Peter K. Sczepanek



Pobieranie 70.78 Kb.
Data06.05.2016
Rozmiar70.78 Kb.
From: "Peter K. Sczepanek" <pksczepanek@gmx.de> Sent: April 30, 2012 5:57

Subject: 30.4.12 -Befreiung -wyzwolenie G.S- Ostschlesiens 1.- 4. Sept.1939 - Der Fallschirm ohne sagen - wieza bez bajek polskich -Fotos -pksczepanek

0-WIRTSCHFSBLATT - für Kreis Mettmann -ME - Czasopismo Gospodarcze tu dla ME



1-Krotka rozprawa miedzy sasiadami  - panstwami - Polski i Niemiec
Kurze Verhandlung zwischen zwei Nachbarnländer -  den Rzeczpospolita-Polen und Deutschen Reichen
 

2-Der Fallschirmturm ohne Sage? - Wieża spadochronowa bez mitu?


Artikel in der Zeitung „Gazeta Wyborcza“ Katowice; 31.10.2003

Die Übersetzung des polnischen Artikels von Bartosz T. Wieliński aus der Zeitung Gazeta Wyborcza / Katowice, 31.X – 2.XI 2003


3-Spor o wieze spadochronowa komentuje Michał Smolarz 14-11-2003

4 -Trzy lata po awanturze o wieżę spadochronową - Bartosz T. Wieliński 2006-12-03,
5. Bardzo miłe i wzruszające
6.Fotos-Zdjecia - zalaczniki


www.wirtschaftsblatt.de
Mit deutscher Technik zum Erfolg Oelmann Herausgeber

Liebe Unternehmer im Kreise Mettmann, und nicht nur….


Sie befinden sich hier: wirtschaftsblatt.de > Kreis Mettmann


Links
















Kreis Mettmann
Handwerkskammer Düsseldorf
IHK Düsseldorf
Kooperationsnetz Schule-Wirtschaft
Kreishandwerkerschaft Mettmann
Regionalagentur Düsseldorf/ Mettmann
Regionalstelle Frau & Beruf
UnternehmerKreis Mettmann















NRW

Kreis Mettmann




Erkrath

Haan

Heiligenhaus

Hilden

Langenfeld

Mettmann

Monheim

Ratingen

Velbert

Wülfrath



z.B. Monheim: mit Malbork - Partnerstädte!



Witamy w Monheim

Monheim (4/2009) Zu einer polnischen Woche lädt die Europa-Union vom 5. bis 12. Mai 2009 nach Monheim. Die Veranstaltungsreihe, die auch kulturelle und landeskundliche Vorträge umfasst, startet mit einer feierlichen Eröffnung am 5. Mai um 18 Uhr im Ratssaal, zu der auch der Generalkonsul der Republik Polen, Andrzej Kaczorowski, der nordrhein-westfälische Minister für Bundesangelegenheiten, Europa und Medien, Andreas Krautscheid, sowie die Bürgermeister der Partnerstädte Monheim und Malbork, Dr. Thomas Dünchheim und Andrzej Rychlowski, erwartet werden.


...weiter


Leserwahl
Die Leser haben die Wahl


Was ist die bedeutsamste deutsche Technik-Erfindung? Wir fragen die Unternehmer in Deutschland und suchen die wichtigste technische Innovation seit dem Jahr 1900.
Von der Funkuhr bis zum Elektronenmikroskop. Vom Kunststoffdübel bis zur Kleinbildkamera. Technik macht erfinderisch. Und hat in Deutschland eine große Tradition. In einer großen Leserwahl unter seinen Lesern sucht das Wirtschaftsblatt jetzt die Innovation, die für die Menschen die einschneidenste Bedeutung hatte. Für die Wahl hat das Wirtschaftsblatt mit Unterstützung der Deutschen Akademie der Technikwissenschaften, des Deutschen Museums in München sowie zahlreichen Branchenverbänden eine Vorschlagsliste aus 112 Jahren Technikgeschichte zusammengestellt. Natürlich kann diese noch um eigene Vorschläge ergänzt werden. Jeder Leser hat fünf Stimmen (Stimm-Fax liegt dieser Ausgabe bei, oder auf www.wirtschaftsblatt.de/deutschetechnik ). Wer das Rennen macht, wird in der kommenden Ausgabe präsentiert.

Bahnbrechende Erfindungen

Die Wahl fällt schwer, denn die deutsche Wissenschafts- und Wirtschaftsgeschichte ist voll von bahnbrechenden Erfindungen. Schon vor 100 Jahren haben Pioniere des Fortschritts Geschichte geschrieben, die noch heute nachwirken. Unter anderem Hans Geiger, der 1908 ein Gerät zum Nachweis des radioaktiven Zerfalls konstruierte. Bis heute kommt der Geigerzähler rund um den Globus zum Einsatz. Während sich zur gleichen Zeit Melitta Bentz erfolgreich mit dem Thema Kaffeefilter befasste, beschäftigte sich Prinz Heinrich von Preußen mit einem Regenproblem beim Autofahren. Er fand die Lösung und erhielt 1908 ein Patent auf die ersten handbetriebenen Scheibenwischer für Automobile, die 1926 von der elektrischen Variante der Firma Bosch abgelöst wurden.


Überhaupt wurden von Deutschland aus wichtige Weichen im Automobilbau gestellt. 1929 entwickelte beispielsweise der deutsche Ingenieur Felix Wankel einen Verbrennungsmotor mit Drehkolben, der 1957 in die Serienfertigung ging. Ab und zu war auch ein unvorhersehbares Ereignis der Auslöser, sich etwas Intelligentes einfallen zu lassen. Als Abraham Neimann in den Dreißiger Jahren des letzten Jahrhunderts sein Auto auf dem Firmenparkplatz gestohlen wurde, sann der verärgerte Industrielle auf Abhilfe und erfand das Lenkradschloss.

Von Informationen und Daten

Ein anderes Feld, auf dem Innovationen aus Deutschland bis zum heutigen Tage Maßstäbe setzen, ist der Bereich Kommunikation und Informatik. Schon 1906 übermittelte Arthur Korn telegrafisch ein Bild des deutschen Kronprinzen über eine Strecke von 1.800 Kilometern und legte damit den Grundstein für das spätere Telefax. Acht Jahre später tickerten die ersten Nachrichten über den Fernschreiber; eine Erfindung von Eduard Kleinschmidt. Und schließlich: Unvergessen in der Fachwelt ist der „Zuse Z 3“, der Urvater aller Computer. 1941 präsentierte Konrad Zuse die erste programmgesteuerte Rechenmaschine – ein Quantensprung in der Entwicklung moderner Informationstechnik.


Allein diese wenigen Highlights machen deutlich, wie groß das innovative Potential in Deutschland war und ist. Auf Ihre Stimme sind wir gespannt!
Abstimmung online unter: www.wirtschaftsblatt.de/technikwahl

Abstimmen bis 10. Mai 2012!

Leserwahl 2012: Die wichtigsten Technikerfindungen aus Deutschland


Wir suchen die wichtigsten technischen Innovationen seit dem Jahr 1900 und Sie können mitstimmen. Bitte wählen Sie bis zu fünf der genannten Erfindungen aus. Gerne können Sie auch einen eigenen Vorschlag machen. Die Ergebnisse bringen wir in unserem kommenden Schwerpunktheft „Problemlöser“ im Juni 2012. (Wenn Sie das Heft erhalten wollen, nutzen Sie bitte die untenstehende Mail).

PL: Wybór czytelników


Czytelnik może wybierać
Jaki
jest najważniejsze niemiecki wynalazek techniczny? Zwracamy się do przedsiębiorcy w Niemczech i szuka najważniejszych innowacji technicznych od 1900 roku.

Od zegara aż do mikroskopu elektronowego. Z plastikowymi zatyczkami aż do miniaturowej kamery. Technika wynalazku. I Niemcy mają wielką tradycję. W dużej ankiecie czytelników wśród swoich czytelników, gazeta biznes jest teraz innowacji, który miał najbardziej drastyczne znaczenie dla ludzi. W wyborach, dziennik gospodarczy, przy wsparciu Niemieckiej Akademii Nauk, Deutsche Museum w Monachium i wielu stowarzyszeń branżowych posiada listę sugestii z 112 letniej historii technologii stworzył. Oczywiście, można uzupełnić własnymi propozycjami. Każdy czytelnik ma pięć (głos, faks jest dołączony do tej kwestii, czy na www.wirtschaftsblatt.de / niemiecki inżynierii).



www.wirtschaftsblatt.de/deutschetechnik

Kto wygra wyścig, zostaną przedstawione w następnym numerze.

Przełomowe wynalazki

Wybór jest trudny, bo niemiecki nauka i historia gospodarcza jest pełen przełomowych wynalazków. Już 100 lat temu, pionierzy postępu napisał historię, która rozbrzmiewa do dziś. Między innymi, Hans Geiger, 1908, urządzenie przeznaczone do wykrywania rozpadu promieniotwórczego. Do tej pory licznik Geigera jest używany na całym świecie. Podczas gdy w tym samym czasie, Melitta Bentz powodzeniem zajmowała się tematem filtry do kawy, książę Henryk Pruski czynienia z problemem podczas zacinającego deszczu. Znalazł rozwiązanie i otrzymał patent w 1908 roku na pierwszych ręcznych wycieraczek do samochodów osobowych, 1926 został zastąpiony przez wersji elektrycznej firmy Bosch.
Kiedykolwiek z Niemiec w istotny kurs w technice samochodowej. 1929, na przykład, niemiecki inżynier Felix Wankel obrotowy tłok z silnikiem spalinowym, który wszedł do produkcji w 1957 roku. Od czasu do czasu również nieprzewidziane okoliczności, migawka wymyślić coś inteligentnego. Kiedy Abraham Neiman w latach trzydziestych ubiegłego wieku, jego samochód został skradziony na parkingu firmy, niezadowolony przemysłowe rozmyślał na temat tej sytuacji i wymyślił blokadę kół.

Informacji i danych

Innym obszarem, położony na innowacje z Niemiec do obecnych standardów dziennie, pole komunikacji i informatyki. W 1906 roku Arthur Korn przekazywane telegraficznie obraz niemieckiego tronu, na dystansie 1800 kilometrów, a tym samym podwaliny dla późniejszego faksu. Osiem lat później, pierwszy kleszcz aktualności clomping nad telegrafem, wynaleziony przez Edwarda Kleinschmidt. I wreszcie, nigdy nie zapominaj w profesjonalnym świecie jest "Zuse Z 3", najpoważniejszą z wszystkich komputerach. 1941 Konrad Zuse zaprezentował pierwszy program sterowany maszynę liczącą - skok w rozwoju nowoczesnych technologii informacyjnych.
Ale to niewiele robią to jasne, jak duży potencjał innowacyjny w Niemczech była i jest. W twoim głosie nie możemy się doczekać!

Głosować przez internet pod adresem: www.wirtschaftsblatt.de/technikwahl




Głosuj do 10 Maja 2012!
Wybór czytelników 2012: Najważniejsze wynalazki technologiczne z Niemiec
Staramy najważniejszą innowację techniczną od 1900 roku i można głosować. Proszę wybrać maksymalnie pięciu z tych wynalazków. Zapraszam do przedstawić swoją własną propozycję. Wyniki wnosimy do naszego następnego specjalnego wydania "solver problemu" w czerwcu 2012. (Jeśli chcesz otrzymywać magazyn, skorzystaj z e-mail poniżej).


Formularz - zalacznik

Haben Sie auch einen Themenvorschlag? Wenn ja, dann schreiben Sie uns verlagsleitung@wirtschaftsblatt.de

Haben Sie Interesse an einem Firmenreport Ihres Unternehmens oder eine Darstellung Ihres erfinderischen Produktes im Sonderthema „Deutsche Technik“? Senden Sie für unverbindliche Informationen eine Mail an verlagsleitung@wirtschaftsblatt.de

Krotka rozprawa miedzy sasiadami  - panstwami - Polski i Niemiec
 
Kurze Verhandlung zwischen zwei Nachbarnländer -  den Rzeczpospolita-Polen und Deutschen Reichen

Po nie domowieniach niemiecko-polskich z lat 1937-39 w sprawie terenow 


niemieckich, szczgolnie na polnocy, oraz polskich czarowan´ rzadu Polskiego 
przez Rydza Smiglego z jego demagogicznego wyslawiania sie przeciw Rzeszy, 
gdy Anglia i Francja ucieszone, ze nie bedzie wojny ich z Niemcami, bo sie 
ich bali z czasow 1. wojny:
 
- od 1.9. 39 tocza sie walki na terenach prawie lesnych jak w Wyrach pow. 
Pszczynskiego,
 - a rzad polski z tchorzowskim naczelnym wodzem R.Smiglym - ucieka po 2-ch 
dniach do Rumunii,
 - zostawiajac swoje mity wsrod biednych, slabych, malo uzbrojonych ale 
bohaterskich polskich zolnierzy
 -ze zla taktyka - konna
 -panstwa ktore istnialo dopiero 28 lat,
 -a z G-Slaskiem Wschodnim - ktory mial ich w slaskich hutach zbroic - 
dopiero 17 lat
 -opowazyl sie sanacyjno-burzuazyjny rzad polski tej 2.Rzeczypospolitej 
(Reichu) na nie pojscia na ustepstwa, jakie dalyby rozluznienie spraw 
politycznych -po jednostronnym werdykcie Weralu z 1919 roku. Tak wybuchla 
wojna!
 
Tu:
 a) Wieza spadochronowa Katowckiego Parku
   - Der Fallschirmturm ohne Sage - Wieza cwiczebna na spadochronach bez mitow.
 
b) Die Fotos - zdjecia z pierwszych dni po wejsciu niemieckich sil na tereny tu, 
700 lat zachodnie, gdzie Zachod traktowal 1919-21 powstania jako 
barbarzynskie wejscia obcych (czyli Polakow) na tereny Rzeczy Niemieckiej... 
skutki znamy wszyscy - tu tekst o wiezy
              - i zdjecia od Rybnika - Katowic - Ruda - po Tarnowskie Gory - 
i Lubliniec.... (Wschoniego G. Slaska  - O-OS)
 
ad a)
                   Der Fallschirmturm ohne Sage? -  -  Wieża spadochronowa Katowic bez mitu?
 Artikel in der Zeitung „Gazeta Wyborcza“ Katowice; 31.10.2003
 
Die Übersetzung des polnischen Artikels von Bartosz T. Wieliński aus der 
Zeitung Gazeta Wyborcza / Katowice, 31.X – 2.XI 2003.
 


Der Fallschirmturm ohne Sage? - Wieża spadochronowa bez mitu?


Artikel in der Zeitung „Gazeta Wyborcza“ Katowice; 31.10.2003

Die Übersetzung des polnischen Artikels von Bartosz T. Wieliński aus der Zeitung Gazeta Wyborcza / Katowice, 31.X – 2.XI 2003.


Der polnische Kommentar: Wieży spadochronowej w Katowicach - bez mitu

W „Gazecie Wyborczej” z dnia 31.X. - 2.XI. 2003 ukazało się wiele artykułów na temat „raportu z pierwszych dni napaści Niemiec na Katowice” wykryte we Freiburgu przez profesora Uniwersytetu Śląskiego, Ryszarda Kaczmarka, a zapisane w tej to gazecie. Całość zredagował Bartosz T. Wieliński, redaktor tej gazety o adresie internetowym: www.gazeta.pl/katowice podając raport Generała Ferdinanda Neuling z tamtego okresu. Mity heroicznej walki harcerzy polskich na wieży spadochronowej tego dnia znamy z książek z lat 1946 i później, autorstwa: Kazimierza Gołby czy Tadeusza Czyloka. Jak naprawdę było, ile zmyślono dla ideologii komunistycznej, bo istotnie na miejscu oni tam nie byli – powie nam chyba zgromadzenie postronne, ani niemieccy, ani polscy „opisywacze” tych „faktów”. Jedno jest pewne, co bardzo jest niepokojące, bo dla polskości na Górnym Śląsku robi się wszystko by śląskość wyrugować z przeszłości na każdym centymetrze tej ziemi – dlatego wiele polskich gazet na Śląsku pisało by środki masowego przekazu pozostały przy polskiej wersji niżej opisanych wydarzeń, tzn bajkowo-heroicznej wersji polskości na Sląsku.

Dopisał Peter K. Sczepanek
General Ferdinand Neuling, Kommandeur der 239. Infanteriedivision der deutschen Wehrmacht die am 4. September 1939 in Kattowitz einmarschierte schrieb in seinen Frontlagemeldungen, dass die Stadt ohne Verluste eingenommen wurde, und dass die Verteidigung des Fallschirmturms im Stadtpark so schnell endete, wie sie angefangen hatte. Werden diese aufgefundenen Meldungen die Geschichte der Stadt Kattowitz nun ändern?

Die Frontlagemeldungen des Generals Neuling lagen über 50 Jahre im Archiv des Bundesverteidigungsministeriums in Freiburg. Sie wurden von Ryszard Kaczmarek, Professor an der Schlesischen Universität in Kattowitz der sich mit der Geschichte Schlesiens ausführlich befasst aufgefunden.

Dieses Dokument ist in rotem Leder gebunden, auf der Titelseite ist mit goldenen Buchstaben, die Inschrift „September 1939“ und ein polnischer Adler, der von einer Soldatenmütze stammt, zu sehen.

In einem Report vom 4 September 1939 an den Stab der XIV. Armee schildert General Neuling ausführlich den Kampf um die Stadt Kattowitz in Oberschlesien. Aus seinen Meldungen geht hervor, dass Einheiten der Wehrmacht auf der Nicolaierstraße auf Widerstand trafen, wobei aus dem „Haus der Aufständischen“ heftig geschossen wurde. Er beschreibt auch die Kämpfe im Kattowitzer Stadtpark, wo der berühmte Fallschirmturm steht.

General Neuling gibt zu, dass seine Soldaten vom Fallschirmturm beschossen wurden, so dass die Divisionsartillerie hinzugezogen werden musste. Schon bei den ersten Schüssen aus einer Feldkanone, wurde die stählerne Zugleine des Aufzuges so getroffen, dass jene auf die Erde aufprallte und damit jeder Widerstand gebrochen wurde. Sowohl die Verteidiger des Fallschirmturms wie auch des Stadtparks fügten seinen Soldaten keine Verluste bei. Um 11.00 Uhr war der Kampf um die Stadt beendet, General Neuling und seine Soldaten wurden von den Einwohnern der Stadt mit Blumen begrüßt.

Die aufgefundenen Meldungen des deutschen Generals können die Sage von der heldenhaften Verteidigung der Stadt Kattowitz zunichte machten. Jene Sage entstand erst nach der Herausgabe des Buches von Kazimierz Gołba unter dem Titel „Der Fallschirmturm“. Aus diesem Buch geht hervor, dass die jugendlichen Verteidiger des Fallschirmturms auf welchem sie Stellung genommen hatten, nicht nur den anstürmenden Soldaten der Wehrmacht schwere Verluste zufügten, sondern auch ein deutsches Flugzeug, welches diesen Turm anflog und beschoss, schwer beschädigten.

Es besteht die Möglichkeit, dass die Meldungen des Generals Neuling gefälscht wurden oder er persönlich nicht die Wahrheit geschrieben hat. In seinen Meldungen wird die Erschießung von aufgegriffenen Verteidigern der Stadt mit keinem Wort erwähnt. Wenn aber Historiker den aufgefundenen Dokumenten Glauben schenken, müssen die Geschichtsbücher geändert werden.

Die Deutschen töteten


Die von Professor Ryszard Kaczmarek aufgefundenen Dokumente werfen ein neues Licht auf die Verteidigung der Stadt Kattowitz in Oberschlesien im September 1939. Frontlagemeldungen können schockieren. Denjenigen, die an die Geschichte des Kazimierz Gołba glauben, aus welcher hervorgeht, dass die jugendlichen Verteidiger der Stadt ihre Vaterlandsliebe mit ihrem Leben bezahlten, wird schwer zu bewiesen sein, dass es anders war. Es ist auch sehr gut möglich, dass diese Pfadfinder ihren Widerstand aufgaben als sie einsehen mussten, dass ein weiterer Kampf keinen Sinn mehr hatte. Es ist auch möglich, dass die Deutschen die verwundeten Verteidiger des Fallschirmturms nicht von seiner Höhe auf die Erde warfen und Kindern nichts Schreckliches antaten. In dieser Hinsicht gibt es viele Möglichkeiten, die von jedermann anders ausgelegt werden können. Wichtig aber ist nicht zu vergessen, dass während des II. Weltkrieges, Polen von Deutschen hingemordet wurden, auch wenn sie den jugendlichen Verteidigern des Fallschirmturms nichts Schreckliches getan haben. Autoren der Zeitung: Ola Klich und Bartosz T. Wieliński.

„Ich will glauben“ – ein Gespräch mit Tadeusz Czylok, dem polnischen Buchautor


Bartosz T. Wieliński: In neuester Zeit wurden die Kriegs- und Lagemeldungen des Kommandeurs der Infanteriedivision der deutschen Wehrmacht, die am 4. September 1939 die Stadt Kattowitz in Oberschlesien eingenommen hatte, gefunden. Aus ihnen geht hervor, dass die Verteidigung des Fallschirmturmes im Stadtpark nicht so verlaufen ist, wie es die Polen nach dem Kriege dargestellt hatten.

Tadeusz Czylok: Es scheint mir, dass sie teilweise Recht haben. Stellen Sie sich vor, als ich die Dokumente der Nazikriegsverbrechen in Kattowitz eingehend untersuchte, stieß ich auf Aussagen eines polnischen Krankenhaussanitäters der sah, wie in den Morgenstunden des 4.9.1939 die Verteidiger des Stadtparks den Fallschirmturm verlassen hatten. Ein anderer Zeuge, der einige Tage später den Fallschirmturm besichtigte, behauptete, dass dieser Turm und vor allen Dingen die Plattform von Löchern, die von Kugeln stammten, durchbohrt war. Der Zeuge jedoch sah keine Spur von Blut. Es gibt heute keine glaubwürdigen Beweise dafür, was in den ersten Kriegstagen in der Stadt vor sich ging, so, dass man auch nicht sagen kann, ob jener deutsche General die Wahrheit beschrieb, oder gelogen hat.



B.T. Wieliński: Von wo, Ihrer Meinung nach, kam die Behauptung auf, dass die Körper der Verteidiger von der Spitze des Fallschirmturmes hinuntergeworfen wurden?

T. Czylok: Ich weiß, dass einer jener Zeugen im Stadtpark von Kattowitz seltsam verkrümmte Körper gesehen und daher angenommen hatte, dass diese Art von Verletzungen von einem Sturz aus großer Höhe stammen könnten, aber ob es der Wahrheit entsprach, weiß ich nicht.



B.T. Wieliński: Wurde während der Okkupation von Kattowitz davon gesprochen, dass Angehörige von polnischen Jugendorganisationen, wie Pfadfinder, an der Verteidigung der Stadt teilgenommen hatten?

T.Czylok: Mit keinem Wort. Natürlich wurde der Fallschirmturm inspiziert, aber von einer heldenhaften Verteidigung der Stadt wurde nicht gesprochen. Diese Sage entstand erst nach dem Kriege, und ist mit der Herausgabe eines Buches von Kazimierz Gołba verbunden.



B.T. Wieliński: Ist es möglich, dass diese Geschichte nur erfunden wurde, um den Hass zwischen Polen und Deutschen noch zu vergrößern?

T. Czylok: In den 40. Jahren gab es nichts zu vergrößern. Wir hassten die Deutschen wegen ihrer Kriegsverbrechen. Ich kann mich noch daran erinnern wie ich wütend wurde, als ich in Beuthen, schon nach dem Kriege, eine ältere Frau auf der Straße deutsch sprechen hörte.



B.T. Wieliński: Vielleicht ist diese Legende entstanden, um den Eindruck zu vergessen wie die Wehrmacht, die in Kattowitz einrückte, mit Blumen begrüßt wurde.

T. Czylok: Das mit der Begrüßung war sehr verschieden. Es ging das Gerücht um, dass ein deutscher Hauptmann von einem Mädchen angeschossen wurde. Die Pistole war in den Blumen versteckt.



B.T. Wieliński: Wie soll es werden, wenn sich herausstellt, dass die Verteidigung des Fallsschirmturms durch Jugendliche nicht auf Wahrheit beruht?

T. Czylok: Das weiß ich nicht. Ich werde mit der Überzeugung sterben, dass die heldenhafte Verteidigung der Stadt Kattowitz doch stattgefunden hat.


Für die Zeitung (meine sehr kurze Zusammenfassung) sagten:

Prof. W. Jastrzębski: (Uni Bromberg - Bydgoszcz) –...Wir müssen als Wissenschaftler die Wahrheit weiter suchen..;. Ewa Koj: (Juristin) - ...Immer noch wissen wir zu wenig...; Dr. Z. Woźniczka: (Historiker Uni Kattowitz - Katowice) Die Wahrheit liegt wahrscheinlich in der Mitte....; A. Bojarun (Der Bund der Polnischen Jugendbewegung, ZHP): Es ist ein Skandal, weiter darüber zu schreiben...;.Dr. Peter Chmiel (Oberschlesisches Museum in Ratingen): Wir müssen die Fakten, als Fakten annehmen – ohne die Sagen...

Aus der Zeitung am 8.11.2003 in Oberschlesien - übersetzte

Peter Karl Sczepanek
PS

Powyższy tekst ukazał się w serwisie śląskim BN z w/w przedruku GW w moim tłumaczeniu. Do dzisiaj piszą katowickie niektóre dzienniki, tygodniki czy miesięczniki z propozycjami zaprzestania pisania takich rzeczy, zostając przy wersji polskiej z lat powojennych.

Tym samym dają obraz polskich mitów historycznych oderwanych od prawdy historycznej, siejąc bajki dla podtrzymywania niektórych, którzy bezwzględnie stać chcą u „władzy” na jakimś tam szczeblu, albo popierają dalej tych, którzy ich tak w młodości wychowali, albo stwarzają po prostu „nową historię” z dogmatycznych ich naukowych wywodów.

Szczątki takich Dinozaurów” odkrywanych w pewnych okresach na Śląsku oblepia się gliną tak, by pasowało do stworzonych przez nich mitów, jako karmę dla „mas”, czyli traktując miliony poczciwych ludzi z tej wspaniałej krainy, jako „coś” co można dalej urabiać jak się chce.



Dobrze, że znajdują się jeszcze w tym rejonie tacy, którzy w prawdzie o tej krainie wychowani, i nie bojący się europejskich konfrontacji, dążą do jednej wielkiej, europejskiej prawdy, bazując na poszukiwaniu źródeł wiedzy w trilateralnych kiedyś zależnościach. Tzn.: w 1200 letniej historii Sląska żyliśmy i żyjemy dalej w trzech kulturach, trzech językach bo w trzech nacjach, słowiańsko-germańskich.

Dopisał dnia 17.7.2004 tłumaczący: Peter Karl Sczepanek

Gazeta.pl > Katowice > Magazynek

Piątek, 14 listopada 2003


Spor o wieze spadochronowa komentuje Michał Smolarz

 

Michał Smolorz 14-11-2003



Kiedy redakcja "Gazety" rozpętała dyskusję wokół katowickiej wieży spadochronowej, z góry powinna była przewidzieć pełną emocji awanturę. Tak jest zawsze, gdy wchodzi się w spór z mitem, choć zbudowana na emocjach legenda jest silniejsza od historycznych faktów

Wbrew powszechnemu przekonaniu sprawa ta wcale nie jest ani sensacyjna, ani nowa, problem nie po raz pierwszy staje na porządku dnia. Od chwili, gdy w 1947 roku ukazała się książka Kazimierza Gołby, sprawa co najmniej trzykrotnie była przedmiotem dyskusji pomiędzy orędownikami legendy i jej weryfikatorami. Za każdym razem spór przygasał bez rozstrzygnięcia, gdyż ci pierwsi nie godzili się ustąpić ze świata patriotycznych emocji, ci drudzy zaś nigdy nie zdołali potwierdzić ani zaprzeczyć literackiemu opisowi.



Żadnych dowodów

Nawet "odkrycie" notatek niemieckiego oficera jest sensacją odgrzewaną. Dokument ten jest znany od dawna - zarówno polskim, jak i niemieckim historykom. Paradoksalnie ciągle jest to jeden jedyny ślad, jeden jedyny historyczny dowód, który wspomina cokolwiek o parku Kościuszki. To właśnie dzięki niemu wiemy, iż coś rzeczywiście wydarzyło się na wieży w czasie przemarszu czołówki Wehrmachtu. Ale z tego samego dokumentu wynika, iż to "coś" to raczej nieznaczący epizod, zakończony pojedynczymi wystrzałami, a nie harcerska hekatomba, wiążąca przez wiele godzin znaczące siły wroga, ponoszącego dotkliwe straty.

Podczas kilku kolejnych akcji poszukiwań, prowadzonych od 1947 roku aż po dzień dzisiejszy, nikomu nie udało się odnaleźć jakichkolwiek innych naukowo wiarygodnych dowodów, które by na tę sprawę rzucały jakieś inne światło. Ani w polskich, ani w niemieckich archiwach nie znaleziono żadnych notatek, protokołów, zapisów kronikarskich, artykułów prasowych, które wprost odnosiłyby się do tego wydarzenia. Jednak najbardziej zaskakujące jest to, że nie znaleziono ani jednego naocznego świadka. Przecież szukano ich ledwie kilka lat po wojnie i a potem wracano do tych poszukiwań na różnych etapach historii Polski. Jest statystycznie nieprawdopodobne, aby w trzystutysięcznym mieście, gdzie co najmniej połowa ludności była świadkami zajęcia Katowic przez Niemców, nie uchowało się co najmniej kilkadziesiąt osób pamiętających tak znaczące wydarzenie.

Ktoś coś słyszał

Akcjom poszukiwań świadków i dokumentów dwakroć patronowała redakcja "Gościa Niedzielnego", wokół której zgromadziła się grupa działaczy harcerskich i katolickich historyków. Każda taka akcja była wspomagana przez proboszczów, którzy apel badaczy kierowali do wszystkich lokalnych społeczności. Dotarł więc on do około miliona diecezjan, a mimo to nie zgłosił się żaden bezpośredni świadek - jeśli nie liczyć tych, którzy "coś słyszeli od innych", "mama im opowiadała" itp.

Przez wiele lat w środowisku badaczy pokutowało przekonanie, iż pełną dokumentację obrony wieży spadochronowej zgromadził sam Kazimierz Gołba, zaś jego archiwum zostało skonfiskowane i zniszczone w 1950 roku przez Urząd Bezpieczeństwa. Niestety, nikt nigdy nie potrafił powiedzieć, co się w tym archiwum znajdowało. Milczał o tym nawet sam pisarz, gdy ostatecznie wypuszczono go z aresztu, milczała też jego rodzina. W aktach katowickiego UB nigdy nie odnaleziono najmniejszego śladu takiej konfiskaty, a przecież były one zwykle szczegółowo protokołowane.

Pomimo tylu wątpliwości zwolennicy harcerskiej legendy nigdy nie złożyli broni i wynajdywali nieprawdopodobne wyjaśnienia dla zastanawiającego braku historycznych źródeł. Na przykład pewna pani profesor od lat powtarza ten sam argument: że ludzie wciąż przeraźliwie się boją i dlatego nie chcą mówić. Konsekwentnie odrzuca daleko prostsze wyjaśnienie: że ludzie po prostu nie mają nic do powiedzenia. Bo czegóż mieliby się bać w 1995 roku, kiedy to ostatni raz pani profesor szukała świadków? Gestapo, NKWD, Urzędu Bezpieczeństwa? To teza z gruntu naiwna. Cenne i szlachetne jest, gdy historyk w coś gorąco wierzy. Niestety, jego powinnością jest nie wierzyć, lecz szukać dowodów pozwalających dotrzeć do prawdy obiektywnej, choćby nawet nie pasowała ona do mitu.

Pytań, na które nikt nie chce odpowiedzieć, stawiano już wiele. Na przykład: Jaki polityczny cel mogła mieć bezpieka i jej mocodawcy w ukryciu dowodów, potwierdzających piękną i patriotyczną opowieść? Każde historyczne śledztwo musi sobie odpowiedzieć na podstawowe pytanie, stawiane niezmiennie od czasów rzymskich: Cui bono? (kto miał z tego korzyść?). Legenda o harcerskim zrywie była powojennej władzy jak najbardziej na rękę, znakomicie neutralizowała wstydliwy fakt, że we wrześniu 1939 roku w polskich Katowicach witano Wehrmacht z entuzjazmem i feerią flag ze swastyką.

Choć Kazimierz Gołba, przedwojenny nauczyciel i pisarz, istotnie doznał od UB dużej udręki, to przecież jego książka ostatecznie nie znalazła się na komunistycznym indeksie, wprost przeciwnie - została wciągnięta na listę szkolnych lektur obowiązkowych. Jaki byłby sens ukrycia dowodów na prawdziwość tej opowieści? Czy przypadkiem - jeśli archiwum autora rzeczywiście istniało i rzeczywiście zostało skonfiskowane - to nie dlatego, że zgromadzone w nim dokumenty mówiły coś innego niż książka? Wreszcie rzecz najważniejsza: niszcząc dowody w sensie materialnym, nie można ich usunąć z pamięci pisarza. A ten aż do swojej przedwczesnej śmierci w 1952 roku konsekwentnie milczał na ten temat.



Wrzesień obnażony

Katowicki epizod wpisuje się w potrzebę weryfikacji wielu innych mitów pokutujących na temat polskiego września 1939 roku. Przez lata karmiono nas opowieściami o bohaterskim zrywie narodowym podjętym wobec miażdżącej przewagi wroga. Karmili nas nimi pisarze, poeci, politycy i nauczyciele. "Pieśń o żołnierzach z Westerplatte" K.I. Gałczyńskiego do dziś figuruje w podręcznikach do języka polskiego, choć opowieść o tym, jak to "do nieba czwórkami szli" niewiele ma wspólnego z historyczną prawdą. Wciąż żyją barwne opowieści o ułańskich szarżach na niemieckie czołgi. Dopiero od niedawna, zrazu nieśmiało, lecz z biegiem czasu coraz skuteczniej, obnażają historycy "polski wrzesień", jako kompromitujący bezład polskiej armii, nieudolność oficerów, brak wyszkolenia żołnierzy, skandaliczny niedowład zaopatrzenia, panikę i chaotyczną ucieczkę - z rzadkimi tylko przypadkami utalentowanych i kompetentnych dowódców, profesjonalnie prowadzących działania wojenne. W sumie nic nowego, druzgocącego rozliczenia nieudolności sanacyjnej władzy w obliczu wojny dokonał już w 1941 roku rząd emigracyjny w Londynie.

Przyszedł więc czas, byśmy ostatecznie oddzielili historyczną śląską prawdę od legendy. Minęły 64 lata, wystarczająco dużo, by spojrzeć na historię chłodnym okiem i przestać operować emocjami. Tym bardziej że weryfikacja jednego mitu nie oznacza negacji wojennej tragedii, ani tym bardziej pomniejszania niemieckich zbrodni - a takie żałosne argumenty już padły w dyskusji. Jeśli legenda parku Kościuszki jest potrzebna na przykład politykom, to daj im Panie Boże zdrowie, nawet jeśli ocierają się o śmieszność, jak Waldemar Bojarun, rzecznik katowickiego Urzędu Miasta. Ale jego groteskowe oświadczenie, że gdyby żył w Katowicach w 1939 roku, to z pewnością poszedłby bronić wieży, można zrozumieć, ostatecznie rzecznik jest tylko zawodowym propagandzistą, pobierającym sowite wynagrodzenie za publiczne głoszenie urzędowych poglądów. Święte prawo do fikcji lub choćby tylko ubarwiania historii ma także pisarz czy poeta, na tym właśnie polega licentia poetica. Ale naukowiec i publicysta mają święty obowiązek poruszać się w kręgu faktów, nawet jeśli kłócą się one z barwną opowieścią z dzieciństwa.

Rozstanie z mitem

Czytając w szkolnych latach "Wieżę spadochronową", też przeżywałem wzruszenie nad opisem młodych ciał zrzucanych w przepaść przez ohydnych żołdaków i z trudem przyszło mi rozstać się z tym mitem. Ale - toutes proportions gardées - bolesne też było rozczarowanie, kiedy dowiedziałem się, iż Winnetou i Old Shatterhand nigdy nie istnieli, a wszystko wymyślił Karol May, siedząc w więzieniu. Kiedyś trzeba wyrosnąć ze świata baśni.

Autor jest katowickim publicystą i producentem telewizyjnym


Trzy lata po awanturze o wieżę spadochronową - Bartosz T. Wieliński

2006-12-03,



Trzeba było czekać trzy lata, by katowicki IPN ostatecznie przyznał, że w sprawie obrony wieży spadochronowej we wrześniu 1939 r. "Gazeta Wyborcza" napisała prawdę.

Historyk IPN-u: wieża to symbol (03-12-06, 21:34) - (Grzegorz Bębnik, historyk z katowickiego oddziału IPN-u, opracował kilkadziesiąt dokumentów dotyczących września 1939 roku w Katowicach. Wnioski, do których doszedł, w dużym stopniu pokrywają się z tym, co na ten temat trzy lata temu pisała "Gazeta". )

Gdy pod koniec października 2003 r. napisaliśmy pierwszy tekst o obronie wieży spadochronowej, liczyliśmy na rzeczową dyskusję o tym, gdzie biegnie granica między legendą a historyczną prawdą. Zamiast dyskusji rozpętała się jednak awantura, która trwała dobre pół roku. 66 śląskich polityków i intelektualistów napisało wówczas list otwarty do Adama Michnika, w którym zarzucili "Gazecie" kłamstwa, manipulację historią i obrazę czci obrońców Katowic.

Naszą winą było to, że zakwestionowaliśmy opis zawarty w "Wieży spadochronowej" Kazimierza Gołby, powieści, którą na powojennym Śląsku skutecznie lansowano jako patriotyczny katechizm. Zdaniem sygnatariuszy listu nie mieliśmy prawa tego robić, tym bardziej opierając się na niemieckich dokumentach, bo jak tłumaczyła na łamach śląskiej prasy jedna z kombatantek: "to prawda niemieckich generałów". W ogóle nie wolno nam było pisać o katowiczanach witających wkraczający Wehrmacht czerwonymi gladiolami.

Jednak trzy lata później wszystkie tezy "Gazety" potwierdził Grzegorz Bębnik, historyk z katowickiego IPN-u, autor książki "Katowice we wrześniu '39". Co więcej, opierał się na tych samych dokumentach z niemieckich archiwów. Autor nie ma wątpliwości, że Wehrmacht zajął Katowice bez większych problemów i że wieża spadochronowa bynajmniej nie była bronioną do ostatka redutą, bo walki w parku Kościuszki były właściwie incydentem. Zresztą w wywiadzie dla "Dziennika Zachodniego" Bębnik mówi o "tzw. obronie Katowic" i uważa, że to określenie nikomu nie uwłacza. Bo wojskowego terminu nie można stosować w odniesieniu do chaotycznego zrywu mieszkańców, a z czymś takim mieliśmy do czynienia w Katowicach 4 września 1939 r. i o tym pisaliśmy w "Gazecie" trzy lata temu.

Ustalenia Bębnika przyjmujemy z satysfakcją, szczególnie tam, gdzie krytycznie traktuje wcześniejsze ustalenia dotyczące zajęcia Katowic przez Wehrmacht. Wciąż jednak nie ma odpowiedzi na pytanie, dlaczego mit obrony wieży przetrwał tak długo? Komu był najbardziej potrzebny i kto go pielęgnował. Szkoda, że Bębnik nie umieścił "sporu o wieżę" w szerokim kontekście dyskusji o przeszłości Śląska i jego złożonej oraz dramatycznej tożsamości, dyskusji, która nieustannie wywołuje emocje. Awantura o wieżę to tylko element większej układanki. W tym samym roku nasza "Gazeta" toczyła przecież batalię o uhonorowanie pamięci założycieli nowoczesnych Katowic - Friedricha Grundmanna i Richarda Holtzego. Również wtedy słychać było pod naszym adresem głosy potępienia. Krótko mówiąc, aż prosi się o głębszą refleksję nad tym, jak w ciągu ostatniego półwiecza traktowano historię Śląska: jak ją zniekształcano i usuwano z niej wszystko to, co dla Polski niewygodne.

Czy wkrótce doczekamy się takiej publikacji? Szczerze w to wątpię. Bo mimo, że książka Bębnika wyszła kilka tygodni temu, wokół niej panuje na Śląsku dziwna cisza. Milczą przede wszystkim ci, którzy najgłośniej trzy lata temu protestowali przeciwko rzekomej "dziennikarskiej nierzetelności".


Janinacc:



Bardzo miłe i wzruszające

Pewnego dnia nauczycielka poprosiła swoich uczniów, by wypisali na


kartce imiona wszystkich kolegów z klasy, zostawiając przy tym trochę
miejsca obok nich. Potem powiedziała do uczniów, by się zastanowili
nad najmilszą rzeczą, którą mogliby powiedzieć o każdym ze swoich
kolegów i napisali to obok ich imion.
Trwało to całą godzinę, zanim wszyscy skończyli, i przed opuszczeniem
klasy oddali swoje kartki nauczycielce.
W weekend nauczycielka napisała każde nazwisko na kartce i obok
niego listę miłych rzeczy przypisanych mu przez kolegów.....
W poniedziałek każdemu z uczniów oddała jego lub jej listę. Już po
krótkiej chwili wszyscy się uśmiechali.
"Rzeczywiście?", było słychać szepty. "Nawet nie wiedziałem, że dla
kogoś coś znaczę!" i "nie wiedziałem, że inni mnie tak lubią", brzmiały
komentarze.

Nikt potem nie wspominał już o tych listach.

Nauczycielka nie wiedziała, czy uczniowie dyskutowali o nich ze sobą
lub z rodzicami, ale to nie było istotne...
Ćwiczenie wypełniło swoje zadanie. Uczniowie byli zadowoleni z siebie
i z innych.
Kilka lat później jeden z uczniów zmarł i nauczycielka poszła na jego
pogrzeb. Kościół był pełen przyjaciół. Jeden po drugim z tych, którzy
kochali lub znali młodego człowieka, przechodzili obok trumny i oddawali
ostatnią cześć..
Nauczycielka podeszła jako ostatnia i modliła się przy trumnie.
Kiedy tam stała, ktoś z niosących trumnę powiedział do niej:
"Czy była Pani nauczycielką matematyki Marka?"
Skinęła:
"Tak".
Ten powiedział:
"Marek bardzo często mówił o Pani."

Po pogrzebie większość szkolnych kolegów Marka zebrało się razem.


Byli tam również jego rodzice i wyraźnie czekali na to, by porozmawiać
z nauczycielką.
"Chcemy Pani coś pokazać", powiedział ojciec i wyciągnął portfel
z kieszeni.

"Znaleziono to, kiedy zginął Marek. Sądziliśmy, że Pani to rozpozna"


Wyjął z portfela zniszczoną kartkę, która najwyraźniej sklejona, była
wielokrotnie składana i rozkładana.
Nauczycielka wiedziała, nie patrząc, że była to ta kartka, na której były
miłe rzeczy, jakie koledzy napisali o Marku.
"Chcieliśmy Pani bardzo podziękować za to, że Pani to zrobiła",
powiedziała matka Marka.
"Jak Pani widzi, Marek bardzo to cenił".
Wszyscy dawni uczniowie zebrali się wokół nauczycielki.
Karol uśmiechnął się i powiedział:
"ja też mam jeszcze moją listę. Jest w górnej szufladzie mojego biurka".
Żona Roberta powiedziała:
"Robert poprosił mnie, żebym wkleiła listę do naszego ślubnego albumu".
"Ja też ciągle mam swoją", powiedziała Monika.
"Jest w moim dzienniku"...
Potem Irena, inna uczennica, sięgnęła to swojego terminarzai pokazała
wszystkim swoją porwaną i postrzępioną listę
"Zawsze noszę ją przy sobie" powiedziała Irena, i dodała:
"Sądzę, że wszyscy zachowaliśmy nasze listy."
Nauczycielka była tak wzruszona, że musiała usiąść i zaczęła płakać.
Płakała nad Markiem i nad wszystkimi kolegami, którzy go nigdy już nie
zobaczą.
Żyjąc z bliźnimi, często zapominamy, że każde życie kiedyś się kończy
i, że nie wiemy, kiedy ten dzień nadejdzie.
Dlatego należy mówić ludziom, których się kocha, że są szczególni i ważni!
Powiedz im to, zanim będzie za późno.

Możesz to zrobić wysyłając im tę wiadomość. Jeśli tego nie uczynisz,


stracisz cudowną okazję do zrobienia czegoś miłego i pięknego..
Jeśli dostałeś tę wiadomość, to dlatego, że ktoś się o Ciebie troszczy
i to znaczy, że jest przynajmniej jeden człowiek, dla którego coś znaczysz.
Pomyśl, zbierasz to, co siejesz. To co wniesiemy do życia innych, wróci
do naszego życia. Ten dzień będzie szczęśliwy i wyjątkowy dokładnie tak,
jak Ty!

Avira Antivirus Premium 2012

Erstellungsdatum der Reportdatei: Dienstag, 1. Mai 2012 23:21

Es wird nach 3729080 Virenstämmen gesucht.

Das Programm läuft als uneingeschränkte Vollversion.

Online-Dienste stehen zur Verfügung.



Lizenznehmer : Peter Sczepanek
Glück auf

Peter K. Sczepanek


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna