Klarze z asyżu list wprowadzający skierowany do papieża Aleksandra IV dotyczący Legendy o świętej Klarze z Asyżu


Umartwienie ciała, abstynencja i surowość



Pobieranie 114.51 Kb.
Strona2/4
Data10.05.2016
Rozmiar114.51 Kb.
1   2   3   4

Umartwienie ciała, abstynencja i surowość

17. Może raczej należałoby zamilczeć, aniżeli mówić o jej zadziwiającym umartwieniu ciała, ponieważ dokonywała takich pokut, że wprawiają w zdumienie tego, kto o nich słyszy, i budzą wątpliwości, czy to prawda.

Nie to było rzeczą wielką, że swoje kruche ciało okrywała prostą tuniką i lichym płaszczem z szorstkiego materiału. Nie dziwiło też, że zupełnie nie wiedziała, co to używanie obuwia. Nawet jej ciągły post, w każdym okresie roku, nie był rzeczą nadzwyczajną, ani to, że obywała się bez żadnej poduszki z puchu. Za takie umartwienia nie zasłużyłaby chyba na osobliwe pochwały, jako że inne siostry w tym samym klasztorze praktykowały podobne umartwienia.

Ależ jakaż to koneksja mogła istnieć pomiędzy jej dziewiczym ciałem a włosiennicą ze świńskiej skóry? Ta święta dziewica bowiem postarała się o szatę ze świńskiej skóry i sekretnie ubierała ją pod tunikę, ostrą szczecina na ciało. Niekiedy używała twardej włosiennicy z włosia końskiego, i guzowatej, którą z jednej i drugiej strony przywiązywała do ciała twardymi sznurami. Kiedy pewnego razu pożyczyła tej szaty jednej z córek, która o nią prosiła, ta ubrała ją, ale szybko załamała się pod jej ostrością. Po trzech dniach z pośpiechem ją zwróciła, bardziej zadowolona ze zwrotu, aniżeli z wypożyczenia.

Jej posłaniem była goła ziemia, a czasem witki z winorośli. Twarde drewno pod głową służyło jej za poduszkę. Później, na skutek osłabienia ciała słała sobie plecionkę na ziemi, a pod głowę w drodze ustępstwa pozwoliła na trochę słomy. A pod koniec, kiedy jej ciało tak twardo traktowane popadło w długotrwałą chorobę, z rozkazu świętego Franciszka używała siennika wypchanego słomą.

18. Dalej co do postów, tak była rygorystyczna w swej wstrzemięźliwości, iż to skąpe pożywienie, jakie przyjmowała, nie mogłoby chyba utrzymać jej przy życiu, gdyby nie wspierała jej siła innego rodzaju. Kiedy jeszcze była zdrowa, pościła o chlebie i wodzie wielki post czterdziestodniowy i czterdzieści dni na świętego Marcina biskupa, jedynie w niedzielę kosztując nieco wina, jeśli je miała.

Słuchaczu, podziwiaj to, czego nie możesz naśladować: przez trzy dni każdego tygodnia, to jest w poniedziałek, środę i piątek, w czasie tych czterdziestodniowych postów, nie pobierała żadnego pokarmu. I tak, kolejno szły na przemian dni o skąpym pożywieniu i dni całkowitej abstynencji, tak jakby wigilia postu całkowitego przechodziła w dzień świąteczny o chlebie i wodzie. Nic dziwnego, że na skutek takiej surowości uprawianej przez długi czas, Klara była skłonna do zachorowań, będąc wyczerpana na siłach i osłabiona fizycznie.

Dlatego zbożne córki współczuły świętej matce i płakały z powodu owych umartwień, jakie dobrowolnie znosiła. Wreszcie święty Franciszek i Biskup Asyżu zabronili świętej Klarze tego morderczego postu trzech dni w tygodniu, nakazując jej, by każdego dnia zjadała przynajmniej półtorej uncji chleba.

Zazwyczaj takie surowe dręczenie fizyczne powoduje w skutku depresję duchową. U Klary objawiło się ono zupełnie inaczej: w każdym swym umartwieniu wyglądała radośnie i pogodnie, jakby nie odczuwała udręczeń cielesnych, albo się z nich śmiała. Stąd jasnopokazuje się, że ta święta radość, jaką promieniowała na zewnątrz, napełniała jej wnętrze, jako że miłość serca łagodzi udręki ciała.

Rozdział XIV


Praktykowanie świętej modlitwy

19. Będąc obumarła na ciele i stawszy się obcą dla świata, ustawicznie zajmowała duszę świętą modlitwą i chwalbą Bożą. Wytężony wzrok wewnętrznego pragnienia miała stale utkwiony w światło Boże, a wykraczając poza sferę spraw doczesnych, otwierała na oścież obszar swego ducha na deszcz łaski.

Po Komplecie modliła się długo razem z siostrami, a strumienie łez. jakie wylewała, pobudzały też inne siostry do płaczu. Potem, gdy wszystkie inne poszły już spocząć na twardym legowisku, ona zostawała, na modlitwie czuwająca i niezmożona, żeby wtedy gdy inne spoczywały we śnie, samej w skrytości przejmować boskie natchnienia. Bardzo często upadała w modlitwie na twarz, zraszała ziemię łzami i pokrywała pocałunkami. Zdała się zawsze trzymać w ramionach swego Jezusa, którego nogi umywała łzami, i składała na nich pocałunki.

Kiedy tak jednego razu późno w nocy płakała, zjawił się anioł ciemności w postaci czarnego dziecka, i tak ją napominał: „Nie płacz tyle, ponieważ oślepniesz!” Ale gdy natychmiast mu odpowiedziała: „Nie oślepnie, kto będzie widział Boga,” speszony oddalił się.

Tej samej nocy, po Matutinum, podczas gdy Klara modliła się, jak zwykle zroszona strumieniem łez, przewrotny doradca zbliżył się do niej i powiedział: „Nie płacz tyle, jeśli nie chcesz, by ci w końcu płynny mózg wyciekł nozdrzami, a potem miałabyś nos wykrzywiony.” Ale po szybkiej jej odpowiedzi: „Żadnej deformacji nie ulegnie ten, kto służy Panu,” od razu zniknął.

20. Jak wielką moc i stałość czerpała z tego ogniska płomienne j” modlitwy i jaką słodycz dobroci Bożej przeżywała, świadczą zwyczajne oznaki. Kiedy bowiem z radością wracała ze świętej modlitwy, przynosiła z ogniska ołtarza Pańskiego żarliwe słowa, zdolne zapalać serca sióstr. Stwierdzały one z podziwem, że promieniuje z jej oblicza pewna jakaś słodycz i że jej twarz zda się bardziej promienna niż zwykle. Zapewne, „Bóg w swojej dobroci dawał pociechę ubogiej” (Ps 67,11), a po napełnieniu jej ducha na modlitwie swym prawdziwym światłem, okazywał je dostrzegalnie na zewnątrz.

Tak to na zmiennym świecie zjednoczona niezmiennie ze swoim szlachetnym Oblubieńcem, znajdowała stałą rozkosz w rzeczach niebieskich. Tak to podtrzymywana przez trwałą moc w kręcącym się ruchomym kole świata, zamknąwszy w „naczyniu glinianym skarb” chwały (por. 2 Kor 4,7), ciałem przebywała jeszcze tu na niskiej ziemi, ale duchem już na wysokości.

Na Matutinum miała zwyczaj uprzedzać młode siostry i budząc je cicho za pomocą odpowiednich znaków, zapraszała na chwalbę Boga. Często, gdy wszystkie jeszcze spały, zapalała lampy, często sama własnymi rękami uderzała w dzwon. Nie było w jej klasztorze miejsca na oziębłość, nie było miejsca na .gnuśność, jako że lenistwo przezwyciężano ostrym bodźcem podniety do modlitwy i służby Chrystusowi Panu.

Rozdział XV
Modlitwa św. Klary uwalnia klasztor od Saracenów
21. W tym miejscu należy powiedzieć o nadzwyczajnych skutkach jej modlitw, które z jednej strony odpowiadają prawdzie, a z drugiej godne są czci.

Kiedy za panowania cesarza Fryderyka Kościół przechodził burzę utrapień w różnych częściach świata, dolina Spoletańska częściej od innych okolic „piła z kielicha gniewu” (por. Ap 14,10). Z rozkazu cesarskiego stacjonowały tam oddziały żołnierzy i watahy łuczników saraceńskich, zjadliwych jak osy, celem pustoszenia kaszteli i oblegania miast. Jednego razu, podczas wrogiego wypadu na Asyż, miasto osobliwie należące do Pana, gdy już wojsko zbliżało się pod jego bramy, Saraceni, plemię jak najgorsze, spragnieni krwi chrześcijańskiej i zdolni do każdego, nawet najbardziej nieludzkiego zabójstwa, wtargnęli w pobliże Świętego Damiana i weszli na teren przyległy do klasztoru, a nawet wdarli się na dziedziniec wewnętrzny sióstr.

Serca Ubogich Pań ścisnęły się ze strachu, krzyczały z przerażenia i swe lamenty kierowały do matki. A ona, nieulękła sercem, kazała się prowadzić, jako że była chora, do bramy, i ustawić na wprost nieprzyjaciół, mając przed sobą srebrną kasetę, oprawioną w kość słoniową, w której z największą czcią przechowywano Ciało Najświętszego ze świętych.

22. Upadłszy cała na modlitwę do Pana, wśród łez mówi do swego Chrystusa: „Oto Panie mój, czyżbyś chciał oddać w ręce pogan bezbronne twe służebnice, które wykarmiłam miłością twoją? Panie, proszę Cię, ochroń te Twoje służebnice, których obecnie ja sama nie mogę ocalić.” Zaraz z owej arki łaski doszedł do jej uszu głos, jakby małego chłopca: „Ja was zawsze będę strzegł!” „Panie mój, ochroń także, jeśli Ci się podoba, to miasto, które dla miłości Twojej nas utrzymuje.” A Chrystus do niej: „Poniesie utrapienia, ale moja opieka je ocali.”

Teraz dziewica Klara podnosi twarz mokrą od łez, i dodaje otuchy płaczącym siostrom: „Córki, daję wam zapewnienie, że nie ucierpicie żadnego zła, tylko zawierzcie Chrystusowi Panu!” Nie było zwłoki: natychmiast napastnicy stracili odwagę i z całym pośpiechem wyskoczyli przez mury, po których przedtem weszli, spłoszeni mocą modlącej się Klary. A ona zaraz tym siostrom, które słyszały głos, o jakim wyżej powiedziano, surowo przykazała: „Córki najdroższe, strzeżcie się na wszelki sposób, byście nie ujawniły nikomu tego głosu, jak długo ja żyję.”

Rozdział XVI


Cud ocalenia Asyżu

23. W innym czasie Witalis z Aversa, człowiek chciwy sławy i odważny w walce, poprowadził wojsko, którego był dowódcą, na Asyż. W tym celu przyległy teren ogołocił z drzew, spustoszył całą okolicę, a w końcu założył stałe oblężenie miasta. Wygłaszał groźbę, że w żaden sposób nie pójdzie stąd, dopóki nie zdobędzie samegoż miasta. I właśnie doszło już do takiego momentu, że zdawało się, iż miasto upadnie.

Kiedy Klara, służebnica Chrystusowa, dowiedziała się o tym, uczuła głęboki ból i przywoławszy siostry do siebie, rzekła: „Najdroższe córki, od tego miasta codziennie otrzymujemy wiele dobra; byłoby wielką niegodziwością, nie przyjść mu z pomocą, jak możemy, teraz kiedy jest po temu sposobna chwila.” Każe przynieść popiół, potem siostrom każe odkryć głowy. Sama pierwsza odkrywa swoją głowę i nasypuje na nią dużo popiołu; następnie posypuje popiołem głowy innych sióstr. Mówi: „Idźcie do Pana naszego i z całego serca proście Go o ocalenie miasta.” Czyż trzeba mi zatrzymywać się nad każdym szczegółem? Czyż trzeba mówić o łzach tych dziewic, o ich natarczywych modłach?

Następnego ranka miłosierny Bóg dał „razem z pokusą także drogę wyjścia” (l Kor 10,13), tak że całe wojsko poszło w rozsypkę, a ów pyszny człowiek wbrew swoim planom został zmuszony do odejścia i do zaprzestania dręczenia tej krainy. W rzeczywistości on sam, dowódca w wojnie, niedługo potem został zabity mieczem.

Rozdział XVII
Modlitwa Klary nawraca siostrę Agnieszkę

24. Zaprawdę, nie należy pogrzebać w milczeniu tej cudownej mocy jej modlitwy, która w początkowym okresie po jej nawróceniu pociągnęła do Boga jedną duszę i nawróconą obroniła. Miała bowiem siostrę bardzo młodą, ściśle pokrewną sobie urodzeniem i czystością życia. Pragnęła jej nawrócenia, dlatego w pierwocinach swych modlitw, jakie z całą miłością ofiarowała Bogu, z jak największą usilnością prosiła, żeby ta zgodność i bliskość ducha, jaką w świecie przeżywała razem z siostrą, stała się między nimi zespoleniem woli w służbie Bogu. Prosiła więc usilnie Ojca miłosierdzia, żeby świat stracił całą atrakcyjność w oczach siostry Agnieszki, pozostałej w domu, żeby Bóg stał się jej słodyczą i odwrócił ją od zamiaru cielesnego małżeństwa, zwracając jej miłość ku Sobie, iżby wspólnie z nią poślubiła Oblubieńca chwały w wieczystym dziewictwie. Tkwiła w nich bowiem przedziwna wzajemna miłość, która sprawiała, że ich niezwyczajne rozłączenie dla jednej i drugiej stało się bolesnym uczuciem, chociaż w odmienny sposób przeżywanym.

Boski majestat szybko wysłuchał modlitwy tej wyjątkowej orantki i pośpieszył udzielić jej tego pierwszego daru, o który przede wszystkim innym prosiła, a który jak najbardziej podobał się Bogu. Po upływie szesnastu dni od nawrócenia Klary, Agnieszka, natchniona Duchem Bożym, śpieszy do siostry. Odkrywa jej wewnętrzną tajemnicę swej woli, wyznaje jej, że pragnie bez zastrzeżeń poświęcić się służbie Bożej. . A Klara, ściskając ją, pełna radości mówi: „Dziękuję Bogu, najmilsza siostro, ponieważ zostałam wysłuchana w mojej trosce o ciebie.”

25. Po cudownym nawróceniu nastąpiła niemniej cudowna chwila tegoż nawrócenia. Bo gdy szczęśliwe siostry szły za Jezusem Chrystusem przy kościele Świętego Anioła di Panzo, a ta, która już więcej doświadczyła Pana, pouczała swoją nowicjuszkę i siostrę, nagle sprzysiągł się przeciw dziewczynom nowy atak krewniaków.

Spostrzegłszy, że Agnieszka przeniosła się do Klary, następnego dnia dwunastu rozwścieczonych mężczyzn biegnie do klasztoru i ukrywając na zewnątrz podstępny plan, udają spokojną wizytę. Potem, zwracając się do Agnieszki, jako że co do Klary już przedtem stracili nadzieję, mówią jej: „Dlaczego przyszłaś tutaj? Załatw szybko sprawę i wracaj z nami do domu!” Ale ona odpowiada, że nie chce odłączać się od swej siostry Klary. Wtedy jeden z nich, rycerz, brutalnie rzuca się na nią i nie zwracając uwagi na jej kułaki i kopanie ciągnie ją za włosy, podczas gdy inni chwytają ją i unoszą za ramiona.

A gdy oni wyrywają ją z ręki Pana, jak lwy swoją zdobycz, dziewczyna krzyczy: „Siostro najdroższa, pomóż mi i nie pozwól zabrać mię od Chrystusa Pana!” Tak wiec gwałtownicy ciągną opierającą się dziewczynę po stoku góry, tak że drą jej ubranie i drogę znaczą jej porwanymi włosami. Wówczas Klara rzuca się ze łzami do modlitwy, błaga dla siostry o stałość w postanowieniu, i modli się, by potęga Boga pokonała przemoc tych ludzi. 26. I oto nagle ciało Agnieszki leżącej na ziemi stawia opór. Wielu mężczyzn, choć dokłada całych sił, w żaden sposób nie może jej przenieść przez potok. Przybiegają jeszcze inni z pól i winnic do pomocy, ale pomimo wysiłków nie potrafią podnieść tego ciała z ziemi. Zmuszeni zaprzestać prób żartobliwie komentują cud przysłowiem: „Całą noc jadła ołów i dlatego nie dziw, że taka ciężka!” Bo i pana Monaldo, jej stryja, co popadłszy w nieopanowaną wściekłość chce ją zmiażdżyć śmiertelnym ciosem, nagle przeszywa ostry ból w ręce podniesionej do uderzenia. Ból ten męczył go potem przez długi czas.

Po tej długiej walce przybiega na miejsce Klara i prosi krewniaków, żeby już zaniechali sporu i jej opiece powierzyli Agnieszkę, leżącą jak martwa na ziemi. Gdy oni oddalili się z uczuciem zawodu z nieudanego przedsięwzięcia, Agnieszka wstała szczęśliwa i radując się z krzyża Chrystusowego, dla którego stoczyła tę pierwszą potyczkę, poświęciła się na zawsze służbie Bożej. Święty Franciszek własnoręcznie obciął jej włosy i razem z siostrą nauczył ją drogi Pańskiej.

Ale, ponieważ krótki wywód i tak nie wystarcza, by naświetlić wspaniałą doskonałość jej życia, dlatego znowu powróćmy do Klary.

Rozdział XVIII
Cud wyrzucenia demonów

27. Nie dziw, że modlitwa Klary była potężna przeciw złości ludzkiej, skoro także paliła złe duchy. Jedna pobożna kobieta z diecezji Piza przybyła pewnego razu do klasztoru, aby podziękować Bogu i świętej Klarze za to, że dzięki jej zasługom została uwolniona od pięciu demonów. W czasie wyrzucania ich demoni wyznali, że to właśnie modlitwy świętej Klary ich paliły i zmusiły do opuszczenia opętanego ciała.

Nie bez racji pan papież Grzegorz pokładał nadzwyczajną ufność w modlitwach tej Świętej, jako że doświadczalnie poznał ich skuteczność. Często, gdy powstała jakaś nowa trudność, jak zazwyczaj się zdarza, czy to w czasie, kiedy był biskupem Ostii, czy później, kiedy został wyniesiony na najwyższy urząd apostolski, zwracał się listownie do tejże dziewicy, prosząc ją o wsparcie modlitwą, i doświadczał jej pomocy. Ten akt pokory, naprawdę godny jest rozważania, jak również pobożnego naśladowania: Wikariusz Chrystusa zabiega o pomoc służebnicy Chrystusa i poleca się jej cnocie!

Zapewne wiedział, co potrafi miłość i że dziewice mają wolny wstęp na konsystorz boskiego Majestatu. Jeśli bowiem Król nieba daje samego siebie tym, którzy gorąco Go kochają, to czegóż by nie mógł udzielić tym, co pobożnie Go proszą o rzeczy należyte?

Rozdział XIX
Przedziwne nabożeństwo św. Klary do Sakramentu ołtarza

28. Jak wielka była miłość i pobożność świętej Klary względem Sakramentu ołtarza, wykazują fakty. W ciężkiej chorobie, która ją przykuła do posłania, podnosiła się i podpierała z tyłu, i tak siedząc, przędła jak najcieńsze tkaniny. Z tych tkanin zrobiła więcej, niż pięćdziesiąt par korporałów. Włożywszy je do burs z jedwabiu albo z purpury, przeznaczała je dla różnych kościołów w dolinie i na górach Asyżu.

Gdy miała przyjąć Ciało Pańskie, najpierw wylewała gorące łzy, a potem przystępowała Doń z drżeniem, bo nie mniej lękała się Boga ukrytego w Sakramencie, aniżeli Boga władającego niebem i ziemią.

Rozdział XX


Cudowne pocieszenie, jakiego Pan udzielił jej w chorobie

29. Tak, jak ona w swojej chorobie stale pamiętała o swoim Chrystusie, tak też Chrystus nawiedzał ją w jej niemocy. O tej godzinie Bożego Narodzenia, kiedy świat razem z aniołami cieszy się z narodzonego Dziecięcia, wszystkie Ubogie Panie udały się na Matutinum do kaplicy, a chorą matkę zostawiły samą. Gdy zaczęła myśleć o maleńkim Jezusie i bardzo bolała, że nie mogła brać udziału w chwalbach ku Jego czci, wzdychając rzekła: „Panie Boże, oto zostałam tu sama ze względu na Ciebie!” Nagle, w jej uszach zabrzmiał ów przedziwny śpiew, jaki odprawiano w kościele świętego Franciszka. Słyszała braci radośnie śpiewających psalmy, uważała na melodię kantorów, wreszcie słyszała granie instrumentów.

Miejsce nie było położone blisko, by na sposób ludzki można było to wszystko słyszeć. Wobec tego albo to nabożeństwo zostało boską mocą rozgłośnione tak, że docierało aż do niej, albo jej słuch został wzmocniony ponad ludzką miarę. Wszakże, doznała jeszcze większego cudu, gdyż zobaczyła żłóbek Pański.

Kiedy rano córki przyszły do niej, święta Klara rzekła: „Niech będzie błogosławiony Pan Jezus Chrystus, który nie opuścił mnie, kiedy wyście mnie zostawiły samą. Za łaską Chrystusa słyszałam dosłownie całe nabożeństwo, jakie było odprawiane tej nocy w kościele świętego Franciszka.”

Rozdział XXI
Gorąca jej miłość do Ukrzyżowanego

30. Serdecznie przeżywała opłakiwanie męki Pańskiej, w którym bądź dotykała świętych ran uczuciami pełnymi goryczy, bądź czerpała z nich jak najsłodszą radość. Żal Chrystusa cierpiącego gwałtownie ją upajał, a pamięć wciąż przedstawiała jej Tego, który tak bardzo głęboko wycisnął się w jej sercu. Nowicjuszki swe uczyła płakania nad Chrystusem Ukrzyżowanym, a to czego uczyła słowami, równocześnie popierała czynami. Często bowiem, kiedy w sekretny sposób do tego je zachęcała, najpierw zalewała się łzami.

Zazwyczaj największą żałość przeżywała w ciągu dnia w czasie Seksty i Nony, iżby ofiarować siebie razem z Chrystusem ofiarą. Pewnego razu, podczas gdy modliła się w swej celce na Nonę, diabeł uderzył ją w twarz, tak że oko zaszło jej krwią a policzek zsiniał.

Aby bez przerwy karmić ducha niewymownymi radościami Ukrzyżowanego, bardzo często rozważała modlitwę o pięciu ranach Pana. Nauczyła się oficjum o Krzyżu, ułożonego przez Franciszka, miłośnika Krzyża, i odmawiała je z równą mu miłością. Opasywała się na ciele, pod ubraniem, paskiem zaopatrzonym w trzynaście guzów, co było sekretnym przypomnieniem ran Zbawicielowych.

Rozdział XXII
Osobliwe wspomnienie Męki Pańskiej

Nadszedł właśnie dzień najświętszej Wieczerzy, podczas której Pan „umiłował swoich do końca” (J 13,1). Pod wieczór, kiedy zbliżał się czas agonii Pana, Klara, smutna i udręczona, zamknęła się w samotności swej celki. A gdy modląc się towarzyszyła Panu na modlitwie, a jej „dusza smutna aż do śmierci” (Mk 14,34) poiła się uczuciem Jego smutku i pamięć krok w krok zupełnie zagłębiała się w Jego pojmanie i wyszydzenie, upadła na łóżko. Całą noc i cały następny dzień pozostała tak pochłonięta, tak obca samej sobie, że stale wpatrzona w jedno światło wydawała się przybita z Chrystusem i na wszystko inne nieczuła. Jedna z zaufanych córek przychodziła do niej po wiele razy, aby zobaczyć, czy przypadkiem czego nie potrzebuje, i stale znajdowała ją w tym samym stanie.

Potem, kiedy nadeszła noc z piątku na sobotę, zbożna córka zapaliła świecę i nie słowami, ale znakiem przypominała matce rozkaz świętego Franciszka. Święty bowiem nakazał Klarze, żeby nie opuściła żadnego dnia bez pożywienia. W jej obecności Klara, jakby wracając skądinąd, zapytała: „Co znaczy ta świeca? Czy to nie jest dzień?” A tamta odpowiedziała „Matko, dzień już przeszedł i znów nadeszła druga noc.” Klara do niej: „Niech będzie błogosławiony ten sen, najdroższa córko, ponieważ został mi dany jako dar, jakiego od dawna pragnęłam. Ale strzeż się, byś nie opowiadała nikomu o tym śnie tak długo, jak długo będę żyła.”

Rozdział XXIII


Różne cudy dokonane przez św. Klarę znakiem i mocą Krzyża

32. Chrystus na krzyżu, umiłowany przez Klarę, odpłaca się jej, jako że będąc rozpłomieniona miłością dla tajemnicy Krzyża, mocą tegoż Krzyża dokonuje znaków i cudów. Kiedy znaczyła chorych znakiem życiodajnego Krzyża, cudownie oddalała od nich choroby. Z wielu zdarzeń wybiorę niektóre.

Święty Franciszek posłał do pani Klary pewnego brata, imieniem Stefan, chorego umysłowo, żeby go przeżegnała znakiem Krzyża świętego. Znał bowiem jej wielką doskonałość i czcił w niej wielką cnotę. Ona, jako posłuszna córka przeżegnała go zgodnie z nakazem ojca i pozwoliła mu nieco odpocząć w miejscu, gdzie sama zwykła się modlić. A on po bardzo krótkim śnie zbudził się, wstał zdrowy i wrócił do ojca wolny od szaleństwa.

33. Chłopczyk trzyletni, imieniem Mattiolo, z miasta Spoleto, wepchnął sobie kamyczek do nosa. Nikt nie potrafił mu go z nosa wyciągnąć, ani on sam nie mógł go wyrzucić. W tym krytycznym położeniu przyprowadzono go do pani Klary, a ona żegnała go znakiem Krzyża, natychmiast kamyk wypadł i chłopczyk został uwolniony.

Inny chłopiec z Perugii, który miał plamę na całym oku, został przyprowadzony do świętej służebnicy Bożej. A ona, dotknąwszy oka chłopca, przeżegnała go znakiem Krzyża i rzekła: „Zaprowadźcie go do mojej matki, żeby i ona powtórzyła nad nim znak Krzyża.” Jej matka, pani Ortolana, idąc za swoją roślinką, wstąpiła do klasztoru w ślad za córką i w tym „zamkniętym ogrodzie” (por. Pnp 4,12) jako wdowa razem z dziewicami służyła Panu. Po otrzymaniu także od niej znaku Krzyża, zaraz oko chłopca zostało oczyszczone z plamy, tak że widział jasno i wyraźnie. Klara odrzekła, że uzdrowienie chłopca było zasługą matki, ale matka skierowała tę pochwałę na córkę i stwierdziła, że jest niegodna tak wielkiego wydarzenia.

34. Jedna z sióstr, imieniem Benwenuta, prawie przez dwanaście lat cierpiała na wrzód przetokowy pod pachą, z którego ciekła ropa poprzez pięć otworów. Dziewica Boża Klara, współczując jej, zastosowała do niej swoje szczególne lekarstwo, jakim był znak zbawienia. I natychmiast po naznaczeniu Krzyżem całkowicie wyzdrowiała z tego zastarzałego owrzodzenia.

Inna z sióstr, imieniem Amata, od trzynastu miesięcy była przykuta do łóżka przez puchlinę wodną i w dodatku miała febrę, kaszel i ból w boku. Pani Klara, wzruszona litością, uciekła się względem niej do swej szlachetnej sztuki lekarskiej. Przeżegnała ją znakiem Krzyża w imię swego Chrystusa i natychmiast przywróciła ją do pełnego zdrowia.

35. Inna służebnica Chrystusowa, urodzona w Perugii, od dwu lat straciła głos tak dalece, że prawie nie mogła dobyć głosu. I oto w noc Wniebowzięcia naszej Pani otrzymała widzenie, że pani Klara ją uzdrowi. Wyglądała więc z upragnieniem nadejścia dnia. Zaledwie się rozwidniło, pośpieszyła do matki, prosiła ją o przeżegnanie jej i po przeżegnaniu odzyskała głos.

Jedna siostra, zwana Krystiana, „ która od długiego czasu nie słyszała na jedno ucho, na próżno usiłowała stosować rozmaite leki na to kalectwo. Pani Klara dobrowolnie przeżegnała jej głowę, dotknęła ucha i siostra bezzwłocznie odzyskała władzę słyszenia.

Była właśnie w klasztorze duża ilość sióstr chorych, cierpiących na różne dolegliwości. Klara poszła do nich ze swoim lekarstwem, jak zwykle, i gdy uczyniła pięć razy znak Krzyża, natychmiast uzdrowiła pięć sióstr z ich dolegliwości.

Z tych faktów widać jasno, że w piersiach tej dziewicy zaszczepiło się drzewo Krzyża, które wewnątrz swoimi owocami karmiło jej duszę, a na zewnątrz swoimi liśćmi służyło jako lekarstwo.

Rozdział XXIV


Codzienne nauczanie i wychowywanie sióstr

36. Jako mistrzyni nieumiejętnych i jako przełożona dziewcząt w pałacu wielkiego Króla urabiała je przy zastosowaniu tak umiejętnej dyscypliny i pielęgnowała je z tak delikatną miłością, że żadne słowo nie wyrazi tego należycie.

Przede wszystkim uczyła je wyrzucać wszelki hałas z mieszkania ducha, iżby lgnęły jedynie do głębokich tajemnic Boga. Uczyła je, by nie ulegały miłości ze strony krewnych według ciała i by dla przypodobania się Chrystusowi zapominały o domu rodzinnym. Zachęcała je, by gardziły wymogami ułomnego ciała, i by przy pomocy rozumu trzymały na wodzy cielesne zachcianki. Wykazywała im, jak to podstępny wróg zastawia na czyste dusze zasadzki ukryte, i jak w inny sposób kusi świętych, a w inny ludzi światowych.

Wreszcie chciała, żeby w określonych godzinach oddawały się pracom ręcznym, zawsze w taki sposób, iżby zgodnie z pragnieniem Założyciela nie osłabiły zapału w praktykowaniu modlitwy a także, by uciekając przed opieszałością i zaniedbaniem, ogniem świętej miłości usuwały oziębłość w pobożności.

Nigdzie nie było większej karności w zachowaniu milczenia; nigdzie skromniejszego wyglądu i starania o wszystko, co godziwe. Nie było tu czczej gadaniny, co ujawnia powierzchowność ducha, ani płochości w mowie, co zdradza płochość uczuć. Sama zaś mistrzyni, oszczędna w słowach, w zwięzłej mowie umiała zawrzeć bogatą inspirację ducha.

Rozdział XXV





1   2   3   4


©absta.pl 2019
wyślij wiadomość

    Strona główna