Nasz chleb powszedni



Pobieranie 13.32 Kb.
Data04.05.2016
Rozmiar13.32 Kb.
NASZ CHLEB POWSZEDNI
Kto najdłużej wytrzyma w nie ogrzewanej chacie, śpiąc na sianie i wykaże się największymi umiejętnościami w zdobywaniu pokarmu (dojenie, łowienie, może też polowanie?), ten stanie się kolejnym Tarzanem i zgarnie za to okrągłą sumkę.
Jeśli nudzi cię monotonia własnej egzystencji, sąsiedzi z przeciwka założyli w oknach żaluzje, nie wiesz, który z kolorowych tygodników dostarczy ci najwięcej plotek a nie stać cię na zakup wszystkich – po prostu włącz telewizor. Całkiem legalnie, bez obaw możesz „podglądać” dwie grupy ludzi oddalone od siebie kilkaset kilometrów, zmagające się
ze swoimi słabościami, naturą oraz współlokatorami. Jeśli preferujesz wariant „swojski”,
z góralskim przytupem, Polsat oferuje program godny epoki podboju kosmosu – Dwa światy. Wbrew pozorom jednak, nie chodzi tu o progres, lecz o regres i powrót do korzeni oraz prymitywizmu. Kto bowiem najdłużej wytrzyma w nie ogrzewanej chacie, śpiąc na sianie
i wykaże się największymi umiejętnościami w zdobywaniu pokarmu (dojenie, łowienie, może też polowanie?), ten stanie się kolejnym Tarzanem i zgarnie za to okrągłą sumkę. Program jest utrzymany w tak modnym dziś nurcie ekologicznym, nawołującym do powrotu do źródeł. A ty możesz to wszystko śledzić na ekranie swojego telewizora. Jeśli zaś preferujesz wariant „zachodni”, TVN umożliwia podglądanie orwellowskiej wizji świata i funkcjonujących w niej „super – mega – bizonów” (wtajemniczeni wiedzą, o co chodzi) – a to wszystko oczywiście za sprawą czujnego Wielkiego Brata.

Sądząc po popularności programów typu reality shows (Big Brother, Dwa Światy, a wcześniej Agent i Ryzykanci) można przypuszczać, że będzie ich coraz więcej. TVN przygotowuje właśnie kolejną dawkę mocnych wrażeń w stylu wspomnianego już Agenta. Każdy kolejny program jest coraz bardziej kontrowersyjny od poprzednich, wzbudza jeszcze więcej emocji, przekracza kolejne granice i cieszy się coraz większą popularnością. Jaki kryje się za tym mechanizm? Dlaczego tak chętnie oglądamy bliźnich, którzy niczym się od nas nie różnią


a to, co robią przed kamerami, łudząco przypomina nasze codzienne obowiązki i zachowania? Odpowiedź jest prosta: rzeczywistość sprzedaje się lepiej niż fikcja. Jest bardziej wiarygodna, a przez to poważnie ją traktujemy. Wystarczy, że przed rozpoczęciem filmu pojawi się informacja, że został on oparty na faktach, jesteśmy bardziej poruszeni, czy wstrząśnięci jego treścią, niż gdyby był całkowicie fikcyjny.

Jednak to nie producenci reality shows jako pierwsi odkryli tę tajemnicę o opłacalności rzeczywistości. Jako pierwszy, zaczął „handel codziennością” włoski fotograf, kreator wizerunku firmy Benetton, Oliviero Toscani. I choć dotyczy to innej branży, bo rynku reklamy, to jednak zasada jest ta sama – rzeczywistość jest ciekawsza, wiarygodniejsza,


a przez to bardziej się opłaca. Reklamy Toscaniego nie przedstawiają sweterków
na tryskających erotyzmem modelkach, lecz obrazy odwołujące się do wydarzeń na świecie. Sam Toscani ukuł powiedzenie „szok rzeczywistości”, które określa zasadę działania jego przekazów. Poza wykorzystywaniem tematów, które codziennie zapełniają serwisy informacyjne, prasę a także prywatne rozmowy (wojna, AIDS, kara śmierci), przygotowując kampanie, posłużył się też prawdziwymi reporterskimi zdjęciami i ostemplował je logo United Colors of Benetton. Znalazła się wśród nich fotografia umierającego na AIDS chłopca (fot. Theresy Frare), zdjęcie Patricka Roberta przedstawiające czarnego żołnierza trzymającego kość udową, obraz matki opłakującej syna zabitego przez mafię (Franco Zecchin), i oblepiony ropą ptak dryfujący w plamie mazutu (Steve McCurry). Toscani twierdzi, że dość ma już reklam sprzedających ludziom puste obietnice i złudzenia, cukierkową fikcję, pragnienia i niespełnione nadzieje. Po prostu szkoda na to pieniędzy
i wcale nie zwiększa to zadowolenia klientów; wręcz przeciwnie, pogłębia często frustrację, gdyż nie mogąc pozwolić sobie na zakup produktu, który czyni bardziej atrakcyjnym, pociągającym, pożądanym, ludzie popadają w depresję, czują się gorsi, niedowartościowani.

Są dwie strony tego zjawiska. Do ludzi bardziej przemawia prawda, bardziej ich porusza. Ale jednocześnie pojawia się pytanie o pewne granice etyki, czy dobrego smaku. Do jakiego stopnia można ludziom tę rzeczywistość sprzedawać? Odpowiedzi na to pytanie dostarczają kolejne skandale związane z reklamami Benettona a także programami reality shows. Jedni chwalą, gratulują, podziwiają, inni zaś krytykują, potępiają, domagają się kar. Widać zatem, że granica jest płynna. Dodatkowo sprawę komplikuje fakt, że zdjęcia Toscaniego przedstawiające całą brutalność świata bez zbędnych kamuflaży są opatrzone logo firmy Benetton. Wyraźnie zatem widać komercyjną stronę przedsięwzięcia. Jeśli zaś chodzi


o telewizję to ta czytelność staje się zamazana. Otóż media mają nam przede wszystkim dostarczać rozrywki. To reklama jest w nich postrzegana jako element zwiększający dochody stacji czy prasy. A jednak to właśnie programy są głównym źródłem dochodu. To dzięki ich popularności i oglądalności pojawiają się długie bloki reklam, z których stacje czerpią ogromne zyski.

Jaki cel mają reklamy firmy Benetton i programy reality shows? Te pierwsze przede wszystkim mają rozbudzić świadomość, przełamać stereotypy i przypomnieć ludziom,


że gdzieś w świecie dzieją się również złe, okrutne rzeczy. A z im większym hukiem się
to uczyni, tym lepiej dla firmy. Rozgłos jest dla niej darmową formą reklamy. A Big Brother, Dwa Światy i inne podobne programy dostarczają ludziom to, czego oni pragną. A ponieważ ciekawość jest jedną z podstawowych cech ludzkiego charakteru i to ona przyczyniła się
do największych odkryć w historii ludzkości, trzeba ją zaspokajać, na ile tylko to możliwe. Jeśli lubimy podglądać bliźnich, to telewizja nam to umożliwia. Pytanie tylko dlaczego jesteśmy ciekawi jak robią to inni (cokolwiek miałoby to znaczyć)? Człowiek ze swej natury lubi się porównywać do innych. Gdy ogląda taki program, to tak, jakby przeglądał się
w lustrze. Może utożsamić się z bohaterem (lub stanąć w opozycji do niego), pozbyć się kompleksów. Przez obserwację cudzych zachowań uczy się rozwiązywania konfliktów, radzenia sobie z problemami, weryfikuje swoje postawy i poglądy. Te programy powodują wewnętrzne oczyszczenie (katharsis) człowieka. Pozwalają zdystansować się do swoich słabości i wad.

Wydaje mi się, że media mają dziś tak ogromny wpływ na nasze życie, że można by mówić


o trzeciej socjalizacji (obok pierwotnej dokonywanej przez rodziców i wtórnej – za którą odpowiadają instytucje). Oczywiście wpływ mediów można zaliczyć do fazy socjalizacji wtórnej, jednak uważam, że należy to zjawisko wyodrębnić, gdyż jego skala zaczyna być niepokojąca. Serwisy informacyjne, poprzez formę przekazu informacji, pozwalają nam odbierać anomię i dewiację jako stany normalne. Wojna, kataklizmy, nieszczęścia ludzkie
są przedstawiane równie bezosobowo, co prognoza pogody. Przyzwyczailiśmy się
do przełykania wraz z pokarmem wiadomości o zbrodniach, konfliktach zbrojnych
i zagrożeniach. Ten stan rzeczy próbuje zmienić Benetton, który poprzez swe kampanie zwraca uwagę, że za zrównoważonym głosem spikera kryją się tysiące ludzkich nieszczęść,
a ludzka niedola nie powinna być czymś powszednim. Ta konfrontacja z rzeczywistością wyeksponowaną na billboardach powoduje szok. Ale za tym rzeczywistym zaangażowaniem firmy kryje się równie rzeczywista chęć zysku. W telewizji, obok omawianych wyżej programów, pojawiają się takie, gdzie na forum publicznym opowiada się
o najintymniejszych szczegółach z życia bohaterów, pierze się rodzinne brudy, przeprasza, wybacza... Ekshibicjonizm emocjonalny jest jak najbardziej modny i w dodatku się opłaca.
A jeśli jeszcze nam mało, możemy podpatrzeć innych, jak radzą sobie bez makijażu,
w chwilach słabości i załamania, gdy trzeba udawać żołnierza, zwierzę, czy ulepić naczynie
z gliny. Niebezpieczeństwo takich programów polega na tym, że utwierdzają ludzi
w przekonaniu, iż podglądanie jest czymś normalnym, a prywatność nie. Wkrótce może się zatem okazać, że wszystko wokół nas i my sami jesteśmy wciąż pod baczną obserwacją
a surowe grono jurorów ocenia każdy nasz gest. Hmm..., czyż nie na tym opiera się wiara katolicka? I jaka jest przyszłość fikcji?
Magdalena Kwiatkowska
Pozytyw, nr 4, kwiecień 2001


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna