Ks. Andrzej Gerard Dyl Buchcice 39, 33-170 Tuchów



Pobieranie 407.26 Kb.
Strona2/5
Data07.05.2016
Rozmiar407.26 Kb.
1   2   3   4   5

Prawdziwa tragedia rozegrała się w domu /według ówczesnej numeracji/ numer 27/ który był czworakiem dworskim/. Dnia 9 lutego 1847 roku umiera 50-letni Jakub Gut, mąż Wiktorii, ojciec kilkorga dzieci. W rocznicę rabacji /21 lutego/ 14-letni syn zmarłego, Wojciech, pod nieobecność matki, zabił swego, liczącego dwa i pół roku, brata Wawrzyńca, poćwiartował /nawet czaszkę opróżnił z mózgu/, ugotował i jadł z siostrami, 9-letnią Zofią i 5-letnią Anną. Obydwie zmarły z wycieńczenia w czerwcu tego samego roku. Matka nieszczęsnych dzieci, Wiktoria, zmarła w 1853 roku, w wieku 55-ciu lat na paraliż płuc, jako żebraczka.




Notatka w Księdze Zmarłych /r. 1847/ o tragedii w Buchcicach
Wszystkie te wydarzenia wstrząsnęły sumieniem mieszkańców, czego dowodem są zobowiązania trzeźwościowe. W tuchowskiej parafialnej księdze trzeźwości znajdują się wpisy po kilkadziesiąt osób rocznie /np. 54 osoby w 1853 roku/, którzy " ślubowali przed Bogiem, Najświętszą Maryją Panną i swoim świętym Aniołem Stróżem w użyciu wszystkich rozgrzewających napojów zawsze ścisłą miarę zachowywać i innych do tego naprowadzać". "Całkiem od wódki" zobowiązało się powstrzymać 60 osób, a wśród nich kowal Tomasz Skrobot.

Wioska się wyludniała. W 1848 roku zmarło 27 osób, głównie z powodu tyfusu, w 1852 roku - 33 osoby /tyfus i szkarlatyna/, w 1853 roku - 24 osoby, a w 1854 - 28 osób. Nowo urodzone dzieci umierały wkrótce po przyjściu na świat /np. z dwunastu urodzonych w 1847 roku - zmarło osiem; w 1848 roku - na osiem urodzonych - troje zmarło w niemowlęctwie, czwarte w wieku dziesięciu lat/. Potrzeba było trochę czasu, by nastąpił rozwój wsi i wzrost liczby ludności. Przyczyniło się do tego zniesienie pańszczyzny z dniem 15 maja 1848 roku. Chłop pozostał jednak nieufny, zarówno wobec pana, jak i wobec władzy austriackiej. Świadomość chłopa musiała być ograniczona, skoro nie umiał czytać ani pisać. W księgach metrykalnych drugiej połowy XIX wieku, zamiast podpisów świadków lub rodziców małoletnich nupturientów widnieją krzyżyki. Podpisywali się tylko szlachetnie urodzeni, ekonomowie dworscy i ludzie ze świata. Szkołę dla Buchcic i Mesznej Opackiej powołano dopiero w 1888 roku.



Ważnym wydarzeniem dla Tuchowa i Buchcic była budowa kolei żelaznej Tarnów -Leluchów. Na odcinku półtora kilometra jej trasa przebiega przez Buchcice. Prace inżynieryjne rozpoczęto w 1873 roku, by po komisyjnym zbadaniu trasy /2 grudnia 1873 – 15 stycznia 1874/, wiosną 1874 roku rozpocząć roboty. Inżynierowie wytyczający przebieg linii i nadzorujący prace mieszkali we dworze. Jednymz nich był Paweł Köller, ożeniony z Marią Proske ze Śląska. We dworze /6 września 1868 roku/ zmarła jego teściowa Rosina Proske /lat 75/. Dla wielu mieszkańców Buchcic budowa linii kolejowej była okazją do pracy i zarobku. Wszystkie prace zakończono latem 1876 roku. 18 sierpnia tego roku, w urodziny cesarza Franciszka Józefa, nowo wybudowana kolej została otwarta. Do publicznego użytku oddano ją dopiero 18 maja następnego roku. Pociąg osobowy z Tarnowa do Leluchowa odchodził raz dziennie /o 13,45/ i raz w tygodniu, we wtorek, skład „mieszany” o 6-ej nad ranem. Podróż z Tarnowa do Tuchowa trwała 45 minut. W latach 80-tych XIX wieku Buchcice liczyły około pięciuset mieszkańców. Niestety, kolej żelazna zaczęła zabierać swoje ofiary. Pierwszą z nich był 16-letni pracownik kolejowy Józef Dziaduła, który w sierpniu 1901 roku ginie pod kołami pociągu. Do końca XX wieku śmierć na torach znalazło kilkanaście osób z samych tylko Buchcic.

Dębiccy byli właścicielami dworu w Buchcicach jeszcze w latach osiemdziesiątych XIX wieku. W Acta fundationis ecclesiae et prioratus ad thaumaturga Tuchoviensem znajduje się zapis: "J. W. Honoryna Dębicka, żona zacnego Ludwika Dębickiego, właściciela Buchcic, pani bogobojna, ofiarowała kościołowi NMP 10.X.1886 roku bardzo gustowny ornat z czerwonego atłasu, który to własnemi rękami zrobiła" – z prośbą "iżby jej syn kiedyś w ornacie Bogu służył... Państwo bardzo zacne, przejęte uczuciami katolickiemi i patriotyzmem prawdziwie polskim, dom ich gościnny, tam kapłan mile bywa widziany". Lata dziewięćdziesiąte przyniosły zmianę właściciela Buchcic, bowiem w 1900 roku umiera 55-letni Karol Trk, mąż Idy Ombach, odnotowany w księdze zmarłych jako właściciel dóbr buchcickich i zamieszkały pod numerem pierwszym, czyli we dworze. W 1904 roku w tymże dworze nagłą, prawdopodobnie samobójczą, śmiercią odchodzi z tego świata były rosyjski generał, książę Stanisław Maciej Jabłonowski /urodzony w Wenecji 17 sierpnia 1844 roku/. Pogrzeb odbył się w Krakowie. Wdowa Stefania, z domu Janszyn – Massaleska, sprzedała dwór Aleksandrowi Dominikowi Kwiatkowskiemu, który w 1913 roku należy do komitetu kościelnego parafii tuchowskiej i wraz z ks. drem Ignacym Józefem Maciejowskim, Wojciechem Krogulskim i Tadeuszem Patykiem z Lubaszowej oraz z Józefem Antoniem z Burzyna podpisuje protokół z oglądania zapisków znalezionych w bani wieży kościoła. Z żoną Wacławą z d. Sauer miał on córkę Marię Joannę /ur. 24 V 1890 r./, która w wieku 33 lat /28 czerwca 1923 roku/ wyszła za mąż za architekta /director expositurae aedificationis/ Władysława Edwarda Stępińskiego, herbu Bończa, /ur. 27 II 1890 r w Jaśle/, zamieszkałym w Tarnowie na ul. Krakowskiej nr 8. Owocem tego małżeństwa byli dwaj synowie: Stanisław Piotr Aleksander /ur. 18 stycznia 1925 roku/ i Jan Władysław Marian /ur. 6 czerwca 1926 roku/. Po parcelacji dóbr dworskich Maria Joanna Stępińska wraz z synami zostali aresztowani pod pretekstem posiadania broni i odbierania chłopom ich dobytku i przesiedzieli w więzieniu około roku. Utraciwszy swoją własność w Buchcicach kupili w Tuchowie nad Białą w pobliżu drogi do Burzyna /obecnie ulica Polna/ starą karczmę i od sąsiadki - która dostała ziemię z parcelacji dworu tuchowskiego - odkupili hektar gruntu, by wybudować dom z drewna modrzewiowego z rozbiórki karczmy. Władysław Edward przeżył 83 lata /zmarł 28 I 1973 r. w Tarnowie/ i spoczywa w rodzinnym grobowcu w Żabnie. Jego małżonka Maria Joanna zmarła 1 sierpnia 1980 roku w Tuchowie i została pogrzebana obok męża w Żabnie. Jan Władysław Marian Stępiński ożenił się w kwietniu 1953 roku z Marią Heleną Stec i mieli troje dzieci. Zmarł 5 grudnia 1990 roku i pogrzebany został w Tuchowie. Stanisław Piotr Aleksander w lipcu 1953 roku ożenił się w Mościcach z Barbarą Widziszewską, mieli dzieci /syna i córkę/. Zmarł 8 maja 1990 roku i spoczywa w Warszawie. We dworze Stępińskich przez okres 20-tu lat mieściła się szkoła, obecnie /2003 r./ służy jako dom nauczyciela.

Na początku XX wieku rozegrała się w Buchcicach kolejna tragedia. Tym razem dotknęła ona rodzinę Zielińskich, która sprowadziła się tu z Maszkienic koło Brzeska. Joanna /lub Janina/ i Stanisław Zielińscy kupili i zamieszkali w domu - według dawnej numeracji - 26 /czyli w dawnym dworze/. Mając piątkę dzieci, Stanisław pojechał - jak wielu innych z Buchcic w owym czasie - za chlebem do Stanów Zjednoczonych. W czasie kilkuletniego pobytu w USA jego żona urodziła mu córkę Honoratę. Kiedy powrócił i był gotów zaakceptować dziecko, został zamordowany - jak wykazał przewód sądowy - przez sąsiada i faktycznego ojca Honoraty, Franciszka Cicha, przy współudziale niewiernej małżonki i swego wyrodnego syna Władysława. Główny winowajca zmarł w więzieniu, syn stracił w więzieniu nogę, a pozostała rodzina powróciła z powrotem do Maszkienic.

Pierwsza wojna światowa już na swym początku spowodowała zniszczenia i ofiary wśród mieszkańców Buchcic. Kula armatnia uderzyła w dom Agnieszki Piotrowskiej i zabiła krowę. Ludzie uciekali z odzieżą i pościelą w doliny. Dnia 23 grudnia 1914 roku pocisk uderzył w dom Grzybowskiej /obecnie posesja Janiny Turaj/ i spowodował pożar. W czasie walk w Łowczówku, w wigilię 1914 roku, zginął od zabłąkanej kuli 60-letni Jan Wojtanowski, ojciec siedmiorga dzieci: Marii, Józefa, Wojciecha, Jana, Franciszka, Jakuba i Apolonii, zostawiając żonę Katarzynę. Po bitwie pod Łowczówkiem ludzie uciekali przed linią frontu aż do Siemiechowa. W dniu 27 grudnia wracali przez linię frontu wojsk rosyjskich. Niektóre domy były spalone, inne zdemolowane, a na ścianach wszystkich widoczne były ślady kul. W samych Buchcicach - mimo że leżały na linii frontu - nie odnotowano więcej ofiar w ludziach. Od stycznia do kwietnia 1915 roku w Buchcicach kwaterowali żołnierze rosyjscy, rekwirując krowy, kury, koniczynę i siano. Ofensywa wojsk austriackich - 2 maja 1915 roku - wyparła Rosjan, ale wtedy zaczęły się przesłuchania mieszkańców domów w których zmarli żołnierze austriaccy lub kwaterowali żołnierze rosyjscy, jako posądzanych o współpracę z armią rosyjską. Odbywały się one w Zakliczynie, a eskorta żołnierzy /głównie Węgrów/ nie żałowała prowadzonym na przesłuchanie licznych upokorzeń oraz pogróżek. Kiedy Włochy wypowiedziały wojnę Austro-Węgrom, w czerwcu 1915 roku rozpoczęła się ofensywa włoska. Wojska austro-węgierskie zablokowały przeciwnika nad rzeką Soczą, nad którą stoczono cztery nierozstrzygnięte bitwy. W jednej z nich, rozegranej 25 września 1915 roku pod masywem Doberdo, zginął mieszkaniec Buchcic, 40-letni Józef Łątka, mąż Antoniny, ojciec siedmiorga dzieci. Najstarsza Maria miała szesnaście lat, najmłodsza Anna tylko półtora roku. Jakby nie dość było tej tragedii, trzy lata później, wdowa Antonina zachorowała na czerwonkę i zmarła w wieku 35-ciu lat. Na tym samym froncie, podczas czterotygodniowego natarcia wojsk włoskich, poległ w dniu 17 maja 1915 roku w Monte Santo /okręg Goricia/ Józef Piekarski, mąż Karoliny i został pochowany w dolinie pod Monte Santo. Na froncie wschodnim armie państw centralnych, w 1915 roku, zwyciężały Rosjan od Gorlic aż do linii Dźwina, Baranowicze, Pińsk, Dubno, Tarnopol, Czerniowce. Jako żołnierz armii gen. A. Mackensena w szpitalu polowym w Rohatynie zmarł /29 listopada/ 28-letni Józef Polak i został pogrzebany obok cmentarza cholerycznego w Rohatynie /nr grobu 2468/. Ofiarą wojny stał się też 21-letni Marcin Jasiński /syn Jakuba i Marii/, który zmarł w szpitalu w Przemyślu w grudniu 1917 roku. W czasie wojny zbierają obfite żniwo groźne choroby: czerwonka, hiszpanka, tyfus plamisty, z powodu których zmarło np. w 1915 roku – 23 osoby, a w 1918 roku - 22 osoby.

Mieszkańcy Buchcic brali także udział w wojnie bolszewicko - polskiej. W 1920 roku zginął na niej Jan Zając /syn Franciszka i Zofii z d. Piórkowska, ur. w 1897 r./.

Po odrodzeniu się Polski, małorolni lub bezrolni mieszkańcy Buchcic cierpieli wprost nędzę. Nadzieję na poprawę swego bytu wiązali z odradzającym się ruchem chłopskim, a zwłaszcza ze Stronnictwem Katolicko - Ludowym, opozycyjnym w stosunku do PSL "Piast" Wincentego Witosa. W Buchcicach, w grudniu 1931 roku, powstało koło gminne zrzeszające kobiety, którego przewodniczącą została Ludwika Skruchowa z d. Siwak /ur. 1882 r./. Młodzież męska i żeńska miała możliwość działalności w Katolickim Stowarzyszeniu Młodzieży Męskiej i Żeńskiej. Z Buchcic należały do tuchowskiego stowarzyszenia m. in. Julia Bożek /później żona Tadeusza Sajdaka z Kielanowic/, Janina Kawa, Genowefa Kawa /obecnie siostra zakonna/, Irena Aksamit /później żona Romana Patyka z Bistuszowej/, Maria Wojtanowska /wdowa po Julianie Wajdzie/, Irena Ciszek, Helena Więcek /wdowa po Tadeuszu Marszałku/, Franciszka Więcek /obecnie żona Mieczysława Jasińskiego/. Mieszkańcy należeli licznie do róż żywego różańca zakładanych przede wszystkim przy parafialnym kościele św. Jakuba w Tuchowie. Istniały jednak także róże buchciczan przy kościele Nawiedzenia NMP w Tuchowie /np. 32-ga róża kobiet Wiktorii Skrobot w latach dwudziestych, 19 -ta róża matek w latach 1933 -35, 46-ta róża młodzieńców Władysława Klimka, 36-ta róża panien czy też 44 - ta róża mężczyzn/. Osoby z głębszą kulturą ducha działały w Akcji Katolickiej i spotykały się na comiesięcznych zebraniach w domu katolickim w Tuchowie. Dzięki Akcji mieli możliwość odbycia pielgrzymek do Częstochowy, na Kalwarię Zebrzydowską czy do Krakowa. Niektórzy, np. Wiktoria Sowa /żona wiejskiego pisarza/, czy też Teresa Lisiak /po mężu Adwent/ korzystali z tej możliwości wielokrotnie.

Po odzyskaniu niepodległości do wyborów w I kwartale 1935 roku, każda wieś miała charakter gminy, jako samodzielnej jednostki administracyjnej z wójtem na czele. W Buchcicach urząd ten pełnili: w latach dwudziestych Andrzej Węgrzyn /ur. 1883 r./, a następnie Jakub Wajda /ur.1881 r./. Redagowaniem i pisaniem różnych dokumentów, próśb i podań zajmował się tzw. pisarz wiejski. Był nim Jan Sowa /ur.  w 1875 r./, mieszkający w domu nr 87. Bezpieczeństwa mieszkańców w nocy pilnował oraz przenoszeniem pism między pisarzem, wójtem i pocztą zajmował się tzw. wartnik, którym był Jan Alfons Aksamit /ur. 1893 r./. Po przeprowadzeniu reformy administracyjnej, w 1935 roku, gminy wiejskie powiatu tarnowskiego przemianowano na gromady i wówczas Buchcice weszły w skład gminy zbiorowej wiejskiej w Tuchowie. Odtąd w każdej gromadzie był sołtys i podsołtys. W Buchcicach pierwszym sołtysem był Władysław Andrzej Łopatka /ur. 1894 r./. W okresie okupacji urząd ten pełnił Władysław Nawrocki /1897-1946/, jego zastępcą był Jan Ciszek. W lutym 1945 roku mieszkańcy wybrali sołtysem Jana Piotrowskiego, który 4 marca 1945 roku przejął agendy sołeckie i musiał wyznaczać kontyngent bydła dla wojska sowieckiego, wysyłać ludzi i furmanki do prac drogowych, do odwożenia poczty do Tarnowa i na stójki przed komendą Armii Czerwonej w Tuchowie. Zbiórka płodów rolnych po domach na wyżywienie dla ludności miejskiej, parcelacja dworu i gospodarstw volksdeutschów, udział w cotygodniowej sesji sołtysów w Tuchowie, prowadzenie zebrań wiejskich w każdą niedzielę to główne obowiązki sołtysa w tamtym czasie. Ludność niechętnie wykonywała polecenia słane ze starostwa lub gminy, a sołtys był szykanowany ze strony bojówek podziemia. Jan Piotrowski złożył więc rezygnację z sołtysostwa i 31 grudnia 1945 roku przekazał agendy wicesołtysowi Józefowi Kamykowskiemu.

Po II wojnie światowej funkcję sołtysa pełnili: Józef Kamykowski /1946 - 1949/, Jan Gawron /1949 - 1064/, Józef Zięba /1964 - 1967/, Alojzy Więcek /1967 - 1974/, Józef Różycki /1974 - 1978/, Mieczysław Piotr Babicz /1978 - 1983/, Stanisław Łopatka /1983 - 1990/, Mieczysław Piotr Babicz /1990 - 1991/, Wojciech Wincenty Lisak /1991 - 2002/. Po jego rezygnacji, wioska nie miała urzędującego sołtysa do wyborów w marcu 2003 roku. Zbieraniem podatków zajmował się – z polecenia urzędu gminy – Wiesław Kazimierz Kras. Obecnie /2003 - / mieszkańcy wioski – w wyborach w dniu 16 marca 2003 roku powierzyli mu ten urząd .

W okresie międzywojennym żyjący z roli mieszkańcy Buchcic doświadczali przednówków i częstego braku chleba. Pracy nie było. Dorywczo można było zarobić przy budowie fabryki nawozów w Mościcach /w 1929 roku pracowało czterech mężczyzn: Władysław Gniadek, Władysław Łątka, Jan Piotrowski i Jan Rogowiec/, na początku lat 30-tych przy pracy na drodze w Dąbrówce Tuchowskiej, przy budowie drewnianego mostu na drodze gminnej przebiegającej przez wieś /jesień 1936 - wiosna 1937/ i przy budowie drogi Pleśna – Lichwin - Siedliska /1937 rok/. Dzienny zarobek kształtował się wówczas w granicach 1,50 - 2,50 złotego. Po wybudowaniu Państwowej Fabryki Związków Azotowych w Mościcach i otwarciu jej w 1931 roku pracowali w niej Stanisław Wajda, mieszkający pod numerem 96, /po zmianie numeracji – 122/ i Jan Lubera z domu nr 120. Kilka osób było zatrudnionych na kolei, zwłaszcza przy obsadzie posterunków na trasie kolejowej.

Jesienią 1937 roku powstała w Buchcicach komórka Chrześcijańskiego Zjednoczenia Zawodowego. W zebraniu założycielskim uczestniczył sekretarz ChZZ w Tarnowie ks. Stanisław Pękala. Zeszło się wielu chłopo-robotników i - mimo usiłowań rozbicia zebrania przez należących do PPS-u Władysława Gniadka i Michała Madejskiego - została założona komórka ChZZ, a prezesem tego związku zawodowego wybrano Jana Piotrowskiego.

Biedę buchcicką pogłębiały pożary w których kilka rodzin straciło dach nad głową. W czasie burzy po sianokosach w 1934 roku spłonął od uderzenia pioruna dom Jana i Józefy Pająków w Granicach /nr 109, obecnie własność Emila Adwenta/. Nie mając gdzie się podziać, zamieszkali w stodole. W 1935 roku spalił się dom Macieja i Anny Cegielskich /nr 90, obecnie posesja Benedykta Chajma/. Kilka lat później, w uroczystość Piotra i Pawła, ofiarami ognia zaprószonego przez dzieci byli Józef i Maria Piotrowscy /obecnie posesja Jana Pszczonki/. Powiadomieni przez sąsiada z Łowczowa, Władysława Ciszka, uratowali część budynku. Pożar stodoły u Jakuba i Katarzyny Kawów /nr domu 17/, w 1929 roku, również spowodowały dzieci /trzyletnia Stefania bawiąca się z dzieckiem sąsiada/. W okresie okupacji /w maju 1944 roku/ spłonął dom Jana i Anny Mrozów /nr 106, obecnie własność Józefa Ślagi/ wraz z oborą i inwentarzem. Czerwony kur szalał w Buchcicach również wiele razy po II wojnie światowej. W pamięci mieszkańców utkwiły pożary:



  • - 1947 r. - stodoła i część domu Kazimierza i Anny Kajmowiczów /nr 35, obecnie pustostan/,

  • - przełom lat 40/50 - dom Antoniny Gawronowej /posesja koło Bogdana Bienia/,

  • - początek lat 50-tych w nocy 4 marca - stodoła koło Klaperówki. Ratunek był utrudniony, bo wybuchała amunicja z czasów wojny, która ukryta była w stodole.

  • - w 1951 roku, we wtorek - zabudowania Józefa Sutkowskiego /dom, stodoła, stajnia wraz inwentarzem żywym, drewno na nowy dom, sterta słomy/. Anna Toczek usiłowała ratować inwentarz, doznała oparzeń, uratował ją Marian Bałut.

  • - 1953/54 - stodoła Stanisława i Stefanii Wajdów /obecnie własność Czesława Wiejackiego/.

  • - stodoła Józefa Łopatki /na posesji między Teresą Ogiela a Krzysztofem Hudym/.

  • - 1961 lub 1962 - dom wymienionych wyżej Stanisława i Stefanii Wajdów.

  • - około 1975 roku - dom Barbary i Romana Iwańców /obecnie własność Stanisława Pacha/.

  • - jesień 1975 roku - dom wymienionej wyżej Anny Cegielskiej.

  • - połowa lat 70-tych, w grudniu - dom Wawrzyńca Klesyka.

  • - połowa lat 70-tych, we żniwa, w czasie burzy od uderzenia pioruna - stodoła i stajnia Stanisława Wojtanowskiego /nr 127/.

  • -13 lipca 1985 roku - stodoła Romana i Zofii Wajdów.

  • - koniec lat 80-tych - pusty dom Marii Bijak /między Bogdanem Bieniem a Stanisławem Sajdakiem/.

  • - 20 grudnia 1991 roku - dom Józefa i Heleny Skruchów /spłonął doszczętnie w dniu spowiedzi adwentowej w parafii/.

  • - 23 września 1995 roku - dom wdowy Heleny Kurdziel w Głębuczce.

  • - noc 3/4 maja 1996 roku - stodoła Jana i Haliny Ślagów.

W sierpniu 1939 roku kilku mężczyzn z Buchcic otrzymało karty mobilizacyjne do wojska. Jednym z nich był Maciej Cegielski /ur. 1878, nr d. 90/, który nie wrócił z kampanii wrześniowej, bowiem poległ pod Lublinem. Drugim był Julian Kawa, wcielony do 48-go PSP walczący pod Stanisławowem i na linii Sanok - Gorlice. Wybuch II wojny światowej spowodował trwogę u mieszkańców. Podsycały ją różne, często sprzeczne z sobą, wieści . W trzecim dniu wojny zjawili się w wiosce dwaj kwatermistrzowie, którzy poszukiwali kwater dla wojska. Pod wieczór przybyło wojsko polskie i rozlokowało się po większych domostwach i w szkole, by odejść następnego dnia. Tak było kilkakrotnie. Gospodarzom zarekwirowano konie, wozy i pasze. W nocy z 6 na 7 września przez Buchcice przeszła fala wojska i cywilów z dobytkiem, uciekających na wschód. Z wioski zabrało się z nimi kilka osób, które szybko jednak wróciły. W piątek, 8 września, rozeszła się po wsi wiadomość, że Niemcy wkroczyli do Tuchowa. Potem życie toczyło się według rygorów wojennych okupanta i w biedzie. Do rozdzielania kontyngentu zboża na poszczególnych rolników sołtys Władysław Nawrocki powołał komisję w składzie: on - jako przewodniczący, pani dworu Maria Stępińska, Jan Ciszek, Władysław Łopatka, Władysław Starzyk i Jan Piotrowski - jako sekretarz. Komisja przyjęła jako podstawę do wyznaczenia ilości ziarna, liczbę osób w gospodarstwie do wyżywienia, dodając osoby najmowane do prac sezonowych i dzieląc to przez wielkość pola uprawnego.

W lutym 1941 roku przedstawiciel tarnowskiej Spółdzielni Spożywców "Społem" przyjechał do Buchcic założyć oddział spółdzielni. Mieszkańcy wsi do pomysłu odnieśli się sceptycznie, ale - mimo tego - znalazło się piętnastu odważnych, którzy przystąpili do spółdzielni, zapłacili wpisowe i wybrali trzyosobowy zarząd spółdzielni: Władysław Nawrocki - gospodarz spółdzielni, Władysław Łopatka - skarbnik i Jan Piotrowski - sekretarz. Po czerwcowym szkoleniu zarządu i rady nadzorczej przez delegata tarnowskiego "Społem" i pozyskaniu - w lipcu - większej liczby członków oraz wynajęciu u Józefa Różyckiego lokalu na sklep, 10 sierpnia 1941 roku rozpoczęła działalność Spółdzielnia Spożywców "Zjednoczenie" w Mesznie Szlacheckiej. Józef Różycki był sklepowym, Jan Piotrowski - księgowym, a funkcję gospodarza spółdzielni - po zrzeczeniu się Wł. Nawrockiego - przejął Józef Siwak. Po roku działalności /11 sierpnia 1942 roku/ sklep przeniesiono do domu Jana Gawrona, który objął funkcję sklepowego. Ponieważ jednak remanenty kilkakrotnie wykazywały ujemne salda, nowym sklepowym został Kazimierz Piotrowski. Od września 1943 roku sklep buchcicki - na odgórne zarządzenie - został przyłączony do spółdzielni w Lichwinie, a zarząd i rada nadzorcza zostały zlikwidowane. Sklepową filii w Lichwinie była Stefania Łątkówna, a sklep mieścił się dalej u Jana Gawrona. Został zlikwidowany w czasie ofensywy ZSRR na Niemców w lecie 1944 roku. Po wojnie, gdy założono Gminną Spółdzielnię "Samopomoc Chłopską" w Tuchowie, udziały buchciczan przeszły do tej spółdzielni.

W czasie okupacji istniało w Buchcicach kółko rolnicze. Dawało ono możliwość uzyskania pewnych przydziałów ziarna na zasiew do podziału między rolników. Przydziały rozdzielał sołtys Władysław Nawrocki. Komisja Rewizyjna Kółka Rolniczego w składzie: Maciej Topolski - przewodniczący, Jan Piotrowski - sekretarz i Józef Siwak - członek, po sygnałach o nieprawidłowościach od rolników, przeprowadziła kontrolę i stwierdziła pewne nadużycia. Komisja postanowiła jednak nie wnosić sprawy do niemieckich władz i - po upomnieniu - nie narażać sołtysa na karę. Znalazł się jednak ktoś, kto - mając złość na niego - zrobił doniesienie na posterunek policji w Tuchowie, a jako donoszącego podał Jana Piotrowskiego. Sprawa znalazła się na wokandzie niemieckiego sądu w Krakowie, kosztowała Władysława Nawrockiego sporo wydatków i - po ujawnieniu przez sąd nazwiska donoszącego - skłóciła sołtysa z jego najbliższym współpracownikiem. Wyznaczył go wówczas jako wiejskiego zakładnika. Musiał meldować się w wyznaczone dni na posterunku policji w Tuchowie i - dwa lub trzy razy w tygodniu - pełnić całonocną wartę wokół budynku Sokoła, w którym Niemcy mieli magazyn zboża.

Trudne warunki życia w czasie okupacji i brak środków higieny spowodowały w 1942 roku kilka zachorowań na tyfus plamisty - w tym jeden przypadek śmiertelny. Aby zapobiec rozszerzaniu się chorób zakaźnych, wiosną 1942 roku została powołana tzw. "komisja zdrowia" w składzie: nauczycielka Stanisława Wojnarska - przewodnicząca, Józef Kamykowski - kierownik oraz Michał Okaz i Józef Siwak jako członkowie. Komisja miała za zadanie obchodzenie wszystkich domów we wsi i badanie porządku oraz czystości w każdej zagrodzie, a zwłaszcza wyszukiwanie podejrzanych o choroby zakaźne i zawszonych domów. Zawszeni mieszkańcy byli kierowani do odwszalni w Tuchowie. W związku z tą akcją po wszystkich wsiach jeździła tzw. "parownia" z wykwalifikowanym personelem, który sprawdzał każdy dom we wsi. Brudnych i zawszonych strzyżono i myto, a odzież dezynfekowano w parowni. Zapowiedziany przyjazd parowni spowodował popłoch wśród mieszkańców i zmobilizował ich do troski o czystość. Kiedy parownia przybyła do Buchcic w pierwszej połowie września 1942 roku, zastano wieś względnie czystą, gdyż tylko 7 % mieszkańców było zawszonych.

Ukształtowani patriotycznie przez przedwojenne organizacje polityczno-społeczne młodzi buchciczanie włączyli się w działalność konspiracyjną Narodowej Organizacji Wojskowej, która przyjęła kryptonim "Teofila". Do pierwszych jej członków należał Józef Siwak. Urodzony 20 października 1911 roku, jako syn Józefa Siwaka i Bronisławy z domu Łątka, po ukończeniu szkoły podstawowej pomagał rodzicom w prowadzeniu gospodarstwa rolnego. Ciekawy wiedzy, dużo czytał i brał udział w kursach oświatowych i rzemieślniczych w Tarnowie i Zakopanem. Działał w Katolickim Stowarzyszeniu Młodzieży Męskiej przy parafii św. Jakuba w Tuchowie. W latach 1932 - 1934 odbył zasadniczą służbę wojskową w 53. pułku piechoty w Stryju, którą ukończył z wyróżnieniem w stopniu kaprala. Po kolejnych ćwiczeniach podoficerów rezerwy otrzymuje stopień plutonowego. Do czasu założenia rodziny jest katolickim działaczem samorządowym i spółdzielczym. 20 października 1938 roku zawiera małżeństwo z Heleną Anną Węgrzyn /ur. 1911 r. w Wieliczce/. Zmobilizowany w sierpniu 1939 r. wyrusza na front, gdzie w zapasowym batalionie 16. pułku piechoty dowodzi drużyną ckm, aż do ostatniego boju 17 września pod Gródkiem Jagiellońskim. Szczęśliwie unika niewoli niemiecko-sowieckiej i - sobie tylko znanymi drogami - wraca pewnej październikowej nocy, w pełnym umundurowaniu podoficera Wojska Polskiego, konnym wozem taborowym, załadowanym bronią do zagrody rodziców. Młoda żona wita go tym serdeczniej, że wkrótce /1 grudnia/ ma urodzić syna, który na chrzcie /3 grudnia/ otrzymuje imię Andrzej Józef. Już w listopadzie 1939 roku nawiązuje konspiracyjne kontakty z przedstawicielami Narodowej Demokracji Chrześcijańskiej i organizuje u siebie punkt przerzutowy dla kurierów udających się do Budapesztu. Józef Siwak - jako członek NOW - zakłada pierwsze konspiracyjne zespoły żołnierzy NOW-u, a po połączeniu z ZWZ awansuje do stopnia sierżanta, przyjmuje pseudonim "Waligóra" i po aresztowaniu trzech pierwszych komendantów placówki "Teofila" /którymi byli: Andrzej Guszkiewicz, Stanisław Burek i Antoni Ulatowski/ zostaje jej dowódcą. Odtąd jego mieszkanie i zagroda ojca są miejscem tajnych odpraw organizacyjnych, składania przysięgi, szkolenia dywersyjnego, przerzutów broni i prasy podziemnej, ukrywania poszukiwanych przez Gestapo. On sam często odwiedza Tarnów i inne miejscowości, gdzie uczestniczy w głęboko zakonspirowanych spotkaniach i odprawach terenowych kierownictwa wojskowo-cywilnego Podziemnego Państwa Polskiego.



Na skutek zdrady przesłuchiwanego przez tarnowskie Gestapo podkomendnego 20-letniego podchorążego Czesława Kapałki, ps. "Skiba", 16 marca 1944 r. wczesnym rankiem, dziewięcioosobowy patrol - z zastępcą szefa tarnowskiego Gestapo untersturmführerem Hubertem Schachnerem na czele - otoczył zagrody Siwaków i Węgrzynów. Do domu Józefa Siwaka wpadli w hełmach i z automatami gotowymi do strzału - o godz. szóstej rano - gdy jeszcze spał w pokoju, a żona przygotowywała w kuchni śniadanie. Jego zaczęli przesłuchiwać i masakrować. Serią strzałów zabili ukrytego w szafie por. Stefana Bereziuka, ps. "Czarnecki", który chorował na grypę. "Waligórze" kolbami rozbito twarz, połamano żebra i zmiażdżono prawe ramię, ale nie wydał nikogo, ani nie wskazał magazynu broni. Został zastrzelony obok łóżka, z którego nieco wcześniej oprawcy wyrzucili dzieci. Na odgłos pierwszych strzałów i nie dość szczelnego okrążenia zagród zdołali ujść z życiem Józef Siwak - ojciec "Waligóry", żona "Waligóry" Helena i najmłodsza siostra Janina Siwakówna, oraz trzech młodych podchorążych zamelinowanych w kryjówce nad oborą u Węgrzynów. Ocalili także życie pchor. Jan Węgrzyn ps. "Ostoja", który już o piątej rano wyszedł z domu do pracy na kolei oraz młodszy brat "Waligóry" - pchor. Stanisław ps. "Mir". Matka "Waligóry" - 55- letnia Bronisława - została zastrzelona przed domem. Widocznie również nie zdradziła organizacji, a przez jej dom przewinęły się dziesiątki osób poszukiwanych przez Gestapo. 25 -letni Andrzej Węgrzyn ps. "Wierzba" został rozstrzelany pod drzwiami stodoły Siwaków, prawdopodobnie za nieprzekonujące wyjaśnienie, co za ludzie zostawili świeże ślady na spadłym w nocy śniegu. Przez gestapowców tego ranka zastrzelony został również Józef Kozioł, który znalazłszy się w zagrodzie Siwaków, po usłyszeniu strzałów, próbował ratować się ucieczką.

Kartka z kalendarza wiszącego w miejscu egzekucji sierż. AK Józefa Siwaka „Waligóry”. Ciemne plamy na kartce /zwłaszcza u dołu jedynki i na obrzeżach szóstki/ to krew bohaterskiego żołnierza. Można wyobrazić sobie jak wyglądały ściany pokoju w którym został zamęczony. Do archiwum parafialnego w Buchcicach pamiątkę przekazał syn zamordowanego Andrzej Siwak.

Po egzekucji hitlerowcy przystąpili do rewizji. Sprowadzili sołtysa Władysława Nawrockiego, a pozostałych w domach ludzi zagonili do wywalania ze stodół i stajni słomy oraz siana. Na szczęście, nie przeprowadzili rewizji w stodole stojącej po drugiej stronie drogi, gdy sołtys zapewnił ich, że należy ona do Siwaków. Zapewne uznali, że dowódca partyzantki byłby szaleńcem, chowając broń we własnej stodole. A właśnie w niej była zmagazynowana broń i amunicja pochodzące ze zrzutów alianckich. Nie odkrywszy jej, wieś uniknęła pacyfikacji. Odjeżdżając polecili sołtysowi ustanowienie warty w domu Siwaków i zakazali grzebać rozstrzelanych. Miał on także zgłosić Gestapo miejsce pobytu Stanisława Siwaka. Następnego dnia przyjechali sprawdzić wykonanie poleceń. Tego też dnia mieszkańcy pogrzebali ciała rozstrzelanych we wspólnej mogile koło drogi, w miejscu gdzie obecnie znajduje się obelisk. Po zakończeniu wojny /w sierpniu 1946 r./ wydano zgodę na ekshumację i przeniesienie zwłok na cmentarz tuchowski.

Sierż. Armii Krajowej Józef Siwak "Waligóra" nie został pośmiertnie uhonorowany żadnym odznaczeniem. Jedynie mieszkańcy Buchcic masowym poparciem przyczynili się do nadania miejscowej szkole jego imienia. Uroczystość miała miejsce 3 czerwca 1990 roku.

W walce z okupantem pozytywnie zapisali się także właściciele dworu w Buchcicach, którzy systematycznie oddawali żywność na potrzeby żołnierzy - partyzantów. Była ona odbierana nocą i pod eskortą przewożona do miejsca zakwaterowania oddziału. Wspomnieć także należy żonę kaprala Kazimierza Igielskiego, pseud. "Ikar", Antoninę z Mrówków, która uszyła z beli materiału "feldgrau" mundury dla całego plutonu partyzantów. W domu Igielskich na Grzybowszczówce gromadzili się partyzanci po tragedii u Siwaków. Dobrą opinię oddziału zaczęli psuć obcy partyzanci o nazwiskach Molenda i Motyka, dopuszczający się bezprawia na mieszkańcach wioski.

Od stycznia 1943 roku nasiliła się w gminie Tuchów akcja rozbijania spójności społeczeństwa polskiego przez wprowadzenie list tzw. Stammdeutschów, czyli Niemców z pochodzenia. Wnioski przysyłano rodzinom wpływowych mieszkańców, zwłaszcza o niemieckim brzmieniu nazwiska /np. Gut/ i stosowano różne groźby, by wymusić ich podpisanie. W zamian za to rodziny takie otrzymywały przydziały mąki, cukru i marmolady. Z Buchcic volkslistę podpisały tylko dwie rodziny. Jedną byli małżonkowie Józef i Maria Kawowie, mieszkający pod numerem 84. Była to rodzina mało związana z Polską. On urodzony w 1898 r. w Szenkerent na Węgrzech, ożenił się we Francji z Marią Wolak ur.1901 r. w Dulczy Wielkiej koło Radomyśla. Po wojnie został aresztowany i osadzony w więzieniu w Nowym Wiśniczu. Potem przewieziono go do Jaworzna, gdzie - jako więzień - pracował w kopalni węgla. Tam też zmarł nie doczekawszy końca wyroku. Razem z zawiadomieniem o śmierci przysłano z więzienia zegarek. Jego syn Tadeusz należał do bojówki "Ikara" i - po jej rozbiciu w październiku 1945 roku - wyjechał do USA.



Druga rodzina volksdeutschów mieszkała w Głębuczce. Byli to Mieczysław Wójcik /ur. 1902/ i Apolonia z d. Sajdak /ur. 1895/, mający trójkę dzieci. Otrzymując przydziały mąki i marmolady wyśmiewali się z sąsiadów, że są mało zaradni i cierpią biedę. Po wojnie opuścili Buchcice, a ich dom - jako mienie poniemieckie - został przydzielony Józefowi i Czesławie Wajdom.

Pod koniec wojny, a zwłaszcza latem 1944 r., mieszkańcy Buchcic, w tym także starsza młodzież szkolna, byli zatrudniani przy kopaniu rowów obronnych, bunkrów, wałów i innych pracach fortyfikacyjnych. Każdy pretekst był dobry, by nie pójść do pracy. Po 15 sierpnia 1944 roku pod koniec dniówki przyjechali na koniach policjanci niemieccy, zrobili zbiórkę i spośród pracujących wybrali zakładników: Władysława Michalika, Jana Piotrowskiego, Kazimierza Piotrowskiego, Jana Witka i Wojciecha Turaja. Ponadto wybrali Władysława Stefańskiego i Stanisława Barana i zobowiązali ich do werbunku odpowiedniej ilości ludzi do pracy. Zakładników zamknięto w celi więziennej ratusza tuchowskiego. W obawie, czy ludzie zrozumieją los zakładników i stawią się do pracy, spędzili tę noc na modlitwie i przygotowaniu się do śmierci. Sołtys Władysław Nawrocki, Władysław Stefański i Stanisław Baran poświęcili tę noc na wędrówki po wsi i werbowaniu ludzi do pracy. Następnego dnia zakładników wyprowadzono o godz. 5-ej na ugory należące do dworu tuchowskiego poza stacją kolejową i ustawiono do rozstrzelania. Wynik werbunku wypadł pomyślnie, do pracy stawiło się parę osób więcej niż wymagano. Zakładnikom /od 8-ej/ kazano pracować na gruntach dworskich. Tak było przez tydzień. W następnym zmieniono zakładników, a sołtys otrzymał polecenie, by na podstawie ksiąg meldunkowych sporządził listy osób powyżej 14-tu lat i te wykazy wraz z książkami przedłożył do konfrontacji funkcjonariuszom Gestapo, którzy we trójkę przybyli do Jana Halagardy w Piotrkowicach. Po uzgodnieniu list komendant esesmanów wyznaczył sekretarzy, którzy mieli przeprowadzać zbiórki i sporządzać raporty. Dla Piotrkowic takim sekretarzem został nauczyciel Eugeniusz Kaliciński, dla Buchcic - Jan Piotrowski. Pomocnikiem w prowadzeniu ewidencji pracowników był też mieszkający w Buchcicach wysiedleniec Michał Starczewski, mówiący po niemiecku, który prowadził zbiórki na Garbku. Prace trwały także – mimo mrozów i śniegu – w styczniu 1945 roku. Dnia 15 stycznia Niemcy byli spakowani i gotowi do odjazdu. Następnego dnia kazano kopać schrony dla żołnierzy koło dział ustawionych na polu Jakuba Wojtanowskiego. Wobec niechętnego nastawienia żołnierzy niemieckich, w obawie o życie lub uprowadzenie, pracujący pouciekali. W nocy z 17 na 18 stycznia 1945 r. trwała kanonada artyleryjska z dział ustawionych na polu Jakuba Wojtanowskiego. W południe /18. stycznia/ Niemcy wysadzili w powietrze swoje działa i wycofali się na zachód. Po południu wojska sowieckie 38. Armii pod dowództwem gen. płk. Kiriłła Moskalenki, wchodzącej w skład 4. Frontu Ukraińskiego, wkroczyły do Buchcic. Rozpoczął się nowy rozdział historii z którym wielu trudno było się pogodzić. Poakowska bojówka "Ikara" skupiła w swych szeregach zarówno politycznych przeciwników nowego systemu, jak i ludzi o awanturniczych skłonnościach. Nachodząc nocą, zmuszali właścicieli działek po parcelacji dworu do zrzeczenia się otrzymanego nadania, szantażowali sołtysa Jana Piotrowskiego i zmierzali do wykonania wydanego na niego wyroku śmierci, ale najczęściej zwyczajnie rabowali mieszkańców. Po takim rabunku u Franciszka Guta w Mesznej Opackiej w październiku 1945 roku zostali rozpoznani i w konsekwencji aresztowani. Mieszkańcy zaczęli spać spokojnie.

Lata powojenne w pamięci mieszkańców pozostają jako czas wielkiej biedy. Nie było w co się ubrać. Odświętne ubranie przechowywano pieczołowicie i przywdziewano tylko w niedziele i święta. Dzieci do szkoły latem chodziły boso. Tak samo uczęszczano w niedziele do kościoła - ubierając buty przed miastem i zamieniając je między domownikami. Odżywiano się skąpo i monotonnie: żur z ziemniakami, ziemniaki z kapustą, zacierka z mlekiem, groch czy kudłate kluski /mordonie/ to najczęściej spożywane posiłki. Mięso gościło na stole w ważniejsze niedziele. Rosół z kury uważany był nawet za lekarstwo. Przednówki dawały się we znaki każdego roku. Powszechnej biedzie nie mogły zaradzić dary żywności i lekarstw ofiarowane przez UNRRA. Parcelacja majątku dworskiego nie poprawiła w znaczącym stopniu sytuacji chłopa buchcickiego. Wprowadzenie w latach 1951 - 1952 obowiązkowych dostaw zboża i żywca pogorszyło sytuację rolnika. Tylko jeden dom /Stanisława i Marii Łątków/ był murowany. Około dziesięciu domów /przede wszystkim tych, którzy przed wojną pracowali za granicą/ było pokrytych dachówką, pozostałe zaś strzechą, a w izbach i kuchni dominowało klepisko. Dostęp do miasta był utrudniony z racji braku utwardzonej drogi. Ówcześni decydenci dawali do zrozumienia, że brak drogi, budynku szkolnego i prądu spowodowany jest brakiem we wsi organizacji partyjnej. Dotąd do PZPR należeli tylko niektórzy mieszkańcy, pracujący poza miejscem zamieszkania. We wsi istniało wprawdzie ZSL, ale jego członkowie /zwłaszcza Józef Kamykowski, Michał Okaz czy Ludwik Sobyra/ utożsamiali się i reprezentowali bardziej wartości dawnego PSL Wincentego Witosa i Stanisława Mikołajczyka, niż socjalistycznego SL czy rozłamowego PSL - Lewicy. Organizowaniem buchcickiej komórki partyjnej zajął się działacz ORMO i pracownik straży Józef Słowik /1909-1966/, a także Alojzy Gierałt /1905-1984/. Dla zasilenia aktywu "bratnie stronnictwo" /ZSL/ oddelegowało swego członka Franciszka Bienia. Oni to na początku lat 60-tych utworzyli POP PZPR Buchcice. Jej I sekretarzem został Józef Słowik. Po jego śmierci /23 XII 1966/ funkcję tę pełnił Franciszek Bień. Za jego kadencji, buchcicka organizacja partyjna - w proporcji do ilości mieszkańców – należała do przodujących w powiecie, bo liczyła około 50-ciu członków i w okolicy ustępowała tylko Piotrkowicom. Członkowie partii organizowali czyny społeczne, zwłaszcza przy poszerzaniu i utwardzaniu drogi do wsi. Jej budowa, rozpoczęta w 1966 roku, została ukończona do miejsca budowy szkoły w 1967 r., a do końca wsi w latach osiemdziesiątych.

We wsi nie było prądu. Staraniem Ludwika Sobyry i kilku jego sąsiadów z Dołu, zapaliły się żarówki w ich domach oraz w budynku podworskim w 1966 roku. Cała wieś musiała czekać na tę chwilę do 6. września 1970 roku. A zanosiło się, że Buchcice będą ostatnią zelektryfikowaną wioską w powiecie tarnowskim. W tym czasie trwała jednak wymiana legitymacji partyjnych i pierwszy sekretarz i inni członkowie aktywu zagrozili, że odmówią przyjęcia nowych legitymacji jeśli plany elektryfikacji nie ulegną zmianie. Wówczas przyjechali do Buchcic I-szy sekretarz KP PZPR Eugeniusz Michoń i inni powiatowi działacze i zapewnili, że Buchcice będą - poza planem - objęte elektryfikacją od zaraz. Słowa dotrzymali i Buchcice miały prąd prawie dwa lata przed planowanym wcześniej terminem. Rzeszowskie przedsiębiorstwo rozpoczęło prace elektryfikacyjne w ostatniej dekadzie czerwca 1970 roku. Budowa sieci trwała do 9 września. Cała inwestycja kosztowała trzy miliony sześćset tysięcy złotych. Odpłatność ludności w okresie trzech lat miała wynieść jeden milion sto tysięcy złotych /z jednego domu około pięć tysięcy pięćset złotych rozłożone na trzynaście rat/. Robotnicy odjechali 10 września, a zakład energetyczny zakładał liczniki po domach kolejno według włączanych do sieci transformatorów.

Apel sztokholmski Światowej Rady Pokoju w 1951 roku podpisali prawie wszyscy dorośli mieszkańcy wioski. W 1954 roku na cześć II Zjazdu PZPR kilku chłopo-robotników z Buchcic podjęło indywidualne zobowiązania dotyczące terminowych dostaw płodów rolnych.

Druga reforma administracyjna z września 1954 roku zlikwidowała gminy, a powołała mniejsze jednostki nazwane gromadami. Od 1 stycznia 1955 roku Buchcice wraz z z Garbkiem i Meszną Opacką tworzyły gromadę z siedzibą w domu Anieli Klaper w Mesznej Opackiej. Jednym z piętnastu radnych był nauczyciel Marian Solarz. Wybrali oni w dniu 20 grudnia 1954 roku czterech członków prezydium. Przewodniczącym był Józef Różycki, sekretarzem rady Jan Piotrowski, sprawami skupu zajmowała się Władysława Polak. Głównym zadaniem Prezydium GRN było zorganizowanie w wioskach spółdzielni produkcyjnych. Zadanie to udało się zrealizować tylko na Garbku.

Z dniem 31 grudnia 1959 roku została zlikwidowana gromada Meszna Opacka. Garbek przyłączono do miasta Tuchowa, a Buchcice i Mesznę Opacką do Łowczowa. Gromada Łowczów liczyła wówczas cztery wsie. Gdy okazało się, że i te jednostki administracyjne nie zdają egzaminu, z dniem 31 grudnia 1961 roku została zlikwidowana gromada Łowczów i wraz ze zlikwidowaną gromadą Karwodrza utworzono nową gromadę Tuchów. Przewodniczącym prezydium został inż. Franciszek Turaj z Karwodrzy, a funkcję sekretarza gromadzkiego objął dotychczasowy sekretarz z Łowczowa, czyli Jan Piotrowski.

W latach 50-tych XX wieku doszło w Buchcicach do kolejnej tragedii rodzinnej. Z rąk męża, odbywającego służbę wojskową, poniosła śmierć 32-letnia Zofia Matyjas z d. Jasińska. Wyprowadził ją z domu w nocy 30 lipca 1956 roku pod pretekstem odprowadzenia go do pociągu i zamordował nożem, a następnie porzucił ciało w przydrożnych zaroślach. Przypadkowo, 1 sierpnia natknął się na nie Franciszek Kaput z Głębuczki. Sąd w Warszawie skazał żonobójcę na 15 lat więzienia. Wychowaniem dwuletniej sieroty Ewy Teresy zajęła się najpierw jej ciotka Anna Halagarda, a w 1962 roku Sąd Powiatowy w Tarnowie przyznał prawa rodzicielskie dziadkom dziewczynki, a rodzicom zamordowanej matki, Józefowi i Marii Jasińskim.

Lata 70-te w Buchcicach to czas walki o miejsce kultu, która jednoczyła wszystkich wierzących mieszkańców. Przy budowie kaplicy pracowali zarówno bezpartyjni, jak i większość członków partii. Wszyscy spotykali się z represjami, niektórzy utracili członkostwo w partii, inni sami oddali legitymacje partyjne. Faktem jest, że pod koniec lat 70-tych liczba członków PZPR, zrzeszonych w POP w Buchcicach, zmniejszyła się do 15-tu osób. Funkcję I sekretarza - po Franciszku Bieniu - sprawowali kolejno: Kazimierz Cygan, Irena Babicz i Mieczysław K. Furman. W latach 70-tych i 80-tych POP organizowała szereg zebrań otwartych z udziałem członków ZSL, rolników i młodzieży. Omawiano na nich - jak świadczą protokoły - sprawy żywotne dla środowiska, a ponieważ była to wówczas jedyna możliwość przeprowadzenia pewnych spraw więc np. na zebraniu 9 października 1977 roku podjęto wniosek o założeniu cmentarza komunalnego w Buchcicach. Na zebraniu tym mieszkańcy poruszyli także takie sprawy jak: budowa drogi przez wieś i budowa drogi w Granice, doprowadzenie wody do budynku szkolnego i wykonanie centralnego ogrzewania w szkole oraz zaopatrzenie rolników w środki produkcji. W tym okresie wykonano w wiosce wiele prac w czynie społecznym, głównie przy budowie dróg /rozrzucono żwir na drodze od kapliczki do Góry i na drodze w Granice, wykonano ofosowanie drogi przez wieś/. Największą inwestycją było wykonanie /1979 r./ dwu i pół kilometrowego odcinka nawierzchni bitumicznej. Z inicjatywy POP PZPR w Buchcicach w 1976 roku powstało koło ZSMP, któremu załatwiono pomieszczenie w domu nauczyciela. Ponadto - jak wynika z protokołów - POP zajmowała się takimi sprawami jak pomoc ludziom biednym, zaopatrzeniem sklepu, sprawami młodzieży /założono LZS, który brał udział w rozgrywkach ligi gminnej, młodzież przygotowywała się i brała udział w gminnym turnieju wsi/, sprawami produkcji rolnej /tworzenie gospodarstw specjalistycznych/. W rozwiązywaniu problemów wsi dużo pomagał sekretarz Komitetu Miejsko - Gminnego Edward Urban. Warto zaznaczyć, że w latach 1975 - 1989 nie było konfliktów między POP a mieszkańcami wsi, którzy licznie brali udział w zebraniach otwartych organizowanych przez partię. Wykorzystywał to również ks. Władysław Januś z którego inspiracji członkowie PZPR powołali /w 1976 r./ Ochotniczą Straż Pożarną, która miała nie tylko ratować dobytek w razie pożaru, ale także uświetniać parafialne uroczystości religijne /warta przy grobie Pańskim, honorowa asysta w czasie procesji Bożego Ciała i odpustu/. Zespół muzyczny na bazie koła ZSMP występował w czasie nabożeństw. Kiedy rodzice zebrali fundusze na stoliki i krzesła do sali katechetycznej udało się je zakupić dzięki pomocy członków partii.


1   2   3   4   5


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna