Ludowy historyk



Pobieranie 141.25 Kb.
Strona2/4
Data29.04.2016
Rozmiar141.25 Kb.
1   2   3   4

Budowa książki

Ksiądz Bosko podzielił historię swego kraju na cztery okresy: 1) „Italia pogańska”, od powstania do początków ery chrześcijańskiej; 2) „Italia chrześcijańska”, od Chrystusa do końca cesarstwa zachodniego; 3) „Italia średniowieczna”, od roku 476 do odkrycia Ameryki; 4) „Italia nowożytna”, od 1492 do 1856 roku. Nazwy tytułów dwu pierwszych okresów, zresztą z pewną przesadą (bowiem Italia była daleka od „chrześcijaństwa” pomiędzy Chrystusem a Konstantynem), pokazywały przewagę, jaką w myśli autora zajmowały zjawiska religijne. Z kolei na przestrzeni owych czterech okresów dawał dużą ilość konkretnych nazw, które stanowiły tematy rozdziałów. Były tam najważniejsze zjawiska, takie jak „bałwochwalstwo” w Italii pogańskiej, „era męczenników” w Italii chrześcijańskiej, „wyprawy krzyżowe” w Italii średniowiecznej, a także „bitwa pod Lepanto” i „dżuma w Mediolanie” w okresie Italii nowożytnej. Wydobywał również znaczące postaci: „Cincinnatus rolnik”, „Archimedes matematyk”, „Wespazjan”, „Julian Apostata”, „Teodozjusz Wielki”, „Grzegorz VII”, „Galileo Galilei tudzież inni sławni mężowie” XVI i XVII wieku, „cesarz Napoleon”, „Antonio Canova”... Przy czytaniu w tym podręczniku o sprawach politycznych uczniom nie zbierało się na ziewanie...

Budowę poszczególnych rozdziałów opierał na posiadanej dokumentacji, czerpiąc z niej z upodobaniem opowieści barwne i budujące. Zupełnie się nie zastanawiał nad krytyką historyczną: jako autentyczne podawał wszystkie dane znajdujące się w jego źródłach. Wybierał fragmenty i przycinał je na swój sposób, chociaż często przepisywał je dosłownie. Kiedy źródła różniły się między sobą, rozdział stawał się mozaiką. Tak było chociażby w przypadku opowiadania o „pierwszym triumwiracie” starożytnego Rzymu pomiędzy Pompejuszem, Cezarem i Krassusem, w którym pomieszał Goldsmitha, Tettoniego i Lamé-Fleury’ego47. Zatem ksiądz Bosko stworzył dwadzieścia osiem rozdziałów o Italii pogańskiej w oparciu czasami o Micaliego, a najczęściej o Tettoniego, Lamé-Fleury’ego, Mariettiego i Goldsmitha. Okres, który nazwał „Italią chrześcijańską” (dwadzieścia trzy rozdziały) opowiedział według Mariettiego, Lamé-Fleury’ego, Bérault-Bercastela, a w dwu miejscach w oparciu o słownik Casalisa48. Z Ricottiego zaczął czerpać, gdy przystąpił do dziejów Italii średniowiecznej (trzydzieści osiem rozdziałów). Zbyt poważne wywody turyńskiego uczonego rozjaśniał zapożyczeniami z Giannetto, od Lamé-Fleury’ego, rzadziej od Bérault-Bercastela, czasami od Pelazzy, a okazjonalnie od Moroniego (portret malarza Cimabue). Okres Italii nowożytnej (trzydzieści osiem rozdziałów) rozpoczął trzema fragmentami o Krzysztofie Kolumbie: 1) Odkrycie nowego świata, 2) Kolumb w Ameryce, 3) Dalsze wyprawy Kolumba do Ameryki49, przy czym wszystkie trzy zostały prawie dosłownie podane według Giannetto50. W całym tym natłoku źródeł dla XVI i XVII wieku najczęściej sięgał po wspomnianego Giannetto i po Lamé-Fleury’ego51. Kiedy doszedł do okresu 1700-1815, powracał często do Ricottiego i Mariettiego. Jednakże z braku informacji o czasach po upadku Napoleona u swoich ulubionych autorów: Lamé-Fleury’ego, Giannetto, Ricottiego i Bérault-Bercastela dotyczących lat 1815-1856, musiał zwrócić się ku nowym nazwiskom: do jednego z kontynuatorów Annali d’Italia Mutratoriego, a głównie do zagorzałego przeciwnika rewolucji, jakim był Alphonse Balleydier, który dostarczył księdzu Bosko materiału do ważnych rozdziałów o „pierwszej wojnie niepodległościowej” we Włoszech (rozdz. XXXI), o zabójstwie hrabiego Rossi (rozdz. XXXII), o republice rzymskiej (rozdz. XXXIII), o wyzwoleniu Rzymu (Roma liberata) przez Francuzów (określenia raczej pogardliwe dla rewolucjonistów, choćby przez to, że przypominało „Gerusalemme liberata” przez krzyżowców w okresie średniowiecza) (rozdz. XXXIV)52, oraz o „powrocie Piusa IX” do swojego miasta (rozdz. XXXV). Wreszcie dla dwóch ostatnich rozdziałów poszuka materiałów w Civiltà cattolica i na łamach Armonia; chodził o „zabójstwo księcia Parmy” i o „wojnę wschodnią” (czyli o Wojnę Krymską)53.

Tak więc Storia d’Italia księdza Bosko od początku do końca stanowiła zgrabną kompilację książek o mniejszym znaczeniu. Z nich pochodziło dziewięć dziesiątych, a może i więcej, całego materiału. Podobnie jak Lamé-Fleury i Giannetto opowiadał spokojnie tę historię chłopcom, swoim „dobrym”, „drogim”, „czułym” przyjaciołom. O ile Ricotti odpycha, on jeszcze dziś oczarowuje. Ksiądz Bosko uśmiechał się do swoich czytelników.


Ideologia zawarta w Storia d’Italia
Nie będziemy tu snuć pochwalnych peanów na temat historycznej ważności osiągniętych rezultatów Ricotti, choć w zasadzie uczciwy przewodnik, nie mógł przewidzieć postępu w znajomości starożytnego Rzymu i średniowiecznej Italii. Natomiast na większą naszą uwagę zasługuje „przesłanie” księdza Bosko oparte na dziejach jego kraju. Bowiem nasz wychowawca pragnął uczynić ze swojej książki rozległą lekcję moralności jednostkowej i społecznej.

Książka Storia d’Italia usiłowała wsączyć czytelnikowi przekonania moralne i polityczne w większości jasno wyrażone i posiadające określoną koncepcją dziejów człowieka54. Aby przekazać mądrość ludową, księdzu Bosko wystarczyło powtórzyć to, co napisał Lamé-Fleury lub Parravicini, jak chociażby w zakończeniu opisu Archimedesa z Syrakuz: „Człowieka cnotliwego szanują wszyscy, nawet jego nieprzyjaciele”55; albo wniosek z „nieszporów sycylijskich”: „Pamiętajcie, chłopcy, kto źle czyni, znajduje zło, przeciwnie ludzi dobrych wszyscy zawsze szanują, nawet w największym bałaganie, bo kto czyni dobrze, znajdzie dobro”56; lub też kiedy pisze o Grakchach, owych rewolucjonistach starożytnego Rzymu: „Tak więc zginęli obaj Grakchowie, którzy byliby lubiani jako dobrzy i uczciwi młodzi ludzie, gdyby nie próbowali siłą i gwałtem zdobywać tego, do czego nie ma prawa dobry obywatel”57. Tu i tam, chociaż rzadziej niż można by sądzić, przemycał swoje własne refleksje. Potępienie samobójstwa u Mariettiego nie wystarczyło mu. Więc dodał: „Oprócz tego religia chrześcijańska jak na bohatera patrzy na tego, kto potrafi udźwignąć jarzmo swoich nieszczęść”58. Ksiądz Bosko nie musiał się wysilać, że pochwalić cnotę.

W ślad za tym, co pisali Bérault-Bercastel, Lamé-Fleury i Parravicini, uwydatniał w postępie ludów rolę sędziów, przywódców, artystów, a przede wszystkim świętych; postaciom tym poświęcał całe rozdziały. Teorie nie przeszkadzały jego spojrzeniu na ludzkość. Upadek zarówno cesarstwa rzymskiego, jak i jego późniejszych zdobywców tłumaczył racjami etycznymi: pychą, zazdrością, egoizmem, niewiernością wobec umów, zdradami lub świętokradztwami. Gdyby ktoś pytał o ulubiony „constans” księdza Bosko, jako historyka społeczeństwa, trzeba by odpowiedzieć: cnota i wada wykluczają się wzajemnie. Ci, którzy dzierżą władzę, winni „kierować wszystkim w sposób prawy i sprawiedliwy, a nie tylko gromadzić bogactwa”59. Nieszczęściem ludzi staje się pycha. „Mariusz otrzymał od Rzymian najwyższe zaszczyty; był uważany za założyciela Rzymu i zbawcę Italii. Żyłby szczęśliwie, gdyby potrafił okazać się takim w czasie pokoju, jakim był na wojnie; ale pozwolił się ogarnąć pysze, a pycha rujnuje ludzi”60. Frankom, Attyli, Napoleonowi I ksiądz Bosko wyrzucał nie ich pomyłki, ale ich pychę i okrucieństwo, błędy, które zresztą niebo szybko ukarało. Chociaż żywił wielkie uznanie dla Napoleona, to za największego człowieka w historii Europy ksiądz Bosko uważał Karola Wielkiego, tego władcę, który stał się „godzien spowodowania zmiany oblicza ziemi”, którego „podziwiali wszyscy”, a był „prosty w swoich obyczajach”, „trzeźwy”, „niezmordowany”, „nieustraszony” i pobożny jak rzadko który żołnierz; on przywrócił życie „sztuce, nauce, cywilizacji i (podkreślmy to) cnocie”61. Wśród papieży jego względami cieszył się Grzegorz VII, pasterz nieustraszony:
„My, Włosi, powinniśmy traktować tego najwyższego pasterza z wielkim podziwem czy to dlatego, że on w pewien sposób przywrócił Italii niezależność od obcych, czy to dlatego, że od jego czasów cesarze i królowie nie mieli już zupełnie wpływu na wybór rzymskich papieży; możemy nawet powiedzieć, że po Grzegorzu VII ustały wszelkie obce wpływy na mieszkańców Italii, i że została postawiona tama przeciw zalewowi barbarzyństwa”62.

Stwierdzenia skądinąd wielce ryzykowne!

Motorami rozwoju dla dziejów ludzkości były dla księdza Bosko modlitwa, która sprowadza opiekę Boga, i cnota, bo odpowiada Jego pragnieniom. Chociaż świat o tym nie wie, Opatrzność go prowadzi, nagradza i w miarę potrzeby karze. „Opatrzność, która wyznaczyła Rzymowi panowanie nad całą Italią, zrządziła, iż po spokojnym Numie przyszli dwaj królowie odważni i bojowi”63. Przeniesienie stolicy cesarstwa rzymskiego do Bizancjum za czasów Konstantyna, „cose che pareano avvenire a caso” (pozornie na skutek przypadku), tak naprawdę stanowiło „l’adempimento dei divini voleri” (wypełnieniem Bożych przeznaczeń), które sprawiły, że papieże mogli stać się panami u siebie64. Karola Wielkiego „Opatrzność wzbudziła, aby przywrócił porządek” na Zachodzie65. Szczęście, jedynie prawdziwy sukces historyczny, istnieje wyłącznie w cnocie, jakiej Opatrzność oczekuje od swego stworzenia:

„Człowiek może się uznać za szczęśliwego tylko wtedy, gdy jest cnotliwy”66. Wiadomo, że ksiądz Bosko podzielał przekonania barona de Nilinse67. Dla jednego i drugiego gniew Opatrzności objawiał się w katastrofach dotykających zarówno jednostek, jak i całych narodów68. „Gdyby Savonarola poddał się swoim zwierzchnikom, uniknąłby nieszczęść (jakie zostały przedstawione)”69. Według księdza Bosko Savonarola mylił się w swoim buncie wobec papieża, przedstawiciela Boga na ziemi. Kończąc opis okrutnego dramatu „wieży głodowej”, nasz historyk dodaje:


„Wydarzenia, jakie wam przedstawiłem, drodzy chłopcy, powinny nas skłonić do głębokiej refleksji nad potęgą Opatrznością, która czuwa nad losem czynami ludzi (...). Hrabia Hugolin był okrutny wobec swojej ojczyzny jego powodu sczezła w więzieniu wielka liczba jego współziomków; dlatego przed śmiercią sam musiał doświadczyć wszelkich okrucieństw niszczącego głodu. Jak straszliwe są sądy Boże!70

Rosmonda, który zarządził morderstwo króla Lombardów, Alboina, „niebo straszliwie ukarało”71. Z drugiej strony, przynajmniej w czasie, kiedy ksiądz Bosko tworzył swoją książkę, cesarzowi austriackiemu, Franciszkowi Józefowi, twórcy konkordatu ze Stolicą Świętą, „niebo błogosławiło”; cesarz Napoleon III, który bronił religii, „czynił ogromne dobro swemu narodowi i spowodował dla niego glorie i wielkie zaszczyty”72. A zatem teoria historii naszego księdza Bosko była oparta na Opatrzności. Przyjąłby zapewne postawę Bossueta, wyrażoną w Discours sur l’histoire universelle, gdyby był jej świadom.

Podsumowanie dzieła wskazuje na to, że historia potwierdza, iż „we wszystkich czasach cnota miała uznanie, a ci, którzy ją praktykowali, zawsze doznawali czci; natomiast wady ustawicznie potępiano, a ludźmi niecnotliwymi gardzono”73; religię „po wszystkie czasy uważano za podporę społeczności ludzkiej i rodzinnej”; wreszcie tam, „gdzie brak pobożności, panoszy się tylko niemoralność i bezład”74. Kpiny z religii stanowią zatem wielką zbrodnię, którą Pan Bóg odpowiednio karze. Za świętokradzką komunią ekskomunikowanego króla Lotara i jego dworaków, przyjętą z rąk papieża, szybko przyszła na winowajców straszliwa zemsta75.

Tu i tam ksiądz Bosko, jakby rykoszetem, wypowiadał się na temat życia politycznego swoich czasów. Zdarzało się, iż był przeciwny rządom demokratycznym: „W tych czasach, moi przyjaciele, Wenecja stała się najsłynniejszą republiką Italii, ponieważ stale zarządzali nią najlepsi i nigdy nie popadła w ręce ludu, jak to się zdarzyło republikom Florencji i Genui”76. Popierał monarchię dziedziczną: „To następstwo tronu uznano za słuszne; uczcie się je szanować”77. Gwałtownie krytykował masonerię, typowe tajne stowarzyszenie, które - jak zapewniał - planowało zniszczenie społeczeństwa i unicestwienie Stolicy Świętej wraz z wszystkimi innymi tronami”78.

Tak więc do pouczeń moralnych, obficie rozsianych po wszystkich rozdziałach książki, ksiądz Bosko dodawał czasami nauki polityczne. Stawiają go one w obozie zachowawczym i co nieco skłonnym do absolutyzmu. Jego Storia d’Italia świadczyła, że nie wyrzekł się ducha Restauracji. Nadal opowiadał się nie tylko za świecką władzą Piusa IX w państwach kościelnych, ale i za Piemontem Karola Alberta i za Austrią Franciszka Józefa. Wielu będzie mu to wypominać.
Śmierć Małgorzaty Bosko (25 listopada 1856 roku)
Na początku września 1856 roku ksiądz Bosko wysłał papieżowi i kardynałowi Antonelliemu pierwsze egzemplarze Storia d’Italia, kiedy na Valdocco waliły młoty i zgrzytały kielnie. W dwa miesiące później przebudowa pomieszczeń oratoryjnych była ukończona79. Podobno dla przepędzenia wilgoci w sypialniach ksiądz Bosko kazał zainstalować „wielkie, dzień i noc czynne piece do osuszania ścian, aby można tam było spać bez szkody dla zdrowia”. W domu oratoryjnym mieszkało już około stu pięćdziesięciu chłopców.

Jednakże ten miesiąc listopad okazał się dla księdza Bosko smutny. Dnia 5 listopada zmarł ks. Francesco Rossi, który prowadził oratorium świętego Alojzego: miał zaledwie dwadzieścia osiem lat80. Natomiast dnia 25 listopada ksiądz Bosko stracił swoją matkę.

Od chwili przybycia prefekta Alasonattiego w roku 1854 Małgorzata Bosko, która zajmowała małe pomieszczenie na Valdocco, żyła w odosobnieniu. Przedtem, kiedy posługa wzywała księdza Bosko na zewnątrz, co zdarzało się często, jej powierzał opiekę nad swoim domem. Biograf Małgorzaty zapewnia, że wtedy „rozwiązywała wszystkie trudności, uprzedzała wszystkie kłopoty, zaradzała wszelkim nieporządkom. Niczego nigdy się nie obawiała. Przyjmowała wizyty, rozmawiała czasami z władzami różnych stopni, załatwiała sprawy, kupowała, sprzedawała. Wszystko dla niej było łatwe i proste; nic nie zakłócało jej spokoju, widziała wszystko, czuwała nad wszystkim”81. Poprzez egzaltowane zdania biografa wznoszącego się na najwyższe tony, gdy szło o jego bohaterów, odgadujemy, że na początku lat pięćdziesiątych ksiądz Bosko przez długi czas powierzał swojej matce sprawy gospodarcze w obszernej rezydencji na Valdocco, które potem zlecił prefektowi. Kiedy ten się zjawił, ona zamknęła się w swojej szatni.

Małgorzata miała 68 lat. Czy tej jesieni 1856 roku poczuła swoją starość? Jak to było w przypadku dwu jej synów, miała trudności z drogami oddechowymi. Niedługo po rozpoczęciu nowego roku szkolnego cały dom się dowiedział, że matka księdza Bosko jest ciężko chora; lepiej poinformowani byli świadomi, że pojawiło się „ciężkie zapalenie płuc”. Małgorzatę wszyscy kochali. Jej dobroć, jej uwaga i ustawiczna troska pozwalały chłopcom trochę zapomnieć o ich nieobecnych lub nieżyjących matkach. Cały czas dowiadywano się o nią po modlitwach wieczornych czy to u drzwi jej pokoju, czy u księdza Bosko lub księdza Alasonattiego. Chłopcy mieli nadzieję, że swoimi modlitwami wybłagają cud zachowania jej przy życiu. Przeraziły ich ostatnie czynności: przybycie jej spowiednika, księdza Giovanni Borela, a potem udzielenie jej ostatnich sakramentów. Do jej wezgłowia przyjechał z Castelnuovo brat księdza Bosko, Giuseppe. Opiekowały się nią Marianna Occhiena, siostra Małgorzaty, i Giovanna Maria Rua, matka kleryka Rua. Wreszcie dnia 15 listopada o godz. trzeciej nad ranem Małgorzata skonała. Dwaj jej synowie spojrzeli na siebie - jak się dowiadujemy - bez słowa i nagle jeden i drugi „wybuchli głośnym szlochem”82. Wczesnym rankiem ksiądz Bosko popędził, by odprawić Mszę św. za swoją drogą zmarłą matkę w podziemnej kaplicy kościoła Consolata. Modlitwa, jaką z tej okazji włożył mu w usta ks. Bonetti, brzmiała wielce prawdopodobnie: „O najmiłosierniejsza Dziewico, ja i moje dzieci nie mamy już matki tu na ziemi; bądź odtąd moją i ich Matką!” Przecież wraz ze swoją matką stracił tę, która od lat dziesięciu była matką jego chłopców. Czyż nie równie bliska była mu macierzyńska funkcja Maryi?

Ceremonia pogrzebowa, skromna, ale bardzo serdeczna, rozpoczęła się uroczystą Mszą św., podczas której - jak powiadają - wielu chłopców postarało się przystąpić do Komunii św. W tamtych surowych czasach gest taki był nieskończenie mniej banalny niż w półtora wieku później, kiedy księża nie mówią już o możliwości komunii „świętokradzkich”. Potem, zgodnie ze zwyczajem, trumnę odnieśli na cmentarz chłopcy z oratorium. Domowa orkiestra rozbrzmiewała marszami żałobnymi na przemian ze śpiewem wersetów Miserere. Małgorzata Gastaldi, matka księdza Lorenzo Gastaldiego, zapewniała, że nigdy nie uczestniczyła w tak wzruszającym pogrzebie.

Nie sposób wystarczająco ocenić to, co dała swojemu synowi Matusia Małgorzata. Kiedy miał dwadzieścia miesięcy, po nagłej śmierci jego męża, ona zaczęła spełniać wszystkie funkcje rodzicielskie. Nigdy przy tym nie uległa załamaniu. Dla księdza Bosko była ona typem niewiasty mężnej, niezdolnej do udawania, do jęków i narzekania. Same kontakty uczuciowe były ograniczone, jak to często w tamtych czasach miało miejsce pomiędzy matkami i synami. Zwracał się do niej nie przez „mamusiu”, jak robili to mieszkańcy miast i arystokraci, ale przez „matko” (po piemoncku „mare”); mówił jej przez „wy”, podczas gdy ona zwracała się do niego przez „ty”83. Taktownie czuwała nad jego okresem dojrzewania. Nie mylimy się więc sądząc, że Gioanni był jej ulubieńcem. W roku 1830 jej decyzja o podziale majątku rodzinnego pozwoliła mu na rozpoczęcie nauki z zamiarem zostania kapłanem. I jemu także poświęciła swoje lata ostatnie. Synowie księdza Bosko i cała ogromna rodzina, która z czasem wokół nich powstanie, odziedziczyli w ten sposób w Małgorzacie „wzór matki”84.


U źródeł Vite dei Papi
Jesteśmy w czasach wielkich inicjatyw księdza Bosko. W styczniu 1857 roku rzucił na rynek pierwszy tomik wydawnictwa, które miało sięgać bardzo daleko. „Życie świętego Piotra, księcia apostołów, pierwszego Papieża po Jezusie Chrystusie”85 otwierało publikację jego staraniem serii zatytułowanej Vite dei Papi (Życiorysy Papieży), która w zamiarze miała iść od świętego Piotra, poprzez wszystkich papieży, aż do czasów współczesnych86. Odpowiadała ona zainteresowaniom apologetycznym księdza Bosko. Od roku 1849 odraza umysłów nowoczesnych wobec Piusa IX nie tylko nie zmalała, ale się jeszcze powiększyła. Ksiądz Bosko pragnął, przedstawiając dzieje papiestwa i jego dobroczynne skutki, pokonać nienawiść, jakiej przedmiotem ono się stawało. We wstępie do Życiorysu świętego Piotra pisze:
„Wielokrotnie zastanawiałem się nad sposobem uciszenia nienawiści i odrazy, jakie niektórzy okazują w tych nieszczęsnych czasach wobec papieży i ich autorytetu. Bardzo skutecznym środkiem wydała mi się znajomość faktów, które dotyczą życia owych najwyższych pasterzy, którzy zostali ustanowieni, by być wikariuszami Jezusa Chrystusa na ziemi i prowadzić nasze dusze drogą wiodącą do nieba. Mówiłem sobie: człowiek wyposażony w rozum nie jest tak dalece złośliwy, by przeciwstawiać się tym, którzy uczynili wobec narodów tyle dobra duchowego i doczesnego, którzy wiedli święte i bardzo pracowite życie i którzy za cenę własnej krwi szerzyli chwałę Boga i dobro bliźnich oraz bronili religii i swojego autorytetu”87.

Aby wskazać na czele Kościoła w różnych okresach szefów godnych podziwu i czci, ksiądz Bosko rozpoczął z konieczności dzieło natury hagiograficznej, nie zdając sobie prawdopodobnie sprawy z jego niebezpieczeństw.

Zaczął od Kościoła starożytnego. Od około piętnastu miesięcy próbował swych sił i szkicował właściwą metodę, przy czym to ostatnie słowo stanowi w jego przypadku wyraz wielkiego poczucia odpowiedzialności. Marcinowi z Tours i młodemu męczennikowi Pankracemu, pierwszemu w październiku 1855 roku, drugiemu w maju 1856 roku poświęcił stustronicowe broszurki napisane przez siebie dla Letture cattoliche88. Ksiądz Bosko zawsze starannie wyliczał we wstępie to, co stanowiło jego źródła. Gdy idzie o świętego Marcina, byli to „autorzy współcześni” biskupowi, jak Sulpicjusz Sewer, Grzegorz z Tours, Grzegorz Wielki i „wielu innych”. Żeby opowiedzieć o Pankracym (przedsięwzięcie, które uznał za wyjątkowo trudne), odwołał się do „najbardziej wiarygodnych przekazicieli legend”, do Suriusza, do notatki „12 maja” (obchód liturgiczny Pankracego), do Acta sanctorum bollandystów, do Mémoires pour servir à l’histoire ecclésiastique - autor Lenain de Tillemont - i do ojca Giovenale, au- gustianina bosego: Dalle maraviglie di S. Pancrazio (O cudach świętego Pankracego), 1855. Twierdził, że po dodatkowe informacje sięgał do homilii świętego Grzegorza Wielkiego, do De gloria martyrum Grzegorza z Tours i do kilku „autentycznych manuskryptów, których oryginalne odpisy się zachowały”. Pisarze ci, według niego, wybrani ze „starożytnych rękopisów”, posiadali to co najpewniejsze na temat życia, męczeństwa i kultu świętego Pankracego. On sam czerpał stamtąd materiał do swej książki, choćby miało to polegać na „tłumaczeniu” lub „upraszczaniu zbyt wzniosłych koncepcji dla tego, kto nie odbył regularnego cyklu nauki”90.

W taki zatem sposób ksiądz Bosko objaśniał swoje metody tym, którzy znali jego sposób mówienia. Bezpośrednio lub - co bardziej pewne - pośrednio sięgał do dzieł hagiograficznych, do źródeł dawnych, takich jak Sulpicjusz Sewer, Grzegorz z Tours i kronikarze zarejestrowani przez L. Suriusza, oraz do bollandystów. Z początku uważał, że autentyczność „starożytnym manuskryptom” zapewnia ich wiek. Rozciągał swoje opisy przez elementy związane z kultem świętych: homilie, cuda wokół ich relikwii lub ich sanktuariów. Przyjmował je takimi, jakimi były, z tym zastrzeżeniem, że unikał powtarzania „licznych szczegółów, które nie zdołały się oprzeć krytyce rozumowej, lub mogły zostać wyśmiane przez ludzi nieodpowiedzialnych”91. Opuszczenia te nie przeszkadzały mu w dawaniu wiary wspomnianym „szczegółom”... On zadowalał się „upraszczaniem” formy opisów.

Ksiądz Bosko nie poddawał zatem swoich źródeł krytyce. Jego zaufanie stanowiło tu niestety o poważnych niedogodnościach, o których wystarczy tylko wspomnieć. Hagiograf pierwszego tysiąclecia czerpał natchnienie z obiegowych myśli na temat historii dawnej. Bardziej zajmowało go piękno opisu niż jego dokładność. Gorliwość jego sprawiała, że pisał nie tylko, by zainteresować, lecz przede wszystkim, aby zbudować. Dzieło takie uchodziło jednocześnie za hagiografię, za panegiryk i za naukę moraną92. Co gorsza, Średniowiecze z wieku na wiek rodziło mnóstwo „opisów śmierci męczenników” o bardzo rozmaitej formie literackiej. Dziełom mniej lub bardziej historycznym, czasami o doskonałej jakości, towarzyszyły panegiryki, epopeje, poematy rycerskie, ballady, powieści...93 Brukselscy bollandyści, autorzy Acta sanctorum, przepisywali te teksty, przy czym nie unikali ich oceny; jednak ich nie poprawiali.

Na szczęście dla księdza Bosko, Sulpicjusz Sewer dostarczył mu - wprost lub pośrednio - dzieła Vita Martini, które niewątpliwie stanowiło literaturę stylizowaną, ale przynoszącą prawdziwe korzyści historyczne94. Istotnie, „wartość historyczna dzieła Vita Martini jest o wiele bardziej znacząca, niż o tym usiłowała przekonać supekrytyczna ofensywa na początku dwudziestego wieku”95. Co prawda delikatna jest ocena owej historyczności, gdy idzie o poszczególne jego części. Przypuszczalnie „mocno podejrzany jest opis, jaki Sulpicjusz tworzy w pierwszej części wokół kariery wojskowej Marcina...”96

Natomiast dla męczeństwa świętego Pankracego, owego drugiego życiorysu księdza Bosko, zasadnicze źródło było zupełnie innego typu. Dysponował wydaniem Acta sanctorum, w którym pod dniem 12 maja (t. III, s. 21) - jak twierdził – przeczytał z uwagą notatkę zabezpieczającą jego autentyczność. Tego optymizmu nie podzielał jednak jeden z autorów, którego również ksiądz Bosko cytował. Lenain de Tillemont sądził, że owe akta nie są „oryginalne”, wręcz przeciwnie uważał „nawet, że są usłane licznymi trudnościami” głównie natury chronologicznej97. W rzeczy samej owa naszpikowana anachronizmami pasja jest dokumentem późnym (VI lub VII wiek), stworzonym - jak sądzi - dla potrzeb jednej z rzymskich bazylik cmentarnych. Młody Frygijczyk, Pankracy, wcześnie osierocony i wysłany przez swego wujka do Rzymu, został tam nawrócony przez papieża Korneliusza (a więc w latach 251-253). Uwięziony na skutek edyktu Dioklecjana (to znaczy w roku 303), został, mimo swego młodego wieku (mniej niż piętnaście lat), ścięty przy via Aurelia. Zestawienie dat wskazuje na nieścisłości opisu. Badanie tekstu pokazuje, że jego redaktor przepisywał miejscami tekst o męczeństwie świętej Cecylii i świętej Afry. W sumie w całej tej historii jedynie kult Pankracego był dobrze udokumentowany, bo potwierdzali go Grzegorz Wielki, Grzegorz z Tours oraz średniowieczne Itineraria98.

1   2   3   4


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna