Prokuratura Okręgowa w Gdańsku



Pobieranie 400.23 Kb.
Strona1/6
Data09.05.2016
Rozmiar400.23 Kb.
  1   2   3   4   5   6
Stowarzyszenie Akcjonariuszy i Obrońców Stoczni Gdańskiej „Arka”

Nowe Ogrody 35, 80-803 Gdańsk


L.dz. SG.054/09. Gdańsk, 09 grudnia 2009 r.

Prokuratura Okręgowa

w Gdańsku

sygn. akt V Ds 105/09



Uzupełnienie ustnego zeznania o przestępstwach: kradzieży, sabotażu gospodarczym, zabójstwa na zlecenie, korupcji, przekroczeniu uprawnień i działaniu wbrew prawu. Jak też złożenie uzupełniających dokumentów wynikających
z przesłuchania Wincentego Komana w charakterze osoby zawiadamiającej, z dnia 04.12.2009 r.

Załączamy dokumenty:


  1. Pismo Zarządu Stoczni do Ministra Janusza Lewandowskiego w sprawie zbycia akcji w obrocie publicznym, z dnia 05.01.1993 r.

  2. Pismo MPW Janusza Lewandowskiego do Przewodniczącego Rady Nadzorczej prof. Jerzego Doerffera z dnia 22.06.1993 r.

  3. Trzy stanowiska Forum Okrętowego z marca 1994 r.

Pozostaje pytanie dlaczego usunięto Lecha Kaczyńskiego z Ministra Sprawiedliwości, kiedy nakazał Prokuraturze Okręgowej w Gdańsku skierowanie pozwu adhezyjnego w sprawie 43 milionów złotych. Kto za tym stał? Dlaczego Prokuratura Krajowa nakazała Prokuraturze Okręgowej w Gdańsku wycofanie się z rozpoczętej procedury pozwu adhezyjnego, która prowadziła do unieważnienia częściowej sprzedaży Stoczni Gdańskiej 03.12.1998 r.?


Dlaczego Minister Sprawiedliwości, Hanna Suchocka tolerowała Sędziego Komisarza skoro wiedziała, że syndyk Andrzej Wierciński „owinie go wokół palca”?
Dlaczego Premier, Jerzy Buzek tolerował bezprawie w czasie upadłości Stoczni Gdańskiej
i podporządkował się bezkrytycznie woli Ministra Finansów Leszka Balcerowicza.
Czyżby Jerzy Buzek dostał wysoką posadę w Unii Europejskiej za szkody wyrządzone Stoczni Gdańskiej i przemysłowi okrętowemu w Polsce?
Czyżby Janusz Lewandowski w nagrodę za zniszczenie polskiego przemysłu okrętowego dostał intratną posadkę w Unii Europejskiej?
Czyżby w USA powstał plan, że na drodze korupcji amerykanie przejmą tereny Stoczni Gdańskiej jako zabezpieczenie ich interesów gospodarczych a ich droga będzie wiodła, poprzez upadłość Stoczni Gdańskiej i w ten sposób zniszczą konkrecję w budowie statków?
Pozostaje pytaniem dlaczego Prokurator, Prokuratury Okręgowej Dariusz Popielnik nie uzyskał należytego wsparcia w Prokuraturze Okręgowej w Gdańsku, Policji i UOP.
Czyżby służby specjalne PRL-u miały swój udział w dzieleniu „torta” pod nazwą Stocznia Gdańska?
Na ile konkurencja z Europy przyczyniła się do likwidacji przemysłu okrętowego w Polsce?
Dlaczego Ministerstwo Finansów, cofnęło pełnomocnictwo udzielone Dyrektorowi Izby Skarbowej w Gdańsku, w sprawie podjęcia decyzji odnośnie zgody na układ, w maju 1998.
Dlaczego media przemilczały fakt zgody na układ przez Radę Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych, z dnia 23.07.1998 r.?
Dlaczego media nie nagłaśniały kpt. ż.w. Bolesława Hutyry, który mówił prawdę i działał uczciwie?
Dlaczego Hutyra, w demokratycznym państwie, nie mógł się oczyścić z pomówienia go, przez członków Społecznego Komitetu, o współpracę ze służbami specjalnymi PRL?
Poza tym informujemy Prokuraturę Okręgową, że w Archiwum Państwowym w Gdańsku znajdują się akta Stoczni Gdańskiej od początków stoczni do 1996 r. m. in.: korespondencja Zarządu Stoczni z Ministrem Przekształceń Własnościowych Januszem Lewandowskim
w sprawie wprowadzenia akcji Stoczni Gdańskiej na giełdę. Minister nie wyraził zgody na wprowadzenie akcji na giełdę.
Poniżej przedstawiamy uwagi prof. Doerffera zawarte w szkicu pracy Wincentego Komana – „ Stocznia Gdańska obraz zmian własnościowych w świetle dokumentów. Jak fikcja medialna sprzedaży z dnia 08.09.19998 r. stała się rzeczywistością.” –
Jednym z czołowych liberałów gdańskich był ekonomista Janusz Lewandowski. Udzielił on w marcu 1990 roku wywiadu prasowego redaktorowi Michałowi Głogowskiemu, z którego cytat z uwagi na “skromność wypowiedzi” postanowiłem przytoczyć: liberalizm to organizacja ludzi otwartych, przedsiębiorczych, ukierunkowanych na skuteczność i rozumność działań, odważnych pragmatyków, ludzi wyznających kult fachowości i z pewną cywilizacyjną wyobraźnią. To oni tworzyć będą nową formułę polskiego patriotyzmu. Janusz Lewandowski, jako późniejszy minister przekształceń własnościowych, w mojej opinii, przysporzył wiele strat naszemu krajowi i chciano go pociągnąć do odpowiedzialności za niektóre działania prywatyzacyjne, ale udało mu się tego uniknąć.”1
W czerwcu 1991 roku miałem umówione spotkanie u kapitana Zbigniewa Sulatyckiego
z redaktorem Markiem Kańskim i dyrektorem Stenzlem z Portu Gdyńskiego. Chodziło
o opracowanie scenariusza do audycji telewizyjnej, w której oprócz nas mieli wystąpić – Jan Krzysztof Bielecki (Premier RP), Janusz Lewandowski (Minister Przekształceń Własnościowych) i Jan Kuligowki (Wiceminister Transportu i Gospodarki Morskiej). Na spotkaniu tym dowiedziałem się, że program nasz miał być nagrany wcześniej i następnie włączony do wypowiedzi Jana Krzysztofa Bieleckiego i pozostałych panów, których nie ceniłem. Gładko więc odmówiłem włączenia się do tego programu i wyszedłem z sali. Taki sposób nagrywania audycji przypominał mi miniony okres socjalizmu i wiadomo było, że miał on służyć określonym celom propagandowym i politycznym. Ja się do tego nie nadawałem.”2

Wielce Szanowny Panie Ministrze,



Uprzejmie informuję, że na dzień dzisiejszy zwołane zostało przez Ministerstwo Skarbu Państwa zebranie Zespołu Ekspertów dla zbadania celowości i możliwości przeprowadzenia układu w ramach postępowania upadłościowego Stoczni Gdańskiej – jako jednego ze sposobów rozwiązania problemów tego przedsiębiorstwa.

Zaproszony do udziału w tym zespole i konsultowany, co do jego składu, jako prezes Związku Pracodawców FORUM OKRĘTOWE, zaproponowałem z naszej strony współudział dwóch moich zastępców : dyr. dr inż. K. Piotrowskiego, Prezesa Zarządu Stoczni Szczecińskiej i dyr. mgr inż. P. Soykę, Zarządcę Gdańskiej Stoczni Remontowej. Udział tych osób uważam za głęboko uzasadniony ich wiedzą i doświadczeniem oraz osiągnięciami kierowanych przedsiębiorstw.

Według posiadanych przeze mnie informacji, nadzorujący sprawę Podsekretarz Stanu, p. Janusz Michalski odmówił zaproszenia dyr. K. Piotrowskiego bez uzasadnienia swego stanowiska i próby porozumienia się ze mną. Krok ten uważam za bezzasadny
i szkodliwy. Stocznia Szczecińska, jako jedyna z polskich stoczni skutecznie przeprowadziła postępowanie układowe w warunkach zagrożenia upadłością ( w br. kończy spłatę rat),
a także samodzielnie wydźwignęła się z zapaści lat 1990-91 do pozycji krajowego
i światowego lidera w budownictwie okrętowym.


Ponieważ swym stanowiskiem p. Minister J. Michalski kwestionuje autorytet FORUM OKRĘTOWEGO, jako partnera administracji w sprawach przemysłu okrętowego oraz mnie, jako prezesa tej organizacji, czuję się zmuszony odmówić udziału w dzisiejszym zebraniu.
Z przykrością stwierdzam, że incydent ten odbieram, jako przejaw nowej arogancji administracji w stosunku do dobrej woli i chęci skorzystania z rad najlepszych specjalistów
w dziedzinie zarządzania przemysłem okrętowym.


Uwłacza on również mojemu poczuciu wzajemnego szacunku partnerów i form, które powinny towarzyszyć ich kontaktom.

Z wyrazami szacunku

J. W. Doerffer, Prezes związku Pracodawców FORUM OKRĘTOWE”3

Pani Thatcher dowiedziała się, że przed paru dniami rząd PRL podjął decyzję o likwidacji stoczni. Stwierdziła wówczas, że u nich likwiduje się stocznie w wyniku braku kontraktów


i pracy, a tutaj po raz pierwszy spotyka się z likwidacją stoczni pracującej pełną parą.”4

Niemcy przyznali się, że nie wytrzymują konkurencji koreańskiej i chcą u nas szukać pomocy. Odbudowali i zmodernizowali stocznie we wschodnich landach (w byłym NRD). Ale brak im fachowców, (...) chcą nas prosić o współpracę.”5

Profesor Jerzy Doerffer, będąc Przewodniczącym Rady Nadzorczej Stoczni Gdańskiej w roku 1993, o poruszanej umowie, Lewandowski - Płażyński napisał tak “Rada nie była zapraszana na ważne posiedzenia czy spotkania w sprawie Stoczni Gdańskiej S.A.
z Prezydentem RP, czy też z przedstawicielami Rządu. Stan ten dawał przekonanie Zarządowi, że Rada Nadzorcza jest organem zbędnym, których postanowień nie trzeba spełniać.”
6 Rada nadzorcza nie była informowana o ważnych spotkaniach, gdyż decyzje w sprawie Stoczni zapadały na szczeblu ministerialno-prezydenckim, o czym dobitnie w swoich pismach świadczył profesor. Dalej, napisał on tak “W dniu 17 listopada odbyło się Walne Zgromadzenie Spółki Stocznia Gdańska S.A., o którym Rada nie była zawiadomiona, lecz Radę na tym zgromadzeniu samozwańczo reprezentował członek Rady, Zbigniew Lis. (...)Na przewodniczącego Zgromadzenia wybrano Macieja Płażyńskiego, (...)reprezentującego Skarb Państwa. Walne Zgromadzenie składające się z pana Wojewody i Zbigniewa Lisa (...)określiło skład Rady Nadzorczej. (...)Walne Zgromadzenie postanowiło dodać sześć nowych paragrafów na temat wydawania, przechowywania, przenoszenia i zmiany akcji. (...)Na tego rodzaju impertynencję, ze strony pana Wojewody zorganizowania Walnego Zgromadzenia w osobach jego i pana Zbigniewa Lisa, nie mogłem się zgodzić. Tak więc, napisałem list do Płażyńskiego, wypominając jemu fakt nie zawiadomienia Rady w ustawowym terminie o zwoływaniu Walnego Zgromadzenia i jednoosobowe wprowadzenie zmian do statutu, które w sposób zasadniczy zmieniały zakres i warunki działania Rady. Doszedłem do przekonania, że chcą pozbyć się mnie, ale dopiero po ogłoszeniu wyników za rok 1993 i po obciążeniu mnie odpowiedzialnością za tak złe wyniki. Stocznia była zarządzana przez grono ludzi niekompetentnych, mających pełne poparcie pana Wałęsy i znajdowała się na drodze ku niechybnej upadłości.”7

Prezes Zarządu Stoczni, Hans Szyc został posłem na Sejm z ramienia BBWR Lecha Wałęsy. Wyraźnie należał zatem do obozu ludzi Prezydenta. Dla przypomnienia, w raporcie NIK, także pan Szyc został ustawiony w gronie winnych dramatycznych zaniedbań i celowych działań na szkodę firmy.

Sam Lewandowski napisał do Rady Nadzorczej tak – “Ponieważ wydanie akcji nie nastąpiło należy przyjąć, iż zawarte umowy stanowiły jedynie zobowiązanie Skarbu Państwa, nadal spółka jest jednoosobową spółką Skarbu Państwa.”8 Pan Lewandowski nie powinien interpretować prawa, ale winien zająć się wprowadzeniem go w życie. Czy uchylając się od wydania akcji prostym robotnikom, w tamtym newralgicznym dla sprawy okresie, on ich
w zwyczajny, perfidny sposób nie oszukał i nie okradł?

Wreszcie Płażyński wyraźnie zadziałał na szkodę pracowników Stoczni, gdyż reprezentując Skarb Państwa na Walnym Zgromadzeniu Akcjonariuszy, w dniu 17 listopada 1993 roku, usunął ze Statutu Spółki zapisy odnośnie preferencyjnych warunków nabywania praw do akcji przez pracowników.”



Informacje odnośnie działania Płażyńskiego:

„Płażyński skierował, 8 września 1993 roku, pismo do Hansa Szyca, ówczesnego Prezesa Zarządu Stoczni Gdańskiej S.A., a w nim, między innymi, zawarł następujące  “Proszę


o przedłożenie mi oceny bieżącej (...)sposobu poprawy efektywności wykorzystania majątku Stoczni”.
9 Czyżby już wtedy, powstał plan celowego doprowadzenia Stoczni do upadku
i przejęcia jej terenów? Stanowiły one serce zakładu oraz niewątpliwe jego bogactwo. Ponad 170 hektarów ziemi mogło wywierać wrażenie. Znajdują się one w centrum miasta Gdańska, granicząc ze Starówką z jednej strony, drugą granicę wyznacza im morze. Śmiało można rzec, iż dzisiaj, w dobie boomu budowlanego i zapotrzebowania na ziemię, takie tereny mogą być dla firm deweloperskich na wagę złota. A zatem, dlaczego Płażyński już wtedy, w 1993 roku zainteresował się majątkiem Stoczni, zamiast, jako urzędnik państwowy, działać na rzecz jej uzdrowienia? Pytań jest więcej. Płażyński był gwarantem sprawowania ciągłego właściwego nadzoru nad Stocznią Gdańską, pomimo zmiany Rządów. Dlaczego Płażyński był wiarygodny dla każdej ekipy rządowej, jako wdrożyciel programu naprawczego dla Stoczni? Dlaczego Stocznia nie zmieniła kursu, w oparciu o Stanowisko Rządu RP w sprawie polityki państwa dla wzrostu konkurencyjności polskiego przemysłu okrętowego10 i w kontekście przystąpienia Polski do porozumienia z OECD, co wiązało się z gwarancją Rządu Polskiego, że do końca roku 2001 zasili stocznie polskie kwotą 600 mln USD? Dlaczego Płażyński stał ponad wszystkimi rządami? Dlaczego wszystkie ekipy rządowe realizowały kurs, którego pilnował Płażyński? Z jakiego powodu, umową 03.09.1993 r., przekazano dalszy nadzór nad Stocznią Wojewodzie Gdańskiemu, skoro jest to organ posiadający zdecydowanie
o wiele mniejsze uprawnienia i możliwości aniżeli ministerstwo? Czym to było uzasadnione, skoro potwierdziło się, że – „Z perspektywy czasu te działania nie dały pożądanych efektów”11? Czy Płażyński został Marszałkiem Sejmu w celu wypełnienia swojej misji nadzoru nad Stocznią, jako „mąż zaufania w kontaktach z administracją rządową” i czyżby polegała ona na tym, że jako Marszałek Sejmu przyjął wniosek Komisji Odpowiedzialności Konstytucyjnej w sprawie Rakowskiego dnia 20.10.1998 r. i przetrzymał go ponad rok czasu, gdyż termin debaty sejmowej nad nim wyznaczył dopiero na dzień 06.01.2000 r. w porach nocnych a głosowanie na dzień 20.01.2000 r., kiedy 03.12.1998 r. podpisano umowę rozporządzającą sprzedaży Stoczni Gdańskiej a 04.01.2000 r. Skarb Państwa12 wyraził zgodę na przejęcie terenów Stoczni Gdańskiej przez podmioty zagraniczne? Czyżby to był tylko nieoczekiwany zbieg okoliczności czy właściwe wypełnienie misji?

Ten zakład wyraźnie komuś przeszkadzał. Z jednej strony, posiadał bogactwo


w postaci swoich terenów, które w ostatnim akcie dramatu i tak wyrwano, mało tego, tymi terenami spłacono kupno Stoczni, ale z drugiej strony dla robotników ten zakład stwarzał jedyną szansę wyartykułowania swoich racji poprzez strajki, co a dla elit władzy stanowiło nieustanne zagrożenie. Gdy dzisiaj popatrzymy na rzeczywistość z perspektywy potencjalnego strajku, to zauważymy, iż tak na prawdę nie ma już w Polsce takiej skonsolidowanej siły robotniczej, nie ma w zasadzie takiego zakładu, z którego mogłoby wyjść jednorazowo na ulice 12 tys. protestujących robotników i siłą swojego strajkowego przekazu zmieść rządzących z posad władzy.

Stocznię, siłą głosów Skarbu Państwa na Walnym Zgromadzeniu Akcjonariuszy Stoczni Gdańskiej S.A., w dniu 08 czerwca 1996 roku, przez podjęcie uchwały nr 6, postawiono


w stan upadłości. Skarb Państwa posiadający większościowy pakiet akcji dyktował zgromadzonym warunki. Reprezentowany był przez pana Jacka Skarbka,
a ten otrzymał pełnomocnictwo od Macieja Płażyńskiego, któremu znów, pełnomocnictwo wystawił wcześniej Janusz Lewandowski, o czym napisano w podrozdziale 3.4. tejże pracy. Gdyby w stan upadłości stawiano sklep warzywny należący do Skarbu Państwa, to wtedy nie dziwiłoby wystawienie pełnomocnictw przez wysokich urzędników państwowych, ale
w sytuacji gdy ma dojść do upadku największej i najgłośniejszej polskiej firmy, wysoce podejrzanym musi być ciąg prawnych wybiegów urzędniczych. Dlaczego, Kaczmarek czy Płażyński osobiście nie pofatygował się na dokonanie morderczego głosowania? Czyżby panowie obawiali się ukazać stoczniowym masom swoich prawdziwych twarzy? Dlaczego Płażyński przekazał pełnomocnictwo Skarbkowi do udzielenia, którego nie miał prawa?

Zwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy mając na względzie brak źródeł pokrycia nierozliczonego ujemnego wyniku finansowego nie widzi możliwości kontynuowania działalności Spółki”13 – tak brzmi uchwała nr 6 zgromadzenia, za taką uchwałą głosował pan Jacek Skarbek, reprezentant Macieja Płażyńskiego. Tak więc, była to wola „kolesi”, którzy przez ostatnie lata celowo zaniedbywali ekonomiczne podstawy zarządzania.

Przed Uchwałą nr 6 podjęto Uchwałę nr 5 o brzmieniu – “Zwyczajne Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy uchwala pokryć stratę roku 1995 w wysokości 89.183.008,27 złotych kapitałem zapasowym, którego wartość na dzień 31 grudnia 1995 roku wynosi 28.156.402,21 złotych, a pozostałą kwotę strat w wysokości 61.026.606,06 złotych poprzez podniesienie kapitału akcyjnego o kwotę jak wyżej.”14 Skarb Państwa nie brał udziału w tym głosowaniu, Jacek Skarbek tłumaczył ten fakt, iż zgodnie z udzielonymi pełnomocnictwami nie jest on uprawniony do głosowań w sprawach zmian dotyczących podnoszenia kapitału spółki. W tak ważnej uchwale, chwilowo ratującej zakład, zabrakło osoby kompetentnej
z Ministerstwa Skarbu Państwa. To wszystko wygląda niestety na działania celowe, wcześniej przedyskutowane, strategicznie ułożone i konsekwentnie w życie wprowadzone. W tej sytuacji, kiedy przeszła uchwała nr 5, Skarb Państwa mógł tylko bezprawnie wprowadzić uchwałę nr 6.

Następnie wypadki potoczyły się szybko, sprawnie, a państwowy aparat wykazał całą swoją bezduszną moc. Szeregiem postanowień sądowych wprowadzono upadłość


w życie. Wyznaczono syndyka, a ten przeszedł do natychmiastowego działania. Sprawny medialnie, doskonale pasujący do roli kata. (okoliczności wyłonienia przez Sąd syndyka wskazują na działanie na rozkaz, a nie działanie wynikające z powołania przez Sąd syndyka)

Po drodze zdarzył się wypadek. Niezawisły Sąd Rzeczypospolitej Polskiej wydał prawomocny wyrok15, wyrok który najchętniej zakopano by, wyrok, który jest,


a jakoby go nie było. Ten fakt należy do niebywałych skandali. Prawomocny wyrok pomija Sąd przy kolejnych postanowieniach dotyczących upadłości. Prawomocny wyrok pomija Syndyk
w prowadzeniu upadłości i sprzedaży Stoczni Gdańskiej.

Wyrok wydał Sąd Wojewódzki w Gdańsku, w dniu 23 lutego 1998 roku.16 Zapadł on


w Wydziale IX Gospodarczym, pod przewodnictwem Sędzi Sądu Wojewódzkiego pani
M. Idzikiewicz-Ozolin. W sentencji wyroku czytamy  “(...) Po rozpoznaniu w dniu 30 stycznia 1998 r. w Gdańsku sprawy z powództwa Stowarzyszenia Akcjonariatu Pracowniczego Stoczni Gdańskiej S.A. w Gdańsku przeciwko Stoczni Gdańskiej S.A. w upadłości w Gdańsku
o unieważnienie, unieważnia uchwałę nr 6 Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy Stoczni Gdańskiej S.A. w Gdańsku z dnia 6 czerwca 1996 r.”

W uzasadnieniu czytamy - “(...) Przedstawione (...) stanowiska świadczą


o braku odpowiedzialności władz spółki za jej losy i akcjonariuszy. Z zapisów aktu notarialnego też nie wynika, aby władze spółki w jakikolwiek sposób przygotowane były do działania w zakresie działania spółki w upadłości. Takie postępowanie świadczy
o pozbawieniu akcjonariuszy miejsca pracy i majątku jakim były akcje. Należy podkreślić, że Skarb Państwa posiadający większościowy pakiet akcji nie był zainteresowany należytym
i właściwym rozwojem Stoczni, nie reagował na sygnały, że jest źle od co najmniej 1993 r., że może nastąpić utrata majtku. Podjęcie uchwały nr 6 było odbiciem tolerowania bezradności
i bezczynności gdy rzeczywiście zagrożony był byt spółki. Rada Nadzorcza znając bardzo trudną sytuację finansową spółki zatajała posiadane informacje przed akcjonariuszami
i unikała podjęcia jakichkolwiek działań wspólnie z akcjonariuszami. Przedstawiony materiał dowodowy pozwala przyjąć, że zaskarżona uchwała nr 6 została podjęta z naruszeniem dobrych obyczajów kupieckich – godzi w interesy spółki krzywdząc przy tym akcjonariuszy. Bierność i bezwład władz spółki to postępowanie nieetyczne. Brak strategii i nierealizowanie rocznych planów, zgoda na postępujący rozkład Stoczni, to naruszenie dobrych obyczajów kupieckich przez władze spółki. Przyjęcie przez władze Stoczni jedynej “restrukturyzacji” jaką było ogłoszenie upadłości jest działaniem wyrządzającym szkodę nie tylko spółce, ale akcjonariuszom. Utrata akcji i miejsc pracy przez akcjonariuszy to także problem społeczny, a nie tylko ekonomiczny. (...) Godzenie w interesy spółki to także umyślne działanie na szkodę wspólników, a szkoda taka powstała. Świadczy o tym aktualna sytuacja prawna pozwanej. (...) Aktualna sytuacja prawna pozwanej – ogłoszona upadłość, nie może zamykać drogi akcjonariuszom do ustalenia naruszeń przepisów kodeksu handlowego, obowiązków statutowych spółki, a także odpowiedzialności władz spółki za stan prawny zarządzanej spółki.”
17

I tak, w Wyroku Sądu Najwyższego, z dnia 29 czerwca 2005 roku,1 czytając jego uzasadnienie można odkryć kilka niezmiernie interesujących stwierdzeń. Chociażby takie – “Skarb Państwa zobowiązał się, że do dnia 30 kwietnia 1994 roku wręczy (...) akcje – każdemu w jednym odcinku zbiorowym. Akcje te nigdy nie zostały powodom (stoczniowcom) wręczone. (...) Pozwany Skarb Państwa nie wykazał, że świadczenie spełnił, nie wskazał też istnienia przesłanek, które mogłyby zwolnić go od odpowiedzialności. (...) Szkoda, jaką powodowie ponieśli, wynika z nieuzyskania od Skarbu Państwa korzyści majątkowej


w postaci niewydania im akcji imiennych. (...) Skarb Państwa jako większościowy udziałowiec Stoczni Gdańskiej S.A. rażąco niedbale postępując doprowadził do jej upadłości, co
w konsekwencji doprowadziło do sytuacji, w której akcje utraciły jakakolwiek wartość majątkową.”
Po przeczytaniu stwierdzenia w dokumencie sądowym najwyższej rangi, jakim jest wyrok Sądu Najwyższego, że to nikt inny, a tylko i właśnie Skarb Państwa dopuścił się do upadku Stoczni Gdańskiej, możemy wszyscy postawić sobie jedno zasadnicze pytanie, dlaczego winni do dnia dzisiejszego pozostają bezkarni?

Karczmarek powiedział kilka znamiennych słów. Stwierdził, że w zasadzie nadzór administracyjny nad procesem upadłości miał Minister Sprawiedliwości. Mało tego, zobowiązany został do udzielania kwartalnych informacji Radzie Ministrów z przebiegu nadzoru nad sądem. I tutaj stajemy przed najdobitniejszym dowodem w całej sprawie Stoczni. Otóż, jeżeli nadzór właścicielski nad procesem upadłości miał sam Premier Rządu, to dlaczego doszło do wszystkich popełnionych nieprawidłowości? Czy szereg osób, które miałyby zostać oskarżone musiałby się powiększyć o autorów „planu” umowy Lewandowski – Płażyński czyli o: Andrzeja Olechowskiego, Leszka Balcerowicza, Janusza Lewandowskiego?

Miesiąc później, poseł Szumska w Sejmie zgłosiła kolejną Interpelację Poselską
w tej sprawie  “(...) Kiedy pan minister zamierza wprowadzić w życie prawomocny wyrok Sądu, z dnia 23-02-98 (do dzisiaj niezrealizowanego, który unieważnia podstawę upadłości Stoczni Gdańskiej SA), gdzie jest napisane: Skarb państwa posiadający większościowy pakiet akcji nie był zainteresowany należytym i właściwym rozwojem Stoczni, nie reagował na sygnały, że jest źle od co najmniej 1993 r., że może nastąpić utrata majątku”?1 Pani poseł wyraźnie nie była zadowolona z odpowiedzi udzielonej przez Wiesława Kaczmarka na poprzednią interpelację, dlatego w następnej ponowiła nurtujący problem nie zrealizowanego wyroku. W odpowiedzi, Kaczmarek powtórzył dokładnie słowo w słowo to, co wypowiedział w pierwszej odpowiedzi na interpelację. Ani słowem nie wspomniał o wymienionej
w wyroku winie Skarbu Państwa w prowadzonym nadzorze nad Stocznią Gdańską.

Jak widać, prawomocny wyrok dla rządzących był znany, ale był i jest „drzazgą


w oku”. W takich warunkach Stocznia zmierzała ku zaplanowanemu jej przeznaczeniu. Niewygodny podmiot gospodarczy musiał przestać istnieć i żaden wyrok nie może tego faktu już zmienić. Decyzje zapadły na tak wysokim szczeblu władzy, że nic i nikt nie jest w stanie tego wzruszyć, natomiast władza „zmiecie” każdego, kto próbowałby odebrać jej majątek. Władza nie dopuszcza tego, aby ludzie posiadali własność. Władza definiuje kapitalizm, jako posiadanie własności, ale tylko przez siebie.

1 Archiwum Sejmu, Interpelacja nr 1556, z dnia 18.06.2002 r.

  1   2   3   4   5   6


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna