Na śmietnik historii tak zwana „afera taśmowa”



Pobieranie 5.18 Kb.
Data09.05.2016
Rozmiar5.18 Kb.
NA ŚMIETNIK HISTORII
Tak zwana „afera taśmowa” trwa w najlepsze. Nie ustaje również dociekanie, kto to wszystko nagrał i co z tymi nagraniami tak naprawdę zrobił. Okazuje się bowiem, iż to nie tylko restauracja „Sowa & Przyjaciele” , ale również „Amber Room” w pałacyku Sobańskich oraz „Osteria”. Nie jesteśmy do końca przekonani, że jest to pełna lista. Z czasem dowiemy się tego. Podobno (piszemy „podobno”, bo w tej całej sprawie nie ma nic pewnego) autorami akcji, jej inicjatorami i bezpośrednimi wykonawcami było trzech kelnerów z w/w restauracji. Nagrania robili w celach czysto komercyjnych, czyli sprzedaży jakimś bliżej nieokreślonym biznesmenom. W proceder zaangażowani są ponoć również byli pracownicy Biura Ochrony Rządu, rodzina głównego podejrzanego Łukasza N. oraz jeden z dziennikarzy, który jest ogniwem łączącym sprzedawcę z tygodnikiem „Wprost”. Również podobno owe taśmy nie wyszły od jakichś biznesmenów, zainteresowanych skompromitowaniem polityków partii rządzącej, tylko od kogoś, kto je w międzyczasie przejął. Czyli mamy klasyczny kocioł i będzie bardzo trudno dojść do tego, jaki interes (poza oczywiście finansowym szajki kelnerów) miał ktoś w ujawnieniu tych materiałów. Obecnie bohaterowie tych fonograficznych przebojów składają na wyścigi oświadczenia, a Kancelaria Prezesa Rady Ministrów nabrała wody w usta i oświadczyła, że wypowie się dopiero po ujawnieniu wszystkich nagrań. Mamy niejasne podejrzenia, że to może potrwać jeszcze bardzo długo, ponieważ to unikalne studio pracowało ponad rok, więc materiałów ma od cholery i ciut, ciut. Poza tym wymienione wyżej restauracje, tak jak napisaliśmy, wcale nie muszą być jedynymi. Politycy powinni sobie teraz dobrze przypomnieć, kiedy, z kim i gdzie spotykali się nieformalne w ciągu ostatniego roku. Szybko może okazać się, iż owo studio nagrań było niezwykle mobilne i łatwo przemieszczało się nie tylko w obrębie Warszawy.

Jedna rzecz jest tutaj ewidentna. Od czasu zmiany ustroju w naszym kraju, obecni politycy przejęli po tych komuchowych mniemanie, iż obejmując państwowe stanowiska stają się potężni, wszechwładni i nietykalni. Dlatego ustalili sobie swój własny kodeks mówiący, że po wyjściu z Sejmu, Senatu, ministerstwa czy innego urzędu centralnego stają się osobami prywatnymi i wara wszystkim od tej sfery ich życia. I psu na budę zdaje się powtarzanie tym burakom pastewnym, że zostając posłem, senatorem, ministrem czy inną ważną szychą, jest się nią przez 24 godziny na dobę, przez cały czas sprawowania urzędu czy mandatu! Nawet kiedy się śpi też!!! Zawsze trzeba wiedzieć co, kiedy, do kogo i gdzie się mówi! Skoro tego nie pojmują czas uwolnić ich od zajmowanych posad, najlepiej stawiając przed Trybunałem i sądami. Im szybciej, tym lepiej!


SOBCZAK i SZPAK



©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna