Śledziński Michał „Śledziu”



Pobieranie 12.68 Kb.
Data07.05.2016
Rozmiar12.68 Kb.
Śledziński Michał „Śledziu” – ur. 31 lipca 1978r. Jego przygoda z komiksem zaczęła się podobno bardzo wcześnie - od grzebania w starej szafie rodziców. Celem był nieaktualny kalendarz z gołymi babami, ale zupełnie przypadkiem w jego ręce młodego Michała trafił komiks o kapitanie Żbiku. To była fascynacja od pierwszego wejrzenia. Niedługo potem pojawiły się również opowieści o Kajku i Kokoszu, Tytusie, Romku i A'Tomku, Thorgalu, niemieckie wydania Supermanów, Batmanów. Sam zaczął rysować w przedszkolu (został z tej placówki dyscyplinarnie usunięty, najprawdopodobniej za namawianie koleżanek do zabawy w stomatologa). - Wciąż skrobałem, na podwórko nie wychodziłem, chyba tylko żeby się postrzelać i pograć w noża – wspomina. Naturalną koleją rzeczy było bydgoskie Państwowe Liceum Sztuk Plastycznych zakończone dyplomem z komiksu (ocena bdb). W 1995 zaczyna publikować w pismach zajmujących się grami komputerowymi, których jest wielkim miłośnikiem. Pojedyncze rysunki w „Secret Service”, „G-man” w „Gamblerze”, w końcu trafia do „Świata Gier Komputerowych” (potem jeszcze „Cybermycha”). Na łamach tego periodyku rodzą się takie cykle komiksowe jak „Prosiak Pulas radzi”, „Śledziu przedstawia”, a przede wszystkim „Fido i Mel na tropie” (ponad sto odcinków), zwariowane przygody dwójki dziwacznych postaci (nie wiadomo, do jakiego gatunku zwierząt (?) należą) oraz żółwia Skolmana i świni. To typowe humorystyczne historie rozgrywające się na jednej planszy, rysowane prostą, „cartoonową” kreską. W 2001 Egmont wydał album zbierający najlepsze przygody tej pary „Fido i Mel na kozetce” (w jednym z numerów „Przekroju” uroczo przemianowany na „Fido i Mel na klozecie”). Do „Świata Gier...” dołączony był także 28 stronicowy komiks „Matrix według Śledzia”, będący parodią słynnego filmu. W kwietniu 1997 pojawia się pierwszy z trzech numerów fanzinu „Azbest”. Tworzy go oczywiście Śledziu (pod ksywami Herring, Doomhammer, Judash), któremu pomagają m.in. Marcin Wilk, Łukasz Romanow, Adam Gajewski, Jacek Czapnik i Maciej Simiński. Na łamach tego wyjątkowo starannie wydawanego zina (offsetowy druk, a nie ksero) pojawiają się historie i linia programowa kontynuowane potem w „Produkcie” (Zdzichu Szaleta i wieś Obudno, genialne „Marzenie” będące spektakularnym początkiem dowalania dresom w polskiej kulturze). „Azbest” umiera śmiercią naturalną, by odrodzić się niedługo w formie o wiele dojrzalszej. W 1999 ukazuje się pierwszy „Produkt”. Szymon Holcman tak opisywał ten magazyn na łamach pisma „Ha!art”: „...w kraju, w którym komiks postrzegany jest jako rozrywka tylko i wyłącznie dla dzieci, i to tych mniej rozgarniętych, istnienie takiego magazynu jak „Produkt” może być niebezpieczne, a już na pewno zaskakujące. Otóż wydawnictwo to publikuje obrazkowe historie, które nie są przeznaczone dla dzieci. I nawet nie chodzi o to, że są one w jakiś wyjątkowy sposób demoralizujące. Poziom seksu i przemocy nie przekracza „średniej hollywoodzkiej”, a ta akceptowana jest pod prawie każdym polskim dachem. Nie chodzi także, o dość liczne przekleństwa - tymi raczą dzieci ich rodzice, bądź starsi koledzy z podwórka. Rzecz w tym, że „Produkt” tworzą ludzie, których zaliczyć trzeba raczej do „starszej” młodzieży, a historie przez nich wymyślone i narysowane traktują o sprawach trochę poważniejszych i bardziej skomplikowanych niż to, co prezentują komiksy o Kaczorze Donaldzie czy Myszce Miki. Nie ma tu także, tak typowego dla komiksów disneyowskich, infantylizmu i czarno-białego (chociaż "Produkt" jest czarno-biały) podziału na bohaterów tylko złych i tylko dobrych. Świat tych opowieści to nie bajecznie kolorowe, bezpieczne i słodkie przedmieścia, ale szare i zwyczajne blokowisko, zabita dechami wiocha albo nieprzyjemne wnętrze lodówki”. Prawdziwą lokomotywą pierwszych numerów „Produktu” był autorski komiks Śledzia „Osiedle Swoboda”, obyczajowa historia z życia miejskiej młodzieży, która lubi ostrą muzę, imprezy, alkohol i inne używki, niekoniecznie cieszące się powszechną akceptacją. Snujący się po osiedlowych uliczkach bohaterowie borykają się z przemocą, tępymi „dresiarzami”, konkurencyjnymi handlarzami narkotyków i kacem, czyli z tym wszystkim, na co narażeni są każdego dnia młodzi ludzie. Śledziu nie boi się mówić o tych sprawach otwarcie. Nie stosuje półsłówek i subtelnych aluzji. W sposób prosty, co nie znaczy prostacki, pokazuje jak wygląda nasza codzienność, przy czym wzbogaca ją o niesamowite poczucie humoru i niepohamowaną wyobraźnię, co dodatkowo uatrakcyjnia jego komiks. Swego czasu „Produkt” był największym magazynem komiksowym w kraju, nakład niektórych numerów sięgał 10 tysięcy, a liczne grono rysowników z nim współpracujących to temat na osobny, obszerny artykuł. Powstał nawet drugi magazyn robiony przez tę samą ekipę – „P Lux”. Niestety potencjał pisma został zmarnowany i po 23 numerach „Produkt” zniknął z rynku. Śledziu zaprezentował na jego łamach niewiarygodną liczbę scenariuszy (m.in. „Dren”, „Gangsta”, „Gudrun”) i rysunków (m.in. „Osiedle...”, Obudno, „Mondo i Dab”), co każe przypuszczać, że człowiek ten nie śpi, nie je, nie odpoczywa, tylko przez okrągła dobę rysuje, bądź wymyśla komiksy. - Poważnie o komiksie myślałem od zawsze – mówi. - Powiedziałem sobie kiedyś, że albo będę tym zarabiał na życie, albo szczeznę w dworcowej poczekalni. Nie rzuca słów na wiatr, bo po chwilowym zniknięciu po upadku „Produktu” wrócił z odmienionym „Osiedlem Swoboda”, które ukazało się w 6 zeszytach, stworzył całkiem pokaźną liczbę reklam (m.in. dla Snickersa i Pepsi), dziesiątki odcinków komiksu „8 Bit” dla pisma o grach „Play”, a także zaczął rysowanie nowych przygód kapitana Żbika, tym razem komisarza. Zatrudnienie Śledzia do kontynuowania dzieła nestorów i mistrzów polskiego komiksu - Wróblewskiego, Polcha, Rosińskiego – wielu wydało się kontrowersyjne. Ale rysownik doskonale wywiązał się z powierzonego mu zadania – odświeżenia wizerunku serii. Czerpiąc inspirację z niesamowitych rysunków Eduardo Risso w serii „100 naboi”, tchnął w funkcjonariusza o PRLowskiej proweniencji nowe życie. Szkoda tylko, że w parze z jego dynamiczną kreską (choć czasami kładzioną w zbytnim pośpiechu) i odważnym kadrowaniem nie idzie scenariusz oryginalnego scenarzysty przygód kpt. Żbika – Władysława Krupki.

Wkrótce po premierze pierwszego zeszytu z serii „Komisarz Żbik” cykl został zawieszony. Śledziu nie specjalnie się tym przejął, bo już wtedy intensywnie pracował nad wyjątkowo ambitnym autorskim projektem. W marcu 2007 światło dzienne ujrzał pierwszy tom komiksu „Na szybko spisane” z datami 1980-1990 w tytule. Autor tak mówił o swoim komiksie w wywiadzie dla belowradars.com: „To rodzaj pamiętnika pewnego introwertycznego człowieczka. Sam bohater emocjonalnie jest mi tak daleki, jak tylko może być, zupełnie niekompatybilny z moją ekstrawertyczną osobowością. Paradoksalnie, dzięki temu dystansowi, jest to najbardziej osobista rzecz, jaką kiedykolwiek napisałem i narysowałem. Mogłem odszukać w swoim życiu najsłabsze akcje, jakie mi się przydarzyły i opisać je bez koloryzowania, czy przekłamania. Sama fabuła za to została spięta klamrami, które są wymyślone, są bajką. Czytelnik będzie miał sporo frajdy w doszukiwaniu się tego, co mogłoby być prawdą”.


Śledziu odtwarza w „Na szybko spisane” fascynującą krainę dzieciństwa nie tylko swojego, ale całego pokolenia urodzonego na przełomie lat 70. i 80. Gra „w noża” i oranżada w woreczku, klocki lego i pierwsze komputery, telewizja i kasety VHS - wszystko to, jak w kalejdoskopie, przewija się przez strony tego komiksu. I przypomina, że dla dzisiejszych dwudziestoparo- i trzydziestolatków były to rzeczy równie ważne, co Solidarność, stan wojenny i '89 dla całej Polski. Jeśli nie ważniejsze.

Po ukazaniu się świetnie przyjętego „Na szybko spisane 1980-1990” (m.in. nagroda publiczności dla najlepszego komiksu roku na Międzynarodowym Festiwalu Komiksu w Łodzi) Śledziu rozpoczął pracę nad drugim swojej opowieści. Przerywał ją jednak co jakiś czas, by rzucić się w wir pracy w reklamie, zrobić kolejne odcinki komiksu do magazynu „Play”, wydać zeszyt „Bears of War” (wydawnictwo Timof i cisi wspólnicy) z krótkimi komiksami dotyczącymi gier wideo, prowadzić bloga (http://mrherring.blogspot.com/) wziąć udział w polsko-izraelskim projekcie komiksowym, czy po prostu pograć na jednej ze swoich konsol.



Wszystkie te zajęcia przedłużały czas oczekiwania na „Na szybko spisane 1990-2000”. W końcu jednak album ujrzał światło dzienne w czerwcu 2008. A Śledziu od razu zabrał się za pracę nad ostatnim tomem tej trylogii. No i za tysiąc innych rzeczy.


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna