Od innej strony



Pobieranie 5.34 Kb.
Data09.05.2016
Rozmiar5.34 Kb.
OD INNEJ STRONY
Na temat taśm ujawnionych przez tygodnik „WPROST” najchętniej rozprawiają ci politycy, którzy sami byli kiedyś w podobne afery i skandale umoczeni. Żałosny to widok, kiedy łajdak zarzuca łajdakowi, że jest łajdakiem. Dlatego my nie skupimy się na informacjach płynących z owych taśm (tym niech się jak najszybciej zajmie prokuratura), ale drugim aspektem tej sprawy, a mianowicie samym mechanizmem dokonania tego nagrania. I tak. Mamy restaurację w doskonałym punkcie Warszawy, na Mokotowie, czyli nie w samym centrum, a jednak w prestiżowym miejscu. Prowadzi ją kucharz – celebryta, często goszczący w telewizorni, wzbudzający sympatię widzów Robert Sowa. On zna wielu i wielu zna jego. Ma w swojej restauracji pomieszczenie specjalne, wyłącznie dla wybranych gości, z osobnym wejściem, z daleka od ciekawskich oczu. Wymarzone miejsce na spotkania dla ludzi, którzy niekoniecznie chcą, żeby wszyscy wiedzieli z kim i kiedy się spotykają i o czym rozmawiają. Tak wygląda techniczne tło całej afery. A teraz to, co nas interesuje. Kto i kiedy zainstalował tam podsłuchy? Nikogo o nic nie oskarżamy, ale na chłopski rozum, nie wydaje nam się możliwe, żeby nagle ktoś „z ulicy” mógł wejść do takiego pomieszczenia i tam swobodnie instalować aparaturę podsłuchową. Ba, miał tyle czasu, żeby w sposób absolutnie genialny ukryć i zamaskować to całe szpiegowskie ustrojstwo. Miesiące mijały, politycy rozmawiali przy posiłkach i nikt niczego nie podejrzewał. Takie rzeczy nie przechodzą nawet w trzeciorzędnych kryminałach. Nie ma takiej możliwości, żeby instalujący podsłuchy nie miał kogoś zaufanego w restauracji, który mu całą tę operację umożliwił i ułatwił. Druga sprawa, to praca Biura Ochrony Rządu. Jak wiadomo najważniejsze osoby w państwie, prezydent, premier, marszałkowie parlamentu, ministrowie mają przydzieloną ochronę BOR. Warto zapytać szefostwo tej instytucji, dlaczego nikt nie wpadł na pomysł, aby sprawdzić pod kątem podsłuchów miejsce, w którym spotykają się politycy z pierwszych stron gazet. Przecież to jest ich podstawowa praca! Co to za ochroniarze, którzy nie chronią swoich mocodawców? Takich BOR-owców powinno się z minuty na minutę wyrzucić z roboty. No i wreszcie trzecia sprawa. Ta afera po raz kolejny pokazała z jakiej klasy politykami mamy do czynienia. Przecież oni niczego się nie uczą. Zapominają, że są wybrańcami narodu i służą ojczyźnie, a nie swojej partii. Że piastują urząd przez 24 godz. na dobę i zawsze, w każdym miejscu powinni zachowywać się przyzwoicie i nienagannie. A z kim mamy do czynienia? Z panami życia i śmierci, królami nafty i azbestu, dla których naród to ciemny lud, którym można manipulować do woli, bo głupi on i wszystko kupi. Dlatego czas najwyższy skruszyć tę zabetonowaną od 25 lat scenę polityczną, a gruz wyrzucić w całości na śmietnik historii. Innej drogi nie ma. Oni wszyscy już rządzili i pokazali co potrafią. No, chyba że chcemy odsłuchiwać kolejne nagrane taśmy, z kolejnymi łajdakami.

SOBCZAK i SZPAK



©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna