Panie i Panowie, Szanowni Gołdapianie, drodzy goście. Pozwólcie, że zanim zabiorę głos poproszę państwa o wysłuchanie pieśni Adama Asnyka „Miejcie nadzieję”



Pobieranie 25.38 Kb.
Data04.05.2016
Rozmiar25.38 Kb.
Panie i Panowie,

Szanowni Gołdapianie, drodzy goście.

Pozwólcie, że zanim zabiorę głos poproszę państwa o wysłuchanie pieśni Adama Asnyka „Miejcie nadzieję” oraz wysłuchanie utworu „czołg ” Jacka Kaczmarskiego,a później sam spróbuję zacytować kilka strof wiersza Juliana Tuwima Ab urbe condita- od założenia miasta”.

Ktoś zapyta skąd to dziwne połączenie : Asnyk, XIX wiek, piękna polszczyzna i cóż to ma za związek z powstaniem warszawskim?

Ktoś zapyta cóż za związek z powstaniem warszawskim ma wiersz Juliana Tuwima, który wówczas był w Nowym Jorku i który to wiersz mówi już o 18 stycznia 1945 roku,

De facto jedyny bezpośredni związek z powstaniem ma utwór „Czołg”.

Skąd zatem to połączenie?

18 stycznia 1945 roku piętnastoletnia wówczas Ola Kalita-Kaleta, dzień po wejściu do Warszawy wojsk sowieckich, przez niektórych nazywany dniem wyzwolenia Warszawy po ucieczce z obozu w Pruszkowie zjawiła się na rogu ulic Dolnej i Konduktorskiej na Dolnym Mokotowie. Zjawiła się w swoim domu, który cudem ocalał ze zniszczeń wojennych, ze zniszczeń Powstania Warszawskiego. Ola Kalita-Kaleta dziś Aleksandra Nastkiewicz , od 32 lat moja teściowa, urodzona Warszawianka, córka oficera Wojska Polskiego, pracownika Sztabu Generalnego Wojska Polskiego w okresie międzywojnia i w 39 roku, córka oficera, który po powrocie z oflagu w sposób oczywisty przystąpił do konspiracji i który na oczach córki został nie zastrzelony, a zakatowany przez zbrodniarzy spod znaku trupiej czaszki. Zjawiła się na rogu ruin i kresu. I wzięła się za porządkowanie swojego domu. Tak jak umiała.

Julian Tuwim

Ab Urbe Condita

Zaraz nazajutrz, tj: 
Dnia Osiemnastego Stycznia roku Tysiąc 
Dziewięćset Czterdziestego Piątego, 
Kiedy skwierczące miasto 
Dogorywało, jak ofiarna jałowica na religijnym stosie 
I tylko drgawkami kończyn świadczyło o życiu, 
Które było śmiercią, 
I dyszało, konając, czadem spalenizny, 
Jak sierść całopalnego zwierzęcia; 
I kiedy po drabinach dymu 
Już się w niebiosa wspinała Warszawa
Aby dalekim prapokoleniom 
Na wysokościach 
Zaświecić kiedyś mitem astralnym, 
Ognistą legendą, 
A tutaj zostać wygasłym kraterem, 
Kraterem wulkanu do dna wykrwawionym - 
Dnia Osiemnastego Stycznia roku Tysiąc Dziewięćset 
Czterdziestego Piątego, 
Na rogu Ruin i Kresu, 
Na rogu Gruzów i Śmierci, 
Na rogu Zwalisk i Zgrozy
Na rogu Marszałkowskiej i Jerozolimskiej, 
Co padły sobie w płonące objęcia, 
Żegnając się na zawsze, całując płomiennie - 
Zjawiła się pękata warszawska babina, 
Nieśmiertelna paniusia z chusteczką na głowie, 
Postawiła, dnem do góry, skrzynkę na rumach, 
Podparła ją - meteorem: jakimś szczątkiem Miasta 
I zawołała nieśmiertelnym tonem: 
"Do chierbaty, do chierbaty, 
Do świeżego ciasta!" 

Nie widziałem jej, ale widzę: 


Łzy się toczą 
Z jej - mimo wszystko - uśmiechniętych oczu. 

Mogła stanąć na skrzynce wzniosłym monumentem, 


Upozować się pięknie i zadeklamować: 
"Per me se va nella citta dolente" - 
I nikt by się nie zdziwił. 

Ach, mogła wreszcie, Klio nie Klio, 


Liwiusz w spódnicy, 
Siąść na kamieniach wymarłej stolicy 
I byle gwoździem na byle cegle 
Wyskrobać tytuł: 
"Od założenia miasta"--- 

Ale ona-inaczej: 


"Do chierbaty, do chierbaty, 
Do świeżego ciasta!" 

Panie i panowie, 1 sierpnia to symbol, ale 1 sierpnia to jeden z dni w ciągu.

Ten tragiczny ciąg to 1 września 1939 roku, kiedy bandyckie nazistowskie hitlerowskie Niemcy napadły na Polskę, to 17 września 1939 roku, kiedy sowieccy imperialiści napadli na Polskę w wyniku paktu nazywanego IV rozbiorem Polski, podpisanego przez Mołotowa i Ribentroppa 23 sierpnia 1939 w Moskwie, to data założenia pierwszego obozu koncentracyjnego, daty pierwszych masowych egzekucji i zbrodni, to wywózki do Reichu i w głąb sowiecji, to Katyń, Twer, Charków i Bykownia, to getta w polskich miastach dla polskich i europejskich Żydów, to łapanki i terror, to podstępna wywózka profesorów krakowskich, to Aleja Szucha, Pawiak i krakowskie więzienie na Montelupich, to Umschlagplatz, z którego wywozili nazistowscy zbrodniarze polskich Żydów do Treblinki, to gestapo i NKWD to poniżenie i strach.

1 sierpnia nie był przyczyną i przypadkiem. Pierwszy sierpnia był skutkiem.

Pytają niektórzy czy powstanie warszawskie było potrzebne? Czy nie za dużo ofiar? Na to pytanie nie ma dobrej odpowiedzi. Tak samo nie ma odpowiedzi na pytanie czy Masada była potrzebna kiedy w 73 roku osaczeni przez Rzymian Żydzi, broniący ostatniego skrawka swojego państwa po dwuletnim oblężeniu popełnili zbiorowe samobójstwo. Nie ma dobrej odpowiedzi na pytanie czy było potrzebne powstanie w getcie warszawskim, kiedy garstka zdeterminowanych i nie mających już nic do stracenia ludzi próbowała uchronić to co najważniejsze – honor.

1 sierpnia 1944 roku to data honoru i data rozpaczy. Jeśli 5 lat człowiek wychodził na ulicę i nie wiedział czy wróci, czy nie zostanie wywieziony po łapance do Auschwitz, do Birkenau czy innego obozu, czy zobaczy swoich najbliższych, marzy o tym żeby stać się wolnym , nawet kosztem poświęcenia życia. Dysputy na temat tego czy powstanie było potrzebne nigdy nie znajdą dobrej odpowiedzi. Nie znajdą bo ścierają się historycy, ścierają się politycy.

Te debaty będą trwały.

Dzisiaj w Gołdapi, 1 sierpnia 2011 roku chcemy przywrócić pamięć tych, którzy chwycili za broń, którzy polegli oraz tych którzy przeżyli i po wojnie zostali zakatowani w ubeckich więzieniach i w ubeckich mordowniach. Tylko za to że chcieli wolnej Polski i chcieli obronić honor swój i swoich najbliższych.

Pokolenie Kolumbów, pokolenie wychowanych w międzywojniu, między 1918 a 1939 roku, pokolenie tych, dla których wartościami były honor, ojczyzna i również Bóg. Dla niektórych ten w Trójcy Jedyny, dla niektórych Jehowa, dla niektórych ten spod znaku półksiężyca a dla niektórych ewangelicki Bóg z prostego powiedziałbym, surowego krzyża. A dla niektórych Bóg bogaty bizantyjskim wystrojem obrządku wschodniego. A dla tych, którzy nie poznali Boga, albo przestali z nim obcować niedookreślony absolut. I każdy ma prawo do swojego Boga i każdy ma prawo do swojego Absolutu.

Ważne było to żeby umieć upomnieć się o honor. I Ojczyznę. Aby spróbować udowodnić, że my jako społeczność, jako naród mamy prawo do istnienia i mamy szansę na to aby kolejny raz udowodnić że potrafimy się podnieść, że mamy prawo do swojego państwa.

18 stycznia 1948 roku Ola Kalita-Kaleta, obecna Aleksandra Nastkiewicz, dla mnie pewien symbol z ab urbe condita, wróciła do swojego mieszkania jako jedna z pierwszych Warszawianek. Chociaż nie była ani pękata, ani babina. Była z tych określeń tylko warszawska.


Powstanie warszawskie, które wybuchło 1 sierpnia pociągnęło za sobą ogromną ilość ofiar, zarówno Powstańców jak i ludności cywilnej. Pociągnęło za sobą totalne zniszczenie stolicy państwa w środku Europy. Pociągnęło za sobą wygnanie wielu Warszawiaków, wielu mieszkańców mojego rodzinnego miasta.

Niektórzy pytają : po co to rozpamiętywać? Po co rozdrapywać rany? Jest 2011 rok, czy cały czas mamy pamiętać o tragediach, czy wciąż mamy kultywować klęski?

Tego sporu też nie rozstrzygniemy.

Ale wiemy na pewno, że narody które zapominają o swojej przeszłości nie mają przyszłości.

Szanowni państwo, dziś żyjemy w Gołdapi, w mieście polskim dopiero od 1945 roku (bo ono nigdy nie było polskie, za wyjątkiem okresu lenna wobec polskiego króla, ale nigdy nie było polskie w sensie prawa państwowego, a ci którzy twierdzą inaczej Ci którzy twierdzą że te ziemie można nazwać odzyskanymi są ignorantami historycznymi, bo Gołdap stała się polska w wyniku Teheranu, Jałty i Poczdamu).

Dziś tu mieszkają Polacy, z wielu różnych części Polski, mieszkają obywatele polscy o różnych poglądach, o różnych wyznaniach i my Polacy, przedstawiciele lokalnej społeczności chcemy dać wyraz pamięci tym, którzy odeszli i być może dzięki którym dzisiaj możemy się organizować jako społeczność. Dziś możemy oddać cześć tym, którym zawdzięczamy nie tylko pamięć, ale również zobowiązanie.

Śmiem twierdzić, że bez powstania nie byłoby być może tzw odwilży październikowej roku 1956 marca roku 68, zrywu polskiego wybrzeża 1970 ,Radomia i Ursusa 1976, karnawału Solidarności 1980 i 1981 roku i w końcu 1989 odzyskania niepodległości Polski. Z całą mocą chcę podkreślić, że bez powstania warszawskiego te zrywy, te wydarzenia miałyby inny charakter. Ból i pamięć o powstaniu potęgowały działania, dawały punkt odniesienia. Bez tego punktu odniesienia, odmiany za którą winniśmy powstańcom cześć - Polska i być może Europa była by inna. Jest to oczywisty skrót myślowy, ale mam wrażenie czytelny.

Żyjemy w wolnym świecie, w świecie w miarę bezpiecznym. Niemały w tym udział ludzi pokolenia Kolumbów.

Dlatego dzisiaj się spotykamy tu w centrum Gołdapi.

Moja teściowa, Aleksandra Kalita Nastkiewicz, wróciła na rumowisko swojego rodzinnego miasta po to żeby wraz z innymi dźwigać je z gruzów. Warszawiacy to naród twardy i nie mówię tego dlatego że jestem Warszawiakiem. Wybrałem Gołdap, od 27 lat jestem gołdapianinem, ale nigdy nie ukrywałem tego, że korzeniami tkwię w tej mojej Warszawie, tam gdzie urodziłem, wychowałem, tam gdzie pamiętam również gruzy, tam gdzie pamiętam tę dzielnicę z pogranicza Dolnego Mokotowa i Czerniakowa, tam gdzie wychowywał się Grzesiuk, warszawski bard, autor „boso ale w ostrogach” czy „pięciu lat kacetu”

Szanowni Państwo.

Powstanie warszawskie i jego obchody to ważna rocznica. Pamiętam osobiście jak mój tata prowadzał mnie na Powązki, w ten las białych brzozowych krzyży, gdy jako młody chłopak stawałem na baczność kiedy w godzinie W zawyły syreny i grano hymn. Zapadała wtedy cisza. Pamiętam jako młody chłopak jak z tatą chodziłem pod pomnik Małego Powstańca i płakałem. Do dziś się tego nie wstydzę.

18 stycznia 1945 moja teściowa zastała rumowisko nie dlatego że wybuchło powstanie warszawskie, tylko dlatego że dwa oszalałe systemy: komunistyczny i nazistowski zniewoliły i wyniszczyły Polskę.

Nadzieja że przyjdą nam z prawej strony Wisły z Pragi z pomocą, że pomogą nam w postaniu okazała się płonna. Ale nadzieja umiera ostatnia, stąd ten wiersz Asnyka.

Miejcie Nadzieję nie tę lichą marną, nie tę jednodniową…… Powstańcy mieli nadzieją. Nie lichą i marną, szli na szaniec, bo walczyli dla przyszłości, dla nas.

Być może niektórzy maja racę. Nie rozpamiętywać, nie rozdrapywać ran, trzeba iść do przodu.

Asnyk wszakże pisał

„Trzeba z żywymi naprzód iść, po życie sięgać nowe, a nie w uwiędłych laurów liść z uporem stroić głowę”

Ale tenże sam Asnyk pisał

„Ale nie depczmy przeszłości ołtarzy, choć sami mamy doskonalsze wznieść. Na nich się jeszcze święty ogień żarzy. I miłość ludzka stoi tam na straży. I wy winniście im cześć……”

Dzisiaj cześć oddajemy tym, którzy jest ona należna. I tym powstańcom, tym kilkunastoletnim chłopcom, i tym sanitariuszkom i dowódcom i oficerom i tym którzy nie byli zorganizowani a chwytali za cokolwiek by budować barykady.

Dziś Warszawa się rozwija, dziś Polska się rozwija, Dziś Europa się rozwija. Jednym z fundamentów tej budowy na której opiera się Europa jest honor jest wolność jest poszanowanie innych jest odstąpienie od przemocy . Tak jak zostało wychowane pokolenie Kolumbów.

Powstanie to nie była przemoc. Powstanie to był akt rozpaczy w odpowiedzi na przemoc.

Ja nie jeżdżę od kilku lat na Powązki. Od czasu, gdy w czasie godziny W w miejscu gdzie spoczywają na wiecznej warcie pod brzozowymi krzyżami koledzy, rówieśnicy i przyjaciele profesora Bartoszewskiego i tenże profesor zostaje wybuczany przez ekstremalną grupą fanatyków.

Władysław Bartoszewski człowiek symbol, członek KEDYWU AK, członek Żegoty, organizacji ratującej polskich Żydów, więzień Oświęcimia, Sprawiedliwy Wśród Narodów |Świata, więzień komunistycznej bezpieki lat pięćdziesiątych, skuteczny zwolennik pojednania polsko-niemieckiego, ale bez Eriki Steinbach, skuteczny stronnik pojednania polsko-żydowskiego, minister spraw zagranicznych niepodległej Polski zostaje wśród swoich milczących towarzyszy, którzy nie mogą wstać i wziąć go w obronę wybuczany przez fanatyków, którzy uzurpują sobie prawo do miana prawdziwych Polaków.

Nie ma na to zgody. Nie chcę być prawdziwym Polakiem, bo nie wiem co to znaczy. Chcę być zaliczany do grupy normalnych Polaków, którzy dla takich jak Bartoszewski mają głęboki szacunek. Nie chodzę tam bo nie chcę być świadkiem gorszących scen. Wcześniej bywałem regularnie. Wraz ze swoimi synami.

Ale dopóki będę za coś odpowiedzialny i starczy mi sił będę w mojej Gołdapi - ja Warszawiak i ja Gołdapiak organizował takie uroczystości. Nie tylko dlatego ze kiedyś płakałem przy Pomniku Małego Powstańca. Nie tylko z szacunku dla mojej teściowej, ale z szacunku dla samego siebie i dla nas wszystkich.

Można zapomnieć. Można uznać, że dzień 1 sierpnia jest kolejnym, zwykłym, powszednim dniem. Można biec do przodu, w wyścigu po sukces i „święty spokój” Można uznać, że zawołanie Asnyka: 'lecz nie przestajmy czcić świętości swoje” to tylko zgrabny retoryczny zwrot. Można żyć bez tej pamięci.


Ale czy wtedy żyje się godnie?
Marek Aleksander Miros

Burmistrz Gołdapi


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna