Odpowiedź Marka Goliszewskiego do Gazety Wyborczej 13 XI 2014



Pobieranie 8.06 Kb.
Data10.05.2016
Rozmiar8.06 Kb.
Odpowiedź Marka Goliszewskiego do Gazety Wyborczej 13 XI 2014

 Bardzo dobrze, że Agnieszka Kublik, choć pod pretekstem mojego doktoratu, porusza etykę ich przygotowania. Bardzo szanuję jej rozmówcę, prof. Jana Woleńskiego, filozofa. Profesor uważa, że mój doktorat jest czymś w rodzaju raportu dla jakiejś instytucji. Przyznaje, że nie czytał dysertacji w całości. Ale nie szkodzi. Ma rację. Ten doktorat jest raportem dla instytucji jaką jest nasze społeczeństwo, ulokowane w różnych grupach zawodowych: władzy, biznesie, nauce.

Lecz ad rem: Panie Profesorze, nie obwiniam tylko władzy za brak dialogu i społeczeństwa obywatelskiego w Polsce. Proszę jednakże zapytać związki zawodowe dlaczego opuściły Trójstronną Komisję ds. Społeczno-Gospodarczych. Otóż dlatego, że uznały, iż konsultacje społeczne są ignorowane przez przedstawicieli rządu. W mojej dysertacji przedstawiłem mechanizmy, za pomocą których dialog może być ponownie zawiązany. Gdyby Pan Profesor zechciał się głębiej zaznajomić z pracą, to nie usłyszałbym Pańskiej opinii, że w dysertacji „nie został podjęty problem fatalnego zaufania społecznego w Polsce, że nikt nikomu nie ufa”. Otóż to twierdzenie jest podstawową osnową tej pracy. Pod tym kątem przeprowadzona została analiza narzędzi dialogu społecznego i reforma instytucji: Trójstronnej Komisji, samorządu gospodarczego, Senatu RP, systemu konsultacji społecznych – tych, które poszerzają udział obywateli we współrządzeniu Państwem. Jak Pan Profesor mógł tego nie zobaczyć?

Profesor Woleński podnosi również zarzut, że naruszone zostały reguły etyki w nauce, ponieważ zasiadałem w Radzie Biznesu przy Wydziale Uniwersytetu, gdzie się broniłem. Teza jest bardzo dyskusyjna, bo zakłada, że uczestnicy przewodu doktorskiego mogą być czy też są niemoralni. Przypomina to, podnoszony zresztą w mojej rozprawie, problem tzw. przepisów antykorupcyjnych, funkcjonujących np. w ministerstwach. Wyalienowały się one ze swojego przesłania i blokują dialog oraz zaufanie między ludźmi. Powodują straty finansowe dla budżetu, idące w miliony złotych. Wystarczy spojrzeć na czołg Anders, którego projekt sfinansowano za ponad 100 mln zł z budżetu Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego, a który, w obawie przed antykorupcyjnymi konsekwencjami decyzji nr 125 Ministerstwa Obrony Narodowej, nie był przez Wojsko należycie konsultowany. Nie nadaje się do walki. Zapłaciliśmy za to wszyscy.



2 miliony Polaków wyjechało z Polski nie tylko za chlebem, ale także z powodu wzajemnej podejrzliwości. I o tym mówi doktorat. Przy okazji sprostowanie: profesor dr hab. Andrzej Zawiślak nie jest i nie był nigdy wiceprezesem BCC. Nie pełni w BCC żadnych funkcji. Nie udziela się w Klubie. Zaproponował mi przygotowanie doktoratu nt. organizacji dialogu obywatelskiego, mając świadomość mojej wiedzy, jako wiceprzewodniczącego Trójstronnej Komisji ds. Społeczno-Gospodarczych ds. rozwoju dialogu społecznego w Polsce. Tak, profesor A. Zawiślak jest moim przyjacielem, co nie oznacza, jak sugeruje prof. Jan Woleński, że nie możemy i nie powinniśmy współpracować przy doktoracie. Bo nie jesteśmy oszustami. Wypowiada Pan Profesor Woleński twierdzenie, ze Wydział Zarządzania Uniwersytetu Warszawskiego popełnił kardynalny błąd i rzucił cień podejrzenia na siebie. Zgadzam się. Ale dlatego, że, jak Pan Profesor pisze, Rada „nie miała powodów, żeby głosować negatywnie (w sprawie nadania mi stopnia doktora – przypis MG)”; że zagłosowała „negatywnie” wyraźnie z powodu „afery”. Zgoda. „Aferą” zajmie się na mój wniosek Sąd. Ale decyzja Rady Wydziału Zarządzania UW zburzyła autorytet uczonych i majestat Uniwersytetu. Poddała się nie ulicy ani studentom. Oni tej pracy nie czytali. Poddała się jednemu blogerowi, który utożsamia na swoich stronach demokrację z faszyzmem; który posłużył publicystom do rozpętania „afery”. Zorganizował tzw. happening w którym uczestniczył tylko on, omijany z daleka przez studentów… i ja. Sugeruje Pan Profesor Woleński, że trzeba wprowadzić obowiązek oświadczeń dla promotora i doktoranta o braku zależności między nimi. Cóż, podpisujemy podobne przyrzeczenia w urzędach stanu cywilnego. Tylko skąd potem tyle rozwodów? A może po prostu Panie Profesorze, uwierzyć ludziom, że podejmując współpracę nie kierują się kumoterstwem ale dobrem wyższym? Sugeruje Pan Profesor Woleński, by Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego załatwiło sprawę rozporządzeniem. Otóż w ciągu 6 ostatnich lat Sejm uchwalił blisko 800 ustaw, regulujących nasze życie codzienne. I dalej, jak Pan twierdzi w swojej wypowiedzi dla Gazety Wyborczej, nie ufamy sobie jako ludzie i jako obywatele. Więc, nie tędy droga Panie Profesorze.

(-) Marek Goliszewski


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna