N Adam Lizakowski Kuzyn Józef albo Emigracja loteryjna po roku 1989 do Ameryki



Pobieranie 120.42 Kb.
Data08.05.2016
Rozmiar120.42 Kb.
n

Adam Lizakowski
Kuzyn Józef

albo

Emigracja loteryjna po roku 1989 do Ameryki,

czyli wyprawa po złote runo.
Opowiadanie z życia wzięte

1
Jesienny dzień cały w swojej krasie i okazałości, czyli w brzydocie i lenistwie, z twarzą przestraszonego, wiejskiego głupka zaglądał do mieszkania. Rozpoczął się mglisto i deszczowo, przez rozmazane krople wody na szybach, trudno było dostrzec to co się dzieje na zewnątrz. /Wierzcie mi nic się nie działo/. Mgła otuliła przebiegle i skrycie widok zamazując szybę okienna. /Wierzcie mi nie było żadnego widoku/. Najbardziej widoczny był drewniany płot stary i krzywy, którego jedna cześć chyliła się ku drodze, a druga ku podwórzu. Za płotem był rów, pełnych starych liści i zgniłych traw, badyli i zielska, stojącej wody. Za nim była droga dziurawa prowadząca do powiatu, ale po części wyasfaltowana, bo tam gdzie były dziury nie było asfaltu, a tam gdzie był asfalt nie było dziur... A za drogą na przełaj, hen daleko poprzez pola, lasy, laki, miasta i miasteczka oraz za rzekami i górami znajdował się wielki świat. Wielki świat, o którym coraz częściej rozmawiano w tym mieszkaniu wydawał się jeszcze większy i jeszcze dalszy niż w rzeczywistości był. Przedstawiano go ściszonym głosem tak jakby mówiono, o kimś kto już dawno umarł, albo o kimś kogo należy się bać, dlaczego? Albo mówiono o nim jak o jakiejś starej baśni, która niby ktoś czytał, albo gdzieś o niej słyszał, ale tak naprawdę to nikt nie jest w stanie powiedzieć co to takiego jest. Jak ten wielki świat może wyglądać i co on za jeden.

W pomieszczeniu o ścianach w kolorze szaro-brudnym panowało przygnębienie, niemoc, rezygnacja, półmrok i czuć było wilgoć, stęchliznę, chłód i coś jeszcze na co nie ma słów, aby to „cos” opisać. Na ścianach wisiały cztery portrety, z lewej strony Matka Boska o twarzy wniebowziętej w niebieskiej otoczce wokół głowy. Głowa w złotych gwiazdach oraz umęczony Pan Jezus w koronie cierniowej na głowie, z kroplami krwi na skroniach, z załzawionymi oczami. Po prawej stronie obok szafy wisiały dwa portrety ślubne młodej pary, Szymona i Zosi, rodziców naszego bohatera Józefa. Ona w welonie spiętym z tylu głowy jasnych włosów, z uśmiechem na twarzy szczęśliwej kobiety, on z przedziałkiem ciemnych włosów, mocno zarysowanym czarnym wąsem.. Oboje ubrani w jakieś staroświecki ubrania suknia ślubna przebogata w koronki i garnitur męski w paski, spoglądają na siebie w miłosnym uniesieniu.

Wilgoć jakby wstydziła się swojego przeznaczenia, wiec nieśmiało upodobała sobie miejsce za szafa w rogu pokoju, ale nikt do niej o to nie miał pretensji. Skoro taka wstydliwa nich tam sobie za szafa siedzi, najgorsze jednak to, ze nie było jej widać, ale szczególnie w takie dni jak ten dawała się odczuwać. W pokoju poza wilgocią znajdował się w drugim rogu stary piec kaflowy o nieokreślonym kolorze, być może kiedyś był to kolor jasnożółty. Piec ogromny i brzydki o podrapanych i obijanych kaflach, którego drzwiczki, przypominały twarz człowieka, którego co skopano po twarzy, któremu wybito kilka zębów na przodzie. Był jeszcze wielki stół dębowy i piec wielkich masywnych krzeseł, oraz wielki kredens w kolorze mahoniowym, tak wielki ze trudno byłoby znaleźć większy nawet gdyby chciało się szukać.

Z nastroju i mim mieszkańców można było wyczytać, ze bolą ich zęby, albo jeszcze jakieś inne, gorsze choroby na nich spadły. Pogoda była pod psem, wiec nie nastrajała ich do wesołości, ale wręcz przeciwnie czyniła ich jeszcze bardziej smutnymi i leniwymi niż zwykle byli. Z rezygnacja poddali się całkowicie melancholii i czemuś w rodzaju lekkiego stresu.. Przygnębię i frasobliwość rozlewała się po twarzach zebranych niczym już wspomniana mgła na okiennych szybach. Nie rozmawiano, rzadko kiedy mówili i do gadolskich nie należeli. Pewnie nie było o czym rozmawiać, ani też nie wymyślano tematów zastępczych typu wojna w Jugosławii, czy przygody seksualne gwiazd filmowych z Hollywood. Przy stole nakrytym cerata w stanie szczątkowym - na drewnianych wielkich nogach- zajmującym pół pomieszczenia, wielkim i ciężkawym zastawionym, popielnicami i szklankami po herbacie - nie rozmawiano o najnowszych notowaniach na giełdzie nowojorskiej, ani też nie roztrzęsano problemów mody paryskiej obowiązującej na sezon jesienno-zimowy tego roku. Ani polityka ani sport, nie zaprzątały umysłów domowników. Oni najbardziej lubili rozmawiać o filmach w telewizji tak zwanych serialach, ale - jeśli już musieli rozmawiać - to o pieniądzach i Ameryce. Tak naprawdę i jednego i drugiego najbardziej im brakowało, i ani pieniędzy ani Ameryki to jeszcze nie widzieli. Ameryka to pieniądze, pieniądze to Ameryka. Taka mieli filozofowie na własny użytek.

2
Rozmowy mieszkańców mieszkania, toczyły się wokół Ameryki dość często jednak - trzeba być uczciwym – jakieś tam pieniądze od czasu do czasu widzieli, natomiast Ameryki jeszcze nie widzieli, chyba ze na zdjęciu lub pocztówce. Ameryka była im w głowie, bo jeden z nich Antoni, był w Ameryce już od kilkunastu lat, ale listów prawie nigdy nie wysyłał, ale teraz wysłać. Było napisane, ze Józef najmłodszy i najbardziej rozgarnięty został przez niego zgłoszony do loterii wizowej i tez się tak złożyło, ze komputer właśnie jego wylosował. Kiedyś nawet przyszło jakieś oficjalne powiadomienie o tym wydarzeniu, ale nikt w rodzinie specjalnie tym się nie przejmował, bo i po co. List otworzono i stwierdzono ze dolarów w nim nie ma, wiec cala zawartość koperty powędrowała do pudelka na buty, w którym trzymano najważniejsze dokumenty. Miało ono swoje szczególne miejsce w szafie, na górnej polce z lewej strony pod szalikami. Nikt tez uważniej listu nie przeczytał, bo i po co sobie oczy psuć czytaniem, poza tym byli świecie przekonani, ze skoro oni do nikogo nie piszą, wiec niech i do nich nikt nie pisze a jeśli już napisał, to tak aby normalni ludzie mogli cos z tego zrozumieć. Z listu niewiele zrozumieli i szybko o nim zapomnieli na amen.

Antoni nie był zbytnio lubiany w rodzinie, nie dlatego, że się go wyrzeczono, albo w jakiś szczególny sposób dal się poznać z jak najgorszej strony, ale dlatego, ze rodzina poczuła się obrażona na niego. Do Ameryki uciekł w drugiej połowie lat 80, dokładnie kiedy nikt już nie pamiętał, w którym to było roku, 1986, a może 1987, wiadomo, tylko ze była to wiosna. Wystarczy powiedzieć, że wyjechał z miejscowym księdze na popularne w takim okresie pielgrzymki do papieża, do Watykanu i więcej już go nie widziano. Gdzie przez ten czas był i co robił nikt nie wiedział. Jakim cudem z Włoch dostał się do Ameryki tego też nie widziano. Kiedyś na początku swojej emigracyjnej przygody, to jeszcze potrafił list ze zdjęciem i dolarami wysłać a nawet dwa, czy trzy razy zdobył się na paczkę na Boże Narodzenie. Ale jak upadla komuna kontakt się z nim urwał, przestał pisać i nie dawał znaku życia o sobie już od lat. Na początku to nawet i o niego się martwiono a zarazem i podziwiano, czekano z utęsknieniem na każdy list, ale przestał pisać Nie wiadomo czy się obraził na rodzinę, czy na to ze komuna upadla?

Tym razem napisal krotki list z zapytaniem, chlodny jakby pisal do obcych, bez zadnych opisow wlasnego zycia, bez wspominania o Ameryce, Chicago, w którym mieszkal. Zaczeto sobie wyobrazac, ze mu się powiodlo, ze jest bogatym, wiec z tygodnia na tydzien zaczeto mu zazdrosc, ze ma lepiej niz oni, ze o nich zapomnial, bo już jest panem, albo nie wiadomo kim. Ma ich za nic, albo nawet nimi pogardza. Co robi? Jak mu się w tej Ameryce ulozylo? Z czego zyje? Czy się ozenil? Niczego w liście nie było napisane co mogloby mowic o nim jako czlowieku, czy czlonku rodziny. Bez wdawania się w szczegoly, bez zbednych ozdobnikow pyta wprost czy już ten wazny papier otrzymali z konsulatu amerykanskiego. List ten faktycznie otrzymali, kiedys tam, i ale niestety już go nie było, bo jeden z czlonkow rodziny bedac w potrzebie zuzyl papier do celow wlasnych. Kto to był, do tej pory nie wiadomo, bo nikt się nie przyznal, a w rodzinie spokojnej nie wypada robic draki z byłe jakiego powodu. Ot, napisali jeden list moga napisac i drugi, taka wyznawali filozofie na uzytek wlasny. Tak tez w kilku zdaniach odpisali do Antoniego do Ameryki.

Mijaly tygodnie a pozniej miesiace, jedne zniwa, a pozniej nastepne i o calej sprawie by zapomniano na amen, gdyby znowu Antoni z Ameryki nie napisal. Wszystko już jest prawie zalatwione - donosil, jedynie kuzyn Jozef musi jechac do stolicy, aby tam dokonca pozalatwiac formalnosci. Jesli szczęście mu dopisze i wszystko pojdzie po mysli, to powinni wkrotce się zobaczyc w Ameryce. Kuzyn Jozef niechetnie i przy milczacej zgodzie rodziny, ale wyruszyl do stolicy pod wskazane adresy, tam co trzeba zalatwil. W amerykanskim konsulacie przyobiecano mu, ze gdy przyjdzie jego kolei to do Ameryki pojedzie. Poproszono o cierpliwosc, wiec czekal, a cierpliwosci było w nim tyle co w oceanie wody, albo i jeszcze wiecej, bo nigdzie mu się nie spieszylo i nigdzie go nie gnalo. Ciekawosc Ameryki była tylko zewnetrzana, tak wewnetrznie to tutaj było mu dobrze i wolalby nigdzie się nieruszac.
3
I tak by nieroby przesiędzialy caly bozy dzien jeden i drugi i nastepny myslac o Ameryce i o tym jak tam Antoni zyje i z czego?.Dlaczego do nich nie pisze takich listów jak kiedys na poczatki swojej emigracji. Cos musialo się z nim stac, ale nie wiedzieli co? O to ze zyje byłi spokojni, przeciez nikt w rodzinie nie mal zadnego zlego snu z tematem Antoni, wiec na pewno zyje i to chyba nie zle mu się zyje. Nie wiedzieli, czy się tym martwic czy się cieszyc. Brak milczenia z jego strony, był dla nich denerwujacy i upokorzajacy, tym bardziej, ze bieda zagladala już nie tylko w oczy, ale i do garkow i zoladkow.

Nic nie robili i nie mieli stalego zajecia, cala okolica, w której mieszkali była na bezrobociu i nie było zadnych widokow, ze sytuacja szybko się zmieni na lepsze. Sami nie mieli zadnego pomyslu ani na prace ani na cokolwiek. Spogladali przez okno i mowiac do siębie ”aby do wiosny”. Mlaskali przy tym jezykiem siurpiac cienka herbate bez cukru i cytryny, wydajac blizej niedoopisnia dzwieki. Cisze przerwal listonosz, którego tez dawno już nie widzieli, bo zasilki im się dawno pokonczyly i teraz zyli pomyslem na wlasny biznes, a co to było lepiej o tym nie mowic, tym bardziej, ze był to tylko pomysl.

. Listonosz był w tej okolicy niezmiernie rzadkim przypadkiem, a były i takie rodzinny w sasiędztwie co go i już nie tylko miesiacami, ale i latami nie widzialy w swoich progach. Na loskot otwieranej furtki pierwszy zareagowal pies, wielki, czarny i kudlaty wielorasowiec, wychodzac leniwie spod stolu, a ze był już stary i nie jedno w swoim zyciu widzial i słyszał i dawno powinien zejsc z tego świata, /czego mu szczerze zyczono, bo nie za bardzo było czym go karnic/ wiec szczekac mu się niechcialo. A bo to niemalo naszczekal się w swoim zyciu i tak nic dobrego za to go nie spotkalo. A tyle kopniakow dostal, ze zaden najlepszy ruski komputer by nie obliczyl, - podniosl ledwo leb, ktory natychmiat mu opadl ku podlodze. Mezczyzni odlozyli papierosy do popielnicy, ktora wielka była na miska, a kobiety na moment przestaly cerowac jakieś stare i znoszone do granic mozliwosci koszule. Wszyscy popatrzyli na siębie przyjaznie, zerkajac ukradkiem za okno na listonosza. Ale nie zdazyli mu się dobrze przyjrzec, bo ten prezystym krokiem podszedl do drzwi, dwa razy piescia w nie walnal i nim kuzyn Jozef zdazyl po schodach na dol zleciec, już go nie było, natomiast w drzwiach była gruba koperta.

Wniosl ja z dostojestwem na pietro do pokoju w którym zebrani w wielkim napieciu na twarzach, zagryzajac nerwowo usta, zaciskajac piesci czekali na dalszy rozwoj wypadkow. Koperte otworzyl nozem lezacym na stole pomiedzy szklankami z herbata, a z niej wypadly rozne takie papierki, na ktorych było napisane, ze kuzyn Jozef na otwarta droge do Ameryki jesli jeszcze chce jechac.Formalnosci sa już za nim teraz należy zalatwiac paszport, bilet lotniczy kupi Antoni w Ameryce i takie rozne musi odprawic odprawic czary mary i ceregiele, które umozliwia wyjazd do Ameryki a dokladnie do Chicago, w którym mieszkal od lat kuzyn Antoni, sprawca dzisięjszego zamieszania.


4
„ A no stalo się” - powiedzial Jozef , splunal do szklanki, z której pil herbate, skrzywi się nerwowo jakby z bolu, rozejrzal po twarzach nie siędziacych, ale stojacych za stolem, tak jakby je pierwszy raz w zyciu zobaczyl. Koperte wraz z jej zawartoscia zgial w pol, i schowal do tylnej kieszeni spodni, usiadl za stolem za zanim reszta zgromadzonych usiadla poslusznie. Spuscili glowy i czekali niewiadomo na co. Nastapila cisza tak glucha i gleboka, ze było slychac drapanie się psa od stolem. Pierwszy odezwal się Jozef :

- Nie siędzcie tak cicho, ale cieszcie się, ze lece do Ameryki – powiedzial to bez przekonania malo optynistycznym glosem. Wierzcie mi – dodal po chwili – ze o was nie zapomne, bede co miesiac pisal dlugi list, pisywal Ameryke, i co robie i jak w niej zyje i o Antonin tez wspomne. A gdy tylko się troche lepiej ustawie, wysle i dolary i paczke, i to niejedna, wierzcie mi.. Wytarl czolo grzbietem reki, podrapal się po nosię i jeszcze bardziej zapadl się w swoje krzeslo niz to zwykl robic.

...........

Pojawienie się listonosza i wielkiej koperty z papierami na wyjazd Józefa bardzo poruszylo zgromadzonych, takiego obrotu sprawy się nie spodziewali. Do konca nie wierzyli, ze to może być prawda. Nie wiedzieli co o tym maja myslec. Najbardziej poruszony był stary Szymon i Zosia, ktorzy byłi rodzicami Józefa, uraziloich to, ze w tej wielkiej kopercie nie było ani słówa o nich, ani nie było zadnych pozdrowien dla nikogo z rodziny. To ubodlo ich dume i to im się nie spodobalo, to wysuneli na plan pierwszy w swojej wypowiedzi, mowiac o tym co się wydarzylo w ostanich minutach.

Pozostali czlonkowie rodziny z mina zadowonych dzieciakow pochwalili sluszna uwage i bystrosc umyslu starego Szymona. Tak, tak - kiwali glowami z uznaniem dla najstarszego czlonka rodziny-, pozdrowienia jakieś powinny być, a chociazby wlozlyby do tak wielkiej koperty ze 20 dolcow. Widocznie o nas już nie pamieta, albo lekcewazy dodala Zosia - zona Szymona i raz jeszcze wszyscy się z nia zgodzili, nieprzychylnym okiem patrzac na Józefa, ktory niczemu nie był winny. Ale on tak naprawde tym się nie przejmowal, ani nawet nie przyszlo mu do glowy tym się przejmowac. On już myslami był w Ameryce, w Chicago, liczyl dolary i co z a nie kupi gdy wroci w rodzinne strony, jak bedzie wygladal, i jakiego może spodziewac się szacunku od bliskich i znajonych. Przeciez bedzi bogaty, a bogatym należy się szacunek, chocby za ich bogactwo. Nie za bardzo zastanawial się nad tym co tam bedzie robil w tym legendarnym Chicago, jaki interes ma Antoni, aby go zapraszac. Zaprasza wiec pojedzie, jaki problem niech on się o wszystko martwi, widocznie jest już tak ustawiony, ze na wiele jest go stac i wiele może. Jego zadaniem jest dojechac do Ameryki, jak najwiecej obiecac rodzinie, ale jesli bedzie taka mozliwosc, ze bedzie mogl pomoc to i pomoże. Ale zanim to nastapi on sam musi być już na tyle bogatym, aby sobie pozwolic na wydawanie pieniedzy na innych.
5
Chicago, Chicago, sweet home Chicago tak spiewaja amerykanscy muzycy bluesowi o Chicago. Dobry wspanialy, przyjemny, goscinny dom Chicago, którego drzwi sa otwarte dla kazdego, lecz niestety nie wszyscy potrafia docenic goscinnosci miasta i nowe warunku zycia. Chicago miasto nadziei dla wielu, wielu ze wszystkich stron świata. Czy naprawde to slodki i mily dom, wygodny i przyjazdny dla kazdego? Przeciez angielskie sweet - to po polsku slodycz, w której kryje się gdzieśiatki roznych przyjemnosci i znaczen.Chicago stolica Polonii świata, w którym mieszka okolo miliona ludzi majacych polskie korzenie, Chicago mino takiej armii ludzi – rodakow nie przesiaklo jednak polskosca w takim stopniu jak irladzkoscia, czy niemczyzna.

Downtown *1 a w nim wielkie wiezowce ponad cztergdzieści, piecgdzieśiat, szescgdzieśiat pieter i jeszcze wyzsze z krolem wysokosci, Sear Tower ponad sto pieter nie było dla Polakow w dzien do zdobyćia. Rodacy tam pracowali w nocy jako sila nie wykwalifikowana, przy sprzataniu i utrzymywaniu czystosci i porzadku, czysto bedac na tak zwanej podmowie, czyli jeszcze ktoś inny zalatwial sobie kontrak- prace, a wykonywanie jej zlecal Polakom. . Kontakt Polakow ze spolecznoscia amerykanska zamieszkala w tym miescie, badz co badz uwazanym za druga Warszawe, była bliski zera, a jesli już był, to bardzo niekorzystny dla nas. Inne grupy etniczne o wiele lepiej dawaly sobie rade w tak zwanym public relations *2 z wladzami miasta i powiatu. Nas ledwo tolerowano jesli w wielu przypadkach nie lekcewazono, czego oczywiscie sami sobie byłismy winni.

Tego kuzyn Jozef nie wiedzial, ani wielu, wielu innych rzeczy nie wiedzial, i to mozna uznac za jego szczęście w nieszczęściu, ale skoro już do tego Chicago dotarl była okazja aby się dowiedziec.Dowiedziec się to takze oznacza poznac, ale czy on byłby na tyle tym zainteresowany? tego nie mozna ze 100% pewnoscia powiedzieć. Była polowa lat 90. Stanami Zjednoczonymi bardzo zrecznie rzadzil Bill Clinton, przezywany skandalista. Konczyla się wiosna, ktora, w Chicago rozpoczyna się tak szybko i niespodziewanie, ze wielu nawet jej nie zauwaza, bo jest tak krotka i ciepla. Po niej nadchodzi lato gorace i upalne duszne i wilgotne, które zabiera wiele ofiar ludzkich, bo upaly zabijaja co roku wiele osob.

Antoni stary wyga i wyjadacz co lepszych kaskow, przynajmniej tak mu się wydawalo o tym wszystkim wiedzial. Musial wszystko wiedziec i nawet jeszcze wiecej, na wiele szczegolow zwracac uwage, jego praca była zwiazana z urzednikami miasta, od którego dostawal co roku pozwolenie na prowadzenie robot budowlanych. Był zalezny od inspektorow budowlanych z City Hall *3, , ktorzy wiele robot zatwierdzaja, a jak się pracuje w branzy budowlanej, to takie rzeczy jak zmiany por roku koniecznie trzeba zauwazac. Antoni był bystrzakiem i mial mala kilkuosobowa firme, ale mala ale wlasna o pieknej nazwie KOGUCIK, której było zadaniem zrobic jak najszybciej kasy wziac ja i uciec.

6
Z Jozefem spotkanie na lotnisku nie było ani wylewne, ani gorace, bez zbednych pytan i czulych spogladam w oczy. Po prostu podali sobie rece jak mezczyzni, nawet się nie obejmujac czy sciskajac.Nie wiedzieli się lata, a Jozef był jeszcze uczniem podstawowki, gdy Antoni z Polski uciekal, ale nie był to powod, aby się rozczulac. Nie było na to czasu ani potrzeby, ani zwyczaju w rodzinie, by się obejnowac czy przytulac do siębie nawzajen. Antoni jak najszybciej chcial uciec, bo w garazu mial zaparkowany samochod, a kazda minuta to dolary oplat, a skad je brac? Jozef mial tylko jedna mala torbe, do której nawet celnicy nie zagladneli, dziwiac się, ze czlowiek z Polski przylecial z jedna mala torba, wariat jakis, bo na pewno nienormalny. Antonienu było to na reke, maly bagaz szybka odprawa celna. Bez wiekszych wprowadzen czy zwrotow grzecznosciowych typu jak mu się lecialo w samolocie? Czy się bal? Co tam nowego w Polsce i w rodzinie? Kto umarl a to się urodzil? Zaczal opowiedzial kuzynowi o swojej firmie, sobie i swoim zyciu w Ameryce w samochodzie w drodze do domu z lotniska, aby nie tracic cennego czasu. Skoro teraz jest okazja do pogadania to trzeba gadac, jutro już jej nie bedzie, bo robota czeka :

- A wiec u mnie – stary niczego ci nie braknie- dostaniesz zarcie i spanie, nawet jesli gatek nie masz, to ci jutro w Salvation Army * 4 kupie za trzy dolary, ale takie jak nowe. U mnie w firmie, chlopie malorolny pracowali najtezsze umysly XX w, jakie tylko w Polsce się urodzily i wychowaly. Tak bracie – dodawal z przekasem. U mnie w fimie zatrudnialem i komunistow i faszystow i tych co wierza w Pana Jezusa i tych bandytow co nie wierza w naszego Zbawiciele. Mialem takich asow, ze świat takich jeszcze nie widzial. Ale ja tam nie dbam o to jakie czlowiek ma przekonania, kim był, w co wierzy, ja takiego mother fuckera *5, stwarzam na nowo. Ja to mam ggdzieś kim on tam z drugiej strony oceanu był, bo z natury jestem republikaninem. Dla mnie musi pracowac profesor czy doktor, chlop malorolny czy, były traktorzysta z pegeeru, jesli nie pracuje , to kopa w dupe i won, ty chamie i swinio nie myta.

Jestem czlowiekiem biznesu, tym co się lenia nie place, u mnie miejsca dlugo nie zagrzeja. Praca to tutaj przywilej a nie obowiazek, ja sam wiesz, bo przyjechales z kraju, gdzie roboty nie ma nawet na lekastwo, takich mamy madrych ludzi w rzadzie, fucken idiots *6. Tutaj jest nie lepiej, ale begdzieśz musial szybko w tym kurestwie się polapac. Masz ogromne szczęście, ze na mnie trafiles, ja bede dla ciebie latarnia, ktora przez te mroki pierwszych miesięcy emigracji przeprowadzi. Musisz pamietac tylko jedno, tutaj nie ma nad nikim litosci, nikt na litosci nie zasluguje, i nikt jej od ciebie nie oczekuje, tylko kurwa i zlodziej w tym kraju zyje godnie i wygodnie i ludzie co maja glowy na karkch....

Na moment przerwal, bo akurat jakieś auto zajechalo mu droge.

- O!!! look there * 7 na te male literki pl. na tym odrapany starym oldsmobilu, to na pewno jada Meksycy, ktorzy ggdzieś na junkarni * 8 kupuja te auta. Kazdego Meksyka marzeniem w Chicago jest miec wlasnie takiego wielkiego gruchota a z czasem być wlascicielem sklepu z meblami. Oni po prostu uwielbiaja byćie wlascicielem sklepu z meblami. Na takie wielkie cary * 9 krowy musisz uwaza, bo za kierownica takich aut albo siędzi pijany Meksykanin, albo pijany Polak. PL to skrot od Poland a Poland to po naszemu Polska. Na auta z takimi literkami musisz uwazac... ale o czy to ja mowiem – przez sekunde się zastanawial - ach.. Jak już powiedzialem, kociol i wyrko masz u mnie, takze i prace, na razie przez kilka miesięcy, nie bede ci placil. Musisz odrobic bilet, ktory ci kupilem, plus wszystkie koszta jakie ponioslem w zalatwianiu twoich papierow, tutaj do Ameryki, a wiesz mi one sa nie male. Kazdy papierek, kazdy podpis, kazda pieczatka, kosztuje, jankesy nic ci za darno nie zrobia. Zaplacilem za ciebie z gory, nie moge być stratnym, mi tutaj tez nikt niczego za darno nie dal.Zapamietaj sobie there is not such a thing like free lunch.* 10 Pomieszkasz troche, to sam zobaczysz, na czym to wszystko tutaj polega, wierze, ze się dogadamy i nie begdzieśz robil mi zadnych problemow. Bo jesli beda problemy, zadzwoniem na policje, a ona odwiesię cie na lotnisko, - mowie to ci na dzien dobry w pierwszy dzien, - wysle cie do Polski, i Ameryke begdzieśz widzial tyle co swinia niebo.

Na robocie się nie znasz, zielony jestes jak szczypior na wiosne, o Ameryce nie masz pojecia zadnego. Zaden awans w zyciu cie nie czeka, ani tez milego nic cie nie spotka, na nic nie możesz liczyc, szkol zadnych nie masz, zawodu tez. Modl się tylko do Pana Boga, aby omijaly cie rzeczy przykre, to jedno co możesz zrobic. Prosic w swych modlitwach, o jak najmniejsza ilosc goryczy i rozczarowan, upokorzenie i lez. A bedzie ci w Ameryce dobrze, bo przyjmuje cie do mojej firmy jako praktykanta, co to ma zielono we lbie i jeszcze nie wie na czym polega prawdziwa praca. Tutaj wierz mi pracuje się, od rana do wieczora, work, work, work * 11, przez szesc a i często siędem dni w tygodniu. Jesli nie masz pracy jestes unhappy. *12. Pot ma ci po plecach kapac, nastepnie krople przemieniaja się w strumienie które splywajal w dol po plecach, po dupie, i nogami do butow. Wieczorem zdejmiesz buty i go wylejesz, to wszystko.

O jezyku tych skurwysynow to nawet nie masz pojecia, a szkoda, bo przydalaby ci się znajomosc chocby paru słów nawet od jutra. Wiem, ze zadnego słównika nie przywiosles, ani tez nie masz zadnych rozmowek polsko-angielskich, no i dobrze, bo na chuj ci się to tutaj zda Twoja angielszczyzna, to nie podrecznikowa rozmowka dwoch debilow. Ode mnie nauczysz się tych najpotrzebniejszych słów i zwrotow zwiazanych z twoim nowym zawodem: mlotek, gwozdzie, deski, wiadro, miotla, szmata, itd. w sumie jak się nauczysz sto słów to ci wystarczy, ksiazek nie przyjechales tutaj pisac.Oni sami znaja angielski na tyle ile musza, wcale się nie wysilaja, a o geografii czy historii nie maja pojecia. Poza nimi nic innego nie istnieje, a reszte świata maja w dupie. I pamietaj czym mniej mowisz tym wiecej maja dla ciebie szacunku, nie wiedzia co myslisz.

A oni gadaja jakby kto ich nakrecil, dzien i noc, a przewaznie mowia give me more give me more, give me more, czyli daj mi wiecej i wiecej, dlaczego tak malo mi dajesz. Prawda jest taka, ze ostatnia krople krwi by z ciebie wypilli i to przez slonke, takie skurwysyny. Ja się nam nich rozpoznalem i rozgryzlem. Rano w pracy postawia ci kawe, poklepia po plecach, spytaja się jak się czuje twoja zona i dzieci, zapytaja te sakralne: how are you, a wieczorem powiedza wypierdalaj, bo nie ma dla ciebie roboty. Policja, lekarz, mechanik samochodwy, ksiadz, urzednik, wszyscy oni chetnie beda z toba rozmawiac, gdy masz kase, beda dla ciebie mili i uprzejmi. Sproboj przyjsc do nich bez pieniedzy, zamkna ci przed nosem drzwi, a jak begdzieśz się domagal rozmowy, wezwa policje na ciebie, ktora wsadzi cie do pudla. I to jest u nich normalne, nikt o to nie ma pretensji do nikogo, nikogo to nie dziwi. Czasem tylko ktoś nie wytrzymuje i wyciaga gana i strzela, ale to tylko czasem puszczaj nerwy, tym co sa z gowna ulepieni. Ty patrz na mnie i się ucz, a jesli twoja nauka nie pojdzie w las za kilka lat zrobie z ciebie swojego nastepce, begdzieśz panem. Ale choc jestes kuzyn, nic za darmo pamietaj o tym, bo za darmoche to tylko mozna dostac w ryja i w jaja..

Na poczatku begdzieśz musial nadstawiac uszy i miec ryj zamkniety na klodke, sluchac i nic nie mowic, tylko yes sir, thanku you sir, i takie rozne duperele, które jutro z rana na jakiej kartce ci napisze, aby już się nauczyl ich na pamiec. Pamietaj nie wazne co oni mowia do ciebie, zawsze mow do nich: yes sir, thank you i tyle wystarczy. Oni na poczatku beda udawac, ze cie nie widza, nie dostrzegaja, beda cie badac, ile mozna na tobie zarobic, jak najlepiej bedzie mozna cie wyruchac. Pozniej gdy nabiora odwagi, otworza się, beda opowiadac ci, co lezy im na watrobie, albo o swoich innych zmarwieniach, a ty to wszystko masz dupie, mowiac do nich yes sir, thanku sir, please sir. Codziennie rano jesli jakiego Amerykania na swojej drodze spotkasz – mow - hi, how are you * 13 co po naszemu oznacza: odpierdol się i isc swoja droga. Nie wazne czy go znasz czy nie znasz mow how are you. W poludnie powiesz im to samo i wieczorem tez, oni zawsze sa spragnieni uslyszec tego how are you.

Sluchaj mnie uwaznie, bo ja jestem jak ksiadz co dwa razy tego samego kazania nie powtarza. Podobasz mi się, chociaz zadnych pytan nie masz, i nic prawie z tego co do ciebie mowie nie rozumiesz i masz to w dupie. To swiadczy o twojej inteligencji, dobrze musial się twoj stary nameczyc zanim cie zmajstrowal. Nie byłes robiony chlopie miekkim, ale twardym, o tym tez pamietaj. Ja powierzam ci najwieksze tajemice na sukces w tym kraju, mam nadzieje, ze kiedys to docenisz. Przy mnie zajgdzieśz daleko, mlody jestes, Ameryka stoi przed toba otworem i ten Clinton nie jest wcale taki glupi, chociaz zlapali go na dupie. Z twoja twarza, usmiechem możesz zajsc daleko, już wiem, ze nie jedna Wloszka czy Irlandka chetnie by ci reke w spodnie wlozyla, ale ty tylko uwazaj, nie daj się wziac na ten babski lep, bo wtedy biada ci, oj biada. Kobiety w ty kraju maja najwieksze prawa, i zaden chlop z nimi nie wygra, wiec uwazaj, oj uwazaj. I na koniec zapamietaj to sobie, ze nawet jesli cos ci się z nimi trafi, rob tak abys się wiecej z taka nie spotkal, nawet jesli musialbys wyjechac na drogi koniec Ameryki.

To, ze ja teraz tak duzo przeklinam, to nie ma zadnego znaczenia dla ciebie, ty tez begdzieśz, bo to jest nasz kod, rozumiesz, nasza gadka na skroty, aby nie pieprzyc się w jakieś konwenase, które do niczego nie prowadza. Zapamietaj sobie doktor musi mnie sluchawki zawiszone na szyi wtedy jest lekarzem, rzeznik poplamiony krwia bialy fartuch, malarz farbami, adwokat musi być w garniturze, urzednik miec palce w atramencie, ksiadz w sutannie, a ja musze przeklinac takie jest logo
7
Minely trzy lata zanim kuzyn Jozef w tym wszystkim co Antoni mu powiedzial - w ten pamietny pierwszy dzien w Ameryce – polapal. Słówa Antoniego niczym modlitwa lub piesn koscielna gleboko zapadly w jego pamieci. Wiele się od niego nauczyl, jeszcze wiecej dowiedzial, ale niestety niewiele zarobil. Antoni był doskonalym przewodnikiem po Ameryce, Chicago, po ludzkim charakterze ulomnym i tak bardzo malo doskonalym.On traktowal swoja misje, jak najlepszy nauczyciel, a może nawet jak i profesor akademicki, ktory strasznie drogo liczy sobie za wszelkie lekcje pogladowe na temat zycia, Ameryki, kosciola, patriotyzmu, ojczyzny, rodziny, bliskich i dalekich znajonych. Doprawdy trudno jest powiedzic gdzie i z kim Antoni nie robil swoich interesow a tutaj trzeba powiedzieć, ze do biznesu mial zylke, szczęście mu sprzyjalo. Jozef przy okazji poznal wielu innych rodakow, ktorzy nie tylko pracowali dla Antoniego, ale ktorzy jak on przyjechali do Ameryki jako szczesliwi wybrancy losu, wygranego na loterii wizowej.

Wielu z nich przeklinalo swoj los, mowiac, ze w kraju zostawili domy i rodziny, a tutaj zdani sa na laske czy nielaske jakieś polwariatow. Jeszcze inni mowili z duma, ze Ameryka stworzyla ich na nowo i teraz beda dopiero zyc, gdy zarobia worek pieniedzy i wroca do kraju, jako zdobywcy czy bohaterowie dawno temu napisanych ksiazek. Wielu z nich tak jak on pracowali za pol darno, mieszkajac w ciemnych norach piwnic, z ktorych mieli nikla szanse na wyprowadzke. Bez znajonosci jezyka, bez dobrze platnej pracy, marzenia ich nie mogly być oparte na jakiejs solidnej podstawie, i o tym wiedzieli, ze przegrali swoja Ameryke, ale wciaz ta przegrana Ameryka na loterii była lepsza niz ich wlasna ojczyzna, w której nie było dla wielu z nich pracy, ani szansy zycia nawet na podobnym poziomiu co tutaj tj. piwnicy.

Kuzyn Jozef wiedzial, ze do kraju nie ma po co wracac a przede wszystkim nie ma z czym wracac. Z Antonin tez nie chcial być dluzej, to co był mu winiem dawno już odpracowal i to milion razy wiecej, chociaz Antoni wcale tego nie dostrzegal. Wygladalo na to ze dlug wdziecznosci jest wielki jak Himalaje. Szukal wiec okazji aby o niego się uwolnic, ale to nie było latwo. On wiedzial i znal kazdy kat w Chicago i rzucenie pracy u niego rownalo się z dlugim poszukiwaniem nastepnej oraz dobrowolne zdanie się raz jeszcze na laske lub nielaske losu. Antoni jak tylko mogl to go i innych pracownikow wykorzystywal na kazdym kroku, mowiac mu ze pieniądze szczęścia nie daja, a tylko zmartwienia, a od zmartwien mozna dostac raka na mozgu, albo jeszcze gdzie indziej.

Były tez i atuty pracy, ktora polubil i wykonywal jak tylko mogl najlepiej a przy okazji poznal stare i nowe Chicago. Nowe czyli tak naprawde to stare, ale nazwane nowe wciaz zylo wlasnym, mocnym intesywnym zyciem, to downtown, ulica Michigan, State, Dearborn, Wicker, Madison. Stare to male waskie uliczki na Golden Coast przytulone do pieknej Lake Shore Drive, i te w polskich dzielnicach przecinajace glowne ulice takie jak Milwaukee czy Belmont, albo Irving Park. Przez te trzy lata kuzyn Jozef poznal prawie cale Chicago, poczawszy od dzielnic polskich, poprzez murzynskie, zydowskie, chinskie, meksykanskie, portorykanksię.

Spodala mu się Ameryka i spodobalo mu się Chicago. Z tyloma roznymi ludzmi wypil tyle whisky, rumu dzinu, polskiej gorzalki, ze w swoich rodzinnych stronach musialby zyc i sto lat i tego wszystkiego by nie wypil. A tu pil, bo tak się skladalo, Antoni wolal kupic szesc piw Budwiserow niz zupe, bo zupa była drozsza niz piwo.Sredni obiad był drozszy od litrowej butelki wodki. I to bardzo kuzyna Józefa zdziwilo, wodka w Ameryce była tansza niz zarcie, a niektorzy mowili, ze w Ameryce wodka jest najtansza na swiece.

Kuzyn Jozef pil z kazdym nie dlatego, ze lubial pic- to tez- ale dlatego ze przy wodce poznaje się ludzi, ludzkie charaktery i postawy, a przede wszystkim mozna się czegos nowego nauczyc czy dowiedziec. A dla wiedzy kuzyn Jozef gotowy był zrobic wszystko. Przez to ze pil z kazdy stal się najbardziej poinformowanym czlowiekiem w miescie, o Ameryce wiedzial duzo wiecej niz przecietny rodak Nigdy nie był w Kalifornii, ale znal jej miasta z opowiesci truckierow *14 ktorzy gdy mieli tylko chwile wolna to albo spali w swych ciemnych norach samotnych ludzi, albo w barach pili. Z opowiesci spodobal mu się Zachod Ameryki, chcial kiedys tam pojechac, zobaczyc Indian w rezerwatach. Dlatego wsrod tego pijanego belkotu swoim „zajeczym uchem” wylapywal wszystko to co go najbardziej interesowalo. A interesowalo go wszystko i szybko się uczyl, po twarzy, po oczach potrafil odroznic zwyklego zlodzieja- sprzedawce zlotych lancuszkow i zegarkow, ktorych nigdy nie interesuje jutro, od ludzi czynu, którym akurat w tej chwili fortuna podlozyla noge i się potkneli, przewrocili. Po kilka zdaniach wiedzial czy ten czlowiek kiedykolwiek się podniesię i stanie na dwoch nogach, czy bedzie jak szczur tylko wieczorami przebiegal od smietnika do smietnika.

Na weekendy jesli nie pracowali, a mial pieniądze przebywal w polskich barach, gdzie takich jak on było wielu nie tylko Polakow, ale sporo Czechow, jeszcze wiecej Słówakow, Litwinow, Ukraincow i Rosjan, zagubionych byłych mieszkancow Europy Srodkowo- Wschodniej, nie wiedzacych co maja ze soba zrobic.Wszyscy rozmawiali po polsku, bo w Chicago obowiazuja tylko trzy jezyki: angielski, hiszpanski i polski. Ci wybrancy losu potrzebowali, pracy, kobiety, psychologa albo księdza ktory moglby im dopomoc, ale niestety ani o jednym ani o drugim nie mysleli. Przybyłi do swojej wymarzonej Ameryce ze swych biednych ojczyzn i po trzech, pieciu latach, zagubili się, albo nie odnalezli. Rodziny rozbite, nie było z czym wracac, ani do czego, do Bratyslawy, Kijowa czy Wilna. Nieustajacy stres, zmartwienia o prace, zdrowie, tez nie pozostawily na ich psychice dobrego wrazenia.

Stara polska emigracja emigrantami toteryjnymi się nie interesowala, wychodzac z zalozenia, ze komuna już upadla i emigracja jako emigracja już nie istnieje. Zreszta co tu mowic o emigrantach, jakich emigrantach, którym urzad polski daje wizy wyjazdowe na zarobek. „Starych” wciaz interesowala Polska ta daleka i odlegla niz to co mieli tutaj pod reka. Nowa Polonia przybyła na poczatku lat osięmgdzieśiatych miala wlasne zmartwienia, oni jeszcze się urzadzali i tak na dobra sprawe nigdy się nie urzadzili. „Nowi” w duzej mierze niepotrzebni i nieobecni tak w zyciu Polonii jak we wlasnym. Tam w barach gdzie się spotykali tacy jak on nikomu niepotrzebnie - kuzyn Jozef doznawal pierwszych olsnien, poznal nowe słówa takie jak mit o ojczyznie, patriota, tam w barze przy piwie, pijacy zastawiali się o drugiej nad ranem co to jest Polska? Co to znaczy być Polakiem. Rozmawiali o ekonomii, czasię, ktory niestaunie uplywa i nic nie jest w stanie go zatrzymac, i z zycie jest tak krotkie, jakkoszulka malego cyganiatka i na dodatek jeszcze obsrana.


8
Tego roku lato do Chicago przyszlo bardzo wczesnie już pod koniec kwietna były takie upaly i paruwa, ze nie było czym oddac, wiele starych ludzi umieralo na asme i inne dusznosci. Temperatura dochodzilo do 1OO F. *15 i wilgotnosc tez osiagala 100 %. Czlowiekowi zyc się nie chcialo przy takiej pogodzie. Ale brygada Antoniego nie zwazala na pogode, plan musial być wykonany i pieniądze wziete jak najszybciej. Kuzyn Jozef powoli dopracowywal swoj plan ucieczki z Chicago do Kalifornii. Powzial ostateczna decyzje, wyjedzie, nie bedzie tutaj zdychal, mial już pewne informacje i nawet nagrana chate, brakowalo mu tylko troche pieniedzy aby swoi plan wprowadzic w zycie Nie chcial jechac jak dziad, bez grosza przy duszy do obcych mu ludzi, ktorych znal tylko z opowiesci, pewnego trakera.tj. kierowcy ciezarowki. Kalifornia przykuwala jego uwage swoja pieknoscia i bogactwem. Marzylo mu się zamieszkac w kraju w którym nie ma zim, ani tak wrednej pogody jak w Chicago.

Nagle zadal sobie pytanie za jakie grzechy musi tak się meczyc z Antonin, ktory stawal się coraz bardziej uciazliwym, wrecz wulgarnych gdy się upil, a upijal się coraz częściej, nawet w godzinach, pracy, czego wczesniej nigdy mu się nie zdarzalo. Powoli zaczynal czuć się zagubionym, a zycie przestawalo miec dla niego sens. Coraz częściej zaczynal się zastanawiac, czy warto było wyjezdzac. Minely już lata a on tylko jedna kartke wyslal na swieta Bozego Narodzenia i to zaraz w pierwszym roku swojego przyjazdu do Ameryki. Powoli pekal od srodka, zaczynal miec wyrzuty, zaczelo mu brakowac tego co pozostawil w starym krajem. Wstawal rano do roboty z pytaniem, a co moga moi robic takiego ciekawego teraz, gdy ja jade autostrada 55 na poludnie Chicago? Bieda i niemoznosc zadecydowania o sobie samym z dnia na dzien zabierala mu checi do zycia i roboty, powoli zaczynal przeklinac Antoniego i otwarcie domagac się od niego pieniedzy za wykonana robote. Dochodzilo do ostrej wymiany słów, ublizanie sobie i wyzywanie się od skurwysynow w dwoch jezykach. Już nawet zdecydowal się postawic wszystko na jedna karte wziac się w garsc, bo zadnego ubrania ani rzeczy nie mial, ale wziac się w garsc i wyprowadzic od Antoniego, rzucic jego robote, otworzyc szeroko oczy i czekac na cud.

W duszy modlil się o cud, ktory uwolnily go od tego czlowieka i tego miasta, które zaczynalo mu przeszkadzac, draznic, dzialac na nerwy. To co kiedys tak bardzo lubial teraz było kloda w jego oku. Przez piec lat w Ameryce nie mial nic, ani wlasnego kata, ani wlasnej poduszki i przescieradla, lozka ani wlasnej nocnej lampki, ani wlasnych rzeczy, pokoju, samochodu, dwoch par butow, ani lyzki ani widelca, wszystko było nie jego. Nagle dotarlo do niego, ze to zaczyna go meczyc a nawet dokuczac, inni ludzia maja jakieś zajecia, obowiazki, nawet jesli pija, to po wytrzezwieniu, ggdzieś ida, ktoś się nimi interesuje, pyta gdzie byłi z kim pili. On nie mial nikogo i nikt się nim nie interesowal, ani nikogo nie obchodzil.

Znalazl się matni, z której nie bardzo wiedzial jak ma uciec, albo chociazby wyjsc na prosta. Z chlopakami z pracy nie chcial o tym rozmawiac, po prostu bal się, ze moga się przed Antonin wygadac, Zadnych polskich organizacji nie znal ani o zadnych nie słyszał, które moglby pomoc ludziom takim jak on. Stara, Polonia już wymierala, zostalo tylko kilku mamuntow nic wiecej , które nie były zdolne do niczego. Mlodzi nie mieli nic wspolnego ze starymi, kazdy martwil się za siębie i myslal, tylko o sobie. Czul ze ziemia pod nim się zapada i niewiele mogl zrobic aby się uratowac od zwariowania, czul, ze wodka już mnie nie smakuje. Coraz częściej słyszał o samobojstwach wsrod rodakow, ten się powiesil w wiezieniu, tamtem się zastrzelil. Czasem i ta mysl do niego przychodzila.

6
Gdzieśiatego sięrpnia, okolo 11 rano było tak samo goraco jak dzien wczesniej i tydzien wczeniej i nic nie zapowiadalo, ze dzien ten bedzie inny od pozostalych, gdyby nie to, ze Antoni, powiedzial: lunch bedzie dopiero wtedy gdy skonczycie robote, gonia nas terminy i musimy być na czas. Wlasciel domu już trzy razy do mnie dzwonil z pytaniem kiedy skonczymy robote. W takiej goraczce, w takim upale zaden Murzyn czy Meksykanin, nawet nie wyszedlby z domu, a on gonil chlopakow na dach, mowiac:, ze jak przyjdzi zima, wtedy beda siędziec w domu, w cieniu. Nie spodobalo się to im, bo wykorzystywal ich jak tylko mogl, a na dodatek na ich wlasnych oczach, okradal ich z przerw, które przy pracy w upale były dlugo wyczekiwana nagroda – siędzenia w cieniu. Lecz tym razem, po raz pierwszy odkad Jozef, przybył do Ameryki zobaczyl na wlasne oczy strajk. Chlopaki dokladnie o 12 w samo poludnie zeszli z roboty jak jeden maz, pokladli się w cieni remontowanego domu, zamkneli oczy, aby nie widziec biegajacego jak kot z pecherzem, Antoniego i przycieli sobie krotka drzemke. Chcac nie chcac Jozef przylaczyl się do nich znajdujac sobie miejsce w cieniu pod starym orzechem.. Zar z nieba nie splywal, ale się lal i kto nigdy nie był w Chicago w lipcu lub sięrpniu, może mowic o szczęściu, o wielkim szczęściu, bo slonce przybiera ksztalt wielkiej rozgrzanej kuli, tak bardzo rozgrzanej, ze mowienie o upale, to tylko proba opisania ognia na papierze.

Antoniego nie tylko upal zalewal, ale i zlosci, ale wlasnie zlosc, ktora zagotowala w nim zolc, do tego stopnia, ze nie wiedzial co ma z soba robic. Najpierw wszystkim naublizal, zyczac im aby ich zony skurwily się z Murzynami, a corki rodzily dzieci z trzema nogami. Pozniej zaczal straszyc najciezsza broni:, ze wszystkich wyrzuci z pracy, ale oni się ugieli ani nie przejeli jego gadka. Na koncu powiedzial, ze wiecej od niego grosza nie dostana nawet za te robote – wiec pokazali mu palcem, aby się w czolo stuknal. A gdy i ten szantaz nie pomogl, sam wzial narzedzia pod pache i poszedl na dach konczyc robote. Jeszcze bedac na drobinie krzyczal, aby ich wszystkich pies wyjebal, bo psem zwykle konczyl swoje przemowienia. Nikt się nim nie przejmowal, ani jego grozb i szantyzy nie traktowal powaznie.Wiadomo było, ze za robote musi zaplacic, on tez o tym wiedzial, bo w przeciwnym razie wiedzial co go czeka. Takie mordobicie, ze przez dwa miesiace zadnemu Amerykanowi na oczy by się nie pokazal. Koniec kropka. Może oszukac, ale placic musi, cos dac musi, bo gdyby sprobowal zrobic jakis wiekszy przekret, ciezko by tego pozalowal. Chlopaki to spokojne woly robocze, spokojne i pracowite, ale w morde to jeszcze potrafia dac. Koniec kropka.

Godzinna popoludniowa drzemka zakonczyla się wczesniej niz sami tego się spodziewali, przerwal ja huk spadajacego Antoniego, ktory gruchnal o ziemie z wielkim loskote z tylu domu pomiedzy taczka z narzedziami a samochodem dostawszym. Na poczatku nie wiedzieli, co się stalo, skad ten grzmot. To, ze Antoni wykrecil orla i zaliczyl glebe, zajelo im to troche czasu, zanim ktoś się podniesc raczyl by zobaczyc co się stalo. Zdziwienie ich było wielkie, bo cialo Antoniego nie poruszalo się, ani tez nie mozna było dostrzec zadnego oddychania, wiec wspolnie uznano, ze chlop spadl bardzo szczesliwie i na miejscu się zabil. Zadzwonili na 911, przyjechala policja, straz pozarna i ambulas, i wszyscy zgodnie ku radośći pracownikow oswiadaczyli, ze Antoni zabil się na miejscu.

Nastapily dlugie i meczace spisywania raportow, robienie zdjec, jakis szkicow, itd, zapytywania gdzie to był, co robil, dlaczego Antoni sam był na dachu, czy mial wrogow wsrod pracownikow, a czy czasem, ktoś mu nie grozil i tak dalej. Wiadomo wszyscy zyczyli mu jak najlepiej, zyli jak jedna rodzina, bardzo się lubili, od nieboszczyka zalezala ich praca a przez prace przyszlosc ich rodzin, wiec jak mozna takiemu zle zyczyc.Antoni był dla nich jak brat, nawet jak ojciec, tak jak ojciec, powiedzieli bez wiekszego zawahania się. Słówem w jednej sukundzie wszyscy stali się podejrzanymi o zabojstwo Antoniego Policja jeszcze przez cale popoludnie lazila po budowie, zagladajac w kazdy kat, zadajac miliony pytan. Jozefowi wydawalo się, ze ten dzien nigdy się nie skonczy . Nie wiedzial co ma o tym myslec, Antoni przygotowal go na wszysto z wyjatkiem tego, ze bedzie musial zajac się jego pogrzebem, a zanim to nastapi wraz z chlopakami jakos trzeba udowodnic policji, ze go nie zabili.

Po czterech godzinach maglowania, najgrubszy policjant o wygladzie malego hopopotana, trzech brodach i podbrzuszach spisal ich dane osobiste, wraz z adresami, telefonami, adresem zamieszkania, kazal isc do domu, nigdzie się poza miasto nie ruszac, dopoki cala sprawa sledztwa się nie zakonczy. O przyjsciu do roboty na nastepny dzien nie było mowy, musięli czekac na policyjne zezwolenie. Dom w którym pracowali zostal owiniety zolta tasma z napisem – policja- wstep wzbroniony-, bez tracenia czasu z wielka ulga wsiędli w swoje auta, odjechali do domow i tak się cala sprawa zakonczyla..

Smierc Antoniego nieoczekiwanie spadla na Józefa, przygniotla go do ziemi. Nie wiedzial czy ma się cieszyc czy tez plakac. Cieszyc się nie mial z czego, bo znajac kuzuna, na pewno zostawil dlugow tysiace, znajac jego kretactwa, teraz dopiero zaczna ludzie szukac swoich pieniedzy u Józefa. Nie mial pojecia jak się z tego może wywinac, jak wyglada sprawa firmy od strony papierkowej. Do papierkow Antoni nikogo nie dopuszczal, poza tym kazdym mial ggdzieś jego sprawy papierkowe. Z drugiej strony wierzyc mu się nie chcialo on, ktory rano szedl do pracy jako niewolnik z mysla ucieczki jak najdalej od tego czlowieka, wieczorem – dzieki jego smierci - wracal z niej jako wlascielel firmy, bo wszyscy razem zgodnie orzekli, ze on teraz bedzie ja prowadzil . Poprowdzic może, bo się na tym zna, pracowal dla niej od rana do wieczora przez szesc lat, szesc dni w tygodniu, po 12 – 14 godzin dziennie. Swoja robote zna, na chlopakow tez może liczyc, zeby tylko jak najszybciej zalatwic formalnosci – te przeklete papiery-, przerejstrowac firme na siębie, zmienic jej nazwe, aby wten sposob, odciac się od dlugow i dluznikow Antoniego – tak sobie myslal w drodze do domu.


7
Sprawy potoczyly się o wiele szybciej niz się Jozefowi wydawalo, już na drogi dzien seksja zwlok wykazala ze Antoni spadajac z dachu już nie zyl. Doznal zawalu serca spowodowanego upalem i wysilkiem, a nie zloscia na swoich ukochanych pracownikow, wiec mozna stwierdzic, ze spadal bedec trupem. Wiadomosc tak bardzo ucieszyla wszystkich, ze po raz pierwszy w zyciu poczuli wielka sympatie do Antoniego i z wielka ulga oddychali. Motyw przestepstwa zostal w ten sposob calkowicie oddalony, aby nie tracic czasu i pieniedzy już na trzeci dzien poszli do pracy Zobowiazania terminowe obowiazywaly i od nich zalezalo to czy otrzymaja pieniądze za robote, to było ich wielkim zmartwieniem.

Jozef nie bardzo wiedzial co ma zrobic z cialem Antoniego, na pogrzeb nie było go stac, przeciez Antoni nie wtajemniczal go w swoje finnanse, a on nigdy nie mial wiecej gotowki niz 20 dolarow. Nie wiedzial tez jakiego wyznania religijnego jest Antoni, przez tyle lat bedac w Chicago, ani razu nie byłi w zadnym kosciele. Antoni zawsze twierdzil, ze Bog pomaga tym co sobie sami pomagaja. Jedynym jego Bogiem był dolar a modlitwa praca, taka mial filozofie i takie mial przekonania. Na wszelli wypadkek podal, ze Antoni był ateista, bal się ze jak bedzie ksiadz, to moga wzrosnac koszta pogrzebu, bo księdzu tez trzeba zaplacic, a skad tu brac pieniądze.

Jedyny czlowiek mogacy miec jakieś rozeznanie w tej sprawie to księgowy prowadzacy księgi, ale on wlasnie wyjechal na wakacje i do konca sięrpnia na pewno nie wroci, gdzie był - nikt nie widzial.Jozef widzial go tylko pare razy w zyciu i nic o tym czlowieku nie wiedzial, poza tym, ze to on trzymal cala firme od strony papierow - finansow w swoim biurze, ggdzieś na poddaszu w ubogiej dzielnicy. Z braku pieniedzy na pochowek, i jakiegokolwiek zainteresowania ze strony Józefa – kosztami pogrzebu, miasto Chicago zdecydowalo się na spalenie zwlok Antoniego, na kosz wlasny w miejskim krematorium. Jozef podpisal jakieś tam papiery oswiadczajac przy tym, ze nie ma zadnego konta pienieznego w zadnym banku amerykanskim ani zagranicznym. Gdyby jednak się okazalo, ze je ma, musi pokryc koszty skremowania ciala plus zaplacic za urne z prochami, plus podatek od tego wszystkiego plus kare pieniezna za ukrywanie prawdy. Podpisal z lekkim sercem wszystko, bo zadnych pieniedzy w zadnym banku nie mial, a bank to tyle widzial. gdy obok jakiego przechodzil, nigdy tez w srodku zadnego banku nie był, bo i po co.

Dopiero po spaleniu zwok Antoniego i przyniesięniu urny z prochami Antoniego do domu, zaczal chodzic w jego koszulach i spodniach, niestety buty nie pasowaly, Antoni mial mniejsza noge.. A zakladal jego ubranie, bo musial isc do urzedow i jakos jak czlowiek wyglądać. Swoich zadnych rzeczy nie mial poza ubraniem roboczym. Przeciez do Ameryki przyjechal do roboty a nie do chodzenia po urzedach. Powoli przyzwyczail się do mysli, ze Antonego już nie ma, ze może czuć się swobodnie w mieszkaniu, zaczynal grzebac w papierach zmarlego, w jego pokoju, do którego za zycia wlasciciela nigdy nie mial wstepu. Niewiele z tych papierow rozmumial, nie znal na tyle jezyka angielskiego, aby w tym wszystkim się polapac, nie widzial o co w tym wszystkim chodzi. Do pracy tez przestal chodzic, tylko tam zagladal, bo zalatwianie spraw papierkowych zajmowalo mu mase czasu. Telefonow nie chcial odbierac, bo wszystkie były do Antoniego, do niego nikt nigdy przez szesc lat nie zadzwonil, bo i po co, przeciez albo pracowal, albo pil, albo spal, a rozmowy telefoniczne nie było takiej potrzeby, ani nie mial znajonych, ktorzy mogliby do niego zadzwonic. Poza tym Antoni wytlumaczyl mu, ze telefony to droga sprawa i lepiej bedzie dla niego jesli bedzie trzymal się od nich zdaleka, bo finansowo nie wyrobi. I ten ostatni argument bardzo do niego przemowil.

I tak minal miesiac i od smierci Antoniego, powoli zaczeli o nim zapominac, jedna robota się skonczyla, znalezli nastepna, poprzez stare sprawdzone zrodla.Nastal wrzesięn upaly minely, chociaz nadal było cieplo a dla wielu wlasnie wrzesięn, zwlaszcza druga polowa wrzesnia to najpiekniejsza pora roku w Chicago. Koniec wrzesnia i poczatek pazdziernika, wilgoć ustepuje, upaly lzeja, po prostu zyc się czlowiekowi chce, Chicago staje się miastem do zycia, dla ludzi. Jozef nadal telefonow nie odbieral, firmy tez na swoje nazwisko nie przerejstrowal, bo wspolnie z chlopakami doszedl do wniosku, ze nie warto, co stara nazwa to stara nazwa, wszyscy ja znaja, wiec nie ma potrzeby. Na razie zadnych drak o pieniądze nie było, poza tym ktoś im wytlumaczyl, ze jesliby były jakieś dlugi to nie na firme tylko na jej wlasciciela- osobiscie.

Do tych samych sklepow jezdzili po material, placili gotowka i o calej sprawie wkrotce by zapomnieli, gdy nie to, ze któregos dnia pojawil się księgowy na budowie, ktory uparl się ze musi rozmawiac z Jozefem. Jozef pare razy wczesniej schowal się przed nim i nigdy nie oddzwanial na jego telefony, gdy ten uparcie zostawial wiadomosc na tasmie. Skad się dowiedzial, ze Antoni nie zyje tego nikt nie wie. Jozef o tym z nim nie rozmawial, nigdy o niczym z nim nie rozmawial. Księgowy jednak tym razem uparl się, ze nie odejdzie z budowy jesli nie spotka się z Jozefem. Nie było innego wyjscia i Jozef musial wyjsc z ukrycia. Umowili się, ze przyjdzie do księgowego do biura, bo ten nie chcial z nim rozmawiac na budowie. Sprawa miala być bardzo powazna, niecierpiaca zwloki i dobra dla Józefa, jesli nie przyjdzie to staraci mase pieniedzy – tak powiedzial księgowy przy pozegnaniu.


8
Jozef przez reszte dnia zastanawial się czy ma jutro isc do księgowego czy nie. Rozum przemawial za tym, ze już dawno powinien to zrobic, firma nadal funkcjonuje, trzeba jakos rozliczac się z podatkow, wprowadzic czeki, bo placenie gotowka za material na dalsze meta do niczego dobrego nie doprowadzi. Trzeba w jakis jawny sposob udowodnic istnieje firmy. Księgowy wiecej wiedzial od Józefa o calej sprawie zwiazanej z prowadzeniem firmy może chcial mu sprzedac jakieś wiadomosci, może chcial mu powiedzieć o dlugach, które musza być splacone, aby firma mogla dalej funkcjonowac. Przeciez to księgowy od strony papierkow wszystko trzymal w swoich rekach od lat zanim on przyjechal do Ameryki. O tym wszystkim dobrze Jozef wiedzial. Wiedzial tez, ze sprawy papierkowe przyprawiaja go o bol glowy i dupy, ale niestety nie mozna tego było unikac i odwlekac niewiadomo jak dlugo. Jesli chce by firma dalej się krecila, musi wszystko zalatwic od poczatku na siębie.Musi zapomnac o bolu glowy i potraktowac cala sprawe powazniej w przeciwnym razie, pojdzie na szczaw. Musi nawet pojsc do szkoly i postarac się nauczyc troche angielskiego, teraz dopiero zrozumial, co to jest potega znajonosci jezyka. Wiadomo bez znajonosci angielskiego nie ma zycia, musi wiedziec co podpisuje, musi tez to zrozummiec, ze kazdy papierek w urzedzie musi być oplacony tak samo i kazda pieczatka, a tego bal się najbardziej. Musi isc na kurs prawa jazdy i zdobyć prawo jazdy, kazdy jego wyjazd do miasta do urzednikow zabieral mu pol dnia, bez samochodu jak bez butow nie ma zycia w Chicago.Chlopaki na wszelki wypadek ostrzegli zeby niczego nie podpisyl temu księgowemu, bo z oczow bardzo zle mu patrzylo.

Antoni przez lata nie pozwalal mu na zrobienie prawa jazdy, on bal się, ze bedzie musial dac mu samochod, albo nie daj Boze, Jozef moglby sobie sam kupic samochod i od niego calkowiecie się uniezaleznic –taki rozne mysli przychodzily mu do glowy. Przez tyle lat mieszkal w Ameryce, ale zycia amerykanskiego nie znal. Na robote jechal z Antonim i z nim wracal, razem robili zakupy wodki i jedzenia, wszedzie razem. Zwiazani niewidzialnym lancuchem posluszenstwa ze strony Józefa. Zreszta Antoni lepszego zycia nie mial od niego. Chociaz mogl sobie pozwolic na wiele, wiele wiecej a przede wszystkim nie chcial miec lepszego zycia. Tak jak zyl było mu dobrze,. Jozef był na niego tylko skazany, na dobre i zle. Gdy teraz o tym myslal ciarki chodzily mu po plecach.


9
Spotkanie z księgowym było dla Józefa tak wielkim przezyciem, ze przez dwa dni nie wychodzil z domu, zadzwonil tylko do jednego z chlopakow, aby nadal bez niego pracowali, bo on się czuje nie najlepiej. Zaslabl, oslabl, trudno jest nawet powiedzieć co mu było, słówo szok, chyba najbardziej byłoby odpowiednie. Księgowy po rozmowie z nim wezwal taksowke, aby odwiozla go do domu, co jeszcze w wiekszy wprawilo go szok, bo po raz pierwszy w zyciu jechal taksowke. Blady na twarzy drzacymi ustami mowil sam do siębie czy to prawda, czy to wszystko jest prawda co powiedzial księgowy. Wierzyc mu nie chcial, sobie sam nie chcial wierzyc, świat zawirowal mu w oczach, w glowie się zakrecilo, malo co nie spadl z krzesla, malo co nie stracil zycia, bo brakowalo mu powietrza. Biurko księgowego zaczelo tanczyc na jego oczach, księgowy zaczal unosic się w powietrzu, niczym balon dmuchany. Modlil się do Pana Boga, aby tylko księgowy niczego nie dawal mu do podpisania, bo niczego nie chcial podpisywac. Sam nie wiedzial co się z nim dzieje, zyl i chodzil w letargu, nic nie jadl i nie pil, nawet ulubione piwo przestalo mu smakowac. Bal się ze zwariowal, bal się, ze bedzie z nim niedobrze i skonczy w jakimś zakladzie dla wariatow, gdzie wszyscy wokół niego beda mowic po angielsku, a on nie z tego nie bedzi rozumial. Bal się ze bedzie zabawka w reku lekarzy, ktorzy bede na nim robic doswiadcznie jak na jakiejsjswini. Dopiero na czwarty dzien, podniosl telefon, dzwonil księgowy o slodkim glosię z zapytaniem jak się czuje? Chyba dobrze odparl niepewny tego czy nie sklamie. W takim razie powiedzial księgowy jesli pan pozwoli powoli zaczne przygotowywac wszystkie papiery do podpisow. To jest sen, zly sen krzyczal przez sluchawe Jozef, pan mnie oszukuje, pan mnie klamie, to musi być jakas zemsta Antoniego zza grobu, prosze mnie nie meczyc, jestem bardzo zmeczony i bardzo, bardzo chory, prosze zostawic mnie w spokoju....i sluchawka wypadla mu z reki.

Księgowy jednak nie dal za wygrane, przyjechal do jego domu, wezwal pogotowie, Jozef spedzil dwa dni w szpitalu pod obserwacja lekarzy, ktorzy byłi dla niego bardzo mili i uprzejmi i nawet nie kuli go zastrzykami, tylko kazali lykac jakieś tabletki. A jedna bardzo, bardzo gruba Murzynka nawet glaskala go po glowie, bo ponoc w pierwsza noc bardzo glosno krzyczal. Na trzeci dzien przyszedl księgowy i zabral go do domu, powoli zaczynal przychodzic do siębie, choc nadal nie wiedzial co się wokół niego dzieje,

wciaz myslal ze sni, a obecnosc księgowego o szczurzej gebie była dowodem ze przezywa jakis senny koszmar, ale gdy przyniosl jedzenie, takie zarcie, ze palce lizac, jeszcze takiego w zyciu nie widzial, takich frykasow w zyciu nie jadl, uwierzyl, ze to nie sen, to rzeczywisc. Tym bardziej, ze o pieniadzach nawet nie wspomnial, ani się nie zapytal.

Jozef zarl jakby za trzech i z taka szybkoscia, ze księgowy az usiadl ze zdziwienia, i po raz pierwszy dotarlo do niego to, ze jest milionerem, tak milionerem, bo gdyby nim nie był, to księgowy dawno wypiolby się na niego, nie przynosilby takiego wspanialego zarcia i co piec minut się pytalby jak się czuje. A ta szczura geba przez caly czas nie usmiechalaby się do niego, gdyby nie wietrzyla w tym interesu. To co powiedzial musialo być prawda: Antoni ubezpieczyl się na milion dolar w razie swojej smierci i glownym spadkobierca zrobil Józefa. W dwoch bankach ma ponad pol miliona dolarow w gotowce na swoich kontach, ktorych wspolwlascicielem jest Jozef. Księgowy jest gotow to wszystko dla niego w przeciagu kilku tygodni zalatwic, oczywiscie wraz z zaprzyjaznionym adwokatem i oczywicie za mala sumke, ktora bedzie zaplata za jego czas i adwokata.

Jozef przez moment pomyslal co ma tez odpowiedzic temu czlowiekowi o szczurzej mordzie, czy napluc w twarz i powiedzic: idz pan do diabla. Czy tez zlapac go za klape marynarki i wyrzuci za drzwi razem z futryna. Czy tez podziekowac i poprosic, aby sprawe zalatwil nie tylko w przeciagu paru tygodni, ale w przeciagu jednego tygodnia. Z trzech opcji wybral rozsadnie ta trzecia. Księgowy ochoczo się zgodzil na jego propozycje skromnie proszac o cierpliwosc, bo wiadomo z urzednikami nigdy nie wiadomo. Na co odpowiedzial Jozef bardzo chodno:, prosze się spieszyc, bo przed zima wyprowadzam się do Kalifornii. Niczego panu nie podpisze, jesli nie bedzie tego samego napisanego po naszemu w pana tlumaczeniu, tak abym rozumial co podpisuje. Jesli mysli pan, ze mnie latwo okradnie, to się pan myli. Od dzisiaj co rano przed gdzieśiata, prosze do mnie dzwonic i informowac jak się sprawy maja. Firme oddaje chlopakom prosze im to przekazac, ale nic nie mowic o zadnych pieniadzach. Jesli zgodza się aby dalej im pan ja prowadzil to prosze bardzo, od dzisiaj ich i pana sprawa, mnie to już nie interesuje. Nastepnie dodal:

Jestem tutaj już siodmy rok nie znam angielskiego potrzebuje jakiegos nauczyciela, ale dobrego coby mnie w kilka tygodni czegos już nauczyl., prosze za takim się rozejrzec – tutaj wciagnal powietrze - a przy okazji jak bedzie pan rozmawial z adwokatem, prosze mu powiedzieć, ze nadeszela pora aby zlozyl papiery na obywatelstwo, niech się za takimi papierami rozejszy. I na tym rozmowa się zakonczyla. Księgowy wyszedl w pol uklonie ze szczurzym usmiechem na ustach, milczacy, a Jozef ochoczo otworzyl butelke koniaku – ktory traktowal jako lekarstwo, a którego nazwy za nic w swiecie prawidlowo by nie wypowiedzial.

10
Niestety księgowy nie zalawil tego wszystkiego o co go prosil Jozef w jeden tydzien. Nawet nie zalatwil tego w jeden miesiac, skonczylo się lato i skonczyla się jesięn, rozpoczela się zima, a sprawy prawno –bankowe jeszcze się ciagly, choc czesc pieniedzy z osobistych kont Antoniego wplynela na jego konto. Czesc, bo nie chcial robic jakiego poplochu w bankach. Ale w gre wchodzila spora suma pieniedzy z ubezpieczenia, a wiadomo kompanie ubezieczeniowe pracuja jak chca. Jozef nie mial zadnych amerykanskich dokumnetow, chociaz mieszkal w tym kraju siodmy rok. Nie znal angielskiego, wiec z podpisem wielu dokumentow zwlekal , starajac się je samemu tlumaczyc, zrozumiec. Nie ufal księgowemu, nikomu nie ufal, zrobil już prawo jazdy, jezdzil piekna nowa Mazda, kupno której zalatwil mu księgowy w sobie znany sposob, choc już otworzyl konto bankowe, na które w razie czego mozna byłoby przelac milion dolarow z ubezpieczenia.

Kupil sobie wszystkie nowe ubrania, buty, koszule, swetry, a te po Antonim wyrzucil na smietnik Rozpoczal tez nauke angielskiego, prywatne lekcje u jednego z najlepszych profesorow na uniwersytecie chicagowskim. Teraz majac obowiazki plus auto ograniczyl swoje picie do mininum, wiedzial czym grozi jazda po pijanu, wiec gra nie była warta swieczki. Wiedzial, ze wielu rodakow potracilo mozliwosc otrzymania obywatelstwa za pijanstwo. Powoli ale bardzo wyraznie zaczynal przemieniac się w kogos innego, w kogos kim nigdy nie był, ale co tu duzo mowic pasowalo mu nim być.

Po raz pierwszy od przyjazdu do Ameryki mial mozliwosc spotkania i rozmowy z Amerykanami, takiej sposobnosci przez te wszystkie lata nie mial. Profesor był bardzo wyrozumialy i znal swoj zawod bardzo dobrze, a Jozef był chetny do nauki tym bardziej gdy się dowiedzial, ze zazyczyl sobie 65 dolarow za godzine nauczania. Poza tym kazal mu kupic wielki telewizor i conajmniej dwie godziny dziennie go ogladac, aby lapac akcent. Polecil mu ogladanie ulubionych filmow na vidoe, czytanie ksiazek ulubionych autorow. Profesor otworzyl mu oczy na nowy świat, o którego istnieniu tylko jakby przez mgle wiedzial, albo ggdzieś z dalekiej dali dochodzily z tego nieistniajacego do tej pory świata odglosy. Myslal o Antonim, ktory placil mu miesięcznie 100 dolarow, tlumaczac się tym, ze wszystkie podatki i oplaty za niego sa już zaplacone, do tego mial jedzenie i spanie za darno.Teraz Jozef wielokrotnie zastanawial się nad tym czy nie jedli psięgo albo kociego zartacia przez te wszystkie lata.

O tym wszystkim myslal Jozef spacerujac downtown Chicago, ogladajac się coraz częściej za kobietami a przy okazji staral się podpatrywac ludzi w sklepach na ulicach, co kupuja, co jedza w restauracjach, jak się ubieraja? Interesowalo to go, bo mial teraz pieniądze i potrzebowal kogos z kim moglby je wydawac, z kim mogly cieszyc się z zycia i zyciem. Już nie musial wstawac o piatej rano do roboty, był panem wlasnego czasu i zycia. Przestal być już emigrantem, ale normalnym czlowiekiem, któremu cos wiecej od zycia się należy niz emigrantowi, bo oni potrzebuja tylko pracy i jedzenia, wodki i snu. Spacerujac wieczorami po ulicy Michigan o tym wszystkim rozmyslal. Powoli zaczelo do niego docierac, ze nigdy nie był w kinie, teatrze, muzeum, operze, cyrku, a tych przybytkow kultury widzial plakaty rozwieszone na ulicy. Czytał o nowych wystawach w gazetach, nowych filmach wchodzacych na ekrany kin, powoli dojrzewal do tego, ze chcialby być częścia tego wszystkiego, wziac w tym wszystkim udzial, ale nie widzial jeszcze jak to zrobic. Widzial tysiace ludzi pedzacych w swoich samochodach z polnocy na poludnie, wiedzial, tysiace ludzi w sklepach, na chodnikach, zatrzymujacych taksowki, i przez moment wydawalo mu się ze w tym miescie wszystko musi być za darno, skoro tyle ludzi stac na kupywanie w najdrozszych sklepach miasta.


11
Uwage jego przykul wielki plakat reklamujacy cyrk wloski. Na plakacie było zdjecie pieknej pol nagiej dziewczyny z duzymi piersiami, tak duzymi, ze rece ogladajacego same bezwiednie wysunely się z kieszen skorzanej kotki z chcecia dotkniecia tych cudownych wspanialy piersi, okrytych tylko przezroczystym materialem. Dziewczyna trzymala w rekach kisc bialych winogron, pies palil fajke, oraz kot gral na hawajskiej gitarze. Wszystko to było na tle gor, może nawet i alp wloskich, z pieknym niebieskim niebem. Jozefowi na pewno spodobala się dziewczyna, jej piersi, to bez dwoch zdan, ale to ze pies palil fajke, tego nie rozumial, bo to kot powinien palic fajke, być w ogromnym kapeluszu z pawim piorem i wielkich butach. Ale kot nie palil fajki, tylko gral na gitarze, tego tez nie rozumal, dlaczego kot gra na gitarze i to w dodatku hawajskiej skoro cyrk jest wloski. Na dobra sprawe niczego z tego plakatu nie rozumial, bo jaki ma sens stojaca piekna dziewczyna z duzymi piersiami na tle gor z kiscia winogron, i czy do reklamowania winogron trzeba się rozbierac do majtek. Tego tez nie rozumial, ale jak już zostalo powiedziane dziewczyna mu się spodobala. Pies palacy fajke zaintrygowal, a kot grajacy na gitarze hawajskiej zainteresowal, i aby dluzej na tym się nie rozwodzic, zdecydowal się wybrac do cyrku, tym bardziej, ze nigdy w zyciu nie był w cyrku. Chcial się na wlasne oczy przekonac czy kot faktycznie gra na gitarze, pies pali fajke, a jesli już to jakiego uzywa tytoniu, i czy dziewczyna jest naprawde taka ladna jak na plakacie a przede wszystkim czy jej piersi ssa prawdziwe. Nic prostszego trzeba tylko kupic bilet i isc do cyrku, ktory akurat jutro wieczorem daje swe ostatnie przedstawienie w Masonic Center. Tego się przestraszyl jutro ostatnie przedstawienie, na pewno bedzie tlum ludzi, z bijacym sercem zapisal sobie numer telefonu do kasy cyrku.

Przez noc nie mogl usnac, i dziewczyna i pies i kot nie dali mu zmruzyc oka. Co oczy zamknal widzial wielkie, wspaniale piersi dziewczny, które przyprawialy go dreszcze. Na ranem doszedl do wniosku, ze skoro jutro jest już ostatnie przedstawienie cyrkowe, wiec pies nie bedzie im potrzebny i być może uda mu się od dyrektora cyrku go odkupic. Na kocie nie za bardzo mu zalezalo, bo za kotami nie przepadal, natomiast dziewczyna choc mu się podobala, na pewno była dziwka jesli nie kurwa, bo wedlug jego filozofii tylko takie w cyrkach pracuja. Usnal z wielkim trudem, ale i z wielkim postanowiem, ze musi to wszystko na wlasne oczy zobaczyc. Najlepiej nawet sprawdzic z drugiej strony sceny, ale tego jeszcze nie wiedzal, jak to zrobic.

A gdy się obudzil, nie mogl jesc, ani myslec o niczym innym jak tylko o dziewczynie i cyrku. Cale popoludnie przesiędzial przed telewizorem, zmieniajac z nerwow kanaly co piec minut. Ledwo doczekal się wieczoru tak bardzo zyl przedstawieniem cyrkowym, którego jeszcze nawet nie wiedzial. W myslach probowal wyobrazic sobie cyrk, dopomogla mu w tym telewizja i programy publiczne, bo przeciez kiedys w telewizji widzial cyrk. Jechal wiec do niego nie z bijacym sercem, czy z ciekawosci, ale z przekonaniem, ze kupi sobie psa palacego fajke.Już w myslach widzial się na zdjęciu z psem, które bedzie wedrowalo w jego rodzinnej miejscowosci z rak do rak. Ludzie beda mu zazdrosci, takiego psa, bo przeciez palacego fajke psa, jak świat światem nikt w jego w rodzinie jeszcze nie widzial. A najstarsi ludzie beda kiwac glowa, i krecic szyjami mowiac: od tak Ameryka ma wszyszysko, nawet psy palace fajki, a my tu na skreta nie mamy takie my sa dziady. Wyglada na to, ze w Ameryce psy lepiej zyja niz my tutaj.

12
Wbrew pozorom cyrk był prawie pusty i bez wiekszego problemu usiadl w jednym z pierwszych szeregow, aby przyjrzec się lepiej i dziewczynie,i psu i kotu. Ale zanim ten numer nastapil musial przez prawie dwie godziny ogladac pokazy malp, sloni, klaunow, tancerzy na linach i trapezach, nie mowiac już o koniach i sloniach, podajacych lewa noge. Tygrysach skaczacych przez plonace kola i karlach bijacych się gumowymi palami po glowach. To na co czekal i się doczekal rozczarowalo go. Dziewczyna w rzeczywistosci nie była taka ladna jak na zdjęciu choc piersi miala nadal duze, kot faktycznie gral na gitarze, ale niezmiernie falszowal, natomiast pies zamiast fajki palil cygaro. Tak, pomyslal i raz jeszcze przypomnial mu się Antoni, ktory zawsze mowil: ze Ameryka wyglada, pieknie ale na zdjęciu. Tym niemniej z malym rozczarowaniem pod jezykiem po przedstawiu poszedl na zaplecze cyrku z prosba o rozmowe z dyrektórem w waznej sprawie. Aby dyrektor wiedzial z kim na doczynienia, przedstawil się po amerykansku dajac sekretarce swoja wizytowke, na której było napisane jego imie i nazwisko- zlotymi literami. Zamiast zawodu, jedno tylko słówo – milioner w kolorze czerwonym. Zamiast adresu, nazwa banku, w którym trzymal pieniądze w kolorze czarnym

Nie czyniono mu zadnych przeszkod. Dyrektor przyjal go w pomieszczeniu, które rownie dobrze mogloby być stara graciarnia lub rupieciarnia, w której znajdowalo się wszystko co jest potrzebne i nie potrzebne w cyrku. Poczawszy od pejczow z piecioma rzemieniami poprzez klatki na ptaki, stare peruki, obrecze przez które skacza lwy i tygrysy a skonczywszy na portrecie dyrektora z wczesnej mlodośći. Bo był to jegonosc w starszym już wieku bardzo niewyskokiego wzrostu, gruby na ciele i twarzy o oczkach swinskich, przebieglych i z duzym nosem i duza lysina i mokrym od potu czole, które nerwowo przecieral często i byłe jak jakby to nie było jego czolo, a cos innego na przyklad stol w barze mlecznym.

Czym moge sluzyc – odezwal się dyrektor miekko i uprzejmnie do Józefa –słyszałem ze ma pan do mnie wazna sprawe, ze chcialaby cos pan ode mnie kupic, co to jest?

- Tak chcialbym cos od pana kupic – odpowiedzial Jozef niedbale jak wyrwany z glebokiego snu.

- Co to ma być?

- Pies.

-Jaki pies.



- Ten sam co na plakacie pali fajke na panskim przedstawieniu cygara.

- Ah , ten pies, westchanal dyrektor, on nie jest na sprzedaz. On teraz pali cygara, bo chce zrobic na zlosc jego wlascicielce, z ktora ma na pienku, inaczej mowiac on chce doprowadzic ja do ruiny. Czy pan wie ile kosztuja w naszych czasach cygara.

- Nie wiem odpowiedzial Jozef szczerze – ale domyslalam się ze duzo.

- Duzo, duzo, wybuchnal dyrektor jeszcze bardziej się pocac, to za malo powiedziane. On nie pali byłe czego, tyko najlepsze to znaczy najdrozsze, on ta biedna dziewczyne doprowadzi do smierci, wpedzi do grobu.

- A czy nie mozna mu tego wytlumaczyc, zeby jakos był wyrozumialszy.

- Panie a wez ze mu pan wytlumacz, uparlo się zwierze i nic da się zrobic, ponoc to jest wina kota.

- Jaka może abyć wina kota –zapytal Jozef ciekawsko-. Co kot do tego ma?

- A zebys pan wiedzial, ze ma. Otoz kot mial palic fajke, ale wyszlo, ze gra na gitarze, a pies mial grac na gitarze, a wyszlo ze pali cygara. Wszystko do gory nogami, ja chyba zwariuje.

- Prosz się uspokoic – powiedzial Jozef dobrotliwie – psa od pana kupuje, kota nie chce, poza tym on strasznie falszuje, czy nikt mu tego nie powiedzial.

-Oj, panie powiedzial, powiedzial – westnal dyrektor- ale ten kot jest taki romantyczny, on po prostu bez instrumentu zyc nie może. Dla gitary zrezygnawal z fajki, nie moglby trzymac i gitary i fajki w jednym czasię. Poza tym – niech te słówa obroca się w gowno planuje nauke na skrzypcach, wtedy panie dopiero bedzie cyrk.

- A co z psem ile pan chce za psa?

- Powiedzialem, ze pies jest nie do sprzedania.

- Ile

- Niewiem



-No ile

-Powiedzmy gdzieśięc tysięcy dolarow.

-Gdzieśięc tysięcy dolarow, panie takich drogich psow na swiecie nie ma.

- Jest wlasnie ten.

- Nie ma.

- Ja ja mowie panu, ze sa.

- No dobrze, sa, ale chyba razem z kotem, niech strace – powiedzial Jozef z rezygnacja.

- Panie z kotem to pietnascie tysięcy jak nic. To para nierozlaczna, oni dla pana odpracuja te pieniądze w rok.

- Ja je kupuje dla wlasnej przyjemnosci, Samotny jestem, potrzebuje kogos miec w domu, zawsze chcialem miec psa. O kocie nigdy nie myslalem. Dam panu dwanascie tysięcy dolarow za psa i kota.

- Ja nie moge na tym interesię panie stracic, czy pan wie ile lat potrzeba aby kota nauczyc gry na gitarze hawajskiej.

- Niewiem i nie chce wiedziec. Czy pan wie ile lat trzeba pracowac, aby odlozyc dwanascie tysięcy dolarow gotowka.

- Gotowka pan mowisz.

- Tak gotowka.

- W takim razie daje panu 10% znizki za gotowke.

- Ale to wciaz za duzo pan chcesz.

- Za duzo za duzo, a czy się pan nad tym zastanowil, ze ani kot ani pies nie rozmumia po angielsku tyko po wlosku. Jak pan begdzieśz do nich mowil.Przeciez nie znasz pan wloskiego. A zwierzeta obraza się na pana i jeszcze gotowe beda uciec.

- Faktycznie - z wielka konsternacja - przyznal Jozef racje dyrektorowi teatru.O tym nie pomyslal.

- A wie pan co – powiedzial dyrektor energicznie- daj pan te pietnascie tysięcy bez znizki 10% ale za to dorzuce panu dziewczyne.

- Jaka dziewczyne – zapytal Jozef ze zdziwieniem?

- Jak to jaka dziewczyna, no ta co razem ze zwierzetami wystepuje. Przeciez jak pan kupi zwierzeta, ja bede musial wyrzucic, bo ona do niczego się nie nadaje. Ona jest dobra, ale bardzo glupia i leniwa, a na dodatek to ma pierdolca.

- Pan chyba zwariowal – powiedzial Jozef z najwiekszym oburzeniem w glowie. Oferuje mi pan kupienie wloskiej kurwy, no... nie... nie moge w to uwierzyc – i uderzyl się otwarta reka w czolo, mowiac cicho , nie to nie do wiary..

- Jakiej kurwy, tylko prosze liczyc się ze słówam – zerwal się dyrektor z krzesla i wybiegl zza biurka na srodek pomieszczenia- i, ona jest corka mojej tragicznie zmarlej siostry. Ona jest oczkiem w mojej glowie, prosze nie mowic o niej jak o kurwie, to dobra dziewczyna, no może być z niej takie male polkurwiatko, ale zycie do tego ja zmusilo..

- Panie- odezwal się Jozef surowo –albo jest się kurwa, ale się nia nie jest. Nie ma nic takiego jak pol kurwy. Rozumiesz pan.

- A wlasnie ze jest, -bronil się dyrektor przeskakujac z nogi na noge, a wlasnie, ze jest. Ona jest taka pol kurwa, to znaczy,dziewczyna musi z czego zyc, lubi koty i ma dwa tygrysy na utrzymynaniu. Jak pan widzi, z cyrku nie da się w obecnych czasach wyzyc. Prosz mie zrozumiec –sciszyl glos i wrocil za swoje biurko-, zwierzata musza jesc codziennie sniadanie, obiad i kolecje. Nie powiem tygrysom, panowie wybacza, ale dzisiaj nie ma obiadu, bo jutro mnie, dyrektora cyrku, zjedza na obiad. Dlatego Claudia jakos musi dorabiac, a to co zarobi oddaje na jedzenie dla zwierzat.

- Doprawdy – ze wielkim zdziwieniem otworzyl Jozef oczy.

- Tak, co niewiedzial, pan z zwierzeta musza jesc.

- Tak, tak – powiedzial pokornie Jozef - to wiedzialem, kazdy musi jesc, ale zeby ona tak dla pieknych idei się poswiecala, tego nie rozumiem. I co on z tego ma?

- Taka jest natura czlowieka i kobiety, wszystkiego nie musi pan rozumiec.Ona ma moja dozgonna wdziecznosc, i to ze jeszcze jej nie wyrzucilem, albo nie oddalem do jakiego burdelu, za mala oplata, oczywiscie..

- Tak , tak zrezygnacja kiwal glowa Jozef, co mozna zrobic, zycie pisze nam takie rzeczy o ktorych nawet soltysom się nie snilo.

- No to co mam ja wolac?

- Kogo wolac?

- No dziewczyne.

- Doprawdy nie wiem.

- No to jak przyjdzie to sam pan zobaczysz co to za skarb – powiedzial dyrektor glosem pelnym dobroci. Ona to naprawde skarb, mila i dobra i taka uczynna. Krotkim energicznym ruchem sięgnal po dzwonek, trzy razy nim zatrzasl i weszla dziewczyna od razu, jakby stala za drzwiami.

- Czy mnie wolalas wujku, powiedziala tak pieknym i dzwiecznym glosem, ze czegos podobnego Jozef jeszcze nie słyszał. Wydalo mu się, ze to aniol przemowil.

- Tak odpowiedzial –dyrektor – krotko i nerwowo. Ten oto pan – wskazal na w

wzrokiem

ozefa- chce kupic twoje zwierzeta, kota i psa, ale ze nie zna wloskiego, wiec przez rok czasu zdeklarowal się trzymac ciebie pod swoim dachem zanim nie nauczysz go wloskiego, do tego stopnia aby mogl się swobodnie poruzumiewac ze zwierzatami. Albo, tutaj dyrektor podniosl się z krzesla, i lewy palec wzniosl do gory, zwierzeta naucza się angielskiego. Jesli bedzi taka potrzeba to umowe przedluzyny, jesli nie to wrocisz do nas do cyrku. Czy się to zgadzasz?

Dziewczyna zapadla się w sobie skurczyla i jeszcze brzydsza wydala się Jozefowi niz była.

- Nie wiem, nie znam tego czlowieka, nie wiem kim on jest, jaki ma charakter, czy jest dobry czy zly.

- O tym - przerwal jej dyrektor sama się przekonasz-, wedlug mnie – powiedzial ostro- , ktoś to lubi zwierzeta nie może być zlym czlowiekiem.

- Dobrze, dobrze prosze pana zgadzam się na dziewczyne, ale wiecej niz uzgodnilismy centa nie dam, powiedzial nerwo Jozef.. Biore ja, ale jest maly problem, tutaj się poprawil , sa trzy problemy, które trzeba teraz tutaj zaraz rozwiazac. Wiem co je kot i pies, ale nie wiem co je dziewczyna? Rezolutnie stwierdzil. I wytezony wzrok wbil w twarz dyrektora.

- Jak to co je? Zdziwil się dyrektor-, je to co jedza Wlosi, makarony, salatki, marchewki, pomidory, pizze, itd.

-Otoz nie prosz pana, - wykrzyknal!!! U mnie takich rzeczy się nie jada, stanowczo zaprotestowal, u mnie bedzie jadla: pierogi, golabki, kielbase, kieszona kapuste i bigos i zadnego wloskiego wina, tylko polska gorzalka. Takie sa moje warunki dla dziewczyny. Czy się zgadza?

- No coz stawia pan twarde warunki – szybko -odpowiedzial dyrektor za milczaca dziewczyne – mam szacunek dla pana- , ale to już ustalicie panstwo, miedzy soba, mnie już o to glowa nie bedzie bolala. Bo ja się martwie co jutro dostana tygrysy i malpy na sniadanie. A... ten-glos dyrektora zadrzal, a jaki jest drugi problem.

- Drugi problem – powiedzial Jozef niepewnym glosem – jest imie dziewczyny. Claudia to kurewskie imie. Zadna porzadna dziewczyna nie bedzie chciala miec takiego imienia. Proponuje, aby dziewczyna miala na imie Zosia, tak jak moja mama.

- Pieknie z nieukrywana radośćia az zaklaskal w dlonie dyrektor. „Cosia” to bardzo piekne imie, tylko czy na pewno nie ma na calym swiecie zadnej kurwy o takim imieniu?

- Może i ggdzieś tam sa, powiedzial Jozef groznie, ale nie w mojej rodzinie i aby podtrzymac temat prawie, ze krzyknal: koniec z jedzeniem makaroniarzy, od jutra jemy polskie zarcie.Nabral raz jeszcze oddechu w pluca, zawahal się przez moment i wystrzelil: A teraz trzecie pytanie, czy cycki tej pani sa, aby prawdziwe, bo wie pan w Ameryce wszystko ladnie wyglada, ale na zdjęciu. Chcialbym je zobaczyc a nawet dotknac.

- Watpi Pan w naturalna pieknosc piersi mojej siostrzenicy-, zapytal się dyrektor groznie.

- Nie wie watpie, ale jak pan wie, na zdjęciu wszystko pieknie wyglada.

- Wiem, wiem, - przyznal dobrotliwi dyrektor, ale prosze mi wierzyc, to 100% naturalne cycki wloskie, bez zadnej tam amerykanskiej tandety.

- Uwierze jak zobacze, te 100% naturalne cycki wloskie – powiedzial Jozef powoli kladac akcent na „cycki wloskie”.

- Nie widze w tym zadnej przeszkody – powiedzial najspokojniej w swiecie dyrektor-, ale prosze pamietac, rozpakowany i dotknity towar uwaza się za sprzedany.
12
I na tym rozmowa się skonczyla. Na trzeci dzien Jozef przyniosl wyznaczona sume pieniedzy w gotowce i tak się stal wlascielem i psa i kota i dziewczyny w pieknym slonecznym kapeluszu. Oboje wraz ze zwierzetami zamieszkali w jego piwnicy w polskiej dzielnicy Wiosna nastepnego roku otrzymal obywatelestwo amerykanskie. Prawie plynnie nauczyl się angielskiego, z profesorem pozegnal się czule, a ten na droge jak na Amerykanina przystalo powiedzial mu good luck my friend*16. Spakowal psa, kota i dziewczyne i wszyscy razem pojechali do upragnionej Kalifornii, ogladajac i podziwiajac po drodze uroki zachodniej Ameryki.

Ale zanim to nastapilo, musial oproznic piwnice, w której mieszkal ponad siędem lat. To co się dalo wyrzucic na smietnik wyrzucil, lacznie z urne z prochami Antoniego, aby nie przeciazac ciezarowki. Mial prochy wyslac do Polski – tak myslal, ale znajomi go ostrzegli, ze był taki jeden co wujka prochy wyslal do Tarnowa, a tam nie widzieli co to jest, bo prochy zmarlego zdaly im się jakas przyprawa do zupy i tak zjedli wujka w zupie..

W Kalifornii Jozef osiadl w gorach, ale nie daleko od San Francisco kupil stara winiarnie wraz z polem winogron. Uprawia winogrona to znaczy biedni Meksyki dla niego pracuja za cwierc darmo, on lezy sobie na hanaku zawieszonym pomiedzy dwoma palmami. Kot mu gra na gitarze hawajskiej, pies siędzi obok na fotelu, pali fajke i swym psim wzrokiem patrzy w dal. Jednak, aby być uczciwym trzeba powiedzieć, ze przestal pic gorzalke, i powoli, bardzo powoli przedstawil się na wino. Wodka może jest i dobra, ale w Chicago. Pod San Francisco klimat nie najlepszy na polska gorzalke. Z polskiej kielbasy tez powoli, niechetnie, ale zrezygnowal, bo Kalifornia, to nie Chicago, ze na kazdym rogu jest sklep z kielbasa, poza tym klimat nie najlepszy na jedzenie tluszczy.

Po otrzymaniu miliona dolarow z ubezpieczalni, nigdy do byłych kolegow nie zadzwonil, ani tez nigdy nie napisal ani jednego listu, ani nie pojechal do rodzinnego kraju. On po prostu wygral Ameryke na loterii, psa i kota i dziewczyne, której kupil tasmy video dla zaawansowanych, z pomoca ktorych uczy się lepiec pierogi. I tak sobie zyja dobrze i szczesliwie już trzeci rok, bo to już tyle lat uplynelo odkad wyjechali z Chicago.


Słównik angielsko – polski i objasnienia zwrotow
*1 Dwontown – srodmiescie.

*2 Public Relation – wzajemne stosunki, kontakty.

*3 City Hall – Ratusz miasta, Urzad Miejski.

*4 Salvation Army – Armia Zbawienia, tym przypadku sięsc sklepow z uzywana odzieza, dzialajaca na terenie calych Stanow Zjednoczonych.

*5 mother fucker –/bardzo brzydkie przeklenstwo/.

*6 fucken idiots – pieprzeni idioci.

* 7 look there – popatrz tam, papatrz w te strone

* 8 Junkyard – zlomowisko, rupieciarnia. W tym przypadku cmentarzystko starych samochodow.

*9 car - samochod

* 10 There is not such a thing like free lunch – dosłównie nie ma takiej rzeczy jak lunch za darno, w tym znaczeniu, nic za darno, na wszystko musisz sobie zapracowac lub zasluzyc

*11 Work – praca, zajecie, zatrudnienie.

*12 Unhappy - nieszczesliwy

*13 How are you – jak się masz? co nowego? jak się czujesz? Po prostu: czesc.

*14 Truck driver – kierowcy wielkich ciezarowek, często kursujacych pomiedzy Wschodem a Zachodem Amerykli. Po chicagowsku – trakierzy.



*15 100 F. Temperatura okolo 38 C.a przy wilgotnosci 100% jeszcze może być wieksza o kilka stopni. Słówem straszne upaly.

*16 Good luck my friend. – zycze ci powodzenia przyjacielu.


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna