O odszkodowaniach wojennych od niemiec



Pobieranie 93.31 Kb.
Data08.05.2016
Rozmiar93.31 Kb.
Egz. Nr 2/90
Ściśle (tajne) jawne!

Niezależne forum publicystyczne


RACHUNEK DO ZAPŁACENIA
Ludwik Staszyński
O ODSZKODOWANIACH WOJENNYCH OD NIEMIEC
Niemcy wcale nie chcą się przyznać do długów, jakie mają wobec Polski, nie zamierzają także długów tych spłacać. Była okazja, aby je wyegzekwować. Dostarczyło jej usilne parcie Niemców do zjednoczenia. Okazja ta nie została jednak w tym dogodnym okresie wykorzystana. Nie wszystko jednak zostało stracone. Traktat o wzajemnych stosunkach, dobrym sąsiedztwie i współpracy nie został jednak zawarty. Musi się w nim znaleźć od dziesięcioleci nieuregulowany problem odszkodowań wojennych.

Huczne, wprost tryumfalne obchody zjednoczenia, znaczone blaskiem sztucznych ogni, chórami śpiewów i ulicznymi zabawami nie wzbudziły radości i optymizmu w Polsce. Raczej smutek, rozgoryczenie, nierzadko obawy. Czy to sprawiedliwe, że Niemcy nie odczuwają już skutków rozpętanej przez siebie wojny, a Polacy nadal pokutują za to, że zaborczy zachodni sąsiad zaatakował ich zdradziecko pierwszego września 1939 r.? Wszystkie ofiary, cierpienia, szkody i ogromne straty materialne, jakie naród polski poniósł i nadal ponosi są bezpośrednim następstwem jej napaści.

Gdyby nie ten atak, gdyby nie pruski „Drang nach Osten”, gdyby nie teutońska zaborczość, chciwość, umiłowanie zbrodni i rabunku – nie byłoby dziesiątków milionów ofiar, jakie pociągnęła za sobą II wojna światowa, nie byłoby milionów pomordowanych Polaków, Żydów i ludzi innych narodowości w obozach masowej zagłady, nie byłby bólu i łez wdów, matek czy osieroconych dzieci. Nie byłoby nawet Katynia i innych zbrodni stalinizmu wyrządzonych ludności polskiej na kresach wschodnich i w PRL-u w latach 1944-1956. Wszystko to Niemcy zawinili, atakując Polskę w dniu 1 września 1939 r. oraz w okresie okupowania przez nich Polski, przez niemal 6 lat eksterminacji, ucisku i gospodarczej eksploatacji Polaków. Niemcy zawsze muszą o tym pamiętać. Też ponieśli przecież niemałe ofiary za poparcie jakiego udzielili Hitlerowi.

Gdyby nie 1 września 1939 r. nie mielibyśmy dzisiaj długów zagranicznych spowodowanych przez narzucone Polsce nieudolne, niekompletne komunistyczne rządy. Nie musielibyśmy też zaciskać pasa, mieć pod koniec XX wieku 2/3 rodzin żyjących na granicy ubóstwa. Min. Kuroń nie musiałby organizować upokarzających darmowych zupek dla tysięcy głodujących ludzi… Gdyby nie następstwa niemieckiej agresji nie musielibyśmy dzisiaj z lękiem patrzeć na perspektywy swojego kraju w nadchodzących latach.

Polacy cierpią dzisiaj nie za swoje winy. Wszystko co złe zaczęło się dla nich 1 września 1939 r. Bo nie jest prawdą, że sami sobie jesteśmy winni, co tak chętnie wmawiali nam PRL-owcy władcy a niekiedy także dzisiejsi prominenci.

Nie potrafimy rzekomo dobrze się rządzić, stale się ze sobą kłócimy nie chce się nam dobrze i efektywnie pracować, jesteśmy bałaganiarzami i marnotrawcami. Nie są też prawdziwe niemieckie pogaduszki, jakie docierają do nas od czasu do czasu zza Odry i Nysy na temat „Polnische Wirtschaft” – synonimu rzekomej wrodzonej słowiańskiej nieudolności i nieróbstwa. Takim opiniom zadają kłam fakty.

123 lata niewoli
Sześć pokoleń Polaków nie mogło normalnie rozwijać swego kraju, ponieważ ościenne państwa zaborcze: Prusy, Austria i Rosja, wcale nie były tym zainteresowane. Zabijały nie tylko organizm narodowy i państwowy Rzeczpospolitej, ale równocześnie pasożytowały na jej gospodarce, eksploatując bez litości Polskę pod względem ekonomicznym, bogacąc się i rozwijając naszym kosztem. Jeśli w latach zaborów cokolwiek pomyślnego w gospodarce na ziemiach polskich zostało dokonane, to dzięki uporowi Polaków i niezłomnej woli podtrzymania własnego bytu narodowego, z reguły wbrew zamysłom i dążeniom państw zaborczych.

Cała Europa z Niemcami na czele szła w XIX i na początku XX wieku do przodu, a Polska stała w miejscu lub się cofała, tylko z tego powodu, że była w niewoli.

Ogromne straty i szkody wyrządziła następnie Polsce I wojna światowa. Kraj był nie tylko wyniszczony wskutek działań wojennych, ale także nękany rekwizycjami, kontrybucjami, rabunkami dokonywanymi przez walczące z sobą armie państw zaborczych. W okresie I wojny światowej uległo zniszczeniu na ziemiach polskich 1 890 tys. budynków mieszkalnych i gospodarczych, w tym ok. 530 tys. gospodarstw rolnych. Całkowicie zniszczony i zdemontowany został przemysł b. Królestwa Polskiego. W 1918 r. liczba zatrudnionych robotników była o 85 proc. mniejsza niż w 1914 r.

Tylko z fabryk łódzkich Niemcy wywieźli 1 300 km pasów skórzanych, ponad 1000 silników elektrycznych, 1000 ton miedzi wyłamanej z maszyn. Niemcy zrywali i wywozili miedziane pokrycia dachów zabytkowych budowli i świątyń, historyczne dzwony, nawet klamki mosiężne od drzwi… doszczętnie zniszczony i spalony przez Niemców został bez żadnego militarnego uzasadnienia Kalisz , jedno z najstarszych i najpiękniejszych miast polskich. Ogromne straty poniosło polskie rolnictwo, przetrzebione zostało pogłowie zwierząt gospodarskich. Sieć i tabor kolejowy uległy całkowitemu niemal zniszczeniu lub wywiezieniu.

W 1918 r. odzyskaliśmy wreszcie upragnioną wolność, ale równocześnie przejęliśmy z rąk zaborców kraj doszczętnie zniszczony i przez nich obrabowany.

Straty Polski w okresie I wojny światowej obliczane były na 14 mld franków w złocie, podczas gdy wartość naszego majątku narodowego szacowano na 80 mld franków.

Choć powszechnie panowały wówczas nędza i głód cieszyliśmy, się z utęsknionej wolności i nie dbaliśmy nawet zbytnio o to, że konferencja wersalska nie przyznała młodej, zniszczonej polskiej republice żadnych prawie odszkodowań wojennych. Przeciwnie, na Polskę nałożono obowiązek zapłacenia długów państw zaborczych, w części odpowiadającej „przejętemu” od nich terytorium… Była to wówczas suma zawrotna 524 mln dolarów!
Polnische Wirtschaft”
Przodkowie nasi po odzyskaniu niepodległości z entuzjazmem zakasali rękawy i zabrali się do urządzania Polski od nowa, do odrabiania zaległości, jakie dzieliły nasz kraj od innych państw europejskich.

Propaganda PRL-u wiele mówiła o zacofaniu gospodarczym Polski w okresie międzywojennym. Wskazywano na biedę dużej części ludności, przeludnienie wsi, brak perspektyw dla młodzieży, opanowanie gospodarki przez kapitał zagraniczny. Podkreślając zjawiska negatywne, nie mówiono jednak jaki był start Polski w 1918 r. przed atakiem hord hitlerowskich na Polskę. Stan ten był na ogół korzystny, choć oczywiście nie wszystkie problemy gospodarcze i społeczne niepodległa Polska mogła rozwiązać w krótkim 20-letnim okresie międzywojennym, tym bardziej, że w międzyczasie mieliśmy powstania przeciw Niemcom na Śląsku i w Wielkopolsce, wojnę z bolszewikami i wewnętrzne walki polityczne, destabilizujące kraj i utrudniające jego odbudowę oraz rozwój gospodarczy. Wielkie szkody polskiej gospodarce przyniósł też światowy kryzys lat trzydziestych.

Jeśli się porówna Polskę 1939 r. – ogrom spustoszeń będących następstwem zaborów i zniszczeń w okresie I wojny światowej, która objęła ¾ terytorium kraju – wysiłek polskiego narodu w latach 1919 – 1939, trzeba ocenić bardzo wysoko. Usunięte zostały całkowicie zniszczenia wojenne. W wielu dziedzinach przemysłu i rolnictwa oraz komunikacji dokonany został postęp. W ramach reformy rolnej parcelację przeprowadzono prawie na 2,7 mln ha gruntów, które otrzymało 743 tys. rodzin chłopskich. Scaleniami rozdrobnionych gruntów objęte zostało prawie 5,5 mln ha i 860 tys. gospodarstw rolnych.

Polscy górnicy już w 1929 r. osiągnęli wyższą wydajność pracy niż w krajach zachodnich. Dobre wyniki eksportu wykazywało hutnictwo żelaza, cynku i ołowiu. Na rynkach światowych pojawiły się doskonałej jakości polskie produkty i przetwory rolno – spożywcze. Duzy postęp jakościowy zanotowano w przemyśle włókiennym. Rozbudowano przemysł maszynowy. Powstały nowe jego gałęzie – fabryki wagonów, parowozów, samochodów i samolotów. Rozwinął się przemysł chemiczny, m.in. powstały od podstaw nowe zakłady azotowe w Chorzowie i Mościcach. Stworzono od podstaw Centralny Okręg Przemysłowy – zagłębie, bardzo na owe czasy nowoczesnego przemysłu, usytuowane w widłach Wisły i Sanu. Osiągnięciem na miarę światową była budowa nowoczesnej Gdyni, otwierającej Polsce okno na świat. Znaczny rozwój cechowało budownictwo mieszkaniowe. W końcowych latach II Rzeczpospolitej budowano w miastach po 100 – 130 tys. izb mieszkalnych.



Produkcja energii elektrycznej w latach 1925 – 1938 została podwojona. Wyraźnej poprawie uległ, szczególnie zaniedbany w latach zaborów, stan dróg. Długość linii kolejowych w porównaniu z 1920 r. powiększyła się o 1/3. Rozpoczęta została elektryfikacja i motoryzacja kolei, unowocześniono sieć kolei podmiejskich. Znaczne zmiany na korzyść zanotowano w upowszechnieniu oświaty, kultury, ochronie zdrowia.

Dorobek gospodarczy, społeczny i kulturalny Polski w 20 - leciu międzywojennym zadaje kłam teoryjkom niemieckim o „Polnische Wirtschaft”.

Ekonomiści europejscy pod koniec okresu międzywojennego zaliczali już Polskę do krajów o średnim poziomi rozwoju gospodarczego, porównując ją z Hiszpanią, Japonią, Grecją, Włochami, Węgrami czy Portugalią.

Gdzie byłaby dzisiaj Polska, gdyby nie hitlerowski atak na nią o świcie 1 września 1939 r.? Jaki byłby stan naszego rozwoju gospodarczego, gdyby ni e II wojna światowa i podporządkowanie Polski w Jałcie Stalinowi przy czynnym współudziale wielkich mocarstw zachodnich? Na pewno pod względem stopnia rozwoju społeczno – gospodarczego nie ustępowalibyśmy dzisiaj wielu krajom zachodniej Europy.


Katastrofa zaczęła się we wrześniu
Niestety wszelki rozwój społeczny i gospodarczy niepodległej Polski został brutalnie przerwany właśnie w dniu 1 i 17 września 1939 r. w wyniku agresji najpierw hitlerowskich Niemiec, a następnie stalinowskiego Związku Radzieckiego.

II wojna światowa doprowadziła Polskę do utraty w latach 1939 – 1945 aż 38 proc. majątku narodowego. Podczas gdy, np. Francja w latach II wojny światowej utraciła tylko 1,5 proc. swojego majątku, a Wielka Brytania zaledwie 0,8 proc.

W 1945 r. byliśmy najbardziej obrabowanym i najbardziej zniszczonym krajem europejskim. Głownie przez tych, którzy głosili i głoszą hasełko „Polnische Wirtschaft”.

Ustaleniem strat materialnych polski w okresie II wojny światowej zajęło się utworzone zaraz po wojnie Biuro Odszkodowań Wojennych przy Radzie Ministrów, którymi kierował najpierw dr Emil Sommerstein, a następnie Władysław Wolski, wiceminister administracji publicznej. Podstawą ustalenia strat były przeprowadzone powszechnie spisy i szacunki odnoszące się do majątku polskiego według cen i stanu z dnia 1 września 1939 r. na terytorium państwa polskiego w granicach przedwojennych (bez ziemi odzyskanych).

Jak wynika z opublikowanego w 1947 r. sprawozdania Biura Odszkodowań Wojennych straty polskiego kolejnictwa w okresie II wojny światowej pochłonęły 84 proc. stanu jego posiadania. Zrabowano 2 465 lokomotyw, 6 256 wagonów osobowych, 83 638 wagonów towarowych. Zniszczeniu uległo 47,8 km bież. mostów i wiaduktów kolejowych, 6 000 km szyn, 950,7 km kabli obłowionych. Straty poczty i telekomunikacji obliczono na 62 proc.; górnictwa węglowego na 42 proc.; przemysłu tekstylnego na 70 proc.; energetyki na 65 proc.; leśnictwa 28 na proc. Spośród 180 tys. istniejących w Polsce warsztatów rzemieślniczych zniszczono lub obrabowano 160 tys.

Straty wojenne objęły 62 proc. majątku szkolnictwa, 43 proc. kultury. Zniszczeniu uległo 65 proc. polskich fabryk, 968,2 tys. gospodarstw domowych na wsi i 1 982 tys. – w miastach. Niemiecki okupant zagarnął 25 statków pełnomorskich, 39 statków żeglugi przybrzeżnej. Zrabowane zostały m.in. najnowocześniejsze na owe czasy na świecie urządzenia portowe Gdyni.

Bezpośrednie łupy, jakie armie napastnicze zagarnęły w postaci zapasów towarów zaraz po wkroczeniu na ziemie polskie miały wartość ok. 9,8 mld zł. przedwojennych tzn. blisko 15 mld dolarów według obecnego obliczenia. Ogromne straty poniosło rolnictwo, rabowane prawie przez 6 lat ze zboża, zwierząt rzeźnych, cukru oraz innych produktów rolnych i żywnościowych. Zabierano je prawie bez zapłaty, wywożono wgłąb Niemiec przy głodowych racjach żywnościowych ludności polskiej (400-700 kalorii na osobę). Za zabicie tucznika bez zezwolenia okupacyjne władze niemieckie wymierzały karę śmierci...



Potwornym zniszczeniom uległy polskie lasy, z których okupant wywiózł do Niemiec 75 mln metrów sześciennych drewna najwyższej jakości. Całkowitemu zniszczeniu uległo 200 tys. ha lasów, poważnie zdewastowanych zostało 500 tys. ha, w pozostałych prowadzono rabunkową gospodarkę.
Setki miliardów dolarów
Łączna wartość szkód i strat poniesionych przez Polskę w latach 1939 – 1945 wyniosła 258,4 mld złotych w cenach z 1 września 1939 r. Według małego rocznika statystycznego z 1939 r. dolar USA miał wówczas wartość 5,30 zł. Tak więc suma polskich szkód i strat wojennych wyniosła 48,8 mld ówczesnych dolarów. Miały one w 1939 r. wartość co najmniej 8-ktornie większą niż obecnie.

Straty te osiągnęły zatem ogromną na dzisiejsze warunki sumę przeszło 390 mld dolarów! Same bezpośrednie straty materialne poniesione przez Polaków po przeliczeniu – wyniosły 134 mld dolarów.

Gdyby przeliczyć ogólną wartość szkód i strat poniesionych przez Polaków w latach II wojny światowej na złoto, na którym w 1939 r. oparte były zarówno polska złotówka, jak i amerykański dolar – łączna ich wartość byłaby jeszcze co najmniej ok. 50 proc. większa i wyniosłaby ok. 585 mld obecnych dolarów!

Straty i szkody materialne zostały przed z górą 40 laty policzone. Milczą jednak o swoich stratach materialnych miliony pomordowanych obywateli polskich. Nie było komu o te straty się upomnieć. Obok zorganizowanej grabieży i niszczenia Polski przez okupacyjne władze niemieckie, szalał też rabunek indywidualny i powszechne niemieckie łapownictwo.

Typem zawodowym najbardziej charakterystycznym dla pojedynczego Niemca – stwierdza Wacław Jastrzębowski w swojej książce („Gospodarka niemiecka w Polsce w latach 1939 – 1944”, Czytelnik, Warszawa 1946), którą zaczął pisać jeszcze w latach okupacji – jest zwykły, powszechnie znany złodziej. Najbardziej charakterystyczną dla niego czynnością jest kradzież. Celem wzbogacenia się osobistego Niemcy bez skrupułów przywłaszczali sobie najrozmaitsze przedmioty i wartości należące do Polaków i nie odebrane im przez władze publiczne. Był to obyczaj ogromnie rozpowszechniony. Policjant wykonujący rewizję w moim mieszkaniu ukradł sobie kawałek mydła, podmajstrzy w fabryce, w której byłem robotnikiem, ukradł mi sweter, minister Frank, zwiedzając skazany na zniszczenie Zamek Królewski – ukradł orły z tronu koronacyjnego, żołnierz SS legitymując mnie na ulicy ukradł mi z portfela 20 zł.



Z reguły kradli oficerowie i żołnierz na kwaterach. Wyżsi funkcjonariusze kradli obrazy i cenne przedmioty w muzeach i zbiorach prywatnych. Do tej samej kategorii można zaliczyć „zakupy” za humorystyczne. Arbitralnie wyznaczone przez kupujących ceny – owoców na straganach ulicznych, pierścionków w sklepach, rasowych koni, urządzeń i remanentów w rekwirowanych lokalach handlowych etc., etc. Kradzież, uzupełniona szantażem, była popularną metodą przywłaszczania sobie całych przedsiębiorstw… w myśl niemieckiej etyki moralności a również niemieckiego prawa, rzecz należąca do Polaka była bezpańska… złodziejstwo było w praktyce bezkarne i w gruncie rzeczy niesprzeczne z systemem…”
Ogromny upływ krwi
Niezależnie od strat materialnych Polska poniosła też proporcjonalnie największe ofiary ludzkie.

Straty w zabitych i pomordowanych w przeliczeniu na 1000 mieszkańców wyniosły: w ZSRR – 40 osób, Czechosłowacji – 15, w Grecji – 70, w Jugosławii – 108, w Polsce – 222 jej obywateli.

Oznacza to w praktyce, że w wyniku niemieckiego ataku na Polskę w dniu 1 września 1939 r. zginął prawie co czwarty obywatel polski, w tym 53 proc. stanowiły osoby pochodzenia żydowskiego.

W latach II wojny światowej ginęli w Polsce przede wszystkim ludzie w sile wieku, w pełni sił twórczych oraz młodzi, decydujący o potencjale gospodarczym kraju. Byli to w znacznej części mężczyźni. W lutym 1946 r. na 100 kobiet przypadało w Warszawie 70 mężczyzn…

Zniszczenia były nie tylko skutkiem działań wojennych, lecz także świadomych działań okupanta, dewastującego rozmyślnie polskie miasta i fabryki bez żadnego uzasadnienia militarnego. Przykładem może być całkowite zniszczenia Warszawy po upadku powstania w 1944 r. Przed zburzeniem stolicy przez Niemców została ona doszczętnie przez nich obrabowana. Do Niemiec jechały więc z Warszawy całe pociągi sreber, kryształów, dywanów, futer, cennych instrumentów muzycznych, dzieł sztuki, antycznych mebli itp.

Ludność Polski poniosła też wielkie straty w złocie, kosztownościach, walutach zagranicznych i papierach wartościowych, m.in. zagarniętych z sejfów bankowych a także w nakładanych przez władze niemieckie kontrybucjach.

Ogromne spustoszenie wyrządziła niemiecka okupacja w dorobku kultury polskiej. Bezpowrotnemu zniszczeniu i rabunkom uległo wiele obiektów sakralnych, zabytków architektonicznych, dzieł sztuki, zbiorów artystycznych, muzeów, bibliotek. Laboratoria i pracownie naukowe rabowali, bądź kwalifikowali do zniszczenia, specjalnie sprowadzeni z Niemiec „naukowcy” niemieccy, w tym o znanych w świecie nazwiskach.

Lata wojny przyniosły Polsce wielki wzrost śmiertelności z powodu chorób, niedożywienia i głodu. Przybyło nam po wojnie 1 140 tys. chorych na gruźlicę, pół miliona niezdolnych do pracy inwalidów, wymagających pomocy ze strony państwa, wiele setek tysięcy wdów i sierot, ludzi pozbawionych swoich żywicieli. Ubytek urodzin w czasie okupacji oszacowano na 1,2 mln. 2,4 mln. Polaków wywieziono na niewolnicze przymusowe roboty do III Rzeszy. Prawie 2,5 mln niezwykle brutalnie wysiedlono z terenów polskich przyłączonych do Rzeszy, co wiązało się z całkowitym wywłaszczeniem i z grabieżą, nawet przedmiotów osobistego użytku. Niejednokrotnie ludzi tych osadzano w obozach koncentracyjnych.

Poniesionym przez Polskę w okresie II wojny światowej straszliwym stratom ludzkim i materialnym towarzyszyły także wielkie straty intelektualne. Zamordowano 700 profesorów wyższych uczelni, tysiące nauczycieli szkół średnich i podstawowych. Przez 6 lat nie funkcjonowały wyższe uczelnie i szkoły średnie ogólnokształcące. Działały jedynie szkoły zawodowe na ogół na bardzo niskim poziomie.

Do strat i kosztów będących następstwem II wojny światowej trzeba także doliczyć wydatki związane z usunięciem zniszczeń wojennych, obniżoną wydajność pracy ludzkiej w pierwszych latach powojennych oraz utraconą produkcję na skutek wymordowania wielkiej liczby ludzi w wieki produkcyjnym.

Dochód narodowy Polski liczony w cenach przedwojennych wyniósł jeszcze w 1949 r. tylko 8,5 mld zł., podczas gdy w 1938 r. 17,7 mld r.

Hitler wypracował ideę i plan zniszczenia – pisał przed 43 laty autor sprawozdania Biura Odszkodowań Wojennych przy Radzie Ministrów – naród niemiecki z całkowitą jednomyślnością plan ten wykonał”. Tenże autor w swoim sprawozdaniu tak sformułował cele dociekań i obliczeń Biura. „Szczegółowe ustalenie strat wojennych poniesionych przez gospodarkę polską jest nie tylko rachunkiem – jaki w myśl układów międzynarodowych – winien być Niemcom przedstawiony do uiszczenia, ale także ważnym elementem dla planu budowy kraju…”

Z celów tych został zrealizowany przez naród polski tylko cel drugi. Pierwszy – to znaczy uzyskanie należnych Polsce i jej obywatelom reparacji wojennych nadal nie znalazło zadawalającego zadośćuczynienia.

Niezależnie od szkód i strat wyrządzonych przez okupanta niemieckiego państwu polskiemu, są też wielkie szkody i straty indywidualne poniesione przez mieszkańców Polski. Prof. Alfons Klafkowski w swojej „Ekspertyzie” wykonanej dla Stowarzyszenia Ofiar Wojny, wydanej w 1990 r. – oblicza, że straty takie i szkody poniosło 13 mln 315 tys. osób, w tym 2.400 tys. osób deportowanych do Rzeszy na niewolnicze roboty przymusowe, 400 tys. jeńców wojennych wykonujących pracę niewolniczą, 590 tys. inwalidów cywilnych i wojskowych, 863 osób, które przetrwały obozy koncentracyjne i więzienia, 2.478 tys. osób wysiedlonych, 1.140 tys. osób, które zachorowały na gruźlicę w skutek warunków okupacji niemieckiej, 3.577 tys. wdów i sierot po ofiarach zmarłych w następstwie doznanych ran, nadmiernej pracy itp.

Łączną należność z tytułu powyższych szkód i strat prof. A. Klafkowski obliczał w styczniu 1990 r. na 537,1 mld marek RFN lub 284,6 mld dolarów USA!

Autor ekspertyzy pisze, że spośród żyjących w 1947 r., 13.315 tys. osób uprawnionych do roszczeń o indywidualne odszkodowania wojenne dożyło do 1990 r. – 1.460.200 osób. Trzeba jednak podkreślić, że zgodnie z obowiązującym prawem międzynarodowym – bliscy zmarłych i poszkodowanych dziedziczą po nich prawo do odszkodowań.

Niemcy posiedli szczególną umiejętność wykręcania się od płacenia odszkodowań wojennych. Po I wojnie światowej wysokość należnych aliantom reparacji wojennych ustalono na 31,5 mld dolarów, co – jak oddaje prof. Andrzej Jezierski, kierownik katedry historii gospodarczej Uniwersytetu Warszawskiego (Przegląd Tygodniowy nr 40/89) – stanowiło zaledwie 25 proc. żądań aliantów. Ustaloną wysokość odszkodowań obniżono dwukrotnie i ostatecznie Niemcy zapłacili tylko 13 proc. należności. Podobnie było po II wojnie światowej.

Na konferencji jałtańskiej postanowiono, że Niemcy będą musiały zapłacić 20 mld dolarów odszkodowań, z czego połowa miała być przyznana ZSRR a reszta pozostałym sprzymierzeńcom. W Poczdamie odstąpiono od tych ustaleń. Odszkodowania miały otrzymać Związek Radziecki zarówno ze swojej strefy okupacyjnej, jak i ze stref zachodnich. Polsce zapewniano 15 proc. reparacji wojennych uzyskanych przez ZSRR. Równocześnie w umowie reparacyjnej z ZSRR – Polska zobowiązała się do dostarczania przez szereg lat Związkowi Radzieckiemu znacznych ilości węgla po specjalnej, bardzo niskiej cenie (1 dolar za tonę przy 10 dolarach ceny światowej) tytułem wyrównania rzekomych różnic między wartością przekazanych ZSRR polskich terytoriów na wschodzie a wartością ziem na zachodzie i północy kraju przyznanych Polsce w Poczdamie. (W skutek działań Gomułki w 1956 r. rząd ZSRR uznał pretensje Polski w wysokości 500 mld dolarów – wynikające z dostaw węgla po cenach znacznie odbiegających od światowych).


Straciliśmy krocie, zyskaliśmy grosze
Ustalone w umowie odszkodowania dla Polski składały się z zakładów przemysłowych (przeważnie bez wyposażenia, wcześniej zdemontowane przez wojska radzieckie). Jak podaje prof. A. Jezierski otrzymaliśmy ponad to 1987 parowozów w większości uszkodzonych, ok. 4 tys. wagonów osobowych, 40 tys. wagonów towarowych w różnym stanie technicznym, kilkanaście statków wartości ok. 4 mld dolarów i ok. 2,5 tys. obrabiarek. Napływały też dostawy towarów rynkowych. Według oceny prof. A. Jezierskiego bilans reparacji wojennych dla Polski nie był korzystny. „Dostawy UNRRA, trwające półtora roku – mówi profesor – oceniane na 471 mln dolarów – grubo przekroczyły wartość reparacji, jakie Polska otrzyma łado końca 1953 r.” Straciliśmy setki miliardów a odzyskaliśmy procentowy ułamek tej sumy.

Pojawiają się obecnie próby przedstawiania uzyskanych przez Polskę odszkodowań w korzystniejszym świetle niż to miało miejsce w rzeczywistości. Przykładem może być artykuł prof. Mieczysława Tomali „niemcoznawcy” z Instytutu Spraw Międzynarodowych, który („Trybuna” nr 139/90) pisze m.in. „iż właśnie dzięki dostawom w ramach reparacji statków poniemieckich można było po wojnie rozpocząć szybko odbudowę handlowej floty morskiej. W 1947 r. – pisze M. Tomala – polska flota handlowa posiadała tonaż 160 tys. BRT, podczas gdy w 1939 r. jej tonaż wynosił 120 BRT i był to owoc kilkunastoletnich wysiłków”.

Otóż w tym przypadku prof. M. Tomala po prostu mija się z prawdą. Flota handlowa posiadana przez Polskę w 1939 r. została zagarnięta przez Niemców lub zatopiona (25 statków pełnomorskich i 39 statków przybrzeżnych). W ramach reparacji od Niemiec uzyskaliśmy tylko 19 statków o łącznej pojemności ok. 60 BRT (Henryk Różański „Śladem wspomnień i dokumentów”, PWN, Warszawa, 1988, s. 449). Reparacje wojenne od Niemiec rekompensowały więc ledwie w połowie polskie straty handlowej floty morskiej.
Obrabowani po raz drugi
Całkowicie odrębny problem stanowi rewindykacja mienia polskiego wywiezionego przez Niemców w latach wojny w głąb III Rzeszy. Problem ten obszernie omawia H. Różański w cytowanej już pracy. Był wysokim urzędnikiem Centralnego Urzędu Planowania, który po 1945 r. nadzorował i koordynował działalność Biura Rewindykacji i Odszkodowań Wojennych. W świetle relacji tego autora odzyskanie mienia polskiego w amerykańskiej i angielskiej strefach okupacyjnych napotkało na ogromne trudności. Niemcy wszelkimi sposobami starali się ukryć zrabowane mienie, utrudniać i odwlekać prace przedstawicieli Polski delegowanych do rewindykacji naszego mienia. W tych wysiłkach Niemcy spotkali się niestety niejednokrotnie z przychylnością alianckich władz okupacyjnych. Tylko we francuskiej strefie okupacyjnej działania polskie zmierzające do odzyskania zrabowanego przez Niemców mienia, traktowane były na ogół przychylnie.

Nawet w przypadku bezspornego udowodnienia, że odnalezione mienie zostało do Niemiec wywiezione z Polski, odmawiano niejednokrotnie jego zwrotu pod pozorem, że „dany obiekt jest niezbędny do minimum ekonomii niemieckiej” lub „do wykonania zamówień dla władz amerykańskich (dotyczyło to maszyn). Starania o zwrot odnalezionego mienia trwały miesiącami. Dotyczyło to m.in. wyposażenia fabryki lokomotyw w Chrzanowie, fabryki wyrobów gumowych w Sanoku i in. Części wyposażenia fabryk zdemontowanych przez Niemców, wywiezionych w głąb III Rzeszy – wraca do Polski w stanie niekompletnym lub z poważnymi uszkodzeniami.

Nawet odzyskanie polskich statków pełnomorskich, których macierzystymi portami były Gdynia i Gdańsk, napotykało na poważne trudności. Admiralicja brytyjska kategorycznie odmówiła zwrotu statku „Lewant II”, niemal całkowicie już zbudowanego w 1939 r. dla Polski w Antwerpii, zagarniętego przez Niemców. Po długich pertraktacjach Wielka Brytania nie zwróciła Polsce statku „Lewant II”, lecz jedynie koszt jego budowy… Aliantom zachodnim nie zależało wcale, aby iść na rękę polskim władzom opanowanym wówczas przez komunistów poprzez zwrot mienia zrabowanego w naszym kraju przez Niemców.

Nie powiodły się próby odzyskania złota, papierów wartościowych i biżuterii zrabowanych przez Niemców w Polsce, co potwierdzała odnaleziona dokumentacja banków i sprawozdania innych organizacji niemieckich prowadzących rachunek zrabowanych w Polsce dóbr. Na nic się zdały wiarygodne deklaracje obywateli polskich, którzy przeżyli wojnę, o utracie wymienionych wartości wskutek rabunku dokonanego przez Niemców.

Obliczono, że ilość złota zrabowanego przez Niemców w Polsce wynosiła 139 ton! I złoto to odnaleziono na terenie Niemiec w 1945 r.



Roszczenia o zwrot tego złota czy papierów wartościowych zachodnie komisje alianckie odrzucały pod byle pretekstem. Żądano szczegółowych dowodów, dokładnego opisu kosztowności, serii i numerów papierów wartościowych itp. Polska otrzymała jedynie część swojego udziału w złocie z banku b. wolnego miasta Gdańska. Złota niemonetarnego nie udało się odzyskać mimo pozytywnego werdyktu Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości w Hadze. Zostaliśmy więc po raz drugi obrabowani. Tym razem przez sojuszników…
Zamiast odszkodowań – slogany
Indywidualne wystąpienia obywateli polskich o odszkodowania od RFN i m.in. od zarządów fabryk, korzystających z darmowej pracy więźniów obozów koncentracyjnych – z reguły były odrzucane przez sądy zachodnio – niemieckie, które w uzasadnieniach odmownych orzeczeń stwierdziły, że poszkodowani sami sobie byli winni, bowiem naruszali przepisy i zarządzenia okupacyjnych władz niemieckich… Globalne odszkodowania w pokaźnej wysokości otrzymało od RFN również państwo Izrael. Nawet NRD uznała potrzebę, tuż przed zjednoczeniem Niemiec, wypłacenia Izraelowi odszkodowania za wymordowanie Żydów.

Nie dało należytego zadośćuczynienia porozumienie Polski z RFN z 1976 r. w sprawie przyznania nam sumy 1 mld marek tytułem odszkodowania dla obywateli polskich ofiar obozów koncentracyjnych w formie dodatków do rent. Pewne sumy wypłaciła Polsce RFN dla ofiar zbrodniczych eksperymentów pseudomedycznych w hitlerowskich obozach koncentracyjnych. Odszkodowania względnie renty na podstawie orzeczeń sądów zachodnio – niemieckich uzyskali również (nie bez trudu) niektórzy Polacy, którzy po II wojnie światowej znaleźli się na Zachodzie i uzyskali obywatelstwo innych państw.

Polska była krajem, który najbardziej ucierpiał z rąk niemieckich w latach wojny, ale nie doczekał się po dziś dzień żadnego generalnego rozwiązania problemu odszkodowań wojennych od Niemiec.

Wieloletni brak stosunków dyplomatycznych między Polską i RFN utrudniał rozwiązanie problemu odszkodowań wojennych. Utrudniał, ale nie uniemożliwiał. Układ w sprawie odszkodowań RFN zawarła np. z Jugosławią w okresie, kiedy również nie utrzymywała z tym krajem stosunków dyplomatycznych. Niezależnie od tego rząd RFN uregulował w odrębnych umowach kwestię odszkodowań wojennych z 12 państwami europejskimi, w tym z niektórymi z Europy Wschodniej, a także z Izraelem. Tylko nie z Polską, co jest niezwykle charakterystyczne, choć wobec naszego kraju winy Niemców są największe. W listopadzie 1990 r. roszczenia reparacyjne wobec Niemiec wysunęła nawet Czechosłowacja!



W lutym 1953 r. w czasie rozmów z RFN przedstawicieli trzech mocarstw zachodnich ustalono, że roszczenia odszkodowawcze państw będących w stanie wojny z III Rzeszą niemiecką zostaną odłożone do czasu zawarcia traktatu pokojowego z Niemcami, do czego Niemcy nigdy się nie spieszyli i obecnie także się nie spieszą…

Problem odszkodowań wojennych dla Polski oraz indywidualnych odszkodowań dla Polaków z różnych tytułów względnie dla ich spadkobierców (prawo do odszkodowań podlega dziedziczeniu) – pozostaje więc nadal sprawą otwartą, czekającą na ostateczne uregulowanie w formie prawno – traktatowej ze zjednoczonymi Niemcami. „Problemu tego – pisze w swojej „Ekspertyzie” prof. A. Klafkowski – nie można rozwiązać ani sloganami o „historycznym pojednaniu”, ani różnego rodzaju kredytami państwowymi, ani wreszcie tzw. Humanitarnymi wypłatami czy rentami”!

Zgodnie z konwencją ONZ o niestosowaniu przedawnienia do zbrodni wojennych, dotyczy to również odpowiedzialności materialnej z tytułu odszkodowań wojennych. Prawo wewnętrzne RFN ustala sobie różne terminy przedawnień . dla nas – w świetle konwencji ONZ – prawo wewnętrzne RFN jest bez znaczenia. Obowiązują konwencje międzynarodowe.

Sprawę braku materialnego zadośćuczynienia za szkody i straty wojenne poniesione przez Polskę w latach II wojny światowej poruszył w sierpniu 1989 r. Prymas Polski ks. Kardynał Józef Glemp.

W październiku 1989 r. temat ten był przedmiotem interpelacji poselskiej w Sejmie. W odpowiedzi minister spraw zagranicznych w rządzie Tadeusza Mazowieckiego – Krzysztof Skubiszewki stwierdził m.in., że jedną z przeszkód w dochodzeniu reparacji wojennych od Niemiec jest oświadczenie rządu Bieruta z 23 sierpnia 1953 r. o rezygnacji z wszelkich reparacji wojennych od Niemiec.
Wyczyn Bieruta i jego świty
Hitlerowski generał Gehlen, po wojnie szef zachodnio-niemieckiego wywiadu powiedział kiedyś w przystępie szczerości jednemu z niemieckich dziennikarzy, że RFN wcale nie musi posyłać do bloku wschodniego swoich szpiegów. Skuteczniej służą Niemcom – powiedział Gehlen – ich ludzie ulokowani w aparacie komunistycznej władzy. Losy dochodzenia odszkodowań wojennych przez Polskę zdają się potwierdzać wypowiedź człowieka nr 1 (w swoim czasie) wywiadu RFN. Jego wywody przypomniałem sobie poszukując śladów owego oświadczenia rządu Bieruta o rezygnacji z odszkodowań od Niemiec.

Okoliczności w jakich oświadczenie to ujrzało światło dzienne przedstawiłem w artykule pt. „Dłużnicy i wierzyciele” na łamach „Przeglądu Tygodniowego” (nr 11/90). Postulowałem w tym artykule unieważnienie owego pokrętnego oświadczenia przez Sejm, jako nielegalnego i sprzecznego z żywotnymi interesami Polski, powziętego przez stalinowski reżim Bolesława Bieruta w warunkach mocno wówczas ograniczonej suwerenności Polski.

Rezygnacja w 1953 r. przez rząd Bolesława Bieruta z wszelkich odszkodowań wojennych od Niemiec należy do osobliwej i nader niejasnej historii, wymagającej nadal bardziej szczegółowego zbadania i wyświetlenia.

Po rozruchach antyradzieckich w Berlinie w czerwcu 1953 r. rząd ZSRR postanowił złagodzić ciężar reparacji wojennych płaconych przez utworzone w radzieckiej strefie okupacyjnej nowe państwo – Niemiecką Republikę Demokratyczną. 22 sierpnia 1953 r. minister spraw zagranicznych ZSRR Wiaczesław Mołotow i ówczesny premier NRD – Otto Grotewohl podpisali wspólne oświadczenie, w którym m.in. stwierdzali:

Rząd radziecki, po uzgodnieniu z rządem Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej (odnośnie jej części reparacji) całkowicie przerywa z dniem 1 stycznia 1954 r. pobieranie od Niemieckiej Republiki Demokratycznej reparacji zarówno w postaci dostaw towarów, jak i w jakiejkolwiek innej postaci”.

W oświadczeniu wymienia się bardzo dokładnie sumę reparacji jaka pozostała do spłacenia: 2 mld 537 mln dolarów według cen z 1938 r.

Już następnego dnia – 23 sierpnia 1953 r. – w Polsce ogłoszone zostało w gazetach „oświadczenie rządowe” nawiązujące do oświadczenia radziecko – enerdowskiego z poprzedniego dnia, ale z całkowicie inną treścią i przez nikogo nie podpisane. Już sam tytuł był szokujący: „Oświadczenie rządu Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej w sprawie decyzji rządu ZSRR dotyczącej Niemiec z dnia 22 sierpnia 1953 r.”.

Autorzy tego oświadczenia dokonali więc pierwszego zasadniczego przeinaczenia. Oświadczenie Mołotow – Grotewohl dotyczyło wyraźnie tylko NRD, powzięte zostało „w porozumieniu z rządem PRL”, natomiast wydane następnego dnia „oświadczenie rządu polskiego” ani słowem nie wspomniało o NRD, lecz mówiło w ogóle o całych Niemczech! Oto treść tego oświadczenia:

Biorąc pod uwag, że Niemcy zadośćuczyniły już w znacznym stopniu swoim zobowiązaniom z tytułu odszkodowań a poprawa sytuacji gospodarczej Niemiec leży w interesie ich pokojowego rozwoju, rząd Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, pragnąc wnieść swój dalszy wkład w dzieło uregulowania problemu niemieckiego, w duchu pokojowym i demokratycznym oraz zgodnie z interesami narodu polskiego i wszystkich miłujących pokój narodów powziął decyzję o zrzeczeniu się z dniem 1 stycznia 1954 r. spłaty odszkodowań na rzecz Polski”.

W istocie było to oświadczenie, którego zapewne nie potrafiłaby lepiej zredagować w swoim interesie strona niemiecka – „okraszone” pokojową frazeologią, modną wówczas w ZSRR i krajach jemu podporządkowanych.


Bez żadnej mocy prawnej
„Oświadczenia rządu polskiego” nie zamieszczono w żadnym „Dzienniku Ustaw”, w którym drukuje się deklaracje rządowe dotyczące spraw międzynarodowych. Opublikowane zostało natomiast tylko w mało znanym i trudnodostępnym „Zbiorze dokumentów Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych” jako druk całkowicie anonimowy, przez nikogo nie podpisany.

Oświadczenie o rezygnacji z reparacji od całych Niemiec jest tym bardziej zastanawiające, że na forum międzynarodowym przedstawiciel rządu Bieruta mówił na temat zgoła co innego. Przewodniczący delegacji PRL na VIII Sesję Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych , Marian Naszkowski w swoim przemówieniu w Nowym Jorku powiedział m.in.:

Rozwijając prawdziwie pokojowe i przyjazne stosunki polityczno – handlowe i kulturalne z NRD rząd polski wniósł swój wkład w dzieło uregulowania problemu niemieckiego (…) przyłączył się ostatnio do aktu dokonanego przez ZSRR i zrzekł się z dniem 1 stycznia 1954 r. przypadających Polsce części odszkodowań pozostałych do uregulowania”.

A więc Naszkowski 23 września 1953 mówił w ONZ o NRD a wydane miesiąc wcześniej polskie „oświadczenie rządowe”, na które się powoływał – pomijało całkowicie NRD i rezygnację z reparacji odnosiło się do całych Niemiec!

Wbrew jednak temu, co powiedział Naszkowski w ONZ i prawdopodobnie przy jego osobistym udziale, oświadczenie rządu PRL w sprawie rezygnacji z odszkodowań od Niemiec zostało zgłoszone, zarejestrowane a następnie opublikowane w zbiorze traktatów ONZ, choć żadnym traktatem ani układem nie było! Takim sposobem haniebne oświadczenie rządu Bieruta w sprawie odszkodowań dla Polski od Niemiec nabrało znaczenia jako dokument wagi międzynarodowej, o co Niemcom chodziło…

Premierem rządu PRL był wówczas sam Bolesław Bierut, ministrem spraw zagranicznych – Stanisław Skrzeszewski, wiceministrami – Marian Naszkowski i Juliusz Suchy (Katz – Suchy).

Oświadczenie polskiego rządu o rezygnacji z reparacji wojennych od Niemiec nie miało żadnej mocy prawnej od samego początku. Spreparowane zostało w celach antypolskich przez przedstawicieli stalinowskiego reżimu, rządzącego w owych latach Polską. Nie zostało nawet ratyfikowane przez ówczesny Sejm czy Radę Państwa, choć obowiązująca wówczas konstytucja przewidywała ratyfikację dokumentu tej rangi. We wspomnianym artykule postulowałem anulowanie przez Sejm tego haniebnego dokumentu, aby stworzyć drogę do być może nareszcie uczciwych rokowań z Niemcami na temat odszkodowań wojennych dla Polski.

Pisząc o potrzebie niezwłocznego anulowania owego oświadczenia wskazywałem na precedens, jaki miał miejsce w ZSRR, gdzie Zjazd Deputowanych Ludowych uznał za nieważny od samego początku podpisany przed pół wiekiem układ Ribbentrop – Mołotow wraz z załączonymi do niego tajnymi protokołami. Unieważnienie tego układu uzasadniono w ZSRR tym, że naruszał on interesy innych suwerennych państw, zawarty był przez Stalina i Mołotowa w tajemnicy, nie został ratyfikowany i stanowił akt osobisty tych ludzi, nie odpowiadający woli narodu radzieckiego.

Podobnie należy potraktować – pisałem w owym artykule – polskie oświadczenie rządu Bieruta z 23 sierpnia 1953 r. o rezygnacji z reparacji od Niemiec. Takie właśnie stanowisko domagające się od rządu Tadeusz Mazowieckiego i Sejmu anulowania oświadczenia rządu Bieruta w sprawie odszkodowań wojennych oraz podjęcia energicznych działań, w celu wyegzekwowania od Niemiec tych odszkodowań w należnej Polsce wysokości przyjęło PSL – Odrodzenie w swoim programie, ogłoszonym w marcu 1990 r.
Posłowie poparli
Niezależnie od stanowiska PSL – Odrodzenie – również kilkudziesięcioosobowa grupa posłów skierowała do laski marszałkowskiej projekt uchwały, aby Sejm uznał „oświadczenie rządu Bieruta z 23 sierpnia 1953 r. w sprawie zrzeczenia się reparacji wojennych od Niemiec, ogłoszone w warunkach ograniczonej suwerenności narodu i państwa polskiego – za sprzeczne z podstawowymi interesami narodowymi i tym samym unieważnił je a także zobowiązał rząd do podjęcia usilnych działań mających na celu ostateczne prawno – traktatowe uregulowanie reparacji wojennych oraz odszkodowań cywilno – prawnych dla ofiar II wojny światowej”. Swoje oświadczenie w tej samej sprawie ogłosiło też Stowarzyszenie Poszkodowanych przez III Rzeszę. Czytamy m.in.: „Solidaryzujemy się w pełni z poglądami dystansującymi się od bezzasadnego zrzeczenia się reparacji wojennych przez rząd PRL z sierpnia 1953 r….”

Problem nie uregulowanych dotąd odszkodowań wojennych dla Polaków podjął nawet kanclerz Helmut Kohl, domagając się m.in. ponownego wyrzeczenia się reparacji wojennych przez Polskę w zamian za uznanie granicy na Odrze i Nysie. Za tę granicę Polska, nawiasem mówiąc – zapłaciła trzykrotnie – utratą swoich terytoriów na wschodzie, dostawami węgla przez szereg lat po niskich cenach do ZSRR oraz wielkimi kosztami odbudowy i zagospodarowania Ziem Zachodnich i Północnych, które odzyskaliśmy zniszczone w 75 proc.



Niestety poselska inicjatywa w sprawie ustawowego unieważnienia oświadczenia rządy Bieruta ugrzęzła w sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych, której przewodniczył pos. Bronisław Geremek. Na jednym z posiedzeń tej Komisji minister spraw zagranicznych Krzysztof Skubiszewski zaproponował odłożenie poselskiego wniosku o ustawowe anulowanie oświadczenia rządu Bieruta z 23 sierpnia 1953 r.

Mijają miesiące i sprawa umiera powolną naturalną śmiercią. Ani rząd Tadeusz Mazowieckiego ani Sejm nie mają ochoty upomnieć się o odszkodowania dla Polski należne jej zgodnie z wymogami prawa międzynarodowego.

Trzeba powiedzieć, że PRL-owskie rządy nigdy na serio problemem odszkodowań wojennych od Niemiec się nie zajmowały. Wręcz przeciwnie. Oświadczenie rządu Bieruta z 1953 r. świadczy, że działały w zgoła przeciwnym kierunku – stając na straży interesów niemieckich. Była to po prostu oczywista zdrada polskiego interesu narodowego.
Ad calendas graecas!
Z przykrością trzeba stwierdzić, że rząd T. Mazowieckiego także nie wykazał należytego zainteresowania sprawą odszkodowań wojennych od Niemiec, mimo tragicznej sytuacji gospodarczej w kraju. Przykład losów inicjatywy polskiej w sprawie anulowania oświadczenia rządu Bieruta wymownie to potwierdza. Wymowne jest również to, że nie organy rządowe, lecz organizacje społeczne (Stowarzyszenie Ofiar Wojennych) musiały się wziąć za obliczenie poniesionych przez obywateli polskich szkód i strat w okresie II wojny światowej. Ekspertyza prof. A. Klafkowskiego nie doczekała się wydania przez jakikolwiek organ państwowy, jak np. ministerstwo spraw zagranicznych czy ministerstwo sprawiedliwości. Z konieczności została wydana prywatnym sumptem, choć było to elementarnym obowiązkiem władz państwowych.

O niedocenianiu sprawy odszkodowań wojennych dla Polski świadczą również publiczne wypowiedzi Tadeusza Mazowieckiego, ministra Krzysztofa Skubiszewskiego, także rzecznika prasowego rządu Małgorzaty Niezabitowskiej, którzy dostrzegli co najwyżej sprawę odszkodowań dla Polaków zesłanych w głąb III Rzeszy na niewolnicze roboty przymusowe, a przecież wcale nie jest to jedyny i główny tytuł do roszczeń o odszkodowania od Niemiec.



Nie śpią natomiast Niemcy. Gdy tylko w Polsce pojawiły się pierwsze głosy domagające się anulowania oświadczenia rządu Bieruta z 1953 r. – zachodnio – niemiecki Bundestag niezwłocznie pospieszył z uchwałą w tej sprawie i w dniu 8 marca 1990 r. ponownie stwierdził, że „rezygnacja Polski z reparacji od Niemiec z 23 sierpnia 1953 r. zachowuje moc obowiązującą także dla zjednoczonych Niemiec”. Rząd polski natomiast zachował po oświadczeniu Bundestagu kamienne milczenie, tak jakby się z nim w pełni zgadzał. Minister spraw zagranicznych K. Skubiszewski nie miał też nic na ten temat do powiedzenia. Usiłował natomiast przekonać posłów z komisji spraw zagranicznych, że anulowanie oświadczenia rządu Bieruta trzeba odłożyć. Do kiedy? Ad calendas graecas?

Skandaliczne wyskoki
Pojawiają się równocześnie zadziwiające wypowiedzi na temat odszkodowań wojennych od Niemiec w niektórych środkach masowego przekazu. Tomasz Jeziorański na łamach „Życia Gospodarczego” (nr 12/90) nazywa głosy domagające się wyegzekwowania odszkodowań wojennych od Niemiec „żądaniem od nich kontrybucji na drodze do zjednoczonej Europy”. Gwałtownie oponuję przeciw dochodzeniu odszkodowań od Niemiec KTT na łamach „Polityki” („Dropsy” nr 17/90)… Karol Sawicki z „Panoramy dnia” opowiada z telewizyjnego ekranu wielce podejrzanej jakości dowcipy na temat odszkodowań (Polsce należy się odszkodowanie od Niemiec za mur berliński, jakoby wymyślony przez Gomułkę). Wykpić, ośmieszyć ludzi domagających się odszkodowań – to jest metoda tych autorów. Są to po prostu skandaliczne wyskoki, urągające milionom pomordowanych, obrabowanych i poszkodowanych Polaków.

Również prof. Mieczysław Tomala z Instytutu Spraw Międzynarodowych na łamach „Trybuny” ( nr 139/90) przykłada swoją cegiełkę do chóru przewodników dochodzenia odszkodowań. Pisze tam m.in.: „Pochopne jest … domaganie się unieważnienia decyzji zrzeczenia się reparacji z 1953 r. Jak bardzo surowo należy ją oceniać to jednakże jej unieważnienie komplikowałoby stosunki polsko – niemieckie. A tego przecież nie chcemy. Musimy więc żyć z tym rozwiązaniem”. Wcale nie musimy!

Prof. M. Tomala nie wyjaśnia na czym miałyby polegać owe komplikacje naszych stosunków z Niemcami. Czyżby znów chodziło o slogany na temat „historycznego pojednania”, o których wspomina prof. A. Klafkowski. Żadne komplikacje nie wchodzą tu w rachubę. Chodzi przecież tylko przynajmniej o materialne zadośćuczynienie za wyrządzone Polsce i Polakom szkody i krzywdy. Ich uregulowanie może tylko oczyścić drogę do rzeczywistego i trwałego pojednania Polaków z Niemcami i ustanowienia na zawsze stosunków naprawdę dobrosąsiedzkich a nie ich ponowne skomplikowanie.

Przytoczonym poglądom niektórych publicystów towarzyszą widoczne w części prasy i telewizji tendencje do wybielania zbrodni niemieckich, do pomniejszania rozmiarów ofiar i strat wojennych Polski i Polaków wyrządzonych przez reżim hitlerowski. Rzecznik prasowy rządu Małgorzata Niezabitowska publicznie stwierdziła na jednej zew swoich konferencji, ze zbrodnie niemieckie wobec Polski były celowo wyolbrzymiane przez propagandę komunistyczną. Mówiła to w imieniu rządu Tadeusza Mazowieckiego i nikt z tego rządu przeciw tego rodzaju bałamutnym oświadczeniom nie protestuje. Takie stanowisko jest policzkiem dla całego narodu polskiego i dla milionów ofiar hitleryzmu, splugawieniem ich pamięci, podeptaniem martyrologii i niezłomnej walki ruchu oporu…

Nie ma wśród Polaków rodziny, która nie poniosłaby ofiar spośród swoich bliskich, nie mówiąc już o utracie mienia i innych stratach materialnych.

Takie opowiadanie o rzekomym wyolbrzymianiu zbrodni niemieckich przez komunistów są prawdopodobnie obliczone na sianie zamętu w głowach młodego pokolenia Polaków. Ludzie, którzy przeżyli okupację niemiecką na tego rodzaju rozmydlanie win i zbrodni niemieckich nie dadzą się nabrać.


Kto ma wypić to piwo?
Brzmią też bardzo fałszywie niektóre wypowiedzi przedstawicieli ekipy rządowej na temat polskiego zadłużenia. Wicepremier Leszek Balcerowicz – w czasie wizyty w Bonn – jak doniosła o tym polska prasa – zwrócił się do przedstawicieli rządu RFN o „darowanie” Polsce części zadłużenia w Republice Federalnej Niemiec. O jakim darowaniu Polsce długów może tu być jednak mowa?

To nie Polacy są dłużnikami Niemców. Są aż nadto cierpliwymi ich wierzycielami!

Zadłużenie zagraniczne, nawiasem mówiąc nie obciąża polaków, lecz narzucone im komunistyczne rządy. Kredyty zaciągane były w tajemnicy przed polskim społeczeństwem i nic pozytywnego mu nie przyniosły, lecz same nieszczęścia. Zadłużenie zostało zresztą dawno spłacone w formie drakońskich lichwiarskich odsetek. Kilkanaście miliardów dolarów strat przyniosły Polsce sankcje gospodarcze wprowadzone po 1981 r. Nie o „darowanie” długów trzeba zabiegać. Polacy nie potrzebują żadnej jałmużny. Chcą tylko tego, co im się bezspornie należy.

Zatroszczyć się trzeba o ostateczne całkowite umorzenie zadłużenia do czego Polska ma pełne prawo i o co rząd polski powinien usilni zabiegać. Zadbać należy również o sprawiedliwe uregulowanie odszkodowań wojennych, zgodnie z obowiązującymi zasadami prawa międzynarodowego.

Zadłużenie zagraniczne, głównie wobec Niemiec, jest śmiertelnym zagrożeniem dla przyszłości Polaków.

Polsce zagraża gospodarczy podbój ze strony Niemców. 80 proc. naszych długów znajduje się obecnie w ich rękach. Umożliwia to przyspieszone gospodarcze przesuwanie polsko – niemieckiej granicy na wschód, niezależnie od mniej lub bardziej uroczystych deklaracji w sprawie trwałości granicy fizycznej.

Trzymając żelazną ręką stalową pętlę zadłużenia na szyi polskiego narodu – potężne, bogate, zjednoczone Niemcy będą w stanie dyktować nam warunki i rządzić się w Polsce skuteczniej niż mogłyby to czynić przy pomocy siły militarnej i okupacji. Uwolnienie się od zadłużenia wobec Niemiec jest więc pierwszej wagi polską racją stanu. Skutecznym orężem, jakie posiadamy w tym przypadku w swoich rękach jest nieuregulowany dotąd w formie traktatowej problem odszkodowań wojennych od Niemiec. Nic dziwnego, że głosy domagające się tych odszkodowań spotykają się z tak zaciekłą kontrofensywą rzeczników interesów niemieckich, których niestety nie brakuje również w Polsce.

Niepowtarzalną okazję do ostatecznego uregulowania odszkodowań wojennych od Niemiec daje przygotowywany obecnie traktat o wzajemnych stosunkach między Polską a zjednoczonymi Niemcami.

Piwo, które Niemcy nawarzyli sobie w czasie II wojny światowej muszą teraz sami wypić. Na razie piją je z goryczą Polacy.

Również wielkie mocarstwa muszą ponieść materialne konsekwencje nieszczęścia Polski, do którego przyczyniły się ponad naszymi głowami w Jałcie. Polacy muszą się tego domagać, zamiast wysłuchiwać nawoływań do zaciskania pasa i zaciągania nowych długów…

Enucjacje przedstawicieli władz państwowych pomniejszające rzeczywiste rozmiary zbrodni niemieckich w latach okupacji na terenie Polski współbrzmią niestety z głośnymi wypowiedziami różnych „wypędzonych” czy „przesiedleńców” o rzekomych „zbrodniach” polskich wobec Niemców w okresie powojennym… Może się zdarzyć w końcu, że Niemcy zażądają od nas odszkodowania a nie na odwrót… „Wypędzeni” już żądają takich odszkodowań od Czechosłowacji, do czego utorował im drogę prezydent Havel swoimi słynnymi „przeprosinami” zaadresowanymi do Niemców. Kto tu kogo powinien przepraszać i kto komu winien jest odszkodowanie…? Trzeba przyznać, że nie brakuje Niemcom sprytu, tupetu i bezczelności!

Uległość wobec żądań niemieckich, pomniejszanie zbrodni i krzywd wyrządzonych Polsce i Polakom z tej strony a także brak aktywnych działań, zmierzających do wyegzekwowania odszkodowań wojennych – były zapewne jedną z istotnych przyczyn klęski wyborczej Tadeusza Mazowieckiego w wyborach prezydenckich, niepopularnego z tych powodów zwłaszcza wśród starszego pokolenia Polaków. Trzeba wyrazić przekonanie, że nowowybrany prezydent i utworzony przez niego rząd zajmą w sprawach stosunków polsko – niemieckich inne stanowisko zgodne z historyczną prawdą i żywotnymi interesami Polski oraz ofiar ze strony III Rzeszy niemieckiej.

Naród polski oczekuje szybkiego wyeliminowanie ze swojego państwowego bytu i codziennego życia wszystkich bez reszty następstw niemieckiej agresji na Polskę w dniu 1 września 1939 r. Mamy pełne i oczywiste prawo do życia co najmniej tak spokojnego i z jasnym horyzontem na przyszłość, jakim od 3 października 1990 r. cieszą się nasi zachodni sąsiedzi.



Ściśle jawne”, publikacja nieperiodyczna, wydawana bez subwencji zagranicznych i krajowych. Stawia sobie za cel obiektywne naświetlanie różnych problemów społecznych, gospodarczych i politycznych Polski – bez tendencyjności, przemilczeń i manipulacji w informowaniu opinii publicznej. Zamieszcza m.in. opracowania o treści dyskusyjnej i kontrowersyjnej.

Komitet redakcyjny: Jerzy Kania, Krzysztof Lachówski, Henryk Maziejuk, Ludwik Staszyński (red. naczelny).
Uwagi dotyczące treści poszczególnych treści publikacji a także propozycje tematyczne i autorskie prosimy przesyłać pod adresem Spółdzielnia Wydawnictwo Ludowe, 00-131 Warszawa, ul. Grzybowska 4, Redakcja „Ściśle Jawne”.
Zamówienia na poszczególne egzemplarze z serii publicystycznej „Ściśle Jawne” należy kierować do Spółdzielni Wydawnictwo Ludowe, 00-131 Warszawa, ul. Grzybowska 4, Dział Handlowy.
PRZEDRUK DOZWOLONY Z POWOŁANIEM SIĘ NA ŹRÓDŁO



©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna