Monopol na przykładzie spółek usa



Pobieranie 48.91 Kb.
Data08.05.2016
Rozmiar48.91 Kb.
Monopol na przykładzie spółek USA
Monopol to taki rynek, na którym w roli sprzedawcy występuje tylko jedno przedsiębiorstwo. Już na samym początku warto zauważyć, że czyste monopole są przypadkiem bardzo rzadkim. Ocenia się, że mniej niż 3% amerykańskiego produktu narodowego brutto (czyli wyrażonej w dół. wartości wszystkich dóbr i usług) jest wytwarzane na zmonopolizowanych rynkach. (Monopol definiujemy tu jako taki rynek, na którym pojedyncze przedsiębiorstwo kontroluje co najmniej 90% rynku). Niemniej jednak przypadek czystego monopolu jest interesujący nie tylko sam w sobie, lecz również jako punkt odniesienia podczas analizy sytuacji zbliżonej do monopolu, gdy kilka przedsiębiorstw kontroluje cały rynek. Model monopolu wyjaśnia także zachowanie karteli, czyli grup producentów, którzy w uzgodniony sposób ustalają wysokość cen i wielkość produkcji. Podczas analizy monopolu pojawiają się dwa podstawowe problemy. Po pierw­sze, należy zrozumieć jego zachowanie, czyli sposób, w jaki dążący do maksymalizacji zysku monopolista ustala cenę i wielkość produkcji. Po drugie, trzeba sobie także uświadomić, że warunkiem koniecznym istnienia monopolu jest występowanie barier wejścia, czyli czynników, które powstrzymują inne przedsiębiorstwa przed wejściem na rynek i podjęciem konkurencji z monopolistą. Będąc jedynym producentem, monopolista może podnosić cenę, nie obawiając się, że utraci nabywców na rzecz konkurenta, który mógłby ustalić cenę na niższym poziomie. Chociaż monopolista w pełni kontroluje wielkość produkcji w danej gałęzi, nie oznacza to jeszcze, że może dowolnie podnosić cenę. Optymalny poziom ceny i produkcji zależy od popytu na rynku.
Microsoft
Firma Microsoft jest wiodącą firmą zajmującą się oprogramowaniem nie tylko na ryku amerykańskim, ale także na świecie. Od początku jej powstania zajmowała się oprogramowaniem komputerów. Pierwszym bardzo duży sukcesem stała się seria oprogramowania pod nazwą windows. Na ryku oprogramowania przez lata była liderem, starając się ciągle ulepszać swój produkt , w ten właśnie sposób powstrawały kolejne ulepszone wersje programu windows. Obecnie gdy bardzo rozwinął się internet na rynku powstało zapotrzebowanie na przeglądarki, firma Microsoft opracowała własną wersję tego produktu o wysokim standardzie. By lepiej czerpać z przeglądarki zyski postanowiono włączyć ją do podstawowego pakietu Windows.

Klienci kupujący podstawowy system operacyjny obecnie do swojego komputera, posiadali od razu przeglądarkę. Właściciel firmy Bill Gates chciał wyeliminować konkurencje, w sposób bardzo prosty. Klient aby posiadać przeglądarkę innej firmy musiał ją kupić, a przeglądarkę Microsoftu posiadał kupując windows od razu bez dodatkowych kosztów.

Do sądu wpłynął wniosek przedstawiony przez konkurentów Microsoftu oto aby używanie tej właśnie przeglądarki uznać za praktyki monopolistyczne, zażądano odzie lenia jej od systemu windows. Obecnie toczy się sprawa w sądzie przeciwko Microsoft. Jest to przykład jednej z wielu prób zdominowania rynku przez firmy zajmujące się informatyką. Bardzo wyraźnym przykładem może być także inna firm komputerowa.
Intel
Jest to zdecydowanie największy i osiągający największe zyski producent mikro­procesorów na świecie. Na początku lat siedemdziesiątych Intel wynalazł układ scalony, czyli zminiaturyzowany procesor, spełniający funkcję „mózgu" w kom­puterze osobistym. Od tej pory wytwarzał kolejne generacje mikroprocesorów, tzw. serie x86, każdą następną szybszą i tańszą od poprzedniej. W 1993 r. spółka osiągnęła sprzedaż w wysokości 8,8 mld dół. i zysk równy 2,3 mld dół. Jej udział w światowym rynku mikroprocesorów wynosił 74%, podczas gdy jej największego rywala, Motoroli — 8%. Intel dominował zwłaszcza w produkcji najbardziej złożo­nych mikroprocesorów, takich jak seria 486, gdzie jego udział w rynku znacznie przekraczał 90%. A zatem, Intel w istocie był monopolistą na rynku procesorów4.

Jednak ostatnio rywale coraz silniej napierają na rynek opanowany przez spółkę Intel. Pierwsza zaatakowała firma Advanced Micro Devices Inc. (AMD), która zaczęła sprzedawać mikroprocesory zgodne ze standardem Intela, nie posiadając przy tym jego patentów. Spółka Intel wielokrotnie podawała AMD do sądu, oskarżając ją o naruszenie swoich praw patentowych, jednak — pomimo pewnych sukcesów prawnych — nie była w stanie uniemożliwić AMD sprzedaży klonowanych proceso­rów. Ostatnio, niepomyślnie dla Intela zakończyły się kolejne procesy sądowe i inne przedsiębiorstwa także uzyskały prawo do wejścia na rynek ze swoimi mikro­procesorami pracującymi w standardzie intelowskim. Najnowsze wyzwanie dla do­tychczasowego monopolisty stanowi nowy, konkurencyjny mikroprocesor, PowerPC, produkowany przez Apple Computer, a stworzony wspólnie z IBM i Motorolą. Zgodnie z zapowiedziami, PowerPC ma być szybszy i tańszy niż najlepsze procesory Intela, a zaprojektowano go z myślą o zastosowaniach multimedialnych, które łączą techniki wideo, audio i tekstowe5.

Odpowiadając na te wyzwania, Intel nie okazał się monopolistą „potulnym" ani biernym. Wytaczał konkurentom kolejne sprawy sądowe, aby w ten sposób chronić swoje prawa patentowe. Zainicjował kampanię marketingową i reklamową, prowa­dzoną pod hasłem „Intel Inside", której celem było przekonanie nabywców kompu­terów, że jego procesor jest lepszy od klonów. W tych segmentach rynku, w których nowi konkurenci najsilniej zagrażali jej pozycji, spółka starała się utrzymać swój udział w rynku, obniżając ceny mikroprocesorów. Na przykład, cena układów scalonych serii 386 (to tu AMD odniosła największe sukcesy) spadla z 200 do 30 dół. za. sztukę. Intel zwiększył również do około 2,4 mld dół. rocznie nakłady inwestycyjne na budowę nowych zakładów produkcyjnych (więcej niż łączne nakłady czterech największych konkurentów), a także podniósł swoje wydatki na B+R do ponad l mld dół. rocznie.

Jednak najważniejszą reakcją firmy było przyspieszenie tempa opracowania i wprowadzania ua rynek nowych mikroprocesorów. W 1994 r. Intel zaczął sprzeda. wać produkt o nazwie Pentium i zapowiedział pojawienie się w 1995 r. jeszcze potężniejszego mikroprocesora o nazwie P6. Spółka stawia na stały dopływ innowacji produktowych, które umożliwiają jej wyprzedzanie konkurencji o kilka „mono­polowych" kroków. Zdaje sobie sprawę, że dzisiejszy superprocesor szybko znajduje naśladowców, co sprawia, że ceny i zyski obniżają się. W rezultacie Intel planuje zastępowanie sprzedających się dziś najlepiej mikroprocesorów przez swe nowe produkty. Rzecznik prasowy firmy wyraził to słowami: „Zjadamy nasze młode". Pomimo trudnych wyzwań Intel utrzymuje swą monopolistyczną pozycję na świato­wym rynku mikroprocesorów.
Xerox
Aż do końca lat sześćdziesiątych Xerox sprzedawał ponad 95% kopiarek w Stanach Zjednoczonych, co dawało mu pozycję klasycznego monopolisty. W latach siedemdziesiątych jego udział w rynku amerykańskim gwałtownie się zmniejszył. Nowe przedsiębiorstwa, takie jak Canon, Sharp, Royal i Savin wdarły się na rynek kopiarek, co dotyczyło zwłaszcza segmentów produktów względnie tanich i bardzo tanich. Obecnie te cztery przedsiębiorstwa oraz Xerox mają mniej więcej takie same udziały w sprzedaży. W przypadku drogich kopiarek o dużej mocy rynkiem dzielą się znowu mniej więcej po równo) Xerox, IBM i Eastman Kodak. W jaki sposób Xerox utracił swą monopolistyczną pozycję? Otóż w latach siedemdziesiątych wygasło wiele patentów posiadanych początkowo przez tę spółkę, l (q rywalom bardzo ułatwiło sprzedaż podobnych kopiarek. W 1975 r. Xerox został zmuszony do podpisania porozumienia z Federal Trade Commission i sprzedaży | innym producentom licencji na swoje kopiarki. Być może, jeszcze ważniejsze było to, konkurenci potrafili udoskonalić opatentowane rozwiązania Xeroxa i skoncentrować porównywalne, a może nawet lepsze kopiarki. Na początku lat siedemdziesiątych l Xerox popełnił błąd, wprowadzając na rynek rodzinę kopiarek średniej wielkości, | które okazały się zawodne. Wreszcie, kiedy klient przestawili się z wynajmu kopiarek l na ich kupowanie, wejście do gałęzi okazało się łatwiejsze, ponieważ zorganizowanie sprzedaży kopiarek wymaga o wiele mniejszych nakładów niż utrzymywanie sieci wynajmu. Obecnie Xerox oferuje na rynku najszerszy asortyment produktów i ma największy udział w rynku międzynarodowym w porównaniu ze swoimi konkurentami. Jednak produkcja kopiarek weszła już w zasadzie w fazę standaryzacji; oznacza to, że na rynku konkurują ze sobą liczne przedsiębiorstwa wytwarzające porównywalne produkty, a o zdolności konkurowania decydują w równej mierze umiejętność (prawnego montażu, jak i innowacje technologiczne. Xerox nie jest już monopolistą,. lecz tylko jednym z kilkunastu przedsiębiorstw liczących się na światowym rynku kopiarek.

AMA



Amerykańskie Towarzystwo Medyczne (ang. American Medical Association - AMA) nadzoruje wykonywanie zawodu lekarza w Stanach Zjednoczonych. Poza wieloma innymi działaniami AMA ustala warunki, które trzeba spełnić, aby otrzymać licencję, uprawniającą do wykonywania zawodu lekarza, a także formułuje zalecenia t; dla uczelni medycznych. Występując w tej ostatniej roli, AMA sprawuje kontrolę nad s wieloma szkołami medycznymi w USA, a tym samym — nad procesem kształcenia f wielu przyszłych lekarzy. Przed 1965 r. AMA wpływała na podaż lekarzy praktykujących w USA, limitując liczbę studentów w uczelniach medycznych i wprowadzając t ostre ograniczenia dotyczące wykonywania praktyki lekarskiej przez lekarzy wykształconych za granicą. Jednym ze skutków tych działań były wysokie dochody lekarzy. k W latach sześćdziesiątych należeli oni do grupy 20% najbogatszych Amerykanów. e Od lat siedemdziesiątych zmniejszył się nadzór AMA nad liczbą studentów medycyny, a jednocześnie złagodzono przepisy migracyjne dla lekarzy z zagranicy. Spowodowało to wzrost podaży lekarzy o ponad 40%. Jak wskazują wyniki jednego z przeprowadzonych badań, ten wzrost podaży spowodował, że roczny dochód Przeciętnego lekarza obniżył się o 20-25%. Krótko mówiąc, postępujące osłabienie monopolowych ograniczeń AMA dotyczących podaży lekarzy spowodowało spadek osiąganego przez nich zysku nadzwyczajnego.

NCAA



Krajowy Akademicki Związek Sportowy (ang. National Collegiate Athletic Association — NCAA) ustanawia i zapewnia przestrzeganie niezliczonych reguł rządzących sportową rywalizacją reprezentacji szkół wyższych. Chociaż niewątpliwie rywalizacja ta stanowi część doświadczeń wynoszonych przez studentów z uczelni i istotny składnik procesu kształcenia, chodzi tu również o wielki biznes oraz o sięgające setek tysięcy dolarów zyski uniwersytetów odnoszących sukcesy w tej dziedzinie. Najlepsi trenerzy uczelniani zarabiają powyżej stu tysięcy dolarów. Przed­siębiorstwa wytwarzające obuwie sportowe płacą najlepszym zespołom za używanie własnych produktów. Dzięki swojej władzy NCAA sprawuje monopolistyczną kon­trolę nad całą tą działalnością. Organizacja ta ustala wysokość i liczbę stypendiów w różnych dziedzinach sportu, a także liczbę rozgrywanych meczów. To ona negocjuje większość najbardziej lukratywnych umów z radiem i telewizją, dotyczących głów­nych uczelnianych dyscyplin sportu, takich jak futbol amerykański oraz koszykówka.

Co najważniejsze, NCAA ogranicza wysokość „płac" sportowców akademickich do poziomu czesnego powiększonego o koszty mieszkania i wyżywienia. Oczywiście, NCAA i rektorzy stoją twardo na stanowisku, że zawodnicy studenci nie powinni w ogóle zarabiać. Niezależnie od tego, czy zgodzimy się z tym poglądem, czy też nie, nie zmieni to istoty sprawy. Olbrzymia opłacalność uczelnianego sportu jest bezpo­średnim wynikiem „quasi-monopolistycznego" zachowania NCAA, a w szczególności ograniczenia podaży, które pozwala na uzyskiwanie wysokich dochodów, oraz reguł stypendialnych, które zapewniają niski poziom kosztów.

Przewaga jakościowa lub kosztowa jako źródło przewagi na rynku.
Niekiedy jedno przedsiębiorstwo ma nad wszystkimi potencjalnymi konkurentami absolutną przewagę pod względem jakości produktu lub przewagę w postaci niższych kosztów. Źródłem przewagi kosztowej może być zastosowanie innowacji technicznej, bardziej efektywne zarządzanie, korzyści zakresu lub zdolność do szybkiego uczenia się. Do niedawna przewaga technologiczna firmy Cray Computer pozwalała jej utrzymywać niemalże monopolistyczną pozycję na rynku superkomputerów. Chociaż istnieje wiele bliskich substytutów jej produktu, Coca-Cola nadal z powodzeniem strzeże sekretu swego napoju, który okazał się takim przebojem rynkowym. W latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, kupując nowe systemy broni, Departament Obrony posługiwał się indywidualnie „adresowanymi" zamówieniami. Uzasadniał to tym, że na rynku tylko niektórzy dostawcy są zdolni do zapewnienia odpowiedniej jakości produktu.
Oprócz monopoli występują kartele których celem jest zmowa w celu osiągnięcia zysku monopolowego, odmiennością zaś jest fakt iż jest to grupa przedsiębiorstw, które zmówiły się w celu kontrolowania ceny i wielkości podaży na jakimś rynku. Celem kartelu jest zapewnienie członkom zysku monopolowego. Istnienie kartelu pociąga za sobą także pośrednie korzyści dla tworzących go przedsiębiorstw. Zmniejsza się wówczas niepewność związana z za­chowaniem konkurentów i możliwe staje się wzniesienie dodatkowych barier, utrud­niających wejście nowym przedsiębiorstwom.

W Stanach Zjednoczonych kartelowe porozumienia producentów — niezależnie od tego, czy jawne, czy tajne — są nielegalne. Niektóre kartele (poza USA) działają za cichym przyzwoleniem państwa; w innych uczestniczą bezpośrednio same państwa. Najlepiej znane są potężne kartele kontrolujące zasoby naturalne. Na początku lat dziewięćdziesiątych Organizacja Państw Eksporterów Ropy Naftowej (OPEC) spra­wowała kontrolę nad 40% światowych zasobów ropy. DeBeers podporządkował sobie ponad 90% światowej sprzedaży diamentów wykorzystywanych w branży jubilerskiej.

Znany nam już model monopolu ułatwia zrozumienie zachowania kartelu. Celem kartelu jest maksymalizacja łącznego zysku członków. Aby to osiągnąć, kartel zachowuje się niczym pojedynczy monopolista. Przy danym popycie na swe produkty maksymalizuje on zysk, zmniejszając podaż i podnosząc cenę. Rozwiązaniem ideal­nym jest wybór takiej wielkości produkcji, przy której utarg krańcowy kartelu zrównuje się z jego kosztem
Działania monopolistyczne na przykładzie kartelu OPEC
Dwanaście krajów członkowskich OPEC spotyka się dwa razy w roku, aby ustalić poziom ceny ropy naftowej (której narzucenie rynkowi jest celem kartelu), a także aby rozdzielić między swoich członków limity produkcyjne. Ustalenia te są niezwykle ważne dla innych krajów produkujących ropę naftową, dla prywatnych koncernów naftowych oraz — oczywiście — dla konsumentów ropy. Niczym w składającej się z wielu aktów sztuce teatralnej, negocjacje w ramach OPEC dotyczą po kolei:

(l) oceny wielkości światowego zapotrzebowania na ropę naftową, (2) ustalenia właściwej wysokości limitu całkowitej produkcji OPEC, (3) rozdziału tej produkcji pomiędzy członków kartelu.

Ostatnie dwa zagadnienia są związane ze sobą i zwykle wywołują najbardziej zażarte spory. Ograniczenie wielkości całkowitej podaży krajów OPEC jest podstawowym warun­kiem niedopuszczenia do załamania się ceny ropy na rynku światowym. (W latach 1989-1994 przeciętna cena ropy naftowej obniżyła się z 19 dół. do 15 dół. za baryłkę).

Warto zadać sobie pytanie, jaka cena i wielkość produkcji umożliwią krajom OPEC maksymalizację zysku w długim okresie. Eksperci są tu podzieleni. Wielu zachodnich ekonomistów krytykowało kraje OPEC za ustalanie cen na poziomie, który jest zbyt wysoki nie tylko dla konsumentów, lecz także z punktu widzenia interesów samego OPEC. Profesor Massachusetts Institute of Technology (MIT) Maurice Adelman uważa, że stosowane przez OPEC wysokie ceny służą zwiększeniu krótkookresowych zysków kosztem długookresowych dochodów kartelu. W długim okresie wysokie ceny kartelowe skłaniają konsumentów ropy do oszczędzania energii lub do poszukiwania nowych jej źródeł. Także kilka krajów nękanych trudnościami finansowymi (Indonezja, Nigeria i Libia) konsekwent­nie przekraczało przyznane im kwoty.

W pierwszej połowie 1994 r. kartel przestrzegał ustalonego przez siebie limitu 24,5 mm baryłek. Jednak wiele krajów członkowskich naciskało na dalsze ogranicze­nie produkcji całkowitej o 2%, licząc na podwyżkę cen ropy. Do dziś spory wewnątrz kartelu nie pozwoliły zrealizować tych planów. A zatem, OPEC stanowi podręcz­nikowy przykład napięć istniejących wewnątrz kartelu, wywołanych potrzebą ograni­czenia wielkości produkcji w imię wspólnego dobra kartelu, co stoi w sprzeczności z indywidualną motywacją poszczególnych członków do zwiększania produkcji.

Monopole i kartele są rodzajami występującymi często, lecz możemy wyszczególnić także

monopol naturalny, który pojawia się wówczas, gdy przeciętne koszty produkcji zmniejszają się dla wszystkich możliwych wielkości podaży. Monopole naturalne są zwykle związane z usługami komunalnymi, takimi jak usługi wodociągowe, telekomunikacyj­ne, dostawy elektryczności i gazu.

Wreszcie, krytycy regulacji cen wskazują, że wraz z upływem czasu interwencja państwa rozszerzyła się na wiele obszarów, które nie mają nic wspólnego z mono­polem naturalnym. Przykładem są przewozy samochodowe, linie lotnicze i ban­kowość. Co więcej, w sposób zamierzony lub nie, regulacja często prowadzi "do ograniczenia prawdziwej konkurencji; regulacja stawek opłat może równie dobrze powodować wzrost cen, jak i ich spadek. W tym sensie organy regulacyjne są często „zakładnikami" przedsiębiorstw, które miały kontrolować; w rezultade utrwalają one status quo, chroniąc swoich podopiecznych przed konkurencją. Na przykład, aż do przeprowadzenia deregulacji linii lotniczych celem Rady Lotnictwa Cywilnego (ang. Cmi Aeronoutics Boord — CAB), tj. państwowego organu regulacyjnego, było ustalanie wysokośd taryf oraz niedopuszczanie do wejśda nowych firm na rynek przewozów lotniczych. W końcu lat siedemdziesiątych CAB, kierowana przez ekono­mistę Alfreda Kahna, zmieniła kierunek swoich działań o 180", uwalniając ceny i pozwalając na wejście na rynek tanim liniom lotniczym nie nastawionym na zaspokajanie wyszukanych potrzeb. W ten sposób zaczęła się obecna era znacząco niższych opłat za przeloty.

„Naturalny" monopol multimedialny

W latach 1984-1993 najczęścej usługi telewizji kablowej na zasadach wyłączności świadczyły pojedyncze przedsiębiorstwa. Zazwyczaj lokalny samorząd przyznawał Prawny monopol jednej spółce telewizji kablowej. Agencje regulacyjne wybierały pojedynczych dostawców, uzasadniając to argumentem o występowaniu monopolu naturalnego. Przecież budując jedną sieć obsługującą wszystkie gospodarstwa domo­we, kablowy monopolista osiąga duże korzyści skali, co umożliwia udostępnianie tanich usług abonentom. W tym okresie wiele spółek w zasadzie nie było poddanych regulacji i nie podlegało naciskowi konkurencji. Nie jest więc zaskoczeniem, że w miarę upływu czasu zaczęły one przejawiać tendencję do podnoszenia miesięcznych °Płat za podstawowe rodzaje świadczonych przez siebie usług. Od 1993 r. jedną z reakcji władz na tę sytuację było przywrócenie — ograniczonej co do zakresu ~~ regulacji cen.

Jeszcze poważniejsze problemy wiążą się z nadejściem ery usług multimedialnych i komunikacji interaktywnej. Te „wielopasmowe" usługi, których pojawienie się jest już tylko kwestią czasu, byłyby udostępniane za pośrednictwem zapewniających wielką szybkość przekazu sieci światłowodowych i obejmowałyby telefon, setki kanałów telewizyjnych, wybór oglądanego filmu z domowego fotela, korzystanie z baz danych (np. w celu opłacania rachunków czy przeglądania oferty mediów elektronicznych). Jakie przedsiębiorstwa zaoferują nam takie usługi? Za pomocą jakich środków? Jaka będzie ich jakość, a jakie koszty? Na pewno nie można narzekać na brak chętnych. Poza samymi sieciami telewizji kablowej w grę wchodzą także lokalni operatorzy telefonii oraz inne przedsiębiorstwa prywatne, które rywali­zują o ten potencjalnie olbrzymi rynek usług multimedialnych.

Choć postawione pytania nie są łatwe, analiza ekonomiczna okazuje się pomoc­na przy poszukiwaniu możliwych odpowiedzi. Jeśli ktoś jest zdania, że rynek multimediów ma cechy monopolu naturalnego, to właściwym rozwiązaniem jest przyznanie regulowanego monopolu na świadczenie usług multimedialnych pojedyn­czej firmie, wykorzystującej jedną wielopasmową sieć. Obowiązujące obecnie w USA przepisy Federalnej Komisji ds. Łączności zakazują lokalnym operatorom sieci tele­fonicznej posiadania lub kierowania siecią telewizji kablowej w regionach, w których działają. Skoro tak, to bez zmiany przepisów nie dowiemy się, które kategorie przedsiębiorstw spełniają warunki pozwalające przyznać im status monopolistycznych dostawców. Jeśli natomiast uznać, że konkurencja na rynku usług multimedialnych jest możliwa, to wysiłki organów regulacyjnych powinny być skierowane na usunięcie wszystkich barier wejścia. Spółki telekomunikacyjne, sieci telewizji kablowej, będące wynikiem fuzji „hybrydy" telefoniczno-telewizyjno-kablowe, a także inne przed­siębiorstwa, wszystkie one powinny mieć prawo do konkurowania o nabyw­ców. Konkurencja może doprowadzić do powstania licznych sied wielopasmowych na każdym z obsługiwanych obszarów. Lub też — jeśli korzyści skali okażą się znaczące — końcowym wynikiem będzie jedna sieć wielopasmową, której opera­tor ma obowiązek udostępniania jej wszystkim ubiegającym się o to firmom multi-medialnym.

Pojawiły się pierwsze dowody potwierdzające tezę o możliwości istnienia kon­kurencji na rynku multimediów". Na przykład, w przypadku niewielu obszarów, na których konkuruje obecnie kilka sied telewizji kablowej, analizy ekonomiczne poka­zują, że abonenci płacą przeciętnie o 2-3 dół. miesięcznie mniej niż tam, gdzie działa wyłącznie monopolista świadczący podobne usługi. (Rzeczywiście, z niektórych badań wynika, że intensywność konkurencji jest ważniejsza od kosztów produkcji przy wyjaśnianiu cen usług telewizji kablowej). Na potanienie usług ,,kablowych" wpływa również dostępność substytutów, np. takich jak trzy do sześciu tradycyjnych „powietrz­nych" kanałów telewizyjnych. Na korzyści w postad niższych cen, będące wynikiem bardziej intensywnej konkurencji, wskazują również badania empiryczne rynku telefo­nicznych rozmów międzymiastowych, na którym MCI, Sprint i inne mniejsze firmy z powodzeniem konkurują z AT&T. W tej sytuacji wielu ekonomistów opowiada się za podejściem typu „hands-off", czyli deregulacją rynku multimediów, licząc na to, że swoboda wejścia i konkurencja pozwolą wyłonić najbardziej efektywne sposoby świadczenia usług multimedialnych.
W przypadku wolnej konkurencji wszystkie przedsiębiorstwa wytwarzają identyczny, standaryzowany produkt. Natomiast na rynku zmonopolizowanym jedna firma sprzedaje niepowtarzalny produkt (jednak mogą istnieć jego dalsze substytuty). Jak wskazuje już sama nazwa, konkurencja monopolistyczna stanowi połączenie tych dwóch przypadków. Główną cechą konkurencji monopolistycznej jest różnicowanie produktu: przedsiębiorstwa rywalizują ze sobą, sprzedając wyroby, które nieznacznie różnią się od siebie. Różnicowanie produktu pojawia się w mniejszym lub większym stopniu w przypadku większości dóbr konsumpcyjnych. Przedsiębiorstwa sprzedają dobra o różnych właściwościach (twierdzą przy tym, że są one lepsze od dóbr konkurencji). Oferują także klientom zróżnicowany zakres usług posprzedażnych i serwisu. Reklama i marketing, których celem jest zaszczepienie u nabywców lojalności wobec produktu lub marki, wzmacniają te (rzeczywiste lub wyobrażone) różnice . między produktami.

Różnicowanie produktu oznacza, że rywalizujące przedsiębiorstwa w pewnym stopniu są w stanie wywierać wpływ na poziom ceny. Ponieważ konkurencyjne produkty są bliskimi substytutami, popyt jest względnie elastyczny, lecz nie doskonale elastyczny, jak w przypadku wolnej konkurencji. Przedsiębiorstwo może nieco pod­nieść cenę, nie tracąc przy tym wszystkich klientów na rzecz konkurentów. Odwrot­nie, obniżenie ceny powoduje zwiększenie (choć nie w nieskończoność) sprzedaży. W analizach konkurencji monopolistycznej często pojawia się pojęcie „grup produktowych". Chodzi o zbiory podobnych produktów wytwarzanych przez konkurujące ze sobą przedsiębiorstwa. Na przykład, suknie szyte w bardzo krótkich seriach to typowa grupa produktowa, wewnątrz której nabywcy dostrzegają istotne różnice, w zależności od tego, od kogo pochodzi towar.

Przy identyfikacji grupy produktowej należy zawsze zwracać uwagę na substytucyjność i względne efekty cenowe. Wiele, a może nawet wszystkie sklepy detaliczne działają w warunkach konkurencji monopolistycznej. Przyjrzyjmy się rywa­lizacji supermarketów. Poza wielkością, rodzajem sprzedawanych produktów i sposo­bem obsługi różni je, niezwykle ważna dla klientów, wygoda lokalizacji. To właśnie zróżnicowanie lokalizacji i sposobu obsługi sprawia, że poszczególne supermarkety proponować odmienne ceny i nie powoduje to wielkich wahań wielkości sprzedaży oraz ucieczki klientów do tańszych sklepów.

Konkurencja monopolistyczna ma trzy charakterystyczne cechy. Po pierwsze, przedsiębiorstwa sprzedają zróżnicowane produkty. Choć produkty te są bliskimi substytutami, każde przedsiębiorstwo jest w stanie do pewnego stopnia kontrolować swego wyrobu; popyt nie jest doskonale elastyczny. Po drugie, na rynku obejmującym daną grupę produktowi konkuruje ze sobą wiele (np. 20 albo 100) Przedsiębiorstw. Ich liczba musi być wystarczająco duża, aby działanie każdego z przedsiębiorstw z osobna nie wywierało znaczącego wpływu na przeciętną cenę na tym rynku, a także na wielkość produkcji. W dodatku, poszczególne przedsiębiorstwa działają wówczas niezależnie, w związku z czym nie występują zmowy. Po trzecie istnieje swoboda wejścia na ten rynek. Łatwo zauważyć, że dwa ostatnie warunki występują także na rynku wolnokonkurencyjnym. Jednak w przypadku konkurencji monopolistycznej, w wyniku zróżnicowania produktu (warunek l), typowe przedsię­biorstwo dysponuje pewną siłą monopolową. Rozważmy skutki spełnienia tych warunków dla wielkości podaży i poziomu ceny.
Sposoby maksymalizacji zysku
W 1981 r. pewien właściciel stacji benzynowej z Bostonu ustalił najwyższe ceny benzyny w kraju Tego lata żądał on przeciętnie 1,69 dół. za galon benzyny bezołowiowej w dzień oraz 2,59 dół. za galon sprzedawany w nocy, kiedy inne stacje benzynowe w centrum były zamknięte. (Rekordowa wysokość ceny na tej stacji wzrosła aż 3,99 dół.). Jednak nawet po tych paskarskich cenach właściciel stacji sprzedawał przeciętnie 3000 galonów tygodniowo, z tego połowę w nocy. Pomimo kociej muzyki, pikiet i nawet aktów wandalizmu ze strony rozwścieczonych kierow­ców (był to okres kryzysu benzynowego) właściciel ,,trwał przy swoich dystrybuto­rach, a nawet pobierał dodatkowo dolara za pompowanie. Oto jego słowa: „Ludzie uważają stacje benzynowe za publiczne krowy dojne, ale są w błędzie. To jest biznes i trzeba zarabiać na wszystkim. Jeżeli potrafię posłużyć się zasobem, takim jak powietrze, aby opłacić rachunek za elektryczność, to tym lepiej. Jeśli pozwolić na prawdziwy kapitalizm, wszystko działa znakomicie".

Właścicielowi stacji bardzo zależało na zysku i wcale tego nie krył, a jego charakter to osobna sprawa. Jakie korzyści dawała mu polityka podwójnych cen? Kluczem do odpowiedzi jest zjawisko różnicowania cen". Chociaż ponoszone przez niego koszty były prawie takie same w dzień i w nocy, elastyczność popytu zmieniała się zasadniczo. Właściciel maksymalizował swój zysk, żądając wyższej ceny w nocy kiedy popyt jest o wiele mniej elastyczny niż w ciągu dnia. Możemy nawet powiedzą, że działał on na dwóch różnych rynkach (w dzień i w nocy) o różnej strukturze. Nocą miał on w skali lokalnej czysty monopol. Jadący na resztkach benzyny kierowcy musieliby przejechać wiele kilometrów, aby znaleźć inną stację otwartą o tej porze. A zatem właściciel mógł sprzedawać benzynę nawet po paskarskich cenach. (Oczywiś­cie, przy tych cenach zmotoryzowani mogli kupować raczej pięć galonów niż cały bak). Za dnia właściciel miał do czynienia z wieloma konkurentami, sprzedającymi benzynę na sąsiednich ulicach, a także ze stacjami w pobliskim Cambridge. Oznacza to, że rynek ten przypominał rynek konkurencji monopolistycznej. Produkt był w pewnym stopniu zróżnicowany za sprawą mniej lub bardziej dogodnej lokalizacji stacji i lojalności wobec marki. Niemniej jednak, w normalnej sytuacji wysokość zysków nadzwyczajnych była ograniczona ze względu na stosunkową łatwość wejścia nowych przedsiębiorstw. (Kryzys benzynowy i towarzyszący mu spadek podaży umożliwiły sprzedawcom osiąganie krótkookresowych zysków nadzwyczajnych).
Przykład ograniczenia podaży przez monopol
Przez ponad czterdzieści ostatnich lat władze Nowego Jorku utrzymywały niezmienną liczbę --11 787 odznak (niezbędnych do wykonywania zawodu taksówkarza). Taka liczba taksówek miała obsłużyć 7 min mieszkańców miasta. Kiedy nowojorczycy potrzebują taksówki, nigdy nie ma jej w pobliżu. Za to cena rynkowa odznaki (sprzedaż odbywa się co tydzień) wynosi ponad 100 000 dół. Wydaje się, że istnieje duży nie zaspokojony popyt na usługi taksówek i że można by dużo zarobić, zaspokajając go.

Rynek usług taksówkowych w Nowym Jorku jest klasycznym przykładem ograni­czania podaży przez monopol, w tym przypadku usankcjonowany i utrzymywany za pomocą regulacji przez państwo. Owszem, w wielu przypadkach istnieją przyczyny ekonomiczne uzasadniające interwencję państwa (opłaty za przejazd, bezpieczeń­stwo i dbałość o stan techniczny taksówek, zachowanie kierowców). Jednak całkowity zakaz wejścia na rynek nie wydaje się właściwym rozwiązaniem. Władze miejskie powinny zwiększyć liczbę odznak przynajmniej o 17,5%, tak aby przy opłacie wynoszącej 10 dół. za przejazd podaż usług mogła zrównać się z popytem. Dzisiejsi właściciele odznak nadal osiągaliby 70 dół. zysku nadzwyczajnego tygodniowo (podobnie jak ich nowi posiadacze), a zatem ich sytuacja nie uległaby żadnemu pogorszeniu. Bardziej radykalnym posunięciem byłaby likwidacja systemu odznak i umożliwienie wejścia na rynek usług taksówkowych każdemu, kto chce zostać taksówkarzem. Jaki byłby prawdopodobny wynik takiej de regulacji? Przy­ciągnięte zyskiem nadzwyczajnym, na rynku pojawiłyby się nowe taksówki. Jeśli opłaty pozostałyby nie zmienione (P=10 dół.), napływ nowych taksówek doprowa­dziłby do zmniejszenia się liczby kursów przypadającej na jedną taksówkę oraz zaniku w stanie równowagi zysku nadzwyczajnego dla wszystkich taksówek. Alter­natywnie, władze mogłyby obniżyć opłaty za przejazd (powiedzmy, do wysokości P=9,50 dół.) i zezwolić na wejście do gałęzi, co spowodowałoby dalszy spadek ceny wraz ze wzrostem podaży. Trzecią możliwością jest zapewnienie swobody wejścia l jednoczesne zniesienie kontroli opłat. Wiele miast (np. San Diego i Seatte) Próbowało doprowadzić do wolnej konkurencji na rynku usług taksówkowych.


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna