KS. piotr semenenko cr historia mojej duszy



Pobieranie 112.55 Kb.
Data07.05.2016
Rozmiar112.55 Kb.

KS. PIOTR SEMENENKO CR

Historia mojej duszy




NA PODSTAWIE DZIENNIKA 1851 – 1882

KS. PIOTR SEMENENKO CR

HISTORIA MOJEJ DUSZY


Zestawienie wypowiedzi o. Piotra Semenenki CR na podstawie jego DZIENNIKA od r. 1851 – 1882, wydanego w Poznaniu przez W. Ks. Jana Reinke CR w roku 1961 – w IV tomach – maszynopisu –z dodatkiem kilku szkiców konferencji rekolekcyjnych.

Opracowała S. Rozaria Przybył CR

POZNAŃ 1971

29. VI. 1851 – niedziela


Skończyłem 37 rok mojego życia. O mój Jezu! Ileżbym miał uczuć z tego powodu wynurzyć przed Tobą! Ach, jedno tylko wypowiem: Jezu mój! Jedyne Kochanie moje, zapomnij wszystkie niewdzięczności lat moich przeszłych, a daj mi tyle nowych ile mi potrzebnych wiesz, abym doszedł do największej miłości Twojej.
O Jezu mój, Jezu, Jezu, jednej, jednej tylko rzeczy: miłości Twojej!

2. VII. 1851 – środa – Nawiedzenie N.M.P.

Dzień święty, dzień szczęśliwy, dzień wesela i dziękczynienia. Dzień w którym dusze nasze połączyłeś w jedno w sobie, Jezu najmilszy. Aby w sobie powtórzyły wszystkie tajemnice Twoje, jakieś w Twej własnej duszy i w duszy Matki Twojej Przenajświętszej spełnił, powtórzyły całą pełność życia Twego, pracy i cierpienia, krzyża i miecza, jakąś w jedności z Matką Twoją dla nas odbył i zostawił nam i darował. O Jezu! Oto nasze dusze, któreś tak dziwnie połączył i jedną uczynił; oto nasza dusza, o Jezu nasz jedyny! Rób w niej Twoje cuda, niech ona będzie Twoim pełnym mieszkaniem, Twoją przyjemnością, Twoją pieszczotą, Twoim upodobaniem, Twoją lubością, Twoja rozkoszą najmilszą. O Jezu! Rozkosz Twoja w nas, oto cała rozkosz nasza!



24. VIII. 1851 – niedziela

... Ach! Bo od Ciebie wszystkiego się spodziewam, Boże mój, Panie i Nauczycielu! I od Ciebie tylko oczekuję. A wszystko znowu Tobie składam i dla Ciebie tylko mieć pragnę, abym mógł wszystko, co mi dasz, Tobie na powrót z wdzięcznością złożyć i przez Twoje własne dary Tobie stać się przyjemnym.



18. XI. 1852 – czwartek

Boże, daj by to (przejście z mgły pod prawdziwy włoski błękit nieba) było wróżbą lepszych dni nadal, czystszej duszy i świętszego działania. Nie wiem co mnie tu czeka teraz w Rzymie, ale się oddaję w Twoje ręce, Panie mój. Ty rób ze mną, co ci się podoba. Wszakże wiesz, że ja Twój zupełnie!



24. V. 1853 – wtorek

... Ty Panie wiesz, co ona (Catarinella) mi powiedziała i czy to doprawdy od Ciebie pochodzi? Wiem, że to w czym mnie upomniała prawdziwe było. Zaczęła szczególnie od modlitwy, jak ją mam lepiej robić i dobrze robić. Ach Panie, Ty mi to daj! Potem, żebym wykonywał moje postanowienia, moje intencje, zamiary. Jakie? Żeby Ci wiernie służyć? Ale w czym? Jak? Czy to o tym rozumiała, myślach szczególnych, które Ty mi zapewne dałeś, jak Ci dzisiaj służyć wypada? Ach, Panie, ile w tym niewytrawionego, niedojrzałego, niejasnego! Lecz zapewne dlatego tyle o modlitwie mówiła, aby wszystko w niej dojrzało, abyś Ty tam wszystko do Twojej miary przeprowadził. Panie, dajże mi, daj! Daj Ducha Twego Świętego, niech On mnie wszystkiego nauczy. Potem mówiła mi, że ty mi dajesz czas do pracy i do uświęcenia się – i dała uczuć, że to wielka łaska, dłuższe życie dla większego uświęcenia się. Panie, Ty wiesz coś mnie przeznaczył! Jam Ci się oddał zupełnie. Rób ze mną co Ci się podoba!



2. VII. 1853 – sobota – Nawiedzenie N.M.P.

Mój Jezu! Moja Matko i Pani! Wasza przyjemność – jedyne pragnienie moje. Moja dusza w Twoim ręku o Jezu, o Maryjo! Ach, niczego się nie lękam, nie trwożę, o nic się nie troszczę. Takim bezpieczny i spokojny w Waszym Sercu Przenajświętszym! Wy czyńcie z moją duszą, z naszą duszą co się Wam podoba, tajemnice wasze, upodobanie wasze, całą rozkosz Waszą!



21. II. 1858 – niedziela

O mój Jezu, wszakże ja Twój i nic mię od ciebie nie rozłączy! Tylko mię naucz, jak mam widzieć prawdę istoty mojej, moją nędzę


i nicestwo, abym w niej mieszkał i nigdy się nad nią nie podnosił; byś Ty mógł łaskawie sam do mnie zstąpić i wziąć mię do Siebie!

2. VIII. 1860 – czwartek

Mój Jezu jedyny! Od czasu kiedy się te rzeczy działy, już półtora przeszło roku upłynęło. Przez cały ten czas nic nie zapisywałem, a jednak czuję, że zapisywać trzeba. Tyle zmian, a szczególniej tyle łask Twoich o mój najdroższy Jezu! Tyle ich skutków stanowczych, zbawiennych, najsłodszych – wszakże trzeba ich pamięć zostawić. Mój Jezu, wszakże ja teraz już Twój jestem


i wszystko dla Ciebie czynię – to jest czynić powinienem. Ty tylko spraw, żebym czynił! Więc i to dla Ciebie, dla Ciebie mój Jezu!

Czekałeś tak długo na mnie, tak cierpliwie, budziłeś, ciągnąłeś, wołałeś i znowu czekałeś. Ja się porywałem niekiedy, ale jakże źle, słabo i niedołężnie, nieczysto! Ciężar mojego ja wciąż mnie od Ciebie odciągał i nie dawał raz już przylgnąć do Ciebie. O mój Jezu! Ile Ty masz biedy z zepsutą naturą naszą. A ze mną ile więcej jej miałeś!



15. VIII. 1859 – poniedziałek – Wniebowzięcie N.M.P.

Mój Jezu, ten pobyt na Mentorelli taki cichy, błogi, obfity


w łaski. Ja tylko z nich nie umiałem korzystać. Jeszczem nie poczuł potrzeby tego najgruntowniejszego wyzucia się z siebie samego,
w głębi swego jestestwa, jak to – tego roku kiedy to piszę – Ty mi czuć dajesz, Panie najsłodszy. Ale ty, Panie, masz swoje czasy
i chwile! Rób jak się Tobie podoba. Ja Twoje narzędzie i własność Twoja.

29. VI. 1860 – piątek – św. Piotra i Pawła

Skończyłem dzisiaj lat 46. Mój Boże jak czas upływa. Ale dzięki Ci nieskończone, że mię z dróg moich najgorszych sprowadziłeś – i na Twoje najsłodsze, najlepsze, najprostsze, najzbawienniejsze a najrozkoszniejsze naprowadzać zacząłeś. Dzięki za łaski i tego i przeszłego roku mi wyświadczone! Wprawdzie widzę, jakom Ci źle odpowiadał, jakom Ci był niewierny. Aleś mi dał poznanie złości mojej, początek skruchy, zaufanie w Tobie, nadzieję coraz większą – z tym mi dasz wszystko inne, złe zgładzisz


i samo dobre zaszczepisz. Jezu mój jedyny, jedyny! Moja w Tobie nadzieja nieskończona.

... Mój Jezu, jaka to nieskończona rozkosz patrzeć na Twoje dzieło


w duszach, kiedy Ty tam zaczynasz miłością Twoją zamieszkiwać
i żyć i działać, a dusza nie postawi Tobie oporu, lecz owszem wiernie Ciebie obejmie, Ciebie dobro swoje, wraz z Twoją wolą – zbawieniem swoim. Co się tedy z duszą dzieje, Ty jeden wiesz tylko – sama dusza nie zna i tu na ziemi znać tego dokładnie nie może; domyśla się jeno cząstki jakiejś szczęścia swego, a jednak ono już tak nieskończone, choć tylko w cząstce takiej...

10. X. 1860 – środa

...Panie, Ty wiesz na com Ci się ofiarował ukląkłszy przed Tobą w kaplicy. Postanowiłem Ci ślubować ślub doskonałości


tj. pełnienia zawsze Twojej świętej woli, skoro mi to uczynić spowiednik pozwoli, tym pewniejszym w tym będąc, że on jest zarazem przełożonym moim (O. Kajsiewicz CR)... Ach Panie, czyż to prawda, że to było z natchnienia Twego? Czy to prawda, że to była doprawdy miłość i taka prawdziwa i wielka, jak mi się wydawała
i wydaje? Bo jeżeli to miłość, tedy nie wątpię, że od Ciebie, bo czyż może być miłość nie od Ciebie? I taka miłość? A że była miłość, czyż mogę znowu wątpić o tym? I czyż nie Ty sam dajesz mi tego na duszy tak głębokie a tak szczęśliwe świadectwo? – O Panie, raczej dziękować Ci będę za dar tak doskonały i będę Cię prosił, abyś go we mnie utwierdził i zachował. Daj mi miłości, Panie, daj mi miłości dla dusz i niechaj tak je kocham, jak Ty je kochasz!

21. X. 1860 – niedziela

Wskutek postanowienia uczynionego... otworzyłem się natychmiast z moją chęcią przed spowiednikiem. Ty, Panie, kierowałeś wszystkim. Ach, to Twoją wolę spełniałem. – Zezwolił, Tyś chciał. Ale wprzódy 9 dni przygotowania. Skończyły się


i dzisiaj, w święto Matki Twojej i Matki mojej, w święto Jej czystości, złożyłem Ci Panie, ten najsłodszy ślub, któregoś ode mnie od tak dawna żądał. Dzięki Ci! – Ach, niech wiecznie pamiętam tę chwilę błogą! We mszy świętej i podczas poświęcenia, podczas przemienienia istoty znikomej chleba na nieznikomą istotę Ciała Twego, i wina na istotę Krwi Twojej – ofiarowałem Ci ciało moje
i ducha mego i całą duszę moją na spełnienie się w niej doskonałe woli Twojej, na przeistoczenie w Ciebie, najdroższe moje i jedyne życie. Ach, co to była za chwila! Jej słodycz dotychczas trwa
w duszy, owszem co dzień wzrasta i mnoży się. Panie serca mego, dzięki i nieskończone. Pierwszy dzień byłem jak pijany szczęściem. Zdawało mi się, że się na nowo narodziłem. Ach, od tego trzeba było zacząć już lat tyle temu, a nie zmarnować niezadowolenie jakie kiedykolwiek w duszy rodziło się i zamieszkiwało, czyż nie z tego pochodziło, że Twemu żądaniu nie chciałem zadość uczynić? Panie, tak długo trzeba było czekać? – Ale nareszcie masz czego chciałeś. Odtąd już nie mogę mieć w niczym mojej woli, Twoja tylko, Twoja wola we wszystkim. – Ach Panie, czy dotrzymam tego tak słodkiego ślubu, tak miłego, rozkosznego obowiązku? Ty wiesz, że ja sił nie mam, kroku nie zrobię. Ty miej o mnie staranie. Wszak to jedynie przez nieskończoną ufność w łaskę Twoją odważyłem się na to. Teraz koniecznie na Ciebie rachuję, na Ciebie jednego. In Te, Domine, speravi, non confundar in aeternum.

29. VI. 1961 – sobota – św. Piotra i Pawła

Kończę dzisiaj 47-y rok nędznego żywota mego. Jezu jedyny bądź mi miłościw! I niech od dzisiaj przynajmniej już zacznę Cię kochać, ale tak kochać, jakem Cię prosił i proszę, żeby między nami żadnej różnicy nie było, żebyś Ty był wszystkim; już nie ja ale Ty żebyś żył! Amen, amen, amen.



24. XII. 1861 – wtorek

... Mój Jezu, Twoja jedna wola, dobra i święta – prawem naszym, zakonem, zbawieniem; i tylko tam dla nas dobrze, gdzie Ty powołasz, gdzie Ty postawisz.



20. IV. 1864 - środa

Panie mój, dziękuję Ci za te chwile łaski (rekolekcje). Nadzieja wielka i zupełna w Tobie. Bez Ciebie cóżby było? Całe moje życie jednym wielkim zawodem. Niby ciągle brałem się do Ciebie, niby szczerze, tyle razy niby stanowczo. I cóż? Trzeba rozpoczynać na nowo. Ach, bo dotychczas brałem się ja. Brałem się moją osobistą czynnością. Jużci Panie, Ty czyniłeś i mam nadzieję – owszem ufną pewność, żeś wiele uczynił, ale ja Tobie ciągle przeszkadzałem – i głównej rzeczy jeszcześ nie mógł uczynić. A tu


o tę główną rzecz idzie, bez niej nic, wszystko niczym.

Idzie o to, żebyś Ty żył we mnie a ja przepadł. Żebym już nie ja myślał, nie ja czuł, nie ja chciał – ale Ty. Idzie o to wewnętrzne jestestwo moje, aby we mnie nie było mnie – ale byś był Ty, i ze mnie nie działało moje ja – ale Ty abyś działał. Ty masz być nie tylko celem, końcem, pierwszym i ostatnim powodem moich czynności i życia całego; ale Ty masz także i koniecznie być początkiem i źródłem tychże czynności i tegoż życia. O Panie, czuję, tylko wtenczas żyć będę. Tylko kiedy to się stanie? – Kiedy Ty mnie tak wypełnisz, że już nic we mnie mego nie będzie? – Kiedy Ty staniesz się ostatnim dnem jestestwa i istnienia mego? – I tak będziesz we mnie, ze mnie i przeze mnie żył i działał, że to doprawdy Ty sam i Ty jeden będziesz działał i żył? O Panie! Tylko to jedno mnie zaspokoi! Póki tego nie będzie, będę cierpiał, będę nieszczęśliwy, będę jakby potępiony.

Panie, ja całe życie byłem podobnie nieszczęśliwy! Wyjąwszy te chwile okropne, w których o Tobie zapomniałem i może jako tako odurzyłem serce i sumienie i już jakoś nie czułem tego nieszczęścia bycia bez Ciebie. – Te chwile wyjąwszy, z których Ty sam mnie tak cudownie wyprowadziłeś. Resztę życia mojego tak przepędziłem, żem się niemal zawsze porywał do Ciebie, ale na drodzem upadał
i znowu od początku wracał. Trzeba było na nowo rozpoczynać i na nowo doświadczać zawodu. I byłem nieszczęśliwy. – I jestem nieszczęśliwy, bo czuję i widzę, żem jeszcze tam nie jest, nie w tym stanie, nie w tym stosunku z Tobą, który jeden może mnie zaspokoić.

O Boś Ty, Panie mój najdroższy, wyrył głęboko w mej duszy tę potrzebę życia twojego we mnie, tę konieczność przejścia w Ciebie przez zjednoczenie zupełne i danie miejsca Tobie we mnie przez zupełne Tobie oddanie się i wskutek tego przez zupełne owładnięcie przez Ciebie i zamieszkanie Twoje i panowanie Twoje i wyłączne, całkowite, nieograniczone życie Twoje i panowanie Twoje,


i wyłączne, całkowite, nieograniczone życie Twoje we mnie. Panie, póki tego Ty sam nie spełnisz, będzie usychało serce moje, będzie się dręczyła dusza i całe jestestwo moje będzie coraz bardziej w śmierci
i w coraz większym konaniu.

Jakże się to dzieje, że dusza tego tak bardzo pragnie, a jednak rzecz upragniona nie przychodzi? Ach, bo pragnienia nie dosyć, żeby rzecz przyszła. Trzeba, żeby ta rzecz sama, żeby sam Upragniony poruszył się i zstąpił i oddał się w objęcia pragnącej duszy. Czemuż tego nie czyni? Jezu mój! Czemuś dotąd tego nie uczyni?

Czyż się będę żalił? Jezu, Ty wiesz dlaczego tak przewlekasz. Ale
i ja sam – czyż nie czuję? Czyż nie poznaję, dlaczego? I owszem, im lepiej do wnętrza zajrzę, tym głośniej będę musiał powiedzieć: Panie, Ty wiesz co czynisz! Ty dobrze i święcie czynisz!

A jednak to takie cierpienie, takie nieszczęście ta smutna przewłoka. Czyż nie ma rady? Czyż nie można jej skrócić? Czyż nie można przyspieszyć tej szczęśliwej chwili, w której Ulubiony, Upragniony, On jedyny, duszy się zupełnie odda, i doprawdy żyć w niej zacznie?

Jezu mój, ta chwila zupełnie od Ciebie zależy i akt sam także zupełnie od ciebie. Ale ponieważ Ty mi sam dałeś to pragnienie, Ty sam wyryłeś i zakorzeniłeś w duszy tę potrzebę niezwyciężoną
a najszczęśliwszą – powiedz mi: jak się mam zachować, przynajmniej przez cały ten czas, przez który jej jeszcze nie zadość uczynisz? Jak zachować, abym usunął wszystkie przeszkody, abym spełnił wszystkie warunki – do jej ziszczenia potrzebne, do jej zbliżenia, do jej przyspieszenia, aby się już ziściło to, co się powinno ziścić, co się musi ziścić, co się niezawodnie z łaski Twojej ziści?
A ziści się, boć to przecie Twoja własna wola, a dusza jej nie odpycha, tylko, owszem, wszystkimi siłami przyzywa.

O Jezu mój, Jezu! Zdaje mi się, że już i to wiem od Ciebie, jak się mam zachować. Tak, jak przeczuwam i przewiduję, dlaczego tak zwlekasz. I zdaje mi się, że jedno z drugim najściślej powiązane, że tamto drugie z pierwszego wypływa. Wiedząc – dlaczego zwlekasz, już wiem, jak się zachować i jak Twoją łaskę przybliżyć.

O najsłodszy i jedyny Panie, Miłości sama i Ogniu pożerający,
a dający życie, to samo – ogniste, życie miłości! Miłośniku najgorętszy i Kochanku najpożądańszy! Ty, o dziwo, Ty zwlekasz, który z miłości ledwie się utrzymać możesz. O Jedyny, już nie szukam – dlaczego? Właśnie dlatego: Dlatego, żeś Miłość, a miłości nie znajdujesz, nie znajdujesz takiej miłości, w której objęcia mogłaby Twoja zstąpić. Nasza miłość choć wzdycha do Ciebie, ramion swoich do Ciebie nie wyciąga. A choć wyciąga ramiona, łona swego nie otwiera, miejsca próżnego do wypełnienia nie daje, swego ostatniego dna i całego swego ja, które tam siedzi, nie kładzie na ołtarzu całopalnym, tym łożu miłości i nie wrzuca ze szczęściem
w jego ogień pożerczy.

Nasze ja – nasza wola! Nasze życie – w sobie samych. I jeżeli już nie dla siebie, to jednak z siebie, i w sobie i przez siebie! Oto przyczyna, dla której Ty z Twoim życiem nie możesz do nas wstąpić. Oto przyczyna, dla której zwlekasz i musisz zwlekać, choć sam pragniesz i tak nieskończenie udzielać się i przyspieszyć, i już ziścić tę szczęśliwą chwilę Twojego prawdziwego zamieszkania w duszy


i prawdziwego przemienienia się duszy w Ciebie.

Więc, o mój Jezu, moje Życie jedyne, upragnione, pożądane i nad wszystko pożądane. Jezu mój, Jezu – dlatego we mnie nie żyjesz, dlatego zwlekasz. Więc już wiem co mam czynić: oto czym prędzej przestać żyć. Żyć mówię, nie tylko dla siebie, jeżeli jeszcze i tego życia przechowują się we mnie żywioły, a są, niestety! Choć już dawno być nie powinny; - ale przestać żyć. Krom tego i nad to jeszcze: przestać żyć z siebie, przez siebie, w sobie.

Jak tak zupełnie przestanę żyć ja, dopiero będzie chwila, w której będziesz mógł żyć we mnie Ty. – A czyż mogę wątpić, że wtedy zaraz żyć we mnie zaczniesz? Wszakże Ty tego tylko czekasz, wyglądasz niecierpliwie. I ta chwila więcej jeszcze, niż dla duszy samej, jest dla Ciebie chwilą wesela, szczęścia – kiedy biedna dotąd, a wtedy już biedę porzucająca dusza, wskutek Twoich raczej, - aniżeli swych własnych starań i zabiegów, wypróżni się nareszcie
z siebie i szeroko otworzy Tobie swe łono aż do dna samego. Ach, jak wtedy Ty prędko do niej się skłaniasz, w nią wstępujesz, ją przepełniasz, zamieniasz na Twe mieszkanie, przybytek, świątynię
i wkrótce na Twe naczynie i na Twoje narzędzie. Żyje już nie ona, ale Ty w niej żyjesz! Vivo iam non ego, vivit in me Christus. –
O Jezu! Tego jednego od ciebie pragnąłem i pragnę i coraz gorącej pragnę. Już nie zwlekaj! Oto chwila: uczyń, uczyń, uczyń!

21. IV. 1864 – czwartek – rekolekcje c.d.

Dziś pierwsza msza św. podczas rekolekcji. Mój Jezu, wszystko z Twojej ręki i ta przerwa we mszach św. – Wszakże już nie żyję.- W tej ofierze św., którom z Tobą Ojcu przyniósł, raz jeszcze ponowiłem ofiarę siebie samego. O niech już będzie stanowcza. Jezu mój, Jezu! Ach jak mi się chce być Tobą samym, Tobą jedynie, Tobą, Tobą, Tobą! Póki to się nie stanie, póty szczęścia, póty pokoju nie doznam. Ja muszę być koniecznie Tobą! – O Jezu, co ja mówię! Zdawałaby się rzecz zuchwała! A toć przecie to samo, czego Ty wymagasz ode mnie.

Jakże Ci dziękuję, że mi dajesz poznać, zrozumieć, poczuć w rzeczy
i w prawdzie to wymaganie Twoje. Bo czuję, Najdroższy, czuję, że gdyby to się nie stało, byłbym na wieki najnieszczęśliwszy – czuję, że byłbym potępiony.

Nie ma środka dla mnie: Albo być z Tobą, albo być potępionym! –


O Jedyny mój, Tyś wierny, a dobry, a łaskawy, a w miłości nie znający ani liczby, ani miary, ani końca. Tyś wierny Jedyny mój, Jedyny nasz! Stanie się to, czego chcesz i ja będę Tobą – i my będziemy prawdziwie Tobą. Ty w nas, a my w Tobie, jedno, zupełnie jedno! – Ty będziesz w nas wszystkim, a my Tobą, przemienieni przez Ciebie w Ciebie. I Ty będziesz Jedynym i Jedynym. Amen!

2. II. 1866 – piątek – Oczyszczenie N.M.P.

Oby był to dzień już mojego ostatecznego, prawdziwego oczyszczenia. Dziś 31 rocznica mojego nawrócenia (1835). Odbyłem dzień rekolekcji. Ach Jezu, Jezu! Jakiż ze mnie lichy, nikczemny, głupi, zły sługa Twój. Miłosierdzia! Ale Ty mi dajesz ufność w łaskę, w pomoc, w działanie Twoje. Dzięki Ci stokrotne! Bez końca, bez końca!



5. VIII. 1866 – niedziela – N.M.P. Śnieżnej

Jestem od wczoraj w Genzano. Panie Jezu błogosław! Dziś pod opieką Matki Twojej ponowiłem Ci wszystkie zobowiązania moje i wszystkie śluby. Praca nasza wspólna, czyli raczej ona twoja! Czynże wszystko!



10. IX. 1867 – wtorek

...Mój Jezu, jak Ty długo pracujesz i cierpliwie i miłosiernie, żeby nareszcie sprowadzić skutki miłości Twojej w duszach. Teraz stanęliśmy zdaje mi się z drogim O. Przełożonym (Kajsiewiczem)


w zupełnej prawdzie; ale Ty, Jezu nasz, sam bądź między nami
i wszystko Ty sam czyń!

29. VI. 1869 – wtorek – św. Piotra i Pawła

Dziś skończyłem 55 rok życia. Deus propitius esto mihi peccatori. Jesu Salvator salva me a me ipso. Ego Tibi et Tu mihi.



12. VII. 1869 – poniedziałek – t. III str.37

...Panie mój jedyny. Tyś mi rozkazał przez przełożonego


a zarazem spowiednika mego (O. Hieronima Kajsiewicza CR) spisywać całą historię mego życia, a szczególniej historię Twojego działania około mojej duszy i w niejże samej. Przeszłość moją zacząłem pisać na osobnych kartach; ale to, co w obecnych jedna po drugiej następujących chwilach ze mną się dzieje, to już muszę na tych tu stronicach zapisywać. Do takich wypadków w historii mojej duszy – Ty wiesz – należy ten stosunek z tą siostrą Józefą Kazimierą (Mienicką, wizytką w Wersalu).

Panie jedyny, daj mi tutaj to wyrazić, co chcesz żebym wyraził, co się ma obrócić na chwałę wielkości twojej mądrości i miłości. Przejmuje mnie jednak strach jakiś święty, bo te cuda twoje tak mało są pojmowane! Zamiast zbudowania, może zgorszę kogo? I dlatego się lękam. Ale czyż dlatego mam milczeć?

Ty dasz, mój Jedyny, że na innym miejscu i we właściwej porze wystawię Twoje cele i powody, ile mi je dałeś zrozumieć, tych stosunków cudownej Twej miłości, jakie między duszami zaprowadzasz. Tu tylko zapiszę, a tym samym wyznam Tobie na świadectwo, żeś Ty przez rok ten, który upłynął od ostatniego spotkania, bardzo oczyścił z siebie samej tę drogą duszę, o której mówię. Ty w niej prawdziwie mieszkasz tak jak wprzódy, ale wyłączniej, silniej, jaśniej i ona w błoższym pokoju. I ten stosunek do tej drugiej duszy, którą jest moja, jakże teraz spokojniejszy
i jaśniejszy. Wprzódy były obawy, niepewności, nawet zamącenia, bo była własna praca, własne zajmowanie się tym stosunkiem. Teraz zdaje się już wszystko w porządku. Panie Jedyny, Tobie samemu chwała.

Wyznała mi, że w mojej duszy Ciebie widzi i czuje i Ciebie jednego. Wierzę temu. Ze wszystkich znaków wnoszę, że to prawda, co ona


o swym uczuciu mówi. Dziękiż Tobie. Ach jakie to trudne, owszem niepodobne po ludzku, to ogołocenie się w takich stosunkach
i uczuciach wzajemnych z siebie samego! Ty jeden możesz ten cud uczynić. A jakaż wdzięczność, kiedy go uczynisz!

Co do mnie, oddałem Ci zupełnym prawem wszystkie władze moje


i nie wątpię, żeś Ty w nich Panem i że mnie obronisz od siebie samego. A w tym przypadku dałeś mi na znak ten dziwny pokój
i zbliżenie z Tobą, którego na razie doznałem.

Ach, jak tu potrzeba Ciebie, mój Jedyny! Żebyś Ty był we mnie przedmiotem takiej miłości, ach jak potrzeba abyś Ty był we mnie sam jedynie. I to mi dałeś uczuć w sposób niewymowny. Ledwie usłyszałem, co mi zresztą w tym porządku twojej miłości bardzo prostym się wydało, że ona Ciebie we mnie w ten sposób kocha,


w sposób taki sam, jakim Ciebie w Tobie samym kocha. Ty mi dałeś w tej samej chwili nienawiść siebie samego, o ile jestem sobą samym, o ile jestem czym osobnym od Ciebie. Zdawało się, że to moje istnienie w sobie, o ile jestem i byłem moim własnym ja, ostać się nie może przed taką miłością Ciebie we mnie. – Paliło mię, żeby to stare, to osobne, to moje ja w sobie zniszczyć, żeby nie było przyczyną świętokradztwa. O Najsłodszy! Nie wiedziałem jeszcze wszystkich środków, jakie Ty chowasz w mądrości swojej do zniszczenia naszego ja. Ach jakiż to cudowny środek! Tylko miłość najdziwniejsza mogła go wynaleźć.

3. VIII. 1869 – wtorek – t. III str.42

Panie mój jedyny i jedyny Przyjacielu i Oblubieńcze mej duszy. Ty wiesz jakie z tą osobą (markizą de Rougé du Plessis Bellière, mieszkajacej w Château de Moreuil) miałem dawniej stosunki. Już 18 lat jakem jej nie widział, a przez cały ten czas pamiętałem o niej w duszy i modliłem się nieraz za nią – zdawało się – z całego serca. Bo mi się wydawało, żeś Ty między duszami naszymi zaprowadził wtedy jedność głęboka i na zawsze trwać mającą. Tego roku wybierając się tu z Rzymu, w dzień Nawiedzenia N.M.P. miałem za nią mszę ze szczególnym nabożeństwem. Był to dzień, w którym właśnie przed laty 18-tu z wiedzą i za pozwoleniem jej spowiednika, przyrzekliśmy sobie taką duchowną wzajemność przed Panem i w Panu. I dziś z rana tu przyjeżdżają szczególniej kiedym – wysiadłszy z kolei – już do powozu wsiadałem po mnie tu przysłanego, sam będąc z Tobą, Jezu mój, ach jakem Tobie polecał to moje spotkanie się z tą osobą i z Twojej łaski jakże Cię szczerze prosiłem, abyś Ty tylko, Ty jeden był między nami i w nas.

I zdawało mi się czuć, że to spotkanie jest rzeczywiście od Ciebie, żeś Ty sam tu mię przyprowadził. A jednak ten pierwszy dzień tak nie odpowiedział memu oczekiwaniu, że już pytałem: I po com przyjechał?

Widocznie ta osoba nie pamiętała o mnie, mimo owych przyrzeczeń, a kiedym natrącił o dniu 2 lipca, zdawało mi się, że i samego przyrzeczenia nie pamiętała. Dałem tedy pokój tej rzeczy, a tylko prosiłem Ciebie, ażebym to uczynił po coś mię Ty tu przysłał, jeżeliś doprawdy przysłał.

Dziwna! Jakby mimo swej woli, a jednak zupełnie dobrowolnie otworzyła mi całą swą duszę i powierzyła mi sama, ni wyzywana, ni proszona, wszystkie z całego życia swego zapiski, w których dość całkowicie, a bardzo dokładnie opisana historia jej wnętrza i całe działanie Twoje w niej. O Ty jedyny Oblubieńcze dusz naszych. Ach, jak Ty nas kochasz, jak Ty się wylewasz na dusze, które do siebie ciągniesz! Jakeś wszędzie ten sam: wszędzie Miłość! Ale i dusze jakże zawsze te same! Zawsze własna czynność i zawsze grunt jej – to nasze własne ja! Wszystko oddadzą, największe ofiary uczynią, ale tej ostatniej ofiary nie rozumieją.

Mój Boże, jakże ta biedna dusza (nazywa się Maria) bolesne, cierniste, okrwawione i rozdarte miała życie wewnętrzne, któremu


i zewnętrzne odpowiadało... .Kierownik jej duszy, (prowincjał XX Jezuitów) nie jedną trafną i użyteczną dał jej wskazówkę. Ale zawsze to nie zstąpienie do głębi, i to nieobrócenie się przeciw własnej czynności i własnemu „ja”. Cóż z tego wypłynęło? Ciągłe wyrywanie się, ciągłe oddawanie się, wprawdzie wyrzeczenie się wszystkiego, heroiczne ofiary, ale zawsze jakby z siebie samej i po takich podskokach naprzód – nieosiągnięcie celu; a przede wszystkim, że Pan nie stał się Panem wyłącznym i pierwiastkiem życia i działania wszelkiego. Doskonale rozumiała ona słowo: Wszystko dla Jezusa, ale nie rozumiała tego drugiego: Wszystko Jezus!

...(Po kilku rozmowach w dniach poprzednich) po mszy św. zawiązała się stanowcza rozmowa. Biedna dusza! Jeszcze nie przyszła zdaje się chwila! O Panie, jak Ty dziwnie wszystkim rozporządzasz. Biedna dusza! Przeraziła się i cofnęła. Snać jednak zrozumiała o co idzie. Zlękła się tego radykalnego wyzucia się swego „ja” i swojej czynności. Stanęło to jej pod postacią widma jakiegoś kwietyzmu, jansenizmu. Wytłumaczyłem jej jednak, że to nie tylko kwietyzmem nie jest, ale przeciwnie. – Wszelako uczyniłem to raczej przez ostrożność i dla zatwierdzenia prawdy, aniżeli w nadziei lub chęci jej przekonania... bo postępowałbym przeciwko moim zasadom, gdybym chciał (w niej) stworzyć to, czego Pan Jezus nie daje... Jak przyjdzie czas On sam nauczy.



20. III. 1870 – niedziela – t. III. Str.68

...Do wyższej doskonałości nie wszystkich Pan Jezus powołuje... (W stosunkach z inną duszą) trzymam się tego, aby nic


(z mojej czułości) we mnie pod tym względem nie było, bo wszystko uważam za świętokradztwo – lubo z drugiej strony dbam o to, aby co Pan Jezus kładzie, wszystko się ziściło i oddaję Mu na to serce, rozum, wyobraźnię, duszę całą.

17. IV. 1870 – Wielkanoc – t. III. Str.77

W tych dniach świętych, Jezu mój, nie jedną łaskę mi wyświadczyłeś, a ja zawsze taki twardy, głuchy, niewdzięczny. O już tak niech nie będzie. Szczególniej w W. Piątek dałeś mi uczuć, że jeżeli Ci ciężko było na twardym drzewie krzyża umierać, tedy na moim łonie słodko Ci umrzeć, bardzo słodko, jeżeli ja z Tobą razem umrę – sobie samemu, abyś Ty żył we mnie. Jezu mój. Amen!

Jezu mój, dziś nowe przymierze z Tobą, nowe a wieczne! Niechże już raz stoi. Vivo iam non ego, vivit vero in me Christus. Tu Domine mi, Tu soluc vivis et vive! Consummatum est! Et Te faciente consummatum erit in aeternum! Amen.

24. IV. 1870 – Niedziela Przewodnia – t. III. Str.80.

...(W odpowiedzi na list S. Józefy Kazimiery Manickiej – wizytki w Wersalu). Główne rzeczy na spólne do trzech punktów sprowadzone:



  1. Że Jej spólności i jej aktów początkiem i końcem, źródłem
    i przedmiotem jest Pan Jezus;

  2. Że w tych aktach potrzeba, aby On nie tylko pozwalał, ale żeby zmuszał – rozumie się, po swojemu, najmiłośniej;

  3. Żeby skutkiem coraz prawdziwszym i rzeczywistym było wyniszczenie nas samych, ustąpienie miejsca przez nasze „ja” Panu Jezusowi. Inaczej świętokradztwo (zniszczenie naszego ja jako własnego naszego).

24. V. 1870 – wtorek – t.III. str.91

(We mszy św.) błagałem w szczególny sposób przez przyczynę Matki Najśw. – dziś Jej święto pod tytułem: Auxilium Christianorum – o zniszczenie mnie i życie we mnie Pana Jezusa. Ponowne oddanie się. O Jezu mój, Ty je utwierdź i ziść!



22. VII. 1870 – piątek – św. Marii Magdaleny – str. 104

Mój Jezu, jakiś Ty był dobry dla mnie dziś we mszy św. Mario Magdaleno módl się za mną!



5. VIII. 1870 – piątek – t. III. – str. 108

Mój Jezu, jakaż to wielka w duchu tajemnica stworzenia człowieka: męża i niewiasty.

„Stworzył Bóg człowieka na obraz i podobieństwo swoje: mężczyznę i niewiastę stworzył ich i nazwał ich Adam”. Jedno ich imię, jak Twoje z Ojcem jedno imię: Bóg, bo jedna istota, ale dwie osoby. Mój Jezu, jakżeś mi to dał zrozumieć dzisiaj we mszy świętej! Niech się spełnia i spełni dzieło Twoje w całej swej doskonałości,
w prawdziwym, duchownym i wiecznym znaczeniu! Amen. Ty Bóg, a my Twój obraz i podobieństwo żywe na wieki! Amen! Amen!

22. XI. 1870 – wtorek- t. III. str. 123

O mój Jezu, kiedyż naprawdę zacznę i tak z Tobą stanę, jak ode mnie tego sumienie wymaga? Chcę natychmiast. Nunc incipiam!



21. I. 1871 – sobota – t. III. str. 131

Ach dzięki Ci, Jezu najdroższy, za łaski, których nam udzielasz które świadczą, że to Twoje dzieło, to małe Zgromadzenie nasze.



1. VIII. 1871 – wtorek – św. Piotra w okowach – t. III. str. 164

Panie, jakeś Ty dobry, że mi ciągle przypominasz te upomnienia (choroby). Za każdym nowym – kiedy nagle stanie


i myśl i podobieństwo zejścia z tego świata i stanięcia przed Twoim sądem – jakże się wstrząsam na samym dnie istoty mojej widząc jak jestem w nieporządku z Tobą! Tą razą przysłałeś zarazem, Panie, większą łaskę wyrzeczenia się wszystkiego, a szczególnie siebie samego. Ach, jakie to szczęście nie być, abyś Ty był we mnie! To zniszczenie się siebie, to jedyny ratunek i ocalenie, bo wskutek tego Ty przychodzisz i już jesteś! Ale do tego potrzeba było daru miłości. Bez niego, i wyrzeczenie się i zniszczenie się nic by nie pomogło. – Tylko Ty dajesz, lejesz i wylewasz miłość, gdzie się otworzy próżnia obrócona ku Tobie. Tylko znowu i tę próżnię Ty sam czynisz, nam zaś nie pozostaje nic prócz ufności i modlitwy. A ponieważ ufność jeszcze jest Twoim dziełem i gdy jej nie mamy, o nią także prosić winniśmy, więc nam zostaje tylko modlitwa. Tę zawsze mieć możemy, a choć i ona od Ciebie, Ty ją zawsze dajesz i zawsze ją mamy.

2. VIII. 1871 – środa

Panie najdroższy! Jakie Ci dzięki (winienem) za danie poczucia dobroci, łaski i przyjaźni Twojej.



1. I. 1872 – poniedziałek – t. III. str. 187

O Panie! Zlituj się nad nami. Z listu M. Marceliny (Darowskiej) do O. Waleriana, wyraźnie mi się przed wzrokiem duszy przedstawił obraz tej wierności, jakiej Ty, Panie, od nas wymagasz. O Panie, Panie! Któż Ci odpowie i Twoim wymaganiom zadość uczyni, jeśli Ty sam mu nie dasz z czego zadośćuczynić, odpowiedzieć? Więc zlituj się nad nami i daj, czego nam potrzeba,


a czego my sami dać sobie nie możemy, byśmy Ci odpowiedzieli. Daj nam przede wszystkim dobrą wolę i czystą intencję,
i sprawczynię tego obojga: miłość prawdziwą Twoją!

Panie i Zbawicielu, Nowy Rok, nowa pamiątka dnia, w którym pierwszy raz krew za nas przelałeś i razem z nią otrzymałeś imię Zbawiciela. Najsłodsze to imię, w którym całe zbawienie nasze, to imię Jezus! O Jezu, bądźże Bogiem Zbawicielem naszym!

Bądź i moim w szczególności Jezusem, o Jezu mój!

A ja postanawiam z łaską Twoją i w łasce Twojej być twoim zbawionym. Stwierdź raz na dobre, nasze dawno już, a tak często przeze mnie łamane przymierze. Stet no strum novum et aeternum Testamentum! Amen!



27. IV. 1872 – sobota – t. III. str. 213

...Dziś otrzymałem list od M. Marceliny (Darowskiej), stanowiący epokę w moim życiu, da Pan Najmilszy na Jego chwałę! – Oświadcza w nim, że na rozkaz Pana Jezusa usuwa się od stosunku ze mną... O Panie Jezu, wierzę mocno, że i to czynisz


z nieskończonej, najłaskawszej miłości Twej dla mej duszy. Niech Cię wszystko, niech i to bez końca chwali!

4. IX. 1872 – środa – t. III. str.236

... Ważne przejście wewnętrzne. Pojęcie spólności z Panem Jezusem w Jego miłości z Ojcem swoim i w Jego miłości z Matką swoją. O Panie Jedyny! Kto Twe cuda wypowie?!



23. XII. 1872 – poniedziałek – t. III. str.260

Panie, dziękuję Ci za wszystko co sprawiasz w tej duszy! (Bronisławy Łempickiej – felicjanki). Tak zdaje się wyraźne to Twoje działanie, a tak czyste i cudowne! Jezu, Jezu daj mi zawsze być w prawdzie i daj mi mądrość w tych rzeczach i dla siebie i dla innych.



30. XII. 1872 – poniedziałek – t. III. str.262

Panie! To jedyna rozkosz i szczęście na tym świecie widzieć


i czuć Twoje działanie w duszach. Jakeś Ty w Twojej miłości cudowny, niepojęty, niewysłowiony! A to Twoje działanie, jakież ono życie i jedyne szczęście nasze! Bądź pochwalony! Błogosławiony! Zawdzięczony! A we wszystkim kochany
i ukochany!

8. IV. 1873 – środa – św. Katarzyny – str. 294

(Dziś) mojej najmilszej Patronki i szczególnej Opiekunki. Miałem też znak od niej dzisiaj. Chciałem dziś uczynić ślub jeden Panu Bogu, w małej wprawdzie rzeczy, ale bardzo pomocnej.


I wczoraj wieczorem prosiłem św. Katarzyny, aby wzięła pod swą opiekę i wyprosiła mi dziś łaskę do spełnienia we mszy św. tego ślubu. Otóż, kiedy przyszła chwila, zrozumiałem i uczułem, że ja moim ogólnym ślubem przed 12 laty uczynionym tak jestem zaślubiony Bogu memu, że nie mogę już żadnego innego ślubu uczynić, że wszystkie możebne śluby są w tamtym zamknięte i że ja jestem do wszystkich zobowiązany, o ile mi Pan w sumieniu
w szczegółach pokazuje czego życzy (sobie) ode mnie. – O Panie! Bądź błogosławiony! – A czułem, że w tym była św. Katarzyna
i wiele jestem jej za to wdzięczny.

I drugi znak: Uczucie władzy nad Ciałem Pana Jezusa (Jego całą naturą ludzką), że Ono na każdą chwilę jest moim i ja mogę z nim czynić co mi się podoba. Właśnie dlatego, że Pan Jezus ma nade mną taką władzę i ja do tego stopnia jestem Jego, że może ze mną absolutnie czynić, co Mu się tylko podoba. I tu przyszło zrozumienie mistycznego znaczenia owych słów św. Pawła: Vir sui corporis potestatem non habet”, które by można wyrazić: Sponsus coelestis sui corporis (naturae suae humanae potestatem non habet, sed sponsa potestatem sui ipsius persona sponsae); et sponsa potestatem sui ipsius non habet, sed sponsus! – Fiat!!!



9. V. 1873 – piątek – t. III. str. 298

Dziś z łaski Bożej pierwszy dzień rekolekcji... Od wieczornej medytacji zaczęły się prawdziwiej rekolekcje. Ach, Panie, bardzo


i bardzo się upokarzam i kruszę, ale pełen ufności oczekuję Twej łaski. Ty mi ją dasz i dasz wierność.

23. I. 1874 – piątek – Zaślubiny N.M.P. – t. III. str. 347

Dzień pamiętny w zyciu Matki Marie de Jésus, założycielki


i przełożonej głównej reparatek (z d. hrabianki d’Oultremont, a po tem z męża baronowej...). Na wymaganie Pana Jezusa, a na zatwierdzający rozkaz przewodnika, uczyniła akt ostatniego bezwarunkowego oddania się swojemu Panu. Niech On jeden będzie pochwalony: Jemu miłość, cześć, chwała, rozkosz i panowanie na wieki wieków. Amen

Mój Jezu, ja Ci z pełnej duszy śpiewam za tę duszę i za to co jej czynisz, Hosanna i Alleluia! Niechże jaknajwięcej przybędzie Ci dusz takich, Panie jedyny! – Dzięki Ci, żeś mi ją powierzył w tej chwili tak ważnej dla niej i dla mnie, i przez to dałeś mi dowód żywy Twojej łaski i miłości! Po tylu innych dowodach! Och, jakże Cię nie kochać i nie być Twoim!



30. IX. 1874 – środa – św. Hieronima – str. 400

Dziś, w dzień, który był imienia ś.p. O. Hieronima (Kajsiewicza), modliłem się dużo i za niego i za M. Marcelinę


w szczególny sposób. Pan dał obfitszą łaskę. I za Zgromadzenie. Prosiłem go o pomoc z nieba. Panie najmilszy! Niech się między nami spełni wola Twoja! Ty, i nikt i nic innego!

6. XI. 1874 – piątek – t. III. str. 406

Wczoraj wieczorem wzmogła się choroba. Noc przeciężka, ale zarazem przebłoga łaską Pana najmilszego i dobrą nadzieją na przyszłość. Mój Jezu, ileżbym tu potrzebował mówić, by wszystko wypowiedzieć! Niech mię wszystko poniży i zniszczy, niech Ciebie wszystko zatwierdzi i pochwali! A zniszczenie moje i śmierć będzie mi w Tobie zmartwychwstaniem i nowym życiem – Twoim życiem we mnie!



25. XII. 1874 – Piątek – Boże Narodzenie – str. 417

O godz. 4.45 u św. Klaudiusza dawałem benedykcję Najśw. Sakramentem. Ponowienie aktu zupełnego oddania się. O Panie! Już raz niech będę zupełnie Twoim! Ale Ty sam mnie weź i posiadaj


i trzymaj! I nie puszczaj! I używaj ! Ty sam Panie jedyny! Bo jam ciągle Tobie niewierny. A jednak ciągle powtarzam z Maryją: Ecce ancilla Domini, fiat mihi secundum Verbum Tuum!

2. I. 1875 – sobota – t. III. str. 420

...Panie, jak dziwne są sprawy Twoje w duszach! Jakiego ducha dobrego dałeś tej osobie i to bezpośrednio Ty sam (S. Marie de St. Agnes, prowincjałce reparatek we Francji), bo od nikogo się tego nie nauczyła jedno od Ciebie, tej mówię mądrości wewnętrznej


i najgłębszej żywota zjednoczonego z Tobą. A potem jakoś Ty strzegł tę duszę; bo zdaje mi się, że nie tylko nigdy w swym życiu nie popełniła grzechu śmiertelnego, ale ani powszedniego ważniejszego lub z większym rozmysłem. Jaka przedziwna w niej miłość prawdy! Jaka przy tym głęboka znajomość nicestwa, grunt prawdziwej pokory. Mirabilis Deus in Sanctis suis!

23. I. 1875 – sobota – święto Zaślubin N.M.P.- str. 425

... Następnie konferencja z Matką Marie de s-te Agnès, prowincjałką francuską. Ty sam Panie wiesz coś uczynił, bo czyż mogę wątpić, że to Ty? I że w tym pośrednictwie Twojej Najświętszej Matki, której dziś święto? Ty sam tę duszę od dzieciństwa prowadziłeś, Tyś ją napełnił sobą, dałeś jej ducha prawego, jasnego, prostego, ducha prawdy i mocy i napełniłeś ją miłością swoją. A dzisiaj dałeś mi ją za dziecko, a Ty sam lepiej wiesz, czego chcesz przez to. Dajże mi łaskę Twoją jak najobfitszą, bo bez Ciebie, w tym prowadzeniu dusz Tobie całkiem oddanych,


w tych cudach i tajemnicach Twoich, kroku jednego bez Ciebie postawić nie mogę, nie powinienem i nie chcę.

8. XII. 1876 – piątek – Niepokalane Poczęcie – t. IV str. 72

Dzień pełen łask Bożych, dzień między wszystkimi najszczęśliwszy, w którym mi Pani moja Najświętsza dała poznać


w szczególny a jasny sposób całe swoje serce dla swojego niegodnego dziecka. Trysnęło jakby źródło nowe życie, zajaśniał horyzont nowy; wszystko w życiu oblekło się nowym światłem, stało się jakby drugie stworzenie we mnie, stworzenie nowej istoty. Dzięki nieskończone Bogu w Trójcy św. Jedynemu, dzięki Tobie, Jezu, dzięki Tobie Maryjo, dzięki, chwała, miłość, miłość, nieskończona chwała i miłość, miłość i chwała!!...

4. II. 1877 – niedziela – t. IV. Str. 86

Długa wizyta z rana w domku loretańskim, a szczególniej długa i stanowcza rozmowa ze Stefanem. Czytałem mu list od X.


z wiadomościami nadprzyrodzonymi, tyczącymi się jegoż samego,
a on to wszystko potwierdził, bo mu to było równie wiadomym
w sposób nadprzyrodzony. – Dla mnie zaś wyszło stąd takie światło, nad jakie wyższego i pewniejszego na tej ziemi w rzeczach nadprzyrodzonych trudno sobie wyobrazić, chyba odnosząc się aż do samej Ewangelii i do dogmatów wiary. To światło staje się dla mnie jakby podstawą całego życia mego wewnętrznego, to jest, że daje mi niewątpliwość o tej podstawie na której jest oparte, o tej woli Bożej w którą uwierzyłem, że jest nią (wolą Bożą) dla mnie.

16. XII. 1877 – niedziela – t. IV. str. 141

KONFERENCJA – Dzisiaj podzielić się uczuciami.


Owa mowa Jezusa do uczniów u św. Jana rozdz. 13, 14, 15 i 16 kończy się:

Haec locutus sum vobis, ut in me pacem habeatis. In mundo pressuram habebitis: sed confidite, ego vici mundum. –

Co się dzieje na świecie? – Pressura! –

Ach nie trzeba brać obojętnie. Trzeba miłości (Jezusa). Miłość wszystko spólnym czyni.

Patrzmy na losy Kościoła – Czy bolejemy? – Gdzie miłość?

Pamiętajmy, że tę samą mowę zakończył Pan nasz modlitwą do Ojca, której treść i koniec: Pater et unum sint! Sicut et nos.

Ego in eis et tu in me.

Ut sint consummati in unum; - ut dilectio qua dilexisti me, in ipsissit et ego in ipsis.

Jak swoich apostołów tak i nas Pan Jezus zebrał. I my udręczenie mamy (pressuram), a jeżeli nie nasze własne, to Kościoła.

Trzeba cierpieć.

Si de mundo fuissetis.

Sed quia non estis de mundo, odit vos mundus.

Więc cóż? Nie ma rady?

Jest. Ut in me pacem habeatis, ut gaudium meum in vobis sit et gaudium vestrum impleatur.

Wyjdźmy ze świata i uczyńmy sobie i Panu raj na ziemi.

Ten świat, a tu Królestwo Boże. Tam książę świata, a tu Książę przyszłego wieku.

Tu między nami –

Niech Pan będzie Panem,

Niech Bóg będzie Bogiem.

- Porachujmy się, czy tak jest?

- Czy Pan jest Panem?

- Czy Bóg jest Bogiem?



27. XI. 1877 – czwartek – św. Jana – t. IV. str. 146

Za łaską Bożą zaczynam regularny rozkład i użycie czasu. Panie, przebacz! Boże mój, dopomóż!

Cały dzień pracowałem nad ułożeniem mojej pracy nad mistyką.

Wieczorem nauka do ojców i braci o miłości, której notatkę tu przyłączam:

Nauka o miłości prawdziwej.

Dziś święto św. Jana.



  1. Że Bóg słodki;

  2. Że dobry, wielki w darach;

  3. Że wynagradza.

Miłość czysta.

Dlatego, że Bóg kocha;

Sic Deus...

A stąd:


  1. Boża pociecha;

  2. Boża korzyść;

  3. Boże zadowolenie, nagroda.

Kochajmy.

Czyńmy wolę.



9. II. 1878 – sobota –str. 157

Z rana byłem na Watykanie i ucałowałem z wielkim uczuciem serca obie nogi Piusa IX, wystawionego w jednym z pokojów watykańskich. Już jego ciało było zabalsamowane. Modliłem się przy tym ciele przez kilka minut tą modlitwą duszy, którąś Ty mi dał, Panie! Ty jeden poruszasz dusze prawdziwie! Błogosławiony który


w Tobie czuje! Oby to było nie przez krótkie chwile, ale zawsze, ale ustawicznie!...

8. VI. 1878 – sobota – str. 181

Wigilia Zesłania Ducha Świętego.

Panie Jedyny! To dzień Matki Twojej najświętszej i mojej. Wiesz w jakim celu tu do Subiaco przyjechałem. Pod tą opieką najpełniejszą tej Maki najświętszej daj mi pełność Ducha św. abym dokonał dzieła Twojego w sobie samym i w tych, których mi dałeś
i dasz jeszcze. Są to właśnie dni Zstąpienia tegoż Ducha św. Biorę to z ręki Twej opatrzności jako dobrą i miłosierną zapowiedź tej łaski, którąś mi tu i teraz zgotował i którą, Panie jedyny, z taką miłością mi dajesz. Dziś we mszy św. kończyła się Ewangelia św. tymi słowy:
Że kto zachowa przykazanie Twoje z miłości, tego miłujesz
i objawisz mu siebie samego. Och! Objaw już, objaw mi Siebie samego! We mnie samym, na dnie istoty mojej objaw mi się jako Bóg mój i Pan mój i ostatnie ja moje. Bądź Bogiem moim we mnie, Panem moim we mnie, moim ja we mnie. Niech zginie stare stworzenie, a urodzi się nowe i stanie w całej doskonałości, którym bądź Ty sam, O Panie jedyny! Ach, objawże się we mnie i bądź tam Sobą samym, tym którym jesteś, Synem Bożym, wraz z Ojcem
w jedności Ducha Św. Bóg prawdziwy we mnie i Pan jedyny we mnie i wszystko moje we mnie, na wieki wieków. Amen.

22. VI. 1878 – sobota – t. IV str. 185

Dziś, dzięki Bogu, o południu wstałem z łóżka. Przez te wszystkie dni Ty, Panie najdroższy, przychodziłeś do mnie


z niewymowną dobrocią w komunii św. Bądź pochwalony! Bądź największą miłością zapłacony! Ale Ty Sam bądź we mnie wszystkiego sprawcą Bożym, bądź Bogiem moim i Panem moim
i wszystkim we mnie!

8. IX. 1878 – niedziela – Narodzenie N.M.P. – str. 200

W tym dniu Matki Boskiej naszej nowa łaska za Jej przyczyną. Nowe ofiarowanie się, szczególnie Ojcu Przedwiecznemu, aby być Jego dzieckiem razem z Jezusem: być jedno z Jezusem dla Ojca Przedwiecznego- i jedno z Jezusem dla Maryi. Co za niewymowny stosunek! Co za niewymowne istnienie! A wszystko przez Ciebie Maryjo! O Pani i Matko moja, Matko Boska moja! Niechże będę Twoim prawdziwym dzieckiem, Twoim drugim Jezusem, Twoją rozkoszą i chlubą na wieczność całą, a przez Ciebie i z Tobą rozkoszą i chwałą Ojca Przedwiecznego, Boga w Trójcy Św. Jedynego na wieki wieków. Amen!

Ach! Jakżebym się starał upokorzyć przed Tobą, Ojcze mój jedyny: Ty mi dawałeś łaskę i widziałem, jak całe moje życie nie tylko było nicością i próżnią dobrego, ale ciągła niewiernością. Gdybyś Ty, Ojcze, nie był Bogiem miłości i Ojcem miłosierdzia, wtedy nic by nie pozostawało prócz rozpaczy! Ale miłość, Ty Ojciec najlepszy, najmiłosierniejszy. Ty pokornym i skruszonym przebaczasz i masz rozkosz w przebaczaniu! To Twoja Boża rozkosz, rozkosz miłości. – Jakżebym Cię prosił i proszę, abyś i mnie przebaczył, - mnie, który przez Twego jedynego Jezusa mam być Twoim drugim Jezusem.
I kiedym we mszy św. czuł Krew Tego Twojego jedynego Jezusa oblewającą i pochłaniającą całą istotę moją, o jakżem czuł zarazem, że mi przebaczasz i że chcesz, abym był i że uczynisz, iż będę tym Twoim prawdziwym drugim Jezusem, zupełnie jedno z Jezusem
w mocy Ducha Świętego, naprzód dla samegoż Jezusa, a następnie
w Nim i przez Niego, dla Maryi, tak jak On dla Niej, a ostatecznie dla Ciebie, Ojcze jedyny i błogosławiony, tak jak On dla Ciebie,
w jedności Ducha św. na Twoją cześć i rozkosz i chwałę na wieki wieków. Amen!

1. XII. 1878 – niedziela – str. 215

O ŻALU – konferencja rekolekcyjna

Poenitentiam agite!

Pokuta zawiera trzy rzeczy:



  1. Żal

  2. Spowiedź

  3. Zadośćuczynienie.

Żal jest treścią, istotą pokuty.

Spowiedź – środkiem.

Zadośćuczynienie – skutkiem.

Żal jest niższy i wyższy – niedoskonały i doskonały – interesowny i miłosny.



  1. Żal interesowny jest uczucie straty, szkody własnej, nieszczęścia. Straciłem Boga, a z Nim najwyższe dobro. Poniosłem wszystkie szkody. Zasłużyłem na potępienie.

  2. Żal miłosny jest uczucie krzywdy Bożej, zawodu Jego miłości.

  • Pierwszy żal sam przychodzi, tylko trzeba prosić o oczyszczenie.

  • O drugi trzeba szczególnie prosić.

Główna uwaga. Trzeba prosić o żal. – On nie jest on zawołanie. Ale szczególnie ten prawdziwy.

Ten żal ma swoje zadośćuczynienie.

Swoją spowiedź.

Swoją pokutę.

Na gruncie jest odium i detestatio peccati, ale jakże inne.

Peccatum tu jest moje własne ja, miłość własna siebie (odróżnić od miłości siebie – Bożej w nas).



21. XII. 1878 – sobota – str. 220

Do nowych małżonków (Adama Czosnowskiego i Elżbiety


z Grabowskich Poniatowskiej) w kościele św. Klaudiusza.

Sacramentum magnum.

Viri, diligite, sicut Christus dilexit Ecclesiam.

Viri debent diligere uxorae suos ut corpora sua.

Quia membra sumus corporis Eius, e carne Eius et de ossibus Eius.

Małżeństwo z przyrodzonego zrobić nadprzyrodzone.



  1. Że to Pan Bóg chce;

  2. I tak jak Pan Bóg chce – nie dla przyjemności własnej, ale w tym celu

  3. I dlatego że to Pan Bóg chce.

  4. I żeby Bogu było miło.

Nareszcie z Chrystusem, a Chrystus z Kościołem.

Miłość.


Szacunek.

Wiara, że jesteście członkami Chrystusa.

Tylko to da szacunek nadprzyrodzony i miłość nadprzyrodzoną.
O ile tym nie jesteście, o tyle starajcie się przyjść do tego! Przyprowadzić siebie wzajemnie.

Dziatwa będzie królestwem Bożym.

Wasz dom rajem Bożym.

I pozostawicie za sobą tu na ziemi raj Boży i Królestwo.



27. XII. 1878 – piątek – t. IV. str. 224

Dzisiaj z rana miałem mszę św. która dla mnie była wielką łaską i chętnie ją wiążę ze wstawiennictwem św. Jana, którego dziś uroczystość. Uczyniłem ślub Matce Bożej, mojej Maryi Najświętszej, o ile będę mógł to uczynić, uwieńczenia Jej tą koroną, którą dziś


w duchu i umysłem w tak jasny sposób widziałem. A tą koroną jest korona Oblubienicy i Małżonki Ojca Przedwiecznego! O Pani Moja
i Matko, jakaż chwała Twoja! Już miałem szczęście przed siedmiu laty, tu w Rzymie, przed św. Kongregacją Indeksu bronienia tej Twojej godności i walczenia za nią, Tyś to błogosławiła
i zwyciężyliśmy razem i przeciwnicy musieli ustąpić i nie mogli postawić na swoim, żeś Ty nie jest Przedwiecznego Ojca Małżonką. Ale to zwycięstwo było tylko obronne, odpędziło napad. Tu jeszcze trzeba wstępnego tryumfu, trzeba uroczystego zatwierdzenia, że tak jest rzeczywiście! Pani moja i Matko Boża moja, pobłogosław mi, abym mógł dopełnić tego, com Ci dzisiaj z taką rozkoszą ślubował.

Zapisuję to ad perpetuam rei memoriam i żeby mi służyło za bodziec.



7. IV. 1879 – poniedziałek – rekolekcje miesięczne

O Rachunku sumienia.

Sądzimy ciągle innych.

Sądźmy ciągle siebie.

Rachunek codzienny (cochwilowy)

I.

W obecności Sędziego (Jezusa)



Przed Jego oczyma.

Jego sądem.

Połączyć się zupełnie z Nim.

Być na Jego miejscu.

II.

Sąd głównie trzech rzeczy:



  1. wiary w nas (intencji);

  2. nadziei w nas (czy czynimy z łaską?) spółdziałanie;

  3. miłości w nas.

Naprzód w pierwszym powodzie, aby Bóg znalazł swe zadowolenie. Następnie aktu samego: Czy wola Boża?

III.


Upokorzenie się. Poprawa.

  1. Nicestwo co do wiary, upokorzenie i prośba odpowiednia.

  2. Nicestwo nadziei, upokorzenie i prośba odpowiednia.

  3. Nicestwo miłości, upokorzenie i prośba odpowiednia.

26. IV. 1880 – poniedziałek – t. IV. str. 300

O śmierci z oddania się.

Ostatni akt chrześcijanina. Komunia św. (wiatyk) i śmierć.

Opisać tę chwilę.

Całe życie ma być przygotowaniem.

Jakież najlepsze?

W każdej chwili ma być gotów na jedno i drugie.


  1. Gotowość do komunii św.

Komunia duchowna.

Powtarzanie w duchu komunii rannej Przeniesienie się w tę chwilę.

Ale grunt komunii i jednej i drugiej ma być śmierć.

Śmierć siebie samych.

Życie Boga w nas.


  1. Gotowość do śmierci.

Trzeba zrobić akt dobrowolnego oddania się.

I przenosić się w tę chwilę.



  1. Połączyć te dwa akty.

29. VI. 1880 – wtorek – św. Piotra i Pawła – str. 318

Kończę 66 rok życia. O Panie! Wszystkom winien Twemu miłosierdziu. Oddaję Ci resztę życia i śmierć moją na to, abym we wszystkim spełnił z Twoją łaską i we mnie się zupełnie spełniła Twoja myśl, Twoja wola, Twoje dzieło, Twoje życie i Królestwo Twoje we mnie. Amen!



1. VIII. 1881 – poniedziałek – t. IV. str. 415

Dziś pierwszy dzień wesela z Najświętszą Panną i w Najświętszej Pannie! Mój Boże, kiedy się pomyśli, że to w tym domku, w jednej chwili, ta błogosławiona stała się Oblubienicą Ojca, Matką wprawdzie, ale i Oblubienicą Syna, a tym samym ich wspólną


w Duchu Świętym Oblubienicą. Mój Boże, Pani Moja! Oblubienico Trójcy Przenajświętszej! I Tyś maja! Czymże mam być ja? Ach, ale czymże jestem!

25. XII. 1881 – niedziela – Boże Narodzenie – str. 446

...Panie, niechaj i to (znużenie) Ciebie chwali i słabość moja


i siła moja wszystko do Ciebie należy.

4. II. 1882 – niedziela – str. 458

Konferencja miesięczna: O intencji.

Si oculus tuus simlex fuerit, totum corpus lucidum erit.


  1. Potrzeba, konieczność dobrej i czystej intencji. Od tego zależy całe życie (i wieczność).

Zależy wartość życia:

Wyjście i kierunek,

Siła i czynność,

Postęp i skutek:

Zależy łaska Boża:

Jego współdziałanie.



  1. Co ma zamierzać intencja:

  1. Co do obiektu(cel):

Niczego innego tylko dojść do Boga.

  1. Co do subjektu:

  1. Dlatego, że Bóg chce, Jego zadowolenie.

  2. Na drugim miejscu – moje szczęście.

  1. Co do środków:

Razem z Bogiem (z łaską).

Nic nie czynić(co do środków) bez Jezusa.

Każdy krok z Jezusem.

Jaka ma być intencja.



  1. Święta. Ta będzie, jeżeli powyższe warunki mieć będzie. A przy tym będzie pokorna i ufna Bogu.

  2. Rozumna, wolnowolna, akt prawdziwy woli.

  3. Chcąca, wolnowolna, akt prawdziwy woli.

  4. Stąd silna, wytrwała.

  5. Nade wszystko miłosna.

Kto nie ma intencji świętej, nie ma życia.

Nie ma pokornej – jest głuchy;

Nie ma rozumnej – jest ślepy;

Nie ma wolnowolnej – jest bez rąk i nóg;

Nie ma silnej – jest paraliżem;

Nie ma miłości – nie ma serca; nie ma miłości – jest w śmierci!



4. XII. 1882 – I niedziela adwentu – t. IV. str. 508

I

Przytomność Boża.



Warunek życia nadprzyrodzonego:

Trzeba żeby był cel, przedmiot.

Z drugiej strony – powód

Tym ma być Bóg, Chrystus.

Ego Alpha et Omega, principium et finis, primus et novissimus.


  1. Myśli;

  2. Czucie;

  3. Zamiary, uczynki.

Wszystko nadprzyrodzone: Bóg, Chrystus. Bez takiej przytomności Boga nie ma życia nadprzyrodzonego.

II

Co temu przeszkadza?



W waszym stanie alumnów, dwa pierwsze rodzaje:

  1. Myśli – nie Bóg jest przedmiotem.

Ale co?

  1. Nauka – zanadto wielkie zajęcie się – albo osobne, w sobie.

  2. Wyobraźnia – a choćby poezja, ciekawość.

  1. czucia.

Jakie?

  1. Zabawy;

  2. zajmowanie się jednych drugimi;

  3. zmysłowość.

  1. Zamiary

Ale to potem, z wiekiem dojrzałym.

III


Lekarstwo

  1. Niech Pan Jezus będzie nauką;

  2. Niech będzie zabawą.

Propozycja do przeprowadzenia spotkania dialogowanego.

JAK OJCIEC PIOTR SEMENENKO TROSZCZYŁ SIĘ PRZEZ CAŁE SWOJE ŻYCIE O ZUPEŁNE ODDANIE SIĘ JEZUSOWI?

  1. Wynotować z „Dziennika” O. Piotra Semenenki jego osobiste refleksje o pracy nad sobą i dążeniu do zupełnego oddania się Bogu. (Można zlecić tę pracę kilku siostrom).

  2. Na wspólnym spotkaniu zapoznać się z tymi refleksjami i omówić je. Zwrócić uwagę na wytrwałe i pokorne dążenie do całkowitego oddania się Jezusowi, pełnienia tylko Jego woli i należenia tylko do Niego jako Jego własność.

Można podzielić się osobistymi doświadczeniami troski o życie Jezusa w nas...

Co czynić, aby trwało w nas, tak jak w Ojcu Piotrze, usposobienie do coraz pełniejszego oddania się Bogu?



Inne propozycje:

Tak samo można wynotować jego osobiste świadectwa działania łaski Bożej w nim, kształtującej jego usposobienie pokornego oddania się Bogu –



  • Z jego listów do współbraci;

  • Z jego listów do sióstr, zwłaszcza Matki Marceliny Darowskiej,
    w których O. Piotr najwięcej zwierza się ze swojego usposobienia – po prostu opisuje swoją pracę nad sobą i usposobienie dążące do zupełnego oddania się Bogu, do bycia CAŁKOWITĄ WŁASNOŚCIĄ BOGA.



©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna