Kartoteka rozrzucona



Pobieranie 364.27 Kb.
Strona1/4
Data07.05.2016
Rozmiar364.27 Kb.
  1   2   3   4

Tadeusz Różewicz

KARTOTEKA ROZRZUCONA

Prolog


(To się zaczęto 28 września 1992 roku)

BOHATER (przed kurtyną) Od jutra się zmienię Tak! od jutra

a więc od jutra

jest to postanowienie

do którego się przygotowa

przygotowywa... no! nie! tak nie można

dalej żyć

a także bliżej

a więc jest to postanowienie

do którego wprawdzie przygotowy

a raczej się przygotuję

nie przygotuję tylko przygotowuję

od wielu lat a nawet przygotowywuję się

i wreszcie dziś nieodwołalnie

postanowiłem

że od jutra się zmienię

tak sobie postanowiłem dziś

w nocy


po przebudzeniu

przed zaśnięciem czytałem w książce tytułu nie pamiętam a może to była księga

Tadeusz Różewicz, ur. 1921, dramatopisarz, poeta. Dialog publikował nieomal wszystkie jego utwo­ry dramatyczne poczynając od debiutu - Kartoteki (nr 2/1960). Kartoteka rozrzucona jest rezultatem prób prowadzonych przez autora z aktorami Teatru Polskiego we Wrocławiu (pisze o nich w tym nume­rze Maria Dębicz); scenariusz nie jest przeznaczony do realizacji.



TADEUSZ RÓŻEWICZ

że można iść w dwóch kierunkach dobry: strona prawa przód i góra zły: strona lewa tył i dół

ale dziś już za późno

aby stronę lewą zamienić na prawą

tył na przód też nie będzie łatwo

od biedy dół mogę zmienić na górę

nawet leżąc w łóżku

przyjdzie mi to łatwiej

niż przy stole lub stoliku

lub na wieczorze poetyckim

„przy świecach"

pęknę ze śmiechu

i jeszcze czytałem w tej księdze

inne słowa

dobro zło

jasność ciemność

mądrość głupota

piękno brzydota

wysokość niskość

ciepło chłód

siła słabość

autor może filozof a nawet prorok nie pamiętam bo zasnąłem napuszczał te słowa na siebie szczuł na siebie

z jego wysokiej gadaniny wynikało że

muszę zło wymienić na dobro ciemność na jasność głupotę na mądrość brzydotę na piękno niskość na wysokość chłód na ciepło słabość na siłę

jeśli tego nie dokonam to nigdy się nie zmienię na lepsze

ale przecież nie mogę tego dokonać w łóżku przed zaśnięciem

ta zmiana

musi się dokonać nie tylko we mnie

bo tego nikt nie zauważy

a jeśli nie zauważy

to nie będzie wiedział że się zmieniłem



KARTOTEKA ROZRZUCONA

nawet ja sam mogę nie zauważyć że się zmieniłem z gorszego na lepsze

jakże daleko odbiegam

od tematu

wróćmy do naszych baranów

wracam więc

do moich baranów

do czarnych baranów

i do białych baranów

i do pierwotnego tekstu

z 28 września 1992 roku

wstałem i usiadłem na krześle

przy biurku

„tu się nowe życie rozpoczyna"

Vita Nuova

To się zaczęło 28 września 1992 roku (a dziś mamy już sobotę 7 listopada) a zaczęło się tak:

powiedziałem (sobie) „od jutra się zmienię" wprawdzie „jakiś Głos" powiedział „czemu od jutra" zmień się dziś"

zawsze są dwie możliwości można się zmienić na lepsze albo na gorsze

oczywiście ja chciałem się zmienić na lepsze

ale się nie zmieniłem

zamiast czytać „Króla-Ducha" oglądałem „Dynastię"

zamiast myśleć o zbawieniu duszy czytałem gazety

zdaje mi się

że już się nie zmienię

do końca życia

bo mamy już pierwsze dni

lata 1993 roku

a ja... (ale to już moja tajemnica)
Na scenie szpitalny wózek. W wózku siedzi Bohater I już bardzo stary, ma długą brodę. Obok wózka - kroplówka przenośna; Bohater może ją nosić, kiedy wstaje. W odległości 7,5 metra od wózka stoi łóżko. W łóżku leży Bohater H okryty koł­drą, wystawia tylko rękę, koło głowy ma damską stopę (bosą, z polakierowanymi na czerwono paznokciami). Z drugiego końca kołdry wystaje stopa Bohatera II i czasem pojawia się kobieca dłoń (ręka) - mogą być pierścionki. Na scenie są wypchane psy, które szczekają. Psy biorą udział we wszystkich (pra­wie) scenach.

Po obu stronach wózka stoją Rodzice. Mówią do siebie nad głową Bohatera I. Przy łóżku Bohatera II też stoją Rodzice. Ojciec „w głowie", Matka „w nogach" Bohatera II.

Psy przestają szczekać. Rozlega się cicho, ale wyraźnie piosenka Fogga „Siwy włos".

BOHATER I To jest moja ręka. Ruszam ręką. Moja ręka. Moje palce. Mój palec! (ogląda palec) Aha, jak to było??... Moja żywa ręka jest taka posłuszna. Robi wszystko, co pomyśli głowa, (drapie się) To będzie kciuk, a to palec wskazujący, a to środkowy, ale jak się nazywa ten mniejszy od środkowego w stronę małego palca... nie pamiętam... moja głowa... a! serdeczny, serdeczny... mój palec serde­czny...

WNUCZKA (w dżinsach i kurtce sportowej) Dziadek! Niech Dziadek mi opowie o wojnie. Bo mamy napisać wypracowanie o tym, jak Zakon Krzyżowy brodził we krwi północnego pogaństwa.

BOHATER II (gładzi kobiecą stopę) To jest moja ręka... moja noga, moja nóżka... moje paluszki u nóżki.



Matka i Ojciec mówią głosami „teatralnymi", sztucznymi, „przeżywają tekst." MATKA II Nie trzymaj rąk pod kołdrą. To brzydko i niezdrowo.

OJCIEC II Co z niego wyrośnie, jak będzie się tak długo wylegiwał... Wstawaj, Chłopcze.

MATKA II Ma czterdzieści lat i jest dopiero posłem na sejm...

OJCIEC II Osłem!



Tu Rodzice mówią głosami zwykłymi. Matka wpada w ton „pieszczotliwy". U stóp Bohatera I siedzi Wnuczka.

WNUCZKA Dziadek...

BOHATER I Co?

WNUCZKA Ja chyba mam AIDS.

BOHATER No to co? Ja też mam.

WNUCZKA Dziadek...

BOHATER I Co?

WNUCZKA Może załóżmy fundację.

BOHATER I Fundację?

WNUCZKA Mam już numer konta w Bezpiecznej Kasie Oszczędności. Uważaj l ,2, 3, 8,6, przez 2,3,4,5,7,1,8,9,12. Powtórz.

BOHATER I Co? 2,3,8, l przez 12,9,7,6 coś tam łamane spuszczam dodaję. Pojawia się Skin.

OJCIEC I (do Matki I „nad głową" Bohatera I) Ręczę ci, że on się brzydko pod koł­drą bawi. Sam ze sobą.

WNUCZKA Dziadek? Wolisz skinów czy punków?

BOHATER I Co? Co to jest? To?

WNUCZKA On jest skinem. To mój chłopak.

BOHATER I Co, co? Tak krótko ostrzyżony to skin. Skin zabiera Bohaterowi I czapkę.


BOHATER I Zabrał mi czapkę.

SKIN Tusia, Tusia, ha, ha, ha.

BOHATER I Co, on ma chrypkę?

SKIN Chciałem ją... prosić o rękę.

BOHATER I (do Wnuczki) Pokaż rękę. Nie nogę. To za wcześnie. Podaj rękę...

MATKA I Pleciesz! Przecież tam jeszcze ktoś leży pod kołdrą. Zdaje się, że kobieta.

OJCIEC I Oszalałaś! Siedmioletni chłopiec... Wczoraj wyciągnął mi złotówkę... Zer­żnę mu skórę! Przy tym wyjada cukier z cukiernicy. Sytuacja między Bohaterem I, Wnuczką i Skinem.

MATKA I Ależ on ma kolegium! Referat i koreferat!

OJCIEC I Ukradł mi złotówkę. Gdyby powiedział: „tatusiu, proszę cię o złotówkę, chcę sobie coś kupić", dałbym. To musi być ukarane!

SKIN Chciałem prosić o jej rękę. O błogosławieństwo!

WNUCZKA Miałeś ciężkie dzieciństwo?

BOHATER I Co? ,

MATKA I Ciszej! Śpi.

OJCIEC I W kogo on się wdał?

MATKA Zygota moja! Złota! Kochana Zygotka! Zigu, zigu, zig! Jak to sobie lula dzidziuś lulaj moje Złotko moja ślicznotka, Zygotko... Ile to zgryzoty... biedne serce matki!

BOHATER II (wychodzi z łóżka) Dziękuję ci, że mnie donosiłaś, Mamo, dziękuję. (całuje ją po rękach, klęka) Dzięki, żeś mnie nie zabiła jakimiś potwornymi na­rzędziami, drutami, na których robisz szale i pończochy, albo pogrzebaczem, (zwraca się do publiczności) któż teraz wie, jak wygląda pogrzebacz, no kto?! (groźnie) kto? (znów przyklęka) Dzięki ci, że mnie nie usunęłaś dziadkiem do orzechów... A ten (wskazuje Ojca palcem wskazującym) ten Herod! Ten morder­ca, namawiał, żebyś mnie usunęła, wyskrobała... Egoista. Sam chciał zajadać się kiełbasą suszoną krakowską i litewską, pić nalewkę... i koszenie piwo...

OJCIEC II Synu mój, czy nie rozumiesz, że byłeś dzieckiem niechcianym!

BOHATER II Zyg, zyg! marchewka! („skrobie" Ojcu pod nosem marchewkę) Chciałeś mi odjąć życie! Morderco poczętego... nie chcę takiego Tatusia i już...

BOHATER II (robi Mamie owacje, nosi na rękach itd.) Dzięki tobie mogę podziwiać wschody i zachody słońca Kwiaty śnieg piersi dziewcząt Jestem taki szczęśliwy mamo że jestem bo co by było jakby mnie nie było

Rodzice Bohatera I. Matka przykłada palec do ust. Stoją nad łóżkiem. Ojciec zer­ka na zegarek kieszonkowy.

OJCIEC I Tak, już najwyższy czas!



Matka l spogląda porozumiewawczo na Ojca.

OJCIEC I Widzisz, Władku... musimy pomówić o pewnych...

MATKA I Tadku...

Wnuczka reaguje zgodnie z tekstem Ojca l.

OJCIEC I Widzisz, Tadziu, chcę z tobą pomówić dzisiaj jak z mężczyzną. Cóż, lata lecą... zapewne zauważyłeś w swym organizmie pewne niepokojące zmiany. Bro­da ci twardnieje i gęstnieje, włosy na głowie wypadają, głos grubieje... Czasem miewasz zapewne sny, przebudzony myślisz o różnych rzeczach...

MATKA I (z rozrzewnieniem dotyka ramienia Ojca I) Pamiętasz, Kornelu, jeszcze nie tak dawno pokazywałeś mu okienko, przez które go bociek wrzucił do nasze­go mieszkania... biedne my, matki...

WNUCZKA Dziadek, co to jest bociek?


BOHATER I Ptak.

WNUCZKA Co on wrzuca do mieszkania? BOHATER I Dzieci.



Wnuczka puszcza bańkę z gumy balonowej.

OJCIEC I Widzisz, dziecko, celem życia jest utrzymanie życia. Najpierwotniejszym sposobem życia jest rozmnażanie bezpłciowe. Rozmnażanie następuje przez dzie­lenie lub pączkowanie. Osobnik dzieli się zazwyczaj na dwie części lub też rozwi­ja się na nim rodzaj pączka, który po pewnym czasie odpada, tworząc nowe indy­widuum. W tym czasie Matka II zbliża się do Ojca II zajętego psami.

MATKA I Nigdy mi o tym nie mówiłeś...

OJCIEC I Słynne jest dzieworództwo mszyc. Nie mniej ciekawą jest partenogeneza wirczyków...

CHÓR STARCÓW - BOHATER I Kozioł koziołek koziorożec kozodój kupa kupała kuper

Wnuczka puszcza ponownie bańkę.

Ojciec I spogląda na zegarek i podchodzi bliżej do Matki I tuz między łóżkiem a wózkiem z boku. Ojciec II zbliża się do łóżka Bohatera H, Matka II zostaje wśród psów.

OJCIEC I Nie należy tu oczekiwać drobiazgowego opisu zewnętrznej mechaniki mi­łości u wszystkich gatunków zwierząt. Zajęłoby to dużo miejsca i zresztą byłoby uciążliwe i nieciekawe. Wśród świerszczów samiec posiada aparat muzyczny, sa­mica zaś obdarzona jest organem słuchu, który mieści się na tylnych nogach. Tak samo u koników polnych jedynie samiec może wydawać dźwięki. Czy dźwięki te to wołania miłości?

MATKA I Nie wiem.

OJCIEC I (spogląda na zegarek) Komu w drogę, temu czas... Najlepiej, Wacku, me myśl o głupstwach.



Ojciec I pochyla się nad śpiącym Bohaterem I, całuje go w czoło. Rodzice wychodzą pod rękę przez bramę Szkoły Wdzięku, za nimi podąża Oj­ciec II, zaś Matka II będzie obserwować następną scenę stojąc u nóg łóżka.

BOHATER II Szkoda, że spałaś. Ojciec tu ciekawe rzeczy opowiadał.

SEKRETARKA Więc ty masz ojca? Jakie to dziwne.

BOHATER II I matkę.

SEKRETARKA Cha, cha, cha, cha! (to znaczy: śmieje się)

BOHATER II Z czego się śmiejesz?

SEKRETARKA Nie mogę sobie ciebie wyobrazić w kształcie embriona. Więc byłeś tyci jak mój paluszek?!

BOHATER II Tyci...

SEKRETARKA A potem ssałeś pierś?

BOHATER II Byłem karmiony z butelki.

SEKRETARKA I kupki robiłeś, maleńkie złote kupeczki. w pieluszki... A wąsy? Kiedy ci wyrosły wąsy, broda... Bohater II maca się po brodzie.

BOHATER II W poniedziałek.

SEKRETARKA O, jakim to grubym głosem mój kogucik mówi...
BOHATER II Biedny ojciec...

SEKRETARKA Biedny?! Opowiedz mi o twoim starym.

BOHATER II (wiersz!!!)

Gdyby mój ojciec

był kapitanem okrętu

biskupem


gdyby miał szablę gwiazdę wstęgę stolec koronę

gdyby odkrył Amerykę

zdobył szczyt

gdyby jednym słowem

różnił się choć trochę

od zwykłych szarych ludzi SEKRETARKA Mój złoty, ludzie nie są szarzy! BOHATER II

...gdyby się różnił

od tych zwykłych szarych ludzi

gdyby był ludożercą

Madonną


astronautą

Ale on był małym urzędnikiem

w powiatowej mieścinie

takim jak ja

jak ty

jak my wszyscy



Krótka pauza.

BOHATER II Tacy ludzie odchodzą szybko. Zapomina się o nich. Wyjdziecie stąd i zapomnicie o mnie. Prawda? Już zapominacie. Sekretarka bierze do ręki jabłko.

BOHATER II Kiedy byłem małym chłopcem, marzyłem o tym, żeby zostać straża­kiem. Chciałem mieć błyszczący hełm, pas, toporek. Zdawało mi się, że z płoną­cego domu wynoszę znajomą dziewczynkę, że wszyscy mnie podziwiają, dzięku­ją, przypinają medal. Biegałem po podwórku z rozwartymi ramionami, (rozkłada ramiona i buczy jak motor) I wtedy zdawało mi się, że jestem samolotem i lotni­kiem. Byłem też małym źrebaczkiem... Kiedy zacząłem chodzić do szkoły, zmie­niły się moje marzenia, chciałem być podróżnikiem, milionerem, poetą albo świę­tym.

SEKRETARKA A teraz?

BOHATER II Teraz zawsze jestem sobą. Długo wędrowałem, zanim doszedłem do siebie.

SEKRETARKA Do siebie? Jak tam wygląda? Co tam jest?

BOHATER II Nic. Wszystko jest na zewnątrz. A tam są jakieś twarze, drzewa, obło­ki, umarli... ale to wszystko tylko przepływa przeze mnie. Widnokrąg jest coraz mniejszy. Pauza.

BOHATER II Najlepiej widzę, kiedy zamknę oczy. Z zamkniętymi oczyma widzę miłość, wiarę, prawdę... Sekretarka komentuje milczeniem.

BOHATER II Tak, to tak jest...

SEKRETARKA (podaje Bohaterowi II jabłko) Zjedz... skuś się... Zasnął... (do sie­bie) Mężczyźni są strasznie dziecinni. Ciągle dążą, a jak już dotrą do celu, rozpa­czają. Spieszą się, mordują. Nigdy by w nich nie dojrzał płód. Są nieuważni. Za-


den z nich nie uchroni przez dziewięć miesięcy owocu. Jak to dobrze, że my

dźwigamy i rodzimy życie... Oni są urodzonymi abstrakcjonistami. W tym jest

śmierć, (uśmiechnęła się, bierze z ręki Bohatera II jabłko) BOHATER II (budzi się nagle) Stój! Stój! Kto idzie? Stój, bo strzelam. Halt! SEKRETARKA Konferencja dopiero za dwie godziny, ale trzeba się przygotować.

Ja zaraz pana przygotuję na wszystko.



Wystrzał. Reagują obaj Bohaterowie. BOHATER II Idioci. Znów wojna? SEKRETARKA Nie, panie dyrektorze, to córki księżnej Monako powiły trojaczki!

W związku z tym w całej Polsce urządza się żakinady, dziecinady i tak dalej. Od

szczytów Tatr do sinego Bałtyku. BOHATER II Ale dlaczego u nas? Księżniczki w Monako żyją! SEKRETARKA To jest bez znaczenia. Stu naszych młodych działaczy dla uczczenia

wybiera się na hulajnogach do Wiednia. Inni składają ślubowanie czystości

przedmałżeńskiej! BOHATER II (patrząc w sufit) Matołki.

Pauza. BOHATER II Idioci.

Pauza. BOHATER II (coraz głośniej) Kretyni, pawiany, gnojki, złodzieje, oszuści, pederaś-

ci, astronauci, onaniści, sportowcy, felietoniści, moraliści, krytycy, bigamiści.



Pauza. BOHATER II Leżę. Leżę! Szefowie rządów i sztabów pozwolili mi leżeć i patrzeć w

sufit. Sufit. Piękny, czysty, biały sufit. Kochani są ci szefowie. Można spędzić

spokojnie niedzielę.

Znika Sekretarka. DZIEWCZYNA Proszę ptysia.

BOHATER II (jakby zawstydzony. Mówi do siebie) No, tak. Co tam. Można i tak. DZIEWCZYNA Ptysia proszę... BOHATER II (do widowni) Kiedy jeszcze żyłem... doprawdy, będziecie zgorszeni...

będziecie znudzeni, ubawieni tym opowiadaniem. DZIEWCZYNA Proszę ptysia i pół czarnej.

Psy; szczekanie ich w trakcie trwania dialogu to się pojawia, to zanika BOHATER II Dlaczego pół?

DZIEWCZYNA Pan nie rozumie, czy ja źle mówię po polsku? BOHATER II Pani nie jest Polką?... DZIEWCZYNA Meine Hobbies: Reisen, Bücher, Theater, Kunstgewerbe... ich suche

auf diesem Wege einem frohmütigen und charakterfesten Lebensgefährten... ich

bin vollschlank, keine Modepuppe... BOHATER H Pani jest Niemką? DZIEWCZYNA Tak.

BOHATER II Bardzo mi przyjemnie, widzi pani, muszę pani wyjaśnić, że zaszła po­myłka. DZIEWCZYNA Ah,so?! BOHATER II To jest prywatne mieszkanie. Ja tu mieszkam... Muszę go wyczesać...

Oczywiście, bardzo mi miło... dobry piesek... proszę się nie krępować. Muszę pa­ni powiedzieć... du bist wie eine Blume... DZIEWCZYNA Więc to nie jest „Krokodil"? BOHATER II Wy młodzi nie zdajecie sobie sprawy... ile pani ma lat? DZIEWCZYNA Osiemnaście... ale tu było otwarte... widziałam różnych panów, pa­nie; rozmawiali, pili kawę...



Bohater II bierze ją za ręce. Dziewczyna uśmiecha się do niego.
BOHATER I i BOHATER II (mówią razem albo na przemian) Wy młodzi wszystko potraficie wyśmiać... może zresztą tylko tak was przedstawiają skretyniali żurna­liści... ja mam do was zaufanie... Mam do pani prośbę. Proszę o kilka minut... Chcę pani powiedzieć... pani mówiła po niemiecku. Czy pani jest Niemką? Tak. Właściwie nic ciekawego nie mam do powiedzenia. Proszę nie myśleć, że chcę panią uwieść, wpakować do łóżka...

DZIEWCZYNA Rzeczywiście tu stoi łóżko, naprawdę przepraszam, nie zauważy­łam.

BOHATER I i BOHATER II Boże! Żeby tylko pani mnie zrozumiała. To wszystko jest takie proste. Zabiorę pani kilka minut i odejdę, ale mam obowiązek coś pani powiedzieć, a pani ma obowiązek mnie wysłuchać. Chcę powiedzieć, że to dob­rze, że pani j e s t. Że pani jest na tym naszym świecie, taka właśnie, że ma pani osiemnaście lat, takie oczy, usta, włosy i że pani się uśmiecha. Tak powinno być. Tak właśnie powinno być. Młoda z czystą, jasną twarzą, z oczyma, które nie wi­działy... nie widziały. Chcę tylko jedno powiedzieć: nie czuję do pani nienawiści i życzę szczęścia. Życzę, aby pani tak się uśmiechała i była szczęśliwa. Widzi pani, ja jestem uwalany w błocie, we krwi... pani ojciec i ja polowaliśmy w lasach.

DZIEWCZYNA Polowali? Na co?...



Pojawiają się psy „niemieckie" - „wrzask przeszłości": na tle szczekania psów nieartykułowane okrzyki, „Raus!", „Alles mus".

BOHATER I i BOHATER II Na siebie. Z karabinami, ze strzelbami... nie, nie będę opowiadał... teraz lasy stoją ciche, prawda? Cicho jest w lasach. Proszę, niech pa­ni się uśmiechnie... W tobie jest cała nadzieja i radość świata. Musisz być dobra, czysta, wesoła. Musisz nas kochać. My wszyscy byliśmy w strasznej ciemności pod ziemią. Chciałem jeszcze raz to powiedzieć: ja, dawny polski partyzant (al­bo:) wnuk polskiego partyzanta, życzę pani szczęścia. Życzę szczęścia waszej młodzieży, tak jak naszej. Proszę się ze mną pożegnać. Już się nie zobaczymy. Wszystko to wyszło jakoś śmiesznie. Jak głupio, jak strasznie głupio. Czy nie można nic powiedzieć, wyjaśnić drugiemu człowiekowi. Nie można przekazać te­go, co jest najważniejsze... Zabiorę panią do Krzyżowej. A może pani woli Wes­terplatte?



Jest chwila ciszy. Znów cisza. Z megafonu wydobywa się nieartykułowany krzyk. Na tle szczekania tekst nagrany. Potem wyraźniej słowa: „Aufstehen! Aufstehen!" Bohater I wstaje. Stoi przy krześle „na baczność". Dziewczyna, jakby nie słyszała tego wrzasku, patrzy ze zdziwieniem na Bohaterów. Raus! Alles raus!

Maul halten, Klappe zu, Schnabel halten! Willst du noch quatschen? Du hast aber Mist gemacht! Du Arschloch, Schweinehund, du Drecksack! Dziewczyna odchodzi ciągnąc za sobą psa.

Autor proponuje, żeby nie była to konstrukcja „klockowa". Nie układać scen obok siebie, niech każda scena organicznie „wyrasta" z poprzedniej. Jedna osoba tworzy spójnik, jest świadkiem tego, co działo się w scenie poprzedniej. Ta postać przejmuje rolę prowadzącą. Ze sceny z Niemką „wyłania się"

B a z a r



Słychać język niemiecki: „handel podrobami".... potem rosyjski: handel wódką, plutonem, łodziami podwodnymi, rakietami i czym się da... czeski, rumuński, pol­ski...


Na proscenium siedzi Myśliciel w pozie rzeźby Rodina. Może przeliczać kursy wa­lut. Po Bazarze krąży Dziennikarka, zadaje pytania, do których wykorzystuje fra-gmenty ze „Spiegla"...__________________________



Ile możesz dostać za kawałek siebie?

1. Włosy - 30 marek za 30 gramów. Wszystkie włosy - 150 marek.

2. Oczy - rogówka a 6000 marek.

3. Krew - plazma -30 marek za 0,5 litra.

4. Serce - 20 000-30 000 marek.

5. Mleko matki -15 marek za 0,5 litra.

6. Wątroba (cała lub kawałek) - do 225 000 marek (człowiek ma tylko jedną wątrobę, cena zależy od pilności zabiegu)

7. Nerki - za sztukę - od 25 000 do 75 000 marek (Konarski twierdzi, że można wynegocjować znacznie więcej)

8. Komórki jajowe - 3 000 marek za kilkaset sztuk.

9. Tkanki płodu -1800 marek za 0,5 kg.

10. Szpik kostny - do 15 000 marek.

11. Skóra - 70 marek za kawałek.

(Opr. na podstawie „Das Bild" z dn. 30.09.92)
Pan Robert, lat 29, od półtora roku, mniej wię­cej, zajmuje się profesjo­nalnie handlem nerkami. Jeździ w tym celu do Re­publiki Federalnej Nie­miec. Często ze zwerbo­wanymi przez siebie daw­cami nerek. Jedna taka transakcja, zwłaszcza gdy pilna, to plus-minus 100 tyś. marek. Dwie trzecie tej sumy otrzymu­je dawca nerki. Pan Ro­bert dzieli się resztą z nie­mieckimi lekarzami. Ile mu zostaje na czysto? On, rzecz jasna, nie zdra­dza swych tajemnic han­dlowych. Niemieckiemu dziennikarzowi z „Der Spiegla" przyznał, że do tej pory dokonał około stu takich transakcji. Licząc więc tylko 10 procent pro­wizji, zarobił co najmniej jeden milion marek.

- Nerki to najlepszy interes -mówi z rozbraja­jącą szczerością.

Do popularnych gazet daje się zwykłe ogłosze­nie w rodzaju: „Sprzedaż nerki na Zachodzie ułat­wi..." Można też odpowie­dzieć na ewentualny anons dawcy: „Za załat­wienie płatnego prze­szczepu na Zachodzie dam wysoką prowizję". Adresy i telefony prywat­nych (wyłącznie!) klinik w Niemczech wyszukuje się

w książkach telefonicz­nych. Potem wystarczy nadać fax. Odpowiedzi mogą być rzecz jasna różne. Ale zawsze znajdą się tacy - także wśród lekarzy, dla których chęć zdobycia dużych pienię-

dzy jest silniejsza niż wszystkie kodeksy etyki razem wzięte. Oni właś­nie odpowiadają pozytyw­nie na ofertę naszego przedsiębiorczego roda­ka.

Niemieccy biorcy pol­skich nerek to wyłącznie bardzo zamożni ludzie.

A kim są Polacy, któ­rzy oferują swe własne nerki do sprzedaży?

To są ludzie, którzy nie mają pieniędzy, albo ma­ją tylko bardzo mało pie-

niędzy, a muszą wyżywić rodzinę. Albo inni, chcą stanąć na nogach, a nie mają ani grosza. Nie chcą robić lewych intere­sów, wolą raczej sprze­dać nerkę i zdobyć w ten sposób jakiś kapitał na

początek. Znam paru, którzy potrafili z niego coś zrobić.

— Czy nie miał pan nigdy skrupułów myśląc o tym, że kupczy pan orga­nami młodych, zdrowych ludzi? - pytał dalej dzien­nikarz prestiżowego tygo­dnika niemieckiego.

— Tu nie chodzi o mo­je skrupuły. Musi pan na to tak spojrzeć: ja poma­gam obu stronom. Daw­com i biorcom.

D


- Idziemy kupić kompot od Rosjan. Je-ROSYJSKI KOMPOT den z narkomanów za 80 tysięcy godzi się zostać naszym przewodnikiem. Na pewno nie jesteście z policji? - dopytuje się.

Jest środa, późne popołudnie, Starówka - stałe miejsce spotkań warszawskich ćpu-ów.

nów.

Chudy, drobny 20-latek jest zaćpany, chwieje się na nogach, czasem „odpływa". Je­go obawy słabną, gdy dostaje pieniądze - godzinę wcześniej za dwa centymetry kom­potu zapłacił zegarkiem. Teraz koniecznie chce go odzyskać.

- „Ruscy" mają kiepski „towar", przychodzą tu rano, jak ludzie są na głodzie i kupu­ją byle co, żeby przyćpać - opowiada. Przyznaje, że sam dwa razy kupił od nich nar­kotyk.

Rosyjscy handlarze są bardzo ostrożni i trudno ich spotkać. Nasz informator co chwi­la zaczepia grupy przechodzących ulicą narkomanów.

- Będzie trudno - tłumaczy - pewnie już wszystko sprzedali. W czasie dwugodzin­nych poszukiwań spotykamy dwóch nieprzytomnych, kompletnie zaćpanych ludzi. Nasz przewodnik przeszukuje im kieszenie.

Wreszcie spotykamy pierwszego Rosjanina.

MYŚLICIEL (To może czytać Myśliciel. Może to być intermedium.)

  1   2   3   4


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna