Przemiany demokracji w czasach rewolucji multimedialnej



Pobieranie 59.14 Kb.
Data07.05.2016
Rozmiar59.14 Kb.




KAROL HARATYK

SIECIOWA WŁADZA TŁUMU.

PRZEMIANY DEMOKRACJI W CZASACH REWOLUCJI MULTIMEDIALNEJ1

SŁOWA-KLUCZE

komunikowanie polityczne, internet, demokracja, e-demokracja, mediatyzacja polityki,



fun democracy
ABSTRAKT

Odpowiadając na pytanie postawione w tytule konferencji „Media w Polsce – IV czy I władza” chciałbym przyjrzeć się V władzy, jaką według niektórych staje się internet, a dokładniej mówiąc – przyjrzę się wpływowi internetu na kształt demokracji. Jak wspomniałem, internet dopiero staje się V władzą; dlatego też przykłady, które przytoczę będą odnosiły się nie tylko Polski, a uogólnienia, które przedstawię należy traktować jako próbę wybiegnięcia myślą w przyszłość. Najpierw opiszę trzy kluczowe płaszczyzny, na których pod wpływem sieci przemianie ulec mogą relacje pomiędzy mediami masowymi i demokracją. Następnie zastanowię się nad ogólniejszymi implikacjami, jakie dla procesu politycznego niesie komunikowanie internetowe, po czym ponownie – tym razem bardziej krytycznym okiem – przyjrzę się wyróżnionym wcześniej relacjom.




1.

Ponad półtora wieku temu Alexis de Tocqueville napisał następujące słowa:


Pośród praw rządzących ludzkimi społeczeństwami istnieje takie, które wydaje mi się bardziej wyraźne i jasne niż wszystkie inne. Głosi ono, że po to, by ludzie pozostali cywilizowani (…) sztuka stowarzyszania się musi rozwijać się i doskonalić wśród nich jednocześnie ze wzrastaniem równości możliwości (Tocqueville 1976: 120)
Obecnie według Roberta Putnama sztuka stowarzyszania się przestała się rozwijać. W Samotnej grze w kręgle Putnam przytacza szereg danych statystycznych (od spadającego członkowstwa w organizacjach pozarządowych po zmieniające się wzorce spędzania wolnego czasu) świadczących o pojawiającym się kryzysie społeczeństwa obywatelskiego w Stanach Zjednoczonych.

Scott Heiferman pod wpływem lektury Samotnej gry w kręgle założył w 2001 roku serwis społecznościowy, który w założeniu miał wspierać nie tylko wirtualne, ale również w pełni terytorialne wspólnoty (http://www.npost.com/2004/04/20/interview-with-scott-heiferman-ceo-of-meetup/). Meetup.com jest serwisem, który pomaga sześciu milionom zarejestrowanych obecnie członkom w jedenastu i pół tysiąca miast na całym świecie organizować w niezwykle łatwy i szybki sposób różnego rodzaju kampanie, spotkania, czy też imprezy. Co ważne, spotkania te mają przede wszystkim wymiar lokalny. Na stronie portalu możemy przeczytać: “Meetup's mission is to revitalize local community and help people around the world self-organize” (http://www.meetup.com/about/).

Meetup.com pokazuje, że środki niezbędne do odbudowy sfery publicznej znajdują się w naszym zasięgu. Zarazem portal ten obnaża pewien paradoks globalizacji: Aby docenić lokalność, potrzebujemy dziś globalnej oprawy. W sposób jeszcze bardziej jaskrawy ten rys naszych czasów uwydatnia się, gdy przeglądamy portal Yellow Arrow (Żółta Strzałka). Znajdujemy w nim zdjęcia, relacje filmowe i opisy miejsc z całego świata (467 miast w 35 krajach), które według członków społeczności zasługiwały na to, aby ozdobić je naklejką z żółtą strzałką oraz umieścić je w sieci. Jak twierdzą twórcy portalu: „Yellow Arrow is a global public art project of local experiences” (http://yellowarrow.net/v3/).

2. polityka rozrywkowa

Wielu komentatorów postrzega jednak zwiększający się zasięg naszej komunikacji raczej jako dowód na wzrastającą „masowość” oraz wzrastające oddalenie, czy też telewidzenie jak to określa, Giovanni Sartori. Ten wybitny włoski politolog i medioznawca dziesięć lat temu napisał książkę Homo videns. Telewizja i postmyślenie, którą rozpoczyna następujący ustęp:


Żyjemy w czasach rewolucji multimedialnej. Rozwija się ona w wielu kierunkach (internet, komputery osobiste, cyberprzestrzeń), mających jednak charakterystyczny wspólny mianownik. Jest nim telewidzenie, widzenie na odległość (…) (Sartori 2007:13)
Dalej możemy przeczytać, że telewidzenie zmienia naturę człowieka, homo sapiens przekształca się w homo videns. Homo videns jest istotą, która myślenie abstrakcyjne zastępuje myśleniem wizualnym, a to właśnie od myślenia symbolicznego, abstrakcyjnego uzależniony jest nasz rozwój cywilizacyjny. „(…) U schyłku XX stulecia homo sapiens znalazł się w poważnym kryzysie; to kryzys utraty rozumu i zdolności poznawczych” (Sartori 2007: 36).

Krytyka mediatyzacji, amerykanizacji polityki, infotainmentu, marketingu politycznego jest stosunkowo powszechna wśród badaczy mediów. Sartori sięga głębiej, niż większość krytyków tych zjawisk, opisując towarzyszące im przemiany natury ludzkiej. Nie oddalając się jednak dalej od głównego tematu moich rozważań, główną linię krytyki zjawiska mediatyzacji polityki można za Gilles’em Lipovetskym streścić w sposób następujący: „W polityce funkcjonującej jako spektakl maskowane są fundamentalne problemy, czarujące osobowości zastępują programy polityczne, sparaliżowana zostaje zdolność do racjonalnego myślenia na rzecz emocjonalnych reakcji i irracjonalnych uczuć przyciągania i odpychania. (...) Dyskurs po prawej jak i po lewej stronie politycznej sceny staje się coraz bardziej homogeniczny (…)” (Lipovetsky 2002: 171).


3. polityka rozrywkowa w internecie

Czy wzrastające znaczenie internetu powinno nas skłonić do zmiany powyższego, niezwykle krytycznego opisu? Uważam, że możemy wyróżnić trzy podstawowe płaszczyzny które modyfikują relacje pomiędzy komunikowaniem medialnym a demokracją.

Po pierwsze, internet może stać się szkołą demokracji.

Po drugie, sieć dostarcza nam przestrzeni, w której rozwijać może się e-demokracja; dostarcza narzędzi, które – jeśli zechcemy z nich skorzystać – przybliżą naszą demokrację do zwykłego obywatela, uczynią ją w większym stopniu uczestniczącą i deliberatywną.

Po trzecie, internet pogłębia i dynamizuje te tendencje, które stanowią przyczynę krytyki zawierającej się w pojęciu mediatyzacji polityki. Zarazem jednak przemienia w takim stopniu naszą rozrywkę i naszą politykę, że nie sposób tendencji tych oceniać tak jednoznacznie, jak mogliśmy to czynić w epoce telewizji.
3.1 szkoła demokracji

W 2004 roku uwagę mediów przyciągnęła masowa gra internetowa The Sims Online. Umożliwiała ona stworzenie każdemu użytkownikowi wirtualnego odpowiednika własnej postaci. W ten sposób gra pozwalała na stworzenie własnego trójwymiarowego profilu (w odróżnieniu od „dwuwymiarowych” profili dostępnych na takich serwisach, jak FaceBook). W świecie gry – podobnie jak w świecie rzeczywistym – każdy mógł zawierać znajomości, podejmować pracę, inwestować zarobione wirtualne pieniądze, czy też zdobywać szacunek społeczny. W jednym z najstarszych miast gry w 2004 roku zorganizowano wybory prezydenckie. Miasto zamieszkiwało siedem tysięcy osób, co sprawiało, że stawka tej politycznej gry wydawała się mniej wirtualna, niż sama gra. Z dwóch powodów wybory te zasługują na naszą uwagę. Po pierwsze, jednym z dwóch kandydatów ubiegających się o urząd była osoba o 5 lat zbyt młoda, by głosować w prawdziwych wyborach. Po drugie, wkrótce okazało się, że kandydat który wygrał stworzył uprzednio nielegalny program komputerowy, który mu w tym pomógł (Jenkins 2007: 221-225).

Powyższy przykład pokazuje, że internet może stanowić w sposób całkiem bezpośredni szkołę demokracji (i to szkołę, w której zadaje się naprawdę trudne pytania). Ja jednak poprzez określenie „szkoła demokracji” chciałem wskazać przede wszystkim na fakt, że internet w coraz większym stopniu przejmuje tę funkcję, którą w liberalnej tradycji wywodzącej się od Johna Stuarta Milla przypisywano organizacjom pozarządowym – funkcję przygotowywania światłych obywateli, którzy są niezbędni do tego, aby demokracja mogła przetrwać. To właśnie z powodu erozji obywatelskości zarówno w Polsce, jak i w innych państwach demokratycznych coraz powszechniejsze stają się obawy o stan społeczeństwa obywatelskiego. Często jednak ów stan społeczeństwa obywatelskiego utożsamia się z liczebnością organizacji pozarządowych, co nie pozwala dojrzeć sposobów na przezwyciężenie obecnego kryzysu. Liczby 11 050 zarejestrowanych społeczności na polskim portalu Socjum (http://socjum.pl, dn. 22V2009) nie powinniśmy traktować jako powodu do zwiększenia o 10% oficjalnej liczby polskich stowarzyszeń. Powinniśmy jednak traktować ją jako powód do przyjęcia bardziej płynnej definicji społeczeństwa obywatelskiego i sfery publicznej.

Jeśli ktoś chciałby twierdzić, że portale takie, jak Nasza Klasa (11 mln członków; http://nasza-klasa.pl/, dn. 22V2009) czy Grono.net (1 900 000 członków; http://grono.net/pub/static/aboutus/, dn. 22V2009) przynależą zasadniczo do sfery rozrywki i jako takie nie niosą ze sobą żadnych implikacji politycznych, warto ponownie wspomnieć słowa Tocqueville’a: „Stowarzyszenia społeczne ułatwiają (…) powstawanie stowarzyszeń politycznych; wszelako z drugiej strony stowarzyszenia polityczne wyjątkowo rozwijają i udoskonalają stowarzyszenia społeczne” (Tocqueville 1976: 125). Potwierdzenia tej obserwacji dostarcza Meetup.com. Portal początkowo służył organizowaniu społeczności fanów oraz różnego rodzaju spotkań o charakterze towarzysko – rozrywkowym. W 2004 roku największą zarejestrowaną społecznością „fanów” na Meetup.com okazała się być jednak społeczność zwolenników pierwszego „internetowego” kandydata w amerykańskich wyborach (a raczej prawyborach) Howarda Deana (Jenkins 2007: 213). Na Grono.net pośród 200 tysięcy gron tematycznych (czyli dyskutujących na dany temat społeczności) znajdujemy prawie tysiąc poświęconych polityce (http://grono.net/chat/#comm/pc/catm/24/0/, dn. 22V2009).

O tym, że sieci społecznościowe mogą przerodzić się w sieci polityczne najdobitniej świadczy historia Partii Piratów. Portal The Pirate Bay (http://thepiratebay.org/) służy nielegalnemu dzieleniu się plikami (głównie muzycznymi i filmowymi). Wokół tej szwedzkiej strony powstała społeczność, która zapragnęła przeciwstawić się dominującej definicji wolności. W 2006 roku w Szwecji powstała Partia Piratów. W 2009 roku pod względem liczby członków stanowiła ona czwartą siłę polityczną w tym kraju (Nowacka-Isaksson 2009). Co więcej, stała się międzynarodowym ruchem politycznym, w którym uczestniczą partie i organizacje z 41 państw, w tym polska Partia Piratów (http://www.pp-international.net/members, dn. 1II2010). W 2009 roku szwedzka Piratpartiet zdobyła jeden mandat w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Ponadto, w Polsce istnieje Internetowa Partia Ludzi Normalnych (http://ipln.org/).

Powyższe przykłady pokazują, że nawet najdalsze od polityki i sfery publicznej (w jej tradycyjnym rozumieniu) działania posiadają potencjał obywatelski, a rozrywka może przerodzić się w politykę. Jeśli dostrzegamy dziś zanik sfery publicznej i społeczeństwa obywatelskiego, powinniśmy się zwrócić w stronę wirtualnej sfery publicznej oraz wirtualnego społeczeństwa obywatelskiego.


3.2 e-demokracja

Związki pomiędzy internetem oraz demokracją można pojmować jednak również w dużo bardziej bezpośredni sposób. Zwolennicy e-demokracji w internecie widzą szansę na odrodzenie się demokracji i obywatelskości. Sieć likwiduje bariery czasu, skali, wiedzy i dostępu, które dawniej (i jeszcze obecnie) oddalały podejmowanie decyzji od zwykłego obywatela (Street 2006: 186). Dzięki internetowi zyskujemy techniczne narzędzie pozwalające nam ominąć problemy, jakie wiążą się ze zgromadzeniem dużej liczby obywateli w jednym miejscu i o tym samym czasie. Ponadto, internet pozwala w szybki i łatwy sposób uzupełnić braki informacji, jak również ma być mniej podatny na wpływ nierówności w dystrybucji zasobów w społeczeństwie (bariera dostępu).

W rzeczywistości jednak wyeliminowanie wszystkich przedstawionych wyżej barier nie likwiduje podstawowej bariery na drodze do demokracji uczestniczącej: problemu uczestnictwa. Jak istotny jest to problem pokazują badania Centrum Analiz Regionalnych.

W ramach realizowanego obecnie programu Nowe polis CAR wybrało jedną z najbardziej „obywatelskich” gmin w Małopolsce, Liszki, aby wdrożyć tam mechanizmy elektronicznej demokracji bezpośredniej. Mieszkańcy gminy na specjalnie przygotowanej stronie internetowej mogą głosować w sprawach dotyczących ich społeczności, jak i wyrażać swoje poglądy w kwestiach ogólnospołecznych. Głosowanie odbywa się od 6 stycznia 2009 roku. Uprawnionych do głosowania jest 1300 mieszkańców gminy, jednak tylko 250 osób zgodziło się wziąć udział w eksperymencie. Regularnie głosuje natomiast niecałe 20 osób2.



3.3. internetowa mediatyzacja polityki

Krytycy koncepcji elektronicznej demokracji twierdzą, że rozwiązując przy pomocy internetu techniczne problemu, jakie wiążą się z procesem zdobywania wiedzy i podejmowania decyzji, w rzeczywistości pogłębiamy najistotniejsze problemy wpsółczesnych demokracji. Demokracja w internecie zmierza nie w stronę zwiększonego uczestnictwa i deliberacji, ale w stronę zwiększonego infotainmentu. Powinniśmy się spodziewać rozwoju nie stabilnych wspólnot internetowych projektowanych w ramach community informatics ale raczej fan communities. Zamiast koncentrować się na zagadnieniach politycznych (issue voting), skupiamy się w coraz większym stopniu wokół postaci, sloganów, czy wręcz dowcipów związanych z polityką. Najpopularniejszym politycznym gronem na Grono.net jest Loża Szyderców (ponad 10 tysięcy członków), na której panuje dosyć ironiczne podejście do kwestii politycznych; (http://grono.net/lozaszydercow/). Ponadto, internet zdejmuje z nas część odpowiedzialności; dlatego też, możemy nie odczuwać wyrzutów sumienia pobierając nielegalnie filmy ze strony Pirate Bay. Internet może prowadzić również do zbiorowego braku odpowiedzialności, jakim według niektórych (aczkolwiek nie według autora tego artykułu) jest inicjatywa Partii Piratów. Nawet prowadzenie kampanii wyborczej w internecie wydaje się być mniej odpowiedzialne. Porównując internetowe i telewizyjne spoty wyborcze kandydatów do Parlamentu Europejskiego trudno jest nie odnieść wrażenia, że sieć prowadzi do trywializacji polityki sięgającej zdecydowanie poniżej poziomu, do którego przyzwyczaiła nas telewizja.



4. metafora internetu

Neil Postman twierdzi: „Nasze media są naszymi metaforami. Nasze metafory tworzą treść kultury” (Postman 2006: 35). Nie popadając w determinizm technologiczny chciałbym w tym miejscu zastanowić się, jaką metaforę stanowi internet, czy internet jest medium, metaforą która sprzyja demokracji.

W latach dziewięćdziesiątych powszechnie internet traktowano jako technologiczne uosobienie pełnej wolności. W konsekwencji, internet uważano nie tyle za sferę demokracji, co wręcz anarchii. Niektórzy uważali, że wirtualna anarchia może pogłębić realną demokrację; byli jednak i tacy, którzy sądzili, że te dwa światy stoją ze sobą w sprzeczności. Dziś natomiast coraz częściej pojawiają się głosy przeciwne: internetowa anarchia przerodziła się w autorytaryzm (ewolucja ustrojów, którą przewidywał już Platon). Dawne relacje władzy i nierówności znajdują swoje bezpośrednie (lub spotęgowane) odzwierciedlenie w sieci. Personalizacja, która stała się nowym hasłem marketingu, łatwo może się przerodzić w inwigilację i to zarówno ze strony państwa, jak i korporacji transnarodowych. Do rangi symbolu urasta planowane od 2010 roku uruchomienie przez Uniwersytet londyńskiego City (City University) pierwszych na świecie magisterskich studiów poświęconych inwigilacji (http://www.rp.pl/artykul/25,291472_Studia_z_inwigilacji_na_londynskim_uniwersytecie.html).

W wirtualnej rzeczywistości zagrożona staje się nie tylko nasza prywatność, ale i nasza wolność. Rosnąca obecność konglomeratów medialnych w internecie stawia pod znakiem zapytania możliwość podejmowania w pełni spontanicznych działań. Wiele form aktywności, które wydają się mieć charakter oddolny w rzeczywistości jest inspirowanych odgórnie (np. społeczności fanów powstające z inicjatywy studiów filmowych, czy akcje protestacyjne wobec działań rządów wspierane po cichu przez opozycyjne partie). Ponadto, internetu nie sposób postrzegać jako sfery wolności również z powodu wykluczenia cyfrowego, nowego pojęcia, które nie pozwala nam zapomnieć o dawnym pojęciu klasy społecznej.

W rzeczywistości jednak nie powinny nas zadowalać tak proste odpowiedzi na pytanie, jaka stanie się nasza rzeczywistość realna pod wpływem rzeczywistości wirtualnej. Ta druga jest bowiem nie mniej skomplikowana, niż ta pierwsza; wywołuje w związku z tym wielorakie i sprzeczne efekty. John Street pisze, że „stosunki polityczne są uzależnione od struktur komunikacyjnych, umożliwiających ich istnienie”(Street 2006: 195). Jaki charakter mają więc struktury komunikacyjne, poprzez które w coraz większym stopniu zapośredniczony będzie nasz proces polityczny?

5. otwartość internetu

Internet ma charakter otwarty w dwojakim sensie: inkluzywności i płynności. Inkluzywność ta jest jednak ograniczona. Nawet jeśli sieć nie umożliwia każdemu z nas być słyszanym, pozwala każdemu mówić, stwarza warunki swobodnej autoekspresji3. Nie jest prawdą, iż zawsze mieliśmy możliwość mówić niekoniecznie będąc słyszanymi. Niewielu z nas odważyłoby się stanąć na rogu ulicy, by głosić ważne dla nas poglądy, prezentować swoje zdjęcia, czy po prostu dzielić się treścią minionego dnia. W internecie poczucie zażenowania i wstydu zastępuje natomiast nadzieja, że może właśnie na mój blog, wpis, komentarz zwróci ktoś uwagę.

Ową autoekspresję należy rozumieć tutaj w sposób dwojaki: Po pierwsze, internet pozwala każdemu jako pojedynczej jednostce wyrażać ważne dla niego poglądy i rozpowszechniać ważne dla niego informacje. Po drugie, stwarza każdemu warunki do wyrażania poglądów jako członkowi społeczności. Sieć sieci, jaką jest internet umożliwia stanie się elementem wielu sieci, wielu różnych grup, stowarzyszeń, ruchów społecznych, czy nawet społeczności fanów lub graczy. Internet to sieć sieci w odróżnieniu od agregatu jednostek, jakim była „opinia publiczna” epoki telewizji. Akcentując sieciowy charakter internetu nie powinniśmy jednak zapominać o tym, że możliwość mówienia jest w rzeczywistości nie mniej ważna, niż możliwość bycia słyszanym. Ta pierwsza umożliwia nam nie tylko rozładowanie frustracji, ale i rozbudza potrzebę aktywnego uczestnictwa w sferze publicznej. Aktywne uczestnictwo i wywieranie wpływu są jednak możliwe przede wszystkim poprzez sieci społeczne. W ten sposób efekt psychologiczny, jaki wiąże się z indywidualną ekspresją, prowadzi do efektu społecznego, jakim jest powstanie społeczeństwa sieci obywatelskich.

Co więcej, Diagnoza internetu wykazała, że w Polsce „internauci rzadziej niż osoby nie korzystające z sieci mają trudności z określeniem swoich opinii czy preferencji.” Jak twierdzi współautor tych badań Wojciech Ciemniewski: „Ma to związek z wykształceniem użytkowników sieci, a także wynika z dwukierunkowego charakteru komunikacji internetowej”. Internet wymusza na użytkownikach aktywne poszukiwanie informacji, zarazem dzięki możliwości wyrażania własnych opinii, poglądy internautów stają się bardziej skrystalizowane, niż osób niekorzystających z sieci (Ciemniewski 2009).

Nie uważam jednak, aby internet stwarzał warunki dla odrodzenia się republikańskiej idei obywatelstwa, która pobrzmiewa nieraz w pismach zwolenników elektronicznej demokracji bezpośredniej, czy uczestniczącej. Wręcz odwrotnie, pod wpływem internetu zarówno pojęcie „obywatelstwa”, jak i „społeczeństwa obywatelskiego” nabierają nowego znaczenia. Dziś nie trzeba już posiadać książeczki członkowskiej formalnej organizacji, aby być elementem społeczeństwa obywatelskiego. Ci którzy cytują liczby wskazujące na spadek członkowstwa w organizacjach pozarządowych nie dostrzegają przemiany aktywności obywatelskiej, jaka współcześnie się dokonuje. Claus Offe pierwsze symptomy tej przemiany opisał za pomocą pojęcia polityki pozainstytucjonalnej, czyli polityki uprawianej poza instytucjonalnymi kanałami, niekoniecznie przez tradycyjnych aktorów (takich jak organizacje robotników). Polityka pozainstytucjonalna to przykładowo polityka bojkotów konsumenckich i protestów mobilizujących do – często chwilowej i niesformalizowanej – aktywności politycznej szerokie rzesze społeczeństwa (Offe 2006)

Pojęcie polityki pozainstytucjonalnej kieruje naszą uwagę w stronę drugiego wymiaru otwartość, jakim jest płynność. Płynność oznacza, że społeczności internetowe przechodzą przyspieszony cykl narodzin i śmierci. Przykładowo, utworzony w listopadzie 2006 roku portal Nasza Klasa liczy 11 mln członków, jednak już obecnie pojawiają się przypuszczenia, iż zaczyna on tracić swych członków. Wspomniana gra The Sims Online, zdobywca w 2002 roku prestiżowej Game Critics Award, została zamknięta w 2008 roku z powodu utraty popularności.

Zarazem, przywołane na początku przykłady Meetup.com oraz Yellow Arrow pokazują, że niezależnie od tego jak nasze działania będą miały lokalny charakter, współkształtować będzie je globalny kontekst. Niezależnie od tego jak bardzo lokalna by nie była dana komórka społeczeństwa obywatelskiego, jej lokalność w coraz większym stopniu zapośredniczona będzie przez globalność.

Rozwiązanie tego paradoksu znajdujemy ponownie w rozważaniach Tocqueville’a: „(…) tysiąc obywateli nie widzi powodu, dla którego mieliby się jednoczyć – dziesięć tysięcy dostrzeże go z łatwością” (Tocqueville 1976: 126)


Na koniec chciałbym powrócić do koncepcji homo videns Giovanniego Sartori. Zarysowane powyżej tendencje jeszcze bardziej oddalają nas od tego wszystkiego, co było związane z Galaktyką Gutenberga (posługując się określeniem epoki druku ukutym przez Marshalla McLuhana). Sartori miał rację przewidując, iż media elektroniczne zwiększą znaczenie telewidzenia, telegeniczności oraz kultury obrazu. Nie miał jednak racji twierdząc, iż będzie to jedyny wpływ tych przemian technologicznych.

Aby uzmysłowić paradoksalny charakter przemian homo videns pozwolę sobie przywołać pewne wydarzenie. Niedawno grupa francuskich użytkowników serwisu społecznościowego Facebook zebrała się pod Arche de la Défense w Paryżu, aby z transparentami zaprotestować przeciwko zmianom w wyglądzie strony.

Możemy powyższy przykład potraktować jako egzotyczne potwierdzenie słów Sartoriego, iż „obywatele globalnej wioski to tylko mnogość marginalnych grupek (…) które pojawiają się i gasną z ogromną łatwością, zaangażowane wokół spraw tyleż błahych, ile dziwacznych” (Sartori 2007: 70).

Możemy ten przykład potraktować jednak również jako symptom ogólniejszej przemiany: Nigdy wcześniej nie było możliwe gromadzenie się wokół spraw tak błahych i dziwacznych lub też – wyrażając tę samą myśl innymi słowami – wokół spraw tak bardzo dalekich od zasadniczej treści naszego codziennego życia. Protesty spowodowane zmianą wyglądu strony internetowej, alterglobalistyczne antyszczyty towarzyszące szczytom G-8, czy odbywające się w Europie demonstracje poparcia dla powstania Zapatystów w meksykańskim stanie Chiapas rzeczywiście nie mogłyby się odbyć w epoce druku, gdyż dotyczą spraw zbyt dalekich od naszego codziennego życia. Zarazem jednak nasze problemy w coraz większym stopniu dotyczyć będą właśnie spraw dalekich od naszego codziennego życia.


Podsumowanie
Sądzę, że w epoce internetu nie powinniśmy oczekiwać narodzin uczestniczącej, czy deliberatywnej e-demokracji. To czego możemy się spodziewać, to wzmocnienie tendencji od dawna leżących u podstaw krytykowanego powszechnie zjawiska mediatyzacji polityki. Mediatyzacja ta będzie jednak pogłębiać się w nowym środowisku: otwartych struktur, płynnej organizacji, inkluzywności. Dzięki temu stanie się nie tylko opakowywaniem braku wizji politycznej w medialne pseudo-wydarzenie, ale stanie również szansą na przemianę naszej polityczności. Mediatyzacja polityki jest krytykowana głównie jako przejaw słabości polityki. W tym stopniu, w jakim o polityce decydują media, władzy politycznej pozbawieni są „właściwi” decydenci. Jest to tendencja tym bardziej niebezpieczna, im większa następuje koncentracja własności w sferze produkcji medialnej. Tendencja ta jest jednak zarazem tym bardziej obiecująca, w im większym stopniu o kształcie produkcji medialnej decydują zwykli ludzie (nie obywatele, czy konsumenci – ale nierozerwalnie związani obywatele-konsumenci). Przypomnijmy, że jedną z głównych cech odróżniających Web 2.0 od klasycznego modelu komunikacji internetowej jest tworzenie zawartości medialnej przez użytkowników (strony typu wiki, dziennikarstwo obywatelskie, YouTube, serwisy społecznościowe, blogosfera...). Niezależnie od stopnia koncentracji własności infrastruktury internetowej, ten typ komunikacji wzmacnia pluralizm, jak i siłę oddziaływania zwykłych obywateli.

Uważam, że e-demokracja będzie przypominać w większym stopniu rządy tłumu, niż deliberującego gremium, czy agory, na której wszyscy włączają się w proces podejmowania decyzji. E-demokracja nie będzie jednak wypełniona polityką tłumu-masy epoki telewizji ale raczej umożliwi realizowanie polityki tłumu-sieci, który jest w istocie przeciwieństwem tego pierwszego.




BIBILIOGRAFIA

Allan S. (2008) Newsy w sieci : internet i dziennikarstwo, przekł. A. Sadza, Kraków : Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Benkler Y. (2008) Bogactwo sieci. Jak produkcja społeczna zmienia rynki i wolność, przeł. R. Próchniak, Warszawa: Wydawnictwo Akademickie i Profesjonalne.

Frey B. (2003) Flexible Citizenship for a Global Society, w: “Politics Philosophy Economics”, vol. 2, ss. 93-114.

Gurnstein M. (2007) What Is Community Informatics (and Why Does It Matter), Mediolan, Polimetrica.

Jenkins H. (2007) Kultura konwergencji: zderzenie starych i nowych mediów, przeł. M. Bernatowicz, M. Filiciak, Warszawa, Wydawnictwo Akademickie i Profesjonalne.

Lipovetsky G. (2002) The empire of fashion: dressing modern democracy, przeł. C. Porter, Princeton, Princeton University Press.

Lombard D. (2009), Globalna wioska cyfrowa: drugie życie sieci, przeł. J. Hutyra, Warszawa, MT Biznes.

Offe C. (2006) Nowe ruchy społeczne: przekraczanie granic polityki instytucjonalnej, w: Kucia M., Sztompka P. (red.) Socjologia: lektury, Kraków, Znak.

Postman N. (2002) Zabawić się na śmierć: dyskurs publiczny w epoce show-businessu, przeł. L. Niedzielski, Warszawa, Muza.

Putnam R. (2008) Samotna gra w kręgle, przeł. P. Sadura, S. Szymański, Warszawa, Wydawnictwo Akademickie i Profesjonalne.

Sartori G. (2007) Homo videns: telewizja i postmyślenie, przeł. J. Uszyński, Warszawa, Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego.

Street J. (2006) Mass media, polityka, demokracja, przekł. T. D. Lubański, Kraków, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Tocqueville A. de (1976) O demokracji w Ameryce, przeł. M. Król, Warszawa, Państwowy Instytut Wydawniczy.

Zoonen L. (2004) Imagining the Fan Democracy, w: “European Journal of Communication”, vol 19, ss. 39-52.
Prasa

Ciemniewski W. (2009), Internauci widzą gospodarkę i politykę w jasnym świetle, „Gazeta Wyborcza”: http://wyborcza.pl/1,76842,6332454,Internauci_widza_gospodarke_i_polityke_w_jasnym_swietle.html.

Nowacka-Isaksson A. (2009), Partia Piratów rośnie w siłę, „Rzeczpospolita”, 22.04.2009.

Studia z inwigilacji na londynskim uniwersytecie, „Rzeczpospolita”: http://www.rp.pl/artykul/25,291472_Studia_z_inwigilacji_na_londynskim_uniwersytecie.html, dn. 15IV2009.


Internet

http://en.wikipedia.org/wiki/Pirate_Party#International

http://grono.net/pub/static/aboutus/, dn. 22V2009.

http://ipln.org/, dn. 22V2009.

http://www.meetup.com/about/, dn. 22V2009.



http://nasza-klasa.pl/, dn. 22V2009.

http://www.npost.com/2004/04/20/interview-with-scott-heiferman-ceo-of-meetup/, dn. 22V2009.

http://www.partiapiratow.org.pl, dn. 22V2009

http://www.pp-international.net/members, dn. 1II2010.

http://socjum.pl, dn. 22V2009.

http://thepiratebay.org/, dn. 22V2009.

http://yellowarrow.net/v3/, dn. 22V2009.


1 Pojęciem rewolucji multimedialnej posługuje się m.in. Giovanni Sartori, którego koncepcja homo videns stanowi dla mnie krytyczny punkt odniesienia.

2 Informacje uzyskane od członka zespołu badawczego przy projekcie Nowe polis.

3 Musimy w tym miejscu pamiętać jednak o wspomnianym powyżej wykluczeniu cyfrowym.

www.palimpsest.socjologia.uj.edu.pl nr 1, październik 2010




©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna