Obszerne fragmenty przemówienia prokuratora Józefa Gurgula, wygłoszonego w dniu 9 czerwca 1972 roku



Pobieranie 16.45 Kb.
Data02.05.2016
Rozmiar16.45 Kb.
Obszerne fragmenty przemówienia prokuratora Józefa Gurgula,
wygłoszonego w dniu 9 czerwca 1972 roku

Wysoki Sądzie Wojewódzki!
Oszałamiające tempo współczesnego życia, w którym tak bardzo liczy się umiejętność rachunku ekonomicznego i organizacji procesów produkcji, rzadko usposabia do refleksji na temat emocjonalnej strony naszego bytu. Tę rzadką okazję stwarza dzisiejszy proces. Warto przypomnieć choć zabrzmi to niezbyt współcześnie, tak jakoś tradycyjnie, a więc niemodnie, że nasza kultura zbudowała wiele pomników miłości. Bezmiernie pięknej namiętności ludzkiej. Stąd trudno taić oburzenie, gdy nikczemne, brudne i prostackie intencje usiłuje się ubrać w posadę tego, co przywykliśmy cenić jako najwznioślejsze uczucia. Dlatego też nie dajmy się zwieść kabotyńskim pozorom i pozom bojowniczego kochanka. Takiej postaci nie znajdziemy w dobrej literaturze. Z pozytywnym natomiast skutkiem możemy jej poszukać na kartach tak zwanej literatury brukowej. Po co jednak grzebać się w byle jakiej twórczości, skoro bohaterowie tego procesu, zwłaszcza zaś Zygmunt Garbacki, podobnie jak Marian Roman Wojtasik, są osobami, postaciami rzeczywistymi, a nie fikcyjnymi. Mimo niewątpliwie odmiennej obrony każdego z nich, zachodzi przecież w jej motywach pewne junctim w postaci całkowitej lub częściowej negacji, bezspornie zresztą udowodnionego, jak to już wykazał prokurator Krassowski, rabunkowego tła zbrodni 20 sierpnia 1971 roku. Nie będę odkrywczy, bo wręcz znakomicie wyraził i uzasadnił ten pogląd Rubinsztejn w Bycie i świadomości, że czyn stanowi miarę i kryterium człowieka. Że w czynie niechybnie odzwierciedla się cały człowiek, cała jego przebogata i złożona psychika. Jeśli tak, to jak głęboko może być dokonana ocena skłonności, zainteresowań, racji i postaw człowieka, którego życie  jak Zygmunta Garbackiego i Mariana Romana Wojtasika  od dłuższego czasu wypełnia nieomalże nieprzerwane pasmo pomysłów i reakcji, które skłóciły ich z tak wieloma przepisami kodeksu karnego. W jej świetle Zygmunt Garbacki  to ponura postać, dla której nie istnieją żadne świętości, ani moralne zobowiązania. Tak więc na przykład zwykło się powszechnie cenić szkołę, zwłaszcza tę, która dała nam świadectwo dojrzałości, cenić i darzyć zrozumiałym dla każdego z nas sentymentem. Zygmunt Garbacki zdał maturę w Technikum Budowlanym w Warszawie, przy ulicy Górnośląskiej. Nadając Garbackiemu ceniony dyplom technika budowlanego otwarła przed nim ta szkoła perspektywy rozwoju i uczciwej pracy w zawodzie. Zygmunt Garbacki jednak nie przywykł do pracy, była ona dla niego czymś obcym. O takich mawiają, że urodzili się w niedzielę. Abstrahując od tej zgoła irracjonalnej determinanty programowego lenistwa Zygmunta Garbackiego, zachował on Technikum Budowlane w swej czułej pamięci na tyle, że w efekcie przywiodło go to na lawę oskarżonych. W stosunkowo krótkim okresie czasu, bo 4 kwietnia i 5 lipca 1970 roku, dwukrotnie włamał się do pomieszczeń wymienionej szkoły, kradnąc mienie społeczne i indywidualne jednego z nauczycieli. I znowu trudno oprzeć się pokusie, zadając pytanie Garbackiemu, czy może decyzję tychże włamań powziął również w szlachetnym porywie?

To nieprawda, że tylko Wojtasik zafascynował się Zygmuntem Garbackim! Oni sobie nawzajem imponowali! Instynktownie ocenili się, że jeśli Garbacki przez swe szerokie powiązania jest niezastąpiony jako inicjator i projektodawca przestępczych eskapad, to Wojtasik jest znowu precyzyjniejszy w wykonaniu, a więc także niezastąpiony. Dlatego też jednocząc się ze wzmożoną energią planują kolejne napady, głównie na znanych artystów warszawskich. Obliczają szanse, tropią i badają każdy ruch przyszłych ofiar. Od sporadycznych ekscesów przeszli do zawodowstwa  jak przystało na wodza i oddaną mu kadrę.


Wysoki sądzie!
Dewizą Garbackiego była beztroska, nieróbstwo i cwaniactwo. Taki homo ludens, tyle, że całe swe dorosłe życie bawiący się cudzym kosztem, owocami przestępstw, niezależnie od aktualnych nastrojów tych, których bezceremonialnie krzywdził lub zamierzał w przyszłości skrzywdzić sam lub z członkami kadry, w której oskarżony Wojtasik był prawdziwym ewenementem zbrodniarza. Są wszelkie dane, by sądzić, że w lipcu 1971 roku osiągnęło swój punkt kulminacyjny zainteresowanie obu oskarżonych aktywami majątkowymi Jana Gerharda, którego niebawem zgładzili w sposób mrożący krew w żyłach.

W rezultacie wielomiesięcznego maratonu śledczego sprawcy masakry i rabunku przy ulicy Matejki w Warszawie znaleźli się w więzieniu. Zagrożeni mogą wreszcie z ulgą odetchnąć. Także pani Alicja i Małgorzata Gerhard, które  zgodnie z planem Wojtasika i Garbackiego  miały podzielić los męża i ojca na wypadek, gdyby Garbacki został już aresztowany, a Wojtasik pozostał jeszcze na wolności. Przypomnijmy sobie i dobrze zapamiętajmy, że oskarżeni planowali serię mordów, aby wprowadzić w błąd władze śledcze i odwrócić ich uwagę od siebie. Najwyższą cenę, cenę życia, miała zapłacić pani Alicja Gerhard i ewentualnie Małgorzata, aby sprawcy zbrodni 20 sierpnia 1971 roku mogli jeszcze przez jakiś czas uchodzić bezkarnie!


Wysoki Sądzie Wojewódzki!

Mówić więc, że chciwość i motyw majątkowy dominowały nad poczynaniami Garbackiego i Wojtasika, to nieomal truizm. Prokurator Krassowski wykazał poza wszelkim sporem rzeczywiste tło zabójstwa Jana Gerharda. Zygmunt Garbacki, jak już wspomniałem to także wielki gracz i pozer. Niczym kameleon zmienia maski i pozy. Nad grobem ofiary roni nawet oszukańcze łzy, aby dopełnić nędznego aktorstwa. W dzień zaduszek kat znowu przychodzi na Powązki! Oczekuje na Małgorzatę Gerhard, aby w jej obecności odegrać jeszcze jeden akt podłości! Składa wiązankę kwiatów na grobie Jana Gerharda. Razem z Małgorzatą płacze, zdaje się przeżywać jej smutek i zadumę. Nie powiedział tylko, że złożoną na grobie jej ojca wiązankę kwiatów skradł z innego grobu, by dopełnić podłości!
Wysoki Sądzie Wojewódzki!
Pomni tych oszukańczych gestów, nie dajmy się łudzić łzawymi scenkami w wykonaniu oskarżonego Zygmunta Garbackiego, ujawniony bowiem w toku przewodu materiał dowodowy ukazuje rzeczywisty obraz osobowości sprawców ich poglądów, zamiarów, zainteresowań, wreszcie niezwykłej dynamiki ich upadku.
Bez reszty pochłonięci byli projektowaniem skoków i akcji, myśl o nich dominowała w każdym słowie, w każdej rozmowie, podczas każdego spotkania. Obca im była prawda, że praca stała się współcześnie podstawową płaszczyzną relacji pomiędzy jednostką a społeczeństwem, że praca jest w powszechnym odczuciu traktowana jako podstawowy obowiązek obywatelski, że uchylający się od niej człowiek działa przez zaniechanie, na szkodę interesów zbiorowości. Marian Wojtasik nie pracował bo zmienił zawód kierowcy na zawód przestępcy. Zygmunt Garbacki, o ile pominąć kilkudniowe enklawy zajęć kolonijnych, nigdy nie splamił się pożyteczną pracą, ani wytrwałą nauką. Rzecz tym więcej godna wzmianki, że należał on do nielicznych wyjątków żołnierzy służby czynnej, których dowództwo przedterminowo zwolniło z wojska, aby im umożliwić stacjonarne - normalne studia. Zygmunt Garbacki ordynarnie oszukał dowództwo i uczelnię zapewniając, że będzie uczciwie studiował. To wszystko co później nastąpiło, to parodia studiów. Zygmunt Garbacki będąc okazem zdrowia nie tylko nie uczył się, ale na dobitek zła, wykorzystując nadmiar wolnego czasu, deprawował każdego, kto znalazł się w zasięgu jego blagierskich uroków.

Wysoki sądzie!


Jest zarazem coś niezwykłego w tym, jak dalece odnaleźli się i dobrali główni aktorzy tego procesu: Garbacki i Wojtasik. Pozornie dzieliły ich diametralne różnice pochodzenia społecznego, statusu rodzinnego, wykształcenia, realnych szans legalnego zarobkowania, wzrostu, aparycji i zdawałoby się, dosłownie wszystkiego. Dylemat ten objaśnił Zygmunt Garbacki. Z właściwym sobie cynizmem wyznał bowiem, że  wybrałem Wojtasika, bo obaj mieliśmy kłopoty finansowe, które chcieliśmy radykalnie załatwić. Wiedziałem, że Wojtasik okazywał podczas dokonywania przestępstw spokój i opanowanie, więc mu zaproponowałem zabójstwo ojca Małgorzaty.

Garbacki reprezentował jeszcze inne cechy charakteru, dzięki czemu mogli utworzyć osobliwy tandem zbójów! Handlarze cudzym życiem nie zawiedli się na sobie. Każdy z nich sprostał oczekiwaniom kontrahenta wychodząc poza granice ludzkiego upadku i okrucieństwa. Dali temu wyraz zwłaszcza 20 sierpnia 1971 roku. Zabójstwo Jana Gerharda zamknęło szczególny etap ich życia. Brutalnie deptali zasady współżycia społecznego. Nie chodzi nawet o te zasady, które wykształciło społeczeństwo ludzi kulturalnych, oskarżeni bowiem podobniejsi byli jaskiniowcom, których stosunek do życia wyrażał łom i sztylet. Tymi argumentami postanowili operować, aby w znany nam sposób urządzić się. Trzeba stwierdzić, że tylko w takich sumieniach i takiej aurze mógł powstać i być zrealizowany zamach na najwyższą wartość, ponad którą nie ma już nic  na życie ludzkie. Powiedzmy sobie jeszcze raz: Jan Gerhard był pierwszą ofiarą, następne były typowane  wśród nich pani Alicja i Małgorzata Gerhard. Chciałbym z całej mocy na zakończenie wołać słowami Dostojewskiego „…i gdybyż przynajmniej los zesłał im skruchę, skruchę palącą, która miażdży serce, odpędza sen, taką skruchę, której okrutne męczarnie nasuwają myśl o stryczku lub topieli...” Oskarżeni, zwłaszcza zaś Zygmunt Garbacki, nie chcieli dać społeczeństwu nawet tej satysfakcji.


Wysoki sądzie! Obywatele sędziowie!


Konkludując wnoszę o uznanie Zygmunta Garbackiego i Mariana Romana Wojtasika winnymi inkryminowanych im w akcie oskarżenia przestępstw, z których zabójstwo znakomitego pisarza i posła na Sejm PRL Jana Gerharda stanowi najcięższą zbrodnię! Równocześnie, aby wydany wyrok stanowił realne ostrzeżenie dla chwiejnych elementów, pasożytujących na zdrowym organizmie społeczeństwa, że w Polsce nie ma i nie będzie pobłażania dla jakichkolwiek przejawów bandytyzmu, aby uwolnić ludzi twórczej pracy od męczącej zmory i obawy o mienie i życie, aby stało się zadość sprawiedliwości i skoro zgasł ostatni promyk nadziei na resocjalizację oskarżonych, jako kary łącznej żądam: dla Zygmunta Garbackiego kary śmierci, dla Mariana Romana Wojtasika także kary śmierci!


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna