Obywatel występują: Jerzy Stuhr Maciej Stuhr Sonia Bohosiewicz Magdalena Boczarska Violetta Arlak Cezary Kosiński Ireneusz Czop Piotr Głowacki



Pobieranie 89.63 Kb.
Data08.05.2016
Rozmiar89.63 Kb.



prezentuje

OBYWATEL


Występują:
Jerzy Stuhr

Maciej Stuhr

Sonia Bohosiewicz

Magdalena Boczarska
Violetta Arlak


Cezary Kosiński

Ireneusz Czop

Piotr Głowacki
ze specjalnym udziałem

Janusza Gajosa

Doroty Stalińskiej

Jerzego Fedorowicza

OBSADA
JERZY STUHR Jan Bratek

MACIEJ STUHR Jan Bratek

SONIA BOHOSIEWICZ Renata

MAGDALENA BOCZARSKA Mama

CEZARY KOSIŃSKI Ojciec

VIOLETTA ARLAK Kazia

GRZEGORZ WARCHOŁ Mietek Dubel

BARBARA HOROWIANKA Mama

GOSIA DOBROWOLSKA Mama

JAŚMINA POLAK Ania/Dziewczyna

IRENEUSZ CZOP Dyrektor zakładów „Kusza”

WOJCIECH MALAJKAT Lipski

PIOTR GŁOWACKI Kolega


TWÓRCY
Scenariusz i reżyseria Jerzy Stuhr

Zdjęcia Paweł Edelman P.S.C Kierownik produkcji Jacek Gawryszczak

Dźwięk Katarzyna Dzida-Hamela, Jacek Hamela

Montaż Milenia Fiedler P.S.M.

Scenografia Monika Sajko-Gradowska

Kostiumy Magdalena Biedrzycka

Charakteryzacja Liliana Gałązka, Ludmiła Krawczyk

Muzyka Adrian Konarski

Casting Sylwia Czaplewska

Producent Piotr Dzięcioł



KRÓTKO O FILMIE
W swojej najnowszej komedii Jerzy Stuhr wyśmiewa wszystko i wszystkich, nie oszczędzając przy tym samego siebie. To najzabawniejsza rola aktora od czasu „Seksmisji”. Podobnie jak ta kultowa komedia, „Obywatel” pokazuje, że niezależnie od systemu w jakim znajdują się Polacy, zawsze potrafią śmiać się ze swoich wad i wszelkich „izmów”.
Obywatel Jan Bratek. Gdziekolwiek się nie pojawi, ściąga na siebie lawinę niespodziewanych zdarzeń. Niczym Forrest Gump, Bratek bierze udział w najważniejszych wydarzeniach swojej epoki. Ma wielkie szczęście, a może raczej… pecha, że zawsze znajduje się w miejscach, gdzie historia akurat zmienia swój bieg. Los miota nim zarówno w czasach komuny, jak i w nowoczesnej, demokratycznej Polsce doprowadzając do zabawnych wpadek.
Jana Bratka, który przez całe życie stara się jedynie być sobą, zagrali ojciec i syn –Jerzy i Maciej Stuhrowie. W komedii zobaczymy także m.in. Sonię Bohosiewicz, Magdalenę Boczarską, Ireneusza Czopa, Piotra Głowackiego i Janusza Gajosa. Autorem zdjęć jest nominowany do Oscara oraz wielokrotnie nagradzany wybitny operator Paweł Edelman.
„OBYWATEL”

rozśmieszy cię do bólu


Polska, 2014

Czas trwania filmu:

Dystrybucja: Vue Movie Distribution

W kinach: 7 listopada 2014 r.

WYBRANE SCENY
SCENA 42: PLENER W PUSZCZY KAMPINOSKIEJ. DZIEŃ. ROK 2005
BOHATER w grupie statystów w zbroi husarza wchodzi na plan filmowy.
KOLEGA (też husarz)

Aleśmy mieli farta. Sama bitwa to trzydzieści dniówek, a husarię chcą

mieć przez całe zdjęcia. Panie Bratek, rok roboty, byle tylko przy Gajosie blisko

- bo jak raz przy Sobieskim zdejmą, to już potem cały czas jesteśmy.


BOHATER

Na Turka było się zgłosić. Nie trzeba by tego żelastwa nosić


ASYSTENTKA PRODUKCJI

Proszę państwa, zwracam się do statystów. Poproszę wszystkich o podejście.

Podaję komunikat. Dzisiaj i w najbliższej przyszłości zdjęć nie będzie.

SCENA 68: W GABINECIE DYREKTORA „KUSZY”. DZIEŃ. ROK 1982
DYREKTOR

A pan, panie Bratek, to co chciałby robić?


BOHATER

Ja… chciałbym być podróżnikiem,

reportaże pisać, jak Budrewicz, Kapuściński…

no tylko jak?


DYREKTOR

No, to z tym problem.

Bo to co ewentualnie zaproponujemy

jest objęte tajemnicą państwową i z paszportem krucho.


BOHATER

Nie, proszę się nie przejmować. To tylko marzenia…



SCENA 86: BIURO. DZIEŃ. ROK 1971

BOHATER siedzi w niewielkim pomieszczeniu za biurkiem. Na ścianach plakaty, dyplomy i trofea zespołu folklorystycznego KUJAWIAK. Jest w trakcie rozmowy telefonicznej.
BOHATER

Panie Redaktorze, więc ja się zdecydowałem,

mój pierwszy reportaż będzie o Święcie Kwiatów w Brukseli,

będę tam za trzy dni kiedy na głównym placu ułożą dywan z kwiatów,

to coś niesamowitego,

…no dobrze, o marnotrawstwie też będzie

… dobrze i kogo przy układaniu wykorzystują…

no dobrze… no ale czy byłaby szansa?

… bardzo dziękuję i postaram się


SCENA 87: SALA PRÓB. DZIEŃ. ROK 1971
Zespół KUJAWIAK kończy tańczyć. Wszyscy czekają na przemówienie.
BOHATER

Witam wszystkich najserdeczniej. Nazywam się Jan Bratek,

jestem nowym kierownikiem zespołu.

Ze względu na niepodważalne zasługi zespołu

jestem bardzo dumny i chcę tę tradycję kontynuować.

Właśnie stajemy przed ważnym zadaniem.

Czeka nas prestiżowe tournée po krajach Beneluxu.

Będziemy ambasadorami kultury polskiej,

nowej kultury rządów Edwarda Gierka.

Musimy wypełnić to zadanie z godnością.

Na straży tej godności będę stać ja.

I tak wprowadzam: zakaz picia w autobusie,

zakaz wywożenia w bagażu zup w proszku,

słoików z zapeklowanym mięsem,

makaronu, ryżu, kasz, oczywiście nie muszę mówić

o zagranicznych środkach płatniczych i kryształach.

Od tego Ministerstwo daje diety,

prawie pięć dolarów USA dziennie,

abyśmy żyli tam na ich poziomie.
SOLISTA ZESPOŁU

Panie kierowniku, pan był kiedyś na Zachodzie?


BOHATER

Nie, to jest mój pierwszy wyjazd i nie mogę sobie pozwolić

aby prowadzony przeze mnie zespół mógł być ośmieszony

przez prasę zachodnią, tak jak ostatnio we Francji napisano,

że w każdym hotelu gdzie nocował zespół

natychmiast po przybyciu wysiadały korki.

Bardzo was proszę o zrozumienie i wyjście mi naprzeciw.

Dziękuję. Proszę kontynuować próbę.



SCENA 96: KLATKA SCHODOWA W BLOKU. DZIEŃ. ROK 1976
BOHATER wystawia butelki na mleko, obok nich rzuca ulotkę. Biegnie piętro wyżej, to samo. Zatrzymuje go hałas na dole. Jacyś ludzie wbiegają po schodach. Słychać walkie-talkie, ktoś wydaje dyspozycje: „Podjeżdżajcie, mamy go w tej klatce 21B”. Tupot butów po schodach. BOHATER nie wie czy iść wyżej, czy się wycofać. Wrzuca paczkę ulotek do zsypu na śmieci. Gdy tak stoi przez moment niezdecydowany; otwierają się drzwi i kobiece ramię wciąga go do mieszkania.

SCENA 97: W MIESZKANIU KAZI. DZIEŃ. ROK 1976
KAZIA

Do łazienki!


BOHATER posłusznie chowa się do łazienki. Dalszy ciąg sceny słyszy przez drzwi.

Dzwonek do mieszkania.


GŁOS MĘSKI

Tu do pani wszedł przed chwilą młody człowiek, Bratek Jan.

Przeszukujemy mieszkanie.
KAZIA

Zaraz, co przeszukujemy! Jaki człowiek? A u kogo chociaż jesteście, wiecie?

Jestem pracownikiem MSW. Tu jest moja legitymacja, pracuję w gastronomii.

W tej chwili wychodzić z mojego mieszkania,

bo dzwonię do pułkownika Kiszczaka natychmiast.
GŁOS

Wychodzimy. Zarządzam stałe obserwowanie klatki.

Wózek z mlekiem zabezpiecz.
Drzwi się zamykają.


JERZY STUHR – reżyser i scenarzysta
O filmie
„Obywatel” jest filmem bardzo osobistym. Chociaż nie jest to moja stuprocentowa biografia, jest jakby biografią mojego pokolenia. Jest też filmem stricte autorskim, tzn. wszystko było w moich rękach: od początku, od pierwszego machnięcia piórem, po ostatnie dyspozycje dźwiękowe i montażowe, powiększonym o to, że także w nim zagrałem, tym bardziej biorę za niego odpowiedzialność.

O fabule
„Obywatel” jest jakimś świadectwem mojego pokolenia, historii mojego pokolenia i to było impulsem do rozpoczęcia myślenia o tym filmie. Moje pokolenie miało bardzo ciekawe życie, niełatwe, ale ciekawe. Tak sobie rozważałem czy jest takie drugie pokolenie, które by przeżyło i systemy polityczne, i traumy stanu wojennego, wybór papieża. Ileż to w tym naszym życiu się działo!

O początkach
Dla mnie film staje się filmem od momentu napisania, a nie kiedy zabieram się za kamerę. Zresztą ten okres pisania jest chyba najciekawszy dla mnie. To były cztery lata prawie pięć. Troszkę przetrzymały mnie finanse, troszkę choroba moja, no nie troszkę – dwa lata. I jestem w tym szczęśliwym położeniu, że mogę o nim mówić jak o dziele skończonym.

O inspiracji

Każdy mój film, a jest ich siedem w tej chwili, wychodził z jakiegoś impulsu, tego co mnie drażniło w życiu albo jaki kompleks mi towarzyszył, z którego nie potrafiłem się wyzwolić, albo takich rzeczy, którymi nie mogłem się podzielić ani piórem poprzez słowo pisane, ani spektaklem telewizyjnym, ani spektaklem teatralnym tylko właśnie dziełem filmowym. Ale to są zawsze impulsy bardzo osobiste.



O poczuciu humoru

W moim wieku to już nie będzie taka hurra komedia, taka radosna jak „Seksmisja”, „Kingsajz” czy filmowe farsy spod znaku „Kilera” – wszystkie u Julka Machulskiego – takie poczucie humoru mija z pewnym wiekiem. Jest w filmie dużo gorzkich refleksji, ale starałem się, aby cała historia opowiedziana była z humorem. Towarzyszy mi chęć pewnego eksperymentu: czy na temat czasem bolesnych naszych przywar, słabych stron Polaka, jesteśmy już gotowi się roześmiać, a nie tylko zezłościć, obrazić czy wykpić? Czy jesteśmy już na etapie aby sami z siebie, może nie śmiać się, ale choć uśmiechnąć? Tak bym chciał, to jest moje marzenie.



O recepcji filmu

Mam głosy garstki ludzi, która widziała film, kolaudantów i selekcjonerów różnych festiwali, że kontynuuje on tradycje kina Andrzeja Munka. To jest dla mnie duży komplement, tak właśnie chciałem opowiadać o Polsce, jak Munk opowiadał. Pojawił się głos metaforyczny, że ten film jest jak ‘gorzka czekolada’, więc trochę słodki, ale i gorzki. Zgodziłbym się z tym określeniem, lubię ten termin. Były też głosy, że jest to bardzo smutny i refleksyjny film, tym byłem zdziwiony gdyż sam słyszałem śmiech z widowni i gdy dopytywałem oglądających, to odpowiadali, że tak, śmialiśmy się, ale pod koniec każdej sceny śmiech zamierał nam na ustach. Też tak trochę chciałem, słodko-gorzko tak…



O trudnościach

Trudność sprawiały nam sceny masowe, np. wiec Solidarności. To nie jest łatwa rzecz, żeby czterystu statystów wprowadzić nie tylko „obrazowo”, ale też w ten entuzjazm tamtego 80. roku, który ja jeszcze pamiętałem, ale większość tych statystów już nie.



O scenach nie do opanowania

Skojarzyć mojego syna z Sonią Bohosiewicz w łóżku? Proszę sobie wyobrazić jaka to jest petarda anegdot, niedomówień, chichotów! Trudno ich było opanować, ale oni są bardzo sprawnymi aktorami. To była długa scena i ogromny monolog, a dodatkowo sytuacja dyskomfortowa gdyż wykonywali ją nago. Trudno przecież ubierać ich w sytuacji nocy poślubnej! Ale podziwiałem ich sprawność, że przy tej emocji całej, tym rozbawieniu, pilnowali niesłychanie każdego szczegółu, to profesjonalizm wysokiej klasy.



O współpracy z synem

To już nie jest pierwszy raz, gdy pracuję z Maćkiem. To jest bardzo dziwne, bo ja te role pod niego piszę. Często piszę pod różnych aktorów, których albo uczyłem, znam ich, znam ich sposób mówienia, więc tak piszę, że gdy oni na to patrzą, to mówią, że łatwo im to zagrać. No tak, łatwo, ale ktoś tam myślał, żeby było napisane tak, jak ty mówisz w życiu. Więc z Maćkiem tak samo, to było pod niego napisane, również pod jego poczucie humoru. Ja bardzo liczę, że tę młodą widownię, która nie zna tych lat 80., 70., 60., Maciek przyciągnie, bo on ma dość dużą charyzmę u swojej publiczności. Daje ona temu wyraz zupełnie inaczej niż mnie, bo syn mówi: wiesz tata ile miałem wejść dzisiaj – 7850 wejść, ja mówię – na co wejść – no tu – i wyciąga komórkę. To jest inna widownia już, liczę na niego. On tak dobrze tę rolę rozumiał. Mało tego, czasem ujawniał takie poczucie humoru, które mnie zaskakiwało jeszcze.



O współpracy z aktorami

Mój syn absolutnie stanął na wysokości zadania, bardzo dobrze czuł się w roli, w takim komediowym gatunku i nawet poważne tematy podawał w sposób lekki. No i jeszcze on ma wdzięk jakiś taki ekranowy, to tym bardziej magnetyzuje publiczność.

Sonia Bohosiewicz – już w „Spisie cudzołożnic” grała, znam ją od czasu jak zdała do szkoły. Wiedziałem, że mam dwa mocne filary.

Podjęliśmy też niecodzienną decyzję obsadową, że będą trzy mamy. Oczywiście aktorki musiały być do siebie w jakiś sposób podobne, a przynajmniej mieć jakąś wspólną cechę. I znowu miałem szczęście ogromne. Pani Barbara Horowianka, która jest w doskonałej formie, zagrała matkę ze mną; Gosia Dobrowolska świetna aktorka, którą wyszukałem z Australii i która grała moją żonę w „Tygodniu z życia mężczyzny”, a którą prywatnie bardzo lubię i przyjaźnię się z nią, zagrała z Maćkiem; oraz Magda Boczarska, absolwentka krakowskiej szkoły, świetna aktorka, która z takiej małej roli zrobiła piękną rolę.

Jak mi powiedziała moja II reżyserka, Sylwia Czaplewska – 106 aktorów grało! To przecież jakiś wielki film [śmiech]. I na kolaudacji podkreślano, że wspaniały poziom aktorski. Okazało się, że ta moja wiedza pedagogiczna, wieloletnie zmagania i znajomość aktora jakoś zaprocentowały, że umiałem ich w tym filmie poprowadzić. A poza tym to byli wspaniali fachowcy jak Krzysiu Dracz (choć tylko w epizodach) doskonale rozumieli o co mi chodzi. No bo przecież w takim filmie muszą zagrać moi koledzy, z którymi studiowałem, przyjaźniłem się; Janek Prochyra musiał zagrać, przecież myśmy całe studia jajecznicę nocą u Noworola [Kawiarnia Noworolski] jadali i dyskutowaliśmy o przyszłości teatru polskiego; Grzesiu Warchoł mój kolega ze studiów. Także to jest też taki film rodzinny trochę.

Wielkim zaskoczeniem była pani Viola Arlak, pierwszy raz z nią w ogóle pracowałem. Bardzo chciałem, aby to była znacząca rola i jest, i na dodatek wzruszająca. Tak jak kiedyś grywała u mnie Kasia Figura, że mimo złych cech jakich jej nadawałem, nagromadziłem, to jednak ludzie ją lubili. To są najprzyjemniejsze chwile dla reżysera, jak cię nagle aktor tak pozytywnie zaskakuje. Piotrek Głowacki, no jego to znałem trochę ze szkoły, z poprzednich ról, ale też z epizodów. Oboje robili fantastyczne, małe, koronkowe role. Wojtek Malajkat, Pan Andrzej Glazer, wszyscy mi zrobili wielki prezent.



O efektach komputerowych

Choć nie chcę zdradzać wszystkich tajemnic filmu… to tak, korzystałem z efektów komputerowych. Bo jak można zrobić, żeby w słynnym napisie „Telewizja Polska” na ul. Woronicza nagle odpadła jedna z liter. Od początku filmu najwięcej narad, najwięcej prób i poprawek zajmował ten efekt. Był on generowany od listopada ubiegłego roku po kwiecień bieżącego roku. Tak długo ekipa od efektów komputerowych dopracowywała ten element, aby wszyscy byli zadowoleni z rezultatu. I rzeczywiście, widzimy jak litera odrywa się, leci i spada na ziemię.




MACIEJ STUHR – Jan Bratek
O filmie

Ten film składa się z bardzo wielu epizodów. Tak naprawdę cała jego konstrukcja opiera się na historyjkach, anegdotach z życia bohatera, życiorysie postaci pokazanym w drobnych odsłonach. Pod względem konstrukcyjnym jest to zupełnie inny film, niż wszystkie, w których do tej pory grałem. Nie myśli się tutaj postacią od początku do końca. Trzeba zbudować ją bardzo małymi cegiełkami. I w zasadzie nie zmierza się od „a” do „z” poprzez cały alfabet, tylko są to powyrywane fragmenty, które tworzą całość. Po pierwsze jest tutaj dużo epizodów, po drugie trzech aktorów występuje w jednej roli, więc muszę przyznać, że praca była nietypowa, ale przez to bardzo oryginalna, pociągająca i ciekawa.

Ten film przypomina gorzką czekoladę. Nieprzesłodzoną słodycz, z nutką goryczy, ale jednak wciąż mieszcząca się w kategorii deseru.
O mojej postaci
W filmie „Obywatel” tak naprawdę gram jedną trzecią roli. Ponieważ cała rola rozłożona jest na trzech aktorów w różnym etapie ich życia – postać, którą gra mój ojciec i ja w młodszym etapie mojego życia nazywa się Jan Bratek. I jest jeszcze trzeci „obywatel”, o tym samym imieniu i nazwisku, który gra nas w dzieciństwie.

Bohater, którego gram jest targany losem historii. Jest też osobą naiwną w dobrym sensie. Patrzy na świat zawsze pozytywnie i z nadzieją.


Radocha grania tej roli polegała na tym, że bohater jest miotany przez historię swojego kraju i swojego życia. W kolejnych epizodach i odsłonach trudni się bardzo różnymi zajęciami. Chyba w żadnym innym filmie nie miałem tylu „przebiórek”. W „Obywatelu” byłem kobietą, wojskowym, mleczarzem, występowałem też w stroju krakowskim. Pojawiałem się naprawdę w bardzo wielu odsłonach. Film pokazuje przeróżne momenty z życia bohatera - dziwne, śmieszne, nostalgiczne i znaczące. Ten film się na planie zdjęciowym nie nudził, mienił się, bo codziennie kręciliśmy coś innego. Dawało to wrażenie jakbyśmy codziennie kręcili zupełnie inny film - zmieniały się czasy: ekranowy rok życia bohatera i rok kalendarzowy. Codziennie mieliśmy jakąś nową przygodę do nakręcenia. W tej roli uprawiałem wiele zawodów, miałem na sobie wiele kostiumów. A także wystąpiłem bez kostiumu.

O rolach komediowych

Od wielu lat mam ochotę na zagranie w jakiejś komedii, dlatego że część mojej widowni tak mnie kojarzy i od komedii zaczynałem swoją karierę. Po serii filmów, w których chciałem udowodnić, że mogę zagrać coś poważniejszego, znowu naszła mnie ochota na jakieś wygłupy. Może nie bez sensu, ale z lekkim sensem, tak żeby ludziom sprawić radość. Na planie „Obywatela” było często dość wesoło. Każda z przedstawianych w filmie historii, nawet jeśli jest gorzka w swej wymowie, to jednak jest oprawiona – jak to zwykle w filmach mojego taty – sosem komediowym, przyjaznym, uśmiechającym się. Mam nadzieję, że osiągniemy również taki efekt ekranowy. Że widzowie, którzy obejrzą losy Jana Bratka oprócz tego, że coś sobie o tych czasach pomyślą: to czym jest historia i czym jest przypadek w życiu człowieka, jak to się losy ludziom bardzo dziwnie w tych czasach obracały, to również się kilka razy uśmiechną, a może nawet zaśmieją się.




O współpracy z reżyserem

Jerzy Stuhr jest reżyserem dość wymagającym, trudnym do oszukania, ponieważ z jednej strony zna się na wszystkich sztuczkach aktorskich, a dodatkowo, ze względu na to, że jest również scenarzystą swoich filmów, posiada też precyzyjny plan – wie jak chciałby mieć to nakręcone i zagrane przez każdego z aktorów. I jeśli do tej władzy scenopisarsko-reżyserskiej dochodzi jeszcze władza rodzicielska, to trochę za dużo już tej władzy jest w jednym ręku [śmiech]. Z drugiej strony, praca z kimś, kto dobrze wie czego chce, jest zawsze dużo łatwiejsza. Mimo, że nagrałem dużo filmów, w których mogłem się bardziej powygłupiać, pozwolić sobie na większą swobodę i poszaleć, to praca przy tym filmie była przyjemnością ze względu na udział innych artystów polskiego kina – takich jak Paweł Edelman. Myślę, że po latach jestem już na tyle asertywny, żeby przeciwstawić się woli reżysera, wtedy kiedy to uważam za słuszne. Chociaż oczywiście zawsze dochodzi się do punktu, w którym to reżyser i scenarzysta muszą mieć rację.



O perturbacjach

W filmie jest bardzo fajna sekwencja kiedy jestem mleczarzem i przechodzę przez osiedle z wózkiem mleka, a równocześnie na ekranie widać jak mijają pory roku. Ta sekwencja była trudna do zagrania ze względów fizycznych – miałem najbrzydszy do wyobrażenia kostium świata, czyli kufajkę mleczarza i panowały ciężkie warunki atmosferyczne. Pamiętam że było ogromnie zimno i marzłem przez te cztery pory roku, które nagrywaliśmy jednego dnia.


O przyjemnościach
Uroczo wspominam wszystkie partnerki z tego filmu – z Sonią Bohosiewicz, Violettą Arlak i Jaśminą Polak mieliśmy masę śmiechu. Scena seksu z Violą Arlak była tak zabawna, że prosiliśmy o powtórzenie ujęcia, bo dostawaliśmy tzw. głupawki, co niekoniecznie było po myśli reżysera.

O poczuciu humoru

Bardzo lubię polskie kino, przez ostatnią dekadę zrobiło dość duży skok, powstało naprawdę dużo filmów, które z przyjemnością można zobaczyć – zachwycić się nimi, przerazić, dać się wstrząsnąć, popłakać. Ale rzeczywiście, polskie komedie, z których swego czasu słynęliśmy, są zdecydowanie w odwodzie. Nie pamiętam, kiedy widziałem dobrą polską komedię, a jeszcze do tego inteligentną.


Mam wrażenie, że scenariusze filmów komediowych piszą najsmutniejsi ludzie świata. Im bardziej śmiesznie chcą napisać, tym bardziej chce mi się płakać. No i czekam wciąż z utęsknieniem na dobrą, inteligentną polską komedii. Mam nadzieję, że film „Obywatel”, który może nie jest filmem, na którym można zrywać boki, ale widzów, którzy mają inteligentne poczucie humoru, usatysfakcjonuje. Takie są nasze ogromne oczekiwania.




BIOGRAFIA MACIEJA STUHRA WG NONSENSOPEDII
MACIEJ STUHR (ur. 23 czerwca 1975 w Krakowie[1]) – syn Jerzego Stuhra, ponadto aktor, kabareciarz i konferansjer.

Dzieciństwo i młodość

Maciej Stuhr od maleńkości mieszkał w domu z Jerzym Stuhrem. Otoczony znajomymi Jerzego Stuhra, dorastał w atmosferze podziwu i uznania dla Jerzego Stuhra. Prawie automatycznie zaczął bywać w miejscach kojarzonych z Jerzym Stuhrem. Najpierw chciał być kierowcą śmieciarki, ale pod wpływem Jerzego Stuhra postanowił być jak Jerzy Stuhr. Studiował w Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Krakowie, gdzie (totalny zbieg okoliczności) rektorem był Jerzy Stuhr.

Kariera aktorska

Maciej Stuhr nigdy nie ukrywał, że jego aktorskim autorytetem jest Jerzy Stuhr. Maciej Stuhr i Jerzy Stuhr zagrali razem w filmach, a to dlatego, że wciąż się widzom mylili na ekranie. Już po tych występach dało się odnaleźć u Macieja Stuhra ślady charyzmy Jerzego Stuhra. Potem zagrali jeszcze w reklamie jednego banku, gdzie odróżniali się tym, że jeden miał czapkę, a drugi nie.
Maciej Stuhr, podobnie jak Jerzy Stuhr, nie stroni od humoru i komedii. „Comedie de Stuhr” nazwali Francuzi specyficzną vis komikę Macieja Stuhra i Jerzego Stuhra, którą ten pierwszy nabył od drugiego[2]. Jerzy Stuhr podkreślał w wywiadach, że droga aktorska, jaką idzie Maciej Stuhr spotyka się z akceptacją ze strony Jerzego Stuhra. Maciej Stuhr ma nawet wystąpić w fabularyzowanej biografii Jerzego Stuhra (w reżyserii Jerzego Stuhra). Zagra tam Jerzego Stuhra. Ciekawostką jest fakt, że na castingu do roli, w ostatecznej rozgrywce Maciej Stuhr pokonał Jerzego Stuhra i Macieja Zakościelnego.

Nagrody i wyróżnienia


1982 – świadectwo z czerwonym paskiem.

1990 – II miejsce w turnieju ping-ponga.

2010 – nagroda im. Jerzego Stuhra za propagowanie spuścizny Jerzego Stuhra.
Przypisy

1.↑ Tak jak Jerzy Stuhr

2.↑ Lub na odwrót

JERZY STUHR – subiektywny wybór najlepszych cytatów

Mówisz Jerzy Stuhr myślisz: aktor i reżyser. Ale przede wszystkim: Maks Paradys, Komisarz Ryba, albo... Osioł. Na jego tekstach wychowało się kilka pokoleń, nic dziwnego przecież nie od dziś wiadomo, że Jerzy Stuhr jest lepszy niż Tommy Lee Jones w „Ściganym”. (gazeta.pl/film)


Maks Paradys – oddany ojciec

Jadwiniu! Proszę natychmiast rozwiązać tatusia i przeprosić.
Maks Paradys – kochający mąż

Czy można stąd zadzwonić na miasto? Pytałem się o coś! Małżonka się niepokoi!
Maks Paradys – świadomy obywatel

Miano nas obudzić bez względu na sytuację polityczną, co mnie obchodzi jakaś tam wasza wojna.
Komisarz Ryba – niezłomny, niepokonany, nieugięty

Przełożony: Masz być jak bulterier! Komisarz Ryba: Będę. Przełożony: Jak wściekły byk! Komisarz Ryba: Będę! Przełożony: Jak Tommy Lee Jones w „Ściganym”! Komisarz Ryba: Będę! Przełożony: No! To spieprzaj.
Komisarz Ryba – bezwzględny i bezkompromisowy

Co ty myślisz, cwaniaczku?! Że z piątego przykazania możesz sobie zrobić spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością?!
Osioł – wierny przyjaciel

Ale będzie ubaw, męskie rozmowy, takie o życiu i śmierci. A rano… zrobię jajecznicę.

Osioł – wrażliwiec, artysta



Oślepłem, oślepłem! Czy jeszcze kiedyś zagram na skrzypcach?!

OBYWATEL w kinach od 7 listopada


http://www.vuemovie.pl/




©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna