Mój Przyjaciel Quad



Pobieranie 8.4 Kb.
Data07.05.2016
Rozmiar8.4 Kb.
Mój Przyjaciel Quad
Wszystko zaczęło się w pogodny kwietniowy dzień. Byłem już dwa tygodnie na punkcie Bukowo. Ptaków w tym sezonie było w sumie mało, ale zablachowałem pierwszy raz w życiu samicę Accipiter gentilis. Poznałem też wielu ciekawych ludzi. W trakcie rozmowy o sprawach obozowych Krzysiek stwierdził, że jak będę siedzieć na punkcie do końca sezonu to byłoby dobrze gdybym liczył CF-y i miał na oku sprzęt obozowy. Wysłuchałem historii o sublimacji siekiery w Siekierkach, samotępiących się maczetach i innych mało radosnych przygodach przytrafiających się sprzętom obozowym. Jednym ze sprzętów obozowych, nad którymi miałem sprawować pieczę był akcyjny quad. Przyznam, że mnie to mocno zaniepokoiło. Zawsze byłem przekonany, że jestem kompletna „noga motoryzacyjna” a nieumiejętność kierowania pojazdami mechanicznymi była dla mnie czymś tak naturalnym jak brak zdolności do latania, czy chodzenia po wodzie. Poprosiłem Krzyśka żeby mi opowiedział jak to wszystko działa, co i jak można zepsuć. Krzyś cierpliwie opowiadał i odpowiadał na moje pytania po czym zaproponował mi uruchomienie quada i wyjechanie do przodu. Z dużymi oporami uczyniłem to. Następnie zmieniłem bieg na wsteczny i zaparkowałem z powrotem. Stała się rzecz niesamowita, quad wykonał wszystkie moje polecenia bez szwanku, ja też byłem cały i zdrowy. Był to pierwszy pojazd motorowy jaki kiedykolwiek uruchomiłem. Wtedy Krzysiek zaproponował mi, żebym się nauczył prowadzić quada bo to uprości logistykę obozową. Chodziło przede wszystkim o transport po piaszczystej drodze między parkingiem a obozem.

Pierwszą jazdę po piaszczystej drodze odbyłem pod okiem Haliny osiągając zawrotną dla mnie prędkość 20 km/h. Halina, quad i ja przeżyliśmy. W tym czasie dużo jeździłem z Arkiem z ekipy Haliny ćwicząc różne manewry i jazdę z przyczepką. Kiedy ćwiczyłem manewrowanie quadem rolę syreny alarmowej spełniał Aleks. Po obozie niósł się Jego tubalny głos ”uciekajcie na wydmę! Maciek jeździ!” Szczęśliwie udało się uniknąć ofiar w ludziach i sprzęcie. Krzaki ucierpiały tylko trochę. Aleks twierdził, że przewidział to, że będę jeździł quadem. Pewnie wyczytał to gwiazdach. Numerów najbliższego losowania totka nie chciał zdradzić.

Po wyjeździe ekipy Haliny wrócił Krzysiek. Razem jeździliśmy, ćwiczyłem manewry. Pewnego dnia Krzysiek stwierdził, że może się zdarzyć sytuacja, w której trzeba będzie jechać quadem do Dąbek. Przećwiczyliśmy jedną jazdę w dzień, jedną w ciemności. Prowadziłem pod okiem Krzyśka. To było niesamowite wrażenie: droga rozświetlona reflektorem, pęd powietrza… Nie wiedziałem, że można oglądać świat z takiej perspektywy. Zrozumiałem co czuli astronauci lądujący na Księżycu. Krzysiek stwierdził, że zaprzyjaźniłem się z quadem na dobre. Sporo obóz tej przyjaźni zawdzięcza: wielu załogantów dotarło do obozu i obóz opuściło, po raz pierwszy nie używaliśmy wody z morza (braliśmy do przyczepki za jednym kursem140 litrów wody z kranu), nie było problemów z zakupami, ładowaniem akumulatorów, wywozem śmieci. Quad nigdy mnie nie zawiódł: posłusznie zatrzymał się przed dzikiem, który wtargnął na drogę, nie zawiódł w trakcie slalomów między rowerzystami i pijakami, pędził z maksymalną prędkością ponad 80 km/h gdy uciekaliśmy przed burzą frontową (UFFFF udało się!). Ja natomiast zawsze poiłem Go kiedy był spragniony i chroniłem przed wilgocią.

Trafiały się też eskapady niezwykłe. Należała do nich pierwsza w historii obozu wyprawa z przyczepką do Dąbek w celu wymiany butli z gazem. W drodze powrotnym wyprzedzałem fasiąg. Janek był moim nawigatorem w trakcie wyprzedzania powozu konnego. Myślę, że było to wydarzenie na miarę pierwszego zimowego wejścia w kaloszach na „K2” dokonanego przez Michała w Kuźnicy. Moim dzielnym nawigatorem w trakcie wyprawy na obrączkowanie mew był Samek.. Wielkie Wam dzięki za pomoc i odwagę.

Jest jeszcze jeden cichy bohater całej historii. Jest nią stara poczciwa mechanika newtonowska. Nie wiem co mnie tchnęło żeby przed wyjazdem zajrzeć do podręcznika fizyki Resnick, Halliday & Walker. Zawarte tam informacje pozwoliły mi przewidzieć i uniknąć wielu potencjalnych niebezpieczeństw. Opowiedziałem znajomemu fizykowi o mojej przygodzie z quadem. Powiedział, że jest to wspaniały materiał na serię zadań rachunkowych fizyki . Do tej pory traktował na egzaminie przyrodników pobłażliwie bo nie przypuszczał, że może ich czekać coś takiego jak przyjaźń z quadem. Moje doświadczenia przekonały Go, że powinno być inaczej. Zaproponował mi pomoc przy pogłębieniu wiedzy z zakresu mechaniki klasycznej. To pierwsze długofalowe skutki przyjaźni z quadem.

Na koniec o głównym „sprawcy” mojej przyjaźni z quadem. Latem 2003 Krzysiek miał ze mną zajęcia terenowe. Nie przypuszczałem w najśmielszych snach, że ten skromny i cichy student (kompletnie nie pamiętam Go z zajęć) kilkanaście lat później nauczy mnie czegoś nowego, otworzy przede mną nowy świat, którego do tej pory nie zauważałem. Wielkie Dzięki Krzysiek!



Rezydent na BUKOWIE i okolicznych krzakach

Maciej Wayda


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna