Komentarz do dyskusji na temat „Reference and Definite Descriptions” K. S. Donnellana 1



Pobieranie 14.05 Kb.
Data28.04.2016
Rozmiar14.05 Kb.
Filip Kawczyński
Komentarz do dyskusji na temat „Reference and Definite Descriptions”
K.S. Donnellana


1. O człowieku, który pomylił profesora historii z niczym.
Mam wrażenie, że autor konstruuje tę sytuację trochę na siłę, po to by podać przykład czegoś, co określa: „genuine failure to refer at all”. Zastanówmy się nad nieco innym zdarzeniem: osoba A wypowiada do osoby B zdanie: „Spójrz! To nasz profesor od historii podpierający się laską”. B patrzy w kierunku wskazanym przez A i odpowiada: „Coś Ci się pomyliło, tam nic nie ma”. Jak dotąd jest to dokładnie taka sytuacja, jaką przedstawia Donnellan. Ale wyobraźmy sobie, że A faktycznie widział rzeczywistego profesora, lecz nim B skierował wzrok we wskazane miejsce profesor uległ dematerializacji i cała materia, z której się składał została wchłonięta przez kapryśną Czarna Dziurę. Oczywiście brzmi to jak fantastyka niskich lotów, ale moim zdaniem podobnie jest z sytuacją opisaną przez Donnellana. Nie zdarza się, byśmy widzieli coś, co jest niczym. W każdym przypadku bierzemy drzwi za lodówkę, krzak za wilka, kamień za osobę, paragon za banknot itp. Mówiąc językiem Parmenidesa, bohater sytuacji Donnellana bierze niebyt za byt. To równie [nie]prawdopodobne, co dematerializacja. Gdybyśmy zasięgnęli porady ekspertów (fizyków, chemików, biologów, neurobiologów), z pewnością dostarczyliby nam odpowiedzi do czego odnosił się bohater donnellanowskiego przykładu. Mogło to być specyficzne odbicie fotonów lub coś w tym rodzaju. Jeśli natomiast ten człowiek ulegał złudzeniu na skutek „wewnętrznych halucynacji”, tzn. obraz powstał na jego siatkówce, nie ze względu na warunki zewnętrzne, a w wyniku jakichś procesów zachodzących w jego mózgu, to rzeczywiście trudno nam odpowiedzieć na pytanie do czego on się odnosił – jest to trudność podobna do tej, która wiąże się z odpowiedzią na pytania w rodzaju: „Do czego odnoszą się deskrypcje: <>, <>?”. Neurofizjologia znajduje lepsze lub gorsze odpowiedzi na takie zagadnienia.

Prawdopodobnie intencją Donnellana było odwrócenie wrażenia, które powstaje po zapoznaniu się z jego tekstem - mianowicie wrażenia, że trudno ponieść klęskę w referencji. Moim zdaniem takiego przypadku trzeba poszukać gdzie indziej niż w niebycie. Nie posiadam w tej chwili pomysłu gdzie dokładnie należy go szukać, ale postaram się dookreślić to w kolejnym komentarzu lub na najbliższym seminarium. Naturalnie, można konstruować bardzo sztuczne przykłady, np.: „Człowiek, który ma 780 cm wzrostu ma problemy z dobieraniem dla siebie ubrań”. Czyli: jedyne takie ludzkie x [x ma 780 cm wzrostu & x ma problem z garderobą]. Nie jest to przypadek taki jak „The King of France is bald”, ponieważ ten ostatni został (moim zdaniem poprawnie) przeanalizowany przez Strawiona. W przypadku króla Francji użycie deskrypcji decyduje o tym czy posiada ona referent, czy nie. Natomiast w przypadku olbrzyma nie ma takiego użycia, gdy deskrypcja byłaby spełniona. (Mniemam, że nawet gdyby w Warszawie pojawiło się coś co wygląda jak człowiek i ma 780 cm wzrostu, nie rozstrzygnęlibyśmy bez zastanowienia, że deskrypcja jest spełniona – myślę, że nie uznalibyśmy takiego monstrum w ogóle za człowieka.) Niemniej jednak, jeśli chcemy rozsądnie spojrzeć na język naturalny, takie sztuczne deskrypcje do niczego nam się nie przydadzą.


2. Dwuznaczność syntaktyczna/semantyczna/pragmatyczna
Donnellan nie daje jasnej odpowiedzi na to, jakiej natury jest dwuznaczność: atrybutywne vs referencyjne. Kripke twierdzi, iż Donnellan określa ją jako pragmatyczną.

Spróbujmy poddać analizie semantyczno-kategorialnej deskrypcję:


(D)„The book on the table”.
Wydaje mi się, że jest to klasyczny przykład oboczności, tak jak: „Ala ma kota”. Można przeprowadzić dwie równoprawne analizy naszej deskrypcji, mianowicie:
(1) „on” – n/nn; „the book” – n; „the table” - n
oraz:
(2). „on the table” - n/n; „the book” - n.
Obie analizy dostarczają sądu o takiej samej wartości logicznej, zdaje się, że znaczenie nie zmienia się w zależności do tego, której analizy chcemy się trzymać. Jednak można mniemać, że istnieje pewna różnica w możliwych sposobach odczytania wyrażenia ze względu na wybór analizy:
- analiza (1) mówi o relacji „bycia na” zachodzącej pomiędzy dwoma konkretami: the book i the table
- analiza (2) sugeruje należenie konkretu the book do zbioru przedmiotów „nastołowych” („on the table”).
(Opieram się na uwagach dra Tałasiewicza na temat zdania „Ajdukiewicz był zięciem Twardowskiego).

Na gruncie semantyki taka różnica jest w gruncie rzeczy detalem i może nie powodować, iż zechcemy mówić o dwuznaczności semantycznej. Toteż możemy odwołać się do aktów komunikacji:


(i) Zgodnie z analizą (1), (D) odpowiada na pytanie: „Jaka relacja przestrzenna zachodzi między stołem i książką?”. A mógłby poprosić B: „Przynieś mi książkę, która jest w pobliżu stołu”. B idzie do drugiego pokoju i widzi, że jakaś książka leży pod stołem, a jakaś inna na stole, w związku z czym pyta: „Tutaj są dwie książki w pobliżu stołu, jedna leży na stole, druga pod stołem, którą Ci przynieść?”. Odpowiedzią na to pytanie będzie (D) poddana analizie typu (1).

(ii) Wyobraźmy sobie, że kilka osób, wynajmujących wspólnie mieszkanie, w centralnym miejscu pokoju postawiło stół i na skutek z ich lenistwa, na stole jest „wszystko” - od książek, poprzez jedzenie do kosmetyków i oczywiście miliony drobnoustrojów. Osoby te bardzo nie lubią sytuacji, gdy muszą odnaleźć coś w tym bałaganie, ale są zbyt leniwi, by posprzątać. Ten bałagan to swoisty zbiór przedmiotów „nastołowych”. Przypuśćmy, że dwoje z lokatorów odpoczywa na kanapie w pobliżu stołu i jeden z nich mówi: „Potrzebuję książki”, na co drugi pyta:„Której?”. Pierwszy wtedy odpowiada [z westchnieniem wyrażającym zniechęcenie] za pomocą deskrypcji (D) poddanej analizie typu (2). Sugeruje, że potrzebuje książki z tego nieprzyjemnego w kontakcie zbioru przedmiotów „nastołowych”. Jest to typowe użycie atrybutywne.

Jeśli te przykłady trafiają w nasze intuicje i wydaje nam się, że o taką dwuznaczność chodzi, to stajemy po stronie Donnellana (lub Donnellana w ujęciu Kripkego) i twierdzimy, że dwuznaczność dotyczy użyć (a nie sensów deskrypcji - jak to ujmuje Kripke) i ma charakter pragmatyczny.

A teraz moje pytanie, które nie jest integralną częścią komentarza.

Czy nie wydaje się Państwu, że analiza typu (1) dopuszcza wymieszanie użycia atrybutywnego i referencyjnego w obrębie (D)? Natomiast analiza typu (2) implikuje, że musimy uznać, iż „the table” jest w zasięgu „the book” i wtedy takie wymieszanie jest niemożliwe? Właśnie to miałem na myśli, gdy po pierwszych zajęciach z Donnellana zasugerowałem panu Mieszkowi, że w przypadku, gdy nie ma wymieszania, tzn. w przypadkach: ArBr oraz AaBa [zgodnie z notacją przedstawioną wówczas na tablicy], można zetrzeć składnik B. Dotyczy to przypadku, gdy przyjmujemy analizę (2), ponieważ wtedy nie można mówić o wymieszaniu. Pytanie więc brzmi: czy jeśli przyjmiemy analizę (1) to możemy mówić o wymieszaniu i sensowne są przypadki ArBr, AaBa oraz ArBa i AaBr ?

Pozdrawiam.








©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna