Książę Maximilian Emanuel von Württemberg Dziwaczny los Pultawa – Perevolotjna – Frederiksten



Pobieranie 85.2 Kb.
Data08.05.2016
Rozmiar85.2 Kb.
Książę

Maximilian

Emanuel

von Württemberg

Dziwaczny los

Pultawa – Perevolotjna – Frederiksten

Jak nigdy dotąd królestwo szwedzkie potrzebowało na swych terenach siły sprawnego dowodzenia Karola XII, który i tak w owym czasie nie był w stanie zakończyć tego co rozpoczął. Na rosyjskich stepach zatrzymały go skutki postrzału przez Rosjan, który według opinii świadków prowadził go blisko do bram śmierci. W Frederiksten spotkał go kolejny cios, wrogi postrzał przez Duńczyków, który nie tylko doprowadził go przed bramy śmierci lecz przez nie. To, że królewska nieobecność miała ogromne znaczenie, było szczególnie zauważalne podczas czynów wojennych, w których już nie uczestniczył. Jednakże inaczej mogłoby się wszystko ułożyć, gdyby Karol XII mógł osobiście prowadzić naczelne dowództwo w Pultawie, gdyby przynajmniej mógł osobiście interweniować w tej decydującej chwili w Perevoltjanie, gdyby dany był mu czas na realizację swych planów w 1718 roku.

To, że Karol XII nie mógł ratować sytuacji, w tych najbardziej krytycznych momentach, nie było aktem jego złej woli. Gdyby wówczas powołano kogoś, by ukończył zaczęte dzieło, byłby zwany królem. Ku chwale Szwecji Karol XII uczyniłby wszystko, co tylko leżałoby w jego mocy i prawdopodobnie, w tych dwu przypadkach, udałoby się mu to dla dobra jego ojczyzny.

Król Karol XII posiadał świetny rozum, jego energia, chęć i zdolności do pracy były nieograniczone, jego wola była silna i szczera a jego wierność do obowiązku „żelazna”. Pozostał w pamięci jako człowiek, który dzięki swojemu wspaniałemu talentowi


w dowodzeniu i odwadze, poświęceniu i wytrzymałości, swojej uczciwości, bogobojności oraz wierności do swojego powołania, będzie wychwalany przez wszystkie narody i na wieki.

Taka była osobowość królewskiego nauczyciela i przyjaciela wirtemberskiego księcia Maximiliana Emanuela i Mały Książę był podobny do niego dzięki kształceniu oraz predyspozycji.

Śmiała waleczność, której wydawałoby się, nie stało nic na przeszkodzie, szybka zdolność podejmowania decyzji, wierność przyjacielska i niezawodność, uczciwość, wytrwałość oraz zdolności wyrzekania się są najsilniejszymi występującymi cechami księcia Maximiliana. Pamięć o nim pozostanie dla nas Szwedów szczególnie droga i wartościowa, dzięki jego wierności wobec króla Karola XII i Szwecji, którą udowadniał przy każdej okazji aż do śmierci.

W ostatnich godzinach życia ujawniła się jego głęboka bojaźń wobec Boga. Jego krótkie życie można porównać z bohaterskim mitem, pięknym snem. Wspomnienie o nim pozostanie zachowane dla potomności. Nigdy nie padło złe słowo o nim, dzięki osobistej uprzejmości zyskał wielu przyjaciół. Jego wesołość, męska odwaga i otwarty charakter wzbudzały szacunek i uwielbienie. Skromność w szczęściu i nieszczęściu, jego poczucie obowiązku i zdolności poświęcania się były dla wszystkich dobrym przykładem.

I też tak należy to rozumieć, co na marmurowej płycie jego grobowca w zgodzie
z prawdą zostało wygrawerowane m.in. słowa: „Una Anima una Mens In duobus corporibus visa sit” – jedna dusza, jeden zmysł zjednoczone w dwa ciała, na dowód głębokiej więzi Króla z nim, jako najwyższa pochwała dla księcia Maximiliana.

Śmierć księcia Maximiliana Emanuela i pogrzeb. Pamięć o nim.
Tak rozeszły się drogi i losy Karola XII i księcia Maximiliana.

Książę miał to szczęście być dobrze traktowanym w rosyjskiej niewoli*). Już pierwszego wieczoru miał zaszczyt jadać przy stole cara. Oczywiście był pilnowany, ale otrzymał swój własny namiot i wóz oraz szczególną zagrodę. W trzeci dzień niewoli podarował mu car swoją własną szpadę (koncerz), a po ośmiu dniach spełnił jego szczególną prośbę, udania się do Wirtembergii, ale pod warunkiem, który mu przekazano, że nie opuści go eskorta. Przez trzy tygodnie towarzyszył rosyjskiej armii, która podążała do Polski, by stamtąd udać się do domu. Jednak nie było mu dane zobaczyć swój kraj ojczysty. Już


w pierwszy dzień marszu zachorował, dostał wysokiej gorączki i musiał pozostać w Lubny. Tutaj odwiedził go osobiście car w towarzystwie księcia Mentschikowa. Sprowadził mu do jego dyspozycji angielskiego lekarza przybocznego oraz podporucznika z 30 mężczyznami rosyjskiej gwardii jako straż przyboczną. Poza tym pozostali przy nim podpułkownik Wrangel i podchorąży Hard, obydwaj należeli do pułku księcia, również wierny Bardili
i własny sługa księcia.

W Lubny książę pomógł w ucieczce szwedzkiemu wojownikowi, może


i nieświadomie, który w Perevolotjna trafił do rosyjskiej niewoli. Był nim piętnastoletni wolontariusz z pułku Björneborg, Henrik Johan Spare, który dostał się do niewoli w Lubny
i przebywał u żony rosyjskiego pułkownika.

Spare dowiedział się, że książę Max przybył do Lubny. W nocy uciekł do kwatery księcia, udał się do stajni, w której znajdowały się konie i stajenni. Tak pisze Spare: „Zaraz mnie przyjęli i schowali w sianie, aż książę się ubrał i konie zaprzęgnięto. Podczas gdy tak schowany leżałem w sianie, przyszli posłańcy pani Oberst, którzy mnie szukali i o mnie pytali. Wszyscy byli tak przyjaźni i nikt nie powiedział, że jestem ukryty w stajni, mimo tego, że dobrze wiedzieli, że jestem tu. Gdy tylko książę był przygotowany do drogi, rozkazano mi, bym wsiadł do wozu, gdzie znajdowało się łóżko księcia. Tam też zostałem tak długo, aż dotarliśmy do Kijowa, oddalonego 20 mil od Lubny. Wóz był zamknięty i przykryty. Odpoczywaliśmy tam 4 dni. Potem wyruszyliśmy w drogę do Wolhynien.”

Po 5 tygodniach książę Max był już zdrowy. 4 września wyruszyli kontynuował podróż do Kijowa. Tutaj spotkał generała Rönne, który dołączył do niego. W Ostrowo, do którego przybył książę około 12 września, zachorował ponownie i musiał natychmiast położyć się do łóżka. Kazał się wieźć, by móc towarzyszyć rosyjskiemu korpusowi w marszu przez Polskę.

Czyżby wspomnienie z tak szczęśliwie spędzonego czasu w Dubnie sprawiło, że kazał się tam zawieźć? 16 września przybył do Dubna. Jak bardzo wszystko było inne niż niegdyś? Królewska armia szwedzka w rosyjskiej niewoli, król Karol, jego najlepszy przyjaciel


i dobroczyńca był daleko w Turcji. Tak wiele zerwanych więzi, tak wielu straconych przyjaciół!

I tak leżał tutaj dwudziestolatek i walczył ze śmiercią. Stan Małego Księcia pogarszał się błyskawicznie. Spoglądał śmierci w oczy z odwagą i ufnością. Otrzymał od generała Rönnersa, ewangelickiego spowiednika po raz ostatni komunię. Gdy duchowny spytał, czy jest gotowy umrzeć, odpowiedział: „Chętnie umrę, przecież wszystko na tym świecie przemija i marnieje. Nie ma większej różnicy, czy ktoś umrze 10 lat wcześniej czy później”.

Zlecił Wrangelowi, by przekazał królowi Karolowi „stokrotne dzięki za wszystkie łaski i łaskawość, które mu okazał i zapewni, że gdyby Bóg podarował mu dłuższe życie, sprawiło by mu to radość, oddać je uczciwie i rzetelnie służbie króla, tak długo, aż do ostatniej kropli krwi”. Ta obietnica wielokrotnie przez niego wypowiadana miała być próbą przeciągnięcia cara na swoją stronę, w innym wypadku byłaby zbyteczna. Tak była ona ostatnim wyznaniem wierności wobec Szwecji i króla Karola.

„Podziękuj mojej mamie” modlił się książę „za całą jej wierność i powiedz jej, że mi niczego nie brakuje i że chętnie i błogo zasnę w Bogu na wieki”.

Niebawem stracił przytomność i zaczął majaczyć w tej wysokiej gorączce. Nieustannie krążyły jego myśli wokół króla Karola.

Nagle oprzytomniał i zawołał: „O Jezu , Jezu, zabierz mnie szybko z tego świata do siebie!” Podczas gdy duchowny odezwał się do niego, zakończyło się jego królewskie życie.

I tak zmarł bohaterską śmiercią mały książę w Polsce w miejscowości Dubno
25 września 1709 roku między godziną 3 a 4 rano w wieku 20 lat i 7 miesięcy.

„Verum triumphavit magis de morte, Guam succubuit, sagt Philippus Henricus


a Goelniz. „Ita juvenis aetate, animo senex obiit. Hic brevis quidem Vita, sed sempiterunus gloriae cursus fuit”. Piękne i prawdziwe słowa!

Mama księcia Maximiliana osobiście zapewnia, na podstawie wiadomości, jakie otrzymała z pewnych źródeł, że jej syn wraz z pułkiem do ostatniego momentu wytrzymał


w bitwie nad Pultawą. Ból z powodu tego nieszczęścia i zranienie przyczyniły się do jego choroby i wczesnej śmierci. Księżna mówi o swojej głębokiej żałobie po śmierci, z całego serca kochanego dziecka. Mówi również o szczęściu, które spotkało jej syna, który posiadał łaskę u króla Karola XII, o jego waleczności oraz gotowości ofiarowania królowi ostatniej kropli krwi. Nawet na łożu śmierci zapewniał młody książę, że służyłby wiernie królowi Karolowi do ostatniej kropli krwi.

Prawdę mówiąc, trzeba przyznać, że książę walczył i umarł dla Szwecji.

Księżna Eleonora Juliana opłakująca swojego syna była w takim wstrząsie, że nie chciała prawie wcale słuchać opowieści o jego bohaterskich czynach. Ze względu na wielki ból matki, Bardili wydał książkę o księciu Maxie, dopiero po śmierci księżnej.

Gdy król Karol będąc w Turcji otrzymał tę bolesną wiadomość o śmierci księcia Maximiliana, wzruszył się bardzo i powiedział pełen smutku: „tak zmarł dla mnie mój najlepszy przyjaciel.”

Z bólem wspominał król Małego Księcia. Przecież wychował go „na swój własny sposób” – wychowanie, które pod różnymi względami uczyniło go bardzo podobnego do mistrza. Od pierwszego momentu powstało między nimi pewne koleżeńskie uczucie. Król nie miał jeszcze 21 lat, gdy książę Max przyszedł do niego jako młodzieniec. Tak samo jak król cenił już w swoim dzieciństwie wysiłek, uprawiał szermierkę i jeździł konno oraz przyzwyczaił się do głodu, pragnienia, upału i zimna. Byli również spokrewnieni ze sobą, wprawdzie w dalszej linii. Ich rodziny nie były sobie obce. Ojciec księcia już 10 lat przed narodzeniem Karola XII złożył wizytę na dworze w Sztokholmie.

Ani koleżeństwo ani pokrewieństwo nie miało wpływu na wychowanie, wręcz przeciwnie. Również jego awans nie został przez to przyśpieszony. Karol XII wielokrotnie odrzucał przedłożone mu propozycje awansu dla Małego Księcia. Odmowa nie miała na pewno związku z brakiem doświadczenia księcia. Miał odbyć 6 lat służby w Szwedzkiej Armii, zanim otrzymał własny pułk. Jeden z jego braci, Heindich Friederich, awansował na pułkownika będąc w Holandii już w wieku 16 lat a jego najstarszy brat, Karol Alexander, służył jako aktywny pułkownik w Cesarskiej Armii mając 13 lat. Książę Max posiadał nie tylko podstawowe, teoretyczne wiadomości, lecz również obszerne praktyczne doświadczenie, nim osiągnął najwyższe dowodzenie, jakie mogło być zaproponowane książęcemu synowi. Dorósł w pełni do stanowiska szefa pułku. Często, np. w wielu listach do matki Maxa Emanuela, Karol XII wyrażał swoje zadowolenie z dowodzenia młodego księcia oraz swoją radość, iż może go mieć w swojej armii. Göran Nordberg, najwspanialszy dziejopisarz powiedział: „posiadał doskonałą sympatię króla Karola XII, co zostało również powiedziane na pamiątkę jego czci przy tej okazji”.

Podchorąży Robert Petre, pisał w swoim pamiętniku o księciu m.in., że on „też zdobył nadzwyczaj dzielną istotę, tak że posiadł w pełni te same maniery jak i jego Królewska Mość jeżeli chodzi o atak przeciwnika, dlatego bywał też w wielu niebezpieczeństwach, został również ciężko ranny nad Dnieprem, gdy Jego Wysokość chciał go przekroczyć”.

Josias Cederhielm, sekretarz kancelarii polnej, opowiada, iż książę z Wirtembergii żywił taką wierność do Króla, że bez obawy oddałby za niego życie, ostatnią kroplę krwi


i mógł wszystko poświęcić.

Szwedzki orszak i towarzysze oficerów księcia nie mogli się nadziwić że już w tak młodym wieku był tak dojrzały, bohaterski i wytrwały. Również dzięki swojej uprzejmości


i pogodzie ducha był wszędzie uwielbiany.

I tak pozostałą jedyna, tylko najlepsza opinia o księciu Maxie. Nigdzie nie znajdzie się innych opinii o nim. Tak jak jego wzorzec Karol XII tak i on pozostawał zawsze równocześnie w szczęściu i nieszczęściu. Nie należał do tych, którzy najchętniej szukaliby chwały w działaniach wojennych, gdzie można najprościej zebrać laury.

Grimaret pisze w „Les Campagnes de Charles XII” w związku ze śmiercią księcia Maximiliana: „Les Czar en fut vivement touché, jusqu’à répandre des larmes; parce qu’il avait formé le dessein de l’attacher à son service, et d’en faire son Lieutenant Major, à cause de sa valeur”.

Jego oddanie wobec Karola XII i jego dokładna znajomość stosunków szwedzkich sprawiały, iż był bardzo zżyty ze Szwedzką Armią i interesy Szwecji traktował jak swoje. Takim jakim był Wirtembergiem, takim też był odbierany z naszego szwedzkiego punktu widzenia, jako dobry Szwed*). Te dobre cechy wyniósł z domu rodzinnego. Nigdy nie dopuściłby do tego, by wstąpić do służb rosyjskich.

Mały Książę! Sześć lat dobrowolnie, nieustannie patrzyłeś śmierci w oczy. Ona chroniła twoją młodość. Teraz przyszła nieproszona. W tak młodych latach już rozpoznałeś, ze życie nie tylko przemija, lecz jest też marne. Mądrość życiową, którą rzadko zdobywamy przed jesienią życia, czasem i nie. Nie było widać u Ciebie abyś lekceważył sobie życie , nie chciał żyć. Wręcz przeciwnie, wesoło i nieustraszenie oddawałeś swoje krótkie życie obowiązkowi, walczyłeś za wysoko na północ położony kraj, którego Twoje oko nigdy nie zobaczyło, który był dla Ciebie Twoją drugą Ojczyzną i któremu wiernie służyłeś aż do końca twoich dni.

„Nieustraszony i wierny”, tak brzmi od wieków dewiza wokół poroża jelenie w twoim godle. Zawsze godnie okazywałeś swoją dewizę. Piękniejsza opinia nie może być o tobie wydana, nieustraszony i wierny. Wierny twojej ojczyźnie i tym pięknym tradycjom. Wierny nowemu krajowi, którego obowiązki przejąłeś jako swoje. Wierny Królowi, wierny samemu sobie. Piękne i szlachetne oraz oddane poświęceniu życie!

Dlatego wspomnienie o tobie, zawsze pełne wdzięczności powinno pozostać
w Szwecji, twojej drugiej ojczyźnie.

Zwłoki księcia zostały zabalsamowane w Dubnie. Jego wnętrzności zostały pochowane w trumnie wiernego przybocznego knechta księcia, który niedługo po nim zmarł.

Zwłoki księcia zostały odpowiednio do stanu ubrane i 28 września uroczyście pochowane w grobowcu w Klasztorze Kapucynów w Dubnie, przy czym szlachta
z sąsiedztwa i znajdujące się w mieście wojsko paradowała. Spowiednik generała Rönnersa wygłosił mowę pogrzebową. Następnie generał Rönner wydał wspaniałą ucztę dla wszystkich, którzy brali udział w uroczystości.

Później podpułkownik Wrangel z kapelanem i dwoma rosyjskimi pomocnikami odjechali z Dubna do Torunia, by przekazać carowi, który się tam zatrzymał, o śmierci księcia. Car Piotr był głęboko poruszony i zapłakał, gdy usłyszał tę smutną wiadomość, ponieważ, tak pisał Grimaret „planował wziąć księcia, ze względu na jego sumienność do swojej armii.”

Po trzech tygodniach wrócił Wrangel ponownie do Dubna z rozkazem od Cara, że zwłoki mają zostać przewiezione do Krakowa. W grudniu zostały tam przewiezione zwłoki
z wartą honorową składającą się z 30 mężczyzn poprzez Jerislovia i Dosolqvi. Pod koniec miesiąca dotarł orszak żałobny do Krakowa i powitany przez generała Goltza z wszelkimi honorami, po czym trumna została pochowana w tamtejszym Klasztorze Dominikanów.

Należąca do księcia orszaku służba otrzymała od cara pozwolenie, powrotu do ojczystej Wirtembergii.

Zwłoki księcia Maximiliana pozostały tymczasowo w Krakowie do momentu, aż zapytano matkę Maximiliana, gdzie chciałaby, by było ostatnie miejsce wiecznego spoczynku jej syna. W celu uzyskania tych informacji, Car wysłał do Stuttgartu pułkownika Meyera. Towarzyszył mu porucznik Wrangel. Serce księcia, które zostało wyciągnięte podczas balsamowania zwłok przekazano jego siostrze w Ansbach. W pięknej małej cynowej trumnie, z cynowym sercem na pokrywie, zostało pochowane w 1660 roku w wybudowanym grobowcu znajdującym się pod chórem kościoła św. Jana. Do dzisiaj znajduje się tam
25 innych sarkofagów ze zwłokami margrabiów von Hohenzollern – Brandenburg – Ansbach i ich krewnych m.in. też siostry księcia Maxa, zmarłej w 1729 roku margrabianki Christine Charlotte jak i jej rodziców od strony matki. W 1923 roku na małej cynowej trumnie z sercem na wierzchu został wygrawerowany napis:*) Mała trumna byłą często zdobiona kwiatami
i żółto-niebieskimi szwedzkimi wstążkami.

Ponieważ droga do Stuttgartu była bardzo długa i panowały niespokojne czasy Księżna Eleonora Juliana prosiła pochować księcia za zgodą cesarza w najbliżej położonym kościele ewangelickim na ziemi niemieckiej na Śląsku, najlepiej w Kluczborku lub Byczynie.

W tych dwóch miastach znajdowały się kościoły ewangelickie, które na podstawie traktatu w Altranstädt z 1 września 1707 roku zwolnione zostały przed przejęciem przez katolików i zostały oddane protestantom.

Ponieważ w Polsce panowała dżuma, życzono sobie na Śląsku, by dla orszaku pogrzebowego wybrana była jak najkrótsza droga, ze względu na niebezpieczeństwo zarażenia się.

Po rozmowie z cesarzem zostało wybrane małe przygraniczne miasto Byczyna.

Wysłannicy cesarza udali się na granicę, by odebrać zwłoki. Wydzielony oddział podążał tutaj z Frankenberg.

Według zarządzenia generała Janusa w Krakowie zwłoki zostały przewiezione na granicę polsko-niemiecką, gdzie zostały odebrane przez cesarskich wysłanników
i mieszkającą w pobliżu szlachtę.

Orszak zbliżał się powoli i uroczyście. Rosyjski adiutant generała von Schilling pojechał konno do połowy małej rzeki Prosny. Tutaj wygłosił mowę i przekazał komisarzom trumnę obitą czerwonym suknem. Ze względu na niebezpieczeństwo zarażenia się dżumą na Śląsku, został on poproszony, by udał się z powrotem do swojej ojczyzny*).

Zwłoki zostały przyniesione do Byczyny i trumna pozostała na noc w kościele. Bardili otworzył tutaj trumnę, by móc jeszcze raz ujrzeć ukochane zarysy swojego książęcego Pana
i przyjaciela. Były niezmienione. Mały książę leżał w białym ubraniu z tafty podszytym adamaszkiem. Również wnętrze trumny było wyłożone białym adamaszkiem i tafty. Poduszka wypełniona przyjemnie pachnącymi ziołami leżała pod głową.

W nogach postawiono obciągniętą białą satyną skrzynię, która zawierała płuca


i wątrobę Księcia.

Trumna została włożona w większą, ozdobnie wyrzeźbioną drewnianą trumnę, wykonaną w Byczynie. W następnych dniach zwłoki zostały przeniesione do specjalnie wykonanego grobowca za ołtarzem w południowo- wschodnim rogu kościoła.

Następnie w Wielki Piątek w roku 1710 odbyła się uroczystość pogrzebowa. Diakon M. Boron, ówczesny Pastor w Byczynie wygłosił piękną, jeszcze dzisiaj przechowywaną
w druku mowę pogrzebową, w której wziął za podstawę osobistą dewizę księcia: „per aspera ad astra.” Mówił w przemowie o otoczeniu księcia, o jego rodzicach i królu Karolu XII. Jako przykład wszystkich cnót, (similis, simili gaudet) co oznacza, że również Max musiał posiadać dobre cechy i wszelakie cnoty, inaczej nie wybrał by go sobie Karol XII jako przyjaciela. Wychwalał posłuszeństwo księcia wobec rodziców i podkreślał, jak zmarły, również w niewoli i przed wrogiem wypowiadał się tylko dobrze o swoim królu i nigdy nie zniósłby jednego złego słowa o swoim królewskim przyjacielu. Sławił przede wszystkim odwagę księcia w bitwie i jego bogobojność. Max okazał więcej dowodów dzielności, niż liczył sobie lat. Zmarły stał się sławny dzięki swojej szczerości, otwartości i wręcz wzruszającej uprzejmości, nic nawet niewielkiego nie było w nim fałszywego. „Więc co to jest cud?”, powiedział duchowny „to, że Bóg przemieszcza cnotliwe dusze z wąskiej skrzyni rozkładu w dalekie, lepsze i doskonalsze miejsce.

Również książęta znajdowali się w niezliczonych, nieprzyjaznych okolicznościach


i uspakajali się często dopiero po zwycięstwie trudnych bitew i napadów. Uśpiony na wieki poszedł prosto z rosyjskiej niewoli na wieczny spoczynek.

W późniejszym czasie księżna Eleonora Juliana wzniosła w miejscu wiecznego spoczynku księcia w kościele w Byczynie wykonany we Wrocławiu grobowiec z marmuru


i piaskowca. Jest zaopatrzony długim, łacińskim napisem.

W Stuttgarcie mgr Joh. David Frisch, nauczyciel księcia Maxa wygłosił mowę na jego cześć, tak szybko zmarłego, w obecności pogrążonych w żałobie książąt. Przy tym rozpoczął od 2 listu św. Pawła do Tymoteusza, rozdział 4, werset 7-8: „zwyciężyłem w dobrej walce, bieg ukończyłem, wiary ustrzegłem. Odłożono dla mnie wieniec sprawiedliwości, który mi


w pewnym dniu odda Pan, sprawiedliwy Sędzia, a nie tylko mnie, ale i wszystkim, którzy umiłowali pojawienie się Go”.

Duchowny mówił również o Karolu XII, północnym lwie, który będąc w Turcji jeszcze bardziej opłakiwał swojego przyjaciela, niż David swojego Jonathana. Mówił


o księciu Maxie i jego wyrazowi twarzy, w którym można było ujrzeć tylko serdeczność oraz o jego ożywionej, śmiałej uprzejmości. Chrześcijan nazywał rycerstwem, do których należał również książę Max, nieustraszony, z mądrością i wytrwałością uczestniczył w wielu bitwach, wielu uciążliwych marszach, wielu zagrażających życiu jazdach konnych i pokonywaniu nurtów rzek, wszystko to robił w służbie u swojego króla i w niezliczonych niebezpieczeństwach okazał swoją wierność i szczerość. Również jako chrześcijanin okazał się dzielnym bohaterem i ze łzami w oczach prosił Boga o nieugiętość. Wiele trudności miał książę Max do pokonania i wielu pokusom musiał się oprzeć. Lecz pozostał oddany swojej wierze. Razem z Pawłem mógłby powiedzieć „bieg ukończyłem”. Jego niewola wyrwała mu broń z dłoni, ale dzielne serce walczyło dalej dla swojego króla. O tym mogą świadczyć jego słowa wypowiedziane na łożu śmierci i tego można by było być pewnym, ze gdyby Bóg go oszczędził, to służyłby do ostatniej kropli krwi królowi Karolowi .

W piękny sposób zostawia wygłoszoną po łacinie mowę pożegnalną w Tybyndze


11 kwietnia 1710r. Jeżeli jest to największa sława, przez sławnych być sławionym, to jaka większa sława może być jaśniej wyrażona słowami.

Grób
Byczyna położona jest na Górnym Śląsku, przy drogach krajowych. Można tam się dostać przez Wrocław i Kluczbork. Tylko 4 km oddalona leży mała brudna (Golja) Gola
i płynie rzeka graniczna Prosna.

Od śmierci Małego Księcia nie przybyło do Byczyny wielu turystów, by obejrzeć jego grób.

Jednak w 1913 roku autor tej książki chciał odwiedzić kościół i grób wirtemberskiego księcia oraz karolińskiego pułkownika. Dlatego udał się w daleką podróż, przekroczył ostatni niemiecki posterunek graniczny, zobaczył w oddali małe światełka granicy rosyjskiej
i w końcu dotarł do Byczyny. Odwiedziny w tym małym, miłym mieście były warte zadanego sobie trudu. Ze stacji kolejowej idąc przez wspaniałą czterorzędową aleję czereśniową dojdzie się do miasta.

Mimo tego, iż Byczyna jest małym miastem, to ma duże znaczenie dzięki dobrze rozwiązanemu handlowi i położeniu przy granicy, oprócz tego przypadła jej w udziale jako niemieckiemu miastu granicznemu, troska o utrzymywanie i rozwój niemieckiej kultury.

Byczyna jest też bardzo starym miastem, wzmianki o niej pochodzą już z XII wieku, gdy wrocławski biskup został tutaj przeniesiony w ciągu kilku lat. W 1588 roku miała miejsce w Byczynie bitwa pomiędzy dwoma pretendentami do tronu Polski, Zygmuntem ze Szwecji rodu Waza i arcyksięciem Maximilianem, w której Szwed zwyciężył.

Miasto do dziś zachowało swój dawny charakter z częściowo zachowanymi średniowiecznymi murami z cegły i basztami. Poza tym są różnorodne style architektoniczne, nowe stoi koło starego. Miasto jest malowniczo usytuowane, z małymi krętymi uliczkami, zieleńcem oraz urozmaiconymi widokami.

W centrum Byczyny wznosi się stary, gotycki kościół z czerwonej palonej cegły ze średniowiecznych czasów, ozdoba dla miasta. Kościół ten, był dzięki ingerencji Karola XII przez traktat w Altranstädt w roku 1707, ponownie zabrany katolikom, którzy nieprawnie zagarnęli go dla siebie (co miało też miejsce w przypadku innych kościołów na Śląsku)
i oddany protestantom. Stare książki kościelne mówią nam o tym. W latach 1887-88 kościół został odrestaurowany z bardzo przesadną gorliwością. Między innymi zostało rozgrabione całe barokowe wyposażenie i rozproszone po całym świecie. Niektóre rzeczy dostały się do wrocławskiego muzeum, inne zostały sprzedane Żydom, a część znajduje się w prywatnej willi w Berlinie.

W kościele tym spoczywa książę Maximilian Emanuel z Wirtembergii. Wnętrze jest dobrze zachowane. Tablica pamiątkowa z nazwiskami poległych w bitwie Byczynian ukazuje, jak pełne pietyzmu było wspomnienie o nich, którzy oddali swoje życie spełniając swój obowiązek wobec ojczyzny. W rzędzie prosto namalowanych węglem ilustracji znajduje się również jeden od Gustawa II Adolfa.

„Gdzie więc znajduje się grób księcia Maximiliana?”

„Tak, tutaj pod ołtarzem znajduje się grobowiec, został on zamurowany podczas odnowy kościoła i jest niemożliwe by się tam dostać”.

„A gdzie jest nagrobek z długim, łacińskim napisem?”

„Nagrobek wysłał pastor Koelling do Stuttgartu.”

„Do Stuttgartu? Rozdzielili nagrobek od grobowca, gdzie matka księcia umieściła
i stał przez 200 lat? To jest niespotykane ograbienie książęcego grobowca! Proszę wybaczyć, ale dlaczego oddał Pan ten nagrobek i co z nim robią w Stuttgarcie! Myśmy przecież nic nie zrobili, wystarczająco żałujemy, ze został stąd zabrany. Ówczesny ksiądz, Pastor Primarius Hermann Koelling, myślał, że za oddanie nagrobka otrzyma środki na odnowienie kościoła. „Zrobiliśmy”, tak oświadczył, „ponieważ nie miał dla nas ani kościelnej ani patriotycznej wartości. Jego Królewskiej Mości Królowi Karolowi z Wirtembergii przekazany i jako królewskie zadośćuczynienie otrzymano 300 marek.” Gdzie się w Stuttgarcie znajduje nie wiemy, 8 czerwca 1887 zostało tam wysłanych 13 dużych skrzyń.” „Proszę, abyśmy uczynili wszystko, co w naszej mocy, by móc go zdobyć z powrotem. Przecież tak nie może być, że nagrobek został ograbiony z grobowca i miejsce to jest puste.”

Rozglądamy się dalej. Ach, tam wisi jeszcze duży wieniec laurowy, który został wysłany tutaj przez wiernych Szwedów w dwusetną rocznicę śmierci księcia, 25 września 1909 roku. Wieniec jest zasuszony, ale szerokie biało-niebieskie jedwabne wstążki są jak nowe! Napis brzmi następująco:*) Na żółtej wstędze po szwedzku:*)

Ten wieniec był jedynym nagrobkiem dla małego księcia w kościele w Byczynie. Dobrze, że przynajmniej on tam dla niego pozostał!

Rozmawialiśmy z pastorem Primariusem o brakującym nagrobku jak również


z różnymi wiarygodnymi mieszkańcami Byczyny. Wszyscy byli zdania, iż jest konieczne, aby nagrobek powrócił w swoje pierwotne miejsce.

Po bliższym przyjrzeniu się kościołowi od strony zewnętrznej, znaleźliśmy na południowym murze, niedaleko obok okna na chórze, wysoko do góry wmurowany pamiątkowy kamień. Jest wysoki i wąski z wygładzonymi liniami bocznymi, ku górze zwężające się, a w dolnej części znajduje się trzylinijkowy specyficzny napis: 1709 A M:


I M:. Nikt nie miał ochoty, by rozszyfrować sens tych liter. Co mogłoby innego znaczyć niż: „Ad Maximiliani Imanuelis memoriam!”. I nad tym rok śmierci. Prosty ale piękny kamień pamiątkowy, który swoim jasnym kolorem bardzo mocno wyróżniał się od ciemno-czerwonej cegły murów kościelnych.

Nic innego nie pozostało, jak wracać do Stuttgartu, by wyjaśnić zagadkę grobowca. Daleka podróż! Ale przecież prawda musiała zostać wyjaśniona.

Po drodze zatrzymaliśmy się w Ansbach, w starym mieście, rezydencji brandenburskich margrabiów. Między innymi zobaczyliśmy tutaj kościół św. Jana
z książęcym grobowcem. W tym samym grobowcu spoczywają wszyscy regenci rodu Hohenzolern-Brandenburg-Ansbach oraz oprócz tego wiele innych znaczących osób. Tutaj pochowana jest również Christiana Charlotte (zm. 1729) siostra księcia Maxa i jego szwagier Wilhelm Friedrich, rządzący margrabia w Brandenburg-Ansbach (zm. 1723) jak i jego babcia Margaretha Sophia. W małej trumnie z cyny, na pokrywie której znajduje się serce wykonane również z cyny, przechowywane jest serce księcia Maximiliana.

Dziwny przypadek! Dziwne i pełne wydarzeń było to bohaterskie życie Małego Księcia! I w końcu został on – chciałoby się prawie tak powiedzieć – w trzech różnych miejscach pochowany. Teraz zabrali mu jego nagrobek do Stuttgartu.

A więc w drogę do Stuttgartu! Tutaj zadanie było trudniejsze. Nagrobek Księcia był tutaj całkiem nieznany, zapomniany! Nie można się temu dziwić, ponieważ to nagrobek, który w sumie nie jest już nagrobkiem, lecz przedmiotem w muzeum, który ogląda tysiące osób, nie zwracając nań uwagi. W związku z nagrobkiem przepytano wszystkie możliwe urzędy. Wszędzie starano się uprzejmie odpowiadać, ale zawsze z tym samym negatywnym rezultatem. Wszędzie słyszano odpowiedź, iż grobowiec nie znajduje się w Stuttgarcie,
w ogóle nie ma go w Wirtembergii. Sytuacja była beznadziejna. Trwało to trzy dni. Pozostało jedno rozwiązanie: przejrzeć dokumenty zarządu dworu. Nie szczędzono sobie pracy
i w końcu się okazało, że w 1887 roku nagrobek został postawiony przy murach starego zamku Burghof, znajdującego się w centrum Stuttgartu. Rzeczywiście znów się odnalazł!

I jakim jest okazałym pomnikiem! Długi łaciński napis rozmieszczony jest na dwóch ciemno brązowych marmurowych tablicach położonych jedna przy drugiej. Są one otoczone ramą z piaskowca w stylu barokowym. Po obu stronach znajdują się zbroje, sztandary


i wojownicze emblematy. Na jednym sztandarze widać trzy szwedzkie korony, chociaż korony są źle rozmieszczone. Jedna znajduje się na górze a dwie na dole, a powinno być odwrotnie. Na samym wierzchu znajduje się herb księcia, również z piaskowca, to wszystko uwieńczone jest książęcym kapeluszem.

Nagrobek ma 395 cm łącznej wysokości. Jego najdłuższa dolna szerokość wynosi 245 cm. Gzyms znajdujący się na dole pod górną marmurową tablicą liczy 231 cm długości. Jego wysokość nad piedestałem wynosi 127 cm. Górna tablica z napisem wynosi 88x150 cm


a dolna 140x76 cm.

Jest to duży i piękny nagrobek, który wcześniej stał nad książęcym grobowcem, obok ołtarza kościoła w Byczynie. I nawet gdy został odnaleziony w Stuttgarcie, to przynajmniej nareszcie wiadomo, że jest dobrze zachowany. Ale to jest i pozostanie wielkim błędem, pod względem historycznym i antykwarycznym, że został zrabowany z Byczyny. Ograbienie grobowca, co jest nieodpowiedzialne, brak pietyzmu wobec tych którzy wznieśli ten nagrobek w kościele oraz lekceważenie wspomnienia o niemieckim bohaterskim chłopcu, który spoczywa w grobowcu. Niesamowite jest, stać tutaj w stuttgarckiej zamkowej galerii i czytać napis na nagrobku: „ Exiguo hoc sub Lapide conditae Exuviae Magni Principis, Natalibus, Virtutibus, Meritis Nimirum Maximiliani Emanuelis Ducis Wurtembergi et Tecciae u.s.w.”

„Pod tym skromnym kamieniem spoczywają ziemskie szczątki księcia Maximiliana Emanuela, książę z Wirtembergii, itd., zaprawdę wielki dzięki pochodzeniu, waleczności, zasługom itd.” Nagrobek bez grobowca pozostaje w pewnym sensie bez znaczenia, puste szyderstwo lub najwyżej przedmiot w muzeum, którego po krótkotrwałym obejrzeniu, zapomni się w niedługim czasie. Dopiero w połączeniu z grobowcem może nagrobek otrzymać swoje prawdziwe znaczenie. Popełniony błąd musi zostać naprawiony i nagrobek musi wrócić ponownie do kościoła ewangelickiego w Byczynie i tam ustawiony z tyłu ołtarza, w tym miejscu, gdzie pierwotnie stał. Na szczęście nagrobek nie został uszkodzony, podczas gdy 22 grudnia 1931 roku wybuchł okropny pożar w Starym Zamku w Stuttgarcie
i znaczna część budynku została zniszczona.

Ten piękny łaciński napis na nagrobku brzmi następująco:



„Pod tym kamieniem spoczywają ziemskie szczątki wielkiego, przez narodziny, cnotę i zasługi, odznaczonego księcia Maximiliana Emanuela, książę z Wirtembergii, hrabi von Mömpelgard, Pana zu Heidenheim, pułkownika w Armii Majestatu Króla Szwedzkiego,
w życiu wyróżniony za swoją wspaniałą odwagę, teraz wysoko sławionego we wspomnieniach. Urodził się 27 lutego 1689 roku w Stuttgarcie, w czasie wojennym, który jednocześnie był zwiastunem jego przyszłego życia. Friederich Karol, jego ojciec, książę
i ówczesny regent z Wirtembergii, od dawna nieżyjący, jego matka Eleonora Juliana jest margrabianką von Brandenburg. Od najmłodszych lat można było zaobserwować u niego najszlachetniejsze oznaki bohaterskiego zmysłu, z każdym rokiem było to coraz bardziej widoczne, ale najbardziej stały się one widoczne i oczywiste, gdy znalazł się na dostojnym terytorium wojowniczego Pana i w obozie sławnego, szwedzkiego Króla Karola XII. Zaraz po wstąpieniu tam, wszędzie patrzyli się na niego życzliwie, a przede wszystkim zdobył on szczególne względy u Wielkiego Króla, który był mu ze swoją całą istotą tak bliski, że
w dwóch ciałach jedna dusza i zmysł. Z pokorą wobec swojego Króla, w wierności
i mężności, nikt nie był w stanie go przewyższyć we wszystkich niebezpieczeństwach
i wyprawach, był jego towarzyszem i bratem broni. Nie zważał na własne życie, tylko chciał chronić króla. W końcu brał też udział w ciężkiej bitwie pod Pultawą, gdzie nad wyraz dzielnie walczył na lewym skrzydle wykonywał swoje zadanie konno i z piechotą, mimo wielu starań został ostatecznie zmuszony wycofać się z małym oddziałem. Mimo to, iż wyrządził wśród wrogów ogromne spustoszenie, po wzięciu do niewoli, nie przytrafiło mu się nic złego. Ponieważ car Moskwy, Peter Alexejewitsch zauważył u niego, będącego przecież wrogiem, odwagę i męstwo, ceniąc te cechy, zwrócił mu wolność i okazywał dowody szacunku, tak długo, jak żył. Gdy podczas podróży dopadła go wysoka gorączka i zbliżała się śmierć, opłakiwał los Wielkiego Księcia i przygotował dla niego wspaniały pogrzeb
w Dubnie, w Wolhynien po tym, gdy otrzymał komunię świętą, spokojnie i pobożnie usnął
w Bogu 25 września 1709 roku, mając dwadzieścia lat i sześć miesięcy. Gdy już w tym wieku był tak wspaniały, to jaki byłby, gdyby żył dłużej? Dzięki swojej wspaniałej cnocie
i bohaterskim czynom, zdobył z łatwością miłość i względy u władców, nawet tych, którzy byli jego wrogami. Posiadał wystarczająco dzielną i pobożną duszę, która z pewnością podobała się Bogu, do którego z gorliwością się modlił podczas swojego życia i z modlitwami do Niego jako najwyższego Władcy cały czas podczas walki podążał. Przedwcześnie zatopiony w myślach w tym złym i niesprawiedliwym świecie odszedł w spokojniejsze miejsce, po stoczeniu wszystkich bitew i pokonaniu wrogów. Teraz jego dusza ukazana
w lepszym świetle tryumfowała wśród błogosławionych. To jest drogi czytelniku to, co tobie wypada wiedzieć, abyś nie pozostał w niewiedzy, kim on był, jakim on był i jak wspaniały on był, ten który spoczywa pod tym prostym kamieniem.”

Tak jak książę Maximilian Emanuel należał w swoim życiu do dwóch narodów, niemieckiego i szwedzkiego, tak też pamięć o nim należy do obu państw. Obydwóm należy się otoczenie pamięcią Małego Księcia. Dlatego jest to jednocześnie szwedzkie jak


i wirtemberskie zadanie, czuwać by jego ostatnie miejsce spoczynku było w najlepszy sposób pielęgnowane i święcie utrzymane.

Co za wdzięczne zadanie dla księży i nauczycieli z Byczyny, wskazywać jako przykład bohaterskiego chłopca, który spoczywa w kościele Waszej Gminy. Piękny wzór dla młodzieży wszystkich czasów! I co za zaszczyt dla ewangelicko-luterańskiej Gminy mieć


u siebie grobowiec protestanckiego Księcia i poprzez jego pietyzm, złożyć dowód pamięci wobec Karola XII.

Więc powinno to być zadaniem Szwedów, by przenieść nagrobek w swoje pierwotne miejsce! Wierność jaką udowodnił książę Maximilian Emanuel wobec Karola XII i Szwecji, nie powinna zostać zapomniana. Nawet rozpoczęto pertraktacje, by przenieść nagrobek ze Stuttgartu do Byczyny. Następca tronu Gustaw Adolf von Schweden był tym zainteresowany a Król Wilhelm II von Württemberg wyglądał na skłonnego przychylić się do szwedzkich życzeń.

Nagle wybuchła wojna światowa, zamieszanie i wszystkie kwestie nie związane
z wojną ucichły. Również te neutralne zostały w pełni absorbowane z myśleniem
i postępowaniem ze służbie Ojczyźnie. Dopiero po nieszczęśliwym dla Niemiec i całego świata finale w Wersalu kwestie te mogły być wznowione.

Niestety okazało się, że nowi władcy w Stuttgarcie nie byli zbyt przychylni temu, by pomnik powrócił znów na dawne miejsce. Ze względu na ówczesne niespokojne stosunki na granicach, stwierdzono, iż w Stuttgarcie nagrobek jest bezpieczniejszy niż w Byczynie , która leży tak blisko polskiej granicy. Również tablica nagrobkowa mogła ulec zniszczeniu, gdyby oderwano ja od muru. Wypowiedzi rzeczoznawcy, że nie ma się czego obawiać, nie miały tutaj żadnego znaczenia. Później zaproponowano, że byłoby lepiej, jeżeli Szwedzi zamówiliby kopię nagrobka w Stuttgarcie, a przy okazji tutejsi rzeźbiarze wykonali pożądany nagrobek. Odpowiedź, że kopia nie wchodzi nigdy w rachubę, została pominięta milczeniem. W końcu zaczęto twierdzić, że nagrobek wspaniale pasuje do tutejszego miejsca, zwłaszcza, że książę Max urodził się właśnie w tym Starym Zamku w Stuttgarcie. Na szwedzką uwagę, że z reguły grobowiec nie jest stawiany na pamiątkę narodzin, krótko odpowiedziano, iż chciano zachować przynajmniej, to co się ma. Osobiste zastrzeżenie do wirtemberskiego prezydenta zostało wyjątkowo uprzejmie przyjęte, lecz nie dało oczekiwanych rezultatów.

5 stycznia 1923 roku Wirtemberski Sąd ostatecznie odrzucił podanie o przeniesieniu nagrobka do Byczyny na swoje dawne miejsce.

Nic nie pozostało innego jak starać się o nowy nagrobek dla wirtemberskiego Księcia. W Szwecji zostały zebrane potrzebne środki. Suma wystarczyła nie tylko na zasłużony nagrobek lecz również, by zapłacić za nowe dzwony kościelne w Byczynie (stare zostały stopione podczas wojny) i znaczne wsparcie Związku Gustawa Adolfa w Niemczech.

Ksiądz w Byczynie, Pastor Primarius Alfred Rohowski, który już podczas przygotowań wspomagał jak tylko potrafił, również teraz nie szczędził starań ani czasu, by doprowadzić kwestię nagrobka do szczęśliwego zakończenia.

Nikt w Byczynie nie wiedział, gdzie znajduje się grobowiec księcia Maxa. Po wielu bezskutecznych poszukiwaniach 13 czerwca 1923 roku znaleziono grobowiec w podziemiach kościoła, w południowo-wschodnim rogu, na ukos, z tyłu ołtarza, dokładnie w tym miejscu, który Bardili zaznaczył w swoich notatkach i gdzie według fotografii około 1883 roku stał stary grobowiec, na wschodnich murach kościoła. Jest to 164 cm głęboka, ciemna piwnica, około 95 cm szeroka i 229 cm długa, z cegły i w środku wybielona.

Było to wzruszające, gdy podczas oględzin grobowca znaleziono w środku
w całkowicie rozpadającej się i zgniłej trumnie, szczątki kości Małego Księcia. Szczerze mówiąc w trumnach, ponieważ według starych notatek właściwa trumna stała w jednej większej, sporządzonej w Byczynie. Również została znaleziona w nogach drewniana skrzynia ze szczątkami płuc i wątroby. Przy pomocy specjalnego elektrycznego oświetlenia, które było przygotowane specjalnie do oględzin, zostały rozpoczęte dokładne badania wnętrza grobowca z wielką ostrożnością i pietyzmem.

Głowa skierowana była w kierunku północnym, nogi na południe, ponieważ podziemie zostało zbudowane ukośnie do wschodniej ściany szczytowej kościoła. Ogółem odnaleziono 39 części różnych kości, wiele w złym stanie, tak jak np.: 7 odłamków sklepienia czaszki. Ze szczęki zachowała się tylko lewa górna szczęka i mała część prawej, do tego


9 całych zębów, wśród nich jeden osadzony mleczny ząb. Pomiędzy dwoma środkowymi przednimi zębami można było stwierdzić nadzwyczaj dużą przerwę. Również znaleziono resztki rdzawo-brązowych włosów jak i części ubrania zmarłego i złoto-brązowy jedwabny adamaszek, który należał do wyposażenia wnętrza trumny. Ze względu na bardzo znaczną wilgoć głęboko pod ziemią położonego grobowca i z powodu złej wentylacji, której nie udało się poprawić, radzono, by przenieść resztę szczątków do tego celu specjalnie przygotowanej małej, cynowej trumny, aby zapobiec dalszemu rozpadowi. Została ona zalutowana i przy biciu dzwonów i grze na organach osadzona do grobowca. Tutaj w głębi odebrał trumnę szwedzki przywódca Schürer von Waldheim i postawił ją pośrodku grobowca. Pastor Rohowski wypowiedział kilka słów i zakończył modlitwę, po czym ponownie zabrzmiał dźwięk organ, które zakończyły tę krótką, uroczystą ceremonię. Sprawozdanie z wyniku oględzin zostało umieszczone w butelce do przechowywania, przy czym służyli pomocą radca sanitarny Dr Galinski i dwóch stomatologów Dr Stankalla i Dr Möslinger. Następnie zostało ponownie zamurowane wejście do grobowca i w podłodze kościoła umieszczono kamień, który nosi napis: „1923. Wejście do grobowca księcia Maximiliana Emanuela von Württemberg”.

Sporządzony we Wrocławiu przez architekta Hansa Schlichta, według dokładnych wskazówek nagrobek, został postawiony nad grobowcem Księcia Maximiliana w kościele św. Mikołaja w Byczynie. Uroczyste otwarcie miało właśnie mieć miejsce 25 września, lecz musiało zostać przesunięte na niedzielę 30 września. Dzięki dobrym układom duchownych przerodziło się w nastrojową uroczystość. W dużym kościele był tłok, jednocześnie obchodzono święto plonów. Duża chrzcielnica pośrodku kościoła i ołtarza były zdobione różnego rodzaju plonami pola. W zastępstwie króla Gustawa V von Schweden, przybyli szwedzki radca militarny w Berlinie Major H. R. Luftmann jak i książę Albrecht Eugen von Württemberg oraz jego marszałek dworu Freiherr von Mirbach, siedzieli naprzeciwko nagrobka owiniętego szwedzką flagą. Dziekan protestancki Müller z Kluczborka jak


i najstarszy w kraju Pan von Jordan z Jordanshof też tam przybyli. Po drugiej stronie ołtarza siedzieli burmistrz, magistrat i radni miejscy z Byczyny jak i rada kościoła i delegacja Związku Wojennego z flagą.

Pastor Rohowski mówił w swoim przemówieniu o Mateuszu werset 4 i zwracał uwagę na to, jak wiele zawdzięcza Gmina Karolowi XII ze Szwecji, że prawdziwe słowo Boże może być wygłoszone w tym kościele. Szwedzki król miał w swoich służbach w tym kościele pochowanego dzielnego i pobożnego księcia, którego też był przyjacielem. Po tym, jak kazanie zakończyło się słowami „podziękujmy wszyscy Bogu” wszyscy wstali i zaśpiewali. Szwedzki przywódca Max Schürer von Waldheim wygłosił uroczyste przemówienie,


w którym przedstawił obraz z życia tak młodo zmarłego księcia. Z wielką sumiennością
i wiernością odbył swoją militarną służbę w Szwedzkiej Armii i dlatego należy mu się podziękowanie Szwecji. „Jego całe krótkie piękne życie mówi o szlachetnym, dobrym, wiernym obowiązku, bogobojnym człowieku. Dlatego jest on zawsze wybranym wzorem dla młodzieży i nas wszystkich. Wszystko w tym bohaterskim chłopcu jest piękne. Nikt nigdy nie opowiadał o nim niczego niepochlebnego, wszystko co się o nim wie, jest dobre
i wychwalane. Szwecja jest zobowiązana składać podziękowania temu młodemu wirtemberskiemu księciu. Całą swoją siłę jak i dzielność i poświecenie włożył w służbę dla Szwecji, w tak ciężkim dla kraju czasie. W końcu zmarł wczesną śmiercią również dla Szwecji. Widzimy w tych wspólnych wspomnieniach o wirtemberskiej młodzieńczej postaci jedną z wielu więzi, które łączyły Niemcy i Szwecję. Chcielibyśmy i mamy nadzieję, że również w przyszłości pozostaną stare więzi i zawsze będą nowe nawiązywane. Szwecja otrzymała wiele dobra duchowego i materialnego od Niemiec, za co nigdy nie będziemy mogli okazać wystarczającej wdzięczności.

Teraz chcemy podziękować Gminie Byczyna i tutejszej Radzie Kościoła, że pozwolili wznieść nowy pomnik tutaj w tym pięknym kościele dla księcia Maximiliana Emanuela, wiernego przyjaciela Karola XII, dzielnego szwedzkiego pułkownika.

Dziękujemy Panu Pastorowi Primariusowi, że nie szczędził trudu pomóc nam wznieść tutaj pomnik.

Dziękujemy architektowi Panu Hansowi Schlichterowi, że tak pięknie wykonał grobowiec ku czci szwedzkiego poległego. W końcu prosimy Gminę i Was wszystkich, byście otaczali czcią i dobrze dbali o pomnik oraz zawsze pamiętali o tym młodym wirtemberskim Księciu, przyjacielu Karola XII.

Byście wszyscy pamiętali i przekazywali przyszłym pokoleniom, to co było wydłutowane na wcześniejszym nagrobku: „kim on był i jakim on był, jaki był wspaniały, ten, który spoczywa pod tym prostym kamieniem”.

Nie możemy oczywiście przy pomocy kamienia pomóc zmarłym. Jemu, który przekroczył granicę wieczności, nic nie pomoże ten pomnik, ale może nam samym pomóc, jeżeli pomożemy sobie poprzez cenne i podniosłe przykłady wielkich osób, którzy spoczywają na wieki.

W tym znaczeniu niech ten prosty lecz pełny znaczenia kamień pozostanie ciągłą przestrogą.

Śmierć jest piękna jeżeli się ją tak potraktuje, jak uczynił to książę Maximilian Emanuel von Württemberg. Jednak życie jest najważniejsze, życie i przyszłość! Dlatego mam życzenie: Nie zapominajcie o tych pięknych cechach młodego bohatera, którego doczesne szczątki są tutaj przechowywane, nigdy nie będą zapomniane przez niemiecką i szwedzką młodzież. Wówczas wyjdą nasze narody na spotkanie szczęśliwej przyszłości.



Wielce Szanowna Gmino!
Jego Królewska Mość Gustaw V von Schweden łaskawie delegował tutaj zastępcę swojej osoby. Pozwolę sobie poprosić, by łaskawie odsłonił nowy nagrobek nad grobowcem bohaterskiego szwedzkiego pułkownika, księcia Maximiliana Emanuela von Württemberg
i Teck.

Osłona opadła i zastępca króla złożył w imieniu szwedzkiej głowy państwa wieniec ze słowami „Wierność za wierność”. Następnie w imieniu ofiarodawcy tego nagrobka przywódca Schürer von Waldheim złożył wieniec laurowy ze słowami: „Od Szwecji, podziwiać wierność i odwagę”.

Powitalnie opuszczono biało-czerwoną flagę Związku Wojowników nad grobowcem szwedzkiego bohatera wojennego z niemiecką krwią, a podczas uroczystej ciszy rozbrzmiewała pieśń: „Bądź wierny aż do śmierci”. Pastor Primarius Rohowski przejął nagrobek serdecznie dziękując i uroczyście przyrzekając, nie tylko troskliwie otaczać go opieką i zajmować się nim, lecz również będzie się starał zachowywać pamięć księcia jako świetlany przykład odwagi i wierności, bogobojności i samodyscypliny, szczególnie
w sercach młodych ludzi. Chór kościelny śpiewał pod kierownictwem Kantora Baslera „Ach, jak lotny, ach jak błahy” w bachowskim opracowaniu. Następnie zaśpiewano pieśń wiernych „Błogosławione są dziedzictwa niebios”, po czym dziekan protestancki Müller wygłosił końcową liturgię z modlitwą.

Nowy nagrobek składa się z niebiesko-szarego marmuru, na którego górnej części znajduje się płyta z brązu, na której umieszczony jest herb Wirtembergii i Szwecji, jak


i dewiza Księcia Maxa i Karola XII. Otoczony jest szeroką ramą z piaskowca ze zdobionymi laurowymi mieczami na górnej części znajduje się wydłutowany krzyż. Na płycie z brązu znajdują się następujące łacińskie słowa: „D. O. M. S. Maximiliano Emanueli duci wurtembergi nato MDCLXXXIX: defuncto MDCCIX: in exercitu sacrae regiae majestatia Sueciae tribuno legionis dimacharum: armigero et amico Caroli XII. MDCCIII – MDCCIX: sueci memores MCMXXIII: una anima una mens in duobus corporibus visa est.” Pod tą płytą z brązu w marmurze znajduje się następujący złoty napis:

Tutaj spoczywa szwedzki bohater wojenny z niemieckiej krwi Pułkownik Skanska Dragonregementet, dzielny towarzysz broni i najlepszy przyjaciel Wielkiego Króla Szwedzkiego i wielkiego wyznawcy wiary Karola XII Książę Maximilian Emanuel von Württemberg i Teck, urodzony 27 lutego 1689 roku w Stuttgarcie, zmarł 25 września 1709 roku w Dubnie, pochowany w Wielki Piątek w 1710 roku w Byczynie w grobowcu pod tym nagrobkiem. Pierwotny pomnik wzniesiony z głębokim smutkiem matczynej miłości, zdobił to miejsce znajduje się od 1888 roku w Stuttgarcie. W wiernej pamięci „Lille Priuses” wznieśli wdzięczni Szwedzi ten pomnik w 1923 roku, którzy zawsze otaczali czcią pamięć


o bohaterskim wirtemberskim księciu i szwedzkim pułkowniku.

Już 25 września pełni pietyzmu przyjaciele urządzili prostą lecz dostojną uroczystość ku czci księcia w Kościele św. Jana w Ansbach, gdzie znajduje się książęcy grobowiec. Uroczystość ta odbyła się z inicjatywy zastępcy rektora Dr Thomasa Stettnera.


Wieniec laurowy z żółto-niebieską jedwabną wstążką został wysłany ze Szwecji na mały sarkofag z sercem księcia Maximiliana i został złożony podczas przemowy wyższego nauczyciela szkoły drugiego stopnia Dr Hermanna Schreibmüllera. Mówił o wartościach wielkich, mocnych osobowości i obopólnych wzbogacających stosunkach pomiędzy Niemcami a Szwecją. Na koniec dziekan Lindner powiedział kilka słów o znaczeniu wierności.
Na pamiątkę o księciu Maxie wykonano również w 1710 roku duży, okazały miedzioryt (553x384 mm), castrum doloris w stylu ówczesnym. Został on wykonany przez Andr. Matth. Wolfganga według subskrypcji barona F. G. Loewensterna. Obraz księcia stoi nad jego książęcym herbem oraz wojskowymi emblematami. Również po bokach znajdują się łacińskie napisy, oprócz tego wiszące na masywnym barokowym filarze, cztery tarcze herbów
z wirtemberskim herbem i czternaście innych tarczy z emblematami i łacińskimi napisami. Na jednej tarczy widać dwie ręce, które trzymają się spokojnie, nad nimi królewska korona a pod nimi książęcy kapelusz. Napis brzmi: „Concordia aeterna”. Na innej tarczy można ujrzeć trzy szwedzkie korony i napis: „Manet ultima coelo!” „Najlepsza korona jest w niebie zastrzeżona”. Miedzioryt ten z castrum doloris księcia jest tutaj szczególnie wspominany ze względu na swoją rzadkość. Tylko mała część tej samej części środkowej z wizerunkiem księcia znajduje się w dużych gabinetach miedziorytów w Berlinie i Stuttgarcie.

I tak pełna podziwu teraźniejszość uczyniła wszystko, co tylko mogło być uczynione, by uczcić pamięć księcia Maximiliana Emanuela.



Obrazy, opisy życia, przemowy, mowy pogrzebowe, duży pomnik nagrobkowy
z pięknym napisem, wszystko świadczy o tym, jak wysoko ceniona jest pamięć o „Małym Księciu”. Tak niech ta pamięć będzie przez tych wszystkich pielęgnowana, którzy podziwiają, pełną poświęcenia wierność obowiązkom i czyny bohaterskie.

*) Życzliwość cara Petersa wobec księcia i szacunek dla jego pamięci spowodowane były w większej Części chęcią pokazania się szczególnie niemieckiemu księciu i zachodowi jako cywilizowany monarcha oraz zdobycie popularności. Być może była to też próba nakłonienia księcia do przejścia do służb rosyjskich.

*) Keyßler mówi, że książę Maximilian Emanuel miał nadzieję, że zostanie królem Szwecji poprzez ślub z siostrą Karola XII, Urliką Eleonorą (ur. 1688r.). Z pewnością Szwecja nic by nie straciła, gdyby ta nadzieja się spełniła.

*) Hic est coditum cor Maximiliani Emanuelies ducis Württembergiae, qui iuvenis erat virtutibus et factis iam clarus, frater amantissimus, Caroli XII. Sueciae regis, armiger et amicus fidelissimus. Nat 27. Febr. 1689. Obiit 25. September 1709.

*) Według polecenia autora książki.

*) Ostatnie słowa zostały wyjęte z napisu nagrobku.

*) „Maximilian Emanuel”. Prins af Württemberg. Öfverste vid Skånska ståndsdragonerna. 25. September 1709-25. September 1909”.


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna