Państwa faszystowskie a Liga Narodów



Pobieranie 83.55 Kb.
Data03.05.2016
Rozmiar83.55 Kb.
Stanisław Sierpowski

Poznań



Państwa faszystowskie a Liga Narodów*
Sformułowany w tytule problem jest próbą odpowiedzi o miejsce państw faszystowskich w stosunkach międzynarodowych widziane z genewskiego, bardziej uniwersalnego punktu widzenia. Refleksja ta może stać się przyczynkiem (w sensie postawienia problemu, a nie jego całościowego rozwiązania) do rozległej już debaty odnośnie klasyfikacji poszczególnych rządów (państw) wśród systemów politycznych okresu międzywojennego.

Musimy zatem skupić się na dwóch państwach przy czym Włochy – od 1922 r. faszystowskie – pozostawały w Lidze Narodów 15 lat, natomiast hitlerowskie Niemcy zaledwie dziesięć miesięcy. Dysproporcja chronologii jest tak wyraźna, że zwalnia od tłumaczenia większej atencji dla działań mających swe źródło w Rzymie. Z drugiej wszakże strony, krótki okres pobytu Niemiec hitlerowskich w Lidze nie przyniósł fundamentalnych zmian jeśli chodzi o generalny stosunek tego państwa do instytucji genewskiej. Proces ten dokonywał się z wolna, a jego znamiona można widzieć już w czasie wielkich debat nad warunkami na jakich Rzesza zamierzała znaleźć się w „rodzinie narodów”1. Dla większości badaczy jednak istotnie nowe elementy w polityce niemieckiej względem Ligi Narodów kojarzą się z końcem tzw. ery Gustawa Stresemanna. Autor najlepszej do dziś syntezy Ligi, Brytyjczyk Frank P. Walters dowodzi, że delegacja niemiecka pozbawiona wybitnych indywidualności zyskała sobie rychło dość jednomyślną opinię „wiecznie niezadowolonych”2. Po Stresemannie – dowodzi amerykański badacz Christoph N. Kimmich – „rząd niemieckie i opinia publiczna przestały czuć się związane z Ligą”3. Stan ten pogłębił się w wyniku wyborów do Reichstagu we wrześniu 1930 r., kiedy w Berlinie zaczęła dominować nowa taktyka, która „w sposób prosty wiodła Niemcy do wyjścia z Ligi trzy lata później”4. Wówczas też Goebbels, nazajutrz po wyborach udzielił wywiadu berlińskiemu korespondentowi programowego dziennika włoskiego „Il Popolo d’Italia” wskazując, że celem narodowych socjalistów jest anulowanie traktatu wersalskiego z jego wszystkimi skutkami „z największą tęsknotą spodziewamy się zmienić wygląd Europy za pomocą świadomej celów polityki zbliżenia i sojuszu z przeciwnikami Francji. Przeznaczenie łączy nas z Włochami tym bardziej, że Francja czyni wszystko, by uszczuplić możliwość egzystencji obu narodów, które duszą się w swych ciasnych granicach”.

Wyeksponowana w tej wypowiedzi antyfrancuska solidarność włosko-niemiecka była zarazem uznaniem konieczności gruntownej rewizji systemu wersalskiego. Jest to problem szczególnie nam dobrze znany z racji bezpośredniego związku tej sprawy ze stosunkami polsko-niemieckimi. Należy jednak podkreślić, że Włosi wcale nie mniej rygorystycznie formułowali żądania w zakresie „udoskonalenia” pokoju kończącego „wielką wojnę”. „Il Popolo d’Italia” jak gdyby obawiając się zdystansowania w programach rewizji przez „Völkischer Beobachter”, 30 września 1930 r. opublikował artykuł wstępny, w którym strojono faszyzm włoski w pióropusz głównej siły rewizjonistycznej. Włochy Mussoliniego – czytamy w artykule – „nie mogą być skrępowane układami podpisanymi przez Orlando, Bonomiego, Nittiego. Włochy sprzyjają rewizji układów pokojowych nie tylko ze względu na siebie, lecz także na inne narody pokrzywdzone przez pokój plutokratyczny i hegemonii przygotowujący nowe wojny”.

Postawienie przez państwa faszystowskie na pierwszym miejscu ich polityki zagranicznej programu rewizjonistycznego usytuowały je w zasadniczej opozycji do Ligi Narodów, będącej organizacją powołaną dla zabezpieczenia i obrony status quo. Można powiedzieć, że ten fundamentalny konflikt celów obu podmiotów niniejszego artykułu nie rokował nadziei na ich koegzystencję.

Fundamentem Ligi Narodów była umowa między suwerennymi państwami w sprawie działania na rzecz pokoju, wzajemnego bezpieczeństwa i współpracy. Spośród 26 artykułów Paktu Ligi szczególną wartość posiadały artykuły 10 i 16. Pierwszy z nich gwarantował wszystkim członkom Ligi nienaruszalność swych terytoriów, drugi zaś stanowił punkt ciężkości systemu bezpieczeństwa zapewniając wzajemną pomoc na wypadek napaści z zewnątrz. Artykuły te czyniły z Ligi Narodów stowarzyszenie wzajemnie się asekurujące i deklarujące zachowanie pokoju opartego na zasadach określonych przez „system wersalski”.

Szczytne, powszechnie akceptowane zasady wyłożone w Pakcie Ligi wywołały szeroki ruch poparcia, który ogarnął społeczeństwa państw zarówno pokonanych, jak i zwycięskich. Po dramatycznych doświadczeniach wojny słowo pokój robiło błyskawiczną karierę. Nawoływanie do niego stało się stałym elementem życia zbiorowego. Trudno wszakże nie zwrócić uwagi na różne pojmowanie tego hasła, mającego pomieścić zarówno idee pacyfistyczne zwalczające każdą wojnę czy nawet wszelką przemoc, jak i pokój pojmowany w sposób nacjonalistyczny. „Non sette paix, mais la paix” – mówił np. delegat Węgier hrabia A. Appony 15 września 1929 r. na X, jubileuszowym Zgromadzeniu Ligi, podkreślając, że warunkiem utrzymania pokoju jest zburzenie systemu wersalskiego będącego z kolei dla innych państw europejskich kamieniem węgielnym ich istnienia.

Fundamentalny konflikt między obrońcami i zdecydowanymi przeciwnikami systemu wersalskiego wypełnia ramy stosunków międzynarodowych okresu międzywojennego. Liga Narodów stanowiąc ważną część owego systemu stała się głównym terenem zmagań przeciwstawnych tendencji. Wszelkie nadzieje zwolennicy destrukcji systemu łączyli z art. 19 Paktu, który przewidywał, że „Zgromadzenie może od czasu do czasu wzywać członków Ligi, aby przystąpili do ponownego zbadania traktatów, które nie dają się już stosować oraz sytuacji międzynarodowej, której trwanie mogłoby zagrozić pokojowi świata”. Nie wchodząc w złożony (przede wszystkim z prawnego punktu widzenia) problem aplikacji art. 19 Paktu należy zwrócić uwagę, że jego treść w gruncie rzeczy enigmatyczna – stała się jednym z elementów rozwoju tendencji rewizjonistycznych reprezentowanych najsilniej przez państwa pokonane w I wojnie światowej5. Program ten miał jednak także wielu zwolenników wśród państw znajdujących się w gronie zwycięzców. Najdobitniej niezadowolenie wyrażało społeczeństwo Włoch, które przyjęło za własną argumentację przedfaszystowskiego rządu streszczającą się w teorii „okaleczonego zwycięstwa”6. Głośne były także protesty np. Japonii niezadowolonej z nieuwzględnienia w Pakcie Ligi zasady równości ras. Zatrzymanie Japończyków w Paryżu „kosztowało” Ententę oddania Szantungu wywołując tą decyzją manifestacyjne uchylenie się delegacji chińskiej od podpisania traktatu wersalskiego7.

Podobnych przykładów wywołujących niezadowolenie czy wręcz bunt rządów wspieranych przez społeczeństwo zainteresowanych krajów jest wiele. Pomijając złożone źródła niedoskonałości systemu wersalskiego należy podkreślić, że stanowiły one pożywkę dla rozwoju tendencji nacjonalistycznych. Społeczna akceptacja poglądów budowanych na założeniach nacjonalizmu należy do ważnych fenomenów okresu międzywojennego. Rządy, które ideologię tę uznały za centralny element aktywizacji społeczeństwa, znalazły się z natury rzeczy na peryferiach systemu międzynarodowego opartego na Lidze Narodów. Choć Pakt całkowicie przemilczał problem równości państw czy narodów to jednak zasada ta legła de facto u podstaw całej filozofii Ligi. Wszelkie tendencje nacjonalistyczne, nie mówiąc już o programach zaborczych, stanowiły zatem oczywiste zaprzeczenie fundamentu, na jakim instytucja genewska się opierała. Oceniając mniej lub bardziej udane dzieło Ligi Narodów nie można zapominać, że funkcjonowała ona w określonych warunkach politycznych zdominowanych, szczególnie w latach trzydziestych wyraźnymi tendencjami autarkicznymi. Najbardziej wyraźnym nośnikiem tych tendencji były państwa faszystowskie.

Wśród kwestii ustawiających państwa faszystowskie i Ligę Narodów po odmiennych stronach barykady do podstawowych zaliczyć trzeba dominację teorii „sacro egoismo”. Na gruncie włoskim zdobyła ona sobie popularność w okresie zmagań o wybór partnerów w wojnie światowej. Nie zapomniano o niej także w oficjalnych wystąpieniach nawet wówczas, gdy próbowano synchronizować własną propagandę z hasłami formułowanymi najsilniej – odnośnie celów wojny – przez Woodrow Wilsona. Kurczowe trzymanie się przez polityków włoskich tego założenia w czasie trwania Konferencji Pokojowej wywołało głębokie społeczne frustracje. W przeciwieństwie do pozostałych mocarstw nie angażowali się oni „w naprawianie świata” i choć stale przypominali o swej mocarstwowej pozycji w gruncie rzeczy pojmowali ją jako chęć dorównania (zastąpienia) Francji.

Dążenie to – będące trwałym elementem nowożytnych dziejów sąsiadujących sióstr łacińskich – legło u podstaw tego, że idea Ligi Narodów nie zdobyła sobie we Włoszech większej liczby zwolenników8. Ogół społeczeństwa widział w niej twór mocarstw, które wygrały pokój ustanowiony traktatami. Jednoznacznie stabilizacyjny charakter Ligi Narodów nie mógł odpowiadać Italii, której rząd domagał się spełnienia obietnic uzyskanych od państw Trójporozumienia z 1915 r. Należy zatem silnie podkreślić, że stopniowo pogłębiająca się niechęć rządu i społeczeństwa włoskiego do Ligi Narodów miała przedfaszystowską metrykę.

Pod tym względem podobne procesy dokonywały się także w Niemczech, choć ich głębia i zakres nie znalazły w stosunkach europejskich skali porównawczej. Jednakże Liga Narodów, szczególnie w latach 1919/20 cieszyła się w Niemczech olbrzymią popularnością. Zorganizowana wówczas Deutsche Liga für Völkerbund korzystała ze znacznych subwencji rządowych. Aktywnie uczestniczyli w jej pracach politycy zajmujący funkcje w rządzie. Zbiorowe członkostwo zgłaszane przez organizacje związkowe oraz poparcie za strony ugrupowań centralnych i socjaldemokratycznych spowodowało, że Deutsche Liga była najbardziej masową organizacją tego typu w ówczesnej Europie, grupując około 10 mln członków9. Ta niebywała popularność Ligi Narodów w Niemczech kojarzyła się z nadziejami na to, że powstająca organizacja międzynarodowa eksponująca we wstępie do Paktu zasady „sprawiedliwości i honoru” zdejmie ze społeczeństwa Rzeszy widmo drakońskich postanowień traktatu pokojowego. Dla Niemców – podobnie zresztą jak i społeczeństw pozostałych państw pokonanych – logiczną wydawała się teza, że w obliczu nowych zasad wprowadzanych do stosunków międzynarodowych należy złe doświadczenia przeszłości uznać za niebyłe. Wiele obiecywano sobie po Wilsonie popieranym przez niektórych polityków brytyjskich, zwłaszcza lorda Roberta Cecila. Uważali oni, że Niemcy – podobnie jak i inne państwa pokonane, powinny rychło znaleźć się wśród członków Ligi. Praktycznym potwierdzeniem tych nadziei było przyjęcie Niemiec do Międzynarodowej Organizacji Pracy w czasie pierwszej Konferencji zorganizowanej w Waszyngtonie w 1919 r. A MOP była integralną choć autonomiczną częścią Ligi.

Upadek nadziei na wyzyskanie Ligi Narodów jako środka uwalniającego Niemcy od postanowień Traktatu Wersalskiego spowodował gwałtowny przypływ niechęci do instytucji genewskiej. Traktowano ją jako organizację antyniemiecką, mającą trzymać Rzeszę w podrzędnej, upokarzającej roli. Odczucie to było zresztą zgodne z dążeniami Francji, która traktowała Ligę przede wszystkim w kontekście stosunków ze swym tradycyjnym rywalem. Biorąc powyższe pod uwagę, trudno oczekiwać zasadniczych zmian w stosunku Niemców do Ligi także po ich wejściu do Genewy w 1926 r. Skoro nie tylko rząd, ale i większość społeczeństwa przynależność do Ligi traktowała jako środek do zasadniczej zmiany systemu wersalskiego to stale oceniano z tego punktu widzenia sens udziału Niemiec w Lidze. Wywoływało to, musiało wywoływać, rosnącą niewiarę w skuteczność działań za pomocą dyplomacji ligowej. Rezygnacja przez aliantów z pewnych praw przysługujących im z tytułu traktatu wersalskiego oceniano w Rzeszy nie tyle jako przejaw ich pojednawczego stanowiska lecz za niechętne uznanie zasadniczej słuszności żądań niemieckich. Publicystyka niemiecka, wykazująca w sprawach międzynarodowych daleko idącą zbieżność poglądów trzymała się zasady, że każde ustępstwo od traktatu wersalskiego traktować należy jedynie jako wypełnienie życzeń niemieckich wyrastających z ich niezbywalnych praw do suwerennego decydowania o swoim losie.

Wejście Niemiec do Ligi było efektem określonej koncepcji politycznej mającej rozpocząć proces stopniowego ich wchodzenia do grona państw określających kształt stosunków międzynarodowych. W istocie chodziło nie tylko o formalne (poprzez przyznanie stałego miejsca w Radzie Ligi) ale faktyczne uznanie równości Niemiec wobec pozostałych mocarstw. Rozwój sytuacji na forum Ligi unaoczniał jednak, że głównie z powodu stanowiska Francji i jej sojuszników Rzesza nie mogła przezwyciężyć pozycji „mocarstwa drugiej kategorii”10. Uporczywe dążenie Niemiec do wyzwolenia się z tej pozycji zjednywało im umiarkowaną życzliwość Włoch, które niezmiennie poszukiwały partnerów do eliminacji pozycji Francji. Dążenie Italii do mocnego osadzenia się wśród mocarstw europejskich stanowiło jeden z centralnych celów rządu Mussoliniego. Przenosząc w sferę stosunków międzynarodowych antydemokratyczne doświadczenia sprawdzone w polityce wewnętrznej, Mussolini należał do szermierzy naturalnej w gruncie rzeczy tendencji „koncertu mocarstw”. Jako premier i minister spraw zagranicznych – w przeciwieństwie do innych państw europejskich – Duce ani razu nie pofatygował się na posiedzenie Rady czy Zgromadzenia. Italię zazwyczaj reprezentował senator Vittorio Scialoja, który funkcję stałego delegata pełnił aż do 1932 r. Koncentrował się na sprawach proceduralnych, a przede wszystkim prawnych. Jego genewskie przemówienia, zabarwione ironią i sceptycyzmem wyróżniały go w sensie negatywnym z grona osób związanych z instytucją genewską11. Także w ten sposób Włosi informowali, że odmawiają Lidze Narodów poważnego znaczenia, a dyskusje tam prowadzone traktują w kategoriach rozpraw akademickich. Włoscy urzędnicy Sekretariatu Ligi w przeciwieństwie do pozostałych nie skrywali całkowitego podporządkowania rządowi12.

Brak wybitnych osobowości włoskiego życia politycznego w obradach Rady czy Zgromadzenia miał jednak i negatywne skutki zwłaszcza od czasu wejścia Niemiec do Ligi. „Locarno tea parties” organizowane przy okazji sesji Rady i Zgromadzenia skupiające Brianda, Chamberlaina i Stresemanna wywoływały niemiłe reakcje w Rzymie. Niezmiennie obawiano się tam możliwości bezpośredniego porozumienia się Francji i Niemiec. Były to zresztą obawy dość rozpowszechnione wśród państw znajdujących się na celowniku rewizjonizmu niemieckiego.

Tym między innymi należy tłumaczyć raz po raz pojawiające się projekty spotkań ministrów spraw zagranicznych czterech europejskich mocarstw. Charakterystyczne, że np. szeroko rozpisywano się na ten temat na przełomie listopada i grudnia 1926 r., a więc po pierwszym Zgromadzeniu Ligi, w którym uczestniczył Stresemann. Dla ułatwienia udziału Mussoliniego w tym spotkaniu projektowano odbyć je w północnych Włoszech (jakie to wymowne!). „The Times” (6.12.1926) w korespondencji z Genewy zwracał uwagę na stanowczy sprzeciw państw Europy Środkowej, które w obawie o cel takich spotkań wskazywały na próby podważania przez mocarstwa przydatności Rady.

Problem ten pojawił się ponownie w roku następnym. Wysłany do Genewy wiceminister Dino Grandi nie zdołał (w opinii mediolańskiego korespondenta „Le Quotidian”) wypełnić swej misji polegającej na doprowadzeniu do obrad w gronie wielkiej czwórki. Dziennik podkreślił, że Mussoliniemu zależało na tego rodzaju spotkaniu m.in. dla „zachowania prestiżu”13.



Powyższe tendencje najpełniejszy swój wyraz znalazły w spektakularnej, choć mało faktycznie użytecznej inicjatywie Paktu Czterech. Rola Mussoliniego w rozkręcaniu tej sprawy jest dobrze znana. Trafnie ujął to H. Korab-Kucharski w korespondencji z Genewy opublikowanej w „Gazecie Polskiej”, konstatując na kanwie obrad XIV Zgromadzenia (1933 r.): „Nie tyle wszystkie ścieżki prowadzą do Rzymu ile raczej wszystkie niteczki nawiązywanych tu po kątach pertraktacji wychodzą z rzymskiego kłębka”14.

Rozwój propagandy wokół koncepcji koncertu mocarstw współbrzmiał z deprecjonowaniem Ligi jako organizacji niezdolnej do zapewnienia harmonijnych stosunków międzynarodowych. Hitler w rozmowie z ambasadorem francuskim w Berlinie A. François-Poncetem 8 kwietnia 1933 r. ostro krytykując Ligę jako mechanizm już zużyty, jednoznacznie opowiedział się za bezpośrednimi rozmowami między zainteresowanymi mocarstwami15. Dążenie do wyraźnego ograniczenia liczby państw uczestniczących w kształtowaniu stosunków międzynarodowych było szczególnie widoczne właśnie w przypadku państw faszystowskich, choć rzecz jasna nie było ono także obce czy mało atrakcyjne dla pozostałych mocarstw. Jednakże zarówno w Rzymie, jak i Berlinie jednoznacznie, bez dobierania dyplomatycznych zwrotów zwalczano „pseudorówność” Ligi, która pozwalała aby małe państewka mogły wtrącać się do spraw „wielkich”. Powyższa teza nie stała bynajmniej w sprzeczności z walką jaką Włochy, a przede wszystkim Niemcy prowadziły – de facto przez cały okres międzywojenny – o równość praw. Była to bowiem równość specjalnego rodzaju: równość ograniczona do wąskiej elity państw, wśród których zarówno Italia jak i Niemcy (choć z różnych powodów) stale musiały doświadczać, szczególnie dla nich gorzkich lekcji przypominających o istnieniu „mocarstw drugiej kategorii”. W tym kontekście odczytywać należy prawdziwe z gruntu słowa Paula Schmidta – oficjalnego tłumacza z Vilhelmstrasse, że „equal rights i égalitè des droits należały do najczęstszych powiedzeń z mego angielskiego i francuskiego zapasu słów”16. To specjalne traktowanie „równości praw” najdobitniej uwidoczniło się w przypadku dyskusji rozbrojeniowych. Czołowy dziennik włoski „Il Popolo d’Italia” analizując jeden z licznych francuskich projektów rozbrojeniowych wskazywał na potrzebę specjalnego traktowania Italii, która „musi żądać proporcjonalnego zwiększenia sił wojskowych, a nie godzić się na redukcję”. Włochy zgłosiły gotowość przyłączenia się do każdego projektu redukcji zbrojeń – pisał inny dziennik włoski „Corriere della Sera” – pod warunkiem powszechności oraz uwzględnienia specjalnego położenia Italii względem innych państw kontynentu, wobec których nie można by się wyrzec równości sił17. Ten generalny kierunek faszystowskich Włoch mający „na oku” przede wszystkim chęć dorównania, a z czasem zdystansowania Francji, ułatwiał Mussoliniemu pełne poparcie okazywane Republice Weimarskiej, a potem Rzeszy w zakresie ich praw do równości zbrojeń. O ile przedhitlerowska dyplomacja niemiecka w ramach przygotowań do Konferencji Rozbrojeniowej eksponowała problem „równości bezpieczeństwa” o tyle z Rzymu bez ogródek pisano, że chodzi – w ramach definitywnej likwidacji podziału na zwycięzców i zwyciężonych – o prawo Niemiec do uzbrojenia. Rozwiązanie takie mieściło się zresztą w generaliach polityki włoskiej, mających na uwadze likwidację militarnej przewagi Francji na kontynencie18.

Toczące się w ramach Ligi i poza nią rozległe dyskusje na temat redukcji czy ograniczenia zbrojeń stanowią swego rodzaju soczewkę skupiającą obawy, nadzieje i aspiracje poszczególnych rządów i społeczeństw19. Ostatnia faza przygotowań do Konferencji Rozbrojeniowej oraz najintensywniejszy okres jej prac przypadł na lata światowego kryzysu gospodarczego. Zwolennicy wydatnej redukcji środków przeznaczonych na zbrojenie zyskali nośne w sensie społecznym argumenty. Z drugiej jednak strony jednym z pochodnym kryzysu gospodarczego był kryzys zaufania w stosunkach międzynarodowych. Ponadto wzrost interwencjonizmu państwowego, mnożące się bariery celne itp. zjawiska były interpretowane jako swego rodzaju nacjonalizm gospodarczy usankcjonowany przez państwo.

Wybitnie negatywny wpływ na atmosferę obrad rozbrojeniowych wywarła agresja Japonii w Mandżurii w 1931 r. Wielki wysiłek włożony przez wszystkie organa Ligi w rozwiązanie tego konfliktu był daremny. Nadto jeszcze Japonia wystąpiła z instytucji genewskiej w lutym 1933 r.20 Charakterystyczne, że zarówno Włosi, jak i Niemcy nie angażowali się nadmiernie po stronie wnoszących skargę Chin. Już u zarania konfliktu czołowy dziennik „Il Popolo d’Italia” (14.10.1931) uważał, że zatarg chińsko-japoński jest bardziej niebezpieczny dla samej Ligi niż dla pokoju światowego. Trudność rozwiązania konfliktu widziano w niemożności osądzenia rzeczywistych i pozornych przyczyn tego zagadnienia jak również źródeł politycznych, moralnych, historycznych i gospodarczych.

Delegacja Japonii dystansując się de facto od udziału w pracach Konferencji Rozbrojeniowej, wywołała wzrost obaw wśród państw potencjalnie zagrożonych ich imperialną polityką, a zwłaszcza mocarstw mających interesy na Dalekim Wschodzie. Poważnie brano pod uwagę możliwość zacieśnienia współpracy między rządami Japonii i Niemiec. Asumptem dla takich prognoz były rozważania prasy niemieckiej, w których wyjście Japonii z Ligi kojarzono z możliwością silnej presji Tokio na rewizję traktatu wersalskiego. Podkreślano, że bez udziału Japonii w pracach genewskich wiele przepisów traktatowych opartych na istnieniu Ligi będzie niemożliwe do utrzymania21.

Opuszczenie Genewy przez Japonię wzmogło groźne dla prestiżu Ligi dyskusje nad przydatnością tej instytucji dla życia międzynarodowego. Krytyczne opinie formułowano z różnych stron. Małe i średnie państwa silnie zaangażowane w poszukiwanie kompromisowego rozwiązania konfliktu mandżurskiego zmuszone były skonstatować, że zbiorowa wola ogółu państw – członków Ligi, wspartych przy tym przez Stany Zjednoczone i ZSRR - nie dała pozytywnego skutku. Opinia tych państw weszła w stan ciężkiego kryzysu zaufania do Ligi Narodów jako gwaranta bezpieczeństwa każdego z jej członków. Twarda rzeczywistość doprowadziła np. holenderskiego ministra spraw zagranicznych do wymownego oświadczenia złożonego w parlamencie 30 listopada 1936 r.: „jako państwo mniej znaczące nie możemy sobie pozwolić na awantury w dziedzinie polityki zagranicznej; pod słowem awantury rozumiem zaś również przeciwstawianie się niesprawiedliwości, która nas bezpośrednio nie dotyczy”22.

Krytykę Ligi na tle konfliktu japońsko-chińskiego prowadzono także w państwach najogólniej mówiąc zainteresowanych zmianą wersalskiego status quo. Dostrzegano przy tym, że przynależność do tej organizacji – mimo wszystko – ogranicza jednak i utrudnia swobodę działania. Kiedy przykładowo w marcu 1933 r. na forum Konferencji Rozbrojeniowej rozważano problem europejskiego paktu wzajemnej pomocy Niemcy, Włochy i Węgry nie tylko głosowały przeciw, ale także odmówiły udziału w komitecie powołanym do przygotowania projektu paktu dając w ten sposób wyraz swej zdecydowanej woli nieuczestniczenia w żadnym porozumieniu, które osłabiło by możliwość agresji napisano w „Gazecie Polskiej”23.

Usunięcie się Japonii z Genewy miało doniosły wpływ na dalsze losy Konferencji Rozbrojeniowej. Niemożność pogodzenia postulatu wzmocnienia bezpieczeństwa poszczególnych państw z żądaniem „równości praw” w zakresie uzbrojenia zgłaszanym przez hitlerowskie Niemcy i popierającą ich Italię stwarzało minimalne nadzieje na osiągnięcie w ramach Konferencji Rozbrojeniowej porozumienia. Piętrzące się obiektywne i subiektywne przeszkody w opracowaniu konwencji rozbrojeniowej pozwalają stwierdzić, że rok 1933 zamyka w okresie międzywojennym realne szanse nie tylko na rozbrojenie, czy redukcję zbrojeń, ale w ogóle kontrolowany ich rozwój. Po opuszczeniu Genewy, w październiku 1933 r. podobną decyzję podjął rząd hitlerowski. Była to szokująca ówczesny świat polityczny decyzja. Powodowała ona nie tylko wielki przypływ pesymizmu w najszerszych warstwach społecznych upatrujących w Lidze (mimo wszystkich jej ułomności) pewne oparcie dla stabilizacji stosunków europejskich, ale także niweczyła rolę międzynarodową Ligi będącą z kolei jednym z fundamentów całego systemu wersalskiego. Następstwem tego kroku było nasilenie się głosów wskazujących bezsens dalszych deliberacji rozbrojeniowych. Z oczywistych względów nie mogli ich poważnie traktować sąsiedzi Rzeszy, zwłaszcza państwa konsekwentnie pomawiane i oskarżane o grabież ziem niemieckich. Charakterystyczne jest jednak to, że również Włosi bardzo silnie agitowali za likwidacją Konferencji Rozbrojeniowej skrzętnie wychwytując, liczne przecież odgłosy wskazujące na brak postępu w jej pracach. Paryski korespondent „Prawdy” (23.11.1933) informował, że „funkcję grabarza” Konferencji Rozbrojeniowej wezmą zapewne na siebie Włochy. Potwierdzeniem tych domysłów był ogłoszony następnego dnia komunikat Agencji Stefani informujący jakoby w Genewie powzięto decyzję o „zawieszeniu” obrad Konferencji i sformułowano zalecenie wszczęcia rozmów poza nią. Sympatyczny gród nad Lemanem – czytamy w „Corriere dela Sera” – może być nadal atrakcją dla dyplomatów, sekretarzy i maszynistek, lecz centrum dyskusji, ważkie decyzje będą podejmowane jedynie przez mocarstwa w innym punkcie Europy, choćby na słonecznym brzegu Morza Śródziemnego.

Oczekiwane z dużym zainteresowaniem posiedzenie Wielkiej Rady Faszystowskiej przewidziane na 5 grudnia potwierdziło niechęć Italii wobec Ligi24. Wiele miejsca w krytyce Ligi poświęcono pracy Sekretariatu, którego metody okazały się – zgodnie z włoskimi przewidywaniami – kompromitujące. Bankructwo Ligi, przypieczętowane wystąpieniem Japonii i Niemiec pod nieobecność Stanów Zjednoczonych i ZSRR, wynikało – zdaniem Włochów – nie tylko z fałszywych założeń, ale także nadmiernych aspiracji politycznych Sekretariatu. Krytykowano także niewłaściwą procedurę, w myśl której o najbardziej zawiłych i najdrażliwszych zagadnieniach politycznych decydować miały, na równi z głównymi i bezpośrednio zainteresowanymi mocarstwami także państwa niekompetentne w rodzaju Liberii czy republik południowo-amerykańskich25.

Ruch wokół reformy Ligi, wywołany jej niewątpliwym kryzysem, zmierzał do takiego przekształcenia instytucji genewskiej, by zachęcały one do powrotu państwa, które je opuściły. Wysiłki te, z których zrezygnowano właściwie dopiero w 1938 r. (w związku z Anschlussem, a przede wszystkim decyzjami powziętymi w Monachium) nie mogły przynieść pozytywnych efektów. W Genewie stopniowo umacniały się wpływy przeciwników faszyzmu. Znaleźli się wśród nich reprezentanci sił społeczno-politycznych zwalczanych lub wręcz tępionych przez narodowych socjalistów i faszystów, jak pacyfiści, syjoniści, działacze partii lewicowych itp. Siły te doznały wydatnego wsparcia na skutek wejścia do Ligi Związku Radzieckiego w 1934 roku, który – niezależnie od motywów – stał się czołową siłą antyfaszystowską.

Proces stopniowego przekształcania się Ligi Narodów w organizację o charakterze „ideologicznym” trafnie wychwyciła zarówno prasa włoska jak i niemiecka. „Deutsche Tageszeitung” 20.10.1933 nie widząc możliwości pogodzenia się Niemiec hitlerowskich z Genewą podkreślał, że Liga Narodów stała się terenem zasadniczej rozgrywki między dwoma systemami: wersalskim i faszystowskim. W tym stanie rzeczy było wg tego dziennika sprawą drugorzędną, kiedy Włochy wystąpią z Ligi, gdyż z racji taktycznych Mussolini może unikać otwartego zerwania z Ligą. Ważne jest jednak to, że polityka włoska w ogólnych zarysach biegnie, bo musi biec równolegle do polityki niemieckiej26.

Ta dramatyczna perspektywa, po okresie kontrowersji na tle problemu austriackiego zaczęła się spełniać w związku z podjęciem przez Mussoliniego programu budowy imperium. Taktyka propagandy włoskiej, rozwijającej się zresztą już od 1933 r. polegała na wykazywaniu, że Etiopia/Abisynia nie dorosła do roli pełnoprawnego członka Ligi Narodów będąc krajem, w którym praworządność jest fikcją, zjawiskiem powszechnym – niewolnictwo, a nadto nie mającej żadnej władzy nad koczowniczymi szczepami kresowymi żyjącymi z rozboju. Rozpowszechnianie, w części zresztą prawdziwych informacji mających wywołać niechęć wobec Etiopii, nie były wstanie zatuszować oczywistej dla ogółu prawdy, że stroną napinającą stosunki z Etiopią i zmierzającą do konfliktu zbrojnego były Włochy Mussoliniego27. Doniosłość tego konfliktu polegała na przeświadczeniu, że nadszedł czas decydującej próby efektywności stosowania Paktu Ligi Narodów. Nie tylko wśród polityków i publicystów, ale i wśród tzw. szerokiej opinii publicznej panowało przekonanie, że samo istnienie Ligi w jej dotychczasowym kształcie zależało od sposobu podejścia i rozwiązania kryzysu abisyńskiego.

W związku z rozpoczęciem przez Zgromadzenie LN obrad nad propozycją przedłożoną przez Radę w sprawie uznania Włoch za napastnika i stosowania sankcji gospodarczych, prasa włoska wyraźnie zaostrzyła atak na instytucję genewską. Był to atak niebywale brutalny, a ton prasy w zasadzie jednomyślny. „Il Messaggero” (10.10.1935) zapewniał, że „Liga Narodów zadaje Włochom cios w plecy łudząc się, że potrafi przy pomocy absurdalnych sankcji powstrzymać bohaterski marsz wojsk w Afryce Wschodniej”. Zarzucano Genewie, że uznając Włochy agresorem odwraca się sytuację, gdyż „napastnikiem jest właściwie LN”. W „Il Messaggero” z 10 października 1935 r. czytamy, że Liga „atakuje Włochy na zlecenie Anglii, a podsyca ją równocześnie klika socjalistyczno-masońska, która gnieździ się na najwyższych szczeblach Sekretariatu. Klika ta chce skorzystać z sytuacji, by dać ujście swej bezsilnej zaciekłości przeciw faszyzmowi”.

W miarę pogłębiania się konfliktu między Ligą a faszystowskimi Włochami, znajdującego swój wyraz m.in. w zakłóceniu funkcjonowania gospodarki tego państwa, rosła wrogość Włochów przede wszystkim wobec instytucji genewskiej. Ona w zasadzie – może prócz W. Brytanii – została obarczona przez Włochów odpowiedzialnością za odseparowanie Italii od cywilizowanego świata i to za sprawą kraju tak mało znaczącego jak Etiopia. „Liga Narodów – mówił Mussolini 1 listopada 1936 r. na mediolańskim Piazza Duomo – opiera się na absurdzie, który leży w kryterium absolutnej równości prawnej wszystkich państw, podczas gdy państwa różnią się między sobą przynajmniej z punktu widzenia swojej historycznej odpowiedzialności”. Dla Ligi dyktator włoski widział możliwość albo odrodzenia się albo zguby. Wobec trudności odrodzenia się „może sobie spokojnie zginąć” tym łatwiej, że Włosi nie zamierzali zapomnieć o niecnym oblężeniu zorganizowanym z diabelską starannością przeciwko narodowi włoskiemu.

Przemówienie to wybrane spośród wielu jemu podobnych i wygłoszonych na ponad rok przed oficjalnym zgłoszeniem przez Italię swej rezygnacji z członkostwa Ligi (nastąpiło to 11 grudnia 1937 r.), odzwierciedla szantaż uprawiany przez Włochy. Domagali się nie tylko zbiorowej decyzji Ligi w sprawie likwidacji sankcji, ale także rychłego uznania imperium ustanowionego w maju 1936 r. po zajęciu Addis Abeby. Zadośćuczynienie tym żądaniom, formułowanym zresztą przy akompaniamencie projektów przekształceń Ligi podważających istotę jej funkcji międzynarodowych, wykraczało poza możliwości większości jej członków. Konflikt ten czynił iluzorycznym oczekiwanie na pozostanie Włoch w Genewie28.

Wrogość Włoch do Ligi Narodów współbrzmiała z postępującym zbliżeniem z Rzeszą, wyraźnym w okresie trwania sankcji. Neutralna życzliwość okazywana przez Berlin w gruncie rzeczy osamotnionej Italii (jeśli pominąć mało znaczącą politycznie sympatię Austrii i Węgier) była w Rzymie oceniana wysoko. Zdawano sobie przy tym sprawę, że doniosłe inicjatywy podjęte przez Rzeszę w ciągu 1935 i 1936 r. (wprowadzenie obowiązkowej służby wojskowej czy remilitaryzacja Nadrenii), choć zasadniczo zmieniające sytuację w Europie, nie wywołały ze strony Ligi adekwatnej reakcji29. Stąd prosty wniosek – potwierdzony zresztą brakiem poważnej reakcji Genewy w wypadku Japonii rozszerzającej w 1937 r. wojnę z Chinami30, że członkostwo Ligi utrudnia realizację samodzielnej polityki, pojmowanej po „faszystowsku”.

W obradach XVIII Zgromadzenia (10.9-6.10.1937) wśród 54 delegacji zabrakło delegacji włoskiej (podobnie zresztą jak etiopskiej). Pilnie obserwowano jednak w Rzymie przebieg dyskusji mając po temu podwójny powód. Nadal bowiem liczono się z ewentualnością „korekty” stanowiska Ligi w sprawie etiopskiej oraz spodziewano się dyskusji w sprawie nasilającej się wojny w Hiszpanii. W tej ostatniej sprawie Liga nie była zdolna wyrobić sobie jednomyślnego poglądu. Przeciwny dyskusji był sekretarz generalny Joseph Avenol. W tym kierunku aktywizował się też wieloletni przedstawiciel Hiszpanii w Lidze Salvador de Madariaga (podówczas profesor Oxfordu) sympatyzujący z gen. Franco. Min. Anthony Eden w czasie debaty w Izbie Gmin jesienią 1937 r. przyznał, że „wiele państw członków Ligi życzy sobie zwycięstwa generała Franco”31. Niezawodnie Liga jako całość nie wykazywała minimalnej chęci do zajęcia się sprawą wojny domowej w Hiszpanii zasłaniając się dwukrotnie przyjętą rezolucją popierającą działalność Komitetu Nieinterwencji. Neutralność Ligi poszła nawet tak daleko, że Hiszpania reprezentowana przez premiera J. Negrina nie uzyskała wymaganej liczby głosów Zgromadzenia na stanowisko niestałego członka Rady. Podkreślić należy, że Hiszpania była od początku istnienia w Radzie z wyjątkiem dwóch lat 1926-1928, kiedy na tle kryzysu wywołanego wejściem Niemiec w ogóle usunęła się z Genewy32.

Powyższa decyzja Zgromadzenia wywołała wielkie zadowolenie w Niemczech i Włoszech. Interpretowano ją przy tym w duchu generalnej nieżyczliwości dla Ligi pisząc, np. że wynik głosowania był możliwy jedynie wobec jego tajności, gdyż przy wyborach jawnych dużo państw „...obawiałoby się narazić bolszewizującemu sekretariatowi Ligi, który wywiera zresztą jak najbardziej zgubny wpływ na niektóre państwa”33.

Stosunek Ligi do wojny w Hiszpanii pokazuje ewolucję jaka dokonała się w instytucji genewskiej. Od aktywnego wkraczania w konflikty międzynarodowe, nawet wówczas gdy stroną było mocarstwo (np. spór włosko-grecki z 1923 czy japońsko-chiński z lat 1931-33) po uchylaniu się od dyskusji i cedowaniu swych prerogatyw wynikających z Paktu na mocarstwa, czego najdobitniejszym przykładem było Monachium. Delegaci 49 państw uczestniczący w XIX Zgromadzeniu mieli świadomość zbliżającego się kresu Ligi Narodów34. „W Genewie panuje wrażenie – pisał z Genewy R. Piestrzyński – że psuje się wszystko. Im więcej kto wierzył w Ligę, w jej doktrynę, w jej filozofię, im bardziej kto traktował poważniej co dotychczas w Genewie głoszono, im mniej widział w niej zakłamania, tym bardziej jest dziś rozczarowany, zniechęcony, w tym czarniejszych lub raczej w tym krwawych barwach widzi przyszłość Europy. Nigdzie bowiem tyle nie mówi się o wojnie, która ogarnąć ma cały świat co w Genewie. Nigdzie nie uważa się wojny za rzecz fatalną, nieubłaganą, konieczną może”35.

Dla przeważającej większości rządów i narodów nie było już wówczas wątpliwości, że fala napięć zalewająca Europę rozchodziła się w pierwszym rzędzie ze stolic dwóch państw faszystowskich. Dla realizacji swych fundamentalnych celów wywodzących się z nacjonalistycznie pojmowanej roli własnego narodu należało podważyć pozycje Ligi Narodów jako organizacji funkcjonującej w oparciu o zasadę zbiorowego bezpieczeństwa. Fundamenty Ligi wyrażone w artykułach Paktu stanowiły, w wypadku ich konsekwentnej aplikacji barierę dla programów rewizjonizmu terytorialnego i stosowania przemocy w stosunkach międzynarodowych. Nie może przeto dziwić, że Liga Narodów od swych narodzin była zwalczana przez wszelkie ugrupowania o nacjonalistycznym charakterze. Dotyczyło to w szczególności państw faszystowskich, których doktryna w sposób oczywisty była sprzeczna z pryncypiami Ligi Narodów.

Instytucja genewska została oparta przez jej twórców na zasadach parlamentaryzmu. Była to swego rodzaju próba (bardzo de facto ułomna) przeniesienia tych zasad do sfery stosunków międzynarodowych. Demokratyzm Ligi był obiektem stałych kpin. Krytykowano „pseudorówność” Ligi i jej brak zgody między delegatami zapatrzonymi w zasadę jednomyślności w Radzie i Zgromadzeniu. Krytyce tej nadawano jednoznacznie negatywne zabarwienie konfrontując doświadczenia ligowe z przemianami jakie dzięki „rewolucji” czarnych czy brunatnych koszul dokonały się w ich krajach. Przezwyciężając zasady demokratyczne w stosunkach wewnętrznych starano się doświadczenia te przenieść do Genewy. W sumie więc faszyzm i Liga Narodów były przejawami skrajnie sprzecznych tendencji z punktu widzenia stosunków międzynarodowych. Diametralnie różniły się przy tym zarówno ich metody, cele i zasady na jakich się opierały.



Oceniając problem z wąskiej perspektywy chronologicznej należy skonstatować, że europejskie państwa rewizjonistyczne w okresie międzywojennym, a więc Niemcy i Włochy odniosły zwycięstwo nad Ligą. Kiedy ona traciła swą pozycję międzynarodową, m.in. na skutek „dezercji” państw złączonych następnie Paktem Antykominternowskim, one same zyskiwały na znaczeniu jako punkty grawitacyjne licznych kombinacji gabinetowych, tak wymiaru doraźnego, jak i strategicznego. Z szerszej perspektywy, uwzględniającej lata II wojny światowej jak również fakt funkcjonowania sukcesorki Ligi – ONZ, zmagania Niemiec i Włoch, a także Japonii przyniosły im straty trudne do porównania z jakimikolwiek w ich nowożytnych dziejach.


* Tekst opublikowany na prawach rękopisu „Państwa faszystowskie a Liga Narodów”, wyd.: Ministerstwo Sprawiedliwości. Główna Komisja Zbrodni Hitlerowskich w Polsce, Warszawa 1981, ss. 30; uzupełniony pod względem bibliograficznym w 1984 r.; fragmenty wykorzystane w artykule pt. Faszyzm a stosunki międzynarodowe, w: Faszyzm niemiecki z perspektywy półwiecza, red. A. Czubiński, Poznań 1985, ss. 241-254, który jest dostępny w WBC.poznan.pl.

1 Por. S. Marks, Mussolini and Locarno: Fascist Foreign Policy in Microcosm, w: Journal of Contemporary History, vol. 14, nr 3, (1979), s. 427 i n.; J. Spenz, Die diplomatische Vorgeschichte des Beitritts Deutschlands zum Völkerbund 1924-1926, Göttingen 1966.

2 F.P. Walters, A History of the League of Nations, Oxford 1965, s. 440.

3 Ch.M. Kimmich, Germany and the League of Nations, Chicago and London 1976, s. 199.

4 Tamże, s. 146; Izwiestia (18.09.1930 r.) komentując wybory podkreślały, że „ukazanie się na widowni politycznej faszystów niemieckich w roli drugiego co do ilości mandatów stronnictwa, niewątpliwie wywołała najgłębsze wstrząsy w polityce międzynarodowej”.

5 Por. N.W. Hogan, International Conflict and Collective Security, Kenticky 1955, s. 143; przyłączam się do zdania przeważającej części historyków i prawników (np. z polskich powojennych A. Klafkowski, J. Krasuski), że art. 19 nie miał praktycznych szans na realizację.

6 Por. S. Sierpowski, Faszyzm we Włoszech 1919-1926, Ossolineum 1973, s. 102 i n.

7 Wiele interesujących uwag na ten temat podaje E. Bendiner, Czas Aniołów. Tragikomiczna historia Ligi Narodów, Warszawa 1981.

8 Por. C.E. Ferri, La Società delle Nazioni e l’Italia, Milano 1924, s. 32.

9 Ch.M. Kimmich, Germany and the League of Nations, s. 18.

10 Tamże, s. 94.

11 V. Scialoja, Discorsi alla Società delle Nazioni, Roma 1932, s. 411.

12 Dla ilustracji tego zjawiska (wielce zresztą złożonego z punktu widzenia więzi jakie formalnie i faktycznie łączyły stałych pracowników Sekretariatu, a więc biorących ze składek członkowskich pensje z rządami swych państw) można przytoczyć artykuł zamieszczony w tygodniku Echi e Commenti (5.10.1928) będący własnością sen. Paulucci di Colboli (teścia urzędującego wówczas w Genewie podsekretarza generalnego), w którym stwierdzono: „zarzuca się naszym funkcjonariuszom w Genewie, że jawnie i codziennie przyznają się do tego, że są Włochami i faszystami; zarzut ten jest właściwie najwyższą pochwałą jaką można by ich kiedykolwiek obdarzyć”. Do stanowiska tego – a więc traktowania urzędników Ligi jako odkomenderowanych do czasowej służby przy Quai Wilson – przychylali się także Niemcy i to w czasach Stresemanna. Na tym tle dochodziło do częstych sporów, które najdobitniej uzewnętrzniły się w czasie obrad Międzynarodowej Konferencji Pracy (organu MOP). Od czasu Marszu na Rzym grupa robotnicza Konferencji, reprezentująca w większości poglądy II Międzynarodówki stale wnioskowała o unieważnienie mandatu delegata włoskiego dowodząc, że nie ma w Italii związków zawodowych w rozumieniu twórców MOP. Choć Konferencja protesty te regularnie odrzucała, to jednak dyskusja nad tą sprawą stanowiła zwykle sensacyjny punkt obrad toczących się w duchu zrozumiałej niechęci wobec reżimu faszystowskiego. Ponadto grupa robotnicza nie dopuszczała włoskich delegatów robotniczych do pełnoprawnego udziału w pracach Komisji Konferencji. Chcąc przeciąć ten splot nieżyczliwych manifestacji rząd włoski w czasie XVI sesji MKP w 1932 r. zażądał usunięcia z porządku obrad punktu dotyczącego kwalifikacji włoskich delegatów robotniczych. Problem ten pojawił się jednak w czerwcu roku następnego z powodu składu delegacji niemieckiej. Grupa robotnicza powzięła wówczas uchwałę wykluczającą ze swego grona dra Ley’a reprezentującego niemiecki świat pracy. W tym stanie rzeczy także pozostali członkowie delegacji niemieckiej na XVII Konferencję Pracy (przedstawiciele rządu i pracodawców) opuścili obrady.

13 Le Quotidien, 18.09.1927; Mussoliniego drażniły opinie pomniejszające rolę Włoch w polityce światowej. The Dally News, 4.04.1927, przytaczając opinię amerykańskiego prawnika prof. Jamesa T. Shotwella, że jedyną pewną gwarancją pokoju w Europie jest szczera współpraca Anglii, Francji i Niemiec – wyraźnie „naraził się” Duce.

14 Gazeta Polska, 30.09.1933; szczegółowo omawia Z. Mazur, Pakt Czterech, Poznań 1979.

15 A. François-Poncet, Byłem ambasadorem w Berlinie, Warszawa 1968, s. 91.

16 P. Schmidt, Statysta na dyplomatycznej scenie, Kraków 1965, s. 226.

17 Il Popolo d’Italia, 22.03.1927; Corriere della Sera, 10.05.1927.

18 H.J. Rautenberg, Deutsche Rüstungspolitik von Beginn der Genfer Abrüstungskonferenz bis zur Wiedereinführung der Allgemeinen Wehrpflicht 1932-1935, Bonn 1973; por. także W. Michowicz, Genewska konferencja rozbrojeniowa a dyplomacja polska 1932-1937, Łódź 1984.

19 Luigi Salvatorelli, Giorgia Mira (Storia d’Italia nel periodo fascista, Milano 1964, s. 774) za rzecz niewątpliwą uznawali poszukiwania Mussoliniego „jakiegoś stałego porozumienia odnośnie redukcji uzbrojenia”. Opinię tą – nie kontrastującą zresztą ze stanowiskiem zaprezentowanym w tym tekście – oparto na słusznych przesłankach: 1) Mussolini – mimo wszystkich jakże licznych buńczucznych przechwałkach, był świadom niedostatecznego uzbrojenia armii włoskiej, szczególnie lądowej; 2) ewentualność podjęcia wyścigu zbrojeń – biorąc pod uwagę trudności finansowo-gospodarcze państwa, stanowiła poważne zagrożenie dla pozycji faszyzmu w kraju; szerzej E. Di Nolfo, Mussolini e la politica estera italiana (1919-1933), Padova 1960, s. 249 i n.

20 Obszernie analizuje R. Bassett, Democracy and Foreign Policy. A case History. The Sino-Japonese Dispute 1931-1933 by..., London 1952; W.R. Luois, British Strategy in the Far East, Oxford 1971.

21 Der Tag, 22.02.1933 (korespondencja z Mukdenu).

22 AAN, MSZ, sygn. 1764, k. 310 (Memoriał w sprawie stosowalności art. 16 Paktu Ligi z końca 1936 r.).

23 Gazeta Polska, 14.03.1933.

24 Il Gran consiglio del Fascismo nei primi quindici anni, Bologna 1938, s. 552 i n. Bardzo rozprawiano o szczególnej sytuacji, bo były sekretarz generalny Ligi sir Eric Drummond złożył listy uwierzytelniające jako ambasador W. Brytanii przy Kwirynale 14 listopada 1933 r., a 5 grudnia tegoż roku Wielka Rada powzięła uchwałę wymierzoną przeciw instytucji, którą Drummond kilkanaście lat kierował, tj. 1919-1933. Zestawienie tych dat – zapewne przypadkowe – nabiera dodatkowej wymowy bowiem Włosi niechętni byli zmianie szefa brytyjskiej placówki i zabiegali o pozostawienie dobrze widzianego w Rzymie sir Ronalda Grahama, którego podpis widniał na Pakcie Czterech.

25 P. Aloisi, Journal, Paris 1957, s. 166 i n.; także Przegląd Informacyjny Polska a Zagranica nr 48 (1933), s. 1294-5. Włosko-niemieckie ataki na skład Sekretariatu miały długą metrykę. Ich źródłem było niezadowolenie z personalnej przewagi francusko-angielskiej. Nie mając w najbliższych latach większych szans na zdobycie stanowiska sekretarza generalnego Włosi i Niemcy po sir Ericu widzieliby corocznie zmieniającego się sekretarza generalnego wybieranego spośród siedmiu podsekretarzy.

26 Ch. Fraser, Der Austritt Deutschland aus dem Völkerbund, seine Vorgeschichte und seine Nachwirkungen, Bonn 1969; G.L. Weinberg, The Foreign Policy of Hitler’s Germany (1933-1936), London-Chicago 1970; w literaturze polskiej por. W. Michowicz, Wystąpienie Niemiec hitlerowskich z Konferencji Rozbrojeniowej i Ligi Narodów, Zeszyty Naukowe UŁ, Nauki Humanistyczno-Społeczne, ser. I, z. 3 (1976), s. 43-84; S. Sierpowski, Wystąpienie Niemiec z Ligi Narodów, Przegląd Zachodni nr 2 (1983), s. 67-92.

27 A. Bartnicki, Pierwszy front II wojny światowej. Konflikt włosko-etiopski 1935-1936, Warszawa 1971. Wszechstronnie analizuje R. de Felice, Mussolini il Duce. Gli anni del consenso 1929-1936, Torino 1974, także pod jego redakcją L’Italia fra tedeseki e alleati, Bologna 1973.

28 Przy takim rozumieniu narastania procesu dystansowania się Włoch od Genewy trudno bez zastrzeżeń przyjąć żal ambasadora polskiego w Rzymie Alfreda Wysockiego do politycznej elity, która bez należnej rozwagi podjęła decyzję opuszczenia Genewy. W związku z wystąpieniem Italii z Ligi Wysocki pisze: „Jednego wieczoru przedkładało się tak ważny problem nie przygotowanej do niego Wielkiej Radzie Faszystowskiej, uchwalało się go bez dyskusji, tak jak pierwsze lepsze rozporządzenie administracyjne, na drugi zaś dzień zwoływano się na plac Wenecki garść studentów, rzemieślników, drobnych urzędników i przemysłowców tworzących kadry czarnych koszul, wygłaszało się przed nimi mowę, z której doniosłości słuchacze nie zdawali sobie zupełnie sprawy i kwestię wystąpienia Italii z Ligi Narodów uważało się za załatwioną”, A. Wysocki, Tajemnice dyplomatycznego sejfu, Warszawa 1974, s. 674-675.

29 Rada 17 kwietnia 1935 r. potępiła działania Rzeszy, co jednak nie pociągało za sobą żadnych konsekwencji, a nadto jeszcze min. von Neurath odmówił jej prawa wyrokowania w tej sprawie. Henryk Batowski w Posłowiu do wspomnień Paula Schmidta (Statysta, s. 397) umiejscawia to posiedzenie Rady w Londynie podczas gdy odbyło się ono w Genewie. Natomiast w Londynie odbyła się pierwsza część Rady w marcu 1936 r. (druga część także w Genewie) w związku z pogwałceniem paktu lokarneńskiego, szeroko zresztą omawiano przez P. Schmidta (s. 314 i n.), por też F.L. Schuman, Europe on the Eve. The Crisis of Diplomacy 1933-1939, New York-London 1942, s. 218-219; F.P. Walters, A History of the League of Nations, s. 607.

30 M. Chrétien, La „guerre totale” du Japon en Chine, Paris 1939.

31 A. Eden, Pamiętniki, Warszawa 1970, t. I, s. 390; S. de Madariaga, Anarquia o jerarquia, Madrid 1936, s. 212; J. Barros, Betrayal from Within. Joseph Avenol, Secretary-General of the League of Nations 1933-1940, New Heven and London 1969, s. 146 i n.

32 Petit Manuel de la Société des Nations, Genève 1939, s. 98.

33 Corriere della Sera, 21.09.1937.

34 M. Hoden, Europe Without the League, w: Foreign Affaires. An American Quarterly Rewiew, vol. 18, No 1 (1939), s. 27.

35 Kurier Poranny, 01.10.1937.


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna