„Rola nauczyciela w projekcie pozaszkolnym”



Pobieranie 20.87 Kb.
Data08.05.2016
Rozmiar20.87 Kb.
Artykuł ukazał się w numerze 6/2004 czasopisma POST SCRIPTUM wydawnictwa WSZ PWN.

Rola nauczyciela w projekcie pozaszkolnym”




Wychowawca daje świadectwo przed powierzoną mu grupą. Jest dla dzieci jak otwarta księga. We wszystkim co robi, co mówi, stanowi dla nich żywy przykład. Cóż za odpowiedzialność!

Adolf Reichwein (1898 - 1944)

Adolf Reichwein ma, i to nie tylko wśród swoich zawodowych kolegów, rzesze zwolenników. Jego silna i barwna osobowość, bogate doświadczenia życiowe spowodowały, że stał się dla wielu z nas niedoścignionym i ponadczasowym przykładem pedagoga - wizjonera. Zacytowane powyżej słowa brzmią prosto. Gdy je czytamy są dla nas zrozumiałe i oczywiste. Gdyby tylko nie było tam tego ostatniego stwierdzenia zakończonego wykrzyknikiem: "Cóż za odpowiedzialność!"

"Odpowiedzialność?.... Za co?" - zastanawiam się, stojąc z moją grupą młodzieży w Izbie Pamięci w MDSM w Krzyżowej. Nasz opiekun z ramienia Fundacji "Krzyżowa" - Chris Schmitz prowadzi nas przez temat historii ruchu oporu ostatniego stulecia. Temat trudny, poważny, chwilami jakby nie z tego świata a pomimo to w pewnej chwili w sali rozbrzmiewa salwa śmiechu. Śmiechu, który będzie narodzinami sympatii i podziwu dla człowieka patrzącego na nas z czarno-białej fotografii. Chris opowiada nam historię utalentowanego, młodego zapaleńca o nazwisku Adolf Reichwein, który pisze książkę, wydaje ją w Stanach Zjednoczonych, odnosi sukces, dostaje znaczące honorarium i.... kupuje samolot. Historia ta byłaby interesująca, ale nie tak fascynująca, gdyby nie fakt, że Reichwein jest nauczycielem. Gdy Reichwein staje przed wyborem umieszczenia na swoim wehikule swastyki lub rezygnacji z przyjemności latania, wybiera to drugie. Z obiektu swojej fascynacji wymontowuje śmigło, które stawia w kącie sali lekcyjnej, gdy prowadzi zajęcia. Szeroko otwarte oczy słuchających oraz absolutna cisza są dowodem najwyższej koncentracji. "Kto z was nie chciałby mieć takiego nauczyciela z prywatnym samolotem?" - pyta Chris. Reakcję już znacie: salwa śmiechu. Reichwein był fascynatem i potrafił zafascynować swoich uczniów.

Odpowiedzialność...ale za co? - powraca pytanie, nad którym zastanawiam się intensywnie. Odpowiedź nie przychodzi od razu: za wszystkie skutki naszej osobowości lub jej (o zgrozo!) braku. Czyli za to, jacy jesteśmy jako nauczyciele matematyki, fizyki, polskiego, jacy jesteśmy w szkole, w domu i ... np. na projekcie w Krzyżowej. Jesteśmy odpowiedzialni za naszą osobowość. A jaka ona jest?

Hasło "osobowość" powraca do mnie, gdy przygotowuję się do napisania tego tekstu i przeprowadzam wśród moich uczniów ankietę na temat roli nauczyciela. 90 % młodzieży wymienia "silną osobowość" jako jedną z najważniejszych wartości pedagoga. "A jeżeli osobowość ta nie jest silna?" - pytam już po przeprowadzonej ankiecie. Odpowiedz jest przerażająco jednoznaczna: "Wtedy nauczyciel nie jest autorytetem dla nas i można z nim robić, co się chce". Tę wypowiedź wzmacniają powracające do mnie słowa Adolfa Reichweina: "(Nauczyciel) We wszystkim co robi, co mówi, stanowi dla nich (dla powierzonych mu dzieci) żywy przykład. Cóż za odpowiedzialność!" Cóż za odpowiedzialność za siebie samego! Za to, jacy jesteśmy! A jacy jesteśmy? Jaka jestem jako nauczyciel, opiekun, koordynator?...... Często zadaję sobie to pytanie. Ostatni projekt w Krzyżowej dał mi wiele możliwości odpowiedzenia sobie na nie w praktyce.

Moim ulubionym powiedzeniem jest "W życiu nie ma przypadku". Z punktu widzenia dnia dzisiejszego nie był przypadkiem również wybór tematu projektowego. W maju 2003 roku wraz z Herbertem Bühlerem z Solingen zastanawialiśmy się nad myślą przewodnią dla naszej październikowej współpracy. Herbert jest pracownikiem działu szkolnictwa a jego specjalizacją jest zapobieganie oraz walka z agresją. Nasza koncepcja szybko nabiera konkretnego kształtu. Jak nie trudno się domyśleć, projekt "Agresja w szkole a odwaga cywilna" nadawał się idealnie aby przeprowadzić go MDSM w Krzyżowej. Kiedy pod koniec sierpnia organizacyjnie wszystko dopięte było na ostatni guzik, w mediach pojawiły się "wydarzenia toruńskie". Utwierdziły one nas jeszcze bardziej w słuszności wyboru tematu projektowego. Program i cele zostały określone, finanse omówione i zabezpieczone, otwarta na współpracę i ciekawa tematu młodzież w Solingen i Jarocinie czekała w dołkach startowych.

Miesiąc przed wyjazdem spotykam się kilkakrotnie z moją grupą. Młodzież ta uczęszcza do różnych szkół. Wspólny czas wykorzystujemy na lepsze wzajemne poznanie się, ustalenie zasad współżycia na wyjeździe, podszlifowanie praktycznej strony języka niemieckiego, co wydaje się być bardzo ważne ze względu na międzynarodowy skład grupy. Pytaniom nie ma końca, a szybkość przyswajania nowych sformułowań, zagadnień gramatycznych bliska jest prędkości światła. To znaczy mieć silną motywację! Oczywiście nie wszystko udaje nam się przewidzieć i omówić. Jak to zwykle bywa, tak i tym razem życie przygotowało dla nas nieprzewidziane scenariusze, na które trzeba było reagować kontrolowaną spontanicznością.

Jesteśmy w Krzyżowej. W sali projektowej siedzimy w kręgu: my - grupa jarocińska, młodzież w wieku 13 - 16 lat oraz Herbert Bühler z maturzystami. Pełni napięcia i oczekiwania rozpoczynamy spotkanie. Obserwujemy się wzajemnie. Wszystko wydaje się ważniejsze niż zwykle: ubiór, wygląd, brzmienie głosu, każdy drobny gest.

Po pierwszym wieczorze noc miała być długa i niespokojna. Nie pomaga zmęczenie podróżą. "Jak to będzie jutro? Czy damy sobie radę?"" - zastanawiamy się wspólnie siedząc wieczorem na spontanicznie zorganizowanym spotkaniu kryzysowym w polskim kręgu. Obecna sytuacja przypomina atmosferę przed egzaminem: niby wszyscy dobrze się do niego przygotowaliśmy, ale teraz stojąc przed egzaminatorem, czujemy wszechobecną pustkę w głowie. "Proszę pani..... ja już sam nie wiem, jak ja jutro mam się zachować" - w oczach Kuby widać rezygnację. Robię z siebie tzw. "małpę" i przesadzając dobitnie odgrywam rolę najpierw „smuciarza”, a potem optymisty. "Z którym z nich chcielibyście mieć jutro zajęcia?" - pytam. Pytanie oczywiście retoryczne, bo przecież nikt z nas, kto nie jest masochistą, nie chce się dobrowolnie dołować nastrojem beznadziejności partnera. "Obudzę się koniecznie jako optymista!" - brzmi nocne zadanie domowe dla każdego z nas. Zostało ono bardzo dobrze odrobione, ponieważ następnego dnia rano w powitalnym kręgu aż jasno jest od przychylnych spojrzeń.

Praca nad wierszem Erich Fried „Małe pytania” rozpoczęła nasze "poważne" zajęcia.
"Kleine Fragen"
Glaubst du du bist noch

zu klein


um große

Fragen zu stellen?


Dann kriegen

die Großen

dich klein

noch bevor du

groß genug bist.
Erich Fried
Zastanawialiśmy się nad „wielkimi” i „małymi” pytaniami w życiu. Jak brzmią "wielkie" pytania, gdy jest się nastolatkiem? Kiedy należy dostosować się do większości, a kiedy powinniśmy zebrać w sobie odwagę, aby powiedzieć „Nie!”? Wiersze te były dla nas nie tylko niezłą gimnastyką ze względu na język niemiecki, ale również początkiem interesującej międzynarodowej dyskusji. Dzięki niej mogliśmy przekonać się, że pytania stawiane w Polsce podobne są do tych stawianych w Niemczech, a uzyskanie odpowiedzi na nie jest tak samo trudne i mozolne na wschód, jak i na zachód od Odry.

Zmęczeni, zadowoleni i odprężeni zasiadamy w mieszanych grupach do pierwszego obiadu. Nikt nie wie, kto i jak rozwiązał nam wtedy języki. W ruch poszły szare komórki pamięci, słowniki, ręce i nogi. Uczucie ulgi i satysfakcji wzięło górę.

Aby poznać i zrozumieć innych, należy zacząć od poznania samego siebie. Czy wiem, jaki jestem? Czy mam zaufanie do samego siebie? A do innych? Czy potrafię obserwować otoczenie i wyciągać odpowiednie wnioski? Jak werbalizują i gestykulują Polacy, a jak Niemcy, kiedy reagują emocjonalnie? Jak zachować się będąc świadkiem lub uczestnikiem konfliktu? Jaką przybrać taktykę, kiedy zdecyduję się być rozjemcą? W odpowiedzi na te pytania pomagają nam zajęcia oparte na pantomimie oraz zajęcia ruchowe z podziałem na role. Bierzemy w nich intensywny udział przez dwa dni. Nasze starania nagrodzone zostają coraz większa swobodą oraz ewidentnymi efektami pracy.

Czy w malarstwie odwaga cywilna jest abstrakcyjna? A może realistyczna? Czy da się uczucia wyrazić akwarelami? Jak rozmalować i wyrazić smutek, radość, miłość, strach, podziw.... Trudne? Tak, ale nie niemożliwe! Dzięki zajęciom z artystą malarzem Edwardem Malinowskim poznaliśmy jeszcze jeden język porozumienia – język sztuki. Nasze ukryte umiejętności malarskie, wystawione zostały na nie lada próbę - nie dość, że mistrz wymagał od nas absolutnej prawdomówności, to jeszcze mieliśmy zdobyć się na nią, pracując w parach. Wspólna powierzchnia papieru, wspólne farby, wspólna historia z naszego życia jako temat – to warunki, w których przyszło nam pracować. Jak w takich realiach rozwinąć własne skrzydła, nie zabierając wolności partnerowi? Rozwiązanie tego problemu tkwi w zaufaniu. W zaufaniu do innych i do samego siebie. Namalowane obrazy są najlepszym dowodem na to, iż to zaufanie mieliśmy. Harmonia i ekspresja przeplatają się na siedmiu powstałych dziełach, które przekazane zostały do zbiorów Fundacji jako dokumentacja naszego projektu.

Dyskusja nie jest łatwą formą porozumienia. Wiemy, jak trudno powstrzymać się, aby nie wykrzyczeć swojego zdania. Jak posiąść umiejętność wysłuchania innych: starszych, przełożonych, młodszych, niekiedy wroga? Jak emocje przełożyć na spokojną, przekonywującą, zrozumiałą dla wszystkich wypowiedź? Jak być otwartym na innych i tolerancyjnym dla innych? Nasze dyskusje przy okrągłym stole w „Domu na wzgórzu” były dla wielu z nas trudną lekcją życia.

Motyw okrągłego stołu przypadł nam szczególnie do gustu. Każdego wieczora spotykaliśmy się w kręgu, aby zastanowić się nad minionym dniem. Co pomyślałem po przebudzeniu się? Co utkwiło mi w pamięci? Co mogło być lepsze? Co chciałbym na końcu dnia powiedzieć grupie? Jakie nadzieje wiążę z dniem jutrzejszym? Jakim kolorem i tonacją określiłbym mój mijający dzień?

Przed powrotem do Jarocina i Solingen analizujemy w kręgu koordynatorów przeprowadzony projekt. Wspominamy miesiące przygotowań. Zastanawiamy się, co mogliśmy zrobić lepiej, czego w przyszłości powinniśmy unikać, co koniecznie należałoby powtórzyć, co rozbudować. Stwierdzamy, że z przeprowadzeniem projektu jest jak z budową domu: wraz z doświadczeniami budowy każdego następnego mamy szansę zbliżyć się do ideału.

A jakie są doświadczenia kogoś, kto zbudował już niejeden taki dom? Czy Chris Schmitz doszedł do perfekcji w tej dziedzinie? Specjalista do spraw programowych z ramienia Fundacji "Krzyżowa" zastanawia się przez moment, kiedy zadajemy mu to pytanie:

"Gdybym projekty w Krzyżowej koordynował sam, odpowiedź byłaby prosta. Ale tak nie jest. Za każdym razem jest to współpraca nie tylko z nową młodzieżą, ale również z ich opiekunami. Bardzo ważna jest faza przygotowania do programu a z tą różnie bywa. Jedni przyjeżdżają na żywioł, inni skrupulatnie przygotowani. Faza przygotowania to nie tylko opracowanie programu, to również przygotowanie grupy, zżycie się z nią, ustalenie reguł gry obowiązujących podczas spotkania. To wszystko musi odbyć się przed przyjazdem na projekt. Zakładając, że grupa przyjedzie dobrze przygotowana, nie mamy jeszcze gwarancji, że program będzie udany. Ważne jest, jaką rolę przyjmie nauczyciel podczas realizacji projektu: czy będzie on pasywnie obserwował, patriarchalnie koordynował, czy aktywnie uczestniczył. Na wyniki pracy ma ogromny wpływ motywacja grupy. To wielka różnica, czy grupa przyjechała zmotywowana, czy trzeba ją dopiero tutaj na miejscu motywować. Jak utrzymać stan motywacji przez cały czas projektu? W jakich proporcjach dozować pracę i obowiązki, a w jakich czas wolny i zabawę? Wiele zależy od nauczyciela. Wiecie, dlaczego na przestrzeni kilku miesięcy zaprosiłem was ponownie do współpracy? No, właśnie dlatego, że wasze projekty są tak przygotowane i realizowane, że mała jest szansa na ich niepowodzenie."

Czy można życzyć sobie większego komplementu dla nauczyciela i opiekuna? Usłyszane słowa to wielkie uznanie, które cieszą, ale i zobowiązują. Nasz następny projekt "Distanz und Nähe" - "Dystans i bliskość" zaplanowany jest na kwiecień. Dużo dałabym za to, aby wiedzieć, jak Adolf Reichwein przygotowałby się do tego tematu.....



Anna Malinowski


w styczniu 2004





©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna