Polska prowincja misjonarzy oblatow maryi niepokalanej



Pobieranie 1.3 Mb.
Strona1/18
Data03.05.2016
Rozmiar1.3 Mb.
  1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   18
Listy do korespondentów
w Ameryce
ŚWIĘTY EUGENIUSZ DE MAZENOD
(1782-1861)


Kolekcja Pisma oblackie I

Listy do korespondentów


w Ameryce

1841-1850


POLSKA PROWINCJA MISJONARZY OBLATOW MARYI NIEPOKALANEJ

Z francuskiego tłumaczył
Jan Chmist OMI
mjsyjne

drogi

POZNAN 2014


Copyright polskiego tłumaczenia:

Polska Prowincja Misjonarzy Oblatów Maryi Niepokalanej

Korekta: KATARZYNA BUŁCZYŃSKA
Redaktor: MARCIN WRZOS OMI

ISBN 978-83-921781-4-9 (całość)

ISBN 978-83-63775-07-0 (t. 1)

DRUK: TOTEM, 88-100 INOWROCŁAW, UL. JACEWSKA 89

Prezentacja

Z wielką radością i świadomi tego, że spełniamy powszechne pra­gnienie oblatów, podejmujemy dziś wydanie pism błogosławionego Eugeniusza de Mazenoda. Są one przede wszystkim dobrem rodziny, ale ukazują również epokę i wyjątkowy dynamizm misyjny.

Nie mamy zamiaru opublikować wszystkiego. Byłoby to pewnie nieciekawe. Chcemy jednak wydać w całości to, co może najbardziej posłużyć ukazaniu historii oblatów, a szczególnie poznaniu ich Zało­życiela i łaski apostolskiej, która go ożywiała. Biografie poświęcone Eugeniuszowi de Mazenodowi, a szczególnie biografia Jeana Leflona, ukazały bogactwo oraz siłę i energię jego osobowości. Nic jednak nie zastąpi bezpośredniego kontaktu w poznaniu człowieka i tego, co w nim jest. Należy jednak wierzyć, że korespondencja bezsprzecznie pozwoli zajrzeć w duszę człowieka, jego myśli, poglądy, odczucia i w tym sen­sie odgrywa wyjątkową i pierwszorzędną rolę. Pozwala nam poznać kogoś, jaki jest naprawdę, i ujrzeć wszystkie jego właściwości, zwłasz­cza gdy piszącym jest Eugeniusz de Mazenod.

Zaczynamy więc od wydania listów, które napisał jako Założyciel i człowiek ponoszący odpowiedzialność za apostolską pracę członków założonego przez siebie Instytutu. Dwa pierwsze tomy będą zawierać listy skierowane do korespondentów w Ameryce Północnej, pierwszej misji oblatów. Następnie czas będzie na listy skierowane do korespon­dentów w Anglii i Irlandii, w Afryce i na Cejlonie. Potem pojawią się listy pisane do Kongregacji Propagandy Wiary (Rzym) i do Dzieła Roz- krzewiania Wiary (Paryż i Lyon). Wreszcie listy skierowane do obla­tów we Francji zakończą tę pierwszą serię ośmiu tomów.

W chwili wydania tej kolekcji chcemy złożyć hołd pracownikowi najwyższej klasy, który przez wiele lat prowadził prace badawcze nad życiem i działalnością bpa de Mazenodanieodżałowanemu o. Ma- riusowi Nogaretowi, OMI.

Ojciec Yvon Beaudoin, OMI, byty jego współpracownik i specjali­sta od pism mazenodowskich, podjął się opracowania niniejszych rę­kopisów, za co mu bardzo dziękujemy.

O. Fernand Jette, OMI superior generalny



19 października 1976 r
















Wprowadzenie



Wyjazd pierwszych oblatów do Kanady w roku 1841 ukazuje po­czątek niezwykłej ekspansji Zgromadzenia bpa de Mazenoda i nieba­wem nada mu specyficzną cechę, która wyróżnia go w Kościele spo­śród Instytutów misyjnych.

Biskup Marsylii miał wówczas pięćdziesiąt dziewięć lat. Dojrzały przez wiele lat prac apostolskich i przez cierpienia, ubogacony znajo­mością ludzi, bardzo biegły w sprawach administracyjnych i ekono­micznych, ciesząc się jeszcze pełnią sił i pałając bardziej niż kiedykol­wiek wielką miłością do Boga i ludzi, tak dobrze uformował swoich synów i zapalił ich taką żarliwością dla chwały bożej i dla zbawienia dusz, iż w ciągu dziesięciu lat przejdą całą Amerykę Północną i osie­dlą się w 1841 r we wschodniej części Kanady, w 1845 w jej części zachodniej, w 1847 r na brzegach Pacyfiku, w latach 1849-1852 w Teksasie i północnym Meksyku, a począwszy od roku 1858 nad brze­gami rzeki Mackenzie i nad lodowatym Morzem Arktycznym.

Biskup de Mazenod w listach pisanych do oblatów rzadko skarżył się na brak gorliwości i odwagi misjonarzy. Przeciwnie, najczęściej musiał hamować ich zapał i dobrze kierować rozmachem ich działal­ności. Ten ogień pochodził niewątpliwie z gorejącego żaru, który wy­niszczał misjonarzy, ale był podsycany licznymi listami Założyciela i ustawicznie ożywiany nie mniej gorącym podmuchem bpa Bourgeta z Montrealu, który wezwał oblatów i od początku osobiście skłaniał ich do wszelakiego rodzaju dzieł we wszystkich kierunkach. Ojciec Honorat tak o tym napisał 19 września 1843 r.: „Biskup Montrealu zatrudnia je­zuitów tylko w jednej parafii, a nam każe głosić misje i w parafiach już uformowanych, i w dużych miastach, i karczownikom, i Algonkinom, i Irokezom, i w jego diecezji, i w trzech albo czterech otaczających ją. A to wszystko musimy my wykonywać, a nie inni”.

Z początku jednak bp de Mazenod zobowiązał się wysłać do Ka­nady tylko kilku kapłanów do głoszenia misji ludowych i, może póź­niej, do odwiedzania Indian. Jednak z roku na rok prośby biskupa Montrealu, a potem oo. Honorata, Guigues’a, Tache’a itd. stawały się coraz bardziej natarczywe i wymagające. Biskup Marsylii wysyłał z Hawru do Ameryki co roku kontyngent misjonarzy: najpierw trzech lub czterech rocznie, dziewięciu w roku 1847, pięciu albo sześciu co roku aż do roku 1861. Prawie stu ojców i braci z Francji, jeden Belg i kilku Irlandczyków udało się do Nowego Świata. Spośród nich około dwu­dziestu umarło albo wystąpiło ze Zgromadzenia lub zostało wezwanych do Francji. Byli to oo. Honorat, Telmon, Ricard, Bermond, Baudre, Allard itd. Stopniowo zastępowali ich Kanadyjczycy lub Amerykanie.

Założyciel często skarżył się na brak powołań oblackich w tak re­ligijnym kraju jak Kanada. Wprawdzie między rokiem 1841 a 1861 na­liczono sześćdziesiąt jeden obłóczyn we wschodniej Kanadzie, wśród których dostąpił ich Riel i smutnej pamięci Chiniquy, ale tylko jedna trzecia spośród kandydatów złożyła śluby. Chociaż ta grupa powięk­szyła się o dziesięciu kandydatów z innych rejonów Ameryki, docho­dząc aż do trzydziestu, to jednak dwunastu z nich wystąpiło ze Zgroma­dzenia albo zmarło przed 1861 rokiem. Na czterystu czternastu oblatów żyjących w roku 1861, około stu pracowało w Ameryce, trzynastu w Tek­sasie i w Meksyku, dwunastu w Oregonie i Kolumbii Brytyjskiej, trzy­dziestu w północno-zachodniej części Kanady i pięćdziesięciu we wschodniej części Kanady i Stanów Zjednoczonych. Zgromadzenie wy­słało do Ameryki również trzech biskupów: Guigues’a, Tache’a i Gran- dina, a w sprawie mianowania oo. Farauda i dHerbomeza pertrakto­wano z Kongregacją Propagandy Wiary.

Z takim samym rozmachem mnożyły się placówki. Wschodnia pro­wincja kanadyjska posiadała sześć domów: Montreal, pałac biskupi i szkoła średnia w Ottawie, Quebec, Maniwaki i Sault St-Louis. W Sta­nach Zjednoczonych były dwa domy: Plattsburgh i Buffalo. Wikariat w regionie Czerwonej Rzeki liczył również osiem stacji misyjnych, obejmujących cały północny zachód: St-Boniface (1845), Ile a la Cros- se (1846), jezioro Athabasca (1847), jezioro La Biche (1853), jezioro Ste-Anne (1855), Fort Resolution aż do Wielkiego Jeziora Niewolni­ków (1856) i Good Hoppe (1858), jezioro Caribou (1860). Oregon i Kolumbia były podzielone na cztery dystrykty: św. Józefa w Olimpii (1848), Esquimalt (1858), jezioro Okanagan (1859) i New Westminster (1860). Prowikariat Teksasu posiadał dwie placówki misyjne: Brown- sville (1849) i Matamoros (1858) oraz kilka stacji misyjnych, takich jak: Roma, Rio Grande City i Point-Isabel.

Zawarte w dwóch pierwszych tomach dwieście siedemdziesiąt osiem listów przedstawia nam bardzo obrazowo tę odważną przygodę apo­stolską i wyjaśnia wiele problemów powstających z powodu tej zbyt gwałtownej ekspansji, różnorodności dzieł, nadmiaru pracy, wielkiej liczby młodych ojców, często zwykłych studentów, którzy nie mieli cza­su na odpowiednie przystosowanie do zadania pomagania nowo przyby­łym współbraciom albo musieli wyjeżdżać na inne placówki misyjne.

Jednak te listy ukazują nam szczególnie osobowość i ducha świę­tego o. Eugeniusza de Mazenoda, jego wizje prorocze, jego gorące i mocne pragnienie podtrzymania swoich synów w godności i gorliwo­ści ich powołania. W codziennym szarym życiu ludziom i ich dziełom daleko do wymarzonych ideałów. To było bolączką Założyciela, tema­tem stale powtarzanym w jego listach: zachowanie i umocnienie życia zakonnego i ducha apostolskiego. Czytając niektóre strony, można by przypuszczać, iż niekiedy czuł się rzeczywiście załamany, bezradny, je­śli nawet nie ponoszący klęskę. Liczne są upomnienia i surowe zarzu­ty, czasem prawie rozpaczliwe. Trzeba przyznać, iż nasz obraz jest za­fałszowany, jak przekonamy się na podstawie licznych listów, z których mamy tylko wyjątki opracowane przez o. Yenveux, bo wiadomo, że ten ojciec usiłował jedynie wyjaśnić Konstytucje tekstami Założyciela. Po­nadto wiadomości pochodzące z Kanady nie zawsze były obiektywne i mogły zniekształcić prawdziwy obraz. Ojciec Honorat napisał do nie­go na ten temat 14 kwietnia 1843 r.: ,,...W moich pierwszych listach zawarta jest przesada w złym obrazie (...), ale chwilowe wrażenie (...), ale nowość naszej sytuacji, ale różnorodność charakterów, brak cnoty u jednego, lekkomyślność u drugiego, a brak rozsądku u trzeciego, ich małe zaufanie do mnie. Proszę do tego dodać mój charakter, mój brak zdolności i moją słabość, żeby nie powiedzieć moje tchórzostwo (...), moją odpowiedzialność za przyszłość, która mnie zawsze przerażała i ciągle przeraża. Wszystko to wśród nieustannych zajęć, bez stałego stanowiska, bez środków zaradzenia rzeczywistemu rozprężeniu, które zaistniało w rodzinie i któremu nie mogłem się przeciwstawić, bo ni­gdy nie byliśmy sami, i ponieważ zwątpiłem, czy zaradzę. To wszystko utrzymywało mnie w stanie niepokoju, który niekiedy mógł mnie skła­niać do przedstawiania obrazu w czarnych kolorach.”.

Jeśli listy z pierwszych lat obfitują w zarzuty i skargi na niedosta­tek życia zakonnego, na brak zgody, roztropnego zarządzania, na ten­dencję do działania bez wystarczającego informowania rady general­nej itd., to listy z ostatnich lat tylko powiększają jeszcze inne sprawy, tak samo przykre dla jego ojcowskiego i apostolskiego serca. Były to: zniechęcenie niektórych misjonarzy z powodu życia i klimatu, które wymagały heroizmu, wymuszone opuszczenie różnych placówek misyj­nych, obejmowanie bez pozwolenia i na niepewnych warunkach eko­nomicznych albo innych, odejścia, zgony, a nawet próby oderwania się ojców w Kanadzie od centrum Instytutu.

Mimo tych niedoskonałości i słabostek zbyt ludzkich, oblaci przy­czynili się w zdecydowany sposób do wprowadzenia i rozwoju chrze­ścijaństwa w całej Kanadzie i wielu miejscach Stanów Zjednoczonych. Kościoły te wiele zawdzięczają wierze i nadziei bpa de Mazenoda. W dniu 5 grudnia 1844 r tak napisał do o. Guigues’a: „Trzeba mieć trochę odwagi i ufności w Bogu, który nam wytycza drogę i nie opuści nas, gdy pójdziemy w Jego imieniu i dla Jego chwały ”. Kościoły te za­wdzięczają również wiele jego gorliwości, jego wizji przyszłości, jego stanowczym decyzjom. Od wysłania pierwszych ojców jest pewne, że za nimi pójdą inni misjonarze (list do o. Lagiera, 28 sierpnia 1841 r.), że „Montreal jest może tylko bramą, która wprowadza rodzinę do pod­boju dusz w wielu krajach ” (do o. Honorata, 9 października 1841 r.), że Bytown jest „całe miastem przyszłości” i że trzeba udać się tam „ze stanowczym postanowieniem pokonania wszystkich trudności, osiedle­nia się tam i pozostania” (do o. Honorata, 1844), że oblaci będą głosić Ewangelię „całej Ameryce Północnej” (do o. Guigues’a, 5 grudnia 1844 r.), że rozprzestrzenią się „od morza do morza”(do o. Ricarda, 8 stycznia 1847 r.).

Tak przedstawia się pokrótce zawartość tych dwóch tomów.

Poszukiwanie pism

Chcieliśmy opublikować wszystkie listy bpa de Mazenoda do swo­ich korespondentów w Ameryce, jednakże mamy już tylko te wyżej przytoczone. Inne, wydaje się mniej liczne i mniej ważne, zaginęły w różnych katastrofach, a szczególnie w pożarach, zwłaszcza pałacu biskupiego w St-Boniface 14 grudnia 1860 roku. Wśród listów odnale­zionych i przepisanych szczególnie z okazji procesu beatyfikacyjnego w latach 1926-1929 tylko potowa jest w komplecie, ponieważ albo do­chował się ich oryginał, albo zostały skopiowane przed ich wysłaniem w spisie zachowanym w archiwach Postulacji. W przypadku około stu dwudziestu pięciu listów musimy się zadowolić krótszymi lub dłuższy­mi fragmentami, pochodzącymi z dzieł oo. Yenveux, Reya i Ramberta, którzy przed rozpoczęciem pisania biografii bpa de Mazenoda albo ko­mentarza do Reguł pod koniec XIX w otrzymali prawie wszystkie listy z Kanady i ze Stanów Zjednoczonych. Cytowali je obficie, zwłaszcza

o. Yenveux, ale potem oryginały tych listów zaginęły, a nie zrobiono żadnej ich integralnej kopii1.

Prawie wszystkie fragmenty zawarte tutaj pochodzą od o. Yenveux. Odtworzono te listy nie bez trudu, ale z dostateczną precyzją. Yenveux kazał swoim stenotypistkom skopiować je, aby zilustrować lub skomen­tować ten albo inny artykuł Reguły. W pierwszych liniach kartki napi­sał: „proszę skopiować ten list, strona 1, linia x do x”, itd. Potem te panie wiernie kopiowały żądane strony. W ten sposób Yenveux nazbie­rał stosy kart, których nie mógł uporządkować, bo zmarł. Część zosta­ła wydrukowana w roku 1903 za staraniem o. Schaufflera. Reszta prze­padła prawdopodobnie w czasie prześladowań religijnych we Francji w latach 1904-1905. Potem na szczęście oo. Esteve i Thiry odnaleźli te notatki w skrzyniach w Paryżu, Belgii i Rzymie. Ojciec Esteve, bę­dąc postulatorem beatyfikacji, posegregował wszystko według kolejno­ści artykułów Reguły, zlepił wszystkie fragmenty przycięte stosownie do potrzeby i utworzył dziewięć tomów przechowywanych w archiwum Postulacji. Trzeba więc było odtworzyć tekst, opierając się na frag­mentach i wskazówkach o. Yenveux podanych według kolejności arty­kułów Reguły. Wierność oryginałowi i porządkowi jest dostateczna w trzech czwartych fragmentów. Reszta została skopiowana przez sa­mego o. Yenveux, który czasami nie podawał daty, nigdy nie mówił, z której stronicy ani jakiego wiersza brał swój fragment, a przede wszystkim często streszczał tekst. Poznamy te listy po wielokropkach, którymi są przeplatane zdania nawet w środku akapitów. 1

Niezależnie od tego, jak wiarygodna byłaby większość tych frag­mentów, prawdą jest, że często chodzi tylko o jakąś część listu, o jakąś myśl wyrwaną z kontekstu, o prawdziwy szkielet odarty z ciała i bez życia. Te chłodne i suche zdania bowiem, porozrzucane tu i tam w celu wyjaśnienia kilku artykułów Reguły, jeżeli nam ukazują, często bez niu­ansów, myśl Założyciela, to jednak żałośnie pomniejszają jego osobo­wość, jego delikatność, jego ludzki zapał, jego dynamizm, umiejętność pochwalenia, dodania odwagi, przyjęcia przykrych napomnień. Ale na szczęście są listy przepisane w całości, które łagodzą te braki.

Sposób wydania

Administracja generalna wymagała, aby wydano pisma Założycie­la, zaczynając od tych, które najbardziej interesują oblatów, i aby po­służono się metodą wiernie oddającą oryginalny tekst bez obciążania go gramatycznymi i historycznymi przypisami.

Posłużyliśmy się więc metodą użytą przed kilku laty, publikując li­sty do oo. Tempiera, Courtes’a i Auberta2. List jest poprzedzony krót­kim streszczeniem. Tekst przepisano zgodnie z oryginałem. Czasem zmieniono tylko dość wadliwą interpunkcję i napisano poprawnie sło­wa, których ortografia przedtem była inna, np. infant, incessans, re- merciemens, quelques fois, fesans, fesoient, feroient itd. Inne słowa, nieprawidłowo napisane przez nieuwagę, zostały przeniesione do przy­pisu i poprawione w tekście albo też po prostu uzupełnione poprzez umieszczanie w nawiasie liter dodanych.

Historyczne przypisy zredukowano do tego, co jest istotne. Precy­zują one tylko lub naświetlają jakieś wydarzenie, jakiś zarzut lub ja­

kąś nienazwaną osobę itd. Zapewne czytelnik nie będzie zadowolony. Te strony nie mogą być wyczerpującą historią oblatów w Ameryce. Żeby ją lepiej poznać, trzeba będzie zawsze sięgnąć do dobrze znanych dziet oo. G. Carriere’a, B. Doyona, A.-G. Morice’a, L. Braulta, J.E. Cham- pagne’a, J. Wilde’a itd.

Na koniec muszę podziękować oo.: J. Pielorzowi, którego mapy geograficzne o oblatach w Kanadzie podane tutaj i inne szczegóty znajdujące się w jego pracy o kapitutach generalnych za czasów Zato- życiela byty bardzo pożyteczne w poznaniu stanu Zgromadzenia w okresie różnych kapitut i w roku 1861; P. Sionowi, którego doświad­czenie jako profesora języka francuskiego i znajomość Zatożyciela byty cenne przy poprawianiu i sprecyzowaniu szczegótów gramatycznych i historycznych; J. Rousseau, który zechciat przettumaczyć kilka listów z języka tacińskiego; A. Mitriemu, który taskawie otworzyt drzwi Po- stulacji i swego serca, zwtaszcza gdy chodzi o zachęcanie do poznania świętego de Mazenoda i do poszerzenia jego oddziatywania; wreszcie F. Jette’owi i administracji generalnej, którzy po tylu nieudanych pró­bach w przesztości, ponownie umożliwiają wydanie przynajmniej naj­ciekawszej części obfitej korespondencji Zatożyciela.

O. Yvon Beaudoin, OMI



  1. Do bpa Bourgeta, ordynariusza diecezji Montrealu w Kanadzie, przebywającego w Rzymie1.

Oblaci jednomyślnie pragną, aby ks. bp de Mazenod wysiał misjonarzy do Kanady.

Marsylia, 16 lipca 1841 r.

Ekscelencjo,

Nie zaniedbałem ważnej sprawy, która Księdzu Biskupowi tak leżała na sercu i na którą na pewno nie mogłem pozostać obojętny. Zgodnie z życzeniem Księdza Biskupa, aktywnie do niej się zabrałem. Spieszę po­wiadomić o wyniku moich starań. Ponieważ chodziło o nadzwyczajną misję, sądziłem, że powinienem zapytać się Zgromadzenia. Jego twierdzą­ca odpowiedź była jednomyślna. Pozostanie już tylko wybrać spośród tych mężów dobrej woli i dokonać poświęcenia ich, a to uczynimy w czasie powrotu Księdza Biskupa, gdy ponownie będziemy omawiać tę sprawę.

Nie muszę przypominać Ekscelencji, że powinien się u mnie zatrzy­mać. Oczekuję Księdza Biskupa z niecierpliwością całkowicie brater­skiego serca. Proszę przyjąć zapewnienie o tym oraz wyrazy mojego szacunku, z jakim mam zaszczyt być bardzo pokornym i bardzo posłusz­nym sługą Księdza Biskupa.

f K. J. Eugeniusz, biskup Marsylii.



  1. Do o. Mille’a, superiora w Notre-Dame du Laus, obok Gap, Wyżnie Alpy3 4.

Biskup Bourget prosi o czterech misjonarzy, „aby głosili Ewangelię lu­dziom” w jego ogromnej diecezji, a „w razie potrzeby posiać ich nawet

aż do szczepów pogańskich”. Niech każdy ojciec ze wspólnoty powie, co o tym myśli, i niech się zgłosi, jeśli to dzieło go pociąga.

Niech o. Mille będzie ostrożny, ale bez fałszywej skromności w swoich stosunkach z biskupem i klerem diecezji Gap.

L.J.C. et M.I.

Marsylia, 17 lipca 1841 r.

Czy to prawda, mój drogi o. Mille’u, że się spóźniam w stosunku do ojca? Wydaje mi się, że nie mam zaległości5. Usprawiedliwiam się jednak dobrą wolą, chociaż musiał ojciec otrzymać moje wiadomości przez oo. Guigues’a i Auberta, którzy zamierzali widzieć się z ojcem, gdy będą przejeżdżali. Z przyjemnością piszę do ojca, najpierw żeby potwierdzić odbiór ojca ostatniego listu, a następnie żeby poinformować o sprawie, która nas w tej chwili najbardziej interesuje. Biskup z Mont­realu w Kanadzie powiedział mi, że zaprasza nasze Zgromadzenie do swej ogromnej diecezji, aby tam głosić ludziom Ewangelię, a nawet w razie potrzeby podążać aż do szczepów pogańskich, które handlują z jego diecezjanami. Jego życzeniem byłoby, żebym mu posłał czterech misjonarzy, którym opłaci koszty podróży i którym zapewni mieszkanie. Spodziewa się, że wkrótce księża kanadyjscy przyłączą się do nich, a wtedy, gdy mu poślę większą liczbę misjonarzy, będziemy mogli iść do innych diecezji, takich jak Quebec. W tych wszystkich rejonach mówi się po francusku. Jest on narodowym językiem mieszkańców.

Sądziłem, że zanim dam pozytywną odpowiedź biskupowi z Mont­realu, muszę się poradzić Zgromadzenia. Wyraźnie więc zobowiązuję ojca zwołać swoją wspólnotę i przedstawić jej tę kwestię, na którą każ­dy członek da kategoryczną odpowiedź.

Czy Zgromadzenie ma przyjąć ofertę biskupa Montrealu? Czy su­perior generalny może zgodzić się na utworzenie tej placówki i posunąć się aż do obietnicy tych czterech misjonarzy, o których biskup prosi, aby stali się założycielami tego wielkiego dzieła w Kanadzie?

Po podjęciu decyzji będzie ojciec mógł powiedzieć, że superior — w razie przyjęcia przez Zgromadzenie — zamierza powierzyć tę misję tylko tym, którzy wyrażą ochotę. Jeżeli ktoś będzie tego chciał, niech zgłosi się, żeby ojcu powiedzieć, aby z kolei mnie o tym powiadomił. Będę miał wtedy więcej swobody przy wyborze, którego będę miał do­konać.

Jestem na wsi albo — żeby lepiej się wyrazić — w moim gabine­cie, ponieważ prawie z niego nie wychodzę. Nie mam przed oczyma ojca listu, bo zostawiłem go w mieście, może więc nie odpowiadam na jakieś pytanie, które ojciec mógł mi postawić. Powiem ojcu tylko to, iż uwa­żam niektórych ludzi za bardzo niezadowolonych, innych za bardzo bo- jaźliwych, nie mówiąc o nieuczciwych. Niech ojciec zawsze będzie ostrożny, ale bez fałszywej skromności. Uważałem ojca przemówienie za zbyt pochlebne, chętnie opuściłbym w nim kilka zdań ewidentnie przesadnych6.

Żegnam, drogi przyjacielu. Ściskam ojca i błogosławię.

f K. J. Eugeniusz, biskup Marsylii.



  1. Do o. Courtes’a, superiora mis[sjonarzy], przebywającego w Cours, plac Karmelitów w Aix. Boch[es] du Rhóne7.

Szczegóły dotyczące świeżo przyjętej misji Zgromadzenia w Kanadzie. Ojciec Guibert został mianowany biskupem w Viviers. Jak go zastąpić w wyższym seminarium w Ajaccio?

L.J.C. et M.I.

Marsylia, 11 sierpnia 1841 r.

Mój drogi Courtes’ie, moim zamiarem było poinformować cię o tym, co zostało postanowione z biskupem z Montrealu w czasie jego przejazdu przez Marsylię. Nie można być bardziej doskonałym niż był ten prałat. Jest tak wdzięczny, że zgodziliśmy się na jego prośbę, iż oka­zał się całkiem ojcowski i bardzo gotowy zadowolić we wszystkim tych, których Zgromadzenie posyła mu do głoszenia Ewangelii jego ludowi. Odpowiedź na pytanie, jakie postawiłem, była jednomyślna. Oprócz tego otrzymałem wiele listów, w których oświadczano mi swoją szczególną ochotę, aby go uznano za nadającego się na tę misję. Będę więc miał już tylko kłopot z wyborem, którego trzeba będzie dokonać. Postanowiono, że wyślę czterech misjonarzy i dwóch braci, aby założyli naszą placów­kę w Montrealu. Biskup wyznaczy im małą parafię w sąsiedztwie mia­sta biskupiego, z której dochód łącznie z produktami z pola należącego do parafii wystarczy na utrzymanie wspólnoty. Gdyby na to trzeba było więcej, biskup uzupełni. Misjonarze będą wyprzedzać i towarzyszyć bi­skupowi w czasie jego wizyt pastoralnych, a gdyby wszyscy musieli jed­nocześnie opuścić swój dom, to miasto jest tak blisko, że wtedy biskup wyznaczy jakiegoś księdza tam mieszkającego do obsługiwania parafii. Krajobraz jest uroczy, a misjonarze nie mogą mieć lepiej w czasie wy­poczynku, żeby oddać się modlitwie i studiom. Ludzie, do których zo­staną posyłani, są wspaniali, pełni wiary i prostoty. W całej okolicy mówi się po francusku, jednak będzie dobrze, żeby nauczono się języka angielskiego, aby być bardziej użytecznym. Biskup nie zna tego języka, ale wikariusz generalny, który mu towarzyszy, mówi nim dobrze. Wy­starczy, że nasi ojcowie udadzą się do Hawru przy końcu września. Prze­prawa trwa niepełny miesiąc. Jak prałat przyjedzie do Paryża, wyśle pie­niądze wekslem na pokrycie kosztów podróży, do czego w związku z tym jest zobowiązany. Misjonarze wylądują w Nowym Jorku, skąd udadzą się w ciągu trzydziestu sześciu godzin do Montrealu. W tamtym kraju nie trzeba więcej na przebycie stu osiemdziesięciu mil.

To już, mój drogi, wszystkie szczegóły, jakie mogę ci podać o tej ważnej misji. Mam nadzieję, że Bóg będzie jej błogosławił, i myślę po­dobnie jak wy wszyscy, iż będzie ona korzystna dla Zgromadzenia.

Obecnie trudność będzie polegała na utworzeniu tej nowej wspól­noty. Wśród wybranych muszą się znaleźć ludzie zdolni do głoszenia Słowa Bożego i dobrzy do zaprezentowania się klerowi z Montrealu, który nie jest bez zasługi. Trzeba więc będzie nałożyć ofiary innym wspólnotom. Nie wystarczy chcieć przyjąć wielką misję, trzeba też umieć ponieść konsekwencje takiej decyzji.

Aby skomplikować jeszcze nasze kłopoty, zabrano nam niedawno o. Guiberta. Nie ukrywam przed sobą korzyści tej nominacji z wielu względów, ale w obecnej sytuacji mnie przygniata. Wolałbym, żeby go przed dwoma laty mianowano biskupem w Gap, z wiadomych powo­dów, ale w Viviers, i to teraz, raczej mnie to martwi8. Jednak nie sprze­ciwiam się planom Opatrzności. Ona odpowiednio ułożyła sprawy, choć my wcale tego nie rozumiemy. Ona przyjdzie nam z pomocą. Ja się sta­rzeję, nie mogę zresztą udźwignąć, nie powiem ciężaru, lecz całej odpo­wiedzialności i zależności od mego stanowiska. Skłaniałbym się do wycofania się przed czasem ze światowej sceny. Dobrze by było, żeby Zgromadzenie miało protektora w Kościele francuskim, zwłaszcza pra­łata, który mu przyniesie dużo zaszczytu. To na nasze pocieszenie, ale niemniej sprawia mi olbrzymi kłopot i spowoduje u nas wyrwę. Ten dobry ojciec cieszył się jeszcze w ostatnim liście, że biskup z Ajaccio prosił, żeby mu go zostawić jeszcze na dwa lata. Dowiedziałem się tyl­ko z gazety, że wszystko było ustalone.

Żegnaj, mój drogi przyjacielu! Bardzo przydatne byłoby się zoba­czyć. Dlaczego nie miałbyś przyjechać, aby spędzić kilka dni na wsi. Przeszło piętnaście dni nie postawiłem tam nogi. Zamianowanie supe­riora w Ajaccio sprawia mi więcej kłopotu niż zamianowanie superiora w Montrealu. Jeszcze raz [żegnaj]9.


  1   2   3   4   5   6   7   8   9   ...   18


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna