Kto jest autorem? Kim jest autor?



Pobieranie 139.45 Kb.
Strona1/3
Data06.05.2016
Rozmiar139.45 Kb.
  1   2   3
KTO JEST AUTOREM? KIM JEST AUTOR?
Filolog jest nauczycielem powolnego czytania1.
1. Dwa pytania

W odróżnieniu od języków pozycyjnych języki fleksyjne pozwalają zadać dwa różne pytania o autora. Oba zawierają kulturowo obciążony czasownik „być”, oba jednak dotyczą kogoś innego. Stawiając pytanie pierwsze, kto jest autorem, chcemy się po prostu dowiedzieć, kto to napisał. Pytamy o atrybucję tekstu, który ma wprawdzie referencję osobową, rozumianą jednak przede wszystkim filologicznie, a niekiedy także legislacyjnie. Stawiając pytanie drugie, kim jest autor, wprowadzamy natomiast kwestię osobowej tożsamości.

W odniesieniu do pisarstwa Bachtina rozdzielenie obu pytań nie jest konieczne. Co więcej, ich rozłączenie niszczy koncepcję autora i autorstwa, sformułowaną i zarazem implikowaną w jego pracach. Jest to koncepcja radykalnie odmienna od typowych ujęć wczesnomodernistycznych, które wprawdzie domyślały się już odrębności podmiotu tekstu od podmiotu empirycznego, ale wciąż stawiały na ich jedność, a przynajmniej możliwość scalenia. Z uporem broniły tej jedności, pomimo dotkliwego doświadczania rozpadu zarówno „ja” empirycznego, jak tekstowego, przywołując w sukurs wywiedzione z gestaltyzmu, a podstawowe dla całej wczesnej modernistycznej filozofii sztuki kategorie „całości” „jednolitości”, „integralności”. Bachtinowska koncepcja autora i autorstwa idzie inną drogą. Ani nie rozłącza definitywnie obu „ja”, ani ich na siłę nie scala, ani, co najważniejsze, nie rozpacza nad utraconym monolitem. Odwrotnie: we wnikliwej historyczno-filologicznej analizie kanonicznych dzieł literatury i filozofii światowej, sięgając do najstarszych tekstów greckich i łacińskich i przechodząc od nich do współczesnej powieści dziewiętnasto- i dwudziestowiecznej, Bachtin formułuje alternatywną koncepcję podmiotu. Wykazuje, po pierwsze, że rozszczepienie podmiotowości tak empirycznej, jak tekstowej ma głębsze podstawy i dłuższe dzieje aniżeli dostrzegli rzecznicy modernistycznego kryzysu tożsamości. Monolityczne i monologowe (monadycze) „ja”, wobec którego zwykle ustawiali swoje ujęcia ubolewający nad jego rzekomo niespodziewanym rozpadem filologowie i filozofowie modernizmu, to „ja” historyczne i względnie krótkotrwałe. Wypracowana w polemice z ich ujęciami Bachtiniowska relacyjna koncepcja podmiotowości jako zawsze nierozerwalnego związku „ja-inni” sięga nie tylko głębiej w historię, ale też – po drugie – umocowuje ów podmiot w odmiennych niż moderniści, zwykle analizujący poezję, gatunkach i typach wypowiedzi. Modernistycznej poetyce Bachtin przeciwstawia prozaikę – dyscyplinę filologiczną, której centrum wyznacza podmiot nie liryczny, ale prozaiczny, przede wszystkim powieściowy (w Bachinowskim, nietradycyjnym pojmowaniu powieści). A właśnie gatunek powieści obiecuje – po trzecie – wydobycie wszystkich komplikacji stosunków osobowych rozgrywanych i przedstawianych w tekście literackim2, których analiza stanie się finalnie podstawą jego teorii wypowiedzi językowej jako wypowiedzi zawsze, na mocy natury mowy, wielopodmiotowej.

Zważywszy na dwuznaczność „prozaiki”, która odsyła tyleż do narracyjnej formy wypowiedzi, jak do codzienności („prozy życia”), takie przesunięcie ma ważkie konsekwencje. Uzasadniona filologicznie, przeprowadzona w trybie analizy literackiego kanonu, heglowska poniekąd „historyczna konieczność” rozpadu podmiotu monologowego, nie jest bowiem dla Bachtina sprawą jedynie filologii. Podmiot „w sztuce” eksplikuje w jego rozważaniach podmiot „w życiu” (by tak strawestować formuły z jego debiutanckiej rozprawy z 1919 r. Sztuka i odpowiedzialność). Podmiot tekstowy, innymi słowy, udostępnia podmiot empiryczny, pomimo że nie pokrywa się z nim ani nie jest z nim tożsamy.

Z tego względu Bachtinowska koncepcja podmiotowości relacyjnej (dialogowej) jest radykalnie odmienna także od typowych ujęć ponowoczesnych, które – zaakceptowawszy, niekiedy entuzjastycznie, ów zainicjowany we wczesnej nowoczesności rozpad – unieważniły nie tylko wczesnomodernistyczne wysiłki scalenia różnych figur „ja” tekstowego, ale także zaniechały prób odnalezienia jakiegokolwiek iunctim wiążącego je z „ja” empirycznym. Paradoksalnie – unieważnienie dokonywało się pod silnym wpływem koncepcji intertekstualności wywiedzionej właśnie ze studiów Bachtina. Tą jedną nazwą, „intertekstualność”, Julia Kristeva objęła dialogowość, polifonię, wielojęzyczność, różnogłosowość i językowe zróżnicowanie mowy oraz konstrukcje hybrydyczne, gdy wprowadzała na rynek zachodnioeuropejski nieznanego myśliciela rosyjskiego (świeżo zresztą odkrytego we własnym kraju) i, niedługo potem, na rynek amerykański3. Nazwa przesuwała punkt ciężkości z autora na tekst. Po trosze wymusiły to okoliczności – Kristeva pisała z wnętrza paryskiego strukturalizmu, z czego zresztą ona sama, wnikliwa przecież bułgarska czytelniczka rozpraw Lwa Szczerby z 1869 jeszcze roku i Lwa Jakubinskiego o mowie dialogowej z 1923 r., dobrze zdawała sobie sprawę4. Ale efekt utekstowienia pozostał trwały. W tej właśnie tekstowo zmutowanej wersji „intertekstualność” odniosła literaturoznawczy i kulturoznawczy sukces, obrastając nie tylko nieprzeliczonymi pracami, ale też licznym terminologicznym potomstwem (najliczniejszym – w rozważaniach o palimpsestach Geralda Gennette’a).

Dziedzictwo Bachtinowskiej dialogowości-intertekstualności-palimpsestowości jest dobrze znane. Zastanawia w nim jedno: całe skupia się na wypowiedzi uznawanej za literacką. Wypowiedź, której na mocy tradycji przypisany został status nieliteracki, przede wszystkim wypowiedź naukowa, uznana za bezdyskusyjnie asertoryczną i referencyjną, pozostawała w dalszym ciągu monologiem wygłaszanym przez indywidualny podmiot tożsamy z empirycznym autorem, sygnatariuszem tekstu. Również język tej wypowiedzi, przezroczysty i jednoznaczny, nie budził podejrzeń.

Pisarstwo Bachtina i jego myślowych sprzymierzeńców (jedinomyszliennikow), tzn. uczestników skupionych wokół niego kół filozoficzno-literaturoznawczych, podważa to prostolinijne rozstrzygnięcie, które podtrzymywało nowoczesną wiarę w wyjątkowość literatury i standardową normalność nauki. Nie pozwala w każdym razie odpowiedzieć jednoznacznie na żadne z dwóch kluczowych pytań – ani na to, kto to napisał, ani na to, kim jest autor. Podważa zasadność obu tych pytań zarówno w warstwie tematycznej, jak stylistycznej. Argumentacja stematyzowana, odwołująca się do idei wyłożonych w studiach Bachtina i do jego biografii doczekała się już licznych komentarzy. Słabiej natomiast rozpoznane są możliwości argumentacji pośredniej, wspartej na analizie stylistycznej jego pisarstwa. A ono właśnie stanowi najsilniejszy wykładnik przekonań. Dziś dostarcza też poważnych problemów, nie tylko „aż” filozoficznych, ale najpierw podbudowujących je – filologicznych, edytorskich i translatorskich. Bez ich rozważenia filozoficzne rozstrzygnięcia pozostają zawieszone w próżni.
2. Kto to napisał?

Problem atrybucji zrósł się, jak wiadomo, z pytaniem, kto napisał trzy rozprawy opublikowane pod nazwiskami Walentina Wołoszynowa (Freudyzm z r.1927 oraz Marksizm i filozofia języka z r. 1929) i Pawła Miedwiediewa (Metoda formalna w literaturoznawstwie, 1928). Nazywane „deuterobachtinowskimi” lub „apokryficznymi”, przez jednych badaczy były i są przypisywane Bachtinowi (ewentualnie występującemu „pod maską”), przez innych – pisarskim duetom bądź trio5. Nawet jednak, jeśli Wołoszynow i Miedwiediew figurowali jako członkowie ansamblu, to zwykle tylko tytułem poprawności edytorskiej, która nakazuje uwzględnić nazwiska widniejące na okładkach pierwodruków. Najczęściej uznawano ich za autorów podstawionych6. Komentatorom wydawało się niemożliwe, by tak mało twórczy wyrobnicy myśli zdolni byli wspiąć się na napisanie tak poważnych rozpraw. Argumentu za autorstwem Bachtina dostarczało także archiwum – pełne jego rękopisów z lat dwudziestych i zastanawiająco puste od ok. 1924 do 1937, kiedy właśnie eksplodowała aktywność pisarska Miedwiediewa i Wołoszynowa.

Dziś już nie sposób trwać przy tej argumentacji. Archiwum Bachtina pozostawiło tyle ile pozostawiły i nie należy z tego wyciągać pochopnych wniosków. Tym bardziej, że badania nad archiwami Miedwiediewa i Wołoszynowa dowodnie wykazały, iż zaczęli uprawiać rzemiosło pisarskie wcześniej niż w roku 1928–1929, wcześniej nawet niż Bachtin. Miedwiediew zadebiutował w r. 1912 artykułami o Kuzminie, Iwanowie i Annienskim, od r. 1921 był jednym z najpłodniejszych badaczy Błoka i wydawcą jego pamiętników, pisał też o malarstwie impresjonistycznym, a od 1923 – o teatrze, zaangażowany w działania tzw. pieriedwiżników. Był też niestrudzonym recenzentem (w tym prac poetologicznych, np. Żyrmunskiego Wprowadzenia do metryki z 1925 r.). Wołoszynow z kolei, niedoszły absolwent prawa i amator-muzykolog, od 1921 roku pisał liczne eseje i przeglądy muzyczne, artykuły monograficzne o wybitnych kompozytorach (w tym – pod jakże znamiennym tytułem: Problemy twórczości Beethovena z 1922 r.). Jego dorobek literaturoznawczo-językoznawczy jest przed 1927 r. faktycznie objętościowo ubogi. Sprowadza się do dwóch tylko – bardzo jednak ważnych – artykułów (Poza światem społecznym z 1925 i Słowa w życiu i słowa w poezji z 1926). Później za to, po wznowieniu studiów w Petersburgu (już nie na wydziale prawa, ale etnolingwistyki, na którą została przemianowana filologia), znacząco rośnie, zwłaszcza w okresie aspirantury w Instytucie Literatur i Języków Wschodu i Zachodu, a potem w Instytucie Kultury Słownej. Co zaś najważniejsze, badania Wołoszynowa rozwijają się w innym kierunku niż ówczesnego Bachtina, który Wołoszynowowską socjolingwistykę podejmie dopiero w połowie lat 30, w Słowie w powieści z r. 1934-35 i w studium Z prehistorii słowa powieściowego7, by nadać jej ostateczny kształt w połowie lat 50, w Problemie gatunków mowy (z czego z kolei wyciąga się znów nazbyt pochopne wnioski, że to Bachtin ściągał od zmarłego w 1936 r. Wołoszynowa, a nie pisał za niego Freudyzm i Marksizm).

Zwolennicy autorstwa Bachtina mieli jednak daleko poważniejszy kłopot niż braki w dokumentacji. Przypisując mu sprawstwo Freuduzmu, Formalnej metody w literaturoznawstwie oraz Marksizmu i filozofii języka musieli przemilczeć podejrzenie, że był co najmniej dwulicowym oportunistą, niby to uczestnikiem dysput w kółkach i towarzystwach religijno-filozoficznych, który ścichapęk, pod pseudonimem, sprzyjał oficjalnemu marksizmowi. Nie umieli tylko wytłumaczyć, czemu to autor Marksizmu i filozofii języka opublikowanego w 1929 r., został aresztowany w tymże roku jako autor Problemów twórczości Dostojewskiego wydanych w tym samym roku. I czemu w jego obronę zaangażowali się ówcześni prominentni marksiści: Anatolij Łunaczarski, Maksym Gorki, jego żona, Jelena Pieszkowa i Aleksy Tołstoj, których wstawiennictwo u Stalina zmieniło wyrok łagru sołowieckiego na zsyłkę w Kazachstanie8.

Sam Bachtin życia dyskutantom nie ułatwiał. Wielokrotnie, niekiedy obcesowo lub podstępnie nagabywany o autorstwo, albo uchylał się od jednoznacznej odpowiedzi, albo udzielał odpowiedzi wymijających, różnych przy tym różnym ciekawskim. Raz tylko, jak wieść ustna niesie, mocno podkreślił, że to nie on ma moralne prawo potwierdzać autorstwo lub mu zaprzeczać. W podtekście można doszukać się: nie ja, ale ci, co nie żyją. Z czego także można wyciągać dwojaki wnioski.

Argumentów za ręką Bachtina przytoczono równie wiele, co przeciw niej. Każdy z podsuwanych dawał się przy tym wykorzystać na rzecz obu rozwiązań. Za autorstwem Miedwiediewa miał przemawiać nawet jawnie przecież ironiczny zachwyt Borisa Pasternaka wyrażony w liście do niego, pełnym „podziwu” dla jego filozoficznych kompetencji, który uznano za zachwyt szczery9. Przede wszystkim jednak każdy z domysłów był wciągany w kwestie ideologiczne i polityczne, dla których sprawa autorstwa była jedynie pretekstem. Gdyby bowiem serio dociekać, kto jest autorem spornych rozpraw, to pytaniem należałoby objąć nie tylko Bachtina i jego dwóch towarzyszy, ale także przynajmniej Lwa Pumpianskiego (najwybitniejszego znawcy freudyzmu w pierwszym skupionym wokół Bachtina kole filozoficznym, tzw. kole newelskim, działającym, w latach 1919 - 1919) i Matwieja Kagana – wychowanka Cohena i Natorpa, najbardziej kompetentnego w filozofii niemieckiej. O nich jednak w zawiązku z problematyczną atrybucją nie pytano.

Wobec nierozstrzygalności zawikłanych i niebezinteresownych dyskusji wypada pozostawić na boku problem autora tekstów spornych. Z różnych względów nie rozwiązują ich nawet drobiazgowe filologiczne analizy statystyczne; w sowieckiej „epoce przedgutenbergowskiej”, jak ją nazwała Anna Achmatowa, nie wszystkie jakości znaczeniowe tekstu mogły znaleźć językowe wykładniki, wspieranie więc przewodu dowodowego wyłącznie na nich jest niedorzeczne. Lektura tekstów z tej epoki wymaga innej filologii – historycznej i kulturowej, która odważnie domyśla się semantyki wypowiedzi ukrytej pomiędzy lingwistycznymi eksponentami, a niekiedy nawet aktywnej pomimo nich i wbrew nim10.

Dla filologa-historyka kultury o wiele trudniejsze i ciekawsze niż teksty sporne okazują się rozprawy uchodzące za bezsporne. Z wyjątkiem pierwszego debiutanckiego szkicu Sztuka i odpowiedzialność z 1919 r. wszystkie właściwie pozostałe prace Bachtina – opublikowane i nieopublikowane, zachowane w całości bądź we fragmentach, te napisane i te, które przepadły lub może w ogóle nie powstały (jak mityczna, puszczona podobno z dymem papierosowym Powieść wychowawcza) – mogą budzić wątpliwości, kto właściwie jest ich autorem.

I tak monografia Problemy twórczości Dostojewskiego z 1929 r., o której mniema się, że jest jedyną książką, jaka wyszła spod pióra samego Bachtina, nie daje niezbitej pewności, czy tylko jemu przypisać autorstwo. Była kończona w pośpiechu, po aresztowaniu i procesie sądowym, w areszcie domowym, gdy o złagodzenie wyroku skazującego na pięć lat łagru na wyspach Sołowieckich walczyli Maksym Gorki, Aleksy Tołstoj, Anatolij Łunaczarski i żona Gorkiego, Jelena Pieszkowa, a zatrudniony w „Gosizdacie”, gdzie książka się ukazała, Paweł Miedwiediew, niedawny ludowy komisarz Witebska, naciskał tuż przed złożeniem jej do druku, by wzmocnić aspekt socjologiczny. Mogła więc mieć współautora przynajmniej w jego osobie11. Nie rozstrzygniemy, jaki to był wkład, bo poza pierwodrukiem nie zachowało się dosłownie nic – żadne notatki, konspekty, szkice ani manuskrypt rozprawy.

Nie tylko Bachtinowskiego autorstwa są też Problemy poetyki Dostojewskiego z r. 1963. Swój udział ma w nich przede wszystkim Wadim Kożynow, jeden z trzech, obok Siergieja Boczarowa i Gieorgija Gaczewa, odkrywców Bachtina, o którego przetrwaniu w Sarańsku oficjalnie w Moskwie nie mówiono („zasłużony” współtwórca i fałszerz także innych jego tekstów). Być może do autorstwa dołożył się również włoski wydawca, którego decyzja opublikowania książki wymusiła na władzach sowieckich, obawiających się powtórki skandalu z Pasternakiem, zgodę na edycję tzw. przeredagowanej wersji Problemów twórczości Dostojewskiego. Maszynopis dostarczony wydawnictwu „Einaudi” jednak zaginął, o współautorstwie włoskim można więc tylko snuć domysły. Domysły wszakże niebezzasadne: z zachowanych notatek, znanych pod tytułem Nad nową wersją książki o Dostojewskim12, najprawdopodobniej zawierających autentycznie Bachtinowski, niezależny od okoliczności projekt przepracowania książki z 1929 r., wynika, że planowane zmiany szły w odmiennym kierunku niż te, jakie zostały wprowadzone do Problemów poetyki Dostojewskiego.

Z kolei Twórczość Franciszka Rabelais’go przetrwała w trzech wariantach (z 1940, 1949-50 i 1965 r.), jawnie dowodzących dwukrotnego przynajmniej współautorstwa komisji oceniającej rozprawę, przedłożoną w r. 1946 w Instytucie Literatury Światowej im. Gorkiego (IMLI) jako dysertacja doktorska. Zastrzeżenia członków komisji i ich negatywne uwagi, a także ataki prasowe z następnego roku na autora i sam Instytut spowodowały liczne zmiany w tekście, takie jak wprowadzenie nowych przypisów, rozbudowanie niektórych partii (m. in. o rewolucyjnym „ludzie”) i wycofanie niektórych odsyłaczy (i tak bardzo zawoalowanych) do „idealistycznej”, a więc „wrogiej” szkoły Vosslera-Spitzera13. Nowa wersja z 1950 roku, po kolejnych poważnych przeróbkach, ostatecznie zaakceptowana przez komisję, została opublikowanego w roku 1965 i do niedawna była czytana jako oryginalny tekst Bachtina. Archiwalną wersję pierwotną znamy dopiero od r. 2008. Kto zaś, jaki współautor indywidualny lub instytucjonalny, zdecydował o włączeniu do Problemów poetyki Dostojewskiego fragmentu o satyrze menippejskiej, który tematycznie jawnie wiąże się z rozprawą o Rabelais’em i do niej powinien należeć, pozostanie niewiadomą. Co więcej, wiele wskazuje na to, że fragment ten to przeredagowane hasło Satyra pisane w r. 1939 do 10 tomu encyklopedii literackiej, który nie zdążył się ukazać przed wojną. Rozdział włączony do Problemów poetyki Dostojewskiego byłby więc nadpisany po raz trzeci nad tekstem pierwotnym hasła i pierwszym wariantem Rabelais’go. Warto dodać, że we wspomnianej książce Kristevej pod pozorem komentarza został on niemal dosłownie przepisany, a dziś służy do absurdalnych porównań dwóch koncepcji menippei – Bachtina i Kristevej14. Na palimpsest złożony z czterech tekstów (trzech Bachtina, jednego Kristevej) kolejni badacze nakładają więc warstwę piątą.

Dociekliwemu filologowi podejrzane powinny wydawać się nawet notatki zachowane w Bachtinowskim archiwum. W tych, które zawierają szczegółowe wyciągi z aktualnie czytanych książek, trudno odcedzić streszczenia od interpretacji. Bachtin na zesłaniu w Kustanaju i potem w prowincjonalnym Sarańsku był prawie całkowicie pozbawiony książek; „Ginę bez książek...”, pisał15. Czasem przysyłali mu je przyjaciele jeszcze z Newla i Witebska (głównie Iwan Kanajew, dobry znajomy dyrektora biblioteki leningradzkiej, w skrzyni, której wieko miało wypisany adres na obu stronach: na jednej Bachtina na drugiej Kanajewa, starczyło więc je obrócić, by odesłać paczkę16). Z dostępnych na krótko rozpraw Bachtin sporządzał więc bardzo dokładne zapiski, niekiedy dosłownie kopiując całe partie. Gromadził je w tych samych zeszytach, w których konspektował własne wykłady, przeredagowywał już napisane rozprawy, planował i zaczynał przyszłe. Niektóre notatki zostały zapisane ręką żony i nigdy już nie dowiemy się, czy na pewno pod dyktando Bachtina.

Komplikacje z ustaleniem autorstwa prac uznawanych za bezsporne rosną, jeśli zważyć, że większość tych archiwalnych notatek doczekała się trzech wydań, za każdym razem innych, choć nieodmiennie opatrywanych adnotacją zaręczającą za oryginalność. Różnią się one niekiedy znacznie. Z rozprawy opublikowanej w 1979 r. Problem gatunków mowy znikły np. odsyłacze do broszury Stalina Marksizm i zagadnienia językoznawstwa (usunięte podobno na prośbę samego Bachtina, o czym jednak zapewniają tylko sami jej edytorzy), co wydatnie zmienia sens całości. Wydatnie, bo broszurę opublikowaną pod nazwiskiem Stalina napisał najprawdopodobniej Wiktor Winogradow, zatem polemika Bachtina odnosiła się nie do Stalina, tylko do Winogradowa, stałego partnera jego sporów od Problemów twórczości Dostojewskiego poczynając17. Najdziwniejsze koleje miał tekst pod proroczym, jak widać, tytułem Problem tekstu. W wydaniu Dzieł zebranych w r. 1996 do wersji opublikowanej w r. 1979 w zbiorze Estetyka twórczości słownej jako Problem tekstu w lingwistyce, filologii i innych naukach humanistycznych, o której jej wydawcy, Boczarow i Awierincew, zapewniali, że wiernie odtwarza zapiski archiwalne, dodany został komentarz demaskujący fałszerstwo18, sam zaś wcześniejszy tekst zniknął, by pojawić się w innej wersji i pod zmienionym tytułem. Równocześnie musiał zniknąć także tekst W sprawie metodologii nauk humanistycznych, uznany wcześniej za „testament” Bachtina – jak się dziś okazuje uznany bezpodstawnie19. Wobec tak ewidentnych komplikacji nie warto nawet pytać, komu przypisać autorstwo wykładów prowadzonych przez Bachtina w Newlu, Witebsku i Piotrogrodzie, opublikowanych na podstawie cudzych zapisków – jedynych świadectw jego działalności intelektualnej we wczesnych latach 2020.

Wskazanych, najbardziej tylko wymownych trudności z odpowiedzią na pytanie, kto napisał teksty uznawane za bezspornie Bachtinowskie21, nie rozwiązuje weryfikacja na podstawie archiwum. Przez wiele lat pozostawało ono w prywatnych rękach (i na szczęście – gdyby było inaczej, z pewnością przepadłoby w ogóle, co jednak budzi nieufność do jego zawartości). Wątpliwości nie rozstrzygają nawet zapewniania samych autorów tekstów uznawanych za niesporne, że to sam Bachtin je napisał. I one okazują się zwodnicze. Takie zapewnienie, i to na piśmie, złożył Iwan Kanajew, ostatni z żyjących uczestników kół Bachtinowskich, oświadczając, że autorem rozprawy z 1926 r. Współczesny witalizm, która została opublikowana pod jego nazwiskiem, jest Bachtin. Skrupulatne badania wykazały jednak, że autorstwo Współczesnego witalizmu można zasadnie przypisać nie Kanajewowi i nie Bachtinowi, tylko Nikołajowi Łosskiemu, filozofowi-idealiście, którego rozprawę, niedostępną po przymusowej deportacji w 1922 roku na słynnym „statku filozofów”, Bachtin streścił na prośbę Kanajewa22. Więcej: we Freudyzmie opublikowanym pod nazwiskiem Wołoszynowa w rok po Współczesnym witalizmie znajdują się cytaty z rozprawy wydanej pod nazwiskiem Kanajewa. Czyjego są autorstwa: Łosskiego, Kanajewa, Bachtina czy Wołoszynowa?23 I kto, świadomie czy nie, dokonał freudowsko-derridiańskiej pomyłki, przypisując w odsyłaczu tę rozprawę nie „I. I.” Kanajewowi, tylko Kanajewowi „I.N.”, tzn. połączył imię Kanajewa („Iwan”) z patronimikum Wołoszynowa (Nikołajewicz)? 24

Na wielokrotne i przebiegle zadawane pytania, kto napisał teksty sporne, przypierany do muru Bachtin udzielał dwuznacznych informacji. W ostatnich latach życia miał jednak w końcu żachnąć się: „przecież nie ja jestem tym, kto powinienem na to pytanie odpowiedzieć”25. Czy miał na myśli tylko obowiązek dochowania wierność nieżyjącym przyjaciołom, czy też kategorię „myślowych sprzymierzeńców”, prowadzącą do innej niż legislacyjna i edytorska koncepcji autorstwa – „zawsze anonimowego”, jak mawiał, i zawsze wieloimiennego? Podobne pytanie pod adresem autorstwa można postawić także innym „myślącym filologom” rosyjskim z lat 20. – np. Lwu Wygotskiemu.
2. Kim jest autor?

Ten wieloimienny autor, nie wiadomo, czy tożsamy z indywidualnym autorem podpisanym na okładkach książek, równie wyraźnie manifestuje swoją obecność wewnątrz testów Bachtina. Wszystkie one, od debiutanckiej Sztuki i odpowiedzialności poczynając po ostatnie notatki, są wielo- i różnogłosowymi dialogami w mowie pozornie niezależnej, pełnymi cudzych słów, jawnych i ukrytych cytatów, aluzji i parafraz. Gdyby szukać dla nich jednej definiującej formuły, należałoby uciec się do pomysłowej nazwy Siergieja Awierincewa, który charakteryzując literaturę staroruską nazwał podobne konstrukcje „słowosplotami” lub słowami „wielokrotnie złożonymi”26. Gdyby szukać ich przynależności gatunkowej, trzeba by się odwołać do dramatu. Dramat właśnie jest u Bachtina matrycą zarówno poznawczą, jak poetologiczną. Tyle że didaskalia tego dramatu, pozwalające zidentyfikować występujące w nim osoby, rzadko kiedy zostały napisane. Ascetycznie oszczędny w przypisy Bachtin skazuje czytelnika na domysły, kto mówi i dlaczego akurat ten mówi? Dlaczego też mówi do tego, a nie innego adresata?

Ale nie tylko brak naukowych didaskaliów (przypisów, ekskursów, autokomentarzy, bibliografii, wszelkich w ogóle rozwidlających tekst paratekstów) powoduje, że Bachtin buduje dramat szczególny, ówczesnej poetyce nieznany – dramat, w którym mówi wiele postaci równocześnie. Ich głosy nakładają się na siebie, trudne do rozróżnienia jak w muzyce polifonicznej, tworząc szczególny naukowy palimpsest. Bachtin musiał znać reguły muzycznej kompozycji polifonicznej. Wychowywał się na filozofii sztuki Nietzschego i Wiaczesława Iwanowa, w otoczeniu muzyków, kompozytorów i muzykologów z kolejnych zawiązujących się wokół niego kół filozoficzno-literaturoznawczych (jak Maria Judina, bliska mu do śmierci, jedna z najwybitniejszych wirtuozek rosyjskich; jak Iwan Sollertinski, obrońca Szostakowicza, znawca twórczości Gustawa Mahlera i Arnolda Schönberga, jak wreszcie muzykolog-amator Wołoszynow). Także sam wykładał w r. 1920 historię i filozofii muzyki w witebskim konserwatorium.

Nieoznaczone, a kluczowe dla dyskursu naukowego Bachitna wplatanie dźwięków cudzej mowy do mowy własnej rozpoczyna w debiutanckiej Sztuce i odpowiedzialności ukryty cytat z wiersza Puszkina Poeta i tłum27. Dla czytelnika rosyjskiego z końca lat 20 to zamaskowane przytoczenie było zapewne dobrze słyszalne. Dziś, jeśli go nie zidentyfikować, tekst Bachtina może uchodzić za mało znaczące, gazetowo naiwne wystąpienie pokrewne rozpowszechnionym symbolistycznym dywagacjom na temat „sztuka a życie”. Tymczasem dialogizując mowę własną słowami poety-dekabrysty z utworu, który sam już jest udramatyzowanym dialogiem, Bachtin włączał się w chóralny spór głosów rozbrzmiewających między rokiem 1905 - 1916 w publicznej debacie o miejsce Rosji w Europie między zwolennikami nowoczesnego liberalno-demokratycznego państwa prawa i obrońcami tradycji „świętej Rusi”. Głosy poszczególnych chórzystów są w tekście Bachtina dobrze słyszalne. To goście Wieży Iwanowa, symboliści wychowani na Trzecim Renesansie (oprócz gospodarza m. in. Mandelsztam28), bliscy już przekucia koncepcji Tadeusza Zielińskiego na marksizm (czego w końcu dokonał w 1927 r. Lew Pumpianski, a w r. 1939 brat Bachtina, Nikołaj, wstępując do brytyjskiej partii Komunistycznej)) i polemicznie wobec nich nastawieni akmeiści, gromadzący się w piwnicy „Pod Bezpańskim Psem” (polemiczność poświadcza już sama opozycja przestrzenna „wieży” i „piwnicy”). To, dalej, autorzy słynnego zbioru „Drogowskazy” („Wiechi”). To także rzecznicy poromantycznego słowa-czynu, przemienionego w antropozofię przez Nikołaja Fiodorowa. To kadeci (być może Jan Baudouin de Courtenay, którego wykładów Bachtin, jak sam zaświadcza, słuchał w Petersburgu), i eserowcy (zapewne Wiktor Szkłowski, poeta – członek Braci Serapiona i autor symbolistyczno-religijnego manifestu z r. 1914 Wskrzeszenie słowa, dziwną koleją rzeczy uchodzącego za manifest szkoły formalnej, z którym trzy Bachtin lata później będzie się spierał w religijno-filozoficznym stowarzyszeniu Wolfila o fabułę Dostojewskiego). Czyjekolwiek jeszcze byłyby to głosy, Bachtin, któremu przypisuje się eremityzm, znakomicie je identyfikował. Dobrze zorientowany w ówczesnym układzie sił politycznych i światopoglądowych, nie miał złudzeń, że zwycięstwo bolszewików jest nieuchronne i trwałe29. Wyrazem tej orientacji w wieloideowej epoce jest właśnie udramatyzowana refleksja pisana „w kluczu” Puszkina, jawnie nawiązująca do dyskusji, jakie toczyły się w pokoleniu dekabrystów. Bachtin ich nie rozstrzyga (choć tekst jest zwykle czytany jako monolog estetyczno-etyczny), by pozwolić, jak w powieści polifonicznej Dostojewskiego, wybrzmieć różnym zderzanym w rejestrze tekstowym stanowiskom.

Ale teksty Bachtina mają charakter palimpsestów nie tylko w makroskali historii idei. Pod tym względem nie różniłyby się od tekstów innych filozofów. Jeśli co przykuwa w nich uwagę, to zasygnalizowana symetria koncepcji teoretycznej (słowa polifonicznego) i praktyki pisarskiej. Wykładnikiem Bachtiniowskiego mikro-palimpsestu są przywoływane i konstruowane terminy: autentyczne „słowosploty” i „słowa wielokrotnie złożone”, by jeszcze raz przywołać termin Awierincewa. Na nie bachtinolog-filolog powinien mieć szczególnie wyczulone ucho.

Pierwszym z takich terminów jest już samo „słowo”, łączące w sobie różne koncepcje Logosu (stoicką i ewangeliczną, prawosławne koncepcje posoborowe, ożywione w poezji i refleksji filozoficzno-poetyckiej symbolistów: Wiaczesława Iwanowa, Nikołaja Gumilowa i Osipa Mandelsztama). Te religijne pogłosy słychać zwłaszcza w wyrażeniach, w których „słowo” jest określane jako „ucieleśnione” bądź zgoła „wcielone” 30. Brzmią one także w rozważaniach powstałych w kręgu tzw. formalistów, zwykle nie łączonym z Bachtinem, a przeciwnie – przeciwstawianym mu: w OPOJAZ-owskim Wskrzeszeniu słowa Szkłowskiego, którego pierwotny tytuł Wskrzeszenie rzeczy jeszcze mocniej wskazywał na uobecniający, a nie reprezentujący status słowa w kulturze prawosławnej, i w „słowie”, na które Aleksandr Romm z Moskiewskiego Koła Lingwistycznego, idąc za fenomenologiczną semantyką Gustawa Szpeta – znaną i bliską Bachtinowi – proponował przetłumaczyć langage z Kursu językoznawstwa ogólnego de Saussure’a31.

Ze względu na te echa Bachtinowskie „słowo” nie przekłada się bez strat na terminy lingwistyczne bądź semiotyczne, na które było tłumaczone. Nie pokrywa się także z „dyskursem”, dziś używanym nieomal wyłącznie jako jego ekwiwalent. Z „dyskursem” łączy je wprawdzie nieusuwalna podmiotowość, sytuacyjność i performatywność, różni jednak – odniesienie do religijnie pojmowanej prawdy. Bachtinowskie „słowo” występuje nadto najczęściej w kontekście jego specyficznego i absolutnie nieprzetłumaczalnego terminu sobytije bytija. Termin ten, zbudowany na fundamencie potocznego leksemu sobytije („zdarzenie”, bo tylko tyle znaczy w kodzie ograniczonym sobytije), przez powtórzenie drugiego członu (bytije) sygnalizuje figurę paronomazji, która każe doszukiwać się w nim innych znaczeń niż dosłowne. Dlatego sobytije nie pokrywa się z używaną w przekładach na jego miejsce „przygodnością”. Przeciwstawiona regularności i systemowości, „przygodność” to pospolita jednokrotna ewenementalność, podczas gdy sobytije bytija oznacza wyjątkowe, nieprzesądzone, niezdeterminowane i niespodziewane, a zarazem rozstrzygające, jak codzienny los, zdarzenie. Nie jest to, co najważniejsze, zdarzenie jednostkowe; oddzielony za sprawą paronomazji przedrostek so- (współ-) odsyła do wspólnotowego „współ-bycia”, wskazując na współdziałanie „wrzuconych” w powszedni byt podmiotów, które inkorporują tożsame wartości.

Prefiksu so- Bachtina nieodmiennie używał na oznaczenie relacyjnego, interakcyjnego charakteru rozpatrywanych fenomenów. Eksponował ten prefiks nawet w potocznych leksemach, takich jak sobiesiednik (który z tego względu należy oddawać po polsku jako „współ-rozmówcę”). Szczególnie zaś mocno uwyraźniał go w neosemantyzmach, do których często się uciekał, korzystając z poetyckich wzorów symbolistów, takich np. jak souczastije („wspólnictwo” w komunikowaniu się32) i sootwietstwiennost’ („współodpowiedzialność” i współodpowiadanie, tzn. odpowiedzialny i jednocześnie odpowiadający charakter rozumienia, polegającego na interakcji „ja” autorskiego i „ty” odbiorczego). W terminie sobytije bytija relacyjny charakter zdarzenia jest jeszcze bogatszy: Bachtinowskie wyrażenie świadomie omija (a więc przywołuje i zarazem wycofuje) zrośnięty z Lebensphilosphie Diltheyowsko-Nietzscheański i Bergsonowski termin „życie”, bardzo dobrze mu znany. Przekształcając Leben w „bycie” (bytije), które w języku rosyjskim odsyła do „powszedniości”, Bachtin nawiązuje do „tej „codziennej prozy”, którą w debiutanckiej rozprawie Sztuka i odpowiedzialność przeciwstawiał „wzniosłej poezji”. Postulat prozaizacji sztuki literackiej rozciąga się także na sztukę naukową. Odczarowywanie jej funkcji i języka łączy się z jego preferencjami dla „żywego słowa” (intensywnie rozpatrywanego w powstałym w 1919 r. w Piotrogrodzie interdyscyplinarnym Instytucie Żywego Słowa, o którego pracach mógł wiedzieć od uczestniczącego w nich brata, Nikolaja)33 i mowy potocznej, która stanowi substrat jego naukowej prozy.

Kolejnym trudnym do wyłożenia bez odkrycia podkładu cudzych słów i tekstów jest Bachtinowski termin „transgrediencja”. W filozofii niemieckiej z początku XX w. była ona pokrewna Kantowskiej transcendencji, zmienianej jednak dla zaznaczenia różnicy wobec Kanta. Bachtin najprawdopodobniej zaczerpnął ją bezpośrednio od Johannesa Cohna34, który „transgrediencję” wprowadził jako termin odnoszący się do wartości estetycznej, odmiennej niż Kantowska wartość poznawcza. Zważywszy jednak na omówione poprzednio sobytije, nie sposób wykluczyć także ech Windelbandowskiego rozróżnienia dwóch odmian „zdarzenia”: zdarzenia dostępnego indywidualnej świadomości, czyli zdarzenia immanentnego, i zdarzenia, by tak rzec, przechodniego, międzyświadomościowego, czyli u Windelbanda zdarzenia właśnie transgredientnego. Podobnym sens, wzmocniony jeszcze o intensywną emocjonalność tego interpersonalnego zdarzenia, miała również kolejna modyfikacja „transgrediencji”, którą J. Volkelt i H. Plessner przekształcili w „transubiektywność” (a prace Volkelta, podobnie jak Windelbanda, Bachtin z całą pewnością znał35).

Bachtin niekiedy używał Cohenowskiej „transgrediencji”, częściej jednak posługiwał się jej skalkowanym rosyjskim przekładem własnego autorstwa – wnienachodimost’ (który Tzvetan Todorov przełożył na internacjonalizm o greckim źródłosłowie „egzotopia”). Wnienachodimost’ powstała z zespolenia przedrostka „wnie-” oznaczającego usytuowanie „poza”, pozycję „na zewnątrz”, i urzeczownikowionego czasownika nachodit’sia: „znajdować się”. Bachtin prawdopodobnie przejął pomysł na taki rosyjski termin, odpowiadający niemieckiej transgrediencji, od wspominanego już Nikołaja Łosskiego (domniemanego rzeczywistego autora rozprawy Współczesny witalizm), nadał mu jednak własne znaczenie36. Co jednak najważniejsze, wnienachodimost’ jest u niego hasłem wywoławczym relacji „ja” – „inny”, wyłożonej w rozprawie o autorze i bohaterze z połowy lat 20., a potem generującej szereg kolejnych kategorii, które markują koncepcję świadomości zawsze intencjonalnie skierowanej na zewnątrz, ale nie w stronę świata przedmiotowego, lecz w kierunku innego „ja” (realnego, tekstowego lub wewnętrznego), udostępnionego w mowie zewnętrznej lub wewnętrznej (nb. terminy „mowa wewnętrzna” i „zewnętrzna” pochodzą z kolei u Bachtina z prac Lwa Wygotskiego), w których toczy się nieprzerwany historyczny dialog. Wnienachodimost’ wskazuje na iluzję samoświadomości samej sobie niedostępnej, wymagającej zawsze „naddatku” (izbytka) poznania, z zewnątrz (izwnie), ze strony innego. Samych siebie – jak metaforycznie formułuje to Bachtin – widzimy jedynie oczami innych, w których się odbijamy, a oni z kolei patrzą na siebie naszymi oczami.

Z punktu widzenia palimpsestowego charakteru Bachtinowskich terminów najciekawsze są wszakże te, które utrwaliły się we współczesnym międzynarodowym słowniku kulturoznawczym, czasem w oryginalnej postaci nadanej przez samego Bachtina (acz nie zawsze przez niego wynalezionej), zwykle jednak w kształcie stworzonym przez komentatorów i tłumaczy, którzy albo scalali jego różne terminy, albo je metaforyzowali, albo nadpisywali nad nimi terminy własne. Niekiedy przemocą, forsując swoje obyczaje metodologiczne i mowę uznaną za stosowną (jak angielscy tłumacze Freudyzmu, którzy zmienili podtytuł rozprawy „Szkic krytyczny” – Kriticzeskij oczerk – na „krytykę marksistowską” – A Marxist Critique), niekiedy w dążeniu do aktualizacji (jak w przypadku „ludowej kultury śmiechu” z tytułu Twórczości Françoisa Rabelais’go, zamienionej w wersji niemieckiej na „kontrkulturę”, która przesądziła o lekturze rozprawy jako proroctwa rewolt studenckich roku 1968, co podobno wywoływało śmiech samego Bachtina37), najczęściej jednak gwoli domestykacji tekstu, zatarcia jego obcości i przysposobienia do kontekstu docelowego.

Pierwszym takim terminem jest chronotop, zwykle oddawany przez „czasoprzestrzeń”, nawet wtedy, gdy sam Bachtin świadomie używał go w źródłowej formie greckiej, która powinna być zachowana. Wprowadzony w tej postaci w rozprawie Formy czasu i chronotopu w powieści z 1937-38 r., chronotop łączy się bowiem oczywiście z pojęciami czasu i przestrzeni wyprowadzonymi z Kanta i Einsteina, przede wszystkim jednak odsyła do Aleksieja Uchtomskiego, o czym Bachtin informował w przypisie, jednym z nielicznych i dlatego znamiennych w jego naukowej twórczości38. To właśnie Uchtomski – absolwent Petersburskiej Akademii Teologicznej, malarz ikon, znawca Kanta i Dostojewskiego, psycholog i neurofizjolog, niewiarygodny erudyta porównywalny z Florenskim (u którego także pojawia się pojęcie „chronotopu” w rozważaniach o perspektywie nielinearnej w malarstwie) wprowadził termin „chronotop” w poszukiwaniu mechanizmów procesów poznawczych zachodzących w umyśle i ich mózgowego podłoża.

Bachtin, co najmniej od 15 już lat wadzący się z Kantem, znalazł w opisanych przez Uchtomskiego regułach pracy umysłu szansę na przekroczenie przepaści między świadomością a światem. Inaczej jednak niż przyrodoznawca Uchtomski, Bachtin-filolog szukał reprezentacji tych procesów w aktywności słownej. Ostatecznie „chronotop” wyznaczył u niego płaszczyznę analizy fabularnych „stałych”, które podbudowały historycznoliteracką typologię form powieściowych, skonstruowaną ze względu na kryterium ewolucyjnego poznawczego opanowywania przez człowieka świata realnego. Na tej typologii Bachtin poprzestał. Jego „stałe”, podobnie jak „dominanta mentalna” Uchtomskiego, otwierały wszakże drogę do antropologii wspartej na neurosemiotyce (tą drogą poszli potem semiotycy, Wiaczesław Wsiewołodowicz Iwanow i Jurij Łotman). Dziś „chronotop” znajduje się w powszechnym obiegu, stosowany metaforycznie, jako poręczny skrót sytuacyjności („pozycjonowania”) wypowiedzi kulturowej.

Ale w Bachtinowskim „chronotopie” można odsłonić także inne współczesne mu konceptualizacje poznawczej i kulturotwórczej aktywności mentalnej. Łączy się on z koncepcją miestorazwitija Piotra Sawickiego. Miestorazwitije to u Sawickiego zarazem „miejsce rozwoju” – przestrzeń figurowania pojęć odnoszących się do rzeczywistości, i „miejsce rozwijające się” – realna przestrzeń, rekonfigurowana pod wpływem aktywności poznawczej. Kultura i natura, język i świat, są w neologizmie terminologicznym Sawickiego nierozdzielnie ze sobą powiązane.

Sawicki, jedna z głównych postaci ruchu pomimo że jest to kalka z języka angielskiego, ńskiego, szczególnie silnie eksponował lokalność i „tutejszość” miestorazwitija39. Podkreślał też, że grupy zamieszkujące takie bliskie sąsiedztwa wypracowywały swoje specyficzne języki. W ruchu eurozajańskim badaniem tych języków zajmowali się Siergiej Trubieckoj (który znał książkę Bachtina o Dostojewskim z 1929 r. i którego prace jeszcze sprzed emigracji znał z kolei Bachtin), a także Roman Jakobson, przez krótki czas związany z euroazjanami. W ich pracach idea wielorakości, różnorodności i rozmaitości niewspółmiernych odmian mowy wiąże się ściśle z drugim szczególnie silnie palimpsestowym terminem Bachtina, dziś powszechnie znanym pod nazwą heteroglozji.

„Heteroglozja” u Bachtina nie występuje. Nazwę wynalazł Todorov na oryginalne Bachtinowskie raznojazyczije (obok „heterologii”, którą wymyślił na raznorieczije)40. Już jednak angielski przekład rozprawy Todorova z 1984 roku tego rozróżnienia nie respektował, podobnie jak wydany trzy lata wcześniej zbiór The Dialogic Imagination (czyli przekład Bachtinowskich Problemów literatury i estetyki z 1975 r.)41. Todorovowską „heterologię” i „heteroglozję” zastąpiła w nich jedna „heteroglozja”, która zwolna wyparła także „wielojęzyczność” (poliglozję) i „różnogłosowość” (raznogołosie, ang. multivoicedness)42.

Heteroglozja zatem to, by tak rzec, post-palimpsest, nadpisany na tekście Bachtina. Nie objął on wszakże jeszcze jednego jego terminu, ściśle związanego z poprzednimi, będącego niejako wynikiem ich współwystępowania w jednej wypowiedzi (w słowie, w zdaniu, w tekście): konstrukcji hybrydycznych. Ten z kolei jest sui generis palimpsestem, nadpisanym przez samego Bachtina na terminie poetyckim Wiaczesława Iwanowa, terminie filozoficzno-lingwistycznym Gustawa Szpeta i terminie lingwistycznym – Lwa Szczerby i Jewgienija Poliwanowa, który z kolei przejął go z rozprawy Jana Baudouina de Courtenay z 1901 r.43 Na czyich tekstach nadpisał swoje językoznawcze hybrydy poprzednik de Saussure’a, trudno imiennie wskazać – hybrydy ze świata przyrody fascynowały pod koniec XIX wieku wielu młodogramatyków.

Palimsestowy charakter mają nie tylko idee i terminy Bachtina. Także jego dramaturgiczna koncepcja powieści – nadbudowana na poetyce historycznej Wiesiołowskiego, który wyprowadzał formę powieściową z rozpadu jednolitego świata greckiego i powstania wielojęzycznego imperium Aleksandra Wielkiego44, w polemice z koncepcją powieści-tragedii Iwanowa i Pumpianskiego. Prześwituje przez nią nadto legislacyjna koncepcja tragedii, porównywanej do procesu sądowego przez Johannesa Cohena. Nie inny charakter ma również Bachtinowska koncepcja zaadresowania wszelkiej wypowiedzi, obecnego w niej zawsze jej adresata bezpośredniego i niebezpośredniego, spod której z kolei prześwieca przejmująca rozprawa Leo Spitzera Die Umschreibungen des Begriffes ‘Hunger’ In Italienische. Spitzer sformułował koncepcję podwójnego adresata na podstawie analizy korespondencji jeńców włoskich przetrzymywanych w obozie niemieckim podczas I wojny, którą czytał jako zatrudniony tam cenzor, śledząc sposoby parafrazowania zakazanego słowa „głód”45.

Kim zatem jest autor jawnie niemonologowej naukowej wypowiedzi filozoficzno-literaturoznawczej, której poznanie żąda filologicznego odsłaniania kolejnych warstw palimpsestu, bez ich odkrycia niezrozumiałej lub rozumianej powierzchownie? Li tylko powołanym przez epokę twórcą „kolektywnym”, jak coraz częściej uznają bachtinolodzy?

Być może. Zważywszy jednak na konteksty słowa „kolektyw”, na „kolektywne” działania w sztuce i nauce sowieckiej, które Bachtinowi i brzmiącym w jego wypowiedziach głosach „innych” były obce – wypada myśleć o tym autorze w kategoriach podmiotowości relacyjnej, wyprowadzonej przez niego samego z uważnej filologicznej analizy powieści Dostojewskiego. Takiej jednak podmiotowości, która nie wchłania wszystkiego, co ją otacza. Odnosi się dialogowo do niektórych tylko cudzych słów, świadomie wybierająca mowę cudzą określonych, ideowo „bliskich innych” (Puszkina, Szpeta, Winogradowa, Uchtomskiego, Poliwanowa, Spitzera, Cohena). Byłby to taki autor, którego sam Bachtin odnalazł w twórczości Dostojewskiego. Słowo Dostojewskiego, przedstawione w pierwszej wersji monografii z 1929 r., byłoby zarazem słowem przedstawiającym koncepcję samego Bachtina.

  1   2   3


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna