Najdawniejsze demony śląskie



Pobieranie 20.7 Kb.
Data08.05.2016
Rozmiar20.7 Kb.
Najdawniejsze demony śląskie

Demony duszą i gniotą, straszą jękiem, płaczem i gwizdem, śmiechem, klaskaniem, jeżdżą na ludziach, wysysają krew i mleko, wyżerają wnętrzności, męczą kobiety ciężarne, odmieniają niemowlęta, porywają dziewczyny i kobiety, wchodzą w stosunki płciowe z ludźmi. Demony niepokoją swym śpiewem i muzyką, potrafią zgubić swym tańcem. Mogą to być także nieokreślone strachy czyhające na człowieka „tam, gdzie straszy”: u grobu, w mieszkaniu, przy zachowanym skarbie, na miejscu zbrodni, przy moście – pisał znakomity historyk i etnolog, profesor Aleksander Gieysztor w Mitologii Słowian.

Świat naszych przodków jeszcze do niedawna zasiedlały tłumnie rozmaite tajemnicze stwory, zazwyczaj bezcielesne, albo gdy zdecydowały się objawić ludzkim oczom – bezkształtne lub przybierające przerażające postaci antropomorficzne, zoomorficzne, teratologiczne, wszakże najczęściej niepodobne do niczego, co istniało w realnej rzeczywistości. Nie znając natury groźnych zjawisk przyrodniczych, medycznych, i społecznych, ludzie bali się ich ogromnie, przypisując demonom, diabłom, czarownikom sprawstwo niepowodzeń osobistych i rodzinnych oraz klęsk uderzających w ogół społeczności.

Na tle ogromnej rzeszy istot i zjawisk demonicznych, które przywołaliśmy na kartach naszej pracy Wielka księga demonów polskich. Leksykon i antologia demonologii ludowej [Wydawnictwo „KOS”, Katowice 2005], w sposób istotny wyodrębnia się demonologia śląska. Nosi ona zwarty, dość jednolity charakter i zawiera charakterystyczne, bogato rozwinięte wątki tematyczne. Doczekała się zresztą wielu znakomitych opracowań, poczynionych już w XIX wieku przez księdza Michała Przywarę, a później przez szereg znakomitości: Gustawa Morcinka, Józefa Ligęzę, Mariana Gerlicha, Dorotę Simonides, Alojzego Lysko.

Niewątpliwie najciekawszym jest fakt, że pierwsze wzmianki dotyczące demonów funkcjonujących w wierzeniach ludności na ziemiach polskich pochodzą właśnie ze Śląska. Zawarł je brat Rudolf, cysters z Rud na Śląsku Raciborskim w rękopiśmiennym dziełku Summa de confessionis discretiae, powstałym w XIII wieku, a znanym pod nazwą Katalog magii Rudolfa.

Jest to dzieło znakomite, przynoszące informacje unikalne, o demonach typowych dla śląskiego terytorium. Przywołuje więc Rudolf istoty noszące nazwę stetewalden (niem. opiekunowie miejsca): W nowych domach albo w takich, w których mają od nowa zamieszkać, zakopują do ziemi w różnych kątach mieszkania, a czasem za piecem, garnki wypełnione różnymi rzeczami na cześć bogów domowych, których powszechnie nazywają opiekunami domu. Dlatego nie pozwalają nigdy za piec niczego wylewać. Czasem rzucają tam coś ze swoich pokarmów, aby byli dobrze usposobieni do mieszkańców domu. Czy nie powinniśmy tego nazywać bałwochwalstwem? A w innym miejscu podaje: W nowych domach, albo w domach w których mają od nowa zamieszkać, zakopują w różnych kątach mieszkania, a czasem za piecem, do ziemi, garnki wypełnione różnymi rzeczami na cześć bogów domowych, których powszechnie nazywają opiekunami domów. Dlatego nie pozwalają za piec niczego wylewać. Czasami rzucają tam coś ze swoich pokarmów, aby byli dobrze usposobieni dla mieszkańców domu.

Nie trudno dostrzec w tych stworach demonów domowych, znanych zresztą powszechnie w wielu kulturach ludowych na całym świecie, określanych również jako duchy rodzinne, demony domowe, duchy domowe, opiekuńcze demony domowe, opiekuńcze duchy domowe, bogowie domowi, zapiecne bóstwa. Była to grupa istot demonicznych, wywodzonych pierwotnie z dusz zmarłych przodków (dziadów), sprawujących pieczę nad poszczególnymi rodzinami albo rodami, zapewniających im dostatek, pomnażających dobytek, strzegących obejścia i ogniska domowego, bezinteresownie albo za duszę odbieraną po śmierci. Antropomorficzne wyobrażenia przedstawiały je zwykle w postaciach małych ludzi podobnych do obecnego lub dawnego gospodarza, brodatych ludzików odzianych w stroje (kubraczki) koloru białego, żółtego lub czerwonego i noszących spiczaste, często czerwone czapeczki. Niekiedy był to mały mężczyzna z białą brodą, w czarnym paltocie i czarnym kapeluszu. Występowały również zoomorficzne i bezpostaciowe wyobrażenia demonów domowych. Najstarsze świadectwo wierzeń w demony domowe u Słowian podają niemieccy kronikarze: Thietmar: „Domowych czczą bogów mniemając, że wiele im pożyteczni, ofiarują im” oraz Helmold „Od penatów roi się u nich po polach i ogrodach”.

Edward Karwot1, który przybliżył potomnym dzieło Rudolfa, tak komentuje: Cechy demonów domowych świata słowiańskiego widoczne w późniejszych wątkach podaniowych są następujące: czasem ukazują się demony w postaci człowieka małego wzrostu, rzadziej w postaci zwierzęcia (kota, żmii, węża). Przeważnie jednak są one niewidzialne, a przebywają w okolicy pieca, w kominie, rzadziej na strychu, w piwnicy lub dziurze w ścianie. Wieczorem chodzą po zagrodzie i dlatego po zachodzie słońca nie wolno niczego wylewać koło domu, aby ich przypadkiem nie oblać. Jeśli się z nimi dobrze obchodzi, opiekują się domem, bydłem i przynoszą szczęście. Ofiary dla demonów domowych są bardzo różne; przeważają ofiary z produktów rolnych, najczęściej w formie okruchów rzucanych za piec, albo resztek jedzenia pozostawionego na stole. Przy zmianie mieszkania zaprasza się demony domowe, aby podążały za mieszkańcami na nowe miejsce.

Podobne objaśnienia znajdujemy w Gwiazdce Cieszyńskiej z 1852 roku: Domowe duchy, które Słowianie czcili miały różne imiona, jako to: parstuki, markopety, szotki, skrzotki, kołtki itp., którym potrawy ma ofiarę stawiano, jednak się od nich niczego nie obawiano, zwłaszcza, gdy im nie ubliżano, owszem oczekiwano od nich pomyślności i szczęścia w gospodarstwie.

Stanisław Poniatowski, podawał na początku XX wieku w Kulturze duchowej: Według starszych wierzeń demon domowy jest życzliwym opiekunem i nocą, gdy nikt nie widzi, użytecznie pracuje dla domu. Należy więc traktować go z szacunkiem i nie bronić resztek jedzenia. Jeszcze dawniej było też u nas i karmienie demonów domowych, co gromili w Polsce w XV st. kaznodzieje, występując przeciwko czczeniu po domach dusz przodków, jako tzw. ubożąt.

Przytoczmy jeszcze opinię współczesnego badacza, dr Leonarda Pełki z pracy Polska demonologia ludowa [Warszawa 1987]: ... opiekuńcze demony domowe otaczane były czcią i powszechnym szacunkiem. Posiadanie bowiem przychylnego demona domowego, życzliwej doli i sporysza, stanowiło gwarancję dobrej egzystencji całej rodziny i wszystkich domowników. Szczególnie więc przestrzegano zasady systematycznego ‘karmienia’ owych demonów. Naczynia z ofiarnym jadłem i napojami ustawiane były, zwłaszcza przez kobiety, przy otworze pieca chlebowego, na przyzbie lub w kącie izby, na strychu, koło studni, w oborze oraz w ogrodzie (zazwyczaj pod krzakiem bzu).

Drugą zastanawiającą postacią demoniczną, przywołaną przez Rudolfa, a nigdzie indziej i nigdy potem nieopisywaną, był diabeł konny, odgrywający wielką rolę. Kronikarz rejestruje praktykę wróżbiarską kobiet, odnoszącą się do sfery miłosnej i matrymonialnej: Robią także mydliny i razem z grzebieniem, owsem i kawałkiem mięsa ustawiają koło ustępu i mówią: przyjdź diable, wykąp się i uczesz. Koniowi twojemu daj owsa, jastrzębiowi mięso, a mnie pokaż męża mego. Jedyny tego rodzaju przekaz o diable jeżdżącym konno i polującym przy pomocy sokoła, pochodzący z ziem śląskich, stanowi nawiązanie do popularnych wątków podaniowych o nocnym jeźdźcu, nocnym łowcu.

Wreszcie popełnia Rudolf niezwykle cenny zapis o bogini Holdzie, występującej również jako pani Holda, (niem. hold - przychylny, sprzyjający), Chołda (?), Chłoda (?). Był to demon niebiański, solarne bóstwo przedchrześcijańskie o wywodzie germańskim, przypuszczalnie jedna z najważniejszych postaci panteonu germańskiego. W nocy Bożego Narodzenia zastawiają stół dla królowej nieba, którą powszechnie nazywają panią holdą, aby ich wspomagała. Według E. Karwota przywołanie przez Rudolfa nazwy holda jest przypadkowe i nieistotne, a sam termin nie jest pojęciem jednostkowym, ale zbiorowym, gatunkowym, znaczącym tyle, co „duch” albo „demon”. Bardziej istotne jest określenie „królowa nieba”, które z kontekście Bożego Narodzenia pozwala domniemywać połączenia dawnych wierzeń pogańskich z kultem Matki Boskiej.

Jeszcze dalej idzie Stanisław Czernik pisząc w pracy Trzy zorze dziewicze, iż mit solarny pozwala połączyć matkę miesiąca (księżyca - BAP) z królową nieba, czyli Chołdą – Chłodą, czczoną niegdyś przez lud w okresie przesilenia zimowego podczas Bożego Narodzenia(...).Zarysowuje się możliwość wzbogacenia resztek (słowiańskiego – p. BAP) mitu słońca przez wprowadzenie pojęcia Holdy, względnie Chołdy lub Chłody, której najdawniejszy ślad zachował się w „Sumie spowiedniczej” brata Rudolfa z połowy XIII wieku. Królowa nieba, zjawiająca się przy wigilijnym stole w okresie przełomu zimowego, jest być może, uosobieniem żony słońca, jeżeli słońce uważane było za króla nieba. (...) W naszych tradycjach Bożego Narodzenia nie zachowały się bezpośrednie przekazy co do Chołdy, które potwierdzały by relację brata Rudolfa. Natomiast liczne są ślady pośrednie, mianowicie chrześcijański kult królowej niebios, Matki Boskiej, który zapanował nad pogańską Chołdą, i już od średniowiecza gra poważną rolę w obrzędach wigilijnych, a także w magii zamawiań i zaklęć.

W sukurs polskim interpretatorom idzie Collin de Plancy w Słowniku wiedzy tajemnej, [Paris, 1863]: W Niemczech do dziś wspomina się o Holdzie, dobrej prządce (rodzaj wróżki, która zastąpiła w ludowych wierzeniach starożytne bóstwo). Nie widziana wchodzi do domu wieśniaka, napełnia wełną wrzeciona starannych gospodyń i zapewnia obfitość. W innych regionach Holda jest królową czarownic.

W rękopisie Rudolfa spotykamy również leśną babę, czyli faunę – leśną istotę demoniczną o charakterze zmory, ale zajmującej się wyłącznie dręczeniem niemowląt, tak jak polskie nocnice. Wieczorem, trzymając dziecko na ręku, stoją (matki niemowląt - p. BAP) z tyłu za drzwiami i wzywają leśną babę, którą nazywany fauną, aby dziecko fauny płakało, a ich było spokojne... Użyta przez Rudolfa łacińska nazwa fauna nie jest nazwą własną, jedynie określeniem zastępczym rodzimego, śląskiego demona żeńskiego.

I wreszcie niezwykle intrygująca notatka odnosząca się do wiary w istot sprawujące pieczę nad ludzkim życiem i losem. Rudolf poświadczając o praktykach magicznych miejscowej ludności, zdradza oczytanie w mitologii klasycznej:: Składają ofiary owym trzem siostrom, które poganie nazywają Clotho, Lachesis i Atropois2, aby im użyczały bogactwa.

Bez najmniejszego wysiłku intelektualnego można dostrzec w tych postaciach rzymskie Parki, greckie Mojry czy słowiańskie rodzanice, boginie losu ludzkiego, utożsamiane niekiedy z chrześcijańskimi wyobrażeniami aniołów lub Matki Boskiej Karmiącej. Karwat opatruje zapis komentarzem:... w oparciu o Katalog Rudolfa można stwierdzić, że rodzanice były i u Zachodnich Słowian, to znaczy przede wszystkim w Polsce, jeszcze w XIII w. popularnie i powszechnie znane, skoro w ważniejszych momentach życia (narodzenie, wesele) pamiętano o nich w chatach wiejskich i składano im ofiary. Może nie miały już wtedy nazwy w ogóle, a może miały różne nazwy w różnych stronach Słowiańszczyzny. Dlatego Rudolf oznaczył je po prostu znanymi mu z klasycznej literatury nazwami greckimi (?- BAP), jako najbardziej odpowiadającymi ich znaczeniu.

Warto dodać na zakończenie, że pod nazwą rodzanica funkcjonowały swoiste śląskie i pomorskie demony przeznaczenia, personifikujące zjawiska życia społecznego i doli ludzkiej. Były to demony rodzaju żeńskiego i przypisywano im funkcje opiekuńcze nad kobietami ciężarnymi do momentu urodzin dziecka oraz nad noworodkiem, któremu wyznaczały dalsze koleje losu. (...) Niekiedy demonom tym przypisywano jakieś szczególne zamiłowania, które mogły z kolei ofiarować ludziom, np. zamiłowanie do pracy na roli, hodowli bydła czy prowadzenia handlu. Należało więc szczególnie troszczyć się o przychylność tych istot demonicznych przez składanie im ofiar przy urodzinach dziecka oraz wszelkich ważniejszych wydarzeniach, uroczystościach i świętach rodzinnych ­- podaje Leonard Pełka.



Barbara i Adam Podgórscy©

1 Karwot Edward, Katalog magii Rudolfa, Źródło etnograficzne z XIII wieku, Wrocław 1955;


2 Imiona rzymskich mojr, bogiń przeznaczenia.


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna