Największy profeta, jakiego widział świat



Pobieranie 0.82 Mb.
Strona1/10
Data06.05.2016
Rozmiar0.82 Mb.
  1   2   3   4   5   6   7   8   9   10
 

 

Największy profeta, jakiego widział świat

 

 

 



 

 

 Powieść Erica Mellemy




Translator English Polish: Ann Krol
 

 

 



ebook gratis w wersji html

 

2006 Eric Mellema



Wszelkie prawa zastrzeżone

www.nostredame.info

 

 



 

 

 



 

 

 



 

 

 



 

 

 



 

 

 



Podziękowania dla:
Ann Krol

Maria-Bonita Kapitany

Jack van Mildert
Liesbeth Gijsbers
Moene Seuntjens
Marleen van Haeren
Ria Adriaensen
Els Pellis
Guus Janssens
Ronald Mengerink
Arthur Hendriks

 

Specjalne podziękowania należą się Trudiemu Koningowi



 

 

 



 
Wykorzystane czterowiersze z Przepowiedni


Rozdział 1

- Brr, jak tu zimno!

- Nie narzekaj, Merkury; już tylko trzydzieści jeden dni i będziesz z powrotem w domu.

- Kto tam?

- Nazywam się Hermes Najjaśniejszy panie.

- Hermesie przychodzisz w samą porę. Umieram z nudów.

- Otóż powiem Ci, że Zeus zdecydował, że Twoje zadanie dobiega końca. Musisz jedynie na chwilę być materialny zanim rozbłyśniesz światłem.

- Skąd to wszystko wiesz?

- Jestem najszybszy na Mlecznej Drodze, a poza tym bywałem tu i tam i słyszałem to i owo. Poza tym przekazywanie wiadomości to moja praca.

- Ile pozostało mi czasu?

- Zanim zrównasz się z Ziemią i Słońcem - nie dłużej.

- Hmm, przynajmniej to jakaś odmiana od bycia martwą Planetą. Moja jedyną rozrywką tu jest wywoływanie fal uderzeniowych i kąpiele Słoneczne.

- Może zatęsknisz jeszcze za tą zwykłą egzystencją, mój materialny bracie, ale teraz proszę poczekaj jeszcze chwilę.
Miesiąc później na plancie Ziemia miały miejsce niesamowite narodziny. Na świat przyszła istota z ponadprzeciętnym darem przepowiadania przyszłości. Astrolog narodził się w małej francuskim miasteczku Saint Rémy de Provenza w okresie renesansu. Skurcze rozpoczęły się w miejskiej willi za halą rynku, gdzie czasem handlarze sprzedawali swoje towary. Matka proroka - Reynière de Nostredame dokładnie wyliczyła dzień narodzin, ale skurcze rozpoczęły się nieoczekiwanie wcześnie. Chłopiec najwidoczniej zdecydował się przyjść na świat wcześniej, aby zająć optymalną pozycję względem planet. Zauważalnie długi otwór śluzowy, który znajduje się na zakończeniu szyjki macicy podczas ciąży właśnie wysunął się. To była oznaka, że właśnie niebawem zbliża się rozwiązanie. Reynière straciła nieco krwi i poprosiła, aby przeprowadzić jej ojca Jeana de Saint Rémy, który był nadwornym lekarzem Dobrego Króla René dawnego dworu w Prowansji. Ciężarna leżała na łóżku pocąc się, gdy do pokoju pośpiesznie wszedł jej ojciec i mąż - Jacques, który awansował na pozycję publicznego notariusza. Skurcze pojawiały się teraz regularnie i stawały się coraz bardziej bolesne, aż dotarły na szczyt, gdzie nagle ustępowały. Jej ojciec patrzył zmartwiony i przytrzymywał brzuch córki zawodowym lekarskim uściskiem. Z ulgą ustalił, że nienarodzone dzieciątko porusza się w brzuchu matki i że poziom wód płodowych, które odeszły jest w normie. Powróciły regularne skurcze i pękła śluzówka, a wraz z nią poród rozpoczął się na dobre. Powoli, ale pewnie ciało Reynière utworzyło otwór dla dziecka. Szyjka macicy, która podczas ciąży staje się węższa teraz stopniowo poszerzała się. Szczególne nowy mieszkaniec Ziemi walczył, jakby jego życie zależało właśnie od tego i nastąpiła faza parcia. Poród trwał w przybliżeniu dziesięć godzin. W końcu pojawiła się małą główka i małe szeroko otwarte oczy badawczo patrzyły na świat. Jean i Jacques byli zachwyceni i spoglądali na siebie z ogromną radością. Następnie pojawiły się ramiona, a za nimi wyłoniła się bez problemów cała reszta ciała.

“Michel!” – dumnie przywitała go matka. Jean ostrożnie wziął w ręce małe zakrwawione ciałko które w dalszym ciągu było połączone z matką pępowiną i położył je na brzuszku matki. To było dziecko w czepku urodzone*. Michel de Nostredame przyszedł na świat dokładnie o północy 14 grudnia 1503 roku, gdy dzwony kościelne dzwoniły głośno na całe miasto Saint Rémy. Jego rodzice byli przeszczęśliwi z powodu przyjścia na świat ich pierwszego dziecka, które jako katolika miało bezpieczną przyszłość. Jacques i Reynière oboje pochodzili z Żydowskiej rodziny, ale kilkanaście lat wcześniej wszyscy Żydzi zostali zmuszeni pod groźbą śmierci do przejścia na katolicyzm. Na stole w ich domu w dalszym ciągu stał menorach, który symbolizował Żydowskie święto światła Hanukkah, które świętowano w tym miesiącu. W czasie tego specjalnego święta dochowywano tradycji i Jacques zawsze czytał wersety z Talmudu. Tym razem ceremonialnie zaadresował je w kierunku swojego synka otoczonego rodziną. Ojciec powiedział mu, że w Talmudzie jest mowa o cudach święta Hanukah. Michel bezpiecznie otulony słyszał jedynie głos ojca.


Gdy chłopczyk zaczął raczkować, a następnie stawiać pierwsze kroki, powoli zaczął odkrywać świat i okazał się bardzo ciekawskim maluchem. Z radością badał wszystko w zasięgu wzroku w tym wszystkie przedmioty. Z entuzjazmem atakował gości czasem bawiąc się ich włosami. Szybko poszerzał swoje granice swego podwórka i nie zwracał uwagi na zabawy innych dzieci w jego wieku. Uważał, że bawią się zupełnie bez celu. Pewnego dnia zgasił ogień na palenisku wodą i usiadł patrząc na chmury pary z ogromną fascynacją. Podczas jego pierwszej wyprawy na rynek jego dar wyszedł na światło dzienne. Rodzina oglądała stoiska handlarzy sprzedających towary. Z uwagi na jego ograniczoną wysokość Michel zajmował się tym, co było w zasięgu jego wzroku, czyli pod drewnianymi stołami: resztki ryb, zgniłe owoce, resztki krwi, porwane worki z juty i gdzieniegdzie szczur przeżuwający resztki i nieskończona ilość przemieszczających się stóp.

Jego matka miała na niego oko.

Rodzina De Nostradame przystanęła na chwilę przy stoisku ze szklanymi towarami, aby kupić jakieś ładne naczynia na święta. W zeszłym wieku szklane naczynia widywano jedynie na stołach elity, ale obecnie wyroby ze szkła były bardzo popularne i szeroko dostępne. Zręczny handlarz natychmiast włożył pod zęby jedną z najszlachetniejszych mis próbując zrobić wrażenie na młodej matce.

“Wie pani, naczynia z ceramiki, drewno i cyny są funkcjonalne, ale jednocześnie bardzo zwyczajne. Najmodniejsze obecnie są naczynia szklane.“ Reynière dokładnie przysłuchiwała się słowom tego człowieka trzymając swoje dziecko blisko siebie.

“Mamy siedem rodzajów szklanek” – kontynuował - “Proszę spojrzeć tutaj: cudowny szklany otwór w kształcie lejka i niskie szklanki typu kieliszkowego z cienką wdzięczną szyjką. Za nimi stoją kubki w kształcie cylindrów w ciapki.”

“A co to za typ?”- zapytała.

“To Berkemeier proszę pani szklanki z otworem w kształcie lejka i subtelnie prążkowanym pierścieniem na nóżce.”

Handlarz wyciągnął wszystko co miał na zapleczu, ponieważ rodzina wyglądała na bardziej zamożną. Jacques pomyślał, że ta postrzępiona jest ładna.

“Te postrzępione są bardzo popularne” – odpowiedział handlarz szybko – “oczywiście obok niskich pucharków, okrągłych nóżek kieliszków i naczyń Berkemeier.”

“Do czego służą te prążki” – zapytała Reynière.

“Prążki lub cętki zapewniają lepszą chwytność naczynia.”

“A które najlepiej się sprzedają?” – zapytał jej mąż.

“Te szklanki sprzedają się bardzo dobrze. Naczynia takie jak dzbany są droższe.”

Widocznie ekspert był jedyną osobą w okolicy, która posiadała tak imponującą kolekcję naczyń szklanych. Handlarz z dumą pokazał najpiękniejszy dzban. Rodzinie bardzo podobały się jego towary i Jacques zapytał, czy mógłby się przyjrzeć temu dzbanowi z bliska. Przez cały ten czas mały Michel zachowywał się całkowicie grzecznie i obserwował pod stołem do połowy wypełnione pudła. Jacques niezdarnie ujął szklane naczynie, które nagle wyślizgnęło się z jego rąk. Na szczęście nie upadło ono na ziemię, ponieważ Michel w czas zdążył schwytać to drogie naczynie. Cała uwaga kupujących skierowała się na małego bohatera. Rodzice przeprosili handlarza i wrócili do domu nie kontynuując już zakupów. Po powrocie ojciec był bardzo dumny ze swojego dziecka. Rodzice powierzyli wychowanie swojego dziecka dziadkowi i wiedzieli, że jest w dobrych rękach. Były nadworny lekarz i astrolog uczył swego wnuczka nie tylko matematyki, ale także starożytnej greki, łaciny, hebrajskiego i także podstaw astrologii. Jean często zabierał go nocą poza miasto. Tam kładli się na polach i razem obserwowali gwiazdy. Dziadek opowiedział mu, że północne niebo widać lepiej w zimie, a południowe w lecie i że można łatwo odnaleźć konstelacje zimowe takie, jak Mały i Duży Wóz obierając za przewodnika gwiazdę Orion.


“Gdy dorastałem chciałem być gwiazdą” – powiedział wnuczek.
“To zabawne. Właśnie przypomniałem sobie historię, gdzie ktoś został skazany i karą było umieszczenie go na niebie jako gwiazda. Podobnie jak Orion, który prześladował swoje siedem sióstr Plejady. Siostry czuły się zagrożone i modliły się o pomoc. Sprawiły, że Bóg myśliwych przyszedł im z pomocą i zabił ich brata jedną ze swych strzałek. Orion znajduje się na niebie i jest gwiazdą. Ale nie jestem pewien, czy to możliwe dla ludzi z krwi i kości Michelu. Jednakże pamiętam, że są o tym jakieś wzmianki w starych manuskryptach. Więc któż wie? Przy okazji Plejady są widoczne na niebie gołym okiem. Popatrz, tam są” i tymi słowy Jean wyciągnął swoją rękę wskazując na czarne niebo.
“Wygląda na to, jakby te gwiazdy wzajemnie się dotykały” – zauważył chłopiec.
“Tak, tak to wygląda, ale w rzeczywistości są znacznie od siebie oddalone.”
Gdy nadeszła wiosna dziadek pokazywał Michelowi gwiazdy Arcturus, Regulus i mieniącą się Spica – najjaśniejsze gwiazdy na wiosennym niebie, które wspólnie tworzą Trójkąt Wiosny. Tego lata można było bardzo łatwo obserwować gwiazdy na niebie, ponieważ do jesieni były bardzo widoczne na niebie. Jesienią dziadek pokazał na niebie skrzydlatego konia Pegaza, którego nie łatwo znaleźć ponieważ jest odwrócony. Dzięki tym krótkim wycieczkom Michel poznał konstelacje ale jego rodzice narzekali, że dziadek przyprowadza go tak późną nocą.
Pewnego jasnego wieczoru, gdy Jean po raz kolejny wziął swego wnuczka na wyprawę, nagle pogoda zmieniła się diametralnie. Michel złościł się na chmury, które zasłoniły ciała niebieskie na niebie. Tej nocy rzucało małym urwisem i wrócił do swego łóżka, które było oddzielone od innych łóżek przy pomocy specjalnej zasłony. Chłopiec nie mógł zasnąć. W dalszym ciągu był zły i rozczarowany, gdy nagle wiatr otworzył okiennice i zwariowane tornado wyrwało go z jego łóżka. Udało mu się wdrapać do okna, a jego ciało zwisało na zewnątrz. We właściwym momencie instynkt macierzyński obudził Reynière, która potrząsnęła swoim mężem i oboje pobiegli do dziecka, któremu zagrażało śmiertelne ryzyko. Razem wciągnęli dziecko z powrotem do pokoju i lekko przymknęli okno. Dokładnie jeszcze nie rozumiejąc co się stało wrócili do swoich łóżek i za jakiś czas okno ponownie się otworzyło. Małą trąba powietrzna ponownie skierowała swoją energię na małego geniusza z ogromną siłą, ale jego rodzice byli w pobliżu i udało im się zapobiec katastrofie zanim wyssało chłopca z pokoju. Okiennice zamknięto gwoździami, a całe zdarzenie potraktowano jako lekcję dla dziecka, której nigdy już nie zapomniał. Postanowił już nigdy nie przeklinać na nikogo. Pewnego dnia przysłano wiadomość od Pierre de Nostradame – dziadka ze strony ojca. Pierre z żoną mieszkali w Grasse i zaprosili całą rodzinę w odwiedziny na kilka tygodni. Pierre był nadwornym lekarzem i służył synowi Dobrego Króla René. Gdy jego pacjent został zamordowany w Barcelonie, Pierre osiadł w rozwijającym się miasteczku znanym z produkcji perfum. Jacques i Reynière postanowili przyjąć zaproszenie i rozpoczęto duże przygotowania do podróży, ponieważ Grasse było znacznie, a w przeciągu ostatnich kilku lat rodzina powiększyła się o czwórkę chłopców. Po kilku tygodniach byli już gotowi do podróży i wszyscy zasiedli w wypożyczonego powozu z końmi. Ojciec, matka i trzej synowie. Jean został w domu opiekując się dwoma najmłodszymi. Po kilku dniach podróży dotarli do Cannes, a stąd droga prowadziła już prosto do Grasse. Krajobraz był otoczony ze wszystkich stron pagórkami porośniętymi drzwiami, które zachęcały do odpoczynku. Byłoby lepiej, gdyby nie zatrzymywali się, ponieważ nagle mały Hektor po prostu zniknął i potrzebowali trzech godzin, aby go odnaleźć wśród skał.

I jak myślisz, kto go odnalazł? Oczywiście Michel! Hektor dostał kuksańca w ucho i ruszyli w drogę. Oglądając się w tył w dalszym ciągu mogli rzucić okiem na Morze Śródziemne. W regionie znanym z produkcji perfum nie było wiele kwitnących kwiatów. Nadchodził schyłek lata i pszczoły udawały się na poszukiwanie nowego miodu. W końcu ujrzeli Grasse, które znajdowało się wzgórzami otoczone polami, które wiosną usiane były kwieciem. Gdy wjechali do miasta, chłopcy byli zachwyceni widokiem. Można tu było znaleźć wszystkie rodzaje garbarni, które zgodnie z tym co mówił ojciec, jeszcze niedawno temu rozprzestrzeniały niesamowity smród. Aby pozbyć się tego niebywałego smrodu skóry, mieszkańcy miasta wpadli na pomysł wypełniania skóry miksturą z tłuszczu zwierzęcego i kwiatów. Potrzeba jest matką wynalazku i w taki sposób perfumowane torby, rękawice i paski stały się prawdziwym szykiem mody. Powóz wjechał mozolnie mijając wiele sklepów z wystawami artykułów skórzanych i w końcu dojechali do Place aux Aires, gdzie mieszkali dziadkowie. Bertrand silnie uchylił drzwi powozu, aby wydostać się tak szybko, jak tylko możliwe i przejechać się na koniu, ale jego ojciec zatrzymał go. “Najpierw przywitasz się ze swoimi dziadkami, młody człowieku” – powiedział. Tymczasem Pierre podszedł do nich chwiejnym krokiem, ponieważ dopiero się obudził i zaczął ciągnąć walizki. Pomimo jego dojrzałego wieku, miał wiele energii i w dalszym ciągu pracował w gildii lekarzy. Po ucałowaniu dziadka trzej chłopcy pobiegli podekscytowani zobaczyć całkowicie nowe nieznane dla nich miasto. “Po prostu pozwól się im pobawić przez chwilę” – powiedziała do męża podmęczona żona – “to doskonała szansa, aby wypakować bagaże w spokoju.” Tymczasem dzieci spacerowały po ulicach oglądając perfumerie, pojemniki z mydłem, środki destylujące i inne produkty.


Miasto było zaślepiające, ale także bardzo brudne i otwarte studzienki kanalizacyjne praktycznie mogły pomieścić w sobie góry śmieci. Mimo to na ulicach unosił się przepiękny zapach perfum. Wszędzie prezentowano torby, walizki i balony wypełnione wodą zapachową, olejkami, winem, mydłem lawendowym, ziołami i perfumowaną skórą. Jedenastoletni Michel poczuł się jak w raju zmysłowych zapachów i szybko został oczarowany specyficznym zapachem, który zaprowadził go do jednej z alei.
“Gdzie się wybierasz?” – krzyknęli zdziwieni Bertrand i Hector. Michel nie odpowiedział ani słowem i dalej drogą, która prowadziła poza miasto. Zatrzymał się na chwilę obok kamienia arc, zamknął oczy i wczuwał się w zapach. W tym miejscu zapach był najbardziej intensywny. Chłopiec głęboko wdychał ten szczególny zapach, który zdawał się być zarazem słodki i ciemny. Kilka minut później wrócił spełniony i zobaczył jak jego bracia bawili się w parku. Minął dzień w tym fantastycznym mieście i jutrzejszy dzień zapowiadał się na bardzo ekscytujący – odwiedziny w dwóch najbardziej znanych perfumeriach. Dziadek Pierre przyjaźnił się z Amalfi – właścicielką fabryki, która obiecała mu, że jego rodzina może odbyć tour po fabryce. Tego ranka całą rodzina udała się wraz z potencjalnymi kupcami na wycieczkę prowadzoną osobiście przez właściciele fabryki. Elita patrzyła się, jak Hector zawzięcie dłubał w nosie i ojciec ukarał go. W międzyczasie Amalfi opowiadała im o jej znanej linii zapachów.
“Te błękitne flakoniki zawierają różne rodzaje wody toaletowej i kobiecych perfum na bazie jednego rodzaju kwiatów. Po jej wprowadzeniu grupa przeszłą do kolejnego stołu i kolejny syn zaczął zachowywać się nieznośnie. Bertrand próbował potajemnie otworzyć flakoniki.

“Nie dotykaj ich, Bertrand.” – zagroził mu ojciec. Na szczęście kobieta prowadząca demonstrację perfum nie zauważyła tej próby i kontynuowała: “soliflores to woda zapachowa stworzona jedynie z jednego rodzaju kwiatów, roślin lub owoców.” Po wysłuchaniu jej grupa udała się do kolejnego pokoju, gdzie znajdowały się genialne urządzenia.


“To nasze alembiki do destylacji. Proces destylacji opracowali Arabowie.” Przysłuchując się uważnie Michel i jego dziadek usłyszeli jak Hector prosił mamę, aby zabrała go do toalety. To nieco zakłóciło uwagę właścicielki fabryki podczas jej opowieści i zakaszlała nerwowo.

“Dobrze, wyjdź na zewnątrz, ale zachowuj się cicho!” – nakazała Reynière chłopcu. “Jaśmin pierwotnie przywieźli marynarze z Indii i Hiszpanii wprowadzając nie tak dawno ten kwiat do Grasse poprzez Północną Afrykę. Maître Gantier udało się osiągnąć monopol” – kontynuowała.


“To dobra okazja, aby kupić nieco perfum” – wyszeptała Reynière do swego męża. Jacques zgodził się, choć sam nie uczynił nic w tym kierunku, ponieważ był całkowicie zaabsorbowany opieką nad najmłodszymi dziećmi. Na szczęście miał na nich oko dziadek Pierre i zachowywały się całkiem dobrze i ojcu udało się wysłuchać ostatnią część tej historii.
“Nadszedł najwyższy czas, aby zakończyć tą demonstrację. Czy mają Państwo jakieś pytania, lub komentarze?” Nieoczekiwanie Michel wyszedł naprzód w pięknym stylu i zapytał, czy mógłby powiedzieć kilka słów. Ojca, aż rozbolała głowa od zachowania jego dzieci, jednakże pani Amalfi była oczarowana dziecinnym zapytaniem chłopca i zgodziła się. Serce Michela zaczęło bić mocniej. Mały profeta zrównał swoje ramiona i z wielką siła wypowiedział swoją pierwszą przepowiednię.

“Pewnego dnia ta perfumeria stanie się bardzo znana. A wszystko dzięki pewnemu studentowi z wyjątkowym zmysłem powonienia. Jego nazwisko brzmi Montesquieu i będzie on produkował niesamowite zapachy. U szczytu swojej kariery stworzy dla siebie dziwaczne perfumy o zapachu świeżo zmarłego ciała młodych dziewczynek. Po jego śmierci jego chwała umilknie.” Tymi słowy zakończył swą przepowiednię i wrócił z powrotem do swoich rodziców z szacunkiem. Ludzie zamilkli i nawet Amalfi nie wiedziała co powiedzieć. Jacques zdecydował, że nie będzie karał chłopca za jego zachowanie ponieważ jego maniery były właściwe. Nikt już nie wspominał o tej czarnej przepowiedni, która była niezrozumiała. Nieco zaniepokojony zachowaniem swego dziwnego wnuka Pierre podziękował właścicielce za niesamowitą demonstrację i rodzina wróciła do domu. Niebawem wakacje obiegły końca. Dziadek Jean bardzo uradował się z powrotu rodziny, szczególnie Michela, z którym łączyła go specjalna więź. Gdy powóz wjechał na ulicę Rue des Remparts oboje szukali siebie wzrokiem. Hector i Bertrand byli całkowicie wyczerpani z powodu długiej podróży i od razu położyli się do łóżka, ale Michel wciąż był podekscytowany swoim przedstawieniem. Gorączkowo dyskutował o swojej specjalnej przepowiedni i pragną porozmawiać o tym ze swoim dziadkiem. Chłopiec opowiedział mu, że ten dziwny zapach w Grasse coś w nim przebudził. Jean potraktował słowa chłopca poważnie i zasugerował, aby dzielił się z nim wszystkimi znakami jakie dostaje odnośnie astrologii, ale Michel musiał iść do łóżka. Minęły godziny zanim iskra w jego umyśle wygasła i wreszcie zasnął. Kilka miesięcy później dziadek wreszcie znalazł odpowiedni moment, aby pogłębić wiedzę swojego wnuczka w zakresie astrologii. Zdecydował, że zdradzi mu wszystkie szczegóły wiedzy na poddaszu. To była jego osobista obszar i nikt nie miał pozwolenia węszyć nieopodal nieproszony. Zwłaszcza dzieci, ponieważ obawiał się, że jego delikatne przyrządy mogą ulec zniszczeniu lub może stracić swoje dokumenty. Siedząc na swoim krześle dziadek powiedział Michelowi, że sprowadził z Paryża doskonały sprzęt, który składa się z dwóch szlifowanych soczewek. Umożliwiają one widzenie z bardzo dalekiego dystansu. “Dzięki temu wynalazkowi uzyskałem wgląd w całkowicie nowy świat” – powiedział – “i według mnie jesteś już wystarczająco dojrzały, aby przekroczyć próg tego świata. Przeczuwam, że będziesz miał cudowną przyszłość. Masz wystarczająco dużo siły mentalnej i dlatego chciałbym przekazać ci całą moją astrologiczną wiedzę. Jak dotąd nigdy nikomu nie pozwoliłem przebywać w tym pomieszczeniu podczas mojej nieobecności, ale w twoim przypadku zrobię wyjątek. Udzielam ci pozwolenia do używania moich przyrządów i książek kiedy tylko zapragniesz.” Dziadek wstał i wyciągnął długi przedmiot, który przykryty był zakurzoną tkaniną. “Młody człowieku, przy pomocy tej soczewki możesz obserwować planety, które zdają się być tak blisko, jakbyś po prostu tam był. Ale najpierw przekażę ci nieco teorii, zanim zaczniemy odkrywać niebo.” Oczy wnuczka patrzyły na to niewiarygodne urządzenie, jakby było ono dziełem kosmitów. “Astrologia poszukuje odpowiedzi i informacji o związku wydarzeń w kosmosie, na ziemie oraz w ludziach. Ale już o tym mówiliśmy kiedyś.” Michel potrząsnął głową. “Nie, o tym nie mówiliśmy.”

“Moja pamięć nie jest już tak dobra jak kiedyś, mój chłopcze. Dzięki badaniu jesteśmy w stanie używać informacji o momencie, aby wyczuć serię wydarzeń, które nastąpią za nim. Innymi słowy, możemy przepowiedzieć przyszłość. To jest bardziej skomplikowane, niż wygląda. Odkąd czas jest niepojęty, został zaakceptowany przez Słońce i Księżyc i planety oddziałują na nasze życie tutaj na Ziemi.” Dziadek ponownie powstał, otworzył okiennice na strychu i postawił soczewkę na statywie. “Podejdź i stań tutaj. Słońce właśnie zniknęło za horyzontem i najprawdopodobniej będziemy mogli zobaczyć wiele planet. Pozwól mi zobaczyć... tutaj są! Popatrz Michel tuż ponad ostatnimi promieniami Słońca jest Merkury – planeta intelektu i mentalnych zdolności.” Wnuczek przystawił oko do urządzenia i odkrył mieniącą się różową planetę, a Jean kontynuował wykład. “Jak wiesz obrót Ziemii dookoła Słońca trwa rok i nie jest inaczej jak mówi kościół. Oni także wciąż wmawiają, że Ziemia jest płaska i że możesz się w nią zapaść. Bzdura! Po prostu wolą, aby ich zwolennicy pozostali w niewiedzy.”

“Ale czyż Słońce także każdego roku nie porusza się po okręgu?”
“Tak, ale nie wokoło Ziemi, ale wokoło różnych grup gwiazd. Grupy te nazywane są Zodiakiem. Dla przykładu Gemini, Aries, Taurus itd.”

“Jestem Sagittarius.”

“To bezsporna prawda mój chłopcze, ale to zajmie trochę czasu, zanim Słońce przemierzy swoją drogę, ponieważ obecnie jesteśmy w erze Sagittariusa.”

Dziadek powtórnie spojrzał w gwiazdy i kontynuował.

“Merkury zawsze jest blisko Słońca i z tego powodu nie zawsze jest dokładnie widoczny, ale dziś mamy szczęście” i tymi słowy odszedł od lunety.

“Ta planeta nie jest zbyt interesująca” – powiedział Michel patrząc ponownie w niebo. “Ach popatrz na Księżyc” i Jean spojrzał na to ciało niebieskie z baldachimem z chmurami. Między dziadkiem i wnuczkiem panowała boska miłość. Być może dlatego, że byli tak bardzo do siebie podobni. Oboje mieli podobne zainteresowani i oboje byli szczupłej budowy. Jedyna różnica między nimi polegała na tym, że przed chłopcem życie otworzyło drzwi, natomiast życie dziadka powoli chyliło się ku końcowi.

“Tu jest to co chciałeś zobaczyć” – powiedział Jean i odsunął się w bok.

“Jejku!” – wykrzyczał z podziwu Michel i wpatrzył się w gigantyczny księżyc pełen kraterów, wzgórz i przepaści.

“Ktoś tam się porusza dziadku.”

“Ha ha, zabawne. Nawet jeśli to możliwe, to zbyt daleko, aby zauważyć takie szczegóły.”

“Naprawdę widzę go tam” – upierał się chłopiec. “Wbija flagę z czerwonymi i białymi paskami i gwiazdkami.” Twarz Jeana wykrzywiła się w zdziwieniu i chwycił za lunetę, ale dla niego Księżyc wyglądał tak jak zwykle i nie widział tam żadnego człowieka.

“Nie wiedzę tego co ty, Michel.”

“Może to jakaś wizja z przyszłości?”

“Wszystko jest możliwe, mój chłopcze. Ale mogę mówić jedynie o rzeczach, które znam. Chciałbym ci jeszcze wyjaśnić, jak kreśli się horoskop” i tymi słowy przerwał oglądanie nieba i podszedł do łóżka.

“Aby obliczyć horoskop potrzebujesz podstawowych cyfr, a mianowicie daty, czasu i miejsca urodzenia. Najważniejszą liczbą jest data urodzenia. Przyjrzyjmy się temu bliżej na podstawie twego własnego horoskopu.” Dziadek otworzył szufladę w biurku i wyciągnął kartkę papieru, na której widniało wiele symbolów.
“Czy to moja data urodzin?”

“Spójrzmy zatem: urodzony w Saint Rémy 12 grudnia 1503 roku. Tak to twoja data urodzin.”

“Właściwie to urodziłem się 14.”
“14? W takim razie musiałem to źle zapisać ponieważ zawsze sprawdzam wszystko trzy razy. Ten musi być stary” – przeprosił dziadek. “W każdym bądź razie mam także wielki horoskop z trzema zewnętrznymi planetami: Marsem, Jupiterem i Saturnem. Z powodu tej trudnej konfiguracji będziesz potrzebował żelaznej dyscypliny, aby kontrolować swą kreatywną siłę. Jeśli nie będziesz jej stosował, twoja siła może stać się destruktywna.
“Jak Samson, który zburzył całą świątynię?”

“Hmm, to nie jest zbyt dobre porównanie. W każdym bądź razie musisz się nauczyć podłączać swoją energię. I zawsze pamiętaj, że w każdym człowieku jest tyle samo dobra ile zła.” I tymi słowy Jean zwrócił uwagę chłopca z powrotem do horoskopu. “Na tej rycinie widać 12 domów i...” W tym momencie jego głos nagle zamarł.

“Jestem już zmęczony” – wyszeptał –“ale jeśli chcesz dowidzieć się czegoś więcej na ten temat, wszystko znajdziesz w tych grubych księgach i wskazał na regał z książkami. Dziadek nie mógł już dziś poświęcić mu więcej uwagi.

Z biegiem czasu Jean i Michel czuli do siebie coraz więcej miłości. Często spędzali całe dnie w starym kościele* oddalonym kilka mil na południe od Saint Rémy. Przez wiele godzin czytali biblię i Michel nauczył się jak modlić się do chrześcijańskiego boga i bez problemu studiował katolickie manuskrypty pomimo swego Żydowskiego pochodzenia. Zdaniem chłopca właściwie to ten sam Bóg, co w Starym Testamencie. Zawsze, gdy chłopiec modlił się i nikogo nie było wokoło Jean mruczał. Gdy pogoda pozwalała udawali się na poszukiwania na pola lawendowe, gdzie odnaleźli mistyczną strukturę podobną do piramidy. Oczytany dziadek zawsze potrafił zająć stanowisko dyskutując na każdy temat. Dziadek powiedział, że struktura ta pochodzi z czasów starożytnych Greków i w tym samym czasie zatrzymali się wewnątrz, aby odpocząć. W porównaniu do niego Michel był pełen energii i chętnie zwiedzał ten region podczas gdy Jean ucinał sobie zwyczajową drzemkę. Pewnego dnia chłopiec wrócił nie lada podekscytowany ze swojej badawczej eskapady.

“Niedaleko stąd znalazłem różne rodzaje zagłębień w klifach dziadku. Chodź i zobacz!” Jean nawet nie podniósł się tylko zimno wyjaśnił wnuczkowi, że dawno dawno temu pasterze wyrzeźbili te zagłębienia, aby chronić się przeciwko złoczyńcami. Widocznie dziadek wiedział je już wcześniej. Pewnego dnia dziadek nie mógł się podnieść i Michel dosłownie wlókł go do domu.
W okresie dojrzewania młody człowiek zaczął zauważać kobiety i to było dobrą okazją dla jego nauczyciela, aby opowiedzieć mu o jedności dwóch dusz. Wyjaśnił mu, jak męskie i damskie dusze mogą zakochać się w sobie i że kobiecość i męskość reprezentowana jest we wszystkim w kosmosie.
“Masz na myśli, że istnieją także żeńskie i męskie planety?” – zapytał Michel.

“W zasadzie wszystkie planety są rodzaju żeńskiego. Dlatego właśnie mówi się, że na Ziemię Matka Ziemia” – odpowiedział Jean.


“Ale czy mężczyźni mamy coś do powiedzenia w kosmosie?”

“Otóż gwiazdy są rodzaju męskiego w opozycji do ziemi i ciemności, które są rodzaju żeńskiego. Ta wieczna biegunowość jest także esencją alchemii.”



Większość swoich dziecięcych lat chłopiec spędził z dziadkiem i jego rodzicie nie mieli zbytnio pojęcia o szybkim rozwoju swojego dziecka. Spotykali się przede wszystkim podczas posiłków, ale nie było to winą ani Michela ani Jeana. Jacques pracował jako notariusz całe dnie, a Reynière zajmowała się gospodarstwem i zawsze dodatkowo troszczyła się o najmłodsze dzieci. Siedmioletni Antoine był niezwykłym przypadkiem wychowawczym, ponieważ zawsze zachowywał się krnąbrnie. Z resztą rodzeństwa Michel rozumiał się dość dobrze, ale jeśli chodzi o wspólne zabawy, to nie było na to szans.
Czas upływał bardzo przyjemnie do czasu, gdy nadszedł ten smutny dzień. Tego dnia rodzina znalazła dziadka leżącego w swoim pokoju. Dziadek odszedł z tego świata ze starości. Michel widział, że dziadek jest w złym stanie i przeczuwał, że nadchodzi koniec. Jednakże pomimo tego przeczucia śmierć dziadka wstrząsnęła nim. W dniu kiedy pochowano Jeana kropił deszcz. Rodzina na zmianę trzymała straż nad ciałem zmarłego w domu do czasu, aż przybyli pracownicy służby pogrzebowej. Wszyscy członkowie rodziny towarzyszyli dziadowi podczas jego ostatniej podróży. Pierre wraz z żoną przybyli z daleka, jak także trzy siostry Jeana i kuzyni z niedaleko położonej Marsylii. Sarkofag postawiono w kościele Selongey i mszę poprowadził katolicki ksiądz. Dziadkowie Michela poruszali się bardzo powoli i mieli mnóstwo czasu, aby spokojnie obserwować piękny wystrój domów z wieżyczkami w Place des Halles. Ostatecznie przybyli do kościoła, gdzie zebrało się wielu przyjaciół i znajomych. Przy wejściu wysoki mężczyzna z czerwoną czupryną niespodziewanie wpadł na Michela. Jego buty pokryte były farbą i wyglądało na, jakby człowiek ten był nieproszonym gościem, ale bardzo wejść do środka. Michel nie zwracał na niego uwagi i pochód pogrzebowy powoli posuwał się do przodu i przechodził przez bramę z imponującym sklepieniem. Jacques i Reynière szli na przedzie, a za nimi podążał Michel i jego czterej bracia w chronologicznej kolejności. Reynière była owładnięta emocjami i żarliwie opłakiwała śmierć swojego ojca. Rodzina i przyjaciele siedzieli w drewnianych ławkach w głównym pomieszczeniu, gdzie w centrum znajdował się sarkofag. Kościół Selongey składał się z wielu pomieszczeń i jego okna poprzegradzane były czerwonymi elementami. Na górze znajdowało się malowidło przedstawiające apostoła. Gdy ostatni gość zajął swoje miejsce duchowny Bergé ubrany w czerwoną sukmanę zakrywającą ramiona rozpoczął ceremonię. Oczywiście służby pogrzebowe modliły się za wieczny odpoczynek i duszę zmarłego.
“Gdy ktoś umiera oznacza to, że opuszcza on ziemię i taka osoba udaje się do Boga. To nie jest koniec, to jest początek. Ludzie żyjący dobrym życiem idą do nieba, a ci, których życie nie posiadało sensu idą do piekła. Przejście od życia do śmierci często nie przebiega w harmonii. Ale Bóg chroni nas wszystkich, ponieważ rozumie, jak skomplikowane jest życie ludzkie i akceptuje wszystkich takimi jacy są.” Następnie duchowny niezręcznie przekartkował swoją biblię leżącą na jego mównicy i zaczął czytać długie fragmenty po łacinie. Michel rozglądał się wokoło i zauważył metalową chrzcielnicę z wodą święconą w kształcie odwróconej wierzy kościelnej, w której niegdyś jeden z jego przyjaciół o mały włos się nie utopił. Wszędzie paliły się świece i było ich tak wiele, że nawet grób człowieka, który ufundował kościół w przedniej części kościoła był doskonale oświetlony. Jego postać była także wygrawerowana przy wejściu. Dawno temu Jean chcąc zainteresować swego wnuczka kulturą i sztuką i razem z nim odwiedzał kościół Selongey wielokrotnie. Michel znał wnętrze bardzo dobrze i wolałby przypatrywać się ścianom lub detalom sklepienia zakrystii, niż wysłuchiwać grzmiącego głosu Bergé. Oczywiście nie mógł, chociaż wiedział, że jego dziadek nie miał by nic przeciwko temu. “Życie przed śmiercią” – zawsze powtarzał. Wreszcie sługa boży wychwalił dobroduszność zmarłego po francusku i goście wstali ponownie. Michel zauważył, że dzwonnik kościelny, który miał problemy ze słuchem nagle wstał. Z wielkim trudem udał się po schodach na wieżę kościelną, aby zadzwonić czterdziestoma ośmioma dzwonami kościelnymi. Tymczasem duchowny skropił ciało wodą święconą i rozprowadził wokoło zapach kadzidła. To był znak, że ciało jest przekazane Najwyższemu w stanie świętym. Pomocnik księdza odmówił dodatkowo kilka modlitw więcej prosząc o wybaczenie za grzechy Jeana. Po odśpiewaniu hymnów duchowny i jego pomocnicy utworzyli pochód z przodu kościoła i reszta podążała za nimi. Pochodowi towarzyszył dźwięk dzwonów kościelnych, aż pochód w ciszy dotarł do cmentarza Rodzina, przyjaciele i inni zainteresowani ludzi, którzy przyłączyli się w międzyczasie zebrali się wokoło grobu. Reynière szybko położyła kilka kwiatów na porywie sarkofagu zanim duchowny, który stał na przedzie w ciszy pobłogosławił grób i powiedział modlitwę “Ojcze Nasz”. Po zakończeniu modlitwy rzucił nieco ziemi na sarkofag mówiąc “Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz.” Wszyscy pożegnali się z Jeanem rzucając nieco ziemi na sarkofag i Michela patrzył jak jego przyjaciel powoli znikał w grobie. Na koniec Jacques podziękował wszystkim za przybycie oraz ciepło i ludzie zaczęli rozchodzić się do domów. W okresie żałoby Michel i matka odwiedzili święte miejsce dziadka na strychu. W dalszym ciągu wypełniona smutkiem Reynière otworzyła okiennice, aby wpuścić nieco więcej światła do środka i wspólnie sporządzili inwentarz dobytku. Powróciły wspomnienia i wnuczek na chwilę wyjrzał przez okno czując się podminowany.

“Strych jest teraz taki pusty i smutny teraz” – zamruczał chłopiec, gdy niespodziewanie któreś z rodzeństwa z dołu zawołało matkę.

“Za chwilę wrócę, Michel” i zostawiła go na chwilę samego. Z okna na strychu chłopiec miał dobry widok na całe miasto. Odkrył nawet nowy dom oddalony około pół mili, który widocznie postawiono dość niedawno. Jedno ze szklanych okien domu było otwarte, ale odległość była zbyt duża, aby widzieć wszystko w szczegółach.
Chłopiec nagle uświadomił sobie, że może skorzystać z lunety dziadka. Dzięki niej mógł zobaczyć każdą plamę na domu. Chłopiec nie mógł wytrzymać, aby zajrzeć do środka. Zobaczył tam szczupłego człowieka z krótkimi czarnymi włosami, który z całym zaangażowaniem pracował nad obrazem wiszącym na sztaludze. Widok ten zdziwił Michela. Nieznany mężczyzna stał przed płótnem i kilkakrotnie maczał pędzel w farbie. W pewnym momencie przyniósł kolejny pędzel, którego użył do malowania szczegółów obrazu i namalował cudowne słoneczniki, które stały na stole przed nim. Nagle artysta poczuł, że jest obserwowany i obrócił się nagłym ruchem. Martwił się o swoje dzieła czując się osaczony, jednakże najprawdopodobniej pomyślał, że nie ma możliwości, aby ktoś go podglądał. Wówczas Michel zrozumiał, że ponownie są to obrazy z przyszłości i za chwilę ten inny świat rozpłynął się w mgnieniu oka, a wraz z nim ten nowy dom.

Chłopiec pomyślał ogarnięty smutkiem, że nie m już nikogo, komu mógłbym opowiedzieć o moich obrazach z przyszłości.


  1   2   3   4   5   6   7   8   9   10


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna