Poniżej 3 rozdziały z książki Jerzego Nowakowskiego "Kronika terroru" wydanej w Warszawie w 1980 r



Pobieranie 186.03 Kb.
Strona1/5
Data08.05.2016
Rozmiar186.03 Kb.
  1   2   3   4   5
Poniżej 3 rozdziały z książki Jerzego Nowakowskiego "Kronika terroru" wydanej w Warszawie w 1980 r.
RAF -Frakcja Czerwonej Armii
Rozdział 5 -Porwanie w Kolonii

W poniedziałek, dnia 5 września 1977 roku, nowe wydarzenie wstrząsnęło głęboko opinią zachodnioniemiecką, wywołując powszechną psychozą strachu i zagrożenia, której następstwa długo będą odczuwane w RFN. Przez 7 tygodni ciągną! się ów dramat, mający szerokie reperkusje polityczne w kraju i za granicą.

Krytycznego dnia 2 mercedesy przejeżdżały przez willową dzielnicę Braunsfeld w Kolonii. W pierwszej limuzynie, z rejestracją K-VN 345, znajdował się dr Hanns Martin Schleyer, Wpływowa., osobistość życia gospodarczego, wracający z biura do domu. Jak łatwo sprawdzić na planie miasta, z bulwaru nadreńskiego przy Oberlander Ufer 72, * gdzie wznosi się nowoczesny gmach BDA — Federalnego .Związku Zrzeszeń Niemieckich Pracodawców, do mieszkania Schleye-ra przy Raschdorffstrasse 10 jest znaczna odległość, ale samochodem — jeśli nie ma zatorów — można tam dojechać w ciągu kilkunastu minut. Trasę tę kierowcy znali doskonale i nie po raz pierwszy auta policyjne towarzyszyły prezesowi BDA, strzegąc jego-bezpieczeństwa.

Gdy mercedesy sunęły w zachodnim kierunku Friedrich--Sehmidt-Strasse i skręcały w ocienioną drzewami Vin-zenz-Statz-Strasse, rozegrała się scena jak z amerykańskiego filmu gangsterskiego. Tuż za zakrętem jezdnia została zablokowana przez żółty mercedes (nr rejestracyjny K-LZ 589), którego nie można było wyminąć, gdyż obok leżał wywrócony błękitny wózek dziecięcy. Kierowca Schleyera zahamował gwałtownie, co spowodowało, że z tyłu najechał na niego towarzyszący samochód policyjny. Była godzina 17.28.

Zza żółtego mercedesa wyskoczyło 5 osobników, otwierając ogień z szybkostrzelnej broni automatycznej, zabijając kierowcę przemysłowca oraz 3 policjantów. Jeden ze sprawców wyciągnął z auta Schleyera i, korzystając z pomocy drugiego osobnika, wciągnął go do stojącego nieopodal białego autobusiku volkswagęna. Gdy pozostali uczestnicy napadu wsiedli, .pojazd szybko ruszył i zniknął z oczu wśród setek innych samochodów na Junkersdorfer Strasse.

Śmierć na miejscu ponieśli: kierowca przemysłowca Heinz Marcisz (41 lat), starszy wachmistrz policji Reinhold Brandle (41 lat), wachmistrz policji Roland Pieler (20 lat) i starszy wachmistrz policji Helmut Ulmer (24 lata). Hannsa Martina Schleyera uprowadzono w nieznanym kierunku.

Jedynym naocznym świadkiem wydarzeń był 10-letni Andreas Geyr, syn zamieszkującego w sąsiedztwie adwokata. „Szybko, chodźcie, kręcą film!" — zawołał do sąsiadów, którzy przerażeni otworzyli okna.

O niebywałej brutalności zamachowców świadczy fakt, że w ciągu zaledwie paru minut oddano ponad 300 strzałów z broni, do której użyto amunicji kalibru 7,65 i 5,0 mm. W zwłokach Brandlego znaleziono później 20 pocisków, z których 2 spowodowały jego śmierć, a młody Pieler został zabity 8 strzałami. Samochody były podziurawione wieloma pociskami. Jak potem powiedział minister spraw wewnętrznych Północnej Nadrenii-Westfalii, dr Burkhard Hirsch, któremu podlega policja kolońska, zbrodnię tę cechowała „logistyka, dokładne przygotowanie i planowanie, a także musiało istnieć dla niej inne oparcie". Każdą sekundę dobrze obliczono, a sprawcy wkalkulowali świadomie do. swojej akcji śmierć policjantów oraz kierowcy. Kałuże krwi usuwała w ciągu nocy specjalna brygada, aby nie przerażać mieszkańców miasta, którzy poruszeni już nazajutrz zaczęli składać bukiety kwiatów i zapalać, znicze na miejscu, gdzie dokonano zamachu. Dzisiaj wznosi się tam — odsłonięty w pierwszą rocznicę morderstwa — 4-metrowy obelisk z bazaltu ku czci ofiar terroryzmu, zaprojektowany przez rzeźbiarza prof. Hansa Karla Burgeffa.

Zatrzymajmy się na chwilę przed dalszym opisem wydarzeń, aby przedstawić głównego bohatera dramatu — dra Hannsa Martina Schieyera. Jego nazwisko będzie ściśle związane z historią terroryzmu w Republice Federalnej. Urodził się 1 maja, a więc w dniu święta robotniczego, ale związany był z kapitałem. Hanns Martin Schleyer — rocznik 1915 — pochodził z rodziny prawniczej w Offenburgu: ojciec — Ernst — był sędzią i dyrektorem sądu krajowego w Badenii. Hanns Martin chodził do gimnazjum w Rastatt i jako 16 letni uczeń wstąpił w 1931 roku do Hitlerjugund, a później ochotniczo do SS (zarejestrowany pod nr 227014), gdzie dosłużył się stopnia Untersturmfiihrera. Trudno więc mówić o młodości bez skazy.

Jak pisze zachodnioniemiecki pisarz Bernt Engelmann w książce Grosses Bundesverdienstkreuz, młody Schleyer, podjąwszy studia prawnicze na uniwersytecie w Heidelbergu, stanął na czele narodowo-socjalistycznej organizacji studentów — NS-Reichsstudentenwerk, przyczyniając się do rozszerzenia jej wpływów na inne wyższe uczelnie. Popełnił też w 1937 roku czyn haniebny: był jednym z współautorów pisma ...denuncjującego ówczesnego rektora uniwersytetu we Fryburgu. Bryzgijskim prof. dr. Friedricha Metza jako przeciwnika hitleryzmu.(1). Bezpośrednio po przyłączeniu Austrii do Rzeszy w 1938 roku władze powierzyły Schleyerowi misję „kształtowania ducha narodowo-socjalistycznego" wśród studentów uniwersytetu w Innsbrucku, gdzie on sam później zrobił doktorat.

Po wybuchu drugiej wojny światowej przez krótki okres służył w pułku strzelców górskich Wehrmachtu, następnie skierowany został do służby cywilnej na okupowanych terytoriach. Na Uniwersytecie im. Karola w Pradze był kierownikiem narodowo-socjalistycznej organizacji studenckiej, później w latach 1943—1945 współpracownikiem grupy przemysłowców niemieckich — Zentralverband der Industrie fur Bóhmen und Mahren. Jej zadaniem było włączenie gospodarki „protektoratu Czech i Moraw" do Rzeszy Niemieckiej i dostosowanie do potrzeb hitlerowskiej machiny wojennej. Ponieważ Schleyer doktoryzował się jako prawnik i był aplikantem — skierowano go do pracy w sądownictwie. Ale uchylił się od tego, kierując następujące pismo do ministra spraw wewnętrznych Rzeszy:

„Jestem starym narodowym socjalistą i dowódcą SS i wolno mi stwierdzić, że nie trzymają mnie tutaj żadne powierzchowne motywy. Przewodniczący Centralnego Zrzeszenia Przemysłu na Czechy i Morawy oraz kierownik wydziału do spraw gospodarki wojennej wezwali mnie do współdziałania w ramach gospodarki Protektoratu oraz skierowali do pracy związanej z gospodarką wojenną. [...] Wytworzona u nas we wczesnych latach walki [o narodowy socjalizm — przyp. J.N.] gotowość do szukania zadań, a nie wyczekiwanie na nie, stałe zaangażowanie dla ruchu również po przejęciu władzy, nakładały na nas odpowiedzialność wcześniej, niż się to zwykle dzieje. Sądzę, że takie odpowiedzialne zadanie znalazłem tutaj w Protektoracie. [...] Heil Hitler!"

Przez 3 lata' Hanns Martin Schleyer przebywał w obozie dla internowanych we francuskiej strefie okupacyjnej, gdzie w 1948 roku zaklasyfikowany został przez trybunał denazyfikacyjny jako „Mitlaufer" (sympatyk) i zwolniony.

Przeszłość nie przeszkodziła Schleyerowi — podobnie jak jak wielu innym członkom. NSDAP — w powojennej karierze cenionego fachowca. Najpierw był kierownikiem biura zagranicznego Badeńskiej Izby Przemysłowo-Handlowej w Baden-Baden, a od 1951 roku zatrudniony został w wielkim koncernie Daimlera-Benza w Stuttgarcie, należącym do koncernu Flicka. Kierował tam od 1953 roku wydziałem spraw personalnych, społecznych i administracyjnych. (Personal-und Sozialwesen und Verwaltung). Został członkiem zarządu koncernu, a także przez długi czas (1963—1968) przewodniczącym Związku Pracodawców Przemysłu Metalowego w Badenii-Wirtembergii.

„Sprawując tę funkcję przeprowadził jako menażer Daimlera po raz pierwszy w historii społeczeństwa zachodnio niemieckiego lokaut, pracodawców — powszechnie uznaną w prawie pracy, ale nigdy nie stosowaną sankcję wobec strajkujących: po to, aby pokazać, że prawo walki o pracę ma dwie strony."

Tak więc zastosowanie niesławnego lokautu wobec 300 000 metalowców podczas masowego strajku wiosną 1963 roku ,w Badenii-Wirferribergii było zasługą Schleyera. W 1973 roku ¦ został on powołany na stanowisko przewodniczącego KDĄ, a w 1976 roku wybrano go też prezesem _BDI — Federalnego Związku Przemysłu Niemieckiego. Jako prezes (Prjsident). ..obu niezmiernie wpływowych organizacji, reprezentujących wielki kapitał w RFN, urzędował w Kolonii.

Wybór dr. Hannsa Martina Schleyera jako obiektu porwania przez terrorystów spod znaku RAF był dokładnie przemyślany, w jego osobie zaatakowano ważną osobistość „kapitału, imperialistycznego" i. .„wroga klasowego". Porwanie i zagrożenie życiu tej osoby — w oczach anarchistów — stanowiło gwarancję kapitulacji państwa zachodnio niemieckiego wobec wysuwanych żądań, przy czym te rachuby — jak okazało się później — były mylne.

Jak wynika z dokumentacji rządu federalnego w Bonn,3 władze liczyły się już w 1975 roku z możliwością napadu • terrorystycznego na Hannsa Martina Schleyera. Zaszeregowano go do trzeciej grupy zagrożonych: „Gefahrdung ist nicht auszuschliessen" (zagrożenie jest niewykluczone). Gdy w sierpniu 1977 roku nasiliły się akcje RAF, ministerstwo spraw wewnętrznych Badenii-Wirtembergii awansowało Schleyera w swych tajnych papierach do pierwszej kategorii: „erheblich gefahrdet; mit einem Anschlag ist zu rech-nen" (znacznie zagrożony, należy liczyć się z zamachem). Od tej chwili szefowi BDI i BDA stale towarzyszyło co najmniej 3 policjantów jako osobista ochrona. Zadanie to zlecono policji badeńsko-wirtemberskiej, która miała zajmować się osłoną Schleyera i pilnowała 3 jego miejsc zamieszkania (Stuttgart, Meersburg i Kolonia). Stacjonowani w Kolonii urzędnicy „obstawy" zamieszkiwali w tym samym domu co Schleyer, a mieszkania w Stuttgarcie i Meersburgu były strzeżone przez całą dobę, przez co najmniej 2-osobowy posterunek. Nie pomogło to — jak widzieliśmy— gdy wybiła godzina terrorystycznej akcji.

Jak wspominaliśmy, porwanie Schleyera łączące się z krwawą rozprawą z jego ochroną odbyło się o godz. 17.28. Już 8 minut później alarmowy telefon nr 110 otrzymał meldunek: „Wielu ludzi strzela z pistoletów maszynowych. Są zabici i ranni." Natychmiast wyruszyły na sygnale 2 policyjne wozy patrolowe oraz karetka ratunkowa straży pożarnej, które znalazły się na miejscu po 2 minutach. Przesłuchanie przechodniów, którzy byli mimowolnymi świadkami całego zdarzenia, niewiele przyniosło, ale pozwoliło ustalić numer białego autobusiku marki Volkswagen (nr K-C 3849), do którego wciągnięto Schleyera. Zaczyna się poszukiwanie tego samochodu, który dopiero o godz. 19.47 odnaleziono w podziemnym garażu w budynku przy Wiener Weg 1 B. Yolkswagena porzucono, natomiast po porywa--czach i porwanym brakowało jakiegokolwiek śladu.

Pierwsza depesza o wydarzeniach w Kolonii wysłana zostaje w świat przez amerykańską agencję prasową Associated Press, pierwszą informację radiową nadają rozgłośnie W DR i :\DR, o godz. 18.49, w dzienniku wieczornym. Brzmi ona:

„Panie i panowie, z Kolonii doniesiono nam właśnie, że dzisiaj wieczorem dokonano zamachu na przewodniczącego BDA Hannsa Martina Schleyera. Podczas zamachu, jak wynika z pierwszych danych policji i straży pożarnej, zginęły 4 osoby. Strzały oddano z volkswagena. Prowadzi się zakrojone na szeroką skalę poszukiwania samochodu. Straż pożarna znalazła, według pierwszych informacji, 4 zabitych. Wciąż jeszcze nie wiadomo, czy Schleyer znajduje się wśród ofiar. Tymczasem' do śledztwa włączył się Federalny Urząd Kryminalny w Wiesbaden".

Wiadomość zelektryzowała mieszkańców Północnej Nadrenii-Westfalii, na której' obszarze administracyjnym leży Kolonia, ale wkrótce stała się sensacją dnia i tematem setek komentarzy w całej Republice Federalnej. Nie zdołano przecież zapomnieć o niedawnych zamachach terrorystycznych na prokuratora federalnego Bubacka w Karlsr-jhe i bankiera Ponto pod Frankfurtem. Sprawa przestaln mior wyłącznie posmak krwawego wydarzenia z kroniki kryminalnej, ale z godziny na godzinę nabierała rangi politycznej. Pierwszy złożył oświadczenie w drugim programie telewizyjnym — ZDF — przywódca opozycji chadeckiej w Bundestagu, Helmut Kohl. O godz. 21.00 telewidzowie ujrzeli na ekranach przewodniczącego CDU, który mówił:

„Wszyscy znajdujemy się pod wrażeniem tego brutalnego morderstwa. I rozmyślamy o ofiarach i ich rodzinach, oraz krewnych. Myślimy także o uprowadzonym prawdopodobnie Hannsie Martinie Schleyerze oraz z sympatią o jego rodzinie. To, co się dzisiaj stało, pokazuje raz jeszcze, że fanatyczna banda morderców w naszym kraju zmierza ku temu, pby wypowiedzieć wojnę naszemu narodowi i cywilizacji, i temu, co my nazywamy demokracją wolności, w której chcemy żyć. Sądzę, że w tej godzinie musimy wszyscy zrozumieć, że jest za pięć dwunasta, że trzeba zastosować wszystkie środki władzy naszego państwa demokratycznego, aby położyć kres temu niebezpieczeństwu grożącemu naszej wolności wewnętrznej".

Alarmujący ton szefa opozycji zmusił do zabrania głosu kanclerza federalnego, który pół godziny później, o 21.30. zjawił się przed kamerami bońskiego studia ARD i ZDF — pierwszego i drugiego programu t'-.l?wizji zachodnioniomiec-kiej. Helmut Schmidt złożył obszerne oświadczenie, apelując do społeczeństwa o udzielenie policji pomocy w poszukiwaniach morderców. Kanclerz powiedział m. in.:

„Krwawa prowokacja w Kolonii skierowana jest przeciwko nam wszystkim. Wszyscy powinniśmy stanąć po stronic organów państwowych i wspierać je powinien każdy, kto tylko może".

Od tego momentu — a więc jeszcze w ciągu tragicznego wieczoru 5 września — porwanie czołowego przemysłowca zachodnioniemieckiego stało się ważnym problemem politycznym. Nie ulega wątpliwości, że tego spodziewali się i na to liczyli terroryści, chcąc zmusić państwo do kapitulacji wobec swoich przyszłych żądań i skompromitować rząd w oczach własnych obywateli. Kto wie — taka refleksja nasuwa się teraz — czy sprowadzenie tego zamachu do rangi godnego ubolewania, niemniej tylko kryminalnego aktu przemocy, a więc powierzenie sprawy wyłącznie policji, nie byłoby korzystniejsze dla samego porwanego. W każdym razie rząd i ugrupowania polityczne zareagowały. Wkrótce powołano specjalny „wielki sztab kryzysowy" (2), którego zadaniem było stworzenie platformy dla współpracy partii reprezentowanych w Bundestagu, a także płaszczyzny wspólnej odpowiedzialności za decyzje mogące decydować o życiu lub śmierci Schleyera.

Pierwszą wiadomość od porywaczy znaleziono w porzuconym volkswagenie. Informacja brzmiała następująco:

„Do rządu federalnego, zadbajcie, żeby zaniechano wszelkich publicznych poszukiwań albo natychmiast zastrzelimy Schleyera, zanim dojdzie do rokowań na temat jego wypuszczenia na wolność, RAF"

Jeśli kto w pierwszych minutach łudził się, że uprowadzenie Schleyera było dziełem gangsterów żądających okupu, to od tej wiadomości, znalezionej wieczorem pierwszego dnia, nikt już nie wątpił, że sprawa jest bardzo poważna, skoro kryje się za nią „Frakcja Czerwonej Armii". Niecierpliwie oczekiwano na dalszy rozwój wydarzeń i informacje od terrorystów.

We wtorek, dnia 6 września, pastor ewangelicki Helmut Neuschafer, dziekan w Wiesbaden, znalazł w skrzynce na listy kopertę z napisem: „Do rządu federalnego". Nieznana osoba telefonicznie poleciła mu, żeby kopertę natychmiast przekazał adresatowi. Wkrótce przesyłka znalazła się w Federalnym Urzędzie Kryminalnym. W kopercie znajdowały się: pismo do rządu federalnego, list pisany ręką Schleyera oraz 2 fotografie. Jedna przedstawiała porwanego na tle symbolu terrorystycznej organizacji (gwiazdy i karabinu) z tablicą „więzień RAF" na szyi, zaś druga była zdjęciem prywatnym, jakie nosił przy sobie Schleyer. Oto treść pisma, stanowiącego formalne ultimatum:

„w poniedziałek, 5.9.77 kommando siegfrieda hausnera uwięziło prezesa związku pracodawców i federalnego związku przemysłu niemieckiego, hannsa martina schleyera. do warunków jego .uwolnienia dołączamy raz jeszcze pierwszą wiadomość do rządu federalnego, która wczoraj zatajona została, jak dowiedzieliśmy się, przez sztaby bezpieczeństwa. natychmiastowe zaprzestanie poszukiwań — albo schleyer zostanie natychmiast rozstrzelany. jeśli poszukiwania zostaną wstrzymane, dojdzie do zwolnienia schleyera na następujących warunkach:

1. jeńcy z raf — andreas baader, gudrun ensslin, jan-carl raspe, verena lóecker, werner hoppe, karl-heinz dellwo, hanna krabbe, bernd rossner, ingrid schubert, irmgard moller zostaną wypuszczeni na wolność, wymienieni na schleyera i wyjadą do kraju, który wybiorą, gtinter sonnenberg, który od swojego aresztowania jest niezdolny do odbywania kary więzienia z powodu postrzału, zostanie natychmiast wypuszczony na wolność, nakaz jego aresztowania zostanie unieważniony, gtinter wspólnie z 10 jeńcami, z którymi zostanie natychmiast połączony i będzie rozmawiał, wyjedzie.

2. więźniów należy dostarczyć do środy, godz. 8.00 rano na lotnisko frankfurt. do swojego odlotu o godz 12.00 w południe będą mieli nieograniczoną możliwość porozumiewania się ze sobą. o godz. 10 przed południem jeden z więźniów poinformuje kommando w bezpośredniej transmisji telewizji niemieckiej o właściwym przygotowaniu do odlotu.

3. dla wykonywania publicznej kontroli i gwarantowania życia więźniów podczas transportu az do lądowania i przyjęcia powinni towarzyszyć więźniom — jak zaproponowaliśmy — payot, sekretarz generalny międzynarodowej federacji praw człowieka 'przy onz,(3) i pastor niemoller, prosimy ich, żeby sprawując tę funkcję zadbali, aby więźniowie do tarli żywi tam, gdzie zechcą, naturalnie zgadzamy się z alternatywną propozycją więźniów.

4. każdy z więźniów otrzyma po 100 000 marek.

5. oświadczenie to, którego autentyczność potwierdza fotografia schleyera i jego list, zostanie dzisiaj wieczorem o goclz. 20.00 odczytane w dzienniku, bez skrótów i sfalszowań.

6. konkretny przebieg uwolnienia schleyera przedstawimy, gdy uzyskamy potwierdzenie zwolnienia więźniów oraz wydane zostanie oświadczenie rządu federalnego, że nie będzie zabiegał o ekstradycję.

wychodzimy z założenia, że schmidt, który zademonstrował w Sztokholmie, jak szybko podejmuje swoje decyzje, postara się wyjaśnić podobnie szybko swój stosunek do tego tłustego magnata narodowej śmietanki gospodarczej, dnia 6.9.77

KOMMANDO SIEGFRIED HAUSNER RAF"

Zredagowane z tupetem ultimatum terrorystów — do którego załączony był krótki list Schleyera, mówiący, że czuje się dobrze, nie odniósł ran i żywi nadzieję na zwrócenie mu wolności po spełnieniu żądań porywaczy — wywołało poruszenie w Bonn. Postanowiono nie ujawniać treści pisma, ogłosić krótki komunikat o jego otrzymaniu i zwlekać. Prowadzący śledztwo niewielką korzyść mogą wyciągnąć z obu pism, gdyż zostały one przekazane dla utrudnienia pracy policji w formie fotokopii, tylko list Schleyera nosi jego oryginalny podpis.

Gabinet kanclerza Schmidta obradował na nadzwyczajnym posiedzeniu na krótko przed północą, przy czym zaproszono nie tylko przewodniczących partii i frakcji w Bundestagu, ale także przedstawicieli rządów krajów federalnych, w których znajdowały się więzienia, gdzie przebywali wymienieni w piśmie więźniowie (Hamburg, Północna Nadrenia-Westfalia, Badenia-Wirtembergia i Bawaria), a ponadto zaproszono przewodniczącego Konferencji Ministrów Spraw Wewnętrznych i Ministrów Sprawiedliwości oraz przewodniczącego zarządu koncernu Daimler-Benz i wiceprezesa BDI Joachima Zahna. Kanclerz starał się powziąć decyzję opartą na wspólnych ustaleniach, gdyż wysunięte żądania przekraczały jego kompetencje, a ich samowolne spełnienie naruszyłoby porządek prawny Republiki Federalnej.

Postanowiono przeciwstawić się żądaniom porywaczy. Program sformułowany przez kanclerza Helmuta Schmidta zamykał się w punktach:

— doprowadzenie do uwolnienia zakładnika, jakim był Schleyer, żywego;

— ujęcie sprawców i postawienie ich przed sądem;

— zapewnienie państwu zdolności do działania i budzenie zaufania do niego w kraju i za granicą, co oznaczało nie ugięcie się wobec żądania wypuszczenia na wolność więzionych terrorystów.

Pod tym względem rząd federalny był później konsekwentny, chociaż wywierano nań rozmaite naciski. Program teoretycznie jasny i prosty stawiał niezmienne wysokie wymagania rządowi i łączył się z wieloma trudnościami. Terroryści okazali się bowiem nieuchwytni, a budowanie zaufania własnych obywateli do państwa było możliwe jedynie w oparciu o sukcesy prowadzonego śledztwa, otaczanego, ze zrozumiałych względów, całkowitą dyskrecją.

Nie można było oczywiście natychmiast udzielić odpowiedzi odmownej, ale nie chciano też spełnić żądań terrorystów, Na wszelki wypadek polecono wprowadzić zakaz jakichkolwiek kontaktów więzionych terrorystów ze światem zewnętrznym.

Federalny Urząd Kryminalny skierował drogą radiową wezwanie do porywaczy, aby przedstawili dowód, że Schleyer wciąż pozostaje przy życiu, uzależniając od tego dalsze kontakty. Pełne niepokoju godziny przeżywają ludzie odpowiedzialni za podjęte decyzje, w chwili, gdy mija termin pierwszego ultimatum — godz. 12.00, w środę 7 września.

I tym razem terroryści postanawiają skorzystać z pośrednictwa osoby duchownej. Pastor Friedrich Schuster z parafii pod wezwaniem Chrystusa w Moguncji został zawiadomiony telefonicznie, że w jego domowej skrzynce na listy znajduje się przesyłka dla rządu federalnego. Zawierała ona pismo RAF, dwa odręczne listy Schleyera i taśmę magnetowidu, na której utrwalono obraz porwanego, gdy czytał jeden z załączonych listów. Terroryści domagają się spełnienia' wszystkich swoich poprzednich żądań, są wyraźnie zirytowani skąpymi informacjami na temat Schleyera w prasie i telewizji, żądają odtworzenia taśmy wideomagnetofonowej we wszystkich programach telewizji, a także udostępnienia kopii taśmy prasie krajowej i zagranicznej.

Kontakty stają się coraz częstsze. Jeszcze tego samego wieczoru ks. bp Wolfgang Roly, suf-ragan Moguncji, otrzymuje — z poleceniem przekazania dalej — taśmę zawierającą odpowiedzi na pytania BKA, mające potwierdzać, iż Hanns Martin Schleyer wciąż żyje. Chodziło o 2 pytania, na które odpowiedź mógł znać tylko sam porwany.

Pierwsze: „Jak brzmi pieszczotliwe imię Edgara Obrechta?'' Odpowiedź: „Mój szwagier, Edgar Obrecht, był nazwany przez moją zmarłą siostrę — Moki."

Drugie: „Jak nazywa się obecnie wnuczka Eulera i gdzie zamieszkuje?" Odpowiedź: „Wnuczka matematyka Eulera nazywa się dzisiaj Euler-Obolinski i mieszka w Bazylei".

Sytuacja staje się coraz bardziej dramatyczna, albowiem nikt nie wątpi, że Schleyer jeszcze żyje i oczekuje decyzji rządowych, które zwróciłyby mu wolność. Federalny Urząd Kryminalny za pośrednictwem telewizji komunikuje porywaczom, że wskutek spóźnionego dostarczenia taśmy nie może jej jakoby odtworzyć, a później będzie twierdził, że zta jakość nagrania nie pozwalała na publiczne odtwarzanie taśm wideemagnetofonowych.

W czwartek, 8 września, skierowany został apel do terrorystów, aby kontaktowali się z rządem federalnym tylko przez osobę posiadającą pełnomocnictwo. Takim pośrednikiem ze strony Bonn zostaje adwokat Denis Payot w Genewie. Jednocześnie prasa zachodnioniemiecka — na apel Deutsche Presserat — zobowiązuje się dobrowolnie zrezygnować z obszerniejszego informowania o porwaniu i wszelkich rokowaniach, aby nie tworzyć trybuny publicznej dla terrorystów. Był to pierwszy wypadek, aby dzienniki i tygodniki w RFN nałożyły na siebie autocenzurę i zrezygnowały z tak smakowitego kąska dziennikarskiego, jakim były napływające z różnych źródeł zdjęcia porwanego i deklaracje RAF. Po raz pierwszy rozsądek zatriumfował nad chęcią zdobycia za wszelką cenę poczytności i żądzą ciągnięcia dodatkowych zysków z rozchwytywanej prasy. Ograniczano się do wiadomości aprobowanych przez Urząd Kanclerski.

Terroryści, dostrzegłszy bezskuteczność swoich wysiłków dotarcia do opinii publicznej za pośrednictwem władz, kierują pismo do bońskiego biura francuskiej agencji prasowej AT'P, dołączając fotografie Schleyera wykonane aparatem fotograficznym polaroid, wywołującym zdjęcia na poczekaniu. To pismo jest właściwie kolejnym ultimatum — ustala nowe terminy ogłoszenia decyzji rządu i wyjazdu więzionych terrorystów z Republiki Federalnej.

Terroryści usiłują wzmóc nacisk na rząd federalny, każą więc swemu zakładnikowi napisać list do Eberharda von Brauchitscha, adwokata będącego wpływową osobistością w koncernie Flicka. List, utrzymany w tonie osobistym, przekonuje adresata o zdecydowanej postawie porywaczy.

  1   2   3   4   5


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna