MAŁopolskie centrum badań ufo I zjawisk anomalnych



Pobieranie 0.65 Mb.
Strona2/9
Data07.05.2016
Rozmiar0.65 Mb.
1   2   3   4   5   6   7   8   9

K. Staniukowicz i E. Krinow od razu wystąpili na łamach prasy z oświadczeniem, że to znalezisko daje rozwiązanie zagadki TM. Zwolennicy hipotezy o katastrofie statku kosmicznego z kolei przedstawili zestaw znalezionych cząstek, które pasowały im składem nie do meteorytu żelazno-niklowego, ale do korpusu i pancerza statku kosmicznego.

Jednakże i jednym i drugim przyszło się ciężko rozczarować, a to dlatego, ze skład tych cząstek okazał się mylącym, bowiem wyszło na to, ze próbki gleby zebrane przez Kulika zostały „zabrudzone” pyłem meteorytowym, kiedy spoczywały w magazynach KM AN ZSRR - silnie zapylonych kosmicznym „kurzem”. A żeby było ciekawiej, to po roku poddano analizie inne próbki Kulika z ekspedycji na rzece Chuszmie, to żelaznych kuleczek znaleziono tam o wiele mniej.

W związku z burzliwym rozwojem ziemskiej kosmonautyki i astronautyki oraz z badaniami planet Układu Słonecznego przy pomocy automatycznych sond, przyszło nam zrezygnować z hipotezy o przylocie do nas statku kosmicznego z Marsa czy Wenus.20 Pytanie o pochodzenie w tzw. Bagnie Południowym poimpaktowego krateru wymagało specjalnego potraktowania. Potrzebna była nowa ekspedycja.

Po ukończeniu w pierwszej kolejności prac badawczych Meteorytu Sichote-Alińskiego w latach 1947-1951, niektórzy badacze zaczęli się przygotowywać do ekspedycji w rejon Podkamiennej Tunguskiej, tak więc w 1953 roku rejon tunguskiej katastrofy zwiedził geochemik dr K. P. Fłorieńskij, ale to była tylko przygrywka, bo prawdziwa ekspedycja badawcza ruszyła w tajgę w 1958 roku.



2.3. Dalsze badania.

Badanie problemu TM - jak uważa prof. dr N. W. Wasiliew - akademik AN ZSRR, kierownik KM Syberyjskiego Oddziału AN ZSRR i Referatu Kompleksowych Samodzielnych Ekspedycji - można podzielić na kilka etapów:




  • Etap pierwszy - zaczął się w latach 20., związany jest z osobą L. A. Kulika i jego najbliższymi współpracownikami. Ekspedycje Kulika na miejsce spadku TM weszły już na zawsze do historii, jako przykład odwagi badawczej i wierności uczonym pewnej idei. Niestety, fanatyczne przywiązanie do hipotezy żelaznego meteorytu nie pozwoliło mu na dokonanie bardziej wszechstronnych badań TF.




  • Etap drugi - zaczął się w 1958 roku. Należy tutaj odnotować działalność K. P. Fłorieńskiego, ucznia prof. W. I. Wiernadskiego. To właśnie pod jego osobistym kierownictwem w latach 1958, 1961 i 1962 roku w rejon spadku TM udały się ekspedycje AN ZSRR. Ekspedycja z 1958 roku spenetrowała obszerny rejon wywału leśnego i sporządziła jego dokładną mapę. Nie stwierdzono istnienia kraterów poimpaktowych ani w Południowym Bagnie, ani w jakimkolwiek innym miejscu. Definitywnie udowodniono termiczne pochodzenie jeziorek w quasi-kraterkach. Znalezione w próbkach ziemi metaliczne kuleczki już nie były przypisane meteorytowi: takie kuleczki znajdowano także pod Moskwą i pod Leningradem21 i na Antarktydzie, a nawet na dnie Wszechoceanu. Jak się wyjaśniło, był to powszechny pył kosmiczny oraz zapylenie pochodzenia ziemskiego.

Wszystkie dane zebrane przez ekspedycje Fłorieńskiego wykazały, że TM nie doleciał do powierzchni Ziemi, a eksplodował w powietrzu. Nie udało się znaleźć w rejonie katastrofy szczątków meteorytu, ale za to ekspedycje te odkryły w rejonie eksplozji anormalnie szybki przyrost drzew.

Do dzieła przystąpili młodzi uczeni. Młodzież już nie mogła zadowolić się badaniami pasywnymi znanych materiałów i formułowaniem hipotez. I właśnie dlatego grupa studentów, aspirantów i pracowników naukowych tomskich uczelni zadecydowała przedsięwziąć ekspedycję do rejonu tunguskiej katastrofy. Kierownikiem tej grupy był fizyk i lekarz w jednej osobie - prof. dr med. G. Plechanow.

Po krótkich przygotowaniach, grupa 10 chłopców i 2 dziewcząt przybyła w dniu 30 czerwca 1959 roku na miejsce katastrofy tunguskiej. Ten dzień stał się dniem narodzin KSE - Kompleksowych Samodzielnych Ekspedycji. Pierwsza ekspedycja KSE miała wiele celów do zrealizowania i jej działalność była wielopłaszczyznowa: przeprowadzono badania wywałów leśnych i rejonu pożaru, poszukiwano szczątków meteorytu, przeprowadzono pomiary magneto- i radiometryczne. Ostatnią ekspedycję prowadził dr A. Zołotow, geofizyk z Baszkirii. Powiem od razu, ze poszukiwania i badania nie odnosiły zrazu sukcesów, ale te ekspedycje wytknęły cele, które realizowane są do dziś dnia. KSE koordynuje wszystkie wysiłki badaczy TM w ZSRR. W rzeczy samej KSE, to nieformalna organizacja wypełniająca ogromny, interdyscyplinarny program badań danego problemu - stwierdził kierownik KSE - dr N. Wasiliew.

Prace przyśpieszono wybitnie w 1960 roku, kiedy to równolegle ze sobą pracowały ekipy KSE, ekipa inżynierów z Komitetu Badań Siergieja Korolowa - w której skład wchodził późniejszy kosmonauta G. Greczko oraz grupa Zołotowa, której program robót opracowali profesorowie: L. Arcimowicz, M. Kiełdysz, E. Fiedorow i inni. Od tego roku KSE otrzymało potężne wsparcie od Syberyjskiego Oddziału AN ZSRR.

W latach 1961-1962 na miejsce spadku TKC udała się nowa ekspedycja pod kierownictwem dr Fłorieńskiego. Członkowie KSE pracowali razem z członkami innych ekspedycji według jednolitego programu. Głównymi wynikami badań przeprowadzonych w latach 1958-1962 były:
1. Definitywne ustalenie obszaru wywału lasu;

2. Zestawienie map rejonu wywału lasu, obszaru opalenia promienistego, strefy „telegraficznego lasu” i granic pożaru lasu (vide il. 4);

3. Potwierdzenie wcześniejszych wniosków o braku w rejonie kraterów poimpaktowych i odłamków meteorytu;

4. Zbadanie mutacji szaty roślinnej i przyspieszenia wzrostu drzew.


Drugi etap badań TM w latach 1958-1962 pozwolił na wyrobienie sobie poglądu na naturę fizyczną wybuchu tunguskiego, ale dwa najważniejsze problemy: mechanizm rozpadu i skład chemiczny TKC pozostały nadal problemami nierozwiązanymi...


  • Etap trzeci - trwał od 1964 do 1969 roku. W tym czasie były rozpracowywane bardziej operatywne i ścisłe metody odseparowania kosmicznego pyłu od próbek oraz dokonanie poważnych badań teoretycznych, w tym badań na modelach. W 1965 roku dokonano doniosłego odkrycia, że wywał lasu w rejonie spadku TF został spowodowany nie tylko wybuchem, ale także balistyczną falą uderzeniową. Odkrycie to znalazło potwierdzenie już to w tajdze, już to w laboratoriach naukowych. Polowe dochodzenie prowadzone z roku na rok rozszerzyło naszą wiedzę na temat energii błysku świetlnego tunguskiej eksplozji i jej fal uderzeniowych. Wszystko to stało się podstawą teoretyczną do dokonania wejścia w...




  • Czwarty etap badań - w 1969 roku, kiedy to na plan pierwszy wysunięto poszukiwania, zebranie i analizę pyłu mikrometeorytowego w rejonie eksplozji, a także obróbkę danych i syntezę wiedzy na temat fizyki wybuchu tunguskiego. Należy tutaj powiedzieć, że etap ten trwa do dziś dnia.



2.4. Co wiemy dziś?

Na zakończenie tego rozdziału przywiedźmy dostatecznie krótką i istotnie niepełną charakterystykę tunguskiej katastrofy.



Charakter eksplozji: ustalono, że na miejscu eksplozji TM - 70 km na NW od faktorii Wanawara (patrz il. 5.) - nie ma żadnego krateru poimpaktowego, który to astroblem22 musiałby się pojawić w przypadku spadku meteorytu na powierzchnię Ziemi.

Powyższe stwierdzenie sugeruje zatem, że TKC nie doleciało do powierzchni naszej planety, a rozpadło się czy też eksplodowało na wysokości od 5 do 7 km. Wybuch nie był momentalny, TKC poruszało się w atmosferze, intensywnie rozrywając się na przestrzeni aż 18 km.

Należy także odnotować fakt, że TM „zaniosło” w niezwykły rejon - w rejon dawnego, niezwykle intensywnego wulkanizmu, przy czym epicentrum wybuchu pokrywa się idealnie z... centrum dawnego krateru! - kalderą gigantycznego wulkanu, który był czynny w Triasie.23

Energia eksplozji: Większość badaczy katastrofy ocenia jej energię w przedziale 1023 - 1024 ergów24, co odpowiada energii eksplozji od 500 do nawet 2.000 bomb A typu Hiroszima, albo w równoważniku trotylowym: 10 - 40 Mt TNT.25 Część tej energii przekształciła się w błysk świetlny, zaś pozostała część spowodowała baryczne i sejsmiczne zjawiska, które zaobserwowano na całym świecie...

Masa meteorytu: Wielu badaczy określa masę meteorytu w rozpiętości od 100.000 do 1 mln ton. Ostatnie wyliczenia skłaniają się raczej ku tej pierwszej liczbie.

Obraz wywału lasu: Fala uderzeniowa powaliła leśny masyw na powierzchni 2.150 km2. powierzchnia ta kształtem przypomina motyla siedzącego na powierzchni Ziemi, z osią symetrii zorientowana na W lub SW.

Obraz ten jest specyficzny. Las jest powalony centralnie, ale nierównomiernie - vide ryc. 1.



Energia błysku świetlnego: By zrozumieć fizykę wybuchu, należy odpowiedzieć na zasadnicze pytanie: Jaka część jego energii wyładowuje się w postaci błysku świetlnego? Badając ten temat, uczeni zwrócili uwagę na długie „zasmoły” - oparzenia promieniste na korze drzew. Obszar tajgi zawierające osmolone w ten sposób drzewa wynosi około 250 km2, a kontury jego przypominają elipsę - jak to widać na ryc. 3. - z wielką półosią dokładnie pokrywającą się z kierunkiem trajektorii lotu TM. Elipsoidalny kształt obszaru oparzeń promienistych drzew pozwala na domniemanie, że źródło intensywnego promieniowania świetlnego, a co za tym idzie także termicznego, miało kształt kropli wyciągniętej wzdłuż trajektorii. Energia błysku światła - jak się ocenia - wynosiła 1023 ergów, tzn. wynosiła około 10% całości energii eksplozji.

Od silnego błysku światła zapaliła się ściółka leśna. Wybuchł pożar, różniący się od normalnych pożarów lasu tym, że las zapalił się jednocześnie na dużej przestrzeni, ale płomienie zostały zbite ciosem fali uderzeniowej. Potem ponownie ujawniły się ogniska pożaru i palił się las już powalony, przy czym paliło się tylko w tychże ogniskach, a nie cała powierzchnia - co widać na ryc. 3.



Biologiczne następstwa wybuchu: Związane są one ze zmianami prędkości rośnięcia drzew - głównie sosen - w rejonie katastrofy. Tam wyrósł kiedyś las, wznowiła swe występowanie flora i fauna, jednakże w rejonie eksplozji TF las rośnie nieprawdopodobnie szybko, przy czym nie tylko młodniki, ale także 200-300 letnie drzewa, które ocalały po wybuchu TKC. Maksimum takich zmian przypada na linię zbieżną z trajektorią TM! Wydaje się więc, że przyczyna tej stymulacji wzrostu istnieje także w dniu dzisiejszym.26

Czym zostało to spowodowane? Czy tylko pożarami, które nawiozły glebę mikro- i makroelementami stanowiącymi stymulatory wzrostu roślin? Jak na razie, to brak na te pytania jakiejkolwiek odpowiedzi!...



Parametry trajektorii lotu: Celem wyjaśnienia procesów fizycznych, które wywołały wybuch TKC należy wiedzieć, jaki był kierunek jego lotu, a także kąt nachylenia trajektorii lotu względem płaszczyzny horyzontu, i rzecz jasna - jego prędkość. Według wszystkich danych zebranych do 1964 roku, TKC poruszało się po pochyłej trajektorii, z południa na północ - w tzw. „Wariancie południowym”. Aliści po zbadaniu wywału lasu, uczeni doszli do drugiego wniosku, a mianowicie - trajektoria lotu TM przebiegała z kierunku E-SE na W-NW - czyli pojawił się tzw. „wschodni wariant”. Na dodatek bezpośrednio przed wybuchem TKC poruszało się dokładnie z E na W - azymut trajektorii wynosił 90-95o!

W związku z tym, ze różnica kierunków obu wariantów wynosi 35o, to można założyć, że kierunki lotu TM w czasie jego dolotu do powierzchni Ziemi się zmieniały!

Większość badaczy TF doszła do wniosku, że TM spadał na Ziemię pod kątem wynoszącym 10-20o w stosunku do płaszczyzny horyzontu. Mówi się także o kątach 30-35o i 40-45o - co pozwala sądzić, że i kąt trajektorii względem płaszczyzny horyzontu także się zmieniał!

Także oszacowania prędkości lotu TM są bardzo rozbieżne i sprowadzają się do dwóch punktów widzenia, a mianowicie:




  • Prędkość lotu TKC wynosiła 1 km/s;

  • Prędkość lotu TKC wynosiła 20 km/s.

Szczątki meteorytu: Po definitywnym stwierdzeniu faktu eksplozji TM nad Ziemią, poszukiwania szczątków straciły sens, a przynajmniej poszukiwania dużych odłamków TKC. Poszukiwania szczątków TM rozpoczęły się w 1958 roku i trwają do dzisiaj - bez powodzenia.



Rzecz w tym, że w glebach i torfie rejonu katastrofy udało się odkryć pięć rodzajów cząstek kosmicznego pochodzenia - w tej liczbie krzemowe i żelazno-niklowe, jednakże odnieść ich do TM nijak nie można. Są one niczym innym, jak śladami dawnych spadków meteorytowych i opadów pyłu kosmicznego, które występują codziennie od zarania istnienia Ziemi i Układu Słonecznego.27

Należy tu wziąć pod uwagę, że w okolicy znajdują się dawne potoki lawowe i że pyły powstałe z wietrzenia lawy mieszają się z pyłem kosmicznym zafałszowując tym samym obraz jego rozmieszczenia w okolicach katastrofy.

Efekt geomagnetyczny: Po kilku minutach od wybuchu zaczęła się burza magnetyczna, która trwała przeszło 4 godziny. Takie zjawiska obserwuje się w atmosferze i magnetosferze Ziemi po wysokościowych eksplozjach urządzeń jądrowych!...

Tunguski wybuch spowodował jaskrawo odcinające się od reszty przebiegunowanie i namagnesowanie się gleby w promieniu 30 km od epicentrum eksplozji. To tak, jakby w tym rejonie wektor namagnesowania zmienił się z północno-południowego na południowo-północny lub znikał w ogóle! Co może spowodować takie anomalie magnetyczne, tego nie wie nikt do dnia dzisiejszego!!!...

W problemie TM występują jeszcze dwa najważniejsze pytania: Jak to się stało? oraz: Co to było? Na pytanie pierwsze można odpowiedzieć mniej-więcej bazując na zebranych i udokumentowanych wcześniej faktach i materiałach, ale odpowiedź na pytanie drugie nie jest łatwa. Aby na nie odpowiedzieć, należy zapoznać się z wieloma hipotezami, wersjami i propozycjami, co jest tematem kolejnego rozdziału.

3. HIPOTEZY, INFORMACJE, PROPOZYCJE.

3.1. Po złotym jubileuszu

Mówi się nierzadko, że o naturze i pochodzeniu TM sformułowano już ponad setkę hipotez. W rzeczywistości nigdy tych stu hipotez nie było, ponieważ nie wolno podnosić do rangi hipotezy naukowej jakichś fantastycznych propozycji czy wręcz rojeń związanych z TKC, a które nie są potwierdzone w jakiś sposób faktami, i nie ma żadnych możliwości ich zweryfikowania.

W tym przypadku można mówić tylko o kilku - nie więcej niż trzech - hipotezach o pochodzeniu TM, z których każda ma kilka wariantów, zaś cała reszta to jedynie wersje i niesprawdzalne idee. Problem leży w tym, że naukowa hipoteza - jak uważają uczeni - powinna odpowiadać dwóm skrajnym kryteriom: 10 - nie sprzeciwia się faktom i prawom wiedzy współczesnej, i 20 - dopuszcza powtarzalność danego zjawiska i jego pełnej kontroli. Z wszystkich dotychczasowych hipotez, które będziemy detalicznie rozpatrywać w dalszej części tej pracy, tylko niektóre pretendują do miana pełnoprawnych teorii. Reszta, niestety, nie. Tym niemniej, w dalszym ciągu tego tekstu będę używał terminów „hipoteza” czy „teoria” w stosunku do pozostałych. Rozpatrywanie historii badań TM będziemy dokonywali w perspektywie czasowej. Zaczniemy od 50-lecia tunguskiej katastrofy.

Chcąc zaintrygować Czytelników, popularyzatorzy problematyki tunguskiej kładli akcent na zawartych w niej niejasnościach. Czytelnik z tego odnosił wrażenie, że pomimo uporczywych wysiłków w ciągu 50 lat badań jeszcze niczego pewnego nie udało się ustalić. Tak nie jest, bo opierając się na zebranym materiale można śmiało nakreślić obraz fizykalnego mechanizmu tunguskiej eksplozji i orzec o jego np. meteorytowym pochodzeniu i naturze. Należy przy tym skonstatować, że w przedwojennych i powojennych latach ten pogląd nie stracił na aktualności.

Sądzono, że TKC było ogromnym żelaznym czy kamiennym meteorytem, który spadł na powierzchnię Ziemi w postaci jednej czy kilku brył. Taki pogląd utrzymywał się aż do 1958 roku, chociaż już ekspedycje Kulika wykazały niewłaściwość tego punktu widzenia. Zgodnie z tą hipotezą, w epicentrum tego wybuchu powinien znajdować się astroblem, którego - jak wiadomo - nie udało się odnaleźć...

Badania lat 1958-1959 pozwoliły dojść do wniosku: wybuch nastąpił nie na Ziemi, ale w jej atmosferze. W 1962 roku w czasie ekspedycji Fłorieńskiego (AN ZSRR) i Plechanowa (KSE) stało się oczywistym, że krateru poimpaktowego nie ma. Udowodniono zatem, że wybuch miał miejsce 5 - 7 km nad tajgą, co nijak nie wiązało się z jego meteorytowym pochodzeniem. Wydawałoby się zatem, że hipoteza meteorytowa odniosła kompletne fiasko, ale... nie spieszmy się. Powrócimy jeszcze do tego w tej pracy.

Pośród rozlicznych hipotez o naturze TM najbardziej wiarygodna jest hipoteza o jego kometarnym pochodzeniu, którą po raz pierwszy sformułował w 1934 roku angielski meteorytolog dr F. Whipple, a za nim prof. I. Astapowicz z ZSRR. Jednakże, kiedy zapoznamy się z książką amerykańskiego astronoma H. Shapleya pt. „Od atomu do mlecznych dróg” (1930), to znajdziemy w niej udowodnienie tego, że w 1908 roku Ziemia zderzyła się z kometą P/Pons-Winneckego28. Przypuszczenie o kolizji z kometą P/Ponsa-Winneckego wysunął Kulik jeszcze w 1926 roku, ale hipoteza ta nie potwierdziła się i pierwszy badacz TF zdystansował się do niej.

W latach 1961-1964 kometarną hipotezę odkurzył i uściślił prof. W. Fiesienkow twierdząc, że w tunguskiej tajdze eksplodowała nieduża kometa, która z ogromna prędkością weszła w gęste warstwy ziemskiej atmosfery. Wchodząc z przesłanek Fiesienkowa, znany gazodynamik dr K. Staniukowicz i doc. W. Szalimow rozpracowali schemat termicznej eksplozji lodowego jądra komety. Oni zinterpretowali wybuch, jako rezultat roztapiania i parowania kometarnego lodu, co doskonale wyjaśniło brak astroblemu i większych odłamków TKC.29

Patrząc z punktu widzenia kometarnej hipotezy, Fiesienkow wyjaśnił także nocne świecenie nieba w lipcu 1908 roku. Mogło być ono spowodowane rozpyleniem w atmosferze ogona (warkocza) komety, którego cząstki odchylały się ku zachodowi pod wpływem wiatru słonecznego. Prawda, i w tym wypadku nie udało się wyjaśnić wszystkich efektów fizycznych, ot, np. fizyczny mechanizm wybuchu nie został wyjaśniony do końca.

Właśnie dlatego spróbowano objaśnić naturę TM z nietradycyjnych pozycji, najpierw w literaturze popularnej, a potem w naukowej. I tak np. znany geofizyk dr A. Zołotow, który kilkakrotnie odwiedził miejsce TF, opracował hipotezę o tym, że wybuch TM był nie chemiczny, ale jądrowy - a którą to hipotezę opublikowano w „Referatach AN ZSRR” vol. 136, nr 1,1961 oraz w monografii „Problem Tunguskiej Katastrofy” wydanej w 1970 roku.

Począwszy od lat 60., Zołotow prowadził badania TM według programu sporządzonego przez kilku uczonych akademickich. Przebadali oni plastry drewna oderżnięte od pni tunguskich drzew. Okazało się, że słoje drzew, które przeżyły katastrofę tunguską zawierają znacznie większą ilość materiałów radioaktywnych, niż te sprzed 1908 roku - jednakowoż nie patrząc na to, że TM z punktu widzenia ilości wydzielonej energii można porównać z wybuchem jądrowym czy nawet termojądrowym, nie znaleziono śladów radioaktywnego fall-out’u po 1908 roku. Kilku uczonych dokonało wielu badań przyrządami o wiele czulszymi od tych, których używał Zołotow i nie potwierdzili jego rezultatów. Oznacza to, że wybuch TKC naświetlił drzewa dawka promieniowania, ale nie było opadu promieniotwórczego, jak po wybuchu nuklearnym. Hipoteza wybuchu jądrowego nie wyjaśnia w ogóle fenomenu „białych nocy” w lecie 1908 roku i trudno skojarzyć wybuch TM z eksplozjami nuklearnymi znanymi nauce.

Poza tym grupa tomskich fizyków i lekarzy przejrzała archiwa miejskich szpitali, wypytała świadków wybuchu, w tym najstarszych mieszkańców i lekarzy, a także dokonała ekshumacji Ewenków zmarłych po 1908 roku. Nie znaleziono żadnych śladów nieznanych (popromiennych) chorób, żadnych produktów rozpadu w szkieletach tych Ewenków też nie znaleziono. Wszystkie te fakty zaprzeczyły znów hipotezie eksplozji jądrowej.30

Poza tymi głównymi hipotezami, przez całe lata 60. namnożyło się wiele różnych fantastycznych idei i propozycji. Było ich tak wiele, że nie da się o nich opowiedzieć nawet skrótowo. Dlatego też przejdziemy do następnego ustępu - do sześćdziesięciolecia TM.
3.2. Przez sześćdziesiąt lat.

W tym ustępie zajmiemy się retrospektywnym przeglądem materiałów z krajowej i zagranicznej prasy z lat 1969-1978. zawiera on hipotezy i wersje (oczywiście nie wszystkie - było tego strasznie dużo) próbujących wyjaśnić z różnych pozycji wydarzenie z 1908 roku, a które według autora niniejszej pracy - są interesującymi także do dzisiejszego dnia.



3.3. Czy wykonano manewr nad Tunguską?

W „Tiechnikie Mołodioży” nr 7,1969 pojawił się artykuł doc. F. Zigiela, w którym postawił on pytanie na temat dwóch trajektorii lotu TM. W nim pisze on, co następuje:



Opierając się na zeznaniach naocznych świadków i dane o hipersejsmach (trzęsienia ziemi), najbardziej przekonywująco uzasadnił <
> prof. I. Astapowicz. Zgodnie z zeznaniami, wychodziło na to, że azymut tego wariantu trajektorii przewyższał 10
o na zachód od południka.31Ten rezultat doskonale pasował do wcześniejszych ustaleń A. Wozniesieńskiego i L. Kulika, które poczyniono na <> katastrofy.

Początkowo <
> trajektorii był uważany za najbardziej wiarygodny, ale kiedy dokładnie przebadano każdy hektar miejscowości, to nieoczekiwanie wyjaśniło się, że azymut kierunku lotu wynosił nie 10oW, ale aż 115oE od południka! To wynikało jasno z badań położenia pni na ziemi, które - jak wiadomo - zostały obalone przez wybuch i falę balistyczną.


W celu wyjaśnienia procesów fizycznych, które spowodowała eksplozja TKC należy wiedzieć, jaki był kąt nachylenia trajektorii TM do płaszczyzny horyzontu. Powiem od razu - tak w <
> jak i <> wariancie nie przewyższał on 10o.

W swoim czasie I. Zotkin i M. Cikulin przeprowadzili serię doświadczeń, w wyniku których otrzymali zbieżność w konturach zniszczonej strefy lasu przy kącie nachylenia bliskiemu 30o. I znów coś się nie zgadza. Wygląda zatem a to, że TKC w czasie lotu wykonało manewry tak w azymucie, jak i w elewacji, poruszając się nie po krzywej balistycznej - jak każdy „uczciwy” meteoryt czy pocisk, ale z prędkością zmienną, a co za tym idzie - ze zmienną trajektorią. Obie te trajektorie „zachodnia” i „południowa” w żaden sposób się nie wykluczają. Widocznie - jak uważa Zigiel - TM poruszał się p o o b u tych trajektoriach, bowiem g d z i e ś w y k o n a ł o n m a n e w r.



Ale takiego manewru naturalny obiekt wykonać n i e m o ż e! Dlatego więc jeżeli hipoteza o przejściu z jednej trajektorii na drugą jest prawidłowa, to staje się ona decydującym argumentem za s z t u c z n y m pochodzeniem TKC!

3.4. Tunguskie meteoryty spadają każdego roku!

Ważnym przyczynkiem do ustalenia pochodzenia i natury TM są ustalenia podane przez pracownika naukowego Kometetu ds. Meteorytów dr I. G. Zotkina, które podał do publicznej wiadomości w magazynie „Priroda” w 1971 roku:



Ostatnimi czasy, dzięki rozszerzeniu sieci sejsmometrycznych i barometrycznych stacji32zarejestrowano kilkadziesiąt przelotów bolidów, które zamanifestowały swą obecność efektami audiowizualnymi i nie pozostawiły po sobie żadnych meteorytów.

31 marca 1965 roku, o godzinie 21:47 czasu lokalnego, świecący oślepiającym światłem kulisty bolid33 przeleciał ze wschodu na zachód nad południową Kanadą. Jego przelot zakończył się gromowym wybuchem, który słyszalnym był w promieniu co najmniej 200 km. Wir ognistych odłamków rozsypał się nad małą miejscowością Reveltown. Stacje sejsmiczne w sąsiednich prowincjach odnotowały nieoczekiwane trzęsienie ziemi o średniej mocy. Co do fali uderzeniowej, to infradźwiękowe mikrofony wychwyciły jej obecność nawet w Kalifornii, tzn. w odległości 1.600 km od epicentrum!

Upór poszukiwaczy został nagrodzony - w kwietniu na pokrywie lodowej niewielkiego jeziorka znaleziono kilka odłamków o wadze poniżej jednego grama każdy. Meteoryt okazał się być rzadkiego gatunku - chondrytem węglowym - no i pozostało pytanie: A co się stało z główną masą meteorytu???...

Przypominanie podobnych wypadków jest zbędne. Przypomnijmy, że takie zdarzenia maja miejsce już od dziesiątków lat i mają swą analogię do TM. Stacje sejsmiczne i barometryczne rejestrują takie incydenty wielokrotnie w ciągu roku. Okazuje się, że w ziemskiej atmosferze od czasu do czasu grzmią wybuchy kosmicznych pocisków - prawda - ich kaliber jest wielokrotnie mniejszy od TM.34 Ważnym jest to, że eksplodowanie kosmicznych ciał, które wtargnęły w ziemską atmosferę jest bardziej typowe, niż wpadanie w nią „normalnych” meteorytów. Powierzchnię Ziemi osiągają tylko masywne żelazne i kamienne meteoryty, o stosunkowo niewielkiej prędkości - nie większej, niż 20 km/s. Ponadto korytarz wejściowy, umożliwiający wejście i przelot przez ziemską atmosferę jest stosunkowo wąski. Być może, że największa część meteorytów jest szybkimi, pokruszonymi, zawierającymi w swej masie najwięcej węgla i wody czy związków organicznych? A może to być także szybka kula ze śniegu z zmarzłych gazów i lodu (wodnego)? Jeżeli tak, to nie ma sprawy z problemem TM. Co się tyczy energii i mechanizmu wybuchów bolidów, to są one dostatecznie jasne i zrozumiałe. Ogromna energia kinetyczna bolidu - przy prędkości 30 km/s - 1 kg jego masy niesie w sobie energię równą 100 Mcal czyli 100 razy więcej, niż 1 kg TNT. Już na wysokości 20 km nad Ziemią, strumień sprężonego prędkością powietrza może dosłownie rozgnieść meteoryt na placek. Płaszczyzna natarcia zwiększy się przez to, i opór powietrza może zatrzymać meteoryt, zaś energia ruchu przemieni się w promieniowanie termiczne i świetlne oraz fale uderzeniowe, a to oznacza wybuch... Czy oznacza to, że TM spadają na Ziemię w k a ż d y m przypadku?!

Nie można powiedzieć, że artykuł dr Zotkina przeszedł niezauważony. No, ale jego streszczenie - jak widać - nie było dokładnie przeczytane przez wielu badaczy TKC. Taka sytuacja panuje także i dziś.35


1   2   3   4   5   6   7   8   9


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna