Przez cały tydzień zastanawiam się nad tym, jak powinienem się ubrać na to spotkanie w marynarkę i krawat czy może mniej formalnie? Ostatecznie wybieram dżinsy, koszulę i sweter



Pobieranie 9.99 Kb.
Data10.05.2016
Rozmiar9.99 Kb.
Przez cały tydzień zastanawiam się nad tym, jak powinienem się ubrać na to spotkanie – w marynarkę i krawat czy może mniej formalnie? Ostatecznie wybieram dżinsy, koszulę i sweter. Jest wiosna, więc bawełniany pulower pasuje chyba w sam raz. Daniele podwozi mnie pod sam dom Agnellego i zawraca. Przed odjazdem patrzy mi w oczy i mówi: „Powodzenia. Mów konkretnie i wprost”. „Jasne. Zadzwonię do ciebie, kiedy skończymy”.

Dzwonię do drzwi. Otwiera mi sam Andrea. Tak, we własnej osobie, uśmiechnięty od ucha do ucha. Ubrany w dżinsy i biały T-shirt. Bez żadnej marynarki i krawata. Przedstawia mi żonę i córeczkę, która zwraca się do rodziców perfekcyjnym angielskim. Gdybym tylko ja potrafił mówić tak jak ona! Mała idzie oglądać kreskówki, a ja i Andrea wchodzimy do salonu, by porozmawiać. W jednej chwili uświadamiam sobie, że do tej pory Agnelli nie zastanawiał się nawet przez chwilę nad tym, że to ja mógłbym być nowym trenerem Juventusu. Wnioskuję tak po jego początkowych słowach. Zaczyna bowiem mówić o kilku piłkarzach Juve, którzy mogliby mi się przydać w nowym sezonie. „Chciałbyś ich sprowadzić do Sieny?”, pyta.

Zastanawiam się, czy żartuje, czy mówi poważnie. „Bardzo chętnie, niestety Siena nie może sobie na nich pozwolić”, odpowiadam z uśmiechem.

Myślę przez chwilę. Chyba Agnelli chce mi w ten sposób powiedzieć: „Posłuchaj, jeśli chodzi o mnie – zostajesz tam, gdzie jesteś”. Z jednej strony myślę sobie: to koniec. Z drugiej jednak wiem, że mam kilka asów w rękawie. Po trzynastu latach spędzonych w Turynie mogę chyba pozwolić sobie na to, by powiedzieć o pewnych rzeczach i obiektywnie przeanalizować trudności, z jakimi mierzy się obecnie Juventus. Pod dyskusję poddaję zarówno to, co wydarzyło się w Juve przez ostatnie kilka sezonów, jak i aktualny skład oraz niezbędne moim zdaniem decyzje. Zaczynam w ten sposób przedstawiać Agnellemu swoją wizję drużyny oraz wnioski, jakie przychodzą mi do głowy, kiedy oglądam mecze bianconerich w telewizji.

„Prezesie, bez urazy, ale Juve gra teraz niczym jakaś drużyna z prowincji. Od kilku lat, nie tylko w tym sezonie, oddaje połowę boiska przeciwnikowi. Tymczasem powinno być zupełnie inaczej. Drużyny przyjeżdżające do Turynu powinny się bać Juventusu, jeszcze zanim wejdą na boisko. Sam pamiętam, jak jeszcze jako młodzik przyjechałem pierwszy raz z Lecce na Comunale… Trzęsły mi się nogi, dosłownie! Wielka drużyna musi wykorzystywać ten atut i zmuszać przeciwnika do odwrotu. Tymczasem teraz Juventus czeka tylko na kontrę, jak jakaś drużyna zaściankowa. Tak być nie może. Musi dyktować warunki gry, ujarzmić przeciwnika, przejmować piłkę już na jego połowie i dać mu wyraźnie do zrozumienia, że wiele nie uda mu się zdziałać, czy to w domu, czy na wyjeździe!”

Agnelli przytakuje i coraz bardziej zaczyna się interesować tą dyskusją i uczestniczyć w niej, w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

„Zawsze wszystkim powtarzam, że piłkarze powinni pamiętać, w jakiej koszulce grają, jaką historię wynoszą ze sobą na boisko i jacy świetni zawodnicy byli ich poprzednikami”, mówi do mnie Andrea. Zaczyna się coraz bardziej otwierać, zachęcając mnie do tego samego.

Chwilę później pyta mnie: „No dobrze, co konkretnie byś zmienił, gdybyś to ty został nowym trenerem Juventusu?”.

Dokładnie na to pytanie czekałem…

Na początku podkreślam znaczenie właściwego zmotywowania piłkarzy starej gwardii, wobec których przez ostatnie lata podjęto wątpliwej jakości decyzje. „Trzeba wskrzesić zapał naszych weteranów”. I jeszcze: „Juve potrzebuje zawodników głodnych zwycięstw, którzy całkowicie zwiążą się z nowym projektem klubu”.

Przede wszystkim jednak chcę zwrócić uwagę Agnellego na koncept, który jest mi bardzo bliski: „Musimy wprowadzić w życie nową ideę gry: wszyscy atakujemy, ale i wszyscy się bronimy. Tak jak robi to Barcelona”.

Przypominam mu o dwóch ostatnich sezonach zakończonych na siódmym miejscu w tabeli, poza burtą rozgrywek europejskich. „Jestem przekonany, że dzięki pracy, idei nowoczesnego futbolu i zwycięskiemu projektowi Juventus może wrócić do elity światowej piłki prędzej, niż można przypuszczać”, dodaję.

Kiedy kończę swój wywód, zastanawiam się, czy Agnelli poczuje się tym wszystkim dotknięty i uzna, że nie pasuję do jego wizji, czy też w pełni zrozumie to, co mam na myśli, i wtedy…

Tymczasem pojawia się żona prezesa. Andrea przeprasza mnie na chwilę i wychodzi do pokoju obok. Mam chwilę na pozbieranie myśli: „Jestem w domu Andrei Agnellego i gadam od trzech godzin bez chwili przerwy”. Kiedy wraca do salonu, w jego oczach widzę, że nasza rozmowa przypadła mu do gustu.



„Cieszę się, że mieliśmy okazję porozmawiać. Po raz pierwszy ktoś przyszedł do mnie nie z banałami, a konkretami. Muszę teraz umówić cię z Marottą”. Mowa o dyrektorze generalnym klubu. „Bardzo miła pogawędka”, podkreśla usatysfakcjonowany, odprowadzając mnie do drzwi.


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna