Początek budzenia się ducha polskiego na górnym śLĄsku



Pobieranie 366.61 Kb.
Strona2/8
Data08.05.2016
Rozmiar366.61 Kb.
1   2   3   4   5   6   7   8

Ks. Pośpiech urodził się dnia 22 stycznia 1878 r. w Kokoszycach pod Pszowem, w pow. rybnickim. Święcenia kapłańskie otrzymał dnia 20 czerwca 1903. Jako kapelan pracował pewien czas w Orzegowie, później w Krapkowicach i jako wikariusz powiatowy w Jaworzu na Dolnym Śląsku. Umarł dnia 26 marca 1922 r.

W roku 1913 nabył "Gazetę Ludową" w Katowicach i odtąd zajmował się przede wszystkim sprawami politycznymi tym więcej, gdy go wyborcy okręgu pszczyńsko - rybnickiego posłem do parlamentu wybrali. Na tym stanowisku zastała go wojna światowa. Przeszedł podczas niej ciężkie czasy, które między innymi do osłabienia zdrowia jego się przyczyniły. Ks. Paweł Pośpiech był także członkiem polskiego sejmu w Warszawie. W roku 1920 stan zdrowia zmusił go do wycofania się z życia politycznego. Wtedy też pozbył się "Gazety Ludowej".

Ks. Paweł Pośpiech należał do tych księży na Górnym Sląsku, którzy mieli odwagę opowiedzieć się po stronie polskiej już w owych czasach, w których to nie przynosiło korzyści, lecz narażało na różne przykrości. Toteż wyrażamy uznanie dla odwagi, okazanej przez nieboszczyka, a pamięć Jego u ludu, dla którego pracował, nie wygaśnie.

POWSTANIE ZWIĄZKOW ZAWODOWYCH POLSKICH NA GÓRNYM ŚLĄSKU

Na Górnym Sląsku po wojnie francusko - niemieckiej, coraz to więcej rozwijał się przemysł; robotników coraz więcej koncentrowało się w wielkim przemyśle. Najwięcej rozwijało się hutnictwo i górnictwo w bytomskim i katowickim powiecie, w których to powiatach najwięcej robotników się koncentrowało. W roku 1887 rozpoczyna się tu niezadowolenie robotników przemysłowych, do którego dali powód kapitaliści, zaś ostatnio dał powód do tego ów wielki napływ robotników, pomiędzy którymi mieli kapitaliści wielki wybór. Zasiedziałych starych robotników coraz więcej szykanowano, karano różnymi karami pieniężnymi i wydalano takowych bez wszelkich powodów z pracy. Robotnicy staczali różne walki z pracodawcami o swoje prawa, które atoli żadnych korzyści stronie robotniczej nie przyniosły, gdyż nie było solidarności pomiędzy nimi. Byli tacy, którzy tylko podburzali, a na oku coś innego, a nie naprawę stosunków złych, panujących naówczas w zawodach, mieli. Wciąż robotnicy chwytali się strajków, lecz za każdym razem padały ofiary pomiędzy robotnikami, o których się nikt nie troszczył. Światlejsi robotnicy zastanawiali się nad tym, w jaki sposób by temu zapobiec, schodzili się w powiecie bytomskim i tam w redakcji "Katolika" z p. Napieralskim i ks. Radziejewskim naradzali się nad sposóbem, który by robotnika mógł ochronić od złego, radzić i pomagać w nieszczęściu, w które robotnik się dostaje. Po długich naradach powstała myśl założenia związku robotniczego, który miał mieć za zadanie bronić interesów róbotniczych i pomagać w walkach, które robotnik staczać musiał. Redaktor Adam Napieralski przyobiecał swą pomoc i pracował nad tym, ażeby jak najprędzej dzieło zostało stworzone.

Światlejsi robotnicy, pomiędzy którymi także pan Królik z Tarnowskich Gór i Wojciech Wieczorek z Halemby się znajdowali, nie zważali na trudy, które około tego mieli, lecz wciąż pracowali i dążyli zatem z Napieralskim do jak najprędszego zwołania robotników i założenia takowego związku. Gdy już, wszystkie prace wstępne do założenia były gotowe, postanowiono zwołać wiec robotniczy. Wiec został zwołany przez gazety "katolikowe"na dzień 25 września 1889 r. do strzelnicy w Bytomiu. Na wieść o mającym się odbyć wiecu, powstało wielkie zainteresowanie w kołach robotniczych, toteż w dniu tym już od samego rana z wszystkich stron Górnego Śląska dążyli do Bytomia robotnicy, nie zważając na trudy i mozolną drogę, którą całe masy piechotą do miejsca wiecu zdążać musiały, Zebrało się przeszło 2000 górników i hutników z różnych stron. Wiec był wspaniałą demonstracją przeciwko kapitalistom, na którym też pierwszy zarys statutu związkowego został przyjęty. Cel i zadanie tegoż Związku wytknięto sobie następująco: górnicy, hutnicy i wszyscy inni robotnicy G. Śląska łączą się w jedno grono, aby wspólnymi siłami dopomagać sobie we wszystkich sprawach stanu swego, aby ten stan uczynić godnym szacunku i poważania u innych. Środkami do osiągnięcia celu tego będą: udzielanie sobie nawzajem rad i pomocy, utworzenie wspólnej kasy, z której będzie opłacany prawnik, szerzenie cnoty i nauki, pomiędzy stanem robotniczym i wspólne porozumiewanie się w niedoli, szerzenie bratniej miłości i wzajemności, niesienie pomocy słowem, pismem i groszem. To był skutek pierwszego zebrania robotniczego. Następnie zwołano ponowne zebranie na dzień 25 grudnia tego samego roku, w którym to dniu została praca około założenia związku ukończona i zarząd wybrany.

Na takich to zasadach stanął pierwszy związek pod nazwą Związek Wzajemnej Pomocy Chrześcijańskich Robotników Górnośląskich, który - jako organizację robotników mówiących językiem polskim - śmiało zaliczyć możemy do związków polskich. Początki tegoż związku były bardzo świetne, gdyż w pierwszym roku istnienia zorganizował około 4000 członków z kapitałem około 10000 marek. Powstanie związku zainteresowało nie tylko robotnika samego, lecz także i kapitalistów, którzy szykanami i prześladowaniem robotników sprawili to, że w roku 1895 spadła liczba członków do 2800. W roku 1896 rozpoczęła się znów zmiana na lepsze i liczba członków stale się pomnażać zaczęła tak, że w roku 1905 liczba członków doszła do 12000, a kapitał wynosił 80000 marek. Od roku 1906 rozpoczęła się zmiana na niekorzyść Związku Wzajemnej Pomocy. Przez zastój pracy w przemyśle i różne nieporozumienia pomiędzy robotnikami zmalała liczba członków tak daleko, że już przypuszczano, iż związek powoli przestanie istnieć i robotnik pozostanie bez wszelkiej opieki. Szukano różnych sposobów, żeby związek utrzymać nadal i nie dopuścić do upadku. W roku 1909 został połączony ze Zjednoczeniem Zawodowym Polskim, istniejącym wówczas w Westfalii, które już w roku 1908 połączyło się z Polskim Zw. Zawodowym w Poznaniu. Wzajemna Pomoc, ażeby porozumienie i łączność pomiędzy swoimi członkami utrzymać, komunikowała wszelkie sprawy związkowe swoim członkom w gazecie wydawanej w redakcji "Katolika" pod nazwą "Praca". Następnie postanowiono wydać osobny organ związkowy pod nazwą "Wzajemna Pomoc", która po dziś dzień (1923) jest organem "Zw. Metalowców Z.'Z. P." w Król. Hucie. Nadmienić wypada to, że członkowie tegoż związku, którzy wytrwali w nim aż do końca, byli idealistami, gdyż żaden tychże nie odwiedzał, ani składek nie zbierał, lecz każdy członek był zmuszony sam składki odnieść mężowi zaufania, który się znajdował w miejscu, a jeżeli tegoż nie było, to odesłać do głównej kasy w Bytomiu.

ZJEDNOCZENIE ZAWODOWE POLSKIE I JEGO POWSTANIE

Dla obrony własnych interesów tak narodowych jak i zawodowych Polacy na zachodzie Niemiec zaczęli się łączyć w towarzystwa polsko - katolickie.

W roku 1894 doszło do wielkiego rozwoju owych towarzystw robotniczo - katolickich, których liczba (jak wynika z pamiętników) 250 osiągnęła.

Ażeby sprawie robotniczej więcej dopomóc, została w dniu 9 listopada 1902 założona organizacja robotników polskich pod nazwą Zjednoczenie Zawodowe Polskie z siedzibą w Bochum. Do zarządu zostali wybrani: Szczepan Rajer prezes, Jan Witkowski - I wiceprezes, Józef Regulski II wiceprezes, Jan Jankowiak z Bochum jako skarbnik, Hipolit Libilski z Bochum, sekretarz. Od tego dnia rozpoczęło życie i pracę Zjednoczenie Zawodowe Polskie wśród "Polonii" na zachodzie Niemiec.

Do rozwoju nowej organizacji przyczynił się p. Antoni Brejski, który przemawiał na wiecach. Niemałe przeszkody były do przezwyciężenia. Pierwszy prezes druh Stefan Rajer został wyrzucony z kopalni, a inni członkowie prezydium byli krępowani. Pozostał wiceprezes Regulski i skarbnik Jankowiak, sekretarz LibiIski i Rady Nadzorczej - Stolpa, na których spadła cała praca, a w której dopomagała im gorliwie redakcja "Wiarusa Polskiego".

Po roku działalno§ci "Zjednoczenie" liczyło 9600 członków i 7700 marek gotówki; w roku 1904 liczyło już 11500 członków i 24687,19 marek kapitału.

W roku 1905 odbyło się drugie walne zebranie w dniu 12 marca.

Stwierdzono, że Zjednoczenie posiadało 2600 członków. Zebranie poprzedziły przykre zamieszki, które prezesa Regulskiego i sekretarza LibiIskiego zniewoliły do zrzeczenia się ponownego wyboru. Do nowego zarządu zostali wybrani Wojciech Sosiński - prezes, sekretarzem J. Korpus a tylko skarbnikiem pozostał druh J. Jankowiak.

Zjedn. Zawodowe Polskie rosło w coraz większą potęgę nie tylko na zachodzie, lecz sięgało do Prus Zachodnich, Saksonii i północnej części Poznańskiego. W tym samym roku, w którym zostało założone Z.Z.P. parę miesięcy naprzód, a więc w maju 1902 r., został założony związek robotniczy polski pod nazwą Polski Zw. Zawodowy w Poznaniu, na którego czoło zostali wybrani następujący panowie: Teodor Krause jako prezes, R.Jankowski jako skarbnik i W. Góralski jako sekretarz. Związek był tak samo na zasadach chrześcijańskich założony jak Zjedn. Zaw. Polskie i pomimo tego, że chociaż założony został w kraju, to miał do walczenia z ogromnymi przeszkodami.

Nie tylko związki niemieckie, które tam pracowały, przeszkody czyniły, lecz zwalczali takowy sami właśni rodacy. Gdy robotnik polski w Rzeszy niem. był rozdarty, nie mogły związki polskie dla niego tego, czego się spodziewano, osiągnąć, toteż zarządy tych związków starały się złemu zaradzić i szukały wyjścia z tego niewygodnego położenia w jakim się znajdowały. Nareszcie nadeszła chwila szczęśliwa, w której związki polskie znalazły wyjście; i tak najpierw połączyły się: Zw. Zaw. Polski ze Zjednoczeniem Zaw. Polskim 6 stycznia 1908 a następnie w roku 1909 połączono oba związki z Wzajemną Pomocą Górnego Śląska w jeden silny związek pod nazwą Zjednoczenie Zawodowe Polskie z siedzibą w Bochum. Stworzono trzy oddziały tegoż; na czele stanął Franciszek Mallkowski jako prezes, Jankowiak jako skarbnik, Jakubowic, sekretarz. Na czele Oddziału Metalowców, z siedzibą w Król. Hucie, stanął Przybyła jako prezes, Karuga skarbnik, Korpus sekretarz.

Na czele Oddziału Rzemieślników, z siedzibą w Poznaniu, stanął Nowicki jako prezes, Folcher skarbnik, Czarnecki sekretarz. Nad tym oddziałem został stworzony

Zarząd Centralny z siedzibą w Bochum, na którego czele stanął Wojciech Sosilski jako prezes, Wojciech Grześkowiak jako sekretarz i Wojciech Wieczorek jako skarbnik.

W roku 1911 na walnym zebraniu w Poznaniu uchwalone zostało, ażeby Zarząd Centralny swoją siedzibę przeniósł na Górny Śląsk, co się też stało i siedzibą Zarządu Centralnego zostały Katowice. Ponieważ praca Oddziału Metalowego była bardzo trudną i o górników nie było się jemu można troszczyć, Oddział Górników w Bochum zmuszony był ustanowić na Górnym Śląsku swoje zastępstwo, którego przedstawicielem na walnym zebraniu w Bochum, został wybrany druh Dubiel z Król. Huty, który też objął pracę organizacyjną w górnictwie, a siedzibę swoją miał w Zabrzu. Od tego czasu rozpoczęto pracę około polepszenia doli robotnika na dobre a "Zjedn. Zaw. Polskie" doszło do takiej siły i potęgi, że w roku 1913 po raz pierwszy górnik polski stanął do walki o swoje prawa z kapitalistami na Górnym Śląsku, i chociaż na przeszkodzie stały związki niemieckie i kapitaliści, to górnik polski pomimo tych. przeszkód, jakie mu czyniono, walkę rozpoczął. Do tej walki stanęło około 90000 górników i strajk ogarnął cały ruch górniczy na Górnym Sląsku. W tej walce odniósł górnik pierwsze zwycięstwo na Górnym Śląsku i chociaż nie uzyskał wszystkiego tego, czego pragnął, to jednak wywalczył sobie w całej pełni to, że od tego czasu znikły różne szykany robotników ze strony pracodawców i obchodzono się z robotnikami po ludzku.

Walka ta trwała przeszło sześć tygodni i pochłonęła kolosalne straty materialne, lecz to wszystko robotnik poświęcił w ofierze dla naprawy złego, które znosić musiał. Wybuch wojny pokrzyżował dalsze plany robotnika polskiego.

Wojna wszechświatowa nie złamała go na duchu, lecz tym więcej go wzmocniła w wierze, że zwycięstwo jedynie w swojskiej organizacji odnieść może, toteż nie tylko górnicy, hutnicy i rzemieślnicy łączyli się pod sztandarem Zjedn. Zaw. Polskiego, lecz zrozumiały to i inne warstwy robotnicze i tworzyły swoje własne oddziały oraz łączyły się pod sztandarem, Zjedn. Zaw. Polskiego.

W roku 1919 po przewrocie w Niemczech, pogorszyły się także stosunki i w zawodzie kolejnictwa niemieckiego, w którym masa polskich kolejarzy pracowała, lecz z powodu ostrej dyscypliny prusko - niemieckiej nie miała odwagi pokazać, że są Polakami. Wszystko, co było zatrudnione na kolei, było zorganizowane w związkach niemieckich, jak: Kfieger, Flotten i innych "Vereinach"'. Jednakowóż duch narodowy budził się pomiędzy kolejarzami i zbliżali się do swoich współbraci górników i hutników, kryjąc się w ich szeregach pojedynczo, gdyż nie mieli innej sposobności łączyć się w sprawach zawodowych w zw. polskich. Nareszcie w dniu 25 maja 1919 r. powstała pierwsza filia polskich kolejarzy na Górnym Śląsku w Mikulczycach, założona przez urzędnika okręgowego Zw. Zjedn. Zaw. Polskiego - K. Niestroja z Mikulczyc. Następnie powstały filie w Mysłowicach, Raciborzu, Chebziu, Gliwicach itd. Coraz więcej okazywała się potrzeba założenia osobnego oddziału kolejarzy w Z.Z.P., co się też spełniło przy wspólnej naradzie Zarządów Oddz. Górników i Hutników jako też i Zarządu Centralnego Zjedn. Zaw. Polskiego w Katowicach, w Biurze Zw. Górniczego. Na kierownika tegoż oddziału wybrano K. Niestroja z Mikulczyc i jemu powierzono ten oddział do zorganizowania w dniu 1 sierpnia 1919 r. Od tego czasu rozpoczęła się praca na dobre pomiędzy kolejarzami. Gdy już praca oddziału kolejarzy w pełnym rozkwicie i rozwoju się rozpoczęła, wybucha pierwsze powstanie w dniu 17 sierpnia 1919 i niszczy wszystko to, co było dotąd zbudowane. Członków zarządu piewszej filii w Mikulczycach, Mokosia i Grunerta "orgesze" wsadzili do lochu i obili. W Mysłowicach rozbito w puch całą filię, gdzie indziej terroryzowano kolejarzy polskich i szykanowano ich. Pracowano nad tym, ażeby ruch kolejarzy zatamować i organizację zniszczyć. Lecz pomimo wysiłków germańskich, duch narodowy pomiędzy kolejarzami nie upadł, owszem powstały nowe filie do życia. I tak, podczas największych walk "orgeszowców" i stanu oblężenia, powstała filia kolejarzy polskich w Rozbarku za białego dnia 24 sierpnia 1919 r. Na kierownika filii został wybrany Augustyn Gwóźdź z Rozbarku, który nieustraszenie przyjął ten urząd. Pomimo wszelkich trudności czynionych przez władze niemieckie Oddziałowi Kolejarzy Polskich Z.Z.P., potężniał on w siłę członków i urósł w potężną armię, która dużo dobrego dla dobra Rzeczypospolitej zdziałała. Nadmienić należy, że kierownik Oddziału Kolejarzy Z.Z.P. pan Niestrój nie był fachowcem, lecz z zawodu górnikiem, a zdołał pozyskać swą pracą kolejarzy i stworzyć tak silną organizację.

#ż nie mieli innej sposobności łączyć się w sprawach zawodowych w zw. polskich. Nareszcie w dniu 25 maja 1919 r. powstała pierwsza filia polskich kolejarzy na Górnym Śląsku w Mikulczycach, założona przez urzędnika okręgowego Zw. Zjedn. Zaw. Polskiego - K. Niestroja z Mikulczyc. Następnie powstały filie w Mysłowicach, Raciborzu, Chebziu, Gliwicach itd. Coraz więcej okazywała się potrzeba założenia osobnego oddziału kolejarzy w Z.Z.P., co się też spełniło przy wspólnej naradzie Zarządów Oddz. Górników i Hutników jako też i Zarządu Centralnego Zjedn. Zaw. Polskiego w Katowicach, w Biurze Zw. Górniczego. Na kierownika tegoż oddziału wybrano K. Niestroja z Mikulczyc i jemu powierzono ten oddział do zorganizowania w dniu 1 sierpnia 1919 r. Od tego czasu rozpoczęła się praca na dobre pomiędzy kolejarzami. Gdy już praca oddziału kolejarzy w pełnym rozkwicie i rozwoju się rozpoczęła, wybucha pierwsze powstanie w dniu 17 sierpnia 1919 i niszczy wszystko to, co było dotąd zbudowane. Członków zarządu piewszej filii w Mikulczycach, Mokosia i Grunerta "orgesze" wsadzili do lochu i obili. W Mysłowicach rozbito w puch całą filię, gdzie indziej terroryzowano kolejarzy polskich i szykanowano ich. Pracowano nad tym, ażeby ruch kolejarzy zatamować i organizację zniszczyć. Lecz pomimo wysiłków germańskich, duch narodowy pomiędzy kolejarzami nie upadł, owszem powstały nowe filie do życia. I tak, podczas największych walk "orgeszowców" i stanu oblężenia, powstała filia kolejarzy polskich w Rozbarku za białego dnia 24 sierpnia 1919 r. Na kierownika filii został wybrany Augustyn Gwóźdź z Rozbarku, który nieustraszenie przyjął ten urząd. Pomimo wszelkich trudności czynionych przez władze niemieckie Oddziałowi Kolejarzy Polskich Z.Z.P., potężniał on w siłę członków i urósł w potężną armię, która dużo dobrego dla dobra Rzeczypospolitej zdziałała. Nadmienić należy, że kierownik Oddziału Kolejarzy Z.Z.P. pan Niestrój nie był fachowcem, lecz z zawodu górnikiem, a zdołał pozyskać swą pracą kolejarzy i stworzyć tak silną organizację.

GÓRNY ŚLĄSK PO UKONCZENIU WIELKIEJ WOJNY ŚWIATOWEJ

W czasie wielkiej wojny światowej cała praca narodowa leżała odłogiem; wojna bowiem wyrządziła wielkie szkody ludowi, nie tylko pod względem materialnym, ale i duchowym.

Po ukończeniu tejże zerwał się lud polski do nowego życia na Sląsku; zabrał się do pracy z nadzwyczajnym wysiłkiem i energią. Może nigdzie nie uczyniono w owym czasie tyle dla oświaty ludowej, jak tutaj; chciano bowiem za pomocą tego czynnika wyzwolić się spod jarzma niemieckiego. Była to więc zrazu walka nie fizyczna, orężna, ale moralna, duchowa, gdyż lud był jeszcze za słabym i ubogim, skazanym na siebie samego, aby się zmierzyć z potężnym wrogiem, chociaż pokonanym i osłabionym.

Z drugiej jednak strony, gdyby był ktoś wtedy już rzucił hasło do powstania przeciw Niemcom, byłoby można z większą jeszcze łatwością oswobodzić Górny Śląsk, niźli się to stało później w Wielkopolsce, gdyż ze strony Śląska byliby Niemcy najwięcej zagrożeni, mieli bowiem więcej obawy przed robotnikiem górnośląskim, przeczuwali bowiem, że przyjdzie kiedyś dzień, w którym lud polski na Śląsku pomści wiekowe krzywdy gnębicieli swoich i zerwie pęta niewoli, gdy tylko nadarzy się sposobność do tego.

Brak wszelkiego przygotowania, organizacji i wina miarodajnych czynników sprawiła, że nie wyzyskano tak odpowiedniej chwili, że nie ufano własnym siłom i wyrobieniu. Nie znalazł się wówczas umysł głębszy, któryby był potrafił przewidzieć niejedno naprzód i wystąpić jako wódz ludu w odpowiedniej porze. To zaniedbanie i niedołęstwo mści się do dziś na ludzie śląskim i narodzie całym. Tymczasem, gdy Górny Śląsk miał przypaść w całości Polsce, wróg nie spał. Starali się Niemcy wyzyskać położenie w inny sposób. Urządzali manifestacje narodowe na Górnym Śląsku, posyłali protesty do Ligi Narodów, fałszowali statystyki i wołali na cały świat, że lud polski Górnego Śląska nie chce słyszeć o Polsce. I udało im się, bo postanowiono dla Śląska Górnego nieszczęśliwy plebiscyt.

Ze strony polskiej ludności na Sląsku zabrano się też do pracy, ale innej wprawdzie. Samorzutnie zaczęto działać na polu politycznym i oświatowo - kulturalnym. Praca ta była zdwojona i tak gorączkowa, że stanęli do niej wszyscy ci, którzy się już postarzeli w pracach narodowych, stanęli do szeregu młodzi, którzy z rodzin i towarzystw wynieśli wychowanie i naukę czysto polską. Wtedy też po raz pierwszy większe ilości współbraci, renegatów i chwiejnych poczuła, że są Polakami i przyznała się otwarcie do polskości, stąd nazwa "Polacy listopadowi", gdyż dopiero wówczas w roku 1918 po osłabieniu Niemców odkrył niejeden ze zbłąkanych i wynarodowionych swoją narodowóść prawdziwą.

Któż policzy te wszystkie wiece, które we wszystkich miejscowościach, i w tej najmniejszej, odbyto. Cały szereg mówców przebiegał wsie i miasteczka; głoszono wszystkim nową erę życia, wolność, zwycięstwo nad fałszem, sprawiedliwość, która miała położyć kres bezprawiu, powoływano się na 14 punktów Wilsona, wierzono, że nastał dzień oswobodzenia dla wszystkich uciśnionych i ujarzmionych.

Znający poprawnie język polski, urządzali kursy pisania i czytania polskiego dla dorosłych, miewano wykłady, odczyty, wieczorki i zebrania, na które ludność tłumnie się zbierała. Życie narodowe tłumione tak długo, wybuchnęło teraz z całą siłą. Z zapałem każda gmina organizowała się pod względem oświatowo - kulturalnym.

Miło było spojrzeć wtedy, jak starsi wiekiem górnicy, liczący 40 - 50 lat życia, nawet starsi niektórzy, uczyli się wspólnie poprawnego pisania polskiego i byli wzorem dla młodszej generacji; zasiadali na krześle w lokalach restauracyjnych, gdyż szkół na ten użytek nie otrzymano - i wpajali sobie zasady gramatyczne, lepiej od niejednego ucznia szkół średnich. Naród, tak długo pozbawiony nauczania w języku ojczystym, umiał teraz cenić szkołę ojczystą, toteż odnosił się z wielką wdzięcznością do swych nauczycieli, nie szczędził nawet grosza ze swego skromnego zarobku na utrzymanie tychże.

Najwięcej jednak w powiatach bytomskim, tarnógórskim, zabrskim i katowickim uczono się wtenczas po polsku. Liczba tych, którzy brali udział w kursach i nauczyli się póprawnie pisać po polsku, dochodzi do 5000 osób. Później dopiero, gdy na plebiscyt zjechała większa liczba nauczycieli i nauczycielek, uczono pisania polskiego i w innych powiatach Górnego Śląska.

Luty roku 1920 przyniósł nową erę dla Śląska. Po przeszło 150 latach panowania pruskiego na Śląsku, zawitały w kraj wojska zwycięskiej koalicji. Ludność polska chciała okupantów witać manifestacyjnie, ale ze względu na to, że wojska przychodziły w charakterze czysto neutralnym, zaniechano wszelkich uroczystych przyjęć i powitań.

Wojska Reichswehry i grencszucu, które się tak dotkliwie dały we znaki ludności polskiej na Górnym Śląsku, opuściły Śląsk w tej wierze, że niezadługo wrócą i odchodząc wołały: "Do prędkiego widzenia na niemieckim Śląsku!" Skończyły się okrutne rządy Horsinga, który pozostawił pamięć po sobie bardzo smutną; przeklinany był przez tysiące nieszczęśliwych rodzin, skazanych na głód i poniewierkę. Lud polski odetchnął i miał nadzieję, że już nigdy nie zobaczy żołdaków pruskich na Sląsku. Niestety nadzieje te nie ziściły się w zupełności, gdyż po dwóch latach wrócili do większej części Ślaska Górnego żołnierze Reichswehry, jak to byli zapowiedzieli.

NASTRÓJ I STAN PSYCHICZNY LUDNOŚCI GORNOŚLĄSKIEJ PODCZAS PRZYGOTOWAŃ DO GŁOSOWANIA LUDOWEGO

Nastąpił teraz okres przygotowawczy do głosowania ludowego, które miało się odbyć w nieokreślonym ściśle terminie.

Plebiscyt, to słowo wielkie, historyczne, które sprawiło, że wszelkie potęgi zła i ciemności, korupcji i demoralizacji wyszły na światło dzienne i zaczęły swoje niecne rzemiosło. W straszliwy i niesłychany sposób rozpętały się wszelkie namiętności i instynkty ludzkie. Kto plebiscyt przeżył, ten nie zapomni nigdy tego roku, zwłaszcza ci, którzy przybyli w pomoc do pracy plebiscytowej, przeżyli wielki czas dziejowy i odnieśli wrażenia, jakich już nie będą mieli w późniejszym życiu; mogli się bowiem zapoznać z psychą i wartością ludu śląkiego.

Działy się tu rzeczy, których tomy całe nie opiszą i obfite tu było pole do wszelkich badań i dociekań filozoficznych i historycznych. Była to walka wprawdzie nie orężna, ale walka duchów, bój mogący być wyobrazicielem tego wieku, starć narodowościowych, które tu doszły do punktu kulminacyjnego.

Zmierzyły się dwie rasy: germańska i polska; a między tymi stanęli ci, którzy nie chcieli przyznać się ani do pierwszej, ani do drugiej, kosmopolici, renegaci, Ślązacy, którzy chcieli tworzyć osobny jakiś naród śląski. Walkę tę można nazwać walką piór i języków, gdyż wszystko, co żyło wyciągnęło uzbrojone do boju w tę tak potężną broń, jaką jest piśmiennictwo i potęga wymowy. Można powiedzieć, że ludzie stali się wtedy ludziom wilkami; działy się w rodzinach sceny, przechodzące pojęcia ludzkie i niebywałe dotąd w społeczeństwach ludzkich. Była to tragedja rodzinna i społeczna, jakiej świat nie widział.

Cierpienia moralne, jakich lud w tej walce plebiscytowej doznał i przeżył są tak wielkie, że skutki ich pozostaną na długo. Zburzono i wygnano szczęście i pokój z tysięcy rodzin. Eksperyment, który tutaj wykonano, przyniósł nieoczekiwane rezultaty, ale ujemne. Syn stanął przeciw ojcu, matka przeciw córce, dzieci przeciw rodzicom, a rodzice przeciw dzieciom; brat przeciw bratu, poddany przeciw panu. Poglądy wszystkich były tak sprzeczne, że dochodziło nie tylko do kłótni, ale obijano się wzajem. W środkach zwalczania nie przebierano. Jaką tylko metodę agitacji potrafił ktoś wymyślić, był przyjmowany w szeregi tych, którzy w stuczny sposób mieli zdobywać głosy. Niejednokrotnie były pałki w robocie; terrorem starali się głównie Niemcy wpływać na słabych, lękliwych i niezdecydowanych Polaków. Kupowanie dusz zaczęło kwitnąć w najlepsze u Niemców, którzy poprzez tajny, ale dobrze pomyślany plan naprawdę kupili tysiące głosów naszych braci.

1   2   3   4   5   6   7   8


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna