Ktoś tu się chyba zakochał, tylko ciekawe kto?



Pobieranie 13.33 Kb.
Data08.05.2016
Rozmiar13.33 Kb.
Rozdział II

Gdy zabrzmiał dzwonek, najpiękniejszy szkolny dźwięk, uczniowie z radością wyskoczyli z sal lekcyjnych. Kornelia była wyraźnie podekscytowana faktem, że Kajetan, przystojny szatyn o pięknych szklistych oczach, szkolny kapitan drużyny piłkarskiej, zwrócił na nią uwagę. Widziała wyraźnie, patrzył tylko na nią, inne dziewczyny mogły o tym pomarzyć.Jej rozmyślania przerwało nieco złośliwe stwierdzenie Amelii:


- Ktoś tu się chyba zakochał, tylko ciekawe kto?

- Amelio, ciszej, błagam – jęknęła Kornelia.


- No dobrze, dobrze - zgodziła się łaskawie Amelia – mogłybyśmy porozmawiać po lekcjach? – poprosiła, nagle zmieniając ton na poważniejszy.

- Ams, stało się coś? – spytała zaintrygowana Kornelia.

- O, zobacz, któż to się zbliża w naszą stronę!- rzuciła szybko, chcąc uniknąć kolejnych pytań. - Chyba gdzieś zgubił swoją zbroję i konia – droczyła się Amelia, po czym skinęła głową na nadchodzącego Kajetana.
Chłopak pośpiesznym krokiem podszedł do przyjaciółek i zapytał ciepłym, męskim głosem:

- A więc jak, śliczna, widzimy się dziś?

***
Julita zasłuchana w tekst piosenki Areosmith płynący ze słuchawek odskoczyła, kiedy ktoś położył jej dłoń na ramieniu. Zaskoczona odwróciła się. Ujrzała znajomą, jak zwykle roześmianą twarz, rozczochrane blond włosy oraz niemal turkusowe oczy, za którymi szalała połowa dziewczyn w szkole.
- Mała, dzieje się coś? Taka jakaś cicha jesteś - zapytał głosem pełnym troski Adrian.
- Nie, nic – wyszeptała Julita.
- Na pewno? Powiedz, martwię się - prosił wyraźnie zasmucony Adrian.
- Rodzice… - ledwo zdążyła wypowiedzieć to słowo i zadzwonił dzwonek na lekcję. Geografia, kartkówka z bogactw, masakra.

Kiedy Julita rozmawiała z Adrianem, zapominała o zmartwieniach i troskach. Lubiła spędzać z nim czas. Był chyba jedyną osobą, którą tak naprawdę obchodziło, co się z nią dzieje. Wspierał ją w postanowieniach, znał jej marzenia. To co ich łączyło, bardzo przypominało więzi siostrzano-braterskie. Julita, choć nie lubiła o tym myśleć, starała się ukrywać przed Adrianem swoją wrażliwą naturę. Wolała grać niezależną i zawsze gotową do walki z przeciwnościami losu.

- Wszystko dobrze? – zatroszczył się jak zwykle.
- Nie interesuj się – rzuciła z uśmiechem, na jaki było ją stać w tym momencie.
- No okej, ale na długo się mnie nie pozbyłaś – westchnął Adrian. –Znajdę cię, a wtedy już tak łatwo mnie nie spławisz.
Julita posłała mu ciepły uśmiech, dziękując za poprawę humoru.
***

Piękna Ola (to ksywka złośliwych koleżanek) była otoczona gronem przyjaciół na każdej długiej przerwie. Zawsze kręciło się wokół niej wiele osób, najczęściej płci męskiej. Wszyscy w szkole ją znali. Była otwarta na nowe znajomości, poznawanie nowych ludzi. Lecz od pewnego czasu Ola była wyraźnie nieswoja. Często spoglądała w okno i zamyślała się. Skręcała swoje ciemne, falowane końcówki i zerkała w dal, jakby kogoś wypatrywała. Większość jej znajomych uważała, że przyczyną tego stanu są złe stopnie z matematyki u pani Nowak, ale oceny to ostatnia rzecz, jaką Ola miałaby zaprzątać sobie w głowę w tej sytuacji.


Tylko Ola mogłaby wytłumaczyć swój stan, ale Ola milczała. Wszystko zaczęło się dokładnie tydzień po rozpoczęciu roku szkolnego. Jak zwykle podczas długiej przerwy skierowała kroki w stronę drewnianej ławeczki na zewnątrz szkoły, aby łapać ostatnie promienie letniego, jeszcze gorącego słońca. Było to miejsce spotkań z przyjaciółmi. Z gracją (studiowała pełne elegancji pozy, oglądając telewizję śniadaniową) usiadła na ławeczce. Czekała, aż zjawi się Asia, jej przyjaciółka jeszcze za czasów podstawówki.

Nagle usłyszała znajomy głos:


- Cześć Olu, co tak sama?- Adaś właśnie mijał dziewczynę wraz z dwoma kolegami.- Czyżby Aśka się spóźniała?
- Całe trzy minuty!- powiedziała, robiąc słodki uśmiech (trenowany na amerykańskich filmach z Julią Roberts), po czym przywitała się z chłopcami.

- Mnie oczywiście znasz, Antka też, a to jest Karol. Opowiadałem ci chyba… - zastanowił się chwilę. - W wakacje przeprowadził się na moje osiedle. Wcześniej słabo się znaliśmy, ale teraz razem jeździmy autobusem.-Adam dokonywał prezentacji z szerokim uśmiechem.


- Ha, okej. Dziękuje za przemówienie, Adasiu - podziękowała Ola i rzuciła badawcze spojrzenie na Karola, który ku jej zaskoczeniu nie był w najmniejszym stopniu zainteresowany tą rozmową.

– O, Asia idzie!- rzuciła szybko, chcąc ukryć zdziwienie.

Jeszcze nigdy żaden chłopak nie potraktował jej tak chłodno, a raczej obojętnie. Czuła złość, zakręciło się jej w głowie. Po powrocie do domu Ola myślała nad tym, co zaszło na długiej przerwie. Zachowanie Karola trochę ją zaskoczyło, gdyż jeszcze nie spotkała się z podobną sytuacją. Nie miała mu tego za złe, lecz ten bezczelny dryblas wzbudził jej ciekawość. Chciała sprawdzić, co to za chłopak, odkryć jego tajemnicę i potem go upokorzyć.

***
- Mała, zaczekaj! -krzyknął Adrian, przedzierając się przez tłum na korytarzu. –Chyba mamy do dokończenia jakąś rozmowę.


- Czekaj, tylko zejdę do szatni – rzekła Julita.
Udawała przed nim, że złości ją jego dociekliwość, ale tak naprawdę chciała z kimś szczerze porozmawiać.

- Wreszcie koniec lekcji i...


- Ładną mamy dziś pogodę, czyż nie Adrianie? –przerwała.
- No ładną, słoneczko świeci… A teraz do rzeczy. Mówiłaś, że chodzi o rodziców.

Julita zerknęła za siebie. Gdy upewniła się, że nikt za nimi nie idzie, zaczęła:


- Oni są takimi cholernymi egoistami! Tylko biuro, projekty, wyjazdy służbowe! Pieniądze przecież są najważniejsze, a uczucia córki się już nie liczą! Nienawidzę ich!

Schowała twarz w dłoniach. Adrian stanął jak wryty. Otworzył usta i spojrzał na dziewczynę z niedowierzaniem. Zaskoczyło go, że silna Julcia, postrach dziewczyn i nauczycieli niemal się rozpłakała. Kompletnie zbiło go z tropu. Po chwili powiedział najspokojniej, jak tylko potrafił:


-Rozmawiałaś z nimi o tym?
Julita spojrzała na niego niebieskozielonymi oczami, po czym rzekła:
-Nie raz. Wściekałam się, że ciągle nie ma ich w domu, że prawie nie spędzamy razem czasu. Ale ciągle słyszę tylko te cztery durne słowa: „Pra-cu-je-my na twoją przyszłość”.
Adrian spojrzał na Julitę ze współczuciem, a ona nagle dodała:
-Tylko nikomu ani słowa, zrozumiano?
- Ani słowa – powiedział. – Masz to jak w banku, rudzielcu - dodał z czułością.
- Nie jestem ruda! – rzuciła z udawaną złością.
Potem roześmiała się. On zawsze poprawiał jej humor. Potem ruszyli w stronę przystanku, rozmawiając już tylko o szkole. Z polskiego znowu rozprawka. Koszmar, stracone popołudnie. Zrezygnowana powlokła się do domu.


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna