Kto jest autorem? Kim jest autor?



Pobieranie 139.45 Kb.
Strona2/3
Data06.05.2016
Rozmiar139.45 Kb.
1   2   3

3. Bachtin jako pisarz

Język Bachtina nie był językiem kartezjańskim, by przywołać określenie Julii Kristevej, borykającej się z przełożeniem jego listu na francuski46. Świadomie unikał jednoznacznych, ustabilizowanych terminów, „skrajnie jednotonowych”, jak o nich mówił. Zamiast precyzować, uciekał się do amplifikacji, rozbudowując szeregi synonimów. Tworzył coraz to nowe derywacje od raz wprowadzonych słów, trudne niekiedy do rozgraniczenia. Nadawał tym samym słowom różne znaczenia – i na odwrót: różnym słowom przypisywał znaczenia podobne, a przynajmniej umieszczał je w tym samym polu semantycznym47.

To nie przypadek ani tym bardziej nieporadność lub efekt niedojrzałości rosyjskiego języka filozoficznego, jak utrzymują bachtinologowie zachodni, wyuczeni na neopozytywistycznej teorii wiedzy, która żąda od tekstu poznawczego mowy przezroczystej. Sam Bachtin, rzadko, bo rzadko, ale naprowadzał na specyfikę swego stylu. Czasem tonem na pozór bagatelizującym, jak w późnych Notatkach z lat 1970 – 1971, w których podkreślał swoje „upodobanie do wariacji, wprowadzania różnych terminów dla określenia jednego zjawiska”48, potwierdzając tym niefrasobliwym na pozór wyznaniem trwałość postawy wyłożonej trzydzieści lat wcześniej znacznie bardziej serio: „W terminie (...) zachodzi stabilizacja znaczenia, osłabienie siły metaforycznej, zatraca się wieloznaczność oraz gra między znaczeniami”49. Motywował takie przekonania niechęcią do wiedzy systemowej, do której nie zaliczał żadnej z nauk o kulturze. Jak twierdził: „Zdefiniowanie terminu (jego stabilność i jednoznaczność) jest możliwe jedynie ze względu na funkcję i system. Tam, gdzie nie ma systemu (jak w literaturoznawstwie), precyzyjna definicja izolowanego, pojedynczego terminu przemienia go w omszały kamień, pod którym myśl nie płynie żywą wodą”50.

Tych naprowadzających autokomentarzy nie należy czytać naiwnie. Wiedza systemowa od początku była dla Bachtina nie wrogiem, lecz problemem, co innego też w różnych latach i w różnych układach odniesienia znaczyły u niego pojęcia „systematyczności” i „systemu”. Niechęci do „abstrakcyjnego teoretyzmu” (i jego synonimów: „normatywizmu” oraz „dogmatyzmu”) daleko w każdym razie do potępienia „formalizmu” i „strukturalizmu”; „teoretyzm” nie jest też starszym bratem dzisiejszego „terroretyzmu”. Motywy Bachtinowskiego wyboru określonego typu języka filozofowania są o wiele bardziej złożone niż polemika z aktualnymi sposobami naukowego mówienia.

Wiązały się one z pięcioma istotnymi zasadami:

1. Wynikały z zakorzenienia jego myśli i języka w symbolizmie – rozumianym szeroko, zarówno jako teoria, jak praktyka literacka, filozoficzna, teologiczna i społeczno-polityczna. Personalnie – łączyły się z oddziaływaniem Wiaczesława Iwanowa; generalnie – z właściwą symbolizmowi ideą teurgii artystycznej: kreacyjności mowy, stwarzającej przedmioty niedostępne racjonalnemu poznaniu. Bachtin przeniósł tę ideę do własnej filozofii i estetyki, by swobodnie kreować nazwy przedmiotów nieznanych zastanej wiedzy, przedmiotów „nowej”, „innej” filozofii lub „symbolologii”, jak ją nazywał już w latach 70., za Siergiejem Awierincewem. Przeniósł tym chętniej, że była ona zgodna z prawosławnym pojmowaniem słowa, co musiało być dla niego ważne, zwłaszcza we wczesnych pracach.

Pod tym względem jego postępowanie nie różniło się od działań większości myślących artystów pierwszych dziesięcioleci XX wieku, świadomych, że postulowana przez nich wiedza zwraca się na obiekty pozbawione przedmiotowego odniesienia i zaakceptowanych w nauce nazw, którzy często – podobnie jak Bachtin – uciekali się do pomocy zarówno języka literackiego i języków innych sztuk (zwłaszcza muzyki i malarstwa), jak wypracowywanych równolegle języków innych nauk: psychologii i socjologii oraz nowego przyrodoznawstwa. Symbolizm dostarczał jednak wzoru szczególnie atrakcyjnego. I dlatego, że sięgał w swoich stwórczych działaniach „do źródeł” – do języków Grecji i Rzymu (jak u Osipa Mandelsztama) oraz do folkloru (jak u Aleksandra Błoka), te zaś źródła wiedzy-poznania były Bachtinowi z różnych względów najbliższe. I dlatego, że symboliści w praktyce poetyckiej demonstrowali zabiegi służące docieraniu do tej nienazwanej jeszcze rzeczywistości. Bachtin korzystał więc z ich wzorów, wprowadzał też do swoich prac wynajdywane przez nich poetycko-filozoficzne określenia, które dopiero w późniejszym obiegu ontologizowały się, uzyskując status bytów, i ulegały terminologizacji. Podobnie przy tym, jak symbolistyczne, tak też jego własne neosemantyzmy, neologizmy, transformacje struktury słowotwórczej, paronomazje, etymologizacje i wszystkie inne sposoby oddawania Humboldtowsko-Potebiańsko-Szpetowskiej wewnętrznej formy słowa były tworzone nie po to, by skonstruować coś radykalnie nowego, dotąd nieistniejącego ani w słowniku, ani w rzeczywistości, ale po to, by wydobyć zatarte, zapomniane pokłady wiedzy o świecie. By je „odsłonić” lub „przeniknąć”, jak mówił, cytując komentarz Wiaczesława Iwanowa do Dostojewskiego. Czy to samo mógłby powiedzieć za futurystami, nie sposób rozstrzygać; futuryzm niejedno miał imię, a sprawa powiązań futurystów z symbolistami jest wyjątkowo zagmatwana. W każdym razie za niektórymi z poetów uznawanych za futurystów (za Chlebnikowem, bodaj także Majakowskim) i za ich teoretykami (przede wszystkim Szkłowskim) – na pewno.

2. Najczęściej zabiegi te dokonywały się na języku potocznym (dokładniej: na tym języku, którym mówiła elita inteligencji z pierwszej i drugiej dekady XX wieku)51. Wielorako przekształcając słowa tego języka, Bachtin wprowadzał je do kontekstu filozoficznego – z zachowaniem jednak ich powszedniego znaczenia. Tak np. w tytule jednej z pierwszych rozpraw, W stronę filozofii czynu, użył na „czyn” słowa postupok, w języku filozofii, preferującej „akt”, nieużywanego, by zachować wpisane w to potoczne słowo akcenty etyczne52. Od tego potocznego i już filozoficznego słowa, skojarzonego z innym potocznym (postupat’: „nadchodzić”, „wstępować”), stworzył z kolei postuplienije, podkreślając procesualność „czynu”, jego niemomentalność i niedefinitywność, tzn. „czynienie” i „czynność”. Z kolei nuditielnost’, której słowniki rosyjskie nie notują, pochodzi od pospolitej prinuditel’nosti, „przymusu”. Derywacja przednia, by tak rzec, czyli odrzucenie pierwszego członu słowa potraktowanego jako przedrostek, nadała mu specyficzne znaczenie. Potoczny „przymus” (prinuditielnost') to bowiem konieczność zewnętrzna, determinująca, a nawet represyjna, natomiast Bachtinowska nuditielnost' to konieczność wewnętrzna, bliska Ich muss Kanta, choć zarazem daleka od jego wyobcowanej z mowy potocznej „imperatywności”. Słowem potocznym, a jednocześnie terminem fizyków i filozofów (Husserlowskiej proweniencji), jest także neutralny na pozór „moment”.

3. Próba zachowana potocznych znaczeń (niezależnie od tego, czy udana53) łączyła się z drugim ważnym dla Bachtinowskiego języka kontekstem filozoficznym: z fenomenologią. Przejął z niej, inaczej niż Gustaw Szpet i Boris Engelgardt, nie tyle Husserlowską epistemologię (przeciwnie – obowiązującą fenomenologów zasadę „od rzeczy do pojęć”, rzeczy danych w szczególnej intuicji, w bezpośrednim doświadczeniu, poddał weryfikacji neokantowskiej: rzeczy same, nawet jeśli istnieją, to są dostępne jedynie jako „rzeczy w języku”; z tego samego powodu – ignorowania filtru języka w analizie świadomości, krytykował również Bergsona i Freuda). Przejął raczej Husserlowską ontologię i semantykę. Na tych płaszczyznach inspiracje fenomenologiczne i neokantowskie nie musiały się zresztą wykluczać.

Skojarzenie neokantowskiego przekonania o językowej (pojęciowej) dostępności świata z Husserlowską intencjonalnością – nie zawsze łatwe do uchwycenia, terminy obu filozofii były bowiem w edycjach radzieckich wycofane i zastępowane słowami uznanymi za nieszkodliwe (intencjonalność – przez „wolę” i „zamiar”) lub uchodzącymi za neutralne (jak „nastawienie”) – było w rosyjskiej filozofii lat 20.-30. udziałem nie tylko Bachtina. Z fenomenologii Bachtin zaczerpnął jednak więcej niż inni: wziął z niej także postulaty niedefiniowania pojęć i kształtowania odsyłających do nich nazw na podstawie języka uznanego za potoczny, postulat wyrażający dążność do ewokowania znaczeń w świadomości odbiorcy, nie zaś ich precyzyjnego wskazywania bądź wyznaczania. „Pisarz fenomenologiczny nie «wykłada» swej nauki czytelnikowi, lecz usiłuje jedynie pomóc mu w zdobyciu samodzielnego doświadczenia”, co jest sprawą „specjalnego kunsztu prowadzenia rozmowy” – opisywał tę postawę w r. 1918 Roman Ingarden, podkreślając, że „ta (...) wymagająca wysiłku twórczego (...) metoda intelektualnej współpracy pozwala (...) uniknąć (...) definiowania terminów”54. Ani dla Ingardena, ani dla Bachtina takie podejście do języka nie oznaczało przy tym rezygnacji z filozofii als strenge Wissenschaft, lecz jedynie podważenie monopolu filozofii naukowej w sensie (neo)pozytywistycznym. Co ważne, i w fenomenologicznej filozofii literatury Ingardena, i u Bachtina, te semantyczne przekonania wywodziły się z identycznego źródła, właśnie z symbolizmu. Symbolizm dostarczał im także inspiracji dla metaforyki muzycznej i malarskiej. Wydaje się wszakże, że inaczej niż poetów, terminy-metafory optyczne odsyłały obu filozofów nie tyle do sztuki malarzy (o których, z wyjątkiem Wróbla i Malewicza, sam Bachtin rzadko wspominał), ile przede wszystkim do fenomenologicznej (oraz, oczywiście, Kantowskiej) naoczności.

4. Unikanie zastanych terminów, kreowanie nowych, sięgających do potocznego substratu języka wiązało się u Bachtina, podobnie jak w fenomenologii i hermeneutyce, z koncepcją rozumienia jako odpowiedzi. Silne nastawienie na odbiorcę nakazywało uwzględnić jego „tło aperceptywne”, jak mawiał, co znaczyło także – możliwość fałszywych, niechcianych lub całkowicie niepożądanych skojarzeń ze znajdującymi się w obiegu słowami-ideologemami i filozofemami. By więc tym asocjacjom zapobiec i nie sugerować związku z pracami, z którymi akurat prowadzona była polemika, Bachtin albo je omijał, by przypomnieć podany już przykład, zrośnięty z Lebensphilosphie termin „życie”, albo przekształcał (w „bycie”: bytije), albo transformował (w „zdarzenie współ-bycia”: sobytije bytija).

Podobnych przekształceń dokonywał także na słowniku teorii wczucia, estetycznej sympatii i estetycznej miłości. Wszystkie te mutacje miały na celu równoczesne podtrzymywanie więzi z przywoływanymi koncepcjami i powstrzymywanie bądź dezautomatyzowanie ich utrwalonych interpretacji (dezautomatyzacja to nie tylko termin Szkłowskiego, ale także Bachtina, Ingardena i np. Jana Michała Rozwadowskiego, szczególnie rozpowszechniony wśród ówczesnych psychologów i psycholingwistów55). Semantyka w ujęciu Bachtinowskim była nieoddzielna od pragmatyki.

5. Z tej nieoddzielności wynika piąte kryterium wyboru stylu filozofowania, ściśle związane z koncepcją dialogowości słowa. Koncepcja ta, wyprowadzona z judaizmu i neokantyzmu, odnaleziona u Dostojewskiego i wprowadzona do własnego języka naukowego powoduje, że w Bachtinowskich niby-terminach brzmią często pogłosy terminów cudzych. Są one przytaczane w różny sposób, bezwyjątkowe jest tylko ich pozostawienie bez adresu nadawcy, tj. nieopatrzenie stosownym odsyłaczem (z bardzo nielicznymi wyjątkami). Oto cztery najważniejsze formy przytaczania przez Bachtina cudzej mowy:

/1/ Cudze terminy bywały pozostawione w niezmienionej lub nieznaczne tylko przekształconej postaci. Należy do nich np. omówiona wcześniej transgrediencja.

/2/ Forma druga przytaczania cudzej mowy polegała na dosłownym, filologicznym tłumaczeniu cudzych terminów na rosyjski. Takim przekładem jest u Bachtina opozycja „dany – zadany” (dannyj – zadannyj), wiernie odtwarzająca Cohenowską parę Gegeben – Aufgegeben56. Jej strukrurę gramatyczną odtwarza też para bytije – sobytije. Takim przekładem z niemieckiego Einstellung jest też „nastawienie” (ustanowka), powszechnie zresztą stosowana także przez formalistów (i dlatego tak w polskich, jak niemieckich przekładach Bachtina oddawana dwojako – przez utrwalone w fenomenologii „nastawienie” i przez bliższą formalizmowi „orientację”).

Forma /3/ zasadzała się na radykalnej zmianie cudzego źródłowego terminu, z zachowaniem wszakże odniesień ważnych dla przywoływanego milcząco autora. Najdobitniejszym przykładem jest analizowane już „zdarzenie współ-bycia”.

Forma /4/ to przejęcie cudzego słowa, ale nadanie mu ściśle określonego, idiomatycznego znaczenia. Wtedy znaczenie to jest zwykle dokładnie precyzowane i obszernie wyjaśniane. Takie są np. Bachtinowskie „konstrukcje hybrydyczne”. Własną konceptualizację hybryd językowych i powieściowych Bachtin wyłożył w rozprawie Z prehistorii słowa powieściowego. Trzeba jednak pamiętać, że sens „hybrydyczności” zachowują także inne, na pozór potoczne słowa, których używał, takie jak „mieszanina”, „wymieszanie” itp. (grecko-łacińska hybryda to po rosyjsku pomies’).

Pięć wymienionych zasad nie wyczerpuje, naturalnie, Bachtinowskiego stylu filozofowania ani jego słownika. Wiele cytatów i quasi-cytatów składających się na ten słownik i aktywnych w jego transformacjach ma także motywację doraźną, „tchnie kontekstami”, by użyć jego wyrażenia, w których się rodziły. Czasem te okoliczności wymuszały nasycenie wypowiedzi określonym słownictwem (jak w wielokrotnie przerabianej na życzenie redakcji rozprawie o satyrze, jak w artykułach o Tołstoju, gdzie niemało typowej dla lat 30.-40. naukowej gadaniny, jak w notatkach z początku lat 50. do Problemu gatunków mowy, gdzie wprost cytowana jest sławetna rozprawa językoznawcza Stalina o językoznawstwie), czasem na odwrót – powodowały wycofywanie określonych sformułowań (jak z Problemów twórczości Dostojewskiego przy ich przerabianiu na Problemy poetyki... pisarza). Czasem używane słowa uruchamiały podwójny układ odniesienia – wybrany świadomie i z aprobatą, a zarazem zgodny z wymogami aktualnych okoliczności (najwyrazistszym przypadkiem jest „ludowa” kultura w Rabelaise’m)57. Z pewnością w wielu przypadkach o języku i stylu decydował kontekst doraźny – toczących się dyskusji (szczególnie silnie rzutujących na Problemy twórczości Dostojewskiego) i aktualnych lektur (o czym świadczą zachowane w archiwum notatki i konspekty z czytanych właśnie książek, z których przytoczenia odnajdujemy w powstających równocześnie szkicach i rozprawach).

W przypadku wypowiedzi pisanej tylko nieliczne z tych doraźnych motywacji można odtworzyć, porównując rękopisy z kolejnymi wydaniami. Z reguły pozostają jednak domyślne. Ale pięć wymienionych zasad dostatecznie charakteryzuje język twórczości naukowej Bachtina. Niezależnie od tego, która z nich akurat przeważa, jego słowa-terminy-światopoglądy zawsze aktywizują cudze wypowiedzi i stanowiska, zawsze przy tym częściowo polemicznie, a częściowo zachowawczo. Niejednokrotnie dopiero rozpoznanie przywoływanych głosów – jak np. tych, które brzmią w rzucanych mimochodem i bez atencji określeniach „montaż”, „konstruktywizm” – pozwala uchwycić intencje autora, usłyszeć jego intonacje, odróżnić ukryty cytat zmodalizowany krytycznie bądź ironicznie od przywołanego gwoli oddania sprawiedliwości „bliskim innym” (często, jak się wydaje, tytułem po prostu wymienienia ich z nazwiska – źle widzianego bądź oficjalnie wycofanego).


4. Termin i pojęcie

Rosyjscy „myślący filologowie” nie znali współczesnego literaturoznawczego terminu „palimpsest”. Znali jednak dobrze ideę, do której on odsyła. Wywoływali ją nazwą „konwergencja chwytów”. Jak wspomina uczennica Tynianowa i Ejchenbauma, „słowo «wpływ» było u nas zakazane. Wpływom podlegają epigoni. Wielki pisarz «opędza się» od wpływów, twórczo przepracowując doświadczenia poprzedników (...). Niekiedy jednak zdarzają się zbieżności, «konwergencja chwytów»”58. Właśnie „konwergencja chwytów” stanowi ówczesny odpowiednik palimpsestu. Wiktor Szkłowski pisząc o Bachtinie użył w jego miejsce jeszcze innego określenia – „niezbieżność zbieżnego” (nieschodstwo schodnogo)59. Z kolei Boris Jarcho z Moskiewskiego Koła Lingwistycznego zbliżał się do niego opisując „prawo fal”, które głosi, iż „poszczególne właściwości dzieła rozwijają się falowo, to znaczy nowe jest zawsze częściowym powrotem do starego”60. Sui generis relacje intertekstualne w tekstach-palimpsestach rozpatrywał Tynianow w pracach komparatystycznych o tradycji, historycznoliterackich – o ewolucji genezy oraz w monografii parodii61.

Tynianow, Szkłowski, Jarcho i inni tak zwani formaliści – z którymi Bachtina więcej łączy niż zwykło się uważać – bawili się odkrywaniem i tworzeniem palimpsestów. 25 września 1922 roku twórcy Fabryki Ekscentrycznego Aktora wystawili Gogolowski Ożenek do scenariusza Tynianowa. Spektakl miał podtytuł „Elektrofikacja Gogola” Głównymi ideologami zmechanizowanej przyszłości byli w nim Albert i Einstein, grani przez dwóch clownów cyrkowych. Einstein wysławiał pod niebiosa atrakcjony (oczywiście Eisensteina)62. W podobną grę cudzych słów wielokrotnie złożonych bawili się także poeci z grupy Oberju63, wśród których znajdował się poeta i powieściopisarz Konstantin Waginow, satelita piotrogrodzkiego koła Bachtina, autor karnawałowej Harpagoniady i metatekstowej intertekstualnej parodii życia naukowo-literackiego w porewolucyjnym mieście Trudy i dni Swistonowa. Sam Bachtin mógł układać ludyczne palimpsesty w latach młodości, w Petersburgu, w kółku literackim „Omphalos” (co znaczy „Pępek”, do tego z epitetem „epiphales” – „objawiony”)64.

Krótko mówiąc, o specyfice rosyjskich palimpsestów z lat 20. (mniej więcej do 1929roku), zarówno literackich, malarskich i muzycznych, jak naukowych, stanowiło krytyczne, ale silnie akcentowane ludycznie nastawienie do tradycji. Takie nastawienie deklarowali wprost w r. 1925 twórcy zbioru parodii Parnas dybom, Aleksandr Finkel, Aleksandr Rozenberg i Ester Papiernaja, filologowie związani z Uniwersytetem Charkowskim. Zbiór już samym tytułem odsyłającym do spektaklu Meyerholda Ziemlia dybom z 1923 roku sygnalizował ich podejście. Motto, jakim go opatrzyli, brzmiało: „zaprawić naukę humorem, a humor nauką”65. Po roku 1929 o śmiechu powstawały już tylko rozprawy teoretyczne. Pisane językiem ezopowym, jak prace Proppa i jak Bachtinowska Twórczość Francoisa Rabelais’go, także podejmują właściwą palimpsestom grę, już jednak nie ludyczną.



1 F. Nietzsche, Przedmowa do: jego, Jutrzenka. Myśli o przesądach moralnych, przeł. S. Wyrzykowski, Warszawa 1907, s. 8.

2 Odwołuję się do wnikliwych i wciąż aktualnych ustaleń A. Okopień-Sławińskiej Semantyka „ja” literackiego („Ja” tekstowe wobec „ja” twórcy), w jej: Semantyka wypowiedzi poetyckiej. (Preliminaria), Kraków 1998.

3 Na rynek francuski znanym artykułem z 1966 r. Bakhtine, le mot, le dialogue et le roman, „Critique” 1967, nr 33, s. 438-465, przedrukowanym w jej książce Semeotike. Recherches pour une semanalyse, Paris 1969, s. 143-173 (przekład polski W. Grajewskiego Słowo, diaklog i powieść, w: Bachtin. Dialog. Język. Literatura, red. E. Czaplejewicz i E. Kasperski, warszawa 1983) a w trzy lata później wstępem do francuskiego przekładu Problemów poetyki Dostojewskiego (La poetique de Dostoievski, trad. par I. Kolicheff, Paris 1970). Na rynek amerykański – wstępem do wyboru prac rosyjskich formalistów (Russian Formalism. A collection of articles and texts in translation, ed. by S. Bann and J. E. Bowlt, NY 1973, s. 102-119), zatytułowanym The Ruin of Poetics, w którym więcej mówiła właśnie o poetyce historycznej Bachtina niż o formalistach.

4 Wyjaśnia to sama w wywiadzie udzielonym periodykowi „Diałog. Karnawał. Chronotop” 1995, nr 2, s. 5-17 (Biesieda s Julej Kristevoj, rozmawiał Samir Al-Mualla; przekład polski P. Pietrzaka Rozmowa z Julią Kristevą w: Ja – Inny. Wokół Bachtina. Antologia, t. 2, red. D. Ulicka, Kraków 2009). Rozprawę L. Szczerby Wostoczno łużyckoje narieczie, Kazań 1869 i L. Jakubinskiego O diałogiczeskoj rieczi, „Russkaja riecz” 1923, I. Kristeva przywołuje w przypisach do Bakhtine, le mot, le dialogue, et le roman.

5 Taki tytuł ma współczesna reedycja rozpraw Bachtina, Wołoszynowa i Miedwiediewa: M. M. Bachtin (pod maskoj). Friejdizm. Formal’nyj mietod w litieraturowiedienii. Marksizm i fiłosofija jazyka. Stat’i, sostawlenije, tiekstołogiczeskoje podgotowlenije I. Pieszkow, kommientarii W. Machlin, I. Pieszkow, Moskwa 2000. W niektórych wydaniach domniemane podwójne lub potrójne autorstwo jest oznaczane slashem, jak np. w tłumaczeniach angielskich: Bakhtin M.M./Voloshinov V. N. Freudianism. A Critical Sketch (1987); Medvedev P. N./Bakhitn M. M., The Formal Method in Literary Scholarship: A Critical Introduction to Sociological Poetics (1974). Por. prowokacyjny tytuł artykułu I. Titunika Bakhtin&/or Voloshinov&/or Medvedev: Dialogue /or Doubletalk?, w: Language and Literary Theory, ed. by B. A. stolz, . R. Titunik, L. Doležel, Ann Arbir 1984.

6 Cień na Wołoszynowa rzucają (wciąż niewydane) pamiętniki Olgi Freudenberg, która wspomina, że proponował jej odpłatne pisanie za niego i publikowanie pod jego nazwiskiem. Fragment ten przytacza N. Braginska, Mieżdu swiditieljami i sud’jami, w; . M. Bachtin w Saranskie, cz. II – III, Saransk 2005, s. 39-40.

7 Obie rozprawy dostępne po polsku w przekładzie W. Grajewskiego w zbiorze Problemy literatury i estetyki, Warszawa 1982.

8 Syn Pawła Miedwiediewa, Jurij Miedwiediew, poinformował mnie, że o ich względy zabiegał Miedwiediew – naonczas szef leningradzkiego Gosizdatu, zaznajomiony z elitą działaczy państwowych, który miał uprosić Gorkiego, Tołstoja i Łunaczarskiego o interwencję w sprawie nieznanego im przecież Bachtina.

9 Listy zostały przedrukowane w: Boris Pasternak, Sobranije soczinienij w piati tomach, t. 5., Moskwa 1991. Pasternak, który sam studiował filozofię w Marburgu, nie mógł dać się zwieść pseudofilozoficznym dywagacjom Miedwiediewa. Wypowiadając pochlebne opinie o jego książce po prostu zabiegał o przychylność, od Miediwediewa bowiem, ważnej figury w wydawnictwie „Gosizdat”, zależały losy jego złożonych do druku utworów, a zwłaszcza zaliczki na ich poczet (cała korespondencja sprowadza się prawie wyłącznie do tych spraw).

10 By podać przykład: w opublikowanych w 1983 Fragmientach wospominanij A. Fiodorowa (A. Fiodorow, Fragmienty wospominanij, w: Wospominanija o Tynianowie: Portriety i wstrieczi, Moskwa 1983) likwidacja Instytutu Historii Sztuk jest nazywana „reorganizajcą”. Dla znawcy życia naukowego w ZSRR to określenie będzie przejrzyste; czytelnik naiwny, nieobeznany z obowiązującymi eufemizmami może je jednak zrozumieć dosłownie. Por. o tym K. A. Kumpan, Institut Istorii Iskusstw na rubieże 1920-ch – 1930-ch gg., http://www.pushkinskijdom.ru [data pobrania: 17.11.2011].

11 Spadkobiercy Miedwiediewa (syn , Jurij, i synowa, Daria) piszą o tym wprost: „Przy przygotowywaniu do druku Problemów twórczości Dostojewskiego Miedwiediew ściśle współpracował z Bachtinem, wzmacniając w miarę możliwości socjologiczne wątki pracy (żeby ludzie, którym los Bachtina nie był obojętny, choć ledwo go znali – Maksym Gorki i Aleksiej Tołstoj – mogli o niego zabiegać, żeby wydawnictwo na żądanie NKWD mogło poświadczyć, że podejrzany Bachtin stosuje metodę marksistowską, żeby ludowy komisarz oświaty Łunaczarski mógł szybko odpowiedzieć na książkę pozytywną recenzją). Od jej publikacji zależał, w opinii przyjaciół i bliskich, los Bachtina, przeciwko któremu toczyło się już wówczas śledztwo Do wykonania wspólnej pracy Bachtin i Miedwiediew potrzebowali choćby krótkiej (trzeba się było spieszyć!) prolongaty wydawnictwa”, J. i D. Miedwiediewowie,
1   2   3


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna