Na początku scenka przedstawiająca budowę Nowej Huty I występ Grona Pedagogicznego – piosenka „o nowej to Hucie piosenka”



Pobieranie 12.25 Kb.
Data08.05.2016
Rozmiar12.25 Kb.
Na początku scenka przedstawiająca budowę Nowej Huty i występ Grona Pedagogicznego – piosenka „O Nowej to Hucie piosenka”
Witam wszystkich na naszym koncercie z okazji Jubileuszu Nowej Huty.

Przed chwilką widzieli Państwo jedną historię Nowej Huty. Tę, o której wszyscy wiedzą – Huta jako wielki eksperyment na skalę światową budowy nowego socjalistycznego miasta od zera, pośród łąk i łanów zbóż. Normy, procenty, bicie rekordów ileś tam cegieł w ciągu 8 godzin, wielkie piece, Marteny, Naród z Partią, Partia z Narodem.

Ale kiedy powstał pomysł, ze tym razem nasz koncert w ramach projektu edukacyjnego „Rozśpiewana szkoła” poświęcimy piosence lat 50 i 60 w związku z jubileuszem Nowej Huty przypomniałam sobie ciotkę Konstancję – „jak mawiała ciotka Konstancja, paskudną rzeczą jest ignorancja”, Chciałyśmy wiedzieć jak to naprawdę było z muzyką, piosenką, kulturą w ogóle w Nowej Hucie przed 60 czy 50 laty. Zaczęłam przeglądać prasę tamtego okresu, dokumenty archiwalne, pytać znajomych. Biegnąc na spotkanie z panem Waldemarem Domańskim, dyrektorem Biblioteki Polskiej Piosenki, z którym razem prowadzimy ten projekt „Rozśpiewana szkoła” spotkałam znajomego, pana Henryka Kazimierskiego i on mnie pyta: „A wobec tego znasz stronę Ryszardy.pl” Tam jest wszystko! A ja ze wstydem: „A co to jest?” Ciotka Konstancja!!! Dziękuję panu, Panie Henryku, a państwu polecam serdecznie: zobaczcie stronę www.ryszardy.pl .

Ze zdumieniem odkrywałyśmy drugą historię Nowej Huty. Historię ludzi, którzy przyjechali tu z marzeniami, planami, po nowe życie. Ludzi zwykłych a jakby niezwykłych Są wśród nich babcie i dziadkowie, może pradziadkowie naszych uczniów, więc było to dla nas tym ważniejsze, bo bliskie. Po pierwszych paru latach szoku – baraków, błota – kiedy powstały osiedla mieszkaniowe – ludzie chcieli normalnie żyć. I Huta stała się rozśpiewana i roztańczona. To tutaj powstał jeden z pierwszych klubów jazzowych (już w roku 1955 zagrano tu koncert jazzowy), ale kto o tym wie? Znamy legendę krakowskiego Helikonu, a nie znamy nowohuckiego Domu Młodego Robotnika i pomieszczeń obok, w których odbywały się słynne jam session, podczas których grali: Jan "Ptaszyn" Wróblewski, Andrzej Kurylewicz, Wojciech Karolak, Andrzej Trzaskowski, Andrzej Dąbrowski, Krzysztof "Komeda" Trzciński, czy, wówczas młodzi i jak o nich napisał twórca jazz klubu nowohuckiego, dla mnie niewątpliwa legenda już muzyczna Nowej Huty, pan Stanisław Florek, „wschodzące gwiazdki": Tomasz Stańko, Wiktor Pelermuter, Roman Dyląg "Gucio", Adam Makowicz. I ta atmosfera klubu Violinka, malowidła ścienne Macka Lelito z pięknym rysunkiem przedstawiającym Earthę. Kitt A co zabawniejsze - ten klub objęło swoim mecenatem tzw. Ognisko Młodych ZMS – Związek Młodzieży Socjalistycznej. Jazz to była wówczas muzyka wolności. Muzyka, która dawała swobodnie oddychać. Przygotowując się do koncertu przypadkowo przeczytałam jeden z ostatnich wywiadów Tomasza Stańko w Magazine Jazz New York, który powiedział tam, że kiedy po raz pierwszy usłyszał jazz, ponad pół wieku temu, natychmiast zrozumiał ideę, na jakiej oparta jest ta muzyka

- Jej przesłaniem była wolność – mówił. - Dla mnie, Polaka mieszkającego w komunistycznym kraju, jazz był synonimem zachodniej kultury, wolności, innego stylu życiu. Pamiętam słynne koncerty Dave'a Brubecka w 1958 roku w Polsce. Sam Brubeck wspominając tamto tournee powiedział "Kiedy tylko następowała w Europie jakaś dyktatura, delegalizowano jazz. A kiedy tylko powracała tam wolność, jazz wracał razem z nią." Wtedy, w 1958 r, - dodawał Brubeck - w Polsce słowo "wolność" "było na ustach wszystkich, z którymi przyszło nam się wtedy spotkać". I to dotyczyło także Nowej Huty, tego socjalistycznego eksperymentu.

Później pojawił się rock and roll i big beat, Presley, Steel Paul Anka I zmówi młodzi ludzie Nowej Huty „utonęli” w bigbeacie. Prawie w każdej szkole średniej, w każdym klubie no i w „domu 9 muz”, jak nazywano Zakładowy Dom Kultury Huty im. Lenina powstawały zespoły bigbeatowe. Zafascynowani muzyką, której słuchali nocami w radio Luksemburg, muzyką Beatlesów, Shadowsów – odpisywali nutki ze słuchu z radia (bo skąd wziąć płyty czy nuty i słowa zachodnich i amerykańskich twórców?) grali ją wszędzie – na wieczorkach w klubach Violinka, Wersalik czy Walentynka, na zakończenie jakże wtedy popularnych rajdów turystycznych nie wyłączając najsłynniejszego rajdu hutników – śladami Lenina, na imprezach plenerowych, których wtedy było multum w Nowej Hucie od imprez nad Zalewem czy na Zarabiu począwszy. I starali się omijać tzw. nadbudowę jak mogli. Opowiadał pan Szczudłowski, jak chcieli zagrać Shadowsów utwór Pt. „FBI” – nie pozwolono im – zeszli więc ze sceny, wymyślili inny tytuł i zagrali FBI.

Spróbowaliśmy o tym opowiedzieć Państwu na wystawce, która towarzyszy koncertowi. Mogą ją państwo zobaczyć …….. Było za mało czasu, jest niedoskonała, ale może będzie impulsem, dla kogoś, kto o tym napisze

Przynosząc codziennie nowe „odkrycia” z gazet czy dokumentów usłyszałam od znajomego pana Wojtka z Biblioteki Polskiej Piosenki „Czy Pani chce tym wybrukować drogę do Krakowa?”. No właśnie coraz bardziej sądzę, że należałoby, bo jak mawiała ciotka Konstancja….. A niektórzy widzą w Nowej Hucie tylko tą jedną historię, miejsca, które powstało z nadania władzy ludowej. Oj chciałoby się im zadedykować wiersz równie „skomplikowanego” Konstantego Gałczyńskiego aż sprzed II wojny światowej (1937) „Impresario i poeta” – „ja w gwiazdach wszystkie światła znam,


ty w miastach wszystkie telefony”. Więc szukajmy świateł w gwiazdach Nowej Huty, żebyśmy któregoś dnia nie musieli odkryć starej prawdy: „Wszakże na tym świecie wszystko mija i gdzie potem szukać popiołów”.

Kiedyś Jimmi Hendrix powiedział, że kiedy tworzy i gra to tak, jakby się zbliżał do swojego własnego nieba. Przypomniało mi się to, kiedy przeglądałam te pożółkłe strony i pomyślałam, że ludzie kultury Nowej huty drugiej połowy lat 50 i lat 60 XX wieku poprzez muzykę, śpiew, taniec też budowali nad sobą swoje własne niebo, budowali drugą historię Nowej Huty. I dzisiaj chcemy złożyć wyrazy wdzięczności i podziwu tym ludziom, ludziom zwykłym a jakby niezwykłym z Nowej Huty na taką miarę, na jaką potrafimy zrobić to w szkole podstawowej.

Panowie:

Panie Stanisławie, Panie Ryszardzie panowie wybaczą i pozwolą, że wyrazu hołdu i szacunku dla ludzi kultury Nowej Huty tamtych lat złożę na ręce Pań: pani Joanny Przybylskiej i Katarzyny Florek.



Dziękuję.

Krystyna Downar


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna