Kuszony wyjazdem na Wyspy



Pobieranie 15.94 Kb.
Data07.05.2016
Rozmiar15.94 Kb.
Kuszony wyjazdem na Wyspy

Czyli o szukaniu woli Bożej w szkole Pallottiego
W najbliższy wtorek, 21 kwietnia, przypada 220 rocznica urodzin naszego ojca Założyciela. Z tej okazji chciałbym wspomnieć pewien wątek z jego curriculum vitae, o którym niewiele się mówi i pisze. Chodzi o propozycje wyjazdu do pracy na Wyspy. Otóż Pallotti, który rzadko opuszczał Rzym i jego okolice (najdalszym wypadem Pallottiego była podróż do Osimo, ok. 300 km od Rzymu, gdzie we wrześniu 1840 r. poprowadził rekolekcje dla księży zakonnych i diecezjalnych z tejże diecezji) był, przynajmniej dwa razy, "kuszony" wyjazdem do pracy w Londynie. Sam o tym wspomina! Oto pierwsze "kuszenie", o którym mowa w liście do Rafała Melii z 26 lutego 1846 r.: "Wisemani pisał do kardynała Actonaii (ale zachowaj tę informację w sekrecie; gdybyś jednak zechciał z niej skorzystać, nie powołuj się proszę na mnie), iż w pewnej miejscowości oddalonej o 150 mil od Londynu, ma zamiar otworzyć Centrum formacyjne dla grupy ok. 40 poważnych osobistości: ministrów i proboszczów nawróconych z anglikanizmu. Kardynałowi zależy na tym, by mogli oni otrzymać porządną formację w duchu prawdziwie kościelnym. Obawia się bowiem, że jeśli tej formacji nie otrzymają, konsekwencje mogą okazać się żałosne. Ponoć Wiseman życzyłby sobie, abym to ja, z dwoma innymi księżmi z Rzymu, zajął się tą formacją. Co mnie się tyczy, bacząc na moją niekompetencję, odpowiedziałem w pierwszej reakcji negatywnie, ale ponieważ nie jest rzeczą niemożliwą, by Bóg spośród najsłabszych zechciał wybrać najsłabszego, udałem się do mojego spowiednika prosząc o poradę. Odpowiedź jednak otrzymałem negatywną. Tak też, przestałem o tym myśleć. Ale módl się, bym współpracował dla tej sprawy. Chciałbym bowiem dla realizacji tego dzieła znaleźć właściwych kandydatów, jeśli to możliwe, pośród członków naszego pobożnego Zjednoczenia. W każdym razie, projekt Wismena jest doskonały i byłoby rzeczą godną, gdyby ujrzał światło dzienne. (…) Módlmy się polecając tę inicjatywę Bogu, a Bóg sprawi, że jego święta wola zostanie przez nas spełniona" [OCL V, 193-195].
Drugie "kuszenie" związane jest z osobą niejakiego Waltera Tempesta. Miało ono miejsce pod koniec życia Pallottiego. Walter Tempest (1801-1868) należał do starej i wiernej Kościołowi katolickiemu rodziny angielskiej. Ożenił się we Florencji w 1825 r. i tam zamieszkał. W 1842 r. przeprowadził się do Rzymu, gdzie poznał Pallottiego. W czasie rewolucji rzymskiej, podczas gdy Don Vincenzo ukrywał się w Kolegium Irlandzkim, Tempest pojawiał się tam od czasu do czasu, by - za pozwoleniem rektora Kolegium - służyć Pallottiemu do Mszy świętej, dostarczać i wysyłać pisane przez niego listy, czy też posługiwać w innych pożytecznych sprawach. To właśnie Tempest "kusił Pallottiego" wyjazdem na Wyspy, zapewniając przy tym pokrycie wszelkich kosztów związanych z podróżą. Oto jak sam Don Vincenzo o tym wspomina w liście do Rafała Melii z 16 maja 1849 r., a czyni to nie bez poczucia humoru: "Pan Tempest [ang. burza], z całą swą dobrocią, zapałem i spokojem charakterystycznym dla mężów Bożych, burzliwie nalega [Il Sig. Tempest mi tempesta], bym udał się z nim do Londynu. Sam chce opłacić podróż. Wiesz jednak, że odpowiedź jaką wcześniej otrzymałem od Ananiasza [Pallotti obdarzał tym pseudonimem ojca Pascala Salvatore, swego ostatniego spowiednika] była negatywna. Aby oprzeć się tej miłościwej burzy, powierzyłem sprawę świętej modlitwie, będąc przekonanym, że decyzja o wyjeździe do Londynu nie dotyczy tylko i wyłącznie mnie samego, ale mnie w Kongregacji. Dlatego też przedłożyłem ją na zebraniu rady naszej Kongregacji. Mnie tam nie było, ale w zebraniu uczestniczył ojciec Bernardo [Chodzi o ojca Bernardo Clausi ze Zgromadzenia Minimitów, przyjaciela Pallottiego], który w tych dniach zatrzymał się w naszym Ustroniu. Odpowiedź wszystkich, włącznie ze wspomnianym wyżej ojcem, była na "tak". Tylko ks. Franciszek [Vaccari: następca Pallottiego], zauważył, że zanim wyjadę powinienem zapewnić ciągłość niektórym sprawom niedokończonym z powodu aktualnej sytuacji [rewolucja]. Niestety, w tej chwili nie mogę ani zaradzić tym sprawom, ani wyjechać jak gdyby nigdy nic. Poza tym, nie mam kontaktu z Ananiaszem, by na nowo przedłożyć mu tę sprawę, uzyskać jego aprobację i błogosławieństwo. Nie bacząc na to wszystko, przyznam szczerze, iż sam jeszcze nie wiem jaką jest wola Boża; patrząc bowiem na wszystkie moje niedołęstwa - wszystkie w opozycji do tej świętości, wiedzy, umiejętności i innych potrzebnych cnót, by nie czynić zła zamiast oczekiwanego dobra, gdybym faktycznie tam się pojawił – ot, i dlaczego koniecznym jest upewnić się jaką jest wola Boga Wszechmogącego, który jedyny potrafi wyprowadzić dobro nawet ze zła. A więc modlitwa, modlitwa, modlitwa" [OCL VII, 51-52].

Co z tego wszystkiego wynika?

Woli Bożej nie otrzymujemy raz na zawsze — na całą historię naszego życia. Objawia się nam ona stopniowo w miarę naszego wzrastania duchowego i emocjonalnego. I chociaż pewne zasadnicze powołania życiowe, np. stan życia, są ofiarowane człowiekowi w sposób definitywny — raz na zawsze, to jednak wola Boża w nich się nie wyczerpuje, ale znacznie je przerasta. Bóg kieruje do człowieka ciągle nowe wezwania. Wypływają one z osobistych potrzeb i pragnień człowieka oraz z potrzeb Kościoła i świata, do którego jesteśmy posłani. Warto jednak nie zapominać, iż nasza zdolność szukania i pełnienia woli Bożej jest przede wszystkim darem, który otrzymujemy od Boga, dopiero na drugim miejscu jest naszym zadaniem i wysiłkiem. Dlatego też ważnym jest - widzimy to na przykładzie Pallottiego - by weryfikować propozycje, które otrzymujemy każdego dnia jak na tacy. Trzeba nie tylko "zasięgać języka", ale nade wszystko modlić się o: 1. chęć pełnienia woli Bożej, 2. poznanie tej woli 3. oraz o jej spełnienie. Być może dlatego Pallotti kończy swój list powtarzając trzykrotnie: "a więc modlitwa, modlitwa, modlitwa".

Ks. Stanisław Stawicki SAC



Warszawa



ii Mikołaj Wiseman (1802-1865) zanim został katolickim arcybiskupem Westminsteru, po tym jak wskrzeszono struktury Kościoła katolickiego w Anglii w 1851 r., należał do pierwszej grupy studentów przysłanych z Wysp do Kolegium Angielskiego w Rzymie, po jego ponownym otwarciu w 1818 r. To tam poznał Pallottiego, który był spowiednikiem zarówno rektora jak i seminarzystów zamieszkujących w Kolegium.

iiii Karol January Edward Acton (1803-1847), angielski kardynał urodzony w Neapolu. Po studiach w Londynie i Cambridge, powrócił do Rzymu, by przygotować się do pracy w dyplomacji kościelnej. Po święceniach w 1828 r., został skierowany do pracy w nuncjaturze apostolskiej w Paryżu jako sekretarz kard. Alojzego Lambruschiniego. W 1837 r. został sekretarzem Kongregacji ds. Zakonów, a w 1846 prefektem Kongregacji ds. Odpustów i Relikwii. Mianowany kardynałem in pectore przez Papieża Grzegorza XVI w 1839 r., jego nominacja została ujawniona w 1842 r. To właśnie Acton pracował w Rzymie nad podziałem Anglii na 8 wikariatów apostolskich, co stało się preludium do rekonstrukcji hierarchii katolickiej w tym państwie.




©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna