Jak również o głębokim błędzie tych, którzy ich oskarżają. Ta psychologiczna sytuacja określa klimat rozmów, ich treść, ona też sprawiła, że — jak wspomniałam — powstałe z nich zapisy mają unikalny charakter.

Owa unikalność nie leży w warstwie faktograficznej. Jako źródło wiedzy o wydarzeniach historycznych — o akcji na scenie i o tym, co za kulisami — przekazy uzyskane przez Torańska są zwodnicze, wymagają ogromnej dozy sceptycyzmu, zwłaszcza gdy idzie o bardziej ogólne stwierdzenia, nie zaś o szczegóły. Nie ulega wątpliwości, że historyk, bądź czytelnik nie będący historykiem, ale znający inne materiały, znajdzie w tych przekazach wiele, niekiedy ważkich, elementów uzupełniających lub pogłębiających obraz wydarzeń, wskazujących na mechanizmy funkcjonowania systemu. Cenne z pewnością jest to, co o 1956 r. mówili Ochab i Staszewski, niemało istotnych informacji dostarczył Berman, zwłaszcza dotyczących okresu wojny, tworzenia Kominformu, stosunków po 1948 r. Z zastrzeżeniem, iż wszystko to są — i to w najlepszym wypadku — półprawdy, które dopiero sprzęgnięte z tym, co zostało przemilczane, następnie zaś umieszczone we właściwym kontekście, zbliżają do poznania rzeczywistości.

Czy mógł wiedzieć, czy wiedział, czy chciał powiedzieć prawdę, czy mógł ją powiedzieć — to pytania z zakresu abecadła krytyki źródeł historycznych. Można by je zadać każdemu z siedmiu zapisów oddzielnie, boć przecie ich twórcy znacznie się między sobą różnili. Myślę jednak, że uprawniona jest analiza łączna, albowiem ponad indywidualne różnice wybija się to, co wszystkim było wspólne: przynależność do świata komunistycznego oraz działalność polityczna na szczeblu wysokim — w dwóch wypadkach najwyższym.

Czy działacze tak uplasowani mogli wiedzieć o wszystkim, co dotyczyło polskiej sceny politycznej? Sami niejednokrotnie odwołują się do swojej niewiedzy, niedoinformowania, co zresztą nie zawsze brzmi wiarygodnie. Zasłanianie się niewiedzą jest nagminnie stosowanym chwytem obronnym, budzi więc nieufność. Rzecz wszelako jest bardziej skomplikowana, nie mamy tu bowiem do czynienia — przynajmniej nie zawsze — z prostą opozycją: prawda—kłamstwo, wiedza—niewiedza. Możemy założyć, że Berman, Ochab, ale także Staszewski, Kłosiewicz, Werfel wiedzieli bardzo wiele, dużo więcej, niż ujawnili w rozmowie z Torańska, dużo więcej, niż są s.kłonni powiedzieć najbardziej zaufanym osobom. Możemy też uznać jako pewne, że o bardzo wielu sprawach rzeczywiście nie wiedzieli, przynajmniej przez długi czas, a dochodzące ich informacje odrzucali jako pochodzące od wroga. Mówi to wprost Kłosiewicz w związku z procesami moskiewskimi. Atoli między wiedzą

i niewiedzą rozciągało się pole swoistej wiedzy—niewiedzy. NJDU sję wiedziało, ale tak jakby się nie wiedziało i odwrotnie — przyjmowało sję pewną wykładnię, w głębi duszy kryjąc wątpliwości. Uchwycił to zjawisko migotania pomiędzy prawdą i fałszem, wiedzą i niewiedzą Aleksander Wat, poświęcając mu fragment swych refleksji nad istotą stalinowskiej pieriekowki dusz. Pisał: „Jest wiele sposobów wiedzenia, integrowania w jakąś całostkę wiedzy oraz wartościowania. Jest też wiele sposobów wierzenia. Każde wiedzenie zakłada jakiś akt wierzenia. Tym większa jest liczba wzajeni„ych powiązań wiedzenia i wierzenia, ich permutacji. Na przykład: wierzys^ ze nie wiesz tego, co wiesz, wiesz, że nie wierzysz, że wiesz to, w co nie wierzysz. „je wjesz, że nie wierzysz, że wiesz to, co nie wierząc wiesz itd. A nie jest to bynajmniej gra słów: każda z tych formułek określa odrębną postawę myślowo-moralną, pod każdą każdy mógłby podstawić przyjaciela czy znajomego, ludzi skądinąd zacnych."

Ta cecha właściwa żyjącym w wynaturzonym świecie, stworzonym przez Stalina, przeziera w rozmowach z Torańską. Można byłoby dokonać rozbioru owych zapisów pod kątem operacji, jakie wypominający się działacze dokonują na rzeczywistości, wtłaczając ją w sztywne ramy ideologicznego kanonu, selekcjonując fakty, dobierając cząsteczki prawdy i nieprawdy i układając z nich wzór określony przez system wyznawąnycn wartości. W tym wymiarze, nawet proste zdawałoby się pytanie: czy Owe siedem osób mogło znać prawdę o sprawach, o których mówią, traci se«s> jo samo dotyczy pytania drugiego: czy osoby te wiedziały, co wiedziały?

Dalej jeszcze sięgnąć wypadnie w głąb systemu, j^y ukształtował komunistów o kapepowskim rodowodzie, chcąc odpowiedzieć na pytanie: w jakim stopniu rozmówcy Torańskiej pragnęli powiedzieć prawdę o historii, którą współtworzyli, w jakim stopniu leżało to w ich mocy. Rozróżnić trzeba by przy tym trzy niejako poziomy: poziom konkretnych, wyizolowanych faktów, poziom rekonstrukcji rzeczywistego procesu historycznego j determinujących ten proces czynników oraz poziom oceny następstw sumy działań, składających się na historię.

Powiedziałabym tak: na poziomie pierwszym powołani przez Torańską świadkowie mogli wyjawić bardzo wiele nie znanych zupełnie faktów i okoliczności, natomiast uczynić tego nie chcieli. Zadzi\vjająCO niewiele można się dowiedzieć konkretnych a istotnych szczegółów od komunistycznych działaczy — uwaga ta nie dotyczy tylko rozmów Teresy Torańskiej i owych siedmiu osób. Pieczęć milczenia nadal zamyka usta, nawet tych, którzy rozstali się z komunizmem i z krajem. Jeśli komuniści mówią -^ czasem sami z siebie, chętnie, czasem pod presją młodych lub historyków — to pragną przede wszyst-

l

kim przekazać swój obraz przeszłej rzeczywistości, swoje interpretacje i osądy. Swoją prawdę. Ale tu — na poziomie drugim i trzecim — ich możliwości są ograniczone przez miejsce, jakie zajmowali i nadal zajmują. Ogląd rzeczywistości został zdominowany przez ideologię i politykę.



Zapisy rozmów Teresy Torańskiej z komunistami są i pozostaną niezwykle ważnym świadectwem, nie tyle poprzez treści, które Ochab, Berman, Werfel, Mincowa chcą jej przekazać, ile przede wszystkim dzięki informacjom udzielanym nieświadomie, mimo woli. Wczytując się uważnie w owe teksty, dostrzega się wyraźnie splot sprzeczności, w jakie uwikłani byli polscy komuniści oraz władza stanowiona przez nich w oparciu o siłę ZSRR. Miały one swoje źródło w zderzeniu dwóch porządków: porządku narodowego, na czoło wysuwającego interes narodu, ewentualnie państwa oraz ponadnarodowego porządku rewolucyjnego, w którym narodowe wartości miały być realizowane w ramach światowego pochodu socjalizmu, niosącego wyzwolenie ludzkości i stanowiącego historyczną konieczność, uosabiającego postęp. Ochab mówi: „Pani patrzy zdziwionym wzrokiem. Tak, tezy partyjne muszą być dostosowane nie tylko do sytuacji w Krakowie czy w Warszawie, ale do sytuacji całego międzynarodowego ruchu rewolucyjnego. Bo jeśli uznamy, że sprawa narodowa jest nadrzędna dla Polaków i wszystkie inne mają jej być podporządkowane, to musimy uznać, że sprawa narodowa musi być nadrzędna także dla Niemców, a wtedy powstaje pytanie: czy tylko Polacy mają prawo wysiedlać Niemców, a oni nie? (...) Tylko stojąc na gruncie nadrzędnej roli, nadrzędnej wagi, jaką mają sprawy międzynarodowe, sprawy rewolucji proletariackiej, można usprawiedliwić i takie decyzje, które przekraczają ramy prawa samookreślenia narodu."

Wielki cel: rewolucja proletariacka, socjalizm, zredukowany był do ZSRR i jego polityki międzynarodowej. Oddanie sprawie rewolucji równało się oddaniu ZSRR. Podobnie jak to miało miejsce z paralogiczną operacją tworzenia tożsamości: proletariat = awangarda proletariatu = partia = kierownictwo partii = przywódca, jeszcze przed wojną powstały podobne ciągi hierarchiczne, sprowadzające dobro poszczególnych zbiorowości narodowych do dobra Związku Radzieckiego. Prawdziwy polski patriota eo ipso był jednocześnie patriotą Związku Radzieckiego. Służyć narodowi to służyć sprawie socjalizmu, to służyć sprawie Związku Radzieckiego. Co jest dobre dla ZSRR, jest dobre dla Polski i Polaków — konflikt interesów może dotyczyć kwestii przejściowych i drugorzędnych, jak na przykład ceny polskiego węgla wywożonego do ZSRR, czy wywozu urządzeń z ziem zachodnich. Te dwa zagadnienia, przywołują zazwyczaj ówcześni działacze, by pokazać, iż przeciwstawiali się władzom radzieckim.

Kłopot w tym, że ta ideologiczna i polityczna zarazem konstrukcja coraz to mniej odpowiadała realiom świata powojennego. W miarę jak ZSRR stawał się wielkim światowym mocarstwem, prowadzącym politykę międzynarodową, podporządkowaną swoim własnym mocarstwowym interesom, coraz trudniej przychodziło mu pełnić rolę ojczyzny robotników i chłopów na całym globie. Kominform nie był nową postacią III Międzynarodówki, nie odegrał zresztą — poza pierwszym rokiem swego istnienia — większej roli. Ten stan powodował głęboki rozziew pomiędzy sferą idealną, wyobrażoną, utkaną z zasad a sferą rzeczywistości; sprawiał, że polscy komuniści byli rozdarci, poruszali się w wymiarach rządzonych prawami różnych porządków. Widać to wyraźnie w wypowiedziach rozmówców Torańskiej, w wewnętrznej niespójności ich myślenia, wynikającej z podwójnej identyfikacji — z komunizmem oraz z polskością, z podwójnej więzi — z ZSRR i z Polską. Ochab wierzy, że obie te przynależności nie były sprzeczne, przeciwnie, wzajem się dopełniały, tworząc dwa poziomy: uczestniczenia w ruchu komunistycznym jako Polacy, lojalności wobec ZSRR, zawierającej troskę o interes polski. Wierzy w to, a zarazem na tyle zachowuje kontakt z życiem, by w poszczególnych sytuacjach dostrzegać istotny konflikt. Rozstrzyga go uznaniem, że ogólny kierunek marszu był właściwy; że ZSRR jednak, mimo ogromnych deformacji, reprezentuje inną drogę rozwoju ludzkości, w generalnej linii zgodną z interesami całego międzynarodowego proletariatu; że nadwiślańska perspektywa nie może zdominować perspektywy rewolucji w skali świata. Berman będzie mówił

0 polskiej parafiańszczyźnie.

Oscylując pomiędzy porządkiem narodowym i porządkiem rewolucyjnym, ponadnarodowym, rozmówcy Torańskiej, nadal, jak w latach czterdziestych, dla legitymizacji swojej władzy sięgają po Kategorie, należące do dwóch różnych systemów wartości. Dochodzimy tu do bardzo istotnego momentu, o dużym znaczeniu dla myślenia o historii ostatniego półwiecza. Komuniści oraz niektórzy spośród socjalistów tym się wyróżniali, iż — w przeciwieństwie do znakomitej większości społeczeństwa, włączając tych, którzy poparli ich politycznie — traktowali objęcie władzy nie jako zło konieczne, wymuszone sytuacją, lecz jako realizację idei, urzeczywistnienie postępu, sprawiedliwości, dobrobytu. Tak w autolegitymizacji, jak i w legitymizacji na użytek społeczeństwa, przeważały wartości ze sfery ideologii; humanistyczne, klasowe, ale także i narodowe. Komuniści mogli o sobie powiedzieć: doszliśmy tam, dokąd szliśmy, i to — relatywnie — kosztem nie tak wielkich ofiar, zważywszy, że de facto została dokonana rewolucja. Rzadko — i coraz rzadziej — odwoływano się do racji stanu, geopolityki. Argumentacja Bermana, kiedy z pasją

1 gniewem zareagował na słowa Torańskiej o dążeniu Polaków do niepodle-

głości, nie mieściła się w kanonie legitymizacyjnym lat czterdziestych i pięćdziesiątych, a raczej nie mieściła się w ówczesnym kanonie komunistów, albowiem do niej właśnie sięgali rzecznicy przystosowania się do położenia wyznaczonego przez zależność od ZSRR, której nie sposób było się przeciwstawić. To oni uważali, że w powstałym w wyniku II wojny światowej układzie, tylko utrzymując się w polu wyznaczonym Polsce przez ZSRR, można zachować odrębność państwową i kształt terytorialny, umożliwiający egzystencję narodową. Było to rozumowanie w kategoriach mniejszego zła, konieczności, realiów międzynarodowych, układów światowych, odniesionych do Polski, do narodu polskiego. Berman z roku 1980 jest tu w niezgodzie z Bermanem członkiem Biura Politycznego w latach 1944—1956. Bliższy jest natomiast podejściu większości społeczeństwa, zarówno dziś, jak wówczas. Ma świadomość, że bronić racji komunistów, wskazywać na legitymizację władzy, jaką wzięli, można skutecznie jedynie odwołując się do racji stanu w narodowym porządku wartości.

Sprzeczności, w które polscy komuniści byli uwikłani, prowadziły do wytworzenia stanu swoistego zawieszenia. Czytając zapisy rozmów Torańskiej, zadawałam sobie pytanie: kim byli ONI dla ONYCH? ONI to byli radzieccy przywódcy, Związek Radziecki, postrzegany dwoiście: jako swoi i jako obcy. Jako sojusznicy, ale — momentami — jako antagoniści. Jest to najwyraźniej-sze, gdy mowa o roku 1956, ale ta podwójność sojusznicy—przeciwnicy, czy łagodniej — antagoniści, przewija się przy różnych okazjach niemal we wszystkich rozmowach. Lecz dla komunistów polskich ONI to także władze Rzeczypospolitej na uchodźstwie i w kraju, Mikołajczyk i PSL, podziemie. Ochab będzie mówił z gniewną pasją o „awanturnikach z Londynu", o „reakcji pro-londyńskiej", o sanacji, Piłsudskim. Potępienie rządów przed Wrześniem, faszystów polskich z NSZ, reakcji, obozu londyńskiego stanowiło jeden z istotnych mitów legitymizacyjnych.

Zawiedzeni pomiędzy ONYMI w Moskwie i ONYMI — ideologicznymi i politycznymi przeciwnikami w Polsce, polscy komuniści znajdowali się pod presją jednych, jak i drugich, będąc sami, zwłaszcza z początku, stosunkowo słabi. Przez cały czas towarzyszyła im świadomość zagrożenia z obydwu stron, oczywiście inna ze strony przywódców radzieckich, inna ze strony społeczeństwa. Przekonanie, iż w każdej chwili mogą — jako jednostki czy jako ekipa — zostać pozbawieni stanowiska, wolności, życia nawet, że Związek Radziecki posiada w odwodzie „drugi fortepian", jak powiada Ochab, sprzęgnięte było z opinią, skądinąd uzasadnioną, iż nie sposób liczyć na poparcie społeczne. Gomułka nie zaufał społecznemu. poparciu nawet wówczas, gdy je rzeczywiście posiadał, na przełomie roku 1956/57, dając temu wyraz w apelu

10

11



0 głosowanie bez skreśleń w styczniu 1957 r. Ale w Stalinowym świecie, a poniekąd i po śmierci dyktatora, może nie tak drastycznie, bez porównania groźniejsze było narażenie się na zarzut nieudolności, nieprawomyślności ze strony radzieckiej. Stąd nieustający lęk, wyzierający nawet z zapisów powstałych w latach osiemdziesiątych, w tamtym czasie, za życia Stalina, połączony z adoracją i wiarą w autorytet przywódcy. Kiedy na posiedzeniu Biura Politycznego KC PPR, 9 października 1944 r., Bierut relacjonował wizytę w Moskwie i mówił o ostrej krytyce działalności polskich komunistów ze strony Stalina, stwierdzając, iż „tow. Stalin zwracał uwagę na konieczność zmiany: pieriestroitsa iii ustupit", obecni zdawali sobie sprawę, co to oznacza. Ochab wtedy mówił: „Czujemy się w cieplarnianych warunkach, czekamy na to, że CK w Moskwie da nam dyrektywy. Nie bierzemy sami odpowiedzialności za los Polski i klasy. Tu nie chodzi o to, że za swoje błędy będziemy płacić głową, tu idzie o przyszłość klasy. Nas zdemoralizowała sytuacja, że znajdujemy się pod opieką Armii Czerwonej. To usypia naszą czujność. Musimy brać odpowiedzialność za kraj, za naród. Musimy się zastanowić, jak wybrnąć z tej sytuacji, aby znowu nie słyszeć, że się nie nadajemy."

Dwoistość kondycji polskich komunistów posiadała także inny aspekt. Zawieszeni między dwoma porządkami ideologicznymi, dwoma systemami wartości, dwoma odniesieniami: narodowym polskim i internacjonalistycznym, rewolucyjnym, ONI znajdowali się też pomiędzy dwoma światami: światem rzeczywistym i światem, który W. Rykowski i Z. Władyka określili, chyba najtrafniej, jako świat przedstawień. Każdy z tych światów posiadał swą własną logikę i swój własny język. Dlatego też rozmówcy Torańskiej przerzucają się od języka naturalnego do sztucznego języka oficjalnej nowo-mowy. W tym ostatnim formułują zdania, dotyczące zagadnień ogólnych, celów politycznych, ocen sytuacji — inaczej zapewne nie potrafią, ten język, sztuczny dla nich w pewnym obszarze, jest językiem naturalnym, językiem myśli. Poprzez semantykę, poprzez falsyfikację słów i konstrukcję ciągów zdaniowych, dokonywana jest mistyfikacja rzeczywistości. Ot, choćby w zdaniu: „Mimo nie najlepszych doświadczeń z terenu Wołynia, Wileńszczyzny

1 Galicji Wschodniej, gdzie zresztą nie mieliśmy wpływu na działalność radzieckich organów bezpieczeństwa, uporczywie pracowaliśmy nad pozyskiwaniem najbardziej dalekowzrocznej kadry AK dla idei nowej ludowej Polski, opartej na sojuszu ze Związkiem Radzieckim, powracającej na stare ziemie piastowskie, co stwarzało nowe, ogromne perspektywy rozwoju polskiego państwa."

12

Wgląd w mentalność komunistów pokolenia, ukształtowanego w okresie między wojnami, to, zdaniem moim, najciekawsza warstwa zapisów rozmów prowadzonych przez Torańską. Mimo różnic dzielących owych siedmiu ludzi, ich wypowiedzi są dokumentem formacji ideologicznej i mentalnej, która należy już do przeszłości. Tak odczytywane, mogą pomóc w zrozumieniu złożonych procesów polskiej powojennej historii.



W przedmowie do pierwszego wydania «ONYCH» pisałam: „Wywiady Teresy Torańskiej należy zaliczyć do gatunku literatury pamiętnikarskiej. Świadkowie historii nigdy nie są w pełni wiarygodni, zawsze są mniej lub więcej tendencyjni, jednostronni. Ci świadkowie, choćby dlatego, że od lat stoją pod pręgierzem nie tylko przeciwników, ale i towarzyszy, są szczególnie zaangażowani w obronę swych racji. I jedno trzeba im przyznać — niezależnie od tego, jak będziemy oceniać ich politykę i rolę historyczną — prawie wszyscy zachowują godną postawę.

To jedna z przyczyn, że owe wywiady, choć demaskują komunistyczną rzeczywistość, odsłaniają — głębiej niż przesiąknięte nienawiścią relacje Józefa Światły — sposób życia ówczesnego establishmentu, jego mentalność, system wartości, służą przede wszystkim poznaniu, nie potępieniu. Kto pragnie zrozumieć zjawisko polskiego komunizmu (dziś dodam — tamtego czasu), powinien tę książkę przeczytać."

KRYSTYNA KERSTEN

Warszawa, grudzień 1988 r.

JAKUB BERMAN urodził się w 1901 r. w Warszawie w średnio zamożnej rodzinie mieszczańskiej (ojciec był przedstawicielem handlowym — zginął w Treblince, hitlerowskim obozie zagłady; matka — nie pracowała, umarła przed wojną). Wszystkie dzieci (pięcioro) otrzymały wyższe wykształcenie. Najstarszy brat był chirurgiem, asystentem prof. Redlińskiego (zginął wraz z żoną i jej rodzicami w Treblince); jedna siostra — germanistką (doktoryzowała się u prof. Łempickiego, zginęła w czasie wojny); druga siostra — pedagogiem (II wojnę światową przeżyła w Związku Radzieckim); Adolf — psychologiem (doktorat obronił u prof. Witwickiego, przed wojną był aktywnym działaczem w Poalej-Syjon-Lewicy i w żydowskiej placówce opiekuńczej; w 1943 r. przeszedł z getta warszawskiego na stronę aryjską, działał w Prezydium Żydowskiego Komitetu Narodowego i w AK-owskiej Radzie Pomocy Żydom jako sekretarz „Żegoty"; po wojnie był posłem do Krajowej Rady Narodowej i działaczem Centralnego Komitetu Żydów w Polsce; w 1950 r. wyemigrował do Izraela, gdzie został członkiem partii Mapam, następnie Komunistycznej Partii Izraela oraz posłem do knesetu i członkiem prezydium Międzynarodowej Federacji Bojowników Ruchu Oporu; zmarł w 1978 r.)

14 - s _


Jakub Berman ukończył w 1925 r. studia prawnicze na Uniwersytecie Warszawskim, a następnie był nieetatowym asystentem prof. Ludwika Krzy-wickiego na wykładach z historii ustrojów społecznych. Pod jego kierunkiem pisał pracę doktorską o strukturze miast polskich na podstawie spisu z r. 1791 oraz zamieścił rozprawę (w t. II—III „Ekonomisty" w 1926 r.) o założeniu związku zawodowego lokai pt. „Służba domowa w Warszawie w końcu XVIII w.". Miał szansę zrobienia kariery naukowej.

W czasie studiów związał się i lewicową organizacją studencką „Życie" i „Pochodnia", a w 1924 r. ze Związkiem Młodzieży Komunistycznej w Polsce (od 1925 r. Komunistyczny Związek Młodzieży Polskiej). Po studiach, w latach 1926—28 był działaczem Papagitu KC KZMP. Do KPP został przeniesiony w 1928 r. w wieku 27 lat i powierzono mu funkcję kierownika wydziału inteligenckiego KPP przy Centralnym Wydziale Zawodowym. Był członkiem tego wydziału i kierownikiem jego redakcji. W 1939 r. po wybuchu wojny opuścił Warszawę i udał się do strefy radzieckiej — najpierw do Równego, a potem do Białegostoku. Na wiosnę 1941 r. skierowano go do Mińska Białoruskiego na redaktora „Sztandaru Wolności" (w dziale łączności z czytelnikami) — organu Komunistycznej Partii Białorusi. Niedługo po wybuchu wojny radziecko-niemieckiej znalazł się w Moskwie. Przez krótki czas pracował w radiostacji „Kościuszko", następnie został wykładowcą i kierownikiem polskiego kursu w szkole kominternowskiej w Kusznarenkowie, przygotowując do zrzutu do Polski H-gą grupę inicjatywną PPR-u. W grudniu




  1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   33


©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna