Roots rasta reggae



Pobieranie 112.86 Kb.
Strona1/2
Data06.05.2016
Rozmiar112.86 Kb.
  1   2
ROOTS RASTA REGGAE

      Od czasu gdy pierwszy raz zachłysnąłem się muzyką reggae w 1978 r. było dla mnie sprawą jasną, że jest ona czymś więcej niż rock czy blues.



ROOTS RASTA REGGAE

Wprowadzenie

Od czasu gdy pierwszy raz zachłysnąłem się muzyką reggae w 1978 r. było dla mnie sprawą jasną, że jest ona czymś więcej niż rock czy blues. Co jakiś czas spośród „ciepłych”, bujanych, czasami modnych rytmów docierały do świadomości „niepokojące” hasła o niewolnictwie (jakoby ciągle trwającym), walce o równe prawa, o porównaniu kościoła czy papieża z szatanem, o rasizmie i nietolerancji białego człowieka i wiele, wiele innych. Trudno było zrozumieć dlaczego i w jaki sposób przekłamany jest „Cesarz” R. Kapuścińskiego, pomimo że cieszy się on światowym uznaniem. Było to tak samo trudne jak uświadomienie sobie, przez białego mieszkańca Europy Wschodniej, że aby zrozumieć reggae „do końca” muszę przewartościować prawie cały sposób myślenia dotyczący nie tylko Murzynów, ale w ogóle Człowieka, jego wiary i miejsca na Ziemi. Jeżeli byście mnie zapytali czy wierzę w Rastafari odpowiedziałbym, że na tyle, na ile moje drugie ja jest Czarne. Rasta nie jest zabawą dla dzieci – to poważna sprawa. I. Korzenie korzeni "Twierdzą, że wiemy tylko tyle, ile sami nas nauczą, że jesteśmy nieukami ..." [Bob Marley] Roots-Reggae jest jednością idei Rastafarianizmu i specjalnego gatunku muzyki zrodzonego na Jamajce - reggae. Pierwszy był Rastafarianizm - religia i myśl społeczna zarazem. Powstał w latach dwudziestych i związany jest z osobą Marcusa Garveya (1887-1940), proroka, a właściwie Mesjasza (taki też miał przydomek) czyli wysłannika JAH (staroangielska pisownia Jahwe) RASTAFARI, nowego proroka zapowiadającego zstąpienie Boga na Ziemię. Najpierw ruch ten, w jeszcze nie rozwiniętej postaci określano od nazwiska przywódcy jako garveizm, dopiero później po koronacji Ras (czyli: księcia) Tafari Makonena na cesarza Etiopii przyjął dzisiejszą nazwę. Polskie tłumaczenie nazwy Rastafarianizm jest dość nieszczęśliwe bo posługuje się końcówką "-izm" co sytuuje ruch pośród innych "-izmów" - wytworów Babilonu. W oryginalnej pisowni RASTAFARI jest jedną nazwą dla Boga, religii-ruchu i jego wyznawców. Reggae, zrodzone bezpośrednio z rock-steady, w latach sześćdziesiątych, stało się narzędziem nagłośnienia idei Rasta i przydało im nowy wymiar. Marcus „Mosiah” Garvey urodził się na Jamajce by zostać przywódcą ruchu wyzwolenia Czarnych, ruchu od swego początku aktywnego na trzech kontynentach. Głosił hasła emancypacji Murzynów, wyzwolenia rasowego i cywilizacyjnego oraz konieczności powrotu wszystkich Czarnych do Afryki. Właśnie ta idea fizycznego i duchowego powrotu do korzeni daje szansę chyba najlepszego zrozumienia fenomenu jakim jest Roots-Rasta-Reggae. Niewolnictwo, zniewolenie, wykorzenienie - słowa Babilonu, systemu, który stworzył te zjawiska. Dziś przyrost idei niezależności, samorządności, własnej świadomości związanej z sąsiedztwem, ludźmi i ziemią, własną tradycją i kulturą, pozwala nam pełniej zrozumieć istotę tamtego zła. Musimy cofnąć się w czasie: niewolnictwo - kilkadziesiąt milionów Afrykańczyków zniewolonych, pozbawionych własnej kultury i wykorzystanych do tworzenia potęgi białej rasy, porwanych, wykorzenionych, sprzedanych za pieniądze i wywiezionych do obu Ameryk. Wraz ze swoimi dziećmi uciskani, przetwarzani i poniżani przez Babilon, przez ponad czterysta lat czekali na słowa zapowiadające powrót do siebie. Słowa te wypowiedział właśnie Mosiah Garvey. Buntowali się oczywiście już przed nim, ale były to zrywy bezładne - rebelie nie przynoszące żadnych owoców. Dopiero on zasiał ziarno prawdziwej rewolucji. Obserwując wcześniejszą walkę z rasizmem i dyskryminacją Garvey zrozumiał, że nie należy oczekiwać rozwiązania tzw. kwestii murzyńskiej we współpracy z białymi, nawet z najbardziej życzliwymi Czarnym. Jedyną drogą wyjścia wydało mu się oddzielenie od białych i położenie podwalin pod odbudowującą się samoświadomość Murzynów: "Murzyn potrzebuje własnego narodu i kraju, gdzie mógłby dać najlepszy dowód własnych zdolności w sztuce ludzkiego postępu". Nawet dzisiaj w opisach historii emancypacji rasowej przede wszystkim wymienia się Martina Lutera Kinga czy nawet Malcolma X, a pomija Marcusa Garveya, który podobne hasła głosił już kilkanaście lat wcześniej, jednak ciągle jest dla białych zbyt radykalny. Czarny - dotąd "gorszy" - podniósł wreszcie głowę i odwołał się do najwyższych autorytetów, na nowo odczytanych: Czarnego Boga, własnej wersji Biblii i własnego miejsca na Ziemi, czyli Afryki - kolebki ludzkości. Wizja Czarnego Boga jest klasyczną antytezą chrześcijaństwa białych. Naukowo potwierdzone narodziny cywilizacji w Afryce sugerują, że tam osiągnęła ona wiele lat temu swój naturalnie i pierwotnie dojrzały kształt. Diaspora Czarnych miała się wreszcie skończyć kiedy przebudzona Afryka zaprosi wszystkie dzieci do odbudowy swej świetności. Ta powszechna repatriacja miała i inny wymiar, cywilizacja zrodzona dawno temu na Czarnym Lądzie opanowana została przez babiloński system i z czasem wyraźnie się wyrodziła, a więc powrót do korzeni miał być też powrotem do zagubionych wartości. Najmniej wiemy o "Biblii Czarnych". W jednym z lepszych polskich opracowań na temat Rastafarianizmu Witek Fenrych pisał o niej tak: "W 1925 roku przybył na Jamajkę pastor Charles F. Goodridge z Barbados, przywożąc ze sobą "Holy Piby", czyli "Biblię Czarnego Człowieka". Była to legendarna księga, drukowana podobno w New Jersey, a rozpowszechniana w całym anglojęzycznym świecie murzyńskim, łącznie z Południową Afryką. Do aury tajemniczości przyczyniła się niemało paniczna reakcja wszystkich oficjalnych kościołów chrześcijańskich, które traktowały ją jak jakąś średniowieczną herezję i tępiły na każdym kroku; z tego właśnie powodu Goodridge nie mógł działać w Kingston i schronił się w buszu w górach wschodniej Jamajki. Zwolennicy "Holy Piby" twierdzili, że jest to najwierniejsze tłumaczenie Biblii, która została zniekształcona i przeredagowana przez Białego Człowieka już w pierwszych wiekach po Chrystusie. W rzeczywistości była to mieszanina różnych tekstów, biblijnych i apokryficznych, głoszących przyszłą chwałę Czarnej Rasy." [W. Fenrych, ¦więty, święty, święty, Dża Rastafaraj] Od czasów niewolnictwa Biblia (w różnych wersjach) była najczęściej czytaną księgą przez Murzynów. Jej lektura zawsze dawała wytchnienie i nadzieję, inspirowała. Bardziej cierpliwi mogli liczyć na boską sprawiedliwość w dniu Sądu Ostatecznego. Pozostali sami brali sprawy w swoje ręce kierując się prawdami i zasadami zawartymi w Piśmie. Niedościgłym wzorcem dla Czarnych w ich nadziejach wolnościowych byli biblijni Żydzi. Z jednej strony ta właśnie fascynacja, z innej zaś bliskość geograficzna terenów, z których wywożono niewolników i miejsc wydarzeń biblijnych, pogłębiona przeświadczeniem o przekłamaniach w Biblii dokonanych przez białych, spowodowały, że część Czarnych poczuła się potomkami Izraelitów. Informacja o żydowskiej mniejszości Falaszów w Etiopii, ludu "Domu Izraela", spopularyzowała podobne poglądy i czarny judaizm wyraźnie rozszerzył się w końcu XIX wieku. Także zainteresowanie Etiopią (historycznie: Abisynią) pochodzi z Biblii i na Jamajce miało już od XVIII w. wręcz hipnotyczne oddziaływanie na wyobraźnię. Odwoływano się do wielkości i chwały tego afrykańskiego mocarstwa, jednego z najważniejszych krajów dla rozwoju cywilizacji. Zastanawiano się nad wymową zapisanej w Biblii roli Etiopii w zwycięstwach nad złem: "Powstanie Bóg, a będą rozproszeni nieprzyjaciele jego, i pouciekają przed twarzą jego ci, którzy go mają w nienawiści. (...) Przyjdąć zacni książęta z Egiptu; Etiopia pospieszy wyciągnąć ręce do Boga. Królestwa ziemi! ¦piewajcież Bogu, śpiewajcie Panu. Sela." [Psalm 68:2, 32, 33] Starożytni Egipcjanie nazywali tę krainę Kusz, Grecy i ich spadkobiercy – Etiopią, Rzymianie – Nubią. I wreszcie w Biblii Rastafarianie znajdują bezpośredni dowód na słuszność własnych wierzeń. Najważniejsza dla Rasta księga biblijna - "Apokalipsa" zapowiada pojawienie się Boga w ciele człowieka: "I widziałem Anioła mocnego, wołającego głosem wielkim: Kto jest godzien otworzyć te księgi, i odpieczętować pieczęci ich? A nikt nie mógł ani w niebie, ani na ziemi, ani pod ziemią otworzyć onych ksiąg, ani wejrzeć w nie. I płakałem bardzo, iż nikt nie był znaleziony godny, aby otworzył i czytał księgi, i wejrzał w nie. Tedy mi jeden z onych starców rzekł: nie płacz! Oto zwyciężył lew, który jest z pokolenia Judowego, korzeń Dawidowy, aby otworzył księgi i odpieczętował siedm pieczęci ich. (...) A ma na szacie i na biodrach swoich imię napisane: Król królów i Pan panów." [Objawienie ¦w. Jana 5:2-5, 19:16] 2 listopada 1930 r. na Jamajce sprawa była oczywista.. Oto w Afryce koronował się Czarny Król, którego tradycyjny tytuł brzmiał Król Królów, Pan Panów, Zwycięski Lew Plemienia Judy, z Rodu Dawidowego. Co więcej przybrany przez niego tytuł Hajle Selassie oznaczał Trójcę ¦więtą. Proroctwo się spełniło. Nastają czasy Prawdy, Sprawiedliwości i Miłości. Jak Izraelici do Syjonu, tak Czarni będą mogli powrócić do swoich korzeni. Przebudzeniu własnej świadomości Czarnych towarzyszyła zrozumiała niechęć do białych, do dziś występująca w jamajskich wolnych wspólnotach (komunach) Rasta - Maroon Towns wzorowanych najczęściej na porządku prawspólnot z Afryki. Towarzyszył jej też przyrost świadomości własnej siły, która nie stroniła od użycia przemocy w walce z Babilonem i białym jako jego uosobieniem. Jah Rastafari zawsze był bliższy obrazowi dobrego, sprawiedliwego, ale i srogiego wobec zła Boga Judaizmu czy Islamu. Marcus Garvey rozbudzał dumę własnej murzyńskiej rasy, świadomość chlubnych afrykańskich tradycji i poczucie wartości: "Kiedy Europa była zamieszkana przez rasę kanibali, rasę dzikusów, nagich ludzi, ciemnych i pogańskich, Afrykę zaludniała rasa kulturalnych ludzi czarnych, którzy byli mistrzami w sztuce, nauce i literaturze; ludzi kulturalnych, wytwornych, ludzi, o których można było powiedzieć, że byli jak bogowie." W naukach społecznych znane jest "prawo wahadła", które mówi, że każda akcja rodzi stosowną reakcję. Wieki arogancji i pychy białych, niewolnictwa, ucisku, niszczenia oryginalnej cywilizacji Czarnych (zresztą nie tylko) musiały zaowocować kategorycznym sprzeciwem. To głośne NIE! konieczne było by odbudować świadomość własnej - nie tej spisanej przez białych i na ich użytek - historii, tradycji i kultury. Bo i zastanówmy się: - Co wiąże się z tym, że człowiek jako gatunek zrodził się w Afryce? - Co utraciliśmy my Europejczycy niszcząc inne nam cywilizacje i kultury? - Skąd wiemy, że Jezus nie był Czarny? Dopiero po "wyciszeniu się" tego wahadła – pół wieku po narodzinach pierwszego, surowego Rastafarianizmu - poznając siebie na nowo, tak Czarni jak i Biali, mogliśmy dojrzeć do idei Cywilizacji Miłości. Równe prawa, sprawiedliwość i Jedna Miłość dla wszystkich, to słowa, które zabrzmiały po latach w roots-reggae i które wpłynęły na ewolucję idei dojrzałego Rastafarianizmu. Jamajka jest fenomenem na skalę światową. Jednoczą się tutaj kultury obu Ameryk, Europy i Afryki, łączą się bodaj wszystkie wielkie religie świata. Tutaj, wraz z mieszanką ludzi z różnych stron globu, jak w wielkim tyglu wymieszały się różne cywilizacje, tradycje, kultury, religie i światopoglądy. Rastafarianizm i reggae są najlepszymi przykładami owocności takich mieszanek. W swoim "klasycznym" okresie, od 1930 do połowy lat 60. Rastafarianizm był ruchem religijnym ograniczonym rasowo i terytorialnie, głównie do terenu Jamajki. Możemy śmiało powiedzieć, że reggae zrodziło się albowiem Jah nie był zadowolony z dotychczasowego sposobu głoszenia swych myśli oraz z wkładanych w jego usta słów. Nadchodził czas zmian. Nadszedł czas na Boba Marleya - kolejnego proroka, świętego, a może nawet... Boga? II. Marcus „Mosiah” Garvey „Patrzcie na Afrykę, kiedy koronować będą Czarnego Króla. On będzie Wybawicielem!” Mesjasz-Prorok-Zbawca i po wielekroć Człowiek. Człowiek, który obudził czarną rasę i poprzez to uczynił świat bardziej sprawiedliwym. Człowiek, który przywrócił Murzynom poczucie znaczenia, przypomniał świetną przeszłość Czarnej Rasy i Afryki - kolebki ludzkości. Nakazał być dumnym z pogardzanego dotychczas koloru skóry. Nauczał, że ubóstwo nie musi być powodem do poczucia bycia “gorszym”, wręcz przeciwnie - jak skromność i prostota pierwszych chrześcijan powinny stać się powodem do prawdziwej “uniwersalnej” dumy. Człowiek, który zorganizował Czarnych w liczącą się siłę. Wreszcie człowiek, który ukształtował Czarnego jako równoprawnego partnera białych - partnera posiadającego własną tradycję, własne poglądy i własne wartości. Owe wartości miały przede wszystkim za zadanie naprawienie tego co zostało zepsute przez cywilizację białych - współczesny Babilon. Marcus Mosiah Garvey czczony jest w ruchu Rastafari jako święty, a właściwie Bóg - jako druga postać religii następująca bezpośrednio po najwyższym JAH RASTAFARI. Urodził się - co znamienne - w najważniejszej dla naszej opowieści gminie-wspólnocie-parafii Jamajki - w St. Ann (Parafia ¦więtej Anny) w 1887 r. W 1914 roku założył w Kingston Universal Negro Improvement Association (UNIA) - Powszechne Stowarzyszenie na rzecz Postępu Murzynów, organizację, której celem była zmiana statusu Czarnych na całym świecie. Założył też Ligę Społeczności Afrykańskiej (ACL). Były to w latach dwudziestych najbardziej liczące się na świecie organizacje murzyńskie. Hasła tych organizacji to także hasła samego Garveya: JEDEN BÓG! JEDEN CEL! JEDNO PRZEZNACZENIE! Zadania jakie sobie stawiał to: - stworzenie ogólnoświatowej wspólnoty Czarnych; - poprawienie sytuacji Afryki, tak by przekształcić Kontynent Matkę z enklawy kolonialnej w samowystarczalną potęgę, z której Czarni byliby dumni, i która liczyłaby się na świecie; - Afryka w jego wyobrażeniach miała stać się ojczyzną jednego narodu MURZYNÓW, miejscem, do którego wszyscy Czarni będą mogli powrócić; - rozwój i promocja Czarnej Edukacji i Kultury; - podnoszenie kondycji Murzynów na wszystkich możliwych płaszczyznach. Pochodził z rodziny rzymsko-katolickiej. Przekonany o tym, że Chrystus był Czarny, założył Afrykański Kościół Ortodoksyjny (obecnie: OCA), łączący katolicyzm, protestantyzm oraz elementy wierzeń afrykańskich. Kościół ten przechodził wzloty i upadki, szukał wsparcia w Kościele Koptyjskim, wśród nie uznających autorytetu papieża katolików amerykańskich, czy też w Ortodoksyjnym Kościele Prawosławnym. W okresie rozkwitu Afrykański Kościół Ortodoksyjny miał tysiące wiernych na trzech kontynentach, był symbolem antykolonializmu. W Afryce zainicjował, czy też nadał nową siłę licznym kościołom afrochrześcijańskim. Jednak jego rozproszenie, wielość bogatych lokalnych tradycji i wreszcie chęć znalezienia przez poszczególne kościoły wsparcia w “uznanych” metropoliach, skłoniły większość wyznawców albo do przejścia ku pełnej ortodoksji pod Patriarchat Aleksandryjski, do bardziej konsekwentnego opowiedzenia się za którąś z licznych wspólnot afrochrześcijańskich, lub wreszcie do przyjęcia wierzeń i praktyk Autokefalicznego Kościoła Koptyjskiego. Dziś, w pierwotnej postaci - poza nielicznymi ośrodkami jak np. Parafia ¦w. John’a Coltrane (!) w San Francisco, czy na rodzimych Karaibach w postaci swoistej antyorganizacji KO¦CIOŁA RASTAFARI - ta diaspora wiary najczęściej nie przyznaje się do swoich garvejowskich korzeni. Marcus Garvey w swoich poglądach był surowy i srogi. Podobnie jak Bóg Judaizmu tak Bóg Czarnych żądał u niego oka za oko, zęba za ząb - żądał sprawiedliwości i zadośćuczynienia. Jasne jest, że jednym z najważniejszych tekstów Rastafari jest Stary Testament. Klasyczny rastafarianizm, który do dnia dzisiejszego kultywowany jest w najbardziej ortodoksyjnych wspólnotach Rasta - Maroon Towns, widzi do dziś w każdym białym agenta Babilonu. Na pewno trudno nam dzisiaj - mieszkańcom kraju odległego geograficznie, historycznie, kulturowo i na wiele jeszcze innych sposobów - zrozumieć znaczenie Marcusa Garveya dla współczesnego rastafarianizmu. Garvey pierwszy z taką siłą wypowiedział wojnę niesprawiedliwości, systemowi wielkiego zła - Babilonowi. Była to prawdziwa wojna. Do dziś biała historia pomija znaczenie Marcusa Garveya - to skutek razów jakie zadał on pysze i dumie Białego. Garvey nie był pierwszym, którzy głosili konieczność powrotu do Afryki. Tym pierwszym był Paul Cuffe, który w 1918 r. przewiózł do Afryki trzydziestu ośmiu murzyńskich kolonistów-repatriantów. Sam Garvey uczył się od innych działaczy jak Duse Muhammad Ali czy Booker T. Washington. Marcus Mosiah Garvey podejmował inne inicjatywy. Wydawał czasopismo “Negro World”. Próbował stworzyć własne linie oceaniczne “Black Star Line” by fizycznie umożliwić repatriację do Afryki. Wierzył i nieprzerwanie głosił istnienie jednego panafrykańskiego Narodu, którego zjednoczenie na terenie Afryki miało pokazać światu skalę Czarnego Potencjału, Potęgi Czarnej Cywilizacji. Miało to być własne imperium Czarnych. Mosiah Garvey zresztą sam zaczął tworzyć przyszłe mocarstwo, argumentował: “Jeżeli chcemy sprawiedliwości - musimy być silni; jeżeli musimy być silni, musimy iść razem; jeżeli musimy iść razem, możemy tego dokonać tylko poprzez odpowiedni system organizacji.” W latach 1916-1925 Garvey działał na terenie USA, które stwarzały większe szanse powodzenia dla jego zamierzeń, tam powoływał filie dawnych organizacji, kreował nowe ... był jednym z tych, którzy zmieniają świat. W 1920 roku mianował się Tymczasowym Prezydentem Afryki. Jako głowa republiki Afryki, używał tytułu “Jego Wysokość, Potentat”. Za jego sprawą Murzyni zaczęli z dumą nosić tradycyjne plemienne – długie, kolorowe stroje przeciwstawiając je uniformom i garniturom białych. Pod czarno-czerwono-zieloną flagą zjednoczonej Afryki organizował liczne defilady i ceremonie nawiązujące do historycznych rytuałów. Odwoływał się do legend i symboli, które wyzwalały świadome Ja-i-Ja Czarnych i pozwalały odrzucić kompleks niższości, psychikę “ludzi drugorzędnych” wynikające z długoletniej dyskryminacji. Marcus Garvey uświadamiał, że odrzucenie mentalności niewolniczej to nie wszystko. Aby dorównać, a nawet przewyższyć białych Czarni musieli podjąć gigantyczny trud samoedukacji, która miała zaowocować spisaniem historii świata na nowo. W tej historii należne miejsce miało zostać przywrócone kulturom Afryki, przedkolumbijskiej Ameryki, dalekiego Wschodu, Aborygenów – wszystkim rdzennym kulturom zniszczonym, stłamszonym lub oszukańczo przekłamanym przez białych. Tradycji i dorobku cywilizacji, które często wyprzedzały cywilizację białego człowieka i które wnosiły do wspólnego dorobku coś czego biali nie znali i nie umieli docenić. Mosiah Garvey wysoko podniósł poprzeczkę nowej - odbudowywanej kultury Czarnego Człowieka znającego historię Afryki i jej kultur, historię niewolnictwa i kolonizacji, wykształconego lepiej niż biali, otwartego na argumenty i potrafiącego obalać w dyskusji wiedzę zakłamaną, szukającego prawdy i walczącego o sprawiedliwość. A równocześnie człowieka prawego, głęboko moralnego i prostego, któremu sam Bóg podpowiada co jest dobre, a co złe. Była to prawdziwie prorocza wizja świata sprawiedliwości i wynagrodzenia za krzywdy - świata, do którego i dzisiaj jeszcze nie dorośliśmy, tak biali jak i czarni. Garvey mówił o warunkach odbudowania samoświadomości wszystkich uciskanych: “Jeżeli nie masz wiary w siebie tracisz podwójnie na drodze życia. Z wiarą w siebie zyskujesz jeszcze przed startem.” Aktywny opór przeciw rasizmowi uzasadniał: “Każde prawo, a zwłaszcza skierowane przeciwko osobie ludzkiej, odrzucające ją ze względu na rasę lub kolor skóry jest niesłuszne i niemoralne i nie powinno być przestrzegane.” Głośno, dobitnie nazywał prawa Czarnych: “Każdy powinien móc posłużyć się każdym środkiem w obronie własnej przeciw barbarzyńskim praktykom obciążającym go ze względu na kolor skóry. (...) Wszyscy ludzie mają prawo do wspólnego wszystkim szacunku i nasza rasa nie może tolerować czegokolwiek co można by zrozumieć jako brak takiego szacunku ze względu na kolor skóry. (...) Czarna skóra nie ma nic do rzeczy, z pewnością nie może być powodem do wstydu, już prędzej do dumy.” Te mocne słowa były konieczne w tamtym czasie wyzwolenia mentalnego z niewolnictwa, ale miały one też często bardziej uniwersalny charakter przepowiadający cywilizację szacunku, równych praw i szczęścia: “Wszyscy ludzie stworzeni zostali równymi wobec prawa do życia, wolności i dążenia do szczęścia.” [R.R. Ludwikowski, Murzyński radykalizm] Czarny jako gorszy był elementem nie-ładu społecznego przed Garveyem, po nim mógł być już tylko równy. Poznał swoje korzenie - dzięki którym stał się dumny oraz godny - zaczął walczyć o nowe miejsce w społeczności ogólnoludzkiej. Mosiah Garvey był pierwszym, który zmusił Czarnych do podniesienia się z klęczek. Odrzucił, ocenił i pogrzebał moralnie niewolnictwo i jego skutki jak kolonializm. Duma, samoświadomość, godność, sprawiedliwość, równe prawa niezależnie od koloru skóry, powrót cywilizacji do zagubionych wartości – oto elementy, które wniósł i utrwalił Marcus Mosiah Garvey we współczesnej nam myśli człowieka. Są to samoistne wartości, które napędzają i generują trwanie Pozytywnych Wibracji między ludźmi, narodami i rasami. Wszystko czego się podejmował czynione było na skalę jego marzeń i zamierzeń – na skalę jaką mu wskazał JAH RASTAFARI. Wysoka Rada Wykonawcza, która miała Garveyovi-Prezydentowi pomagać w sprawowaniu rządów składała się z takich stanowisk jak: Potentat, Rycerze Wybitnej Zasługi, Kawalerowie Orderu Etiopii, Rycerze Nilu. Mosiah Garvey tworzył też armię przyszłego państwa, jej oddziały nosiły nazwy: Legionu Afrykańskiego, Afrykańskiego Krzyża, Korpusu Lotniczego Czarnego Orła... Ekonomiczny program jego gabinetu, utworzenie Kompanii Statków Parowych "Czarnej Gwiazdy" i Korporacji Fabryk Murzyńskich. Próbował nawiązać kontakty z władzami afrykańskich państw, m.in. Liberii. Ruch stworzony przez Garveya w momencie swego rozkwitu przyciągał wszystkie klasy, stany i narodowości Murzynów, u szczytu powodzenia jego wyznawców i zwolenników liczono na 6 milionów. Fiasko działań Garveya przyniosła mu nie skala planów i aktywności ale niepowodzenie jego bezkompromisowego oraz wszechogarniającego kondycję Czarnych i całą ludzkość programu, który nie przystawał do rzeczywistości tamtego czasu. Tego niepowodzenia nie mogli mu darować biali oraz kolorowi włodarze, skłonni dotąd przyklaskiwać nieziemskiej perspektywie wizji Mosiah Garveya. W 1925 r. Marcus Garvey został aresztowany i deportowany ze Stanów Zjednoczonych. Na rodzinną Jamajkę powrócił po dwóch latach bezowocnych poszukiwań sojuszników. Jednak i tu długo nie zabawił bo w 1935 roku przeniósł się do Londynu gdzie raz jeszcze podjął wysiłek urzeczywistnienia swoich planów. Tam zmarł w zapomnieniu w 1940 r. obserwując narastający chaos wojny w Babilonie. Garveyowi nie dane było widzieć owoców swojej pracy. Jego duchowymi uczniami byli Martin Luter King, Malcolm X, Kwame Nkrumah. Jego myśl ciągle żywa jest we wspólnotach Rastafari Jamajki i całego świata. Jego uczniami są też wszyscy wykonawcy Roots-Reggae, nie ma tu wyjątku. Dedykują mu utwory, teksty, płyty i całą swoją twórczość. Burning Spear cytując Garveya śpiewa w jednym z utworów: „Dojrzeliśmy by wiedzieć. Każdy kto umie myśleć wie dziś, że Krzysztof Kolumb głosił nieprawdę. Bo któż odkrył Jamajkę, na której od wieków mieszkali Indianie Arawak. Później biali tylko wozili niewolników z Afryki na Jamajkę i z Jamajki do Hiszpanii. Wszystko się przemieszało. Ale prawdą jest tylko to, że to my spóźniliśmy się z odkryciem Europy.” Na swojej płycie „Rasta Business” z 1995 r. Burning Spear ciągle domaga się wprowadzenia do szkół przedmiotu poświęconego Marcusowi Garveyovi i innym bojownikom o równe prawa Czarnych. Czyni to zresztą nieprzerwanie do dziś. Marcus Mosiah Garvey głosił różne sądy. Najważniejszą myśl wypowiedział w 1916 roku, natchniony swymi wizjami tuż przed wyjazdem do Stanów: „PATRZCIE NA AFRYKĘ, KIEDY KORONOWAĆ BĘDˇ CZARNEGO KRÓLA. ON BĘDZIE WYBAWICIELEM!” I słowo ciałem się stało już po roku, kiedy to Książę-RAS Tafari Makonen został regentem rządzącym w imieniu cesarzowej Etiopii. Po jej śmierci w 1930 roku sam zasiadł na tronie cesarskim jako HAILE SELASSIE I. III. Haile Selassie I Król królów, Pan panów. Zwycięski Lew Plemienia Judy. Z Rodu Dawidowego. Jah Rastafari. Pozdrowienie Rasta składa się z dwóch części: zawołania – JAH i odpowiedzi – RASTAFARI. W ten sposób wszyscy Rasta wyznają podstawowy kanon swej wiary, że jedynym najwyższym Bogiem jest nieśmiertelny Ras (tradycyjny tytuł książęcy w Etiopii) Tafari Makonnen, który zstąpił na Ziemię w 1892 roku, 2 listopada 1930 przyjął koronę Cesarza Etiopii, a w 1975 r. opuścił swą ziemską szatę. Tak też rozpoczynają się wszystkie koncerty zespołów grających Rasta-Roots-Reggae, których liderzy – tak jak w pozdrowieniu powierzają Najwyższemu powodzenie swych działań. Uznanie Cesarza Etiopii przez Czarnych najwyższym autorytetem – Bogiem, było wynikiem wielu długotrwałych procesów, śladów historycznych, w tym zapisków Starego Testamentu, roli Etiopii w walce z kolonializmem, działań na arenie międzynarodowej samego Ras Tafari Makonnena – później Haile Selassie I (czytaj: I tj. Ja), objawienia Marcusa Mosiah Garveya z 1916 r.: „Patrzcie na Afrykę, kiedy koronować będą Czarnego Króla. On będzie Wybawicielem”, i wreszcie bezpośredniej zapowiedzi zawartej w Księdze Apokalipsy: „I widziałem Anioła mocnego, wołającego głosem wielkim: Kto jest godzien otworzyć te księgi, i odpieczętować pieczęci ich? A nikt nie mógł ani w niebie, ani na ziemi, ani pod ziemią otworzyć onych ksiąg, ani wejrzeć w nie. I płakałem bardzo (...) Tedy mi jeden z onych starców rzekł: Nie płacz! Oto zwycięży Lew, który jest z pokolenia Judowego, korzeń Dawidowy, aby otworzył księgi i odpieczętował siedm pieczęci ich (...) A ma na szacie i na biodrze napisane: Król Królów i Pan Panów” . Dla każdego z wybranych, którzy wierzą, każdy z tych czynników ma różną rangę, jednak w sprawach doczesnych bezsprzecznie najważniejszym jest odrzucenie niewolnictwa i jego skutków – antyrasizm. W XIX wieku niewolnictwo powszechnie już zostało potępione, dojrzewały warunki do odrzucenia kolonializmu, rodził się ruch panafrykański, który faktycznie był ideologią wyzwolenia Afryki. Idea Afryki jako ojczyzny wszystkich Czarnych miała dwie kolebki. Pierwsza znajdowała się na Karaibach, które dały głównych przywódców ruchowi. Karaiby, w tym Jamajka, były centralą przyjmującą transporty niewolników z Afryki i rozsyłającą ich dalej. Tutaj od XVI w. wybuchały liczne bunty tzw. Maroonów, zbiegłych niewolników zakładających własne osady -republiki. Oni i inni Bush-Negroes chronili się w niedostępnych rejonach górskich i tam żyli we wspólnotach kultywując tradycje afrykańskie. W 1688 r. na Barbadosie wywalczono pierwszy Czarny Kodeks. Powstanie niewolnika Boukmana na Haiti w 1791 r. doprowadziło po 13 latach do uzyskania niepodległości przez pierwszy ze skolonializowanych ludów. Na Jamajce urodził się i działał Marcus Mosiah Garvey – twórca i prorok ruchu Rastafari (choć sam się od niego dystansował). Z kolei w Afryce trwała właściwa walka z kolonializmem. W walce tej dwoma wyróżniającymi się punktami były Liberia – założona przy znacznym udziale białych, którzy w 1816 r. namowami i groźbami zaokrętowali i wysłali tam ok. 20.000 Murzynów, a także Etiopia, która nigdy nie poddała się naciskowi białych i sama była w przeszłości mocarstwem. Etiopia (historycznie Abisynia) promieniowała na wszystkich Czarnych przykładem Czarnej Potęgi potwierdzonej autorytetem Biblii. Także Etiopia dała w 1896 r. historyczną zachętę dla hasła „Afryka dla Afrykanów” dzięki zwycięstwu Abisyńczyków nad wojskami włoskimi pod Aduą. Wzbudziło ono na nowo nadzieje i ożywiło idee panafrykanizmu, który określał Etiopię jako pierwotny ośrodek cywilizacji afrykańskiej. W bitwie pod Aduą wśród zwycięskich wojsk Cesarza Menelika II znalazły się oddziały Lyul (wyższa ranga książęca) Ras Makonnena – ojca przyszłego Haile Selassie I. Sam Haile Selassie I też okrył się sławą zwycięzcy pokonując faszystowskie Włochy w 1941 r. Ras Tafari Makonen (pisany z polska Teferi Mekonnyn, podobnie jak i Hajle Syllasje I) przyszedł na świat 23 lipca 1892 r. w dynastii wywodzącej się w prostej linii od biblijnej Królowej Saby i Króla Dawida, którego właściwe imię brzmiało Menelik I. „Tafari był niezwykłym dzieckiem. Powiadano, że nikt nie potrafi mu spojrzeć w oczy. Opowiadano, że zna mowę ptaków i zwierząt. Ze swymi nauczycielami rozmawiał tak, jak gdyby wszystkie księgi znał na pamięć. Jeden z nich zapytał go kiedyś, skąd to wszystko wie; Tafari odpowiedział, że ta cała wiedza przyszła doń jak olśnienie w momencie chrztu. Potem stopniowo zaczął zapominać, ale przypominały mu o tym ptaki. Nauczyciel zapytał, jaki ptak zaczął mu pierwszy o tym opowiadać, wówczas Tafari poprosił o kredki i narysował niezwykłego ptaka o barwnym upierzeniu, który nagle poderwał się z kartki i wyfrunął przez okno. Innym razem na zgromadzeniu duchownych, wśród których byli najdostojniejsi biskupi królestwa, Tafari opowiadał o początkach dynastii; o tym, jak królowa Saba, dziewica, została podstępem uwiedziona przez króla Salomona w ostatnią noc swojego pobytu w Jerozolimie, jak dostała pierścień Lwa Judejskiego po to, by go dała własnemu synowi i by ojciec rozpoznał swego potomka, gdy przyjedzie do Jerozolimy po naukę. Syn istotnie przyjechał, a wyjeżdżając uprowadził Arkę Przymierza. Wszystko to zgadzało się z opisami, ale Tafari dodawał mnóstwo szczegółów, tak że któryś z biskupów zapytał skąd je zna. Wówczas Tafari nachylił się ku najbliżej siedzącemu, którym był mnich-gwardian z katedry w Azum, gdzie ukryta jest Arka Przymierza, szepnął mu coś do ucha. Gwardian zemdlał, a ocknąwszy się, nie chciał z nikim na ten temat rozmawiać.” [W. Fenrych, ¦więty, święty, święty, Dża Rastafaraj] 11 lutego 1917 r. Ras Tafari Makonen mianowany został regentem i koronowany przez Cesarzową Zeuditu na następcę tronu. Ras Tafari rozpoczął reformowanie kraju, tak by Etiopia stała się dumą Czarnych, tak jak tego chciał Marcus Mosiah Garvey. Zaczął od zniesienia niewolnictwa. Działając aktywnie na arenie międzynarodowej uzyskał akceptację i uznanie w oczach świata. Założył Organizację Jedności Afrykańskiej z siedzibą w Addis Abebie. To właśnie OJA, w swej Karcie Jedności Afrykańskiej proklamowała w 1963 r. prawo narodów Afryki do decydowania o swym losie. 3 kwietnia 1930 r., po śmierci cesarzowej, Nygus (najwyższa godność książęca) Tafari został proklamowany Cesarzem Etiopii i przyjął imię: Haile Selassie I (co znaczy Trójca ¦więta). Na Jamajce sprawa była oczywista: „Proroctwo się spełniło. Oto w Afryce koronowano Czarnego Króla. Jego tytuł brzmiał: Król Królów, Pan Panów, Lew Judejski Zwyciężający Wszystko, z rodu Dawidowego; w dodatku imię przybrał Haile Selassie, co znaczy Trójca ¦więta. Proroctwo się spełniło, Bóg przybrał postać człowieka, jego imię Jah Rastafari. („Jah” to staroangielska pisownia imienia Jahwe; wymowa ostatniej litery – „i” jako „aj” – też nie jest bez znaczenia). Zbawca się narodził i teraz pozostało już tylko czekać, aż przyśle statki i wyprowadzi swój lud z Domu Niewoli.” [W. Fenrych] Koronacja Cesarza odbyła się 2 listopada 1930 roku w stolicy Etiopii – Addis Abebie. Wspaniałą oprawą i tradycyjnym ceremoniałem przypominała ludom Afryki najświetniejsze czasy Cesarstwa. Uroczystość jeszcze przed rozpoczęciem obrosła legendą. Do Addis Abeby tygodniami ciągnęły grupy przedstawicieli narodowości pragnących oddać pokłon Cesarzowi. Koronacja stała się tematem dnia na całym świecie. Odbyła się w Katedrze ¦w. Jerzego, gdzie dzień wcześniej Cesarz zgodnie z dawnym zwyczajem modlił się długie godziny wraz z rodziną. Przy wtórze śpiewanych i czytanych psalmów głowa Kościoła Etiopskiego stwierdził, że Cesarz pochodzi w prostej linii od Menelika I, syna Salomona i Saby. Wręczając miecz powiedział: „Karz nim przestępców, pasuj nim zasłużonych, sądź sądem sprawiedliwym”, koronując Cesarza mówił: „Niech ta korona będzie dla Ciebie, Panie, koroną sprawiedliwości i chwały”. Wśród wręczanych Haile Selassie I insygniów władzy były: korona, płaszcz, miecz, berło, pierścień, dwie lance i specjalna oprawna w złoto Księga Pisma ¦więtego [A. Bartnicki, J. Mantel-Niećko, Historia Etiopii]. Niedługo potem Haile Selassie I ogłosił konstytucję, rewolucyjną jak na tamte czasy, która m.in. powoływała w cesarstwie Etiopii parlament i rząd. W pierwszych artykułach konstytucja stwierdzała, „że godność cesarska pozostanie na zawsze związana z dynastią Haile Selassie I, potomka nygusa Sahle Selassie, który wywodzi się w prostej, nieprzerwanej linii z dynastii Menelika I, syna królowej Etiopii Saby i króla Salomona z Jerozolimy (...) Osoba Cesarza jest święta na mocy jego krwi cesarskiej oraz na mocy otrzymanego namaszczenia.” [A. Bartnicki, J. Mantel-Niećko] Najważniejszym dniem w dziejach Rastafari było przybycie Cesarza Haile Selassie I na Jamajkę 21 kwietnia 1966 roku. „Skoro tylko samolot wylądował, płyta lotniska zalana została tłumem stu tysięcy pielgrzymów, z których każdy chciał dotknąć choć rąbka samolotu. Jego Cesarska Mość nie mógł nawet wysiąść. Tłum rozstąpił się dopiero, kiedy skonsultowano się z przywódcami rastafariańskimi i jeden z nich, Mortimo Planno, przemówił do ludu, wyjawiając wolę Jego Wysokości udania się na spoczynek do hotelu po męczącej podróży. Rastafarianie znów chodzili w białych szatach po Kingston, to był ich dzień, niektórzy z nich nawet spotkali się z cesarzem osobiście. Wtedy właśnie cesarz miał powiedzieć, że przed repatriacją do Afryki czarni mieszkańcy Jamajki powinni osiągnąć wolność u siebie. Był to przełomowy moment dla ruchu, wówczas dosłowne traktowanie obietnicy Powrotu ustąpiło miejsca mistycznemu nurtowi. (...) Dnia 21 kwietnia 1966 roku w Kingston, pośród tłumu przy drodze, którą miał przejeżdżać Dostojny Gość, znajdowała się piękna czarna dziewczyna imieniem Rita. Była ona aktywistką protestanckiego Kościoła; miała wprawdzie przyjaciół wśród rastafarian, którzy opowiadali jej niezwykłe rzeczy o cesarzu Etiopii, mówili, że jest on Drugim Przyjściem Chrystusa i że ma, jak ten pierwszy, rany po gwoździach na dłoniach, jednakże pastor w kościele mówił co innego, a pastor był człowiekiem wykształconym i Rita nie wierzyła w rastafariańskie opowieści. Kiedy jednak tak stała w tłumie i widziała przejeżdżającą limuzynę, w pewnym momencie napotkała wzrok siedzącego w niej Dostojnego Gościa – słynne przeszywające spojrzenie cesarza Selassie, którego nikt nie mógł znieść i które natychmiast wytrąciło Ritę z jej psychicznego samozadowolenia; „Ciekawe czy ma stygmat” – pomyślała, w tym momencie cesarz podniósł rękę i ujrzała pośrodku dłoni wyraźną ranę. „Czy rzeczywiście jesteś Bogiem?” – przemknęło Ricie przez myśl i w tym momencie cesarz skinął głową. Trwało to wszystko ułamek sekundy, limuzyna pojechała dalej, ale Rita poczuła w tym momencie drżenie. Nagle zdało się jej, że otrzymała Wiarę, która nie ma nic wspólnego z przynależnością do jakiegokolwiek Kościoła.” [W. Fenrych] W opisie tym chodzi oczywiście o Ritę Marley, wybrankę Boba. W ten oto sposób łączą się dzieje Cesarza Haile Selassie I i Boba Marleya, człowieka wybranego przez JAH RASTAFARI na proroka i swego świętego, który zmieni oblicze Rastafarianizmu z surowej religii-ruchu tylko Czarnych, w uniwersalny ruch-religię POKOJU, MIŁO¦CI i SOLIDARNO¦CI wszystkich ludzi wszystkich ras i wszystkich religii. IV. Muzyka RASTA „Ogień płonie, ogień płonie! Niech ogień płonie. Niech oni go poczują za swoje grzechy, a nas niech oczyści. Ogień płonie, ogień płonie!” Muzyka Rasta istniała na długo przed powstaniem reggae. Dziś najstarsi Rastamani więcej niż połowę swych imponujących dreadlocks wyhodowali jeszcze przed tym jak reggae zabrzmiało po raz pierwszy. Rastafari jako ruch-religia powstał w latach trzydziestych, natomiast reggae w latach 60. Roots Reggae ma dwa główne nurty. Pierwszy został przywieziony z Afryki wraz z niewolnikami transportowanymi na statkach i nigdy na Jamajce nie zaginął. Kultywowany był w idei buntu przeciw ciemiężcom, a fizycznie, namacalnie przetrwał we wspólnotach Maroons – zbiegłych niewolników, w trudno dostępnych rejonach górskich Jamajki i innych miejsc na Karaibach. Żyje tam do dziś – to tradycja NYABINGHI i uroczystości GROUNATION. Drugi zrodził się jako wynik mieszanki wielości kultur muzycznych Karaibów – muzyki, która była tam przywożona z różnych stron świata. Tutaj spotykała się, otwierała nawzajem wobec siebie oraz wobec świata i mieszała się. Calipso, blues, mento, cała paleta rytmów afrykańskich, indyjskie ragi, soca, ju-ju, salsa, muzyka Indian południowej Ameryki, ska, rumba, cumina - burru, samba itp., itd. W XVIII w. na Jamajkę dociera poprzez angielskich plantatorów europejski kadryl. Zadomowiony, szybko ulega on przekształceniu na płodnym gruncie latyno-afrykańskim. Tak rodzi się mento, które bezpośrednio poprzedza oryginalny jamajski twór – SKA. A ponieważ nie da się tańczyć tylko szybkich kawałków, powstają blue-beat i rock steady. Z nich to oficjalnie narodziło się REGGAE (brzydziej nazywane na początku „streggae” – od najdawniejszego zawodu świata). Ale to tylko wersja oficjalna bo narodziny reggae to wydarzenie mistyczne, prawdziwy cud, w którym należy szukać woli JAH RASTAFARI i powiązań z całym szeregiem wydarzeń na Jamajce (odzyskanie niepodległości), w Afryce (odrzucenie kolonializmu) i na całym świecie (walka z segregacją rasową i rewolucja „dzieci kwiatów”). Bob Marley zaczyna tworzyć w latach 60. Przyjrzyjmy się najpierw temu co bardziej tajemnicze i pierwotne w reggae – tradycji Nyabinghi i trudnego do oddzielenia od niej kultu Grounation. Nyabinghi to imię jednej z najwaleczniejszych królowych afrykańskich. W latach trzydziestych Nyabinghi było dla Europejczyków nazwą tajemniczej, wrogiej białym organizacji Czarnych, której kolonialistyczna propaganda przypisywała zamiar wymordowania białych. Jednak Nyabinghi to przede wszystkim termin, który oznacza „śmierć białym i czarnym ciemiężcom”. Wiązany jest on głównie z działaniami najpierw antyniewolniczymi i niepodległościowymi – buntami Maroonów, a później – już współcześnie – z totalnym zaprzeczeniem niewolnictwa, kolonializmu i szerzej całego sposobu zorganizowania świata przez białych - systemu zła: Babilonu. Ostatecznym zniesieniem niewolnictwa i jego skutków może być tylko powrót do korzeni, często rozumiany jako wręcz fizyczny powrót do Matki Afryki – biblijnego Syjonu, Ziemi Obiecanej – antytezy Babilonu. Grounation zaś wiąże się z bardziej współczesnymi spotkaniami podnoszącymi wiedzę i świadomość młodych adeptów czy sympatyków Rasta, kiedy to nauczyciel – członek Starszyzny, w atmosferze swoistej performance przekazuje, niczym afrykański griot, jedyną i niepodważalną wiedzę o bliskim i dalszym świecie, o historii i współczesności, opisując wszystko w biblijnych kategoriach walki Syjonu z Babilonem. Nyabinghi i Grounation łączą takie elementy jak muzyka bębnów burru (charakterystyczny rytm naśladujący uderzenia serca), taniec cumina, czytanie biblii Czarnych, wykład-kazanie nauczyciela-kapłana, wspólne śpiewanie psalmów i hymnów Rasta, czasem muzyka roots-reggae. Takie imprezy mogą trwać dzień i noc, do tygodnia. Nyabinghi ma charakter bardziej liturgiczny, podczas gdy Grounation edukacyjny, jednak będąc na zewnątrz trudno to ocenić. Pierwotnie Jamajkę zamieszkiwali Indianie Arawak, którzy nazywali ją Wyspą Wiecznej Wiosny, lub też „Xaymaca”, Wyspą Źródeł. Już te nazwy mówią, że byli ludźmi szczęśliwymi. Mieli własną kulturę. Wszyscy wyginęli w ciągu niespełna 100 lat od przybycia białych. Kolumb odnalazł wyspę w 1494 r. i ofiarował ją koronie hiszpańskiej i nowej chrześcijańskiej religii. Następnie Anglicy i Hiszpanie toczyli o Jamajkę długą walkę wygraną w końcu przez tych pierwszych przy znacznym udziale piratów. Pierwszym angielskim gubernatorem wyspy był słynny pirat Henry Morgan (później otrzymał tytuł szlachecki). Jamajka – zgodnie z zasadą, że wszystko co cywilizowane wiązało się z Europą człowieka białego i chrześcijaństwem (głównie w wersji rzymsko-katolickiej) - była bezlitośnie eksploatowana ze swych bogactw, stała się też centrum bardzo dochodowego handlu niewolnikami. To tutaj przywożono i stąd rozsyłano ich największą liczbę. W ciągu kilkuset lat, aż do roku 1938 – według udokumentowanych źródeł – masowe deportacje na Jamajkę objęły kilkaset milionów Murzynów z samych tylko Nigerii i Ghany. Odwaga i determinacja Czarnych, a czasem chaos związany z przejmowaniem i obalaniem kolejnych włodarzy-plantatorów-właścicieli niewolników, pozwoliły wielu z nich zbiec w góry i tam powrócić do dawnych afrykańskich tradycji, kultury, afrykańskiego sposobu życia opartego na organizacji wioskowej - plemiennej – wspólnotowej. Jedną z najbardziej realnych rzeczy, która im pozostała i nieprzerwanie towarzyszyła ich walce była własna MUZYKA. Legendy mówią, że pierwsi Maroons zbiegli w góry tuż po przywiezieniu ich na Jamajkę i tam trwali czekając na swych współbraci. Marooni prowadzili nieustępliwą walkę z Anglikami. Afrykańskie bębny Maroonów rozbrzmiewały groźnie – zupełnie jak w afrykańskim buszu – ostrzegając przed zbliżającymi się oddziałami wroga. Był to już kolejny etap kiedy biali próbowali zabrać im wolność. Walczyli do skutku, do uzyskania niepodległości nadanej im w 1938 r. Wielkim wodzem, który doprowadził jamajskich Maroonów do zwycięstwa i niepodległości był niejaki Cojo (inaczej: Cudjoe; wymawiaj: Kodżio) żywo pamiętany i czczony w uroczystościach Nyabinghi czy Grounation. Myśl Marcus’a Garvey’a łączy się i kumuluje w tych wydarzeniach – tak rodzi się ruch-religia Rastafari. Pierwsza wspólnota Rasta – Pinacle narodziła się w połowie lat trzydziestych. Liczyła trzydzieści kilka osób żyjących według dawnych wzorców, które najmując się sporadycznie do pracy próbowały utrzymać się samodzielnie. Uprawiali konopie służące im – jak i do dziś każdemu Rasta – jako święte ziele. Wspólnota z Pinacle została w końcu rozpędzona, jednak jej członkowie nie zaprzestali działalności, a ruch Rastafari rósł w siłę. Wielu z nich trafiło na przedmieścia Kingston, gdzie też organizując okolicznościowe spotkania kultywowali swą tradycję i obrzędy. To właśnie te uroczystości wspominali – jako swoistą inicjację – B. Marley, P. Tosh, B. Wailer i wielu, wielu innych. Anglicy starając się pozyskać sojuszników w walce z Hiszpanami obiecali Maroonom wolność i ziemię, czego oczywiście później nie zamierzali dotrzymać. Walka z białymi dodatkowo scementowała rozproszone dotychczas grupy. Dla lepszej samoobrony organizowali się w układy para-plemienne. Znani byli jako ‘naród w narodzie’, jako dzicy i nieposkromieni wojownicy. 90 lat walki z Brytyjczykami doprowadziło do zwycięstwa Maroonów. W 1739 r. Cojo (czasem pisane: Cudjoe) zawarł porozumienie, które gwarantowało im wolność i ziemię na własność. Do dziś zarządzają się sami, bez ingerencji policji czy wojska. Nie płacą podatków co jest przedmiotem zazdrości pozostałych Jamajczyków. Pozostając poza głównym nurtem życia wyspy wcale nie stracili na znaczeniu. Do dziś aktywne pozostają przynajmniej cztery Maroon Towns – wspólnoty-republiki z pełnymi prawami wywalczonymi jeszcze w XVIII w., kilkadziesiąt wzorowanych na Maroon Towns wspólnot, które rozpoczęły egzystencję wraz z eksplozją świadomości Rasta i muzyki Roots Reggae (jak słynne Wareika Hill z liderem Count’em Ossie), wspólnoty Ras Michaela czy Bonjo Ijabinghi Noaha (lider African Head Charge), a także mnogość wspólnot przyjacielsko – rodzinnych, tzw. House of Dread zakładanych m.in. przez Boba Marleya, Justina Hindsa (lider The Dominoes i Wingless Angels – po sąsiedzku mieszka i pogrywa Kith Richards z Rolling Stones), Dr. Israela i innych. Nie mają te twory stałego kształtu organizacyjnego, opierają się na etosie wspólnoty skupionej wokół charyzmatycznego lidera (czasem duchowego przywódcy - kapłana, czasem lokalnego lidera czy domorosłego filozofa, czasem wybitnego muzyka) i ewoluują w zależności od potrzeb i rozwoju sytuacji – są tworem naturalnym i społecznym. Podobnie rzecz się ma, jak sądzę, ze współczesnymi organizacjami czy paraorganizacjami Rastafarian jak Ruch Bobo Rasta (Sizzla, Capleton i inni) czy wcześniejszym Twelve Tribes of Israel, które wydają się białym interpretatorom przypominać coś na kształt loży masońskiej czy sekty. To właśnie suma (nigdy nie określona) tych tworów, z ich liderami – Starszyzną, która tworzy coś na kształt reprezentacji, są głównymi nosicielami prawdziwego, nieinstytucjonalnego i antyorganizacyjnego RASTAFARI. Accompong Maroon corocznie organizuje 6 stycznia uroczystości kiedy obchodzone są urodziny bohatera narodowego Cojo. Jeden z rzadkich filmów rzetelnie oddających fenomen kultury Rasta – „Bonjo Man” – przedstawia sceny gdy tysiące Jamajczyków przemierzają wiele kilometrów by uczestniczyć w kolorowym festiwalu, uroczystości Nyabinghi/Grounation. ¦więto przypomina nie tylko o afrykańskim dziedzictwie, ale też pozwala zjednoczyć się ze wspólnotą, zrozumieć otaczający świat i znaleźć pewną perspektywę dla siebie. Jak te uroczystości wyglądają? Mamy niewiele śladów, szczególnie tu, w środkowej Europie. Jednak jakieś namiastki są, przyjrzyjmy się im. Podróżnik O. Budrewicz w swojej książce „Romans Morza Karaibskiego” (1963) daje taki ślad: „Prawdziwymi Izrealitami i Narodem Wybranym są Murzyni. Oskarżamy Żydów, że przywłaszczyli sobie imię Izraela – wołają rastafarianie. Bóg jest czarny, Salomon był czarny, Haile Selassie jest czarny. Bogiem białego człowieka jest Jan XXIII (dziś: Jan Paweł II) i szef Ku-Klux-Klanu. Wszyscy ministrowie Jamajki są Antychrystami. (...) Gubernator i premier, są agentami imperializmu. Wszyscy biali są diabłami. Jamajka jest piekłem czarnego człowieka – Etiopia niebem.” Jak białas Budrewicz doświadczył Nyabinghi/Grounation też pisze w reportażu: „O zmroku zawędrowałem do dzielnicy nędzy, Trench Town, trafiając na uliczne zebranie „braci” (od: bredrin) rastafarianów. Z daleka już dochodził gwar, śpiewy, dźwięki bębnów. Pod rozłożystym drzewem odbywała się zwykła w Kingston impreza: coś pomiędzy mszą, wiecem politycznym, a zabawą karnawałową. Stanąłem z tyłu, za pierścieniem ludzi. Byłem spokojny – w nocy dokonuje się zrównanie barw skóry: wszystkie twarze są czarne. Przez godzinę chyba obserwowałem pilnie przebieg mszy-zabawy. Na dość kiepsko oświetlonym skrawku ziemi przemawiał brodaty Murzyn: miał na sobie jasną marynarkę i sztuczkowe spodnie, z szyi zwisała mu kolorowa szarfa błyszczącej „stuły”. Następnie walono w bębny, uderzano w tamburyny, dęto w saksofony; sportowo ubrani muzykanci także przyozdobieni byli sakralnymi wstążkami. Wreszcie śpiewał solista i chór, tłum kobiet i mężczyzn rytmicznie poklaskiwał i tanecznie falował. Na tle dwóch portretów Negusa pojawił się w końcu „kapłan” w czerwonej liturgicznej czapie. Oparł się na... szabli i monotonnym głosem przemawiał. Wtedy właśnie ktoś uderzył mnie boleśnie w plecy (...) zauważyłem wrogie spojrzenia dookoła. Nie było po co otwierać ust, wyjaśniać lub żądać wyjaśnień. Odszedłem śpiesznym krokiem. A jednak nocą nie wszystkie twarze są czarne!” Biały został odsunięty od świętego obrządku Czarnych i trudno się temu dziwić zważywszy, że miał szczęście doświadczyć tego na początku lat sześćdziesiatych. Był obecny ciałem, szukał atrakcji reporterskiej i nie docierało do niego sedno tego co obserwował. Zapewne nawet nie zrozumiał słów kapłana czy treści śpiewanych hymnów zważywszy na oryginalność rastafariańskiej wersji angielszczyzny. O czym mówiono i śpiewano możemy odtworzyć z co ciekawszych nagrań dostępnych dzisiaj na płytach winylowych czy CD. Wyróżnia się tu szczególnie płyta „Rastafari Elders” (wyd. RAS) będąca zapisem kazań i hymnów przedstawicieli Starszyzny Rasta, którzy specjalnie w celu upowszechnienia prawd Rasafari wybrali się do USA i tam zapisali swój przekaz na płycie „Rastafari Elders” składającej się z kazań i hymnów. Podobne ni to wykłady ni kazania znajdziemy na płytach legendarnego nauczyciela – Ras Sama Browna (choćby w „History. Past and Present”). Dają nam one pewien obraz wystąpień podczas „normalnych” Nyabinghi/Grounation: „Ealy I (konotacja z : Haile I): Chwała Najwyższemu, który uzdrawia nas. Haile Selassie I – Jah Rastafari – Opoka Stworzenia. Ja-i-Ja (I and I) wiemy, historia to udowadnia i pokazuje, że Etiopia jest kolebką cywilizacji. Etiopia jest inkubatorem Ziemi. Stąd życie wzięło swój początek. Ja-i-Ja także wiemy, że Etiopia jest jednym ze starodawnych chrześcijańskich królestw jeszcze sprzed czasów Chrystusa, przed jakąkolwiek znaną zachodnią cywilizacją. Wiemy, że w V rozdziale Księgi Objawienia jest napisane: >Na Jego szacie imię Król Królów i Pan Panów. Nie było nikogo przed Nim i nikogo poza Nim, bo On jest Zwycięskim Lwem z Plemienia Judy Ealy I: Uzdrawiający nas; Selassie I jest też pełnią Króla Salomona. Ponownie przybyłym tego jednego, określonego dnia Mesjaszem. Gdyż, jak napisane w proroctwie: to właśnie tego dnia przybędzie On pod tym właśnie, swoim imieniem, które jest tak straszne i przerażające – JAH RASTAFARI I. To on ma dopełnić dzieła stworzenia. Rastafari nie umarł. Rastafari żyje i panować będzie po wiek wieków. Jedna Miłość. Jego Wysokość wspomaga nas. Proroctwo to potwierdza, że ten kto posiada Arkę Przymierza jest prawdziwym Stwórcą siejącym postrach i prawowitym Władcą Ziemi. Jego Wysokość jest Opoką, autorem Biblii, srogim Stwórcą. Ale przede wszystkim wiemy, że Rastafari jest zwieńczeniem całej pełni Prawdy i Sprawiedliwości. Haile Selassie I – Król Królów – Pan Panów – Zwycięski Lew Plemienia Judy – JAH RASTAFARI.” Każdy Rasta staje się częścią Boga poprzez swoją wiarę (fragment innego kazania): „Jego Wysokość jest prawdziwą Mocą. On jest królem, władcą. On jest obiektem boskiej czci i nie ma innego niż On, a zarazem Ja – Rastafari I, którym stałem się dzięki Jego łasce przez Cesarski Majestat. Stałem się Nim i dlatego Ja-i-Ja-i-Ja muszę żyć w prawdzie i sprawiedliwości bo nie ma innego imienia niż to, które może zachować od uległości wobec grzechu i potępienia. Tak więc Ja-i-Ja reprezentuję naszego Ojca jako Rasta. JAH RASTAFARI.” Więcej o tym jak brzmi Nyabinghi/Grounation, możemy wywnioskować z płyt Count Ossiego & Mystic Revelation of Rastafari, Ras Michaela & Sons of Negus, Ras Sam Browna czy „Drums of Defiance” firmowanej przez Smithsonians Folkways. Treści, które opisuję tu od początku naszego cyklu, znajdziemy w każdym utworze Roots Reggae. Przykład hymnu zawiera motto tego rozdziału: „Ogień płonie, ogień płonie! Niech ogień płonie. Niech oni go poczują za swoje grzechy, a nas niech oczyści. Ogień płonie, ogień płonie.” Są to z reguły proste, krótkie teksty i zaśpiewy o charakterze na tyle religijnym co i uniwersalnym. W innej relacji, około 20 lat później, bardziej świadomie choć z mniejszą dla odbiorców korzyścią (bo w oparach ganji), w podobnej uroczystości brał udział B. Majcherek – przyjaciel polickiego (Police k. Szczecina) zina „Exodus”, który w „Liście z Jamajki” zdał sprawę ze swego pobytu na wyspie: „Czekałem z niecierpliwością na wieczór, bo mieliśmy się wybrać gdzieś w głąb wyspy na obrzędy Wolnej Modlitwy – Free Chant Rastaman. Jechaliśmy długo, a później musieliśmy przejść 6,5 km pieszo. Oczom ukazała się polana porosła dookoła drzewami. Na środku płonął ogień wokół którego siedzieli, spali i leżeli mężczyźni. Jeden z nich uderzał w bęben i wypowiadał słowa psalmu. Był to stary człowiek z pięknymi, siwiutkimi dreadami. Na sobie miał białą szatę z podobizną trójkolorowego lwa na piersi. Kilku na mój widok poderwało się, jednak Peter po rozmowie z całą wspólnotą wskazał mi miejsce przy ogniu. Prawdę mówiąc miałem porządnego stracha. Ale po kilku zaciągnięciach wszystko co było złe i nie pozytywne we mnie odeszło. Pamiętam jeszcze pytania o przyszłość, o walkę i pamiętam starca w szacie, który na nie wszystkie pytania odpowiadał słowami z Biblii. W dżungli zostaliśmy 2 dni i 2 noce, tyle trwały obrzędy. To było coś, czego nie zapomnę do końca życia.”[„Exodus” nr 2] Pierwsza relacja to lata 60. Kiedy Rastafari jest jeszcze surowe, hermetyczne, zamknięte – szczególnie dla białych. To zupełnie zrozumiała reakcja na niewolnictwo i całą przeszłość stosunków białego wobec czarnych. Druga relacja świadczy już o gotowości dzielenia się swoją świętością i wiarą, świadczy o zmianie Rastafari. JAH dopiero później sprowadził Boba Marleya, który w połowie lat 70. zmienił sytuację radykalnie czyniąc Rastafari ruchem-religią uniwersalną, otwartą dla każdego człowieka czującego się poszkodowanym przez system – Babilon. W filmie „Time will tell” Marley bardzo wyraźnie mówi: „Wyrosłem w świecie uprzedzeń rasowych. Mój ojciec był biały, matka czarna. A ja – ot taki – półkrwi. Nigdy do końca nie utożsamiałem się z żadną z tych ras. Ani białą, ani czarną. Opowiadam się po stronie Boga. On mnie stworzył na podobieństwo swoje i chciał bym nosił w sobie i białą i czarną krew." Marley został wybrany przez Jah Rastafari by zmienić kształt swego-Jah wyobrażenia w ludziach, by zmienić ruch-religię Rastafari, otworzyć ją na świat i na problemy wszystkich ludzi, wszystkich ras. Narzędziem do tego jest Roots Reggae. Dlatego też – jak powiedziałby Rasta - dokonawszy największego dzieła, czyli likwidacji niewolnictwa (obrazy człowieczeństwa), Jah postanowił odrzucić swą ziemską postać Haile Selassie I – Cesarza Etiopii, i dlatego na plan pierwszy wysunął swego świętego, a także, jak sądzą niektórzy Rasta, kolejne swoje wcielenie - Boba Marleya. V. Reggae – Muzyka Korzeni „¦piewajcie Panu pieśń. Chwalcie w pląsach imię jego. Grajcie mu na bębnie i na cytrze. Czyńcie hałas miły Panu. Sela” Reggae dopełniło wielkiego cyklu: Afryka – Indie Zachodnie i znów – Afryka (pierwotnie, w wyniku błędu Kolumba, Indiami Zachodnimi nazywano całą Amerykę, dziś to wyspiarska część Ameryki ¦rodkowej). Do Ameryki, wraz z niewolnikami, przywieziona została kultura i zwyczaje Czarnego Lądu. Później Rastafarianie wypowiedzieli słowo o konieczności powrotu na kontynent – matkę. Jednak dla niewielu było i ciągle jest to dane. Dopiero reggae umożliwiło połączenie się karaibskiej kultury potomków niewolników z tradycją Afryki. Dziś reggae, choć zrodzone na Jamajce, uznawane jest także za rdzenny gatunek muzyczny Afryki. Reggae przyjęło za swoje barwy kolory flagi Etiopii: zieleń, złoto i czerwień. O muzyce reggae – także roots reggae - napisano dużo, całe książki [patrz np.: „Reggae Bloodlines. In Search of the Music and Culture of Jamaica”, „Reggae International”, „The Virgin Encyclopedia of Reggae”; po polsku mniej, ale też można coś przeczytać: cykl artykułów „Roots, Rock, Reggae” w historycznym już dziś „Non Stopie”, we wszystkich zinach regowych jak „Front Reggae”, „Rub Puls”, „I and I”, w szeregu rozproszonych artykułów, na stronach Internetu. O Rastafarianizmie i ideowej stronie reggae mówią z kolei takie książki jak: „The Rastafarians”, „Rastafari”, a w Polsce „Reggae–Rastafari” Sławomira Gołaszewskiego]. Nasza opowieść toczy się jednak swoim własnym rytmem prowadzonym myślą, że najpierw trzeba poznać prawdę o korzeniach, by pełniej zrozumieć istotę gałęzi. Muzyka Roots Reggae opiera się na dwóch wielkich pniach. Po pierwsze jest to tradycyjna muzyka przywieziona jeszcze z Afryki, kultywowana niczym największa świętość w rejonach wiejskich i w wolnych komunach zbiegłych niewolników - Maroonów, muzyka specyficznego rytmu, która opiera się przede wszystkim na grze bębnów, towarzyszy obrzędom religijnym – to muzyka Rasta. Po drugie Roots Reggae wykorzystało, a w części też współtworzyło, oryginalny gatunek muzyczny – reggae - wypracowany właśnie na Jamajce w końcu lat sześćdziesiątych, a opierający się na afro-euro-amero-karaibskiej mieszance, która zrodziła najpierw mento, potem SKA, a bezpośrednio z niego właśnie REGGAE. Pamiętać musimy, że każda z wysp Zachodnich Indii ma swą własną specyfikę muzyczną. I tak na przykład Kuba to – jak wszyscy wiemy – samba, Trynidad – calypso, Barbados zaś zdominowany jest przez soca. O wielu gatunkach karaibskiej muzyki nawet nie słyszeliśmy. Wszystkie one, podobnie jak reggae na Jamajce, nie tylko bawią, ale też opowiadają o historii i interpretują współczesność. Ale wróćmy do głównych składowych reggae: I. Pulsacja reggae jest niczym innym jak rytmem afrykańskich bębnów. Niewolnicy przywieźli do Indii Zachodnich swą wiarę i rytuały. Od początków niewolnictwa do dzisiaj kultywowane są obrzędy odwołujące się do tradycji afrykańskiej. Słuchając tradycyjnej muzyki Jamajki (i innych wysp Karaibów) można odnieść wręcz wrażenie, że jest to granie i śpiewanie prosto z Czarnego Lądu (posłuchaj np.: „Drums of Defiance. Maroon Music from The Earliest Free Black Communities of Jamaica”, wydana przez Smithonians Folkways). Afrykę na Jamajce słychać wszędzie, ale przede wszystkim w obrzędach religii REVIVALISM czy POCOMONIA. Są to odrębne kościoły funkcjonujące na Jamajce obok powszechnie znanych jak katolicy, baptyści, adwentyści czy metodyści. Ich specyfiką jest utrzymanie wyraźnych wpływów kultury afrykańskiej. POCOMONIA – politeistyczna religia podobna do Voodoo obcuje z czarami, dociera do duchów przodków poprzez wprowadzanie w trans przy hipnotycznym rytmie bębnów. W bliskości tradycji Czarnego Lądu podobny im jest RASTAFARIANIZM, który jednak - przez swój uniwersalizm - bardzo odbiega od tych klasycznych religii. Obrzędom KUMINA, JOHN CANOE czy CONVINCE (rytuały magiczno-religijne), towarzyszą charakterystyczne uderzenia bębnów BURRU, rozbrzmiewające też na wszystkich zgromadzeniach (GATHERINGS) braci Rastafarian, czy to NYABINGHI, czy GROUNATION. O bębnach Burru pisali w „Non Stopie” S. Gołaszewski i A. Jakubowicz: „Wszystkie jamajskie obrzędy otoczone są pulsującym brzmieniem bębnów. Dzisiaj burra znane są również jako bębny akete, od imienia największego z nich, który jest sercem obrzędu i muzyki. Podstawowy zestaw składa się z trzech rodzajów instrumentów. Największy jest bęben basowy, akete, który stanowi podstawę i fundament muzyki. Ten, którego zadaniem jest powtarzanie frazy i odpowiadanie, nazywa się repeater. Jest mniejszy i wyżej nastrojony i ma membranę z koźlej skóry. Trzeci, który jest instrumentem melodycznym i służącym do synkopowania, nazywany jest funde. Jest nieco spłaszczony i opatrzony membraną ze skóry węża. Funde i repeater są mniej więcej tej samej wielkości i określane są jako bębny żeńskie, natomiast akete jest bębnem męskim.” [S.Gołaszewski, A.Jakubowski, Roots, Rock, Reggae]. Te trzy podstawowe bębny uzupełnia cały zestaw różnych instrumentów perkusyjnych oraz dęciaki przeważnie domowej roboty, no i – oczywiście recytacje oraz śpiewy solo, na głosy i w chórze. Muzyka Rasta wywodzi się z tradycyjnej muzyki tanecznej Zachodniej Afryki skąd właśnie pochodzą obrzędy Burru i Kumina. Ta muzyka zawsze towarzyszyła przesłaniu Rastafari. Muzyka Rasta nie tylko przetrwała niechęć białych w odległych rejonach górskich i wiejskich, w niepodległych republikach Maroonów. Ona także rozwinęła się w niektórych z wspomnianych Wspólnot Rasta. Wśród nich wymienić trzeba: Wareika Hill, Dungle, Accompong czy Moore Town. Właśnie na wzgórzu Wareika muzykę Nyabinghi w latach pięćdziesiątych doskonalił legendarny COUNT OSSIE i jego zespół Mystic Revelation of Rastafari. To oni zaprezentowali muzykę Rasta szerszej publiczności, szczególnie gdy Count Ossie zgodził się na współpracę z Prince Busterem. Razem we wczesnych latach 60. nagrali szereg przebojów jak np. „Oh Carolina”, które były po prostu zapisem tradycyjnych utworów. Przez następnych 10 lat Count Ossie i jego bębniarze często uczestniczyli w licznych nagraniach nawiązujących do Rastafari. W 1973 r. wspólnie z saksofonistą rastamanem Cedric Brooksem Ossie zapisał klasyczną pozycję muzyki Rasta – potrójny album „Grounation”. Count Ossie zginął tragicznie w 1976 r., jego zespół tworzy z przerwami do dzisiaj. „Zmienił” go Michael George Henry – aka RAS MICHAEL, ze swą grupą Sons of Negus nagrywając w 1975 r. fantastyczną płytę „Dadawah, Peace & Love” łączącą w sposób niewyobrażalny muzykę Rasta i psychodelię. Do dziś Ras Michael wydał już prawie 20 płyt i każdej warto posłuchać. Inną, nie muzyczną drogą, rozwijał tę muzykę RAS SAM BROWN, jeden z pierwszych nauczycieli Rastafari, dziś już sędziwy staruszek, który jednak w doskonały sposób wykorzystuje nowoczesne, elektroniczne brzmienie neo-roots, by na jego tle przekazywać idee Rasta. Muzyka ta w zadziwiający sposób pozostaje aktualna, a sięgają do niej i współcześni wykonawcy związani na różny sposób z Rastafarianizmem, są to m.in.: HR (świetna wspólna płyta z Ras Michaelem „Zion Train”), Dr. Israel (pierwsza płyta „7 Tales of Israel”), Bad Brians, Bonjo Iyahbinghi Noah (lider African Head Charge) oraz szereg współczesnych artystów z kręgu radical-ragga, neo-dub czy digital-roots. Filozofia, tradycja, religia i kultura Rasta stanowią główne i jedyne przesłanie Roots Reggae. Afrykańskie bębny towarzyszą życiu Rastafari powszechnie, w czasie obrzędów, świąt, zabaw, w czasie radości i smutku, opowiadają o codziennych problemach, przepowiadają – przeważnie w apokaliptycznych wizjach – przyszłość. Rastafarianie schodząc z gór na zgromadzenia Grounation/Nyabinghi zwołują chętnych afrykańskim rytmem burru. Także w odległej Polsce uderzenia burru rozbrzmiewają praktycznie na każdej imprezie reggae. Wpływy Rastafari na Jamajce pojawiały się przed reggae we wszystkich gatunkach muzycznych od mento przez R&B po ska i rocksteady. II. Niewolnictwo przyniosło Karaibom wymieszanie kultur wszystkich ras. Prawdopodobnie ten nieludzki tygiel, któremu towarzyszyła niewyobrażalna, obca presja - z jednej strony i przemożna wola zachowania jak najwięcej z tego co własne – z drugiej, a równocześnie jak najbliższe współżycie i wzajemne inspirowanie się, stworzyły podłoże do powstania zupełnie nowej kultury, która zafascynowała ludzi na całym świecie. Dotyczy to także muzycznej strony tej kultury i muzyki reggae. Większość współczesnych gatunków muzycznych nie mogłaby powstać gdyby nie ten płodny twór rodem z Jamajki. Bez reggae nie byłoby rapu, bo na DJ-ach i toasterach uczyli się późniejsi amerykańscy melorecytatorzy. Bez reggae nie byłoby dubu, który zrewolucjonizował muzykę końca XX wieku. Z dubu w prostej linii zrodziły się tak modne dziś, nowoczesne style jak drum’n’bass, ambient, techno, trance, hip-hop, jungle. Reggae łączy różne gatunki muzyczne, chętnie czerpie od innych, inspiruje twórców grających inną muzykę i w sposób trudny do przecenienia wzbogaca-pogłębia propozycję muzyczną naszych czasów. „Coraz częściej zdarza się, że współczesne produkcje dubowe wcale nie kojarzą się z pniem, z którego wyrosły. Pojawiają się i zyskują bardzo dużą popularność fuzje tego rodzaju brzmień z techno (Dreadzone, Leftfield), house (Zion Train), jazzem (Material), hip-hopem (Massive Attack, Asian Dub Foundation), funk (Tackhead) czy wreszcie world music (Transglobal Underground, Hypnotix, Banco De Gaia)...Sound Systemy Kingston Town są protoplastami współczesnych techno & rave parties gdzie DJ w trakcie imprezy współtworzy muzykę, a nie tylko emituje ją w czystej płytowej formie.” [Maken I, Elektryczna Jamajka, czyli Dub in Club] Z kolei w samym reggae możemy też znaleźć kilkanaście czasami bardzo różnych stylów, jak: ska, rock-steady, blue beat, roots, raggamuffin, dub, lovers rock, DJ-music, dancehall, digital-dub, rockers, sunshine reggae, dub-poetry, Jamaican jazz, rub-a-dub, neo-roots, radical czy conscious ragga, nyabinghi itp. itd. Każdy z nich jest czymś wyjątkowym, jest własnym tworem Jamajki i każdy z nich inspiruje muzyków dosłownie na całym świecie. To właśnie fenomen Jamajki – tak mała wyspa, bez swojej rdzennej tradycji i kultury, była w stanie zrodzić tak wiele oryginalnej, niepowtarzalnej muzyki, która zainspirowała cały świat. Źródła reggae da się wywieść od afrykańskiego burru i cumina, europejskiego kadryla i polki, latynoskiego calipso i mento, indyjskiej ragi, amerykańskiego bluesa i funk. Na samej Jamajce reggae bezpośrednio poprzedziły ska i rock steady, które mają podobne korzenie jak reggae. W połowie lat 60., kiedy powstawało, reggae nie miało jeszcze dzisiejszej nazwy. Nową muzykę określano „streggae” (od najdawniejszego zawodu świata), chcąc opisać to dziwne, powolne i nieczyste granie. Po raz pierwszy terminu „reggae” użył w 1967 r. Toots Hibbert (lider zespołu Toots and The Maytals). Natomiast o miano pierwszej płyty reggae konkurowały w 1968 r. dwa single: „Nanny Goat” Larryego i Alvina oraz „No More Heartaches” Beltonesów. O początkach reggae pisali S. Gołaszewski i A. Jakubowicz: „Trudno dokładnie ustalić, kiedy i dlaczego ska przekształciło się w rock-steady. Niektórzy uważają, że stało się to w lecie 1966 – wyjątkowo gorącym i suchym, kiedy mało kto miał energię do tańca w szybkim tempie ska. Rock-steady („niewzruszony jak skała”) był więc tańcem powolniejszym, o regularniejszym rytmie. Zaszła także zmiana w instrumentacji. Płyty nagrywane na Jamajce rozchodziły się teraz także poza wyspą. Producenci zyskiwali większe środki, a także dostęp do lepszej technologii nagraniowej. Nie trzeba już było tylu instrumentów, by stworzyć pełne, satysfakcjonujące brzmienie.” [Roots, Rock, Reggae] Ze ska reggae wzięło rangę sekcji dętej, z rock steady rytm, pulsację z afrykańskich korzeni, trans z amerykańskiego funku – stąd najważniejsze znaczenie w tej muzyce sekcji rytmicznej. Reggae natychmiast stało się doskonałym nośnikiem idei Rastafari (choć jej hasła rozbrzmiewały dużo wcześniej, także w rock-steady i ska). Muzyka reggae i ideologia Rasta pasowały do siebie jakby były dla siebie stworzone. Grzmiący bas odd
  1   2


©absta.pl 2016
wyślij wiadomość

    Strona główna