Po zakończeniu kariery osiedlił się w Liverpoolu, gdzie na świat przyszedł Fred



Pobieranie 24.53 Kb.
Data08.05.2016
Rozmiar24.53 Kb.
rozdział 1

John


Fred Lennon, ojciec Johna, wychowywał się bez rodziców. Uczęszczał do szkoły Bluecoat w Liverpoolu, która w owym czasie przyjmowała w swe szeregi sieroty. Fred wspomina, że wsadzono go w galowy mundurek, który zdjął, kiedy stał się doskonale wyedukowany. Został sierotą w wieku dziewięciu lat, gdy w 1921 roku zmarł jego ojciec – Jack Lennon. Jack urodził się w Dublinie, ale większość życia spędził w Ameryce jako zawodowy śpiewak. Należał do pierwszego składu grupy Kentucky Minstrels1. Po zakończeniu kariery osiedlił się w Liverpoolu, gdzie na świat przyszedł Fred.

W wieku piętnastu lat Fred wyszedł z sierocińca z solidną porcją wiedzy i dwoma garniturami na nową drogę życia – został gońcem. „Pomyślicie, że się przechwalam, ale zaledwie po tygodniu pracy mój szef poprosił o skierowanie do niego kolejnych trzech chłopców z sierocińca. Powiedział, że jeśli będą choć w połowie tak energiczni jak ja, to nadadzą się idealnie. Uwielbiali mnie w tej pracy”. Uwielbiany czy nie, po roku Fred porzucił posadę w biurze na rzecz morza. Najpierw pływał w charakterze chłopca na posyłki, a następnie pracował jako kelner. Twierdzi, że był najlepszym ze wszystkich kelnerów, choć brakowało mu ambicji. Według jego własnej relacji był tak rozchwytywany, że statki nie chciały opuszczać portu Liverpool bez Freddiego Lennona na pokładzie.

Fred zaczął się spotykać z Julią Stanley na krótko przed tym, jak rozpoczęła się jego wielka morska kariera. Poznali się zaledwie tydzień po opuszczeniu przez Freda sierocińca.

„To było cudowne spotkanie. Miałem na sobie jeden z moich nowych garniturów. Siedzieliśmy sobie z kumplem w parku Sefton. Uczył mnie, jak podrywać dziewczyny. Wcześniej zakupiłem już cygarniczkę i melonik, czując, że to może robić wrażenie. Była tam taka jedna panna, która wpadła nam w oko. Gdy przespacerowałem się obok niej, powiedziała: »Wyglądasz śmiesznie«, a ja na to: »A ty pięknie« i usiadłem przy niej. Wszystko było takie niewinne. Nie miałem wówczas pojęcia o tych sprawach. Powiedziała, że jeśli chcę siedzieć u jej boku, muszę zdjąć ten durny kapelusz. Więc zdjąłem. Wrzuciłem go do jeziora i od tej chwili aż po dziś dzień nie miałem kapelusza na głowie”.

Fred i Julia spotykali się w przerwach między rejsami przez dziesięć kolejnych lat. Fred twierdzi, że matka Julii „oszalała na jego punkcie”, za to ojciec nie darzył go szczególną sympatią, ale to on nauczył córkę grać na banjo. „Często graliśmy i śpiewaliśmy wspólnie. Dziś bylibyśmy na szczycie jak nic. Pewnego dnia Julia zaproponowała: »Chodź się pobierzmy«. Odparłem, że trzeba najpierw dać na zapowiedzi i w ogóle zabrać się do tego porządnie, a ona na to: »Założę się, że tego nie zrobisz«, więc zrobiłem. Dla draki. Całe to branie ślubu to był jeden wielki ubaw”. Rodzina Stanleyów widziała to jednak trochę inaczej. „Wiedzieliśmy, że Julia spotyka się z Alfredem Lennonem – wspomina Mimi, jedna z sióstr Julii. – Owszem, przyznaję, był całkiem przystojny, ale nie mieliśmy złudzeń, że za wiele pożytku to z niego nie będzie, zwłaszcza dla Julii”.

Ślub odbył się w urzędzie stanu cywilnego przy ulicy Mount Pleasant 3 grudnia 1938 roku. W ceremonii nie brali udziału rodzice żadnej ze stron. Jako pierwszy zjawił się Fred – już o dziesiątej rano czekał przed hotelem Adelphi. Ponieważ nigdzie nie było widać Julii, postanowił pójść do brata, spróbować pożyczyć funta. Po powrocie okazało się, że Julia nadal nie dotarła na miejsce, więc zadzwonił do kina Trocadero. Julia spędzała tam sporo czasu, bo zawsze fascynował ją świat kina i estrady. Nigdy nie była pracownicą Trocadero, choć przy wypełnianiu aktu ślubu w rubryce zawód dla żartu wpisała „bileterka kinowa”. „Telefon odebrała jedna z jej koleżanek z Troc – wspomina Fred. – One wszystkie mnie tam kochały. Każda z nich mawiała: »Gdybyś kiedyś odkochał się w Julii, będę czekać«”.

Ostatecznie Julia przybyła na ceremonię, a w ramach „miesiąca miodowego” para wybrała się na seans filmowy. Po ślubie zarówno Julia, jak i Fred wrócili do swoich domów, a na drugi dzień pan młody wyruszył w kolejny rejs – tym razem do Indii Zachodnich, na trzy miesiące. Julia została w domu rodzinnym, gdzie i Fred pomieszkiwał przez kolejny rok, gdy wracał na suchy ląd. Po jednej z takich wizyt Julia odkryła, że jest w ciąży. Było to latem 1940 roku. Liverpool był intensywnie bombardowany, za to nikt nie wiedział, gdzie jest Fred Lennon.

Gdy rozpoczął się poród, Julię przywieziono do szpitala położniczego przy Oxford Street. Mały chłopiec przyszedł na świat podczas nalotu bombowego, 9 października 1940 roku o wpół do siódmej wieczorem i otrzymał imiona John Winston. Winston był wynikiem spontanicznego przypływu patriotyzmu, natomiast imię John wybrała mu ciocia Mimi, która po raz pierwszy zobaczyła go już dwadzieścia minut po narodzinach. „Jak tylko ujrzałam Johna – wspomina Mimi – przepadłam z kretesem. Chłopiec! Nie mogłam się nacieszyć. Nie mogłam też przestać się nim zachwycać, prawie zupełnie zapominając o Julii, która skwitowała to słowami: »Ja w sumie tylko go urodziłam«”.

Gdy John miał osiemnaście miesięcy, Julia udała się do kantorka portowego odebrać pieniądze, które jakimś cudem co jakiś czas przysyłał jej Fred. Powiedziano jej jednak, że przekazy się skończyły. „Alfred uciekł z tonącego okrętu – komentuje Mimi. – Nikt z nas nie miał pojęcia, co się z nim stało”. Pojawił się wprawdzie ponownie, ale małżeństwo było już dawno skończone, mimo że oficjalnie rozstali się dopiero rok później. Julia w końcu poznała innego mężczyznę, za którego zdecydowała się wyjść za mąż. „Nie byłoby jej łatwo wchodzić w nowy związek z Johnem na ręku, więc ja go przygarnęłam. Naturalnie sama tego chciałam i było to chyba najrozsądniejsze wyjście w tej sytuacji. John potrzebował przecież jakiegoś stałego punktu zaczepienia i kochającej rodziny. W sumie i tak od początku czuł się u mnie jak w drugim domu. Zarówno Julia, jak i Fred zgodzili się na adopcję i mam nawet potwierdzające to listy od każdego z nich, ale nigdy nie udało mi się zaciągnąć ich do biura, by podpisali oficjalną zgodę”.

Naturalnie historia tego małżeństwa i rzekomej „dezercji” przedstawiona przez Freda Lennona nieco odbiega od powyższej wersji. Fred twierdzi, że wybuch wojny zastał go w Nowym Jorku. Tam też dowiedział się, że ma zostać przeniesiony na statek typu „Liberty”2 w charakterze pomocnika stewarda, a nie, jak do tej pory, głównego kelnera. „To oznaczało, że straciłbym pozycję marynarza. Nie obchodziło mnie za bardzo, że zaangażuję się w tę wojnę, ale przecież nie mogłem sobie pozwolić na utratę statusu marynarza, prawda? Kapitan statku pasażerskiego, na którym wówczas pływałem, doradził mi, co zrobić. Powiedział: »Freddy, urżnij się i spóźnij się rano na statek«”.

Tak też Fred zrobił, w wyniku czego trafił do aresztu na wyspie Ellis. Tam ponownie kazano mu zaciągnąć się na „liberciaka”, ale Fred upierał się, że chce nadal pracować jako główny kelner na statku „Queen Mary”. Ostatecznie doprowadzono go siłą na statek płynący do Afryki Północnej. Po zejściu na ląd Fred trafił prosto do więzienia.

„Jeden z kucharzy okrętowych powiedział mi pewnego dnia, że w kajucie ma alkohol i mogę sobie wziąć butelkę. Właśnie opróżniałem jej zawartość, gdy napatoczyła się policja. Rzekomo napocząłem przewożony ładunek. Bzdura. To wszystko wydarzyło się jeszcze zanim wyszliśmy w morze, ale na ląd pozwolono zejść całej załodze oprócz mnie. Podobno ukradłem, bo nie próbowałem ustalić właściciela. Usiłowałem się bronić, ale na nic się to zdało”.

Fred spędził w więzieniu trzy miesiące. Twierdzi, że to wówczas przekazy pieniężne do Julii się skończyły. Nie miał jej czego wysyłać, ale podobno posłał jej kilka listów. „Uwielbiała moje listy. Pisałem jej, że jest wojna i żeby lepiej korzystała z życia. To był mój największy błąd w życiu. Zaczęła tak bardzo korzystać, że w końcu kogoś poznała. I pomyśleć, że to ja ją do tego zachęciłem”.

John niewiele pamięta z okresu, który spędził w domu Stanleyów, gdy opiekowała się nim mama, a tata pływał po morzach, choć to nic dziwnego, bo mógł mieć wówczas najwyżej cztery latka. „Pewnego dnia dziadek zabrał mnie na spacer do Pier Head3. Na nogach miałem nowe buty, które strasznie mnie obcierały. Dziadek wyciągnął scyzoryk i przeciął obydwa buty na piętach, żeby wygodniej mi się szło”. John twierdzi, że z opowieści mamy wynikało, że spędziła z jego ojcem wiele cudownych chwil. „Opowiadała mi, że nieustannie się wygłupiali i śmiali. Wydaje mi się, że Fred był bardzo lubianą osobą. Wysyłał nam listy koncertowe ze statków, na których przy piosence Begin the Beguine4 widniało jego nazwisko jako wykonawcy”.

Z relacji sióstr wynika, że Julia również uwielbiała śpiewać. „Była radosna, dowcipna i pełna zabawnych pomysłów – wspomina Mimi. – Ani do życia, ani do czegokolwiek innego nie podchodziła zbyt poważnie. Dla niej wszystko było zabawą, za to kompletnie nie potrafiła poznać się na ludziach, dopóki nie było za późno. Częściej to ona padała ofiarą ludzkich grzeszków, niż sama grzeszyła”.

Fred wrócił na morze, gdy Julia zamieszkała na stałe z innym mężczyzną, a John z Mimi. Podczas jednej z wizyt na lądzie postanowił odwiedzić syna. „Zadzwoniłem z Southampton i rozmawiałem z Johnem przez telefon. Miał wtedy chyba pięć lat. Pytałem go, co chciałby robić, gdy dorośnie, o tego typu rzeczy. Mówił przepiękną angielszczyzną. Gdy wiele lat później usłyszałem jego liverpoolski akcent, byłem przekonany, że to taka poza”. Fred przyjechał do Liverpoolu, bo, jak sam twierdzi, potwornie martwił się o Johna. „Zapytałem go, czy miałby ochotę pojechać ze mną do Blackpool5, pójść do wesołego miasteczka i pobawić się w piasku nad morzem. Był zachwycony. Spytałem Mimi o pozwolenie. Powiedziała, że nie ma serca nam odmówić. No więc zabrałem Johna, choć wcale nie miałem zamiaru przywieźć go z powrotem”.



Fred i pięcioletni John zatrzymali się na kilka tygodni u znajomego. „W tamtym okresie miałem kupę kasy. Takie to były czasy tuż po wojnie. Brałem udział w licznych machlojkach, głównie zajmowałem się sprowadzaniem pończoch na czarny rynek. Pewnie do dziś w Blackpool sprzedają towary, które przemyciłem”. Znajomy Freda planował właśnie wyjazd na stałe do Nowej Zelandii, więc Fred postanowił popłynąć z nim. Przygotowania dopięte były na ostatni guzik, gdy pewnego dnia w drzwiach domu zjawiła się Julia. „Powiedziała, że przyjechała po Johna i że teraz ma wreszcie przytulny dom, do którego może go zabrać. Ja z kolei odparłem, że zdążyłem przyzwyczaić się do niego i że chcę go zabrać ze sobą do Nowej Zelandii. Widziałem, że Julia nadal mnie kocha. Spytałem więc, czemu nie pojedzie z nami. Powiedziałem, że moglibyśmy zacząć wszystko od nowa. Nie zgodziła się. Chciała tylko odzyskać Johna. Zaczęliśmy się kłócić i w końcu zaproponowałem, żebyśmy pozwolili zdecydować Johnowi. Zawołałem go. Przybiegł i wskoczył mi na kolana. Przywarł do mnie, pytając, czy ona wraca. Nic w tym dziwnego, że tego właśnie chciał. Zaprzeczyłem i powiedziałem, że musi wybrać, z kim chce zostać. Wybrał mnie. Julia spytała jeszcze raz, ale John ponownie wskazał na mnie. Skierowała się do drzwi, ale gdy już prawie była na ulicy, John poderwał się i pobiegł za nią. Odtąd nie widziałem go ani nie miałem od niego żadnych wiadomości, dopóki ktoś nie powiedział mi, że jest jednym z Beatlesów”.

1 Grupa artystyczna, przedstawiająca popularne w dziewiętnastowiecznej Ameryce widowiska rozrywkowe, złożone z piosenek, tańca, skeczów, parodii itp. – przyp. tłum.


2 Statki typu „Liberty” – jednostki masowo budowane w USA i Kanadzie podczas II wojny światowej w celu szybkiego uzupełniania strat wojennych – przyp. tłum.


3 Przystań w centrum Liverpoolu, nad rzeką Mersey – przyp. tłum.


4 Nostalgiczny utwór autorstwa Cole’a Portera o utraconej miłości, której wspomnienie budzi dźwięk beguine’a – przyp. tłum.


5 Popularne brytyjskie letnisko w regionie North West England, położone nad Morzem Irlandzkim – przyp. tłum.



©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna