Krystyna Pisarkowa. Dzieło Jej życia (1932-2010)



Pobieranie 77.5 Kb.
Data07.05.2016
Rozmiar77.5 Kb.


Krystyna Pisarkowa. Dzieło Jej życia (1932-2010)

Młodzi ludzie z rozkoszą myślą o śmierci. Miłość życia rzadko bywa miłością od pierwszego wejrzenia.

Krystyna Pisarkowa, 20 II 1959


Dzieciństwo

Początek dzieciństwa1 w swoim życiu polonistki łączy Profesor Pisarkowa z uzyskaniem matury w Ogólnokształcącym Liceum w Wolbromiu, rozstrzygnięciem wahań między studiami muzycznymi2 a filologicznymi, a wreszcie przyjęciem na pierwszy rok polonistyki na Uniwersytecie Jagiellońskim. Stało się to w r. 1949. Krystyna Harrerówna (od r.1955 Pisarkowa) ma wówczas 17 lat.

Na pierwszym i drugim roku słucha wykładów luminarzy starszego pokolenia, tzn. urodzonych jeszcze w XIX wieku: Kazimierza Nitscha (1874), Juliusza Kleinera (1886), Stanisława Pigonia (1886), Zenona Klemensiewicza (1891), Tadeusza Lehra-Spławińskiego (1891), Jerzego Kuryłowicza (1895), Witolda Taszyckiego (1898) i Marii Dłuskiej (1900); młodszych – Kazimierza Lepszego (1904), Tadeusza Milewskiego (1906), Ewy Ostrowskiej (1907) i Kazimierza Wyki (1910) oraz najmłodszych – Franciszka Sławskiego (1916) i Henryka Markiewicza (1922). Z tej plejady uczonych Jej mistrzami w pełnym tego słowa znaczeniu stali się Zenon Klemensiewicz i Jerzy Kuryłowicz. Po kilku latach dołączy do nich Roman Ingarden.

Wspominając lata studiów, z satysfakcją odnotowuje piątkowe oceny3 z gramatyki opisowej (od Klemensiewicza), historii gospodarczej Polski (od Lepszego), Literatury staropolskiej (od Pigonia), językoznawstwa ogólnego (od Kuryłowicza), gramatyki porównawczej języków słowiańskich (od Milewskiego), a nawet z marksizmu-leninizmu od Józefa Sieradzkiego, który po egzaminie proponuje jej (studentce II roku!) asystenturę w swojej katedrze. Uodporniona doświadczeniami wojennymi i powojennymi, ani przez chwile nie traktuje tej propozycji poważnie. Tymczasem po drugim roku nad studentami nie tylko filologii polskiej zbierają się czarne chmury w postaci reformy studiów: ich pięcioletni tok ma zostaje podzielony na dwie części – 3+2. Przypomina to system obecnie obowiązujący, ale różni się od niego tym, że prawo studiowania na drugim (magisterskim) stopniu otrzyma w drodze konkursu 25 osób, z czego 10 osób na kierunku językowym i 15 na literackim. Można sądzić, że ciesząc się bardzo dobrą opinią Klemensiewicza i Kuryłowicza, miała miejsce od samego początku na drugim stopniu zapewnione. Jako studentka imponowała im pewnie znajomością klasycznej zwłaszcza niemieckiej literatury językoznawczej w oryginale. Toż czytała na pierwszym lub drugim roku m. in. Riesa (czym zaimponowała Klemensiewiczowi), na trzecim - Völkerpsychologie Wundta i Sprachtheorie Karla Bühlera (co zapewniło jej uznanie Kuryłowicza), na czwartym i piątym – Miklosicha, Delbrücka, Brugmana, Behaghela, Vondráka4, a więc autorów, których nazwiska ówcześni studenci poloniści wymawiali ze czcią jak zaklęcia. Niemal do końca życia wspominała z zachwytem kilkuosobowe seminaria Klemensiewicza i Kuryłowicza jako najciekawsze, najbardziej inspirujące i najbardziej zachęcające do lektury chwile studiów.

Zamknęła je pracą magisterską „ Przypadek dopełnienia w polskim zdaniu zaprzeczonym”, świetną tak pod względem teoretycznym (bo opartą na wielkiej, polskiej i obcej, literaturze slawistycznej, jak i materiałowym; magistrantka w poszukiwaniu przykładów przebrnęła przez całe piśmiennictwo polskie, poczynając od Kazań świętokrzyskich po Tyrmanda, Worcella i Hłaskę5.

Ta praca z dziedziny składni semantycznej, co jest rzeczą oczywistą ze względu na zainteresowania promotora, Zenona Klemensiewicza, ma już – zapewne pod wpływem Kuryłowicza – zapowiedzi szerszego oddechu indoeuropejskiego. Zjawisko, że tam, gdzie w zdaniu o treści pozytywnej dopełnienie bliższe wyrażane jest biernikiem, w negacji pojawia się dopełniacz – czytamy w pracy – nie jest właściwością tylko polską ani tylko słowiańską. „Przykłady użycia genetivu w negacji można znaleźć już w starogreckim u Homera, także w gockim u Wulfili są ślady takich zdań. Ta konstrukcja żyje jeszcze w średnio-górno-niemieckim w Nibelungach, a w późniejszej literaturze niemieckiej pod wpływem języka Biblii. Byłyby to więc dowody archaiczności struktury, żywotnej dziś tylko w językach bałtyckich i słowiańskich.” (Pisarkowa 1959: 10)

Praca utrzymana jest w duchu młodogratycznym, którego radykalizm bezwyjątkowości został już starty przez krytykę J. Baudouina de Courtenay, a także i samego Kuryłowicza. Wysiłek autorki skupia się na wyjaśnienie przypadków wystąpienia form niezgodnych z ogólnym prawem genetiwu po przeczeniu, znajdując ich przyczyny w czynnikach psychologicznych, strukturalnych, morfologicznych i we wpływach obcych6.

Sumienna analiza składni zdań zaprzeczonych kieruje uwagę młodej badaczki na swoiste zachowanie się struktur nazwanych przez Klemensiewicza dopełnieniem orzekającym. Odkrywa wahania poświadczone w literaturze i żywej mowie w realizacji zaprzeczenia zdania zostawię ją tak smutną7. Refleksja nad tymi wahaniami zaowocuje pomysłem na rozprawę doktorską: w języku istnieje niezdaniotwórcza determinacja predykatywna. Do obrony tej rozprawy napisanej pod opieką Klemensiewicza dochodzi w Instytucie Badań Literackich w Warszawie w r. 1963. Z zapisków wynika, że jest co najmniej tak samo zadowolona ze stopnia doktora nauk humanistycznych, co z bardzo dobrej oceny z filozofii. Skutecznie bowiem zabiegała o to, by ją zdawać u Romana Ingardena. Zdobywa jego uznanie lekturą Logische Untersuchungen. Może nawet trochę się waha, czy nie rzucić językoznawstwa dla filozofii. Pokusy te zaowocują zainteresowaniem filozofią języka.

Rozprawa doktorska pod tytułem Predykatywność określeń w polskim zdaniu ukazuje się drukiem w r. 1965. Autorka dowodzi w niej, że „konstrukcje nazywane tu określeniem predykatywnym nie mieszczą się w ramach teorii zdania wśród uznanych tradycyjnie części zdania prostego (podmiot, orzeczenie, przydawka, okolicznik, dopełnienie), dopóki się nie przyjmie istnienia niezdaniotwórczej determinacji predykatywnej, równoległej do niezdaniotwórczej determinacji niepredykatywnej i służących jej części zdania.” (Pisarkowa 1963: 159) Rozprawę pod względem teoretycznym i metodologicznym można zaliczyć do najznakomitszych prac syntaktycznej szkoły Klemensiewicza, choć naznaczonej już strukturalizmem, który właśnie zaczynał dominować na polskich uniwersytetach.

Jest rzeczą godną uwagi, że tak jak temat rozprawy doktorskiej wyrósł ze spostrzeżenia dokonanego w trakcie analizy materiału do pracy magisterskiej, tak z odkrycia dokonanego w trakcie pisania rozprawy doktorskiej rozwija się temat rozprawy habilitacyjnej. Otóż podczas semantycznej analizy określeń predykatywnych okazuje się, że „właśnie określenie predykatywne jest jedyną poza orzeczeniem częścią zdania zdolną do bliższego określania zaimka. Wiadomo zaś, że niepredykatywne stosunki zaimków z nominami układają się tylko w takie związki, w których zaimek jest właśnie elementem podrzędnym, określającym (ten dom, mój król). Zaimek osobowy czy względny nie znoszący podrzędnego w stosunku do siebie determinanta atrybutywnego wchodzi natomiast jako element nadrzędny w predykatywny związek składniowy z orzeczeniem: on wraca lub z określeniem predykatywnym nacechowanym morfologicznie: on wraca królem, widzę go chorego(-ym) [...]” (Pisarkowa 1963: 159-160)

Taka była geneza rozprawy habilitacyjnej Funkcje składniowe polskich zaimków odmiennych (Pisarkowa 1969), stanowiącej znakomity a do tego jeden z nielicznych przykładów konsekwentnego zastosowania metody dystrybucjonalizmu w badaniach syntaktycznych. Pracę opiniował do druku Jerzy Kuryłowicz8, a jej recenzentami byli: Zenon Klemensiewicz, Stanisław Jodłowski i Stanisław Urbańczyk. Kolokwium habilitacyjne odbyło się w warszawskiej siedzibie Instytutu Badań Literackich 18 grudnia 1968 r. tego samego dnia – nawiasem mówiąc – odbyło się też kolokwium Anny Wierzbickiej.

Niespełna 4 miesiące później w katastrofie lotniczej na Policy nieopodal Babiej Góry ginie Zenon Klemensiewicz. I tego dnia według określenia Krystyny Pisarkowej kończy się jej naukowe „dzieciństwo”.



Młodość

Koniec dzieciństwa zaznacza się powierzeniem jej tego, przed czym broniła się dotychczas i będzie się broniła do końca życia, a mianowicie funkcji kierowniczej9. Dzie-dziczy bowiem po Klemensiewiczu kierownictwo Pracowni Składni Historycznej w IBL-u (Instytut Języka Polskiego PAN powstanie dopiero za 4 lata), która po likwidacji Pracowni Historii Języka rozrosła się do 4 osób. Przed 36-letnią docent Pisarkową staje zadanie realizacji ostatnich etapów programu badań nad historią polskiej składni, nakreślonego przez Klemensiewicza jeszcze w r. 1936! Trzeba teraz kontynuować wydawanie wyboru przykładów „zapomnianych”, czyli wyszłych z użycia struktur składniowych, a następnie na ich podstawie – bagatela! - napisać syntezę dziejów polskiej składni.

Wzór serii zeszytów z przykładami został wprawdzie sporządzony jeszcze za życia Klemensiewicza i pod jego opieką i ukazał się w r. 1966 jako „Zapomniane konstrukcje składni staropolskiej. Wybór przykładów”., wprawdzie Klemensiewicz uczestniczył też w przygotowywaniu tomu następnego „Zapomniane konstrukcje składni średniopolskiej (XVI w.), ale cała odpowiedzialność za opracowanie pozostałych pięciu tomów tych zapomnianych konstrukcji, a także za prace i rozwój naukowy poszczególnych członków zespołu Pracowni spoczęła już na barkach Pisarkowej. Nie sprawiła zawodu swemu mistrzowi: ostatni, siódmy zeszyt ze zbiorem przykładów zapomnianych konstrukcji, obejmujący lata 1963-1918, opracowany przez A. Kałkowską, K. Pisarkową, M. Szybistową i J. Twardzikową ukazał się w roku 1975. Rok wcześniej Pisarkowa została belwederskim profesorem nadzwyczajnym. W roku 1980 otrzymuje tytuł profesora zwyczajnego.

Nieporównanie trudniejszym zadaniem niż publikacja kolejnych zeszytów z wyborem zapomnianych konstrukcji składniowych było opracowanie na ich podstawie syntezy dziejów syntaktycznego komponentu polszczyzny. Ukoronowaniem dwudziestokilkuletniej pracy stała się z oczywistych względów jak najsłuszniej dedykowana Zenonowi Klemensiewiczowi Historia Składni języka polskiego, ogłoszona w roku 1984. Żaden z diachronicznych opisów poszczególnych poziomów polszczyzny nie doczekał się – moim zdaniem – ujęcia tak głębokiego, z tak bogatą dokumentacją, a jednocześnie o tak szerokich światowych horyzontach. „O zmianach składniowych – czytamy we Wstępie do tej książki – nie mawiało się dotąd zbyt wiele. Jeżeli zaś była o nich mowa, to przykłady zwykle wybierano tak, aby były szczególnie podatne dla takich refleksji. Prawdę mówiąc, przykłady te są wychwycone jeszcze przez Paula i obracane po nim wielekroć na wszystkie strony. Do nich należą historie powstawania na skutek „utraty pauzy” nawiązujących zaimków względnych, spójników wewnątrzzdaniowych typu że, co, czy, np. I know that, You come. Nie wiem (tego). Kto to. Martwię się. Czy przyjdziesz? Tymczasem składnia nie kończy się na tym, ani na wdzięcznych, bo przejrzystych historiach leksykalizacji narzędników typu nocą, sposobem, cichcem itd.” (Pisarkowa 1984: 10-11)

W okresie dzieciństwa może by przygotowywanie kolejnych zeszytów zapomnianych konstrukcji składniowych, lektura Lehmanna, Anttili czy Weinreicha i pisanie historii składni Pisarkowej wystarczyło. Ale młodość ma swoje wymagania. Jednocześnie z ostatnim tomikiem Zapomnianych konstrukcji w tym samym roku 1975 ukazują się Jej dwie całkiem inne książki, zupełnie niepodobne do tego, do czego przyzwyczaiła swoich czytelników: pierwsza z nich to dedykowane Dzieciom i ich Przyjaciołom „Wyliczanki polskie”, rzecz niby adresowana do dzieci, ale otwierająca i dorosłym – nawet językoznawcom - oczy na porównawcze, etnograficzne, nie tylko indoeuropejskie zaplecze dziecięcych rymowanek i całego dziecięcego folkloru.10 Książka spotkała się z bardzo życzliwym przyjęciem, trzynaście lat po pierwszym ukazało się jej drugie wydanie (tym razem z ilustracjami Pisarkowej!), przygotowywane wydanie trzecie przegrało wyścig ze śmiercią Autorki.

Prawdziwą rewelacją okazała się druga z wspomnianych książek, a mianowicie Składnia rozmowy telefonicznej. Był to pierwszy w Polsce opis składni autentycznej polszczyzny mówionej, rejestrowanej bez wiedzy mówiących. Rewelacją byłaby ta książka dla samych tekstów swobodnych wypowiedzi krakowskiej młodej inteligencji twórczej, wzbogacona o analizę i interpretację Pisarkowej do dziś stanowi klasyczną i często przywoływaną pozycję w polskiej literaturze syntaktycznej i pragmatycznej.11

Pracując nad historią składni, żywo się interesuje nowymi prądami w językoznawstwie: Już w r.1966 publikuje w Języku Polskim obszerną (napisaną z mężem) recenzję głośnej książki N. Chomsky’ego Aspects of the Theory of Syntax z r. 1965, pożytki wypływające z teorii pól wyrazowych weryfikuje w „Szkicu pola semantycznego zapachów w polszczyźnie” (Pisarkowa 1972), na fali zainteresowania gramatyką tekstu pisze m.in. o spójności tekstu mówionego (Pisarkowa 1974), ale żaden z tych sposobów uprawiania językoznawstwa nie przywiązuje Jej do siebie. Dopiero zetknięcie się z teorią aktu mowy i pragmalingwistyką Johna L. Austina odrywa Ją na dłużej od problematyki czystojęzykoznawczej, zdominowanej przez paradygmaty strukturalistycznych analiz form językowych. Cała galaktyka desaussurowska – jak można by powiedzieć, trawestując McLuhana - usunęła się w cień przed niepozorną książeczką How to do things with words. Dokonując życiowego bilansu, wyzna Pisarkowa w r. 2007: „Na jakiś czas weszłam w to mocno i ostro, i nigdy nie porzuciłam i nie żałowałam. Ci, co chodzili wtedy na moje [...] wykłady, mieli też fazy fascynacji i pożytki z Austina.” W to, że nigdy pragmalingwistyki nie porzuciła, całkiem nie wierzmy, choć rzeczywiście w swoim ostatnim dziele traktuje rachunek sumienia jako akt wykonawczy. O tym, że „weszła w nią mocno i ostro”, świadczą jej znakomite i odkrywcze teksty z lat siedemdziesiątych: Pragmatyczny składnik kompetencji językowej (Pisarkowa 1975), Pragmatyczne spojrzenie na akt mowy (Pisarkowa 1976), Pragmatyczna motywacja parataksy (Pisarkowa 1976), Rozważania o argumentacji w języku naturalnym (Pisarkowa 1977), Pisemny akt mowy jako lekarstwo na konflikt (Pisarkowa 1983), O komunikatywnej funkcji przemilczenia (Pisarkowa 1986), Androhung als Sprechakt (Pisarkowa 1988), Bezpośrednie akty mowy Pisarkowa 1991). W połowie lat siedemdziesiątych była Pisarkowa oczywistym guru dla większości młodych entuzjastów pragmatyki językowej.

Istotną rolę w językoznawczym światopoglądzie Pisarkowej w latach siedemdziesiątych zaczęły odgrywać wątki narodowe12. Wprowadziła je, odwołująca się do głośnej książki Uty Quasthoff Soziales Vorurteil und Kommunikation (Quasthoff 1973) a oparta na polskim materiale słownikowym, rozprawa Konotacja semantyczna nazw narodowości w języku polskim13 (Pisarkowa 1976). Za nią poszły następne publikacje, np. Tak polskie były Sulajki (Pisarkowa 1976), Language and Nationality (Pisarkowa 1982), Przyczynek do dziejów polszczyzny w szkole (Pisarkowa 1987), Kody współczesnej liryki polskiej (1990), Noch ist Polen nicht verloren. Sprache und Rezeption des Dąbrowski-Marsches (Pisarkowa 1991), Glose polonaise sur la symbolique de l’Union Européenne (1998) i nowsza Tożsamość nosiciela stereotypu etnicznego (Pisarkowa 2002). Tu także można zaliczyć nasycony polską romantyczną wrażliwością stylistyczną niemieckojęzyczny tom Die Codes der polnischer Lyrik der achtziger Jahre (1992).

Niespełnione marzenie czynnego uprawiania muzyki rekompensuje pisaniem o niej jak o języku, co upoważnia Ją do traktowania muzykologii jako „filologii muzycznej”. Jej niekiedy odważne pomysły podobają się muzykologom i semiotykom. Napisany jeszcze w „dzieciństwie” grzeczny artykuł o pomocniczych elementach języka muzykologii (1963) doczeka się kontynuacji w polemicznym, trochę agresywnym (jak przystoi okresowi „młodości”) eseju Muzyka jako język (1988), by znaleźć dojrzały wyraz w intersemiotycznych analizach wieloznaczności świata i Melodii na Psałterz polski Mikołaja Gomółki (Pisarkowa 1998).

W latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych publikuje bardzo dużo. Jej artykuły ukazują się głównie w Języku Polskim (co zrozumiałe, bo jest członkiem jego Komitetu Redakcyjnego), a ponadto w językoznawczych i filologicznych czasopismach polskich, jak Biuletyn PTJ, Etnolingwistka, Literatura na Świecie, Onomastica, Pamiętnik Literacki, Polonica, Przegląd Humanistyczny, Przekładaniec, Stylistyka, Teksty, Zeszyty Prasoznawcze, Znak i obcych, jak Revue des études slaves, Die Welt der Slaven, Zeitschrift für Slavistik, a ponadto w Tygodniku Powszechnym, Kulisach, Przekroju, Radarze, Studencie. Komentując ten okres swego życia, zanotowała: „[...] czytałam i pisałam różności:” O czym?

O Ajnach (1972), o modalności (1973), posesywności (1974), neutralizacji opozycji temporalnej (1973), o dosłowności w języku literackim [genialne!] (1977), o przejęzyczeniach [rewelacyjne!](1977), kreatywności językowej (1978), o tytułowaniu (1979), kauzatywności (1981), o teorii zmiany językowej (1984), o filozofii języka i wolności (1986), a także o nazwach młodzieżowych zespołów muzycznych (1970) i o Przekrojowej rubryce z powiedzonkami „heca hecą” (1971).

Pisze o strukturach: rok temu (1961), odrzut z eksportu (1967), na imię, imieniem (1973), było nas sto osób (1976), na gorącym uczynku złapany (2000), o przeczącej funkcji przysłówka trudno (1970), o wyrazach tęsknota (1974), bolesne (1976), honor (1978), udawać (1979), płakać (1984), o stawianiu się (1992), o krzywdzie (1999).

Standardowe charakterystyki języka pisarzy z lat sześćdziesiątych (Sławomira Mrożka z 1965 i Jana Stoberskiego z 1969) rozbłysną kapitalnymi szkicami w latach dziewięćdziesiątych, poświęconymi poezji Celana, Zbigniewa Herberta, Wisławy Szymborskiej, a także Miłości na Krymie Mrożka.

Znakomitymi nekrologami i biografiami żegnała Zenona Klemensiewicza (1969 i nast.), Romana Ingardena (1971), Marii Kniagininowej (1972) Jerzego Kuryłowicza (1978), Adama Heinza (1986), Józefa Reczka (1988), Jolanty Rokoszowej (1997).

Na jubileuszu Piwnicy pod Baranami w r. 1977 wzbudza entuzjazm słuchaczy efektownym, półżartobliwym, choć naukowym referatem poświęconym analizie semantycznej rozrywki.

Podobno od dziecka pociągała Ją magia, horoskopy, wróżby z kart, z ręki itp. Na tym tle miała słabość do wróżących Cyganek i niemiłosiernie dawała się im naciągać. Sama, odkąd kochanemu wujkowi przepowiedziała śmierć, unikała wróżenia w ogóle, a nigdy już nie wróżyła członkom rodziny i bliskim znajomym. Ale czasem lekarzowi profesorowi podczas wizyty udało się Ją namówić na powróżenie mu z ręki. „W średniowieczu spalono by mnie jako czarownicę” – żartowała (?) w liście do kolegi. Nie znaczy to, by była przesądną czy zabobonną. Nawet do „wyraziście proroczych” snów odnosiła się z rezerwą. W jej stosunku do magii przejawiał się tylko szacunek gnostyczki wobec wiedzy ezoterycznej14.

W latach siedemdziesiątych przeczytała (jak to zrobili wtedy „wszyscy”) Schizofrenię Kępińskiego, potem jego Melancholię i Lęk. Prawdopodobnie te lektury doprowadziły Ją do Karla Gustawa Junga i Mircei Eliadego15. Od Junga przejęła m.in. jego koncepcję archetypu i prototypu. Złościło ją to, że różni badacze, z przemądrzałą swobodą operując terminami z repertuaru Junga, zdradzają się z całkowitą nieznajomością jego dzieł. To właśnie tej złości zawdzięczamy niewielki, ale bardzo pożyteczny tomik z PAN-owskiej serii Nauka dla Wszystkich – Język według Junga. O czytaniu intencji (Pisarkowa 1994), a także inne rozprawki twórczo promujące idee archetypowości Junga (Pisarkowa 1995, 1996). Do tej problematyki będzie wracać w swoich niezwykłych pracach przekładoznawczych, a zajmie się nią w ostatnim, nieukończonym eschatologicznym dziele Rachunek sumienia a zadanie tłumacza.

Za symboliczne zakończenie okresu „młodości” Krystyny Pisarkowej można uznać publikację tomu Z pragmatycznej stylistyki, semantyki i historii języka (Pisarkowa 1994). Zawiera 23 rzeczywiście najważniejsze Jej nieksiążkowe prace do roku 1991, ale oczywiście nie oddaje barwnego bogactwa Jej ówczesnej twórczości. Za to ładnie i szarmancko kończy swój wstęp do tego tomu Stanisław Urbańczyk: Gdyby Pani Pisarkowa była Panem, mógłbym poprzestać już na tym, co napisałem, ale jakżeż nie powiedzieć, że poza wybitną inteligencją, wiedzą i pomysłowością naukową, ma ona jeszcze inne zalety: wesołe usposobienie, dowcip, którym zdobi wykłady i wypowiedzi w dyskusji, wdzięk osobisty – to są wartości, które dawnej Isi zapewniły niezwykłą popularność wśród kolegów i uczniów. (Urbańczyk 1994: 8)



Dojrzałość

Kilkanaście ostatnich lat życia Krystyny Pisarkowej wypełniła praca nad trzema książkami: translatologiczną Pragmatyką przekładu (Pisarkowa 1998), etnolingwistyczną monografią Językoznawstwo Bronisława Malinowskiego i eschatologicznym wyznaniem wiary językoznawczej, że fortunny rachunek sumienia jest kwestią udatnego przekładu tego, co sumienie grzesznikowi wyrzuca.

Pragmatyka przekładu jest zbiorem dwunastu szkiców, z których pierwszy wykłada fundowane w znacznym stopniu na Ingardenowskiej fenomenologii teoretyczno-epistemologiczne credo Autorki. Nie waham się nazwać go pantranslatologicznym16. W jego świetle bowiem całe komunikowanie się człowieka z innymi ludźmi, a nawet ze światem w ogóle, zasadza się na przekładzie i interpretacji, będącej zresztą też formą przekładu. Z przekładem mamy do czynienia nie tylko w trakcie przekodowywania przekazu z jednego języka etnicznego na inny, ale także z jednej strony w trakcie przekodowywania tekstu z jednej odmiany tego samego języka na inną, z drugiej w procesie intersemiotycznego przekodowywania przekazu np. muzycznego na słowny lub odwrotnie. „Pragmatyczne spojrzenie na przekład – pisała Pisarkowa – czyli obcowanie z konkretnymi wypadkami, narzuca przede wszystkim analizę nieprzetłumaczalnych kontekstów i nieprzetłumaczalnych kontrastów.” (Pisarkowa 1998: 8) Szczególne zaś trudności w staraniach o wierność przekładu wynikają z właściwej wszystkim językom naturalnym homonimiczności i w ogóle wieloznaczności „wyrazów, których część znaczenia mieści się w kontekście i w sytuacji, w których go użyto i które nasiąkają sensami jak gąbka lub ciastko ponczowe.” (Pisarkowa 1998: 9)

Wieloznaczność – zdaniem Pisarkowej – nie jest tylko udziałem języków naturalnych: wieloznaczny jest sam świat, tzn. otaczająca nas rzeczywistość. Szczególna wieloznaczność cechuje teksty literackie, a zwłaszcza poetyckie. One też stanowią podstawową materię jedenastu analitycznych rozdziałów Pragmatyki przekładu. „Pierwsze przykłady tekstów – przedstawia Autorka jej zawartość - łączy przede wszystkim związek słowa z muzyką (Melodie na Psałterz, hymn Unii Europy, Fuga śmierci). Trzy następne oplecione są wokół osi historii. Mówią o trwaniu i przemijaniu narodów. Przemijanie jest udziałem zwłaszcza narodów małych (Układała swe włosy, Raport z oblężonego miasta, Rozpoczęta opowieść). Trzy dalsze poruszają relatywizm kategorii estetycznych i etycznych (Miniatura średniowieczna, Cebula, Kobiety Rubensa). Ostatnie [...] ilustrują los tekstu, który ze względu na swą powszechność funkcjonuje, stawszy się tekstem klasycznym, trochę jako nasz tekst, [...] czyli popularny, anonimowy.” (Pisarkowa 1998: 36) We wszystkich jedenastu analizowanych „przypadkach poetyckich” pokazuje uwikłania ich elementów słownych i pozasłownych na tle szerokich kontekstów porównawczych – historycznych, politycznych, kulturowych, społecznych.

Pragmatyka przekładu jest plonem sześciu lat wykładów i konwersatoriów prowadzonych przez Autorkę w latach 1991-1994 w Institut für Übersetzer- und Dolmetscherausbildung Uniwersytetu Wiedeńskiego oraz w latach 1994-1997 w Katedrze Językoznawstwa Ogólnego i Indoeuropejskiego UJ. „A na sam deser – notuje w autobiograficznych zapiskach z 2007 r. – zaproszono mnie na orientalistykę, także na wykłady o przekładzie. Orientalistyka jest niewątpliwie najciekawszą filologią i to chyba był mój deser. Po śmierci Klamensiewicza często wyrażała żal, że nie była na uniwersytecie „od zawsze”: „to wynikło – pisała w r. 2007 – z przyzwoitości w sosunku do Klemensa. Gdy odchodził z UJ, testował mnie, czy chce przejść tam, czy zostać w jego pracowni przytulonej do Słownika Staropolskiego. Staroświeckie obyczaje sprawiły, że nie wypadało powiedzieć << Chcę być na UJ>>. I nie wyrosłam z nich.” (Z konspektu „Dylematy i doświadczenia polonistki”)

Za opus magnum Krystyny Pisarkowej słusznie uchodzi dwutomowe dzieło Językoznawstwo Bronisława Malinowskiego. Autorka nie przywróciła Malinowskiego polskiej nauce. Zrobili to dwadzieścia lat wcześniej krakowscy etnografowie z Andrzejem Paluchem na czele. Natomiast dzięki Niej odbył się triumfalny powrót myśli i dzieła Malinowskiego do polskiego językoznawstwa. Wprawdzie o funkcji fatycznej języka uczyli się polscy studenci już w latach sześćdziesiątych, bo w 1961 Roman Jakobson opublikował w Pamiętniku Literackim swoją Poetykę w świetle językoznawstwa, ale mało kto kojarzył ją sobie z Malinowskim. A zresztą sama funkcja fatyczna języka w lingwistyce światowej traktowana była przez lata po macoszemu. Kiedy zaś naukę o funkcjach języka zagłuszyła typologia aktów mowy, pojęciu funkcji fatycznej groziło zapomnienie. Dopiero w latach osiemdziesiątych idea, że najgłębszy sens języka leży nie w communicatio, ale w communio, zaczęła sobie torować drogę do świadomości powszechnej. W ten nurt w Polsce wpisała książka Pisarkowej o Broniu i jego językoznawstwie. Książka niezwykła, bo zainspirowana fascynacją światowej kariery naukowej chorowitego chłopca z krakowskiego Podwala (urodzonego w odległości kilku kamienic od późniejszej siedziby Instytutu Języka Polskiego, miejsca pracy Pisarkowej) w pierwszym tomie sugestywnie opowiada o jego pracy badawczej w Londynie i na antypodach, o odkryciach, twórczości i splecionym z nią życiu, o recepcji jego dzieła, a w drugim – przynosi niektóre z przetworzonych wyników jego badań (jak leksykon kiriwińsko-polski i polsko-kiriwiński). (Pisarkowa 2000a)

„Prace polskie o Malinowskim – pisze Pisarkowa - najmniej mówią o jego udziale w językoznawstwie. A jego wkład jest istotny, oryginalny, twórczy, trwały, bo nadal obecny [...]. Inne role Malinowskiego są dobrze znane, ale nie ta, której nie odegrał żaden inny poza nim antropolog. [...] Zagadnienie językoznawczej cząstki w dziele Malinowskiego wiąże się z tym, że jego język ojczysty, to znaczy wewnętrzny, język podświadomości i świadomości, język, w którym śnił i myślał najwięcej – jeżeli w ogóle myślał i śnił w innym – był polski.” (Pisarkowa 2000: 26)

Jeżeli w „dzieciństwie” skłaniała się Pisarkowa ku młodogramatykom i różnym strukturalizmom, jeżeli w „młodości” dała się porwać gramatyce tekstu, a zwłaszcza pragmalingwistyce, to „wiek dojrzały” należał do etnolingwistyki, a nawet antropologii kulturowej. Każda z tych orientacji sprzyja różnym zadaniom badawczym. Nie sposób jednak, ulegając nowej fali teoretyczno-metodologicznej zerwać z dawną problematyką badawczą: nadal po r. 1998 ukazują się analizy poezji utrzymane w duchu „przypadków poetyckich”, poświęcone to Brewiarzowi Zbigniewa Herberta (1999), to wierszowi Jestem za blisko Szymborskiej (2002), to Eurydyce Miłosza (2004), to polskim przekładom Romea i Julii (2005), to wierszowi Do lampy (2006); na przełomie wieków ukazało się kilka artykułów poświęconych różnym wątkom Rozmyślania przemyskiego, a w r. 2002 – dość daleki od językoznawstwa uprawianego w „dzieciństwie” kultowy esej Magia Orientu.

Twórczość Krystyny Pisarkowej – jak już wspomniałem – charakteryzuje się tym, że jakiś wątek dopiero co ukończonego dzieła inspiruje podjęcie nowego tematu. Takim spinaczem między Językoznawstwem Malinowskiego a następną jeszcze nieopublikowaną książką Rachunek sumienia jako zadanie tłumacza stał się wydany przez ojca Bronia (czyli Bronisława Malinowskiego) szesnastowieczny „wzorzec spowiedzi spisany dla królewny Jadwigi, córki Zygmunta Starego przez jej opiekuńczego bogomodlcę”. (Pisarkowa 2000: 37) Ten zabytek rozbudził zainteresowanie Pisarkowej innymi podobnymi zabytkami, najpierw staropolskimi, potem łacińskimi, niemieckimi, angielskimi, na koniec współczesnymi i współczesną katolicką literaturą penitencjarną. Poszukiwania takich tekstów, gromadzenie i analizowanie ich towarzyszą zbliżeniu do religii i Kościoła. Autorka dowodzi z wielkim zaangażowaniem, że rachunek sumienia jest swoistą autobiografią, której istota polega na znalezieniu właściwych środków wyrazu dla wieloznacznej – jak pisała Autorka w Pragmatyce przekładu – rzeczywistości. Robiąc rachunek sumienia czy pisząc autobiografię, stoimy przed zadaniem analogicznym do tego, które Walter Benjamin przed kilkudziesięciu laty opisał jako zadanie tłumacza (Aufgabe des Übersetzers). Tak się skrystalizował konspekt książki, w znacznym stopniu zrealizowany.17

W szufladach wielkiego przedwojennego biurka Krystyny Pisarkowej pozostały notatki, zapiski pomysłów na nowe artykuły, teksty z różnych względów porzucone, wspomnienia, fragmenty pamiętnika, opowiadania, niewątpliwie zasługujące na ogłoszenie drukiem, a wreszcie niekiedy urzekające utwory poetyckie (polskie i niemieckie). Może się tu znajdzie miejsce na jeden z nich:

ŻYCIORYS

Uczyłam się chodzić

kazano maszerować

Uczyłam się słyszeć

kazano wierzyć

Uczyłam się pisać

kazano czytać

Uczyłam się śpiewać

kazano mówić

Uczyłam się milczeć

kazano kłamać

Uczyłam się gardzić

kazano szanować

Uczyłam się kochać

kazano czekać

Znienawidziłam

umarłam

udawałam


życie

chód


śpiew

śmiech


milczenie

pogardę


miłość

śmierć


bo

zmartwychwstaję teraz

zamykam oczy

zatykam uszy

uciekam na oślep

krzycząc


OTWIERAĆ OKNA

WYWAŻAĆ DRZWI

PODNOSIĆ WIEKA

ROZSUWAĆ ZASŁONY

ROZWIĄZAĆ, ROZWIĄZAĆ, ROZWIĄZAC

bo

NIE CHCĘ NIC WIĘCEJ UMIEĆ!



Jest rzeczą mało prawdopodobną, by któryś z wierszy Krystyny Pisarkowej przebił się do szerszej świadomości społecznej. Natomiast moim zdaniem ponad wszelką wątpliwość dzięki Niej w świadomości polskich syntaktyków zagnieździła się kategoria niezdaniotwórczej predykacji; wstyd, pisząc o składni polskich zaimków odmiennych, nie przywołać Jej rozprawy z r. 1969, ciągle jeszcze żaden historyk polskiej składni nie może, nie kompromitując się, zlekceważyć Jej monografii z r. 1984; przedłużyła życie wielu starym polskim wyliczankom, a wiele innych nobilitowała swoimi interpretacjami; ona Składnią rozmowy telefonicznej z r. 1975 otworzyła oczy wielu polskim syntaktykom na problematykę, metody i narzędzia badawcze polszczyzny mówionej; jak Bona w sprowadzeniu włoszczyzny, tak Pisarkowa odegrała pierwszorzędną rolę w sprowadzeniu do Polski teorii aktów mowy i pragmatyki językowej, spopularyzowała je i pokazała, jak je stosować w analizach empirycznych; stworzyła pragmatykę przekładu i wprowadziła ją do dydaktyki uniwersyteckiej; spopularyzowała Jungowskie kategorie archetypu i prototypu; przywróciła polskiemu językoznawstwu teorię języka i pojęcie wspólnoty fatycznej Bronisława Malinowskiego; swoimi artykułami wprowadziła do polskiego językoznawstwa zainteresowanie przejęzyczeniami, kreatywnością językową, przemilczeniami, nazwami zapachów w polszczyźnie, konotacją polskich nazw narodowości, językiem muzyki, spojrzeniem na spowiedź jako na akt mowy. Tak Krystyna Pisarkowa wypełniła swoje „zobowiązania językoznawcy”.

Odeszła nagle, bez pożegnania w sobotę 27 lutego 2010 r. około godziny jedenastej.


Bibliografia



Celan Paul (1994): Wiersze, przeł. Krystyna Pisarkowa. Literatura na Świecie, nr 6, 101-102.

Jarniewicz Jerzy (2000): Krzywe równoległe, Literatura na Świecie, nr 3, 305-312.



Pisarkowa Krystyna (1959): Przypadek dopełnienia w polskim zdaniu zaprzeczonym. - Język Polski XXXIX, nr 1, 9-32.

Pisarkowa Krystyna (1963): Predykatywność określeń w polskim zdaniu.- Biuletyn Polskiego Towarzystwa Językoznawczego, XXII, 153-159.

Pisarkowa Krystyna (1965): Predykatywność określeń w polskim zdaniu.- Wrocław: PAN.

Pisarkowa Krystyna (1972): Szkic pola semantycznego zapachów w polszczyźnie.- Język Polski LII, 330-340.

Pisarkowa Krystyna (1974): O spójności tekstu mówionego, [w:] Tekst a język. Problemy semantyczne, pod red. M.R. Mayenowej. – Wrocław, 41-71.

Pisarkowa Krystyna (1975a): Składnia rozmowy telefonicznej. Prace Instytutu Języka Polskiego PAN. – Wrocław: Ossolineum.

Pisarkowa Krystyna (1975b): Wyliczanki polskie. Wrocław.

Pisarkowa Krystyna (1975c): Pragmatyczny składnik kompetencji językowej. – Polonica I, 7-18.

Pisarkowa Krystyna (1976): Konotacja semantyczna nazw narodowości w języku polskim. – Zeszyty Prasoznawcze nr. 1, 5-26.

Pisarkowa Krystyna (1976): Pragmatyczna motywacja parataksy, Semantyka języka i tekstu pod red. M.R. Mayenowej. – Wrocław 203-212.

Pisarkowa Krystyna (1976): Pragmatyczne spojrzenie na akt mowy. – Polonica II, 265-279.

Pisarkowa Krystyna (1976): Rozważania o argumentacji w języku naturalnym.- Polonica III, 79-88.

Pisarkowa Krystyna (1976): Tak polskie były Sulajki. – Teksty, z.4-5, 274-280.

Pisarkowa Krystyna (1982): Language and Naionality (Implications). – Biuletyn PTJ XXXIX, 33-43.

Pisarkowa Krystyna (1983): Pisemny akt mowy jako lekarstwo na konflikt, [w:] Tekst i zdanie. Zbiór studiów, pod red. T. Dobrzyńskiej i E. Janus. – Wrocław 161-169.

Pisarkowa Krystyna (1984): Historia składni języka polskiego. – Wrocław: Ossolineum.

Pisarkowa Krystyna (1986): O komunikatywnej funkcji przemilczenia. – Zeszyty Prasoznawcze nr 1, 25-34.

Pisarkowa Krystyna (1987): Przyczynek do dziejów polszczyzny w szkole: czy istnieł w zaborze rosyjskim odpowiednik Sprachzeichen? [w:] Sprach u. Kulturkontakte im Polnischen. GesammelteAufsätze für A. de Vinzenz zum 65. Geburtstag. Specimina Philologiae Slavicae, Supplementband 23, München, 301-307.

Pisarkowa Krystyna (1989): Androhung als Sprechakt, [w:] Stilistisch-rhetorische Diskursanalyse, hrsg. von B. Sandig. - Forum Angewandte Linguistik 14, 75-85.

Pisarkowa Krystyna (1991): Bezpośrednie akty mowy, [w:] „Words are Physicians for an ailing mind”, ed. by M. Grochowski, D. Weiss, Sagners Slavistische Sammlung, 17. – München, 329-336.

Pisarkowa Krystyna (1991): Noch ist Polen nicht verloren. Sprache und Rezeption des Dąbrowski-Marsches, Deutsch-Polnische Ansichten zur Literatur und Kultur Jahrbuch 1990, Darmstadt, 59-73.

Pisarkowa Krystyna (1994a): Język według Junga. O czytaniu intencji, Nauka dla wszystkich nr 466, Kraków: PAN.

Pisarkowa Krystyna (1995): Zum Archetypus und dem semantischen Muster, [w:] Analecta Indoeuropea Cracoviensia Ioannis Safarewicz memoriae dedicata, ed. W. Smoczyński. – Cracoviae: Universitas, 295-304.

Pisarkowa Krystyna (1991): Archetyp i prototyp a genus, [w:] W świecie znaku, ku czci prof. Jerzego Pelca - w 70 rocznicę urodzin. Warszawa, 283-286.

Pisarkowa Krystyna (1998): Pragmatyka przekładu. Przypadki poetyckie.- Kraków: IJP PAN.

Pisarkowa Krystyna (2000): Językoznawstwo Bronisława Malinowskiego. Więzy wspólnego języka, t. I. – Kraków: Universitas.

Pisarkowa Krystyna, red. (2000): Językoznawstwo Bronisława Malinowskiego. – Kraków: Universitas.

Pisarkowa Krystyna (2003): Rachunek sumienia jako zadanie tłumacza, [w:] Języki orientalne w przekładzie. – Kraków: Wyd. UJ, 57-65.

Pisarkowa Krystyna (2006): Spowiedź jako akt wykonawczy – z „Wyznań” św. Augustyna, [w:] Od fonemu do tekstu. Prace dedykowane profesorowi Romanowi Laskowskiemu pod red. I. Bobrowskiego i K. Kowalik. Kraków: Lexis.

Pisarkowa Krystyna (2007): Przyczynek do wyobrażeń o relacji między myśleniem a językiem. Przegląd Humanistyczny, nr 1, 165-171.

Quasthoff Uta (1973): Soziales Vorurteil und Kommunikation – Eine sprachwissenschaftliche Analyse des Stereotyps. – Frankfurt a. M.: Athenäum.

Urbańczyk Stanisław (1994): Profesor Krystyna Pisarkowa w roli jubilata, [w:] Krystyna Pisarkowa: Z pragmatycznej stylistyki, semantyki i historii języka. Wybór zagadnień. – Kraków IJP PAN, 5-8.

1 Podział życia naukowego Krystyny Pisarkowej na dzieciństwo, młodość i dojrzałość pochodzi z jej notatek do autobiografii. Zgodnie z tą konwencją, wszystko, co się w jej życiu wydarzyło wcześniej, należałoby zaliczyć do okresu niemowlęctwa: urodziła się w Gdańsku 30 stycznia 1932 r. (dokładnie rok później kanclerzem w Niemczech został Adolf Hitler) jako córka jedynaczka wolbromianki, nauczycielki muzyki, pianistki Stanisławy z Kamińskich (1903-1988) i niemieckiego przedsiębiorcy Kurta Harrera. W czasie wojny i zaraz po wojnie trudno było dziewczynce uważającej się za Polkę być córką Niemca (nawet siedzącego w niemieckim więzieniu), wychowywaną jednocześnie w rodzinnym kulcie brata matki, Edwarda Kamińskiego, który poległ w Woli Gułowskiej pod Kockiem w straceńczym ataku na bagnety 3 października 1939 r. Od lipca 1944 r. do końca okupacji obie z matką musiały się ukrywać, by uniknąć ewakuacji w głąb Rzeszy. Ostatecznie w Jej przyszłej karierze naukowej istotną rolę odegrały atuty odziedziczone po rodzicach: po matce – głęboki, romantyczny polski patriotyzm oraz uwielbienie muzyki z umiejętnością gry na fortepianie, po ojcu – doskonałą znajomość języka niemieckiego. Po wojnie ojciec, mieszkający już w Niemczech, płaczliwymi listami starał się ściągnąć do siebie obie kobiety. Obie konsekwentnie odmawiały. Dzielił się z córką wahaniami, czym mógłby się teraz zająć. To Ona korespondencyjnie podsunęła mu pomysł tłumaczenia polskiej literatury, dzięki czemu na niemieckich półkach księgarskich pojawiły się po roku 1950 jego przekłady polskiej prozy m.in.: Prusa (Lalka, Faraon), Sienkiewicza (Quo vadis), Zapolskiej (Moralność pani Dulskiej), Żeromskiego (Przedwiośnie), Iwaszkiewicza (Czerwone tarcze, Wzlot, Matka Joanna od Aniołów), Arkadego Fiedlera, Karola Estreichera (Krystianna), Czesława Centkiewicza, Jerzego Broszkiewicza (Kształt miłości), Kazimierza Brandysa, Jana Potockiego (Rękopis znaleziony w Saragossie), Igora Neverlego (Chłopiec z Salskich Stepów), Gustawa Morcinka (Pokład Joanny, Ondraszek), Mieczysława Jastruna (Poeta i dworzanin), Leopolda Tyrmanda (Zły) i in.

Następstwa „niesłusznego” pochodzenia ciągnęły się za córką Kurta Harrera przez długie lata. Kiedy w latach sześćdziesiątych wybierała sie po raz pierwszy za granicę, „były wielkie trudności z uzyskaniem paszportu – wyznaje po latach Stanisław Urbańczyk – [...]. Jeszcze większe były trudności z zatwierdzeniem tytułu docenta. Mimo negatywnej opinii krakowskiego KW PZPR dał aprobatę w KC PZPR prof. Werblan, zaufawszy sekretarzowi wydziału PAN, prof. Madajczykowi, jak poprzednio Madajczyk mnie.” (Urbańczyk 1994: 6)



2 Ambicje muzyczne nie opuszczały jej i na studiach polonistycznych. W marcu 1953 r. pisze do kolegi, późniejszego męża, siedzącego w więzieniu: „Zdałam już egzamin [Historię filozofii u K. Pasenkiewicza] z bardzo dobrym i najrozmaitszymi pochwałami. Moja pycha jest zupełnie zadowolona i ugłaskana. Kupiłam jej w nagrodę „Włoski koncert” Bacha. I zobowiązuję się wyćwiczyć go do przyszłego roku bez zarzutu.” (List z 18 III 1953)

3 Indeks poświadcza prawdę tych wspomnień, dorzuca sporo innych piątek, ale też zdradza wstydliwe zaledwie dobre oceny: z gramatyki historycznej z dialektologią od Klemensiewicza (14 czerwca; przygotowywaliśmy sie do tego egzaminu razem pod kopcem Kościuszki; co to były potem za szlochy!) i z Językoznawstwa indoeuropejskiego od Kuryłowicza; jest też w indeksie jedyna ocena dostateczna z ekonomii politycznej z 7 II 1952 (zaczynałem wtedy czwarty miesiąc śledztwa).

4 Jak powie mi ktoś, że to nic wielkiego, skoro znała niemiecki, zapytam go, czy studenci znający dobrze język polski rozczytywali się w starszej literaturze językoznawczej polskiej.

5 Obszerny, bo ponaddwudziestostronicowy skrót tej pracy ukazał się w 1959 r. w Języku Polskim. Nie była to jednak pierwsza publikacja jej autorki. Prawdziwy debiut miał miejsce pięć lat wcześniej w Weimarze; było to posłowie i tablice genealogiczne do tłumaczonej przez ojca książki J. Iwaszkiewicza Czerwone tarcze (Die roten Schilde, Weimar 1954, s. 461-468).

6 Mimo doskonałych wyników ze studiów i wysoko ocenianej pracy magisterskiej przez trzy lata nie ma dla niej etatu naukowego; w ramach kierowanej przez Klemensiewicza Pracowni Składni Historycznej w formie prac zleconych zbiera materiał do przyszłej syntezy dziejów polskiej składni, którą po latach przyjdzie jej pisać. Na pół etatu pracuje w Państwowym Wydawnictwie Muzycznym. Oczekiwanie na etat w Pracowni Klemensiewicza kończy szczęśliwie dla niej i mgr Jadwigi Koniecznej (późniejszej Twardzikowej) 1 kwietnia 1956 r.

Należy tu dodać, że w r. 1955 wychodzi za mąż za Walerego Pisarka, kolegę ze studiów, który właśnie opuścił Ośrodek Pracy Więźniów w Jawiszowicach. Rok później przychodzi na świat ich córka Dorota, a po dwudziestu kilku latach – wnuk Joachim.



7 Zdezorientowany Polak staje według autorki przed czterema możliwościami: nie zostawię jej tak smutną / nie zostawię jej tak smutnej / nie zostawię ją tak smutną / nie zostawię ją tak smutnej. (Pisarkowa 1959: 27)

8 Na pytanie o mistrzów z językoznawstwa ogólnego Pisarkowa odpowiada w r. 2007: „...ubóstwiałam Kuryłowicza i to nie za darmo: bardzo mu wiele zawdzięczam! Także Milewskiemu. Ale z tym, co zawdzięczam Kuryłowi, jak go moje pokolenie nazywało, nic nie jest porównywalne. Jego inspiracje intelektualne przewyższały oferowane mi przez innych. M.in. to jemu przypisuję zasługę, że będącą na etacie w IBL-u, gdzie nie było kontaktu z odbiorcą, zapraszano mnie na zagraniczne konferencje i uczelnie: np. do Saarbrücken, Bochum, Moguncji, Heidelbergu, Konstancji, Wiednia i in. Poznawałam klasyków językoznawstwa ogólnego: Weisgerbera, Wintera, Hartmanna, Engla, Weinreicha; ludzi mego pokolenia: Barbarę Sandig, Settekorna, Wernera Holly’ego i in.” (Z notatek w domowym archiwum osobistym Krystyny Pisarkowej)

Wprowadzenie Pisarkowej w świat inaczej widział S. Urbańczyk: „Szczęśliwie tak się złożyło, że prof. Józef Hamm oddał do mojej dyspozycji stypendium austriackie. Przedstawiłem Pisarkową z powodu doskonałej znajomości niemieckiego.” (Urbańczyk 1994: 6)



9 Nie lubi też prac zespołowych. Zespołowe studia nad zapomnianymi konstrukcjami są wyjątkiem wynikającym z poczucia lojalności wobec mistrza i koleżanek. Do wyjątków należy też Jej udział w zespole autorów „Encyklopedii języka polskiego” i „ Deutsch-polnische kontrastive Grammatik” pod redakcją Ulricha Engla. Uczestniczy jednak w latach 1968-2000 w pracach Międzynarodowej Komisji Gramatycznej Języków Słowiańskich, od 1952 r. jest członkiem Towarzystwa Miłośników Języka Polskiego, od 1963 należy do Komitetu Redakcyjnego Języka Polskiego (od 2005 jest jego redaktorem naczelnym), także od tego roku jest członkiem Polskiego Towarzystwa Językoznawczego, a od r. 1965 członkiem Komitetu Redakcyjnego Biuletynu PTJ. W 1990 r. przyznano jej godność członka korespondenta PAU, a cztery lata później – członka czynnego. W r. 2003 została powołana w skład Rady Języka Polskiego.

10 W niepozbawionej kokieterii nocie na okładce książki czytamy: „Autorka zajmowała się wyliczankami od czwartego roku życia [...]. Najwięcej wyliczanek poznała w Łanach Małych, kiedy miała sześć lat i huśtała się na wierzbie. Wtedy postanowiła zebrać wszystkie wyliczanki i wszystkie objaśnić. (Pisarkowa 1975 b)

11 Sama autorka notuje w autobiograficznych zapiskach z r. 2007: „Najprawdziwsze powodzenie miała wśród mych prac książka Składnia rozmowy telefonicznej (1975). Rozeszła się tak b. szybko i radykalnie, że mam tylko jej ksero. Kilka razy mi ją podwędzono albo wycyganiono ode mnie egzemplarz autorski. [...] Teksty rozmów nagrywała córka z koleżankami. Podsłuch był na dodatkowym telefonie, żeby nagrywane osoby mówiły w sposób naturalny. Post factum udostępniłam teksty osobom nagranym. Zaakceptowały nagrania, dając mi jednocześnie zgodę na ich wykorzystanie bez prawa zdradzania z mojej strony nazwisk osób nagranych. Te poświadczenia zgody przechowuję... ale już nie pamiętam, gdzie!” Z uznaniem wypowiada się o tej pracy Pisarkowej Stanisław Urbańczyk: „Rok po roku przynosił nowe artykuły, zawsze pomysłowe, lecz wszystko to przyćmiła książka pt. „Składnia rozmowy telefonicznej” (1975) – raz po raz odwołują się do niej różni autorzy polscy i obcy,, bo to i pomysł oryginalny, zabawne rozmowy, no i naukowa interpretacja.” (Urbańczyk 1994: 6)

12 Trudno się tu powstrzymać przed przypomnieniem wiersza Artura Oppmana Za kroplę mojej niemieckiej krwi. Piszę to z pewnym wahaniem, bo pamiętam, jak kiedyś bardzo moja wzmianka o tym wierszu ją rozdrażniła. Już nigdy przy Niej o nim nie wspomniałem.

13 Rzecz, skreślona w r. 1974 przez warszawską cenzurę z tomu Swojskość i cudzoziemszczyzna w dziejach kultury polskiej, ukazała się dwa lata później w krakowskich Zeszytach Prasoznawczych.

14 W swoich pierwszych tekstach o „językoznawstwie Malinowskiego” interpretuje Pisarkowa formuły magiczne Trobriandczyków (Pisarkowa 1995), potem kilkakrotnie omawia a to „Sacrum w magii Trobriandów” (1998), a to relacje zaklęć magicznych z faktami (1998).

15 Prawdopodobnie to przez Eliadego wciągnęła Ją poezja Celana, którego udatnie tłumaczyła i do szuflady, i do druku (Celan 1994).

16 Jerzy Jarniewicz w swojej recenzji z tej książki Pisarkowej nazwie jej koncepcję przekładu maksymalistyczną, bo zgodnie z nią „każdy, kto porusza się między znakami, kto wiąże to, co nieznane, nowe, obce i ukryte, z tym, co znane, stare, swojskie i jawne, jest tłumaczem.” (Jarniewicz 2000: 306)

17 Opublikowane zostały wstępne wersje lub fragmenty niektórych jej rozdziałów, m.in.: programowy Rachunek sumienia jako zadanie tłumacza (Pisarkowa 2003) oraz problemowe: o spowiedzi jako akcie wykonawczym (Pisarkowa 2006) i o relacji między myśleniem a językiem (Pisarkowa 2007).



©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna