Nie byli to ptaszkowie tylko trzej braciszkowie



Pobieranie 421.42 Kb.
Strona1/7
Data28.04.2016
Rozmiar421.42 Kb.
  1   2   3   4   5   6   7
Lipka
Z tamtej strony jeziora stoi lipka zielona,

a na tej lipce, na tej zieloniutkiej trzej ptaszkowie śpiewają.



Nie byli to ptaszkowie tylko trzej braciszkowie


co się spierali o jedną dziewwczynę, który ci ją dostanie.
Jeden mówi tyś moja, drugi mówi jak Bóg da,

a trzeci mówi - moja najmilejsza czemuś mi tak smutna.


Jakże nie mam smutną być, za starego każą iść.

Czasu tak niewiele jeszcze dwie niedziele mogę z tobą miły być.


Z tamtej strony jeziora stoi lipka zielona,

a na tej lipce, na tej zieloniutkiej trzej ptaszkowie śpiewają.

Łańcuszek
To jest złoty łańcuszek i ogniwka do niego

i papier stwierdzający, że jesteś już wolny,

a jeśli masz przyjaciół to pomyśl też o nich,

że jutro sprzedadzą swą duszę za ogon.


Chodzę i błądzę już tak z dziesięć lat,

domu swego szukam prawdy nie znam nic,

poszedłem do psychiatry on mi na to rzekł,

gdy będę pracować będę jadał chleb.


Pytają mnie często czy już pracuję

i robi mi się słabo gdy prawdę znam,

dostaję zawału bo boję się sam,

jestem włóczęgą i pracy nie mam.


Historia to dziwna można wzruszyć się,

lecz kto mi ją opowie kiedy nie mam siły

nie jestem już taki, taki jakim byłem

pójdę swoją drogą to wy martwcie się.


Prawda to o was w tej piwnej piosence

mówię wam ją wprost w zdziwone wasze twarze

wolę zamiatać nocą podłogi

na tym cholernym wózku z wami nie pojadę.

Słoneczko

Dawna piosenko, piosneczko, mocnaś ty jak kamień,

Już zachodzi czerwone słoneczko, a ty zawsze z nami,

Maszerujesz z żołnierzami raz i dwa! Hej da, hej da, hej da.

Maszerujesz z żołnierzami raz i dwa! Hej da, derum derum da.
Chłopcy w tym wielkim powstaniu w dziewiętnastym roczku

szli za tobą jak za wielką panią, na calutkim Śląsku.

Chłopcy szli na całym Śląsku, raz i dwa! Hej da, hej da, hej da.

Na calutkim Górnym Śląsku, raz i dwa! Hej da, derum derum da.


Niczym dla ciebie kordony i żelazne bramy.

biły w ciebie gromy i pierony, a my cię śpiewamy.

A my znowu cię śpiewamy, raz i dwa...
Dawna piosenko, piosneczko, mocnaś ty jak kamień,

Nie zagaśnie czerwone słoneczko, a ty będziesz z nami.


Chodź, pomaluj mój świat
Piszesz mi w liście, że kiedy pada, kiedy nasturcje na deszczu mokną,

Siadasz przy stole, wyjmujesz farby i kolorowe otwierasz okno.

Trawy i drzewa są takie szare, barwę popiołu przybrały nieba.

W ciszy tak cicho, szepce zegarek o czasie co mi go nie potrzeba.


Więc chodź pomaluj mój świat na żółto i na niebiesko,

Niech na niebie stanie tęcza malowana twoją kredką.

Więc chodź pomaluj mi życie, niech świat mój się zarumieni,

Niech mi zalśni w pełnym słońcu, kolorami całej ziemi.


Za siódmą górą, za siódmą rzeką, swoje sny zamieniasz napejzaże.

Kiedy się wlecze wyblakłe słońce, oświetla ludzkie wyblakłe twarze.


Więc chodź pomaluj mój świat....

Jutro popłyniemy daleko

Jutro popłyniemy daleko,

jeszcze dalej niż te obłoki,

pokłonimy się nowym brzegom

odkryjemy nowe zatoki.
Starym borom nowe damy imię,

nowe ptaki znajdziemy i wody,

posłuchamy, jak bije olbrzymie

zielone serce przyrody.


Jutro popłyniemy daleko...
Nowe ryby znajdziemy w jeziorach,

nowe gwiazdy złowimy w niebie,

popłyniemy daleko, daleko,

jak najdalej, jak najdalej przed siebie.


Jutro popłyniemy daleko...

Bieszczczady

Tu w dolinach wstaje mgłą wilgotny dzień,

szczyty ogniem płoną, stoki kryje cień.

Mokre rosą trawy wypatrują dnia,

ciepła, które pierwszy słońca promień da.
Cicho potok gada, gwarzy pośród skał

o tym deszczu, co z chmury trochę wody dał.

Świerki zapatrzone w horyzontu kres

głowy pragną wysoko, jak najwyżej wznieść.


Tęczą kwiatów barwny połoniny łan,

słońcem wypełniony jagodowy dzban.

Pachnie świeżym sianem pokos pysznych traw,

owiec dzwoneczkami cisza niebu gra.

Cicho potok gada...

Serenadą świerszczy, kaskadami gwiazd


noc w zadumie kroczy, mroku ścieląc płaszcz.

Wielkim Wozem księżyc rusza na swój szlak,

pozłocistym sierpem gasi lampy dnia.

Cicho potok gada...



Majster Bieda

Skąd przychodził kto go znał

kto mu rękę podał kiedy

nad rowem siadał wyjmował chleb

serem przekładał i dzielił się z psem

tyle wszystkiego co z sobą miał Majster Bieda


Czapkę z głowy ściągał gdy

wiatr gałęzie chylił drzewom

śmiał się bez końca i śpiewał do gwiazd

drogę bez końca co przed nim szła

znał jak pięć palców jak szeląg zły Majster Bieda
Nikt nie pytał skąd się wziął

gdy do ognia się przysiadał

wtulał się w krąg ciepła jak w kożuch

znużony drogą wędrowiec boży

zasypiał długo gapiąc się w noc Majster Bieda
Aż nastąpił taki rok

smutny rok tak widać trzeba

nie przyszedł Bieda zieloną wiosną

miejsce gdzie siadał zielskiem zarosło

i choć niejeden wytężał wzrok

choć lato pustym gościńcem przeszło

z rudymi liśćmi jesieni schedą

wiatrem niesiony popłynął w przeszłość (3x) Majster Bieda



Sielanka o domu

A jeśli dom będę to będzie bukowy koniecznie

Pacchnący i słoneczny wieczorem usiądę wiatr gra

A zegar na ścianie gwarzy

Dobrze się idzie panie zegarze

Tik tak tik tak tik tak

Świeca skwierczy i mruga przewrotnie

Więc puszczam oko do niej dobry humor dziś Pani ma

dobry humor dziś Pani ma

Szukam szukania mi trzeba domu gitarą i piórem

A góry nade mną jak niebo a niebo nade mną jak góry

Gdy głosy usłyszę u drzwi czyjkolwiek wejdźcie poproszę

Jestem zbieraczem głosów a dom mój bardzo lubi gdy

Śmiech ściany mu rozjaśnia

I gędźby lubi i pieśni

Wpadnijcie na parę chwil

Kiedy los was zawiedzie w te strony

Bo dom mój otworem stoi dla takich jak wy

dla takich jak wy

Szukam szukania mi trzeba...

Zaproszę dzień i noc zaproszę cztery wiatry

Dla wszystkich drzwi otwarte ktoś poda pierwszy ton

Zagramy na góry koncert

Buków porą pachnącą

Nasiąkną ściany grą

A zmęczonym wędrownikom

Odpocząć pozwolą muzyką bo taki będzie mój dom

bo taki będzie mój dom



Hiszpanka z Callao

Przepuściłem znów całą forsę swą

Na hiszpańską dziewkę z Callao,

Wyciągnęła ze mnie cały szmal

I spłukałem na nią się do cna.

Więc znikają główki portu,

W którym stary został dom.

Znów za rufą niknie w dali

Ukocchany stały ląd.

Razem chłopcy rwijmy fały,

Niech uderzy w żagle wiatr.

W morze znowu wypływamy

Ile tam spędzimy lat.

Już niejeden pokład nam domem był

I niejeden bat me plecy bił,

Choć robota ciężka i żarcie psie,

W Callao po rejsie znajdziesz mnie.

Znów znikają główki portu,

W którym stary został dom.

Znów za rufą niknie w dali

Ukochany stały ląd.

Razem chłopcy, rwijmy ały...

Zaprószyłem tam nieraz głowę swą,

W barze u Hiszpanki z Callao,

Rumu butlę wielką dała mi

I ciągnęła ze mną aż po świt.

Więc znikają główki portu,

W którym stary został dom.

Znów za rufą niknie w dali

Ukocchany stały ląd.

Razem chłopcy, rwijmy ały...

A pod Cape Horn, gdzie nas poniesie wiatr,

Popłyniemy z sztormem za pan brat,

Przez groźne burze, grad i lód,

Dojdziemy aż do piekła wrót.

Chodź grabieją z zimna ręce,

Zadek mokry dzień inoc,

Jedna myśl rozgrzewa serca-

O Hiszpance z Callao.

Razem chłopcy, rwijmy ały...


Płyńmy w dół do starej Maui

Mozolny, twardy i trudny jest nasz wielorybniczy znój.

Lecz nie przestraszy nas sztormów ryk i nie zlęknie groza burz,

Dziś powrotnym kursem wracamy już, rejsu chyba to ostatnie dni

I w sercu już każdy ma piękne panny ze starej Maui.

Płyńmy w dół do starej Maui, już czas,

Płyńmy w dół do Starej Maui.

Arktyki blask już pożegnać czas,

Płyńmy w dół do Starej Maui.

Z północnym sztormem już płynąć czas, wśród lodowych grożnych gór,

I dobrze wiemy, że nadszedł czas ujrzeć niebo z tropikalnych chmur,

Dziesięć długich miesięcy zostało gdzieś wśród piekielnej kamczackiej mgły,

Żegnamy już Arktyki blask i płuniemy do Starej Maui.

Płyńmy w dół do Starej Maui, już czas...

Harpuny już odłożyć czas, starczy dośc już wielorybiej krwi,

Już pełne beczki tranu masz, płynne złoto sprzedasz w mig,

Za swój żywot psi, za trud i znój, kiedyś w niebie dostaniesz złoty tron,

O, dzięki Ci Boże, że każdy z nas wróci do rodzinnych stron.

Płyńmy w dół do Starej Maui, już czas...

Kotwica mocno trzyma dno, wreszcie ujrzysz ukocchany dom,

Przed nami główki portu są i kościełny słychać dzwon,

A na lądzie nas uciech czeka sto, wnet zobaczysz dziatki swe,

Na spacer weźmiesz żonę swą i zapomnisz wszystkie chwile złe.

Płyńmy w dół do Starej Maui, już czas...



Marco Polo

Nasz Marco Polo to dzielny szip,

Największe fale brał.

W Australii będąc widziałem go,

Gdy w porcie przy kei stał.

I urzekł mnie tak urodą swą.

Że zaciągnąłem się.

I powiał wiatr, w dali zniknął ląd,

Mój dom i Australii brzeg.

Marco Polo w królewskich liniach był,

Marco Polo tysiące przebył mil.

Na jednej z wysp za korali sznur

Tubylec złoto dał.

I poszli wszyscy w ten dziki kraj,

Bo złoto mieć każdy chciał.

I wielkie szczęście spotkało tych,

Co wyszli na ten brzeg,

Bo pełne złota ładownie są

I każdy bogaczem jest.

Marco Polo w królewskich liniach był...

W powrotnej drodze tak szalał sztorm,

Że drzazgi poszły z rej.

A statek burtą wciąż wodę brał,

Do dna było coraz mniej.

Ładunek cały trza było nam

Do morza wrzucić tu,

Do lądu dojść i biedakiem być,

Ratować choć żywot swój. Marco Polo ...



Przechyły
Pierwszy raz przy pełnym takielunku

Biorę ster i trzymam kurs na wiatr

I jest jak przy pierwszym pocałunku.

W ustach sól gorącej wody smak.

O-ho-ho, przechyły i przechyły,

O-ho-ho, za falą fala mknie,

O-ho-ho, trzymajcie się dziewczyny,

Ale wiatr, ósemka chyba dmie!

Zwrot przez sztag - o'kay, zaraz to zrobię,

Słyszę jak kapitan cicho klnie,

Gubię wiatr i zamiast w niego dziobem,

To on mnie - od tyłu - kumple w śmiech.

O-ho-ho, przechyły i przechyły...

Hej, ty tam, za burtę wychykony,

Tu naprawdę nie ma co się śmiać,

Cicho siedź i lepiej proś Neptuna,

Żeby coś nie spadło ci na kark.

O-ho-ho, przechyły i przechyły...

Krople mgły w tęczowym kropel pyle,

Tańczy jacht, po deskach spływa dzień,

Jutro znów wypłynę, bo odkryłem,

Morze, noc, żeglarską, starą pieśń.

O-ho-ho, przechyły i przechyły...

Gdzie ta keja

Gdyby ktoś tak przyszedł i powiedział: słuchaj, czy masz czas?

Potrzebuję do załogi jakąś nową twarz,

Amazonka, Wielka Rafa, oceany trzy,

Rejs na całość, rok - dwa lata, to powiedziałbym:
Gdzie ta keja, przy niej ten jacht?

Gdzie ta koja wymarzona w snach?

Gdzie te wszystkie sznurki od tych szmat?

Gdzie ta brama na szeroki świat?


Gdzie ta keja, przy niej ten jacht?

Gdzie ta koja wymarzona w snach?

W każdej chwili płynę w taki rejs.

Tylko gdzie to jest? Gdzie to jest?


Gdzieś na dnie wielkiej szafy leży ostry nóż,

Stare dżinsy wystrzępione impregnuje kurz,

w kompasie igła zrdzewiała, lecz kierunek znam,

Biorę wór na plecy i przed siebie gnam.


Gdzie ta keja, przy niej ten jacht...
Przeszły lata zapyziałe, rzęsą zarósł staw,

Na przystani czółno stało - kolorowy paw,

Zaokrągliły się marzenia, wyjałowiał step,

Lecz dalej marzy o tym rejsie ten samotny łeb.

Gdzie ta keja, przy niej ten jacht...

Tyle mamy za sobą przebytych mil
Tyle mamy za sobą przebytych mil,

tyle wiatrów gnało nas.

Tyle razy człowiek, gdy już mu brakło sił

mówił, że to ostatni raz.

I znów morza ryk i w huku fal

Wiatr złowrogą melodię gra.

Znowu pompa idzie w ruch, znowu tyrać masz za dwóch,

Gdy nierówna walka trwa.

Tyle portów odwiedził każdy z nas,

tyle przygód przeżył w nich.

Tyle forsy nieraz miał, że już porzucił chciał

ten żeglarski podły wikt.

I znów morza ryk...

Tyle lat już po morzach włóczymy się,

tyle lat żyjąc byle jak.

Tyle razy mówił człek: "Dość włóczęgi tej!

Już to wszytko rzucić czas."

I znów morza ryk...

Człowiek jednak w swej głupiej naturze ma coś,

trudno to zrozumieć nam.

Tyle razy dostał w kość, że powinien mieć dość,

lecz go znów na morze gna.

I znów morza ryk...

Czasem nagle smutniejesz
czasem nagle smutniejesz

to jakby dnia ubywa

i nie wiem jak ci pomóc

więc tylko proszę - wybacz


czasem łzy w twoich oczach

na krótką chwilę goszczą

i nie wiem czy coś mówić

i nawet niewiem po co


puszczam więc wtedy latawce

ze śmiechu mego śmieszne

i znowu dnia przybywa

powietrze staje się lżejsze


i lżejsza staje się wędrówka

z plecakiem wciąż coraz cięższym

nad domem przysiadła tęcza

na nieba niebieskiej gałęzi



Krakowski spleen

Chmury wiszą nad miastem, ciemno i wstać nie mogę,

Naciągam głębiej kołdrę, znikam tulę się w sobie.

Powietrze lepkie i gęste, wilgoć osiada na twarzach,

Ptak smętnie siedzi na drzewie, leniwie pióra wygładza.
Poranek przechodzi w południe, bezwładnie mijają godziny,

Czasem zabrzęczy mucha w sidłach pajęczyny.

A słońce wysoko, wysoko świeci pilotom w oczy,

Ogrzewa niestrudzenie zimne niebieskie przestrzenie.


Czekam na wiatr co rozgoni ciemne skłębione zasłony.

Wstanę wtedy na raz ze słońcem twarzą w twarz.


Ulice mgłami spowite toną w ślepych kałużach,

Przez okno patrzą znużone, z tęsknotą myślą o burzy.

A słońce wysoko, wysoko świeci pilotom w oczy,

Ogrzewa niestrudzenie zimne niebieskie przestrzenie.


Czekam na wiatr co rozgoni....

Ballada o Świętym Mikołaju

W rozstrzelanej chacie

Rozpaliłem ogień,

Z rozwalonych pieców

Pieśni wyniosłem węgle.

Naciągnąłem na drzazgi gontów

Błękitną płachtę nieba,

Będę malować od nowa

Wioskę w dolinie.

Święty Mikołaju

Opowiedz jak tu było -

Jakie pieśni śpiewano

Gdzie się pasły konie

A on nie chce gadać

Zemną po polsku,

Z wypalonych źrenic

Tylko deszcze płyną.

Hej, ślepcze, nauczę swoje

Dziecko po łemkowsku,

Będziecie razem żebrać

W malowanych wioskach. Święty Mikołaju....

Nasz słony rachunek
kto nas zmówił na wspólną wyprawę

kto nam kruche wiosło do ręki włożył

kto nas puścił na mętne fale

kto tak dziwnie nasz kurs rozpisał


z kim się trzymać w tej wielkiej podróży

w kim sternika szukać w kim brata

w którym porcie zatrzymać się dłużej

aby znaleźć ziarno odpowiedzi


komu ufać a kogo się bać

gdzie się szukać i gdzie odnajdywać

nasz pokład - wciąż zimniejsza kra

w ślepym namiocie pytania mieszkają


bez odpowiedzi

bez odpowiedzi



Mewy

Mewy, białe mewy, kołyszą się wsród fal,

Skrzydlate opiekunki okrętów odchodzących w dal.

Kto wam szybować każe na horyzontu kres

w bezmierne oceany, przez sztormów święty gniew.
Żeglarzom wracającym z morza

Na pamięć przywodzicie dom,

Rozbitkom wasze skrzydła niosą

Nadzieję na zbawienny ląd.


Mewy zapamiętane z dziecinnych moich lat,

Drapieżnie spadające w dół ze skał na szary Skagerrak.

Wiatr w grzywy czesał morze, po falach skacząc, lekko biegł,

Pamiętam mewy, białe mewy, przestworzy słonych zew.


Żeglarzom wracającym z morza...

Matty Grows

1. A holiday, a holiday,

The first one of the year.

Lord Arnold's wife came into the church,

the gospel for to hear.
2. When the meeting it was done

She cast her eyes about,

And there she saw little Matty Groves

Walking in the crowd.


3. Come home with me, little Matty Groves

Come home with me tonight

Come home with me, little Matty Groves

And sleep with me till light.


4. Oh I can't come, I won't come and

Sleep with you tonight

By the rings on your fingers

I can tell you are Lord Arnold's wife.


5. What if I am Lord Arnold's wife,

Lord Arnold's is not at home,

For he is out in the far cornfields

Bringin the yearlings home.

6. And a servant was standing by

And hearing what was said,

He swore Lord Arnold he would know

Before the sun would set.


7. And in his hurry to carry the news

He bent his breast and ran,

And when he came to the broad millstream

He took off his shoes and he swam.


8. Little Matty Groves he lay down

And took a little sleep

When he awoke, Lord Arnold

He was standing at his feet.


9. Saying: How do you like my feather bed, and

How do you like my sheets?

Ho do you like my lady

Who lies in your arms asleep?


10. Oh well I like your feather bed, and

Well I like your sheets,

But better I like your lady gay

Who lies in my arms asleep.


11. Get up! Get up! - Lord Arnold's cried,-
Get up as quick as you can.

Let it never be said in fair England

I slew a naked man.
12. Oh I can't get up, I won't get up

I can't get up for my life,

For you have two long beaten swords

And I not a pocket knife.


13. Well it's true I have two beaten swords

And they cost me deep in the purse

But you will have the better of them

And I will have the worse.


14. And you will strike the very first blow

And strike it like a man

And I will strike the very next plow

And I'll kill you if I can.


15. So Matty struck the very first blow

And he hurt Lord Arnold sore

Lord Arnold struck the very next blow

And Matty struck no more.


16. And then Lord Arnold he took wife

And sat her on his knee

Saying: Who do you love the best of us,

Your Matty Groves or me?


17. And then spoke up his own dear wife

Never heard to speak so free:

I'd rather a kiss from dead Matty's lips

Than you or your finery.


18. Lord Arnold he jumped up

And loudly he did bawl,

He struck his wife right through the heart

And pinned her against the wall.


19. Oh, a grave, a grave - Lord Arnold cried -

To put these lovers in,

But bury my lady at the top

For she was of noble kin.



Śmiały harpunnik.
Nasz "Diament" prawie gotów już, w cieninach nie ma kry. a e a e

Na kei pękne panny stoją, w oczach błyszczą łzy. a e d e a

Kapitan w niebo wlepia wzrok, ruszamy lada dzień.

Płyniemy tam gdzie słońca blask nie mąci nocy cień.


A więc krzycz: o ho ! a e a

Odwagę w sercu miej, a e a

Wielorybów cielska groĽne są a C G

lecz dostaniemy je. F e a


Ej, panno po co łzy, nic nie zatrzyma mnie,

Bo prędzej w wodach kwiat zakwitnie niż wycofam się.

No, nie płacz , wrócę tu, nasz los nie taki zły,

Bo da dukatów wór za tran i wielorybie kły


Na deku stary wąchał wiatr, lunetę w ręku miał,

na łodziach, co zwisały już z harpunem każdy stał

I dmucha tu, i dmucha tam, ogromne stado w krąg,

Harpuny, wiosła, liny brać ! I ciągaj, brachu ciąg.

A więc krzycz....
I dla wieloryba to już ostatni to dzień

bo śmiały harpunnik uderza weń


Elza Lee

sł. M. Siurawski


Oh, znów nas gna do New York town,

- W góre, w dół, i razem hej!

Niezla linia ta Blackball Line,

- I puszczaj parę, no i równo grzej!


Ref. Tumi łej, Dżigi-dżig i kolaską w dół,

I w góre, w dół, i razem hej!

Elze Lee na kolanie mam,

Oh, puszczaj parę, no i równo grzej!


A na Bovery Street, co ma sławe złą,

Dziewczyny z każdym tańczyć chcą.


Na piwo wezme jedną z dam,

A potem małe sam na sam.


Oh, chwyć ją, gnieć ją, i na bal,

WeĽ tę małą, co ma żółty szal.


W Liverpoolu dziewczyn pięknych moc,

Eliza Lee tam chodzi co noc.


Kiedy wrócę z morza, zapytam ją,

Czy zostanie żoną mą.


I jeszcze raz, i w górę znów,

Hej, powie mi tak i zaraz ślub.


Z rybkami w świat

Jejku, jejku, no mówię wam, .a.E.a.d.

Jaki rejs za sobą mam. .a.E.a.E.

Stary zardzewiały śmierdzący wrak .a.E.a.d.

Na pół roku zastąpił mi świat. .a.E.a.E.a.E.
W cuchnącej norze rzuciłem wór, .a.E.a.E.a.E.a.E.

A tu myk mi spod nóg szczur. .a.E.a.E.a.E.a.E.

Kuk w mesie rzekł: Oto obiad twój, .a.E.a.E.a.E.a.E.

A na stole karakanów rój. .a.E.a.E.a.E.a.E.

Nawet jeden taki, co miał biały wąs .C.G.C.d.

Tylko za mną chodził wciąż. .a.a.E.E.

Właził mi do piwa i w szufladzie spał, .a.E.a.d.

I tam z żoną dzieci miał. .a.E.a.E


Jejku, jejku...
W piwnicy rzężąc ostatkiem sił .a.E.a.E.

Zlany ropą silnik w zęzach gnił. .a.E.a.E.

Bił tam z grubej rury księżycowy zdrój, .a.a.d.d.

Nawet Chief Mechanik podstawiał słój .a.a.E.E.

Mówiąc: Gdyby nawet pękł tu wał, .C.G.C.d.

To ja dalej będę sobie gnał. .a.a.E.E.


Jejku, jejku...
Stary w porcie kupił kaset sto,

Same gołe baby, chłopy no i wiecie co.

Potem cichcem to puszczał i czerwony miał łeb,

A chłopcy mówili, że stary się wściekł,

Nocą gonił bajkoka by mu czyścił buty

Ale za to miał nasikane do zupy!


Jejku, jejku...
Już po jakimś czasie, gdzieś po stu trzydziestu dniach

Na środku oceanu zaryliśmy w piach.

¦ciągała nas Yellow Submarine,

A była to kubańska Zatoka ¦wiń

I były tam manewry NATO, statków tłok,

A nasz jednemu łubudu w bok!

I była nota w ONZ, .a.E.a.d.

Bo Stary znów miał czerwony łeb. .a.a.E.E.


Jejku, jejku...
W zaniedbanej radiostacji stół zielony stał,

A na nim Radzik nic nie robił tylko w karty grał.

I nie myty, nie golony, no. nie lubił pić,

I ogrywał nas wszystkich do gołej rzyci.

A kiedy nazbierał naszych dolców wór

W pewnym porcie zwiał jak szczur. .a.a.a.a.


Jejku, jejku...
Już w powrotnej drodze przyszła wielka mgła,

A nasz stary tym kaloszem: Cała naprzód! gna.

I kiedy wiatr tę mgłę zwiał

W Hamburgu przy kei nasz statek stał!

To Stary uknuł ten chytry plan,

Poleciał ćwiczyć na Repeerbahn.

A ja spokojny stary dzwon .a.E.a.d.

Koleją wróciłem do rodzinnych stron. .a.a.E.E.


Jejku, jejku...

Jejku, jejku...



Pod jodłą.
Siedzieliśmy "Pod jodłą" i dobrze nam się wiodło D h

kapitan Ferrel stary zgred postawić nie chciał whisky G D

Trzy razy mu mówiłem, uprzejmie go prosiłem D h

Lecz pycha rozpierała go, a nam już wyschły pyski. G D

Więc dałem jemu w nos, co myśli sobie A D

co myśli wredny typ postawić nie chciał nam. G D A D


Wybrałem się do Merry, chodziłem tam dni cztery

ekonom Paddy suczy syn wciąż dawał jej robotę

Trzy razy mu mówiłem uprzejmie go prosiłem

i nie posłuchał łobuz mnie, do dziś ma Merry cnotę

Więc dałem jemu w nos, co myśli sobie

co myśli wredny typ pozwolić nie chciał nam.


W Dublinie przy niedzieli pięć funtów nam gwizdnęli

Właściciel pubu tłusty byk chciał funta na zapłatę

Trzy razy mu mówiłem, uprzejmie go prosiłem

Lecz nerwy ciut poniosły mnie zepsutą ma facjatę

Bo dałem jemu w nos, co myśli sobie

co myśli wredny typ, odpuścić nie chciał nam.


Na trakcie przez przypadek, los też mnie kopnął w zadek

łapaczy oddział wyrwał mnie tak jak borsuka z dziury.

Na okręt mnie zabrali, po zadku "fest" przylali

Gdy drzeć zacząłem pysk, padł taki rozkaz z góry

A dajcie jemu w nos co myśli sobie

co myśli wredny typ przeszkadzał będzie nam.


C a F C Ref: G C F C G C

Z pijanym żeglarzem
a

Z pijanym żeglarzem co zrobimy,

G

Z pijanym żeglarzem co zrobimy,



a

Z pijanym żeglarzem co zrobimy,

G

Gdy przyjdzie raniutko.


a

Hej, jak się zabawimy,

G

Hej, jak się zabawimy,



a

Hej, jak się zabawimy,

G

Gdy przyjdzie raniutko.



Złóżmy go w ratowniczej łodzi ...

Szpunt wyciągnijmy, niech tonie w wodzie ...

Pagajami na nogi go stawiajmy ...

W zęzę złożywszy wężem lejmy ...

Trzymajmy go za nogi, gdy rzygać będzie ...

Wszorujemy go w likszparę ...

Obłożymy go na knadze ...

Przeciągniemy go przez kipę ...

Sterem go zróbmy, gdy sztywnym będzie ...

Ickiem go zróbmy, gdy wiotkim będzie ...

Powiesimy go na rei ...

Zaształujemy go do forpiku ...

Przeciągniemy go pod kilem ...

Zarefujemy go wraz z grotżaglem ...

Zmarlujemy go na bomie ...

Włóżmy go do kapitańskiej koi ...

Parę pagajów mu w dupę dajmy ...

Dziewczyny do koi też mu nie dajmy ...

Klina na kaca też mu nie dajmy ...

W górę szmaty


sł. J. Sikorski, M. Siurawski
W górę szmaty ciąg, Jolly!

Ch. Wybierz fał i ciąg, Jolly!

Zerwij fał i ciąg, Jolly!

Ho-o! Aż zagdacze blok, Jolly!




Fiddler's Green

Stary port się powoli układał do snu, C F C

świeża bryza zmarszczyła morze gładkie, jak stół. a C F C G

Stary rybak na kei, zaczął śpiewać swa pieśń: F C d C

zabierzcie mnie chłopcy, mój czas kończy się. a d7 F G
Tylko wezmę mój sztormiak i sweter, C G C C7

ostatni raz spojrzę na pirs. F C G

Pozdrów moich kolegów, powiedz, ze dnia pewnego F C d e

spotkamy się wszyscy tam w Fiddler's Green. d G G7 C


O Fiddler's Green słyszałem nieraz

jeśli piekło ominę, dopłynąć chcę tam,

gdzie delfiny figluja w wodzie czystej jak łza,

a o mroĽnej Grenlandii zapomina się tam.


Tylko wezmę...
Kiedy już tam dopłynę oddam cumy na lad,

wszystkie bary są czynne cały dzień i cala noc.

Piwo nic nie kosztuje a dziewczęta jak sen,

a rum w buteleczkach rośnie na każdym z drzew


Tylko wezmę...
Aureola i harfa to nie to, o czym śnie.

O morza rozkołys i wiatr modle się,

stare pudło wyciągnę, zagram cos w cicha noc,

a wiatr w takielunku zagwiżdże swój song.


Tylko wezmę...

Kongo River

Zejman & Garkumpel

1. Czy byłeś kiedyś tam nad Kongo River? D G

- Razem, hoo! e D G

Tam febra niezłe zbiera żniwo. D A D

- Razem weźmy go, hoo! A D


Ref.: Brać się chłopcy, brać, a żywo!

- Razem, ho!

Cholerne brzegi Congo River!

- Razem weźmy go, ho!


2. Jankeski okręt w rzekę wpłynął,

Tam błyszczą reje barwą żywą.


3. Skąd wiesz, że okręt to jankeski?

Zbroczone krwią pokładu deski.


4. Ach Kongo River, a potem Chiny,

W kabinach same sukinsyny.


5. Ach, powiedz kto tam jest kapitanem?

John Mokra Śliwa - stary palant.


6. A kto tam jest pierwszym oficerem?

Sam Tander Jim, cwana cholera.


7. A kogo tam mają za drugiego?

Sarapę - Johna Piekielnego.


8. A bosman - czarnuch zapleśniały,

Jack z Frisco liże mu sandały.


9. Kuk lubi z chłopcem pobaraszkować;,

I nie ma czasu by gotować.


10. Jak myślisz, co mają na śniadanie?

Tę wodę, co miał kuk w kolanie.


11. Jak myślisz, co na obiad zjedzą?

Z handszpaka stek polany zęzą.


12. Nie zgadniesz, jaki tam jest ładunek -

Z plugawych tawern sto dziewczynek.



Lowlands Low
Wszystko gotowe, już fały ręce trą, A E A

Ładunek na dole dobry mamy, D A D E

Dzielne chłopaki na handszpaki prą; A E

Płyniemy hen, do Lowlands Low . D E A


Do Lowlands Low, do Lowlands Low, D A E A

Płyniemy hen, do Lowlands Low. D E A


Bosman i Stary już na pogodę klną,

Lecz my się burzy nie boimy.

Czy wiatry dobre, czy w pogodę zła,

Płyniemy hen, do Lowlands Low.


Do Lowlands Low...
Kiedy ci smutno i oko zajdzie mgłą,

I czujesz się jak patyk od kaszanki,

Zapakuj worek i uciekaj stąd,

Płyń z nami hen, do Lowlands Low.


Do Lowlands Low...
Wszystko gotowe, już fały ręce trą,

Ładunek na dole dobry mamy,

Cumy rzucone, odpływamy stad,

Płyniemy hen, do Lowlands Low.


Do Lowlands Low...

Cztery piwka

sł. muz. J. Porębski


Ze Świnoujścia do Walvis Bay .f.f.

Droga nie była krótka .f.f.

A po dwóch dobach, albo mniej .f.f.

Już się skończyła wódka .f.f.

"Do brydża"- krzyknął Siwy Flak .f.f.

I z miejsca rzekł: "Dwa piki" .f.f.

A Ochmistrz w telewizor wlał .f.f.

Nie byle jakie siki .C7.F.


Cztery piwka na stół, w popielniczkę pet .F.F.B.B.

Jakąś damę roześmianą król przytuli wnet .C7.C7.C7.F.

Gdzieś między palcami sennie płynie czas .F.F7.B.B.

Czwarta ręka króla bije as .C7.C7.f.f.


A w karcie tylko jeden as

I nic poza tym nie ma

Ale nie powiem przecie "Pas"

Może zagrają szlema


"Kontra"- mu rzekłem, taki bluff

By nieco spuścił z tonu

A Fred mi na to "Cztery trefl"

Przywalił bez pardonu


I cztery piwka...
A mój? A mój w dwa paliuchy panie obtarł nos

To znaczy: nie ma nic

I wtedy Flak, podnosząc głos

Powiedział "Cztery pik!"


I kiedy jeszcze cztery króle

Pokazał mu jak trza

To Fred z renonsem "Siedem pik"

Powiedział "niech gra Flak!"


Cztery piwka...
No to ja mu: "Kontra", Fred mi: "Re"

Ja czuję pełen luz

No bo widzę w moich kartach, że

Jest atutowy tuz


No więc strzelam! Kiedy karty Fred

Wyłożył mu na blat

To każdy mógł zobaczyć jak

Siwego Flaka trafia szlag. .C7.C7.


Cztery piwka...
Już nie pamiętam ile dni

W miesiące złożył czas

Morszczuki nawet dobrze szły

I grało się nie raz


Lecz nigdy więcej Siwy Flak

Klnę na jumprowe wszy

Choćbyś go prosił, tak czy siak

Nie zasiadł już do gry .C7.C7.


W popielniczkę pet, cztery piwka na stół

Już tej damy roześmianej nie przytuli król

Gdzieś nam się zapodział atutowy as

Tego szlema z nami wygrał czas.

Tego szlema z nami wygrał czas.

Na Mazury
sł. muz. Łucjusz Michał Kowalczyk
Spinakery - Spinakery 1
Się masz witam Cię! piękną sprawę mam! .D.A.A.D.

Pakuje bety swe i leć ze mną w dal. .D.A.A.D

Rzuć kłopotów stos- no, nie wykręcaj się. .G.D.A.D

Całuj wszystko w nos, .G.D.

Osobowym, drugą klasą przejedziemy się.! .A.A.A.A.
Na Mazury! Mazury! Mazury! .D.G.D.D.

Popływamy tą łajbą z tektury. .D.A.D.D.

Na Mazury, gdzie wiatr zimny wieje, .D.G.D.D.

Gdzie są ryby i grzyby, i knieje. .D.A.D.D.


Tam gdzie fale nas bujają, .G.D.

Gdzie się ludzie opalają, .A.D.

Wschody słońca piękne są .G.D.

I komary w dupę tną. .A.D.


Gdzie przy ogniu gra muzyka .G.D.

I gorzała w gardle znika, .A.D.

Pan leśniczy - nie wiadomo skąd - .G.D.

Woła do nas "OOO!... Paszła won!" .A.A.A.A.D.D.D.D.


Uszczelniłem dno, lekko chodzi miecz,

Zęzy smrodów sto przewietrzyłem precz.

Ster nie spada już i grot luzuje się,

Więc się ze mną rusz,

Już nie będzie tak jak wtedy, nie denerwuj się!
Na Mazury! Mazury! Mazury!...
Skrzynkę piwa mam, ty otwieracz weĽ.

Napić Ci się dam, tylko mi ją nieś!

Coś rozdziawił dziób i masz głupi wzrok?

No nie stój jak ten słup!

Z Węgorzewa na Ruciane wykonamy skok!
Na Mazury! Mazury! Mazury!...

(zmiana tonacji)


Na Mazury! Mazury! Mazury!... .E.A.E.E.

Popływamy... .E.H7.E.E.


A pan leśniczy - nie wiadomo skąd - .A.E.

Woła do nas "OOO!... .H7.H7.H7.H7.

...Dzień dobry, żegalarze!" .E.E.

...Dzień dobry, żegalarze!" .E.E.



Szanta dorszowa


Każda panna na Cape Cod,

- Heave away, heave away!

Z dorszem żyje za pan brat.

- Trzeba nam do Kalifornii!


ref. Heave away, bo pusty mamy trzos,

Heave away, heave away!

Heave away, odmieni nam się los.

Trzeba nam do Kalifornii!


Dorsza pół i dorsza ćwierć

Każda panna może tam mieć.


Kiedy chce do portu zejść

Na łbie dorsza ślizga się.


A kiedy ta panna poczuje się Ľle,

Doktor dorsza daje jej.


Komu w drogę, temu czas,

Dorszem dziś żegnamy was.



Szesnaście ton


Ktoś mówił, że z gliny ulepił mnie Pan e D7 e

Lecz przecież się składam z kości i krwi, e D7 e

Z kości i krwi i z jarzma na kark, e G a a7

I pary rąk, pary silnych rąk. H7 A7 H7 e
Co dzień szesnaście ton e

I co z tego mam? D7 e

Tym więcej mam długów e

Im więcej mam lat. D7 e

Nie wołaj Święty Piotrze, e G

Ja nie mogę przyjść, a a7

Bo duszę swoją oddałem za dług. H7 A7 H7 e
Gdy matka mnie rodziła, pochmurny był świt.

Podniosłem więc szuflę, poszedłem pod szyb,

Nadzorca mi rzekł: - Nie zbawi cię Pan,

Załaduj co dzień po szesnaście ton.


Co dzień szesnaście ton ...
Czort może dałby radę, a może i nie,

Szesnastu tonom podołać co dzień.

Szesnaście ton, szesnaście jak drut,

Co dzień nie da rady nawet i we dwóch.


Co dzień szesnaście ton ...
Gdy kiedyś spotkasz mnie, lepiej z drogi mi zejdĽ,

Bo byli już tacy - nie pytaj gdzie są.

Nie pytaj gdzie są, bo zawsze jest ktoś,

Nie ten, to ów, co urządzi cię.



Tańcowanie

Kiedy forsy nie masz, kiedy głowa cię boli,

Kiedy żona hetera płynąć w rejs nie pozwoli,

Kiedy dzieci płaczą i jest bardzo Ľle

Tańcz z nami bracie i nie przejmuj się.

Tańcz, tańcz, tańcz z nami i ty

Tańcz z nami bracie by wióry szły

Wypij aż do dna za przygody złe

Tańcz z nami bracie i nie przejmuj się.

Kiedy wiatr ucichnie, płynąc nie ma nadziei

Wtedy z bracią żeglarską diabeł hula na kei

Baczki piwa z knajpy czart wytacza dwie

A pijany żeglarz zaraz tańczyć chce.

Tańcz, tańcz, tańcz z nami ...


Tańczą rybki w morzu i dziewuszki na plaży

Cała knajpa tańczy z pijaniutkim żeglarzem

Patrz na stole tańczą białe myszki dwie

Skaczą se wesoło nie przejmując się.

Tańcz, tańcz, tańcz z nami ...


Tańczy Jimmy i Johny i Maggie nieśmiała

Skacze sobie wesoło kompanija nasza cała

Słodki Kubuś z nami także skakać chce

Lecz nóżki poplątał i na keje legł.

Tańcz, tańcz, tańcz z nami ...


Tańczy jedna nóżka frywolna i zgrabna

Za nią druga podskoczy wesoła i powabna

Na koniec brzuszek wytacza się

Tylko główka nie chce, z nią jest bardzo Ľle

Tańcz, tańcz, tańcz z nami ...



Hiszpańskie dziewczyny

Żegnajcie nam dziś hiszpańskie dziewczyny, e C h7


  1   2   3   4   5   6   7


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna